0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Wracam. Nie wiem jeszcze na jakich zasadach, niewiem jak mi to wyjdzie. Ale wracam. I mam Wam wieeeele do opowiedzenia :) 

Sporo mnie tutaj nie było. O ile ktoś obserwuje mój instagram a konkretnie relacje InstaStories, wie doskonale na bieżąco czym się zajmuję i jak chociaż częściowo wygląda moje życie. Ale jeśli ktoś bazował tylko na blogu, to można by rzecz, że nie wie nic - bo po prostu zniknęłam.

Blog ten powstał w 2013 roku z potrzeby znalezienia sobie zajęcia w czasie ciąży i z potrzeby dzielenia się z innymi tym, co u mnie. Moja historia okazała się na tyle ciekawa i inspirująca, że blog rozrastał się z miesiąca na miesiąc, budząc zainteresowanie nie tylko czytelników, ale też firm. I tym oto sposobem, stał się nie tylko internetowym pamiętnikiem, a przerodził się w dobrze prosperujący biznes.

I czasem zdarza się tak, że kiedy pasja staje się pracą i od niej zależy nasz byt finansowy - staje się również zobowiązaniem. Dwa lata temu poczułam, że blogowanie przestaje sprawiać mi radość. Kampanie reklamowe choć w zgodzie ze mną - zaczynają męczyć. Wypaliłam się, ale jednocześnie nie mogłam znaleźć na siebie żadnego innego pomysłu. Wiedziałam, że chcę pomagać innym kobietom, że najbardziej jara mnie innspirowanie innych do zmiany swojego życia na lepsze. Zaczęłam organizować warsztaty rozwojowe-relaksacyjne dla kobiet i to był strzał w dziesiątkę. Ale nadal czegoś brakowało. I to normalne. Rozwijamy się. Zmieniamy. I zmienia się też często kierunek, w jakim chcemy podążać.

Może wiecie, może nie... w sierpniu 2020 roku, zdecydowałam się na rozstanie.

Zostawiłam za sobą wszystko to, na co pracowałam przez ostatnie lata. Związek, mieszkanie. Wynajęłam piękne mieszkanko i zaczęłam nowe życie. Byłam na fali jeśli chodzi o zawodowe zlecenia. Byłam menadżerem ds. social mediów w dwóch dużych firmach i miałam długoterminowe kontrakty na kampanie reklamowe. Wiedziałam, że sobie poradzę. Zawsze sobie radziłam, bo nawet w związku, mogłam liczyć tylko na siebie. 

We wrześniu 2020 roku, poczułam jednak, że chcę spróbować czegoś nowego. Miałam ogromne pragnienie, by wreszcie oworzyć się na całą obfitość w tym tą finansową. Czułam całą sobą, jak uwalnia się ze mnie cały potencjał, tłumiony przez lata toksycznego związku. I musiałam ten potencjał w końcu wykorzystać. I właśnie wtedy zdecydowałam się na rozpoczęcie nowego biznesu. Totalnie od zera. I poświęciłam się temu w całości. O tym opowiem Wam kiedy indziej, ale... był to strzał w dziesiątkę, bo już po pół roku jego prowadzenia, zrezygnowałam z wszelkich innych zawodowych zobowiązań. Dziś po roku z kawałkiem, mogę śmiało powiedzieć, że odmieniłam całe swoje życie zarówno pod kątem rozwoju jak i finansów.

Czasem zamknięcie jednych drzwi, otwiera nam tysiące innych. 

Ja musiałam zakończyć relację z jednym człowiekiem, by prawdziwie pokochać siebie, odnaleźć swój cel, poznać ludzi, przy których czuję się dobrze i by zarabiać pieniądze o jakich nie śniłam.

2021 rok, był najbardziej pracowitym rokiem w moim życiu. Ale owoce jakie teraz zbieram, były warte tego czasu i zaangażowania. I nadal stoję przy tym, że dopiero się rozkręcam. 

Zniknęłam z przestrzeni blogowej, bo zwyczajnie nie miałam na to czasu. I choć w głowie miałam setki pomysłów, co chciałabym tu napisać i czym się z wami podzielić - to zwyczajnie nie miałam na to czasu i przestrzeni.

Ale... ten blog to coś, od czego wszystko się zaczęło.

To pisanie tutaj, otworzyło mi ogrom drzwi i możliwości i doprowadziło do miejsca, w którym jestem obecnie i żyję życiem swoich marzeń. To pisanie bloga, pozwalało mi rozwijać się i zarabiać na swoich własnych warunkach, nie będąc ograniczoną etatem, szefem, sufitem finansowym.

Chciałabym tu powrócić w takim stylu jak kiedyś. Będąć totalnie z potrzeby pasji, a nie z potrzeby zarobków. I z potrzeby zarobków na pewno już nigdy tu nie wrócę, bo nie muszę. I jest to cholernie uwalniające.

Nie chcę składać pustych obietnic, deklarować się. Ale mam takie marzenie, że moja praca da mi więcej czasu, a ja w tym czasie będę mogła i będę chciała tutaj pisać. O czym? Nie wiem. Może czasem będą to kartki z pamiętnika, a czasem relacje z podróży, bo w 2022 roku będzie ich sporo. Może będzie tu jakiś dział o biznesie, bo na tym się znam i chciałabym uczyć tego innych.

Jedno jest pewne - będzie tu w 100% po mojemu. Nie po to, by spełniać oczekiwania danej grupy odbiorców, nie po to, by mieć z tego zysk. Ale po to, bym mogła znów mieć z tego fun, a nie poczucie, że coś muszę.

Może się okazać, że jednak to nie wyjdzie. Bo to nie jest już TO. Nie wiem. Ale spróbujmy :)

A póki co, życzę Wam pięknego i obfitującego we wszelkie dobra, 2022 roku. Bądźcie szczęśliwi kochani!

Tegoroczne wakacje zaczęły się dla nas już w czerwcu. To właśnie na początku czerwca zabrałam moją mamę i córkę w małą podróż do Gdyni, a potem do Kątów Rybackich.

Przez całe życie odwiedzałam głównie większe, turystyczne miejscowości nadmorskie. Moja Pola zakochała się w Łebie i Władysławowie i bazarach z chińskim badziewiem. W automatach do gry i tetniących życiem miastach tego typu. Byłam przekonana, że mała miejscowość bez tej całej otoczki, nie przypadnie jej do gustu, ale... myliłam się... było zupełnie na odwrót :D

Do Hotelu Tristan pojechałyśmy na zaproszenie - i powiem Wam szczerze, że to jedna z najwspanialszych współprac, jakich doświadczyłam w swoim życiu. Raczej nie odpoczywam na takich wyjazdach, ale sama zmiana klimatu no i szczęście Poli... jest tego warte :)

Z wielką przyjemnością opowiem Wam o pobycie w tym Hotelu i o tym, dlaczego warto jechać tam z całą rodziną - bo naprawdę warto.

 

TRISTAN HOTEL&SPA

 

 

 

Naprawdę nie wiedziałam, że w takich małych miejscowościach, są tak piękne, duże i naprawdę w wysokim standardzie hotele. Gdybym miała opisać ten hotel jednym zdaniem to brzmiałoby ono: idealne miejsce dla rodziny. Jest w tym hotelu bowiem wszystko, czego trzeba rodzinom, by odpoczęły, dobrze zjadły i by każdy z członków rodziny - czy to dziecko, czy dorosły, miał zapewnione atrakcje adekwatne do wieku. Baseny, strefa SPA, sala zabaw, miejsce na drinka wieczorową porą, piękne tereny wkoło hotelu i wszelkie udogodnienia, dzięki którym możecie się poczuć w hotelu jak... w domu :)

Pierwszego dnia dojechałyśmy na miejsce dość wcześnie, dlatego zostawiłyśmy bagaże w recepcji i postanowiłyśmy przejść się na plażę. Opcje, by tam dojść były dwie - albo główną ulicą, albo lasem. Wybrałyśmy las i powiem Wam, że to było przepiękne doświadczenie. Bo to nie był sobie tylko taki zwykły las, ale prawdziwy busz z różnymi dolinami i wzniesieniami. Cisza, śpiew ptaków - coś naprawdę niesamowitego. A potem coraz wyraźniej słyszalny szum morza i mój ulubiony moment, kiedy zza drzew wyłania się niebieski jego odcień.

 

 

 

 

 

 

 

Plaża w Kątach Rybackich jest naprawdę ogromna, szeroka, czysta no i jak przystało na małą miejscowość nie skażoną turystyką - prawie pusta :) Zdecydowanie zakochałam się w takiej formie spędzania wakacji. I Pola tak samo, a bałam się, że co minutę będę słyszała klasyczny tekst: nudzi mi sięęęęę... od którego robi mi się słabo ;)

Napiszę Wam o kilku rzeczach, które są w hotelu najbardziej na plus, więc w sumie o wszystkim co możliwe - naprawdę nie znalazłam minusów.

 

PRZESTRONNY POKÓJ

I to z tarasem i balkonem! :) Pokój idealny dla rodziny - jedno łóżko podwójne i rozkładana kanapa. Wszystko wyposażone naprawdę w wysokim standardzie. Schludnie, czysto. Po naszym ostatnim słabym wyborze noclegu nad morzem, Pola po wejściu do łazienki powiedziała: tu nie śmierdzi! Haha - nie pytajcie :D

Wyposażenie pokoju jak i hotelu to takie klasyczne wyposażenie dla każdego hotelu o podwyższonym standardzie. Fajną opcją jest właśnie taras z leżakami, na którym można pochillować.

Pokój jest naprawdę duży, jest klimatyzacja, zestaw do kawy/herbaty - czyli taki standardzik. W łazience również standardowo prysznic.

Jeśli przyjeżdżacie z małymi dziećmi, wystarczy porozmawiać z obsługą hotelu, która z przyjemnością doposaży Wasz hotelowy pokój w takie rzeczy jak np. łóżeczko turystyczne, wanienka, nocnik, podgrzewacze do butelek.

 

 

 

 

 

SALA ZABAW

Wiadomo - must have. Przynajmniej dla Poli. Może dzięki temu nie było marudzenia, bo mogła trochę się pobawić w swoim żywiole. Skakanie do kulek, plastikowe domki do zabawy, masa gier i książek. Wszystko czyste i naprawdę zadbane. Dużo zabawek dla maluszków, więc dzieci w różnym przedziale wiekowym znajdą tam coś dla siebie.

Sala zabaw posiada też własną toaletę więc nie będziecie musieli biegać z dziećmi po całym hotelu :)

 

 

 

 

 

 

 

BASEN

W sumie to by Poli wystarczyło. Wyciągnąć ją z wody to naprawdę wyczyn. Jest wydzielona płytka strefa dla dzieciaków, wodny grzybek, jest jacuzzi, ale moim hitem jest.... basen zewnętrzny na tarasie. Otoczony pięknymi świerkami. Coś niesamowitego. Typowa instagramowa miejscówka, którą człowiek nie może przestać się zachwycać. Baaardzo na plus.

No i wszystko jest naprawdę przemyślane pod kątem pobytu małych dzieci. W strefie basenowej można korzystać z piankowych makaronów czy desek do pływania. 

Można też zakupić na miejscu pieluszki kąpielowe, stroje kąpielowe, zabawki, czepki - no wszystko :) Więc jak czegoś zapomnicie, to spokojnie. Wszystko jest dostępne na miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Świetnym miejscem w strefie Wellness jest też... grota solna. Bardzo odprężający relaks na leżaku, z relaksującą muzyką w tle.

 

 

 

 

 

W strefie SPA możecie oczywiście korzystać z różnych zabiegów, masaży - nie dotarłam tam, miałam trochę małe czasu, ale jeśli profesjonalizm jest na tak wysokim poziomie jak cała reszta... to na pewno warto :)

Są też oczywiście sauny, ale z nich nie korzystałam.

 

 

RESTAURACJA

Jedzenie... to taki najważniejszy punkt w mojej skali hahah :D Jak już jedzenie jest słabe, to opinii o hotelu nic nie uratuje. Lubię jak jest smacznie ale też różnorodnie a tutaj właśnie tak było. Codziennie inne rzeczy do wyboru. Wszystko świeże i czuć że żywność jest dobrej jakości. Jak już moja Pola biega i nakłada sobie dokładki, to naprawdę musi być dobrze. Baaardzo dużo owoców, mega wybór herbat, dość sporo posiłków na ciepło do wyboru i bardzo, ale to bardzo dużo słodkości.

 

 

 

 

 

 

 

 

SIŁOWNIA

A właściwie centrum fitness - powiem Wam, że dawno nie widziałam w hotelu tak dobrze wyposażonej sali treningowej. Są tam dosłownie wszelkie możliwe sprzęty, jest szatnia, węzeł sanitarny. Ogromne lustra, żeby można było udokumentować, że się na sali było - niekoniecznie ćwiczyło :D

 

 

 

Do kilku miejsc nie dotarłam, byłam w hotelu krótko, a że dopisała pogoda to starałam się spędzić czas na plaży. W hotelu jest również kręgielnia i moon club, w którym można potańczyć, wypić drineczki czy zagrać w bilard. Dla fanów sportu, na zewnątrz jest kort tenisowy :)

Jest też na miejscu wypożyczalnia rowerów górskich - możecie wypożyczyć rowery dla całej rodziny, kaski i ruszyć na przejażdżkę.

Ogólnie rzecz biorąc - jest w tym hotelu wszystko, czego trzeba człowiekowi do szczęścia. I to takie idealne miejsce na rodzinny wypoczynek, z dala od zgiełku i turystyki.

Jestem przekonana, że zakochacie się nie tylko w hotelu, jedzeniu, ale też pięknej plaży i wspaniałych okolicznościach natury.

Dla mnie pobyt z Kątach Rybackich - nie chodzi mi tylko o sam hotel, będzie już na zawsze jednym z najpiękniejszych wspomnień...

Dziękuję oczywiście Hotel Tristan&Spa za zaproszenie i ugoszczenie nas na wysokim poziomie. Wizyta u Was pozostanie w mojej pamięci już na zawsze :)

Od trzech miesięcy jestem szczęśliwą aparatką. O tym dlaczego noszę aparat i jaka stoi za tym historia, opowiem Wam wkrótce w nowym wpisie.

Dziś chciałabym się skupić na tym, czym jest irygator do zębów i czy warto go kupić, nosząc aparat ortodontyczny.

 

PO CO MI TEN IRYGATOR?

Wychodząc od ortodonty z założonym aparatem, dostałam całą kartkę zaleceń, jak mam dbać o zęby i jamę ustną. Jeśli chodzi o czyszczenie zębów, miałam zaopatrzyć się w płyn do płukania jamy ustnej, nici dentystyczne, szczoteczki do czyszczenia przestrzeni między zębowych i delikatną szczotkę przeznaczoną do aparatów ortodontycznych.

 

 

Koleżanka widząc mnie po raz pierwszy z aparatem, od razu zapytała: masz już irygator? A ja nie miałam pojęcia, o co jej chodzi i co to w ogóle jest. Pielęgnowałam zęby moją pastą i szczoteczką, ale te małe patyczki/szczoteczki do czyszczenia przestrzeni między zębami nie za bardzo spełniały u mnie swoją rolę.

Trochę się bałam, że nie dam rady doczyścić zębów nosząc aparat, no i wtedy zaczęłam szperać w  sieci i okazało się, że idealnym rozwiązaniem dla mnie będzie właśnie irygator. Trochę Was ten temat ostatnio zainteresował, więc mam nadzieję, że ten wpis okaże się pomocny.

 

irygator do zębów

 

IRYGATOR DO ZĘBÓW - CO TO JEST?

Irygator to urządzenie, które ma na celu wyczyścić zarówno zęby, jak i jamę ustną. Działa to w ten sposób, że z końcówki urządzenia pod ciśnieniem wystrzeliwuje płyn, który doczyszcza nam nawet najbardziej ukryte przestrzenie między zębami. Dla mnie najbardziej problematyczne jest zawsze dotarcie do ostatnich zębów a właściwie przestrzeni między nimi, a irygator dociera tam bez problemu.

Przy aparacie czyszczenie zębów jest jeszcze bardziej utrudnione, bo resztki jedzenia i płytka nazębna gromadzą się nie tylko w przestrzeniach międzyzębowych, ale też pomiędzy zębami a klamrami aparatu. I to wcale nie jest prosta sprawa, żeby w te wszystkie zakamarki dotrzeć.

 

 

JAKI IRYGATOR WYBRAĆ? 

Szczerze mówiąc nie jestem  w stanie zrobić Wam żadnego porównania. Mogę jedynie odnieść się do opinii i re-searchu, który zrobiłam w sieci + do opinii własnej, którą mam po kilku tygodniach stosowania irygatora w mojej codziennej pielęgnacji jamy ustnej.

Robiąc w sieci rozeznanie, dowiedziałam się między innymi, by przy wyborze irygatora, zwrócić uwagę na kwestie takie jak:

  • wielkość
  • pojemność zbiornika na wodę
  • wymienne dysze
  • czas ładowania urządzenia

Było tego w sieci naprawdę sporo, serio. Do cen się jeszcze odniosę, ale rozstrzał był ogromny. Ostatecznie wybrałam irygator Panasonic. Miałam w życiu trochę sprzętów od Panasonic i nigdy się nie zawiodłam :)

 

PANASONIC DENTACARE EW1513

 

Irygator, który wybrałam ja, to Panasonic a konkretnie model EW1513. Zastosowano w nim technologię ultrasoniczną. W zestawie są dwie końcówki - standardowa oraz specjalna szczoteczka pęczkowa do aparatów ortodontycznych. 

 

 

CZY WARTO KUPIĆ IRYGATOR DO ZĘBÓW?

 

Moim zdaniem - TAK. Ale wypowiadam się jako osoba mająca aparat ortodontyczny, w dodatku z bardzo wrażliwymi dziąsłami. Czy bez aparatu i wrażliwych dziąseł, zdecydowałabym się na taki zakup? Pewnie nie. Aczkolwiek uważam, że  każdy kto chce należycie zadbać o jamę ustną, powinien taki zakup sobie przemyśleć.

To jest naprawdę ogromne ułatwienie w doczyszczeniu zębów i trudno dostępnych przestrzeni między nimi. Z nićmi dentystycznymi jakoś się nie polubiłam.

 

NAJPIERW ŁADOWANIE

Ten konkretny model, którego używam osiąga pełne naładowanie w przeciągu jednej godziny. Uważam, że to naprawdę bardzo szybko. Ładowarka w urządzeniu posiada też miejsce na dwie dysze, dzięki czemu nie walają nam się one po kątach i nie brudzą.

Na jednostce głównej, mamy kontrolkę poziomu naładowania akumulatora. Trzy diody, które są dla nas komunikatem oznaczającym:

  • ładowanie w toku
  • ładowanie zakończone
  • nieprawidłowe ładowanie

Przy tym ostatnim komunikacie dioda miga na czerwono dwa razy na sekundę.

Jeśli chodzi o czas pracy urządzenia - po całkowitym naładowaniu, czas pracy wynosi 10 minut - jeśli poziom ciśnienia ustawiony jest na 5. W praktyce wychodzi to bardzo różnie - ja mam delikatne dziąsła i używam bardzo niskiego ciśnienia naprzemiennie z silniejszym, żeby móc dobrze doczyścić trudno dostępne miejsca. Zauważyłam, że czas pracy to średnio między 10 a 15 minut. 

 

W JAKI SPOSÓB UŻYWAĆ IRYGATORA?

 

Pierwszym krokiem, by użyć irygatora jest napełnienie zbiornika wodą. W tym celu należy otworzyć pokrywkę zbiornika wody, następnie trzymając urządzenie w pozycji poziomej, pomału wlewać do niego letnią wodę (może być z kranu) aż do napełnienia. Następnie zamknąć pokrywkę zbiornika wody.

Kiedy zbiornik jest już napełniony wodą, należy zamontować dyszę. Tak jak pisałam wyżej, w zestawie były dwie dysze: dysza ultradźwiękowa i dysza ortodontyczna. Ja używam ich naprzemiennie. Dyszę montuje się dosłownie w sekundę - wystarczy umieścić ją w otworze aż usłyszy się kliknięcie.

Naciskamy przełącznik poziomu i wybieramy poziom ciśnienia wody. Poziomów jest pięć. Jeśli mamy delikatne dziąsła, lepiej wybierać poziomy niższe.

 

 

JAK OCZYSZCZAMY JAMĘ USTNĄ? 

Ja zawsze wkładam dyszę do ust i zamykam delikatnie buzię. Włączam urządzanie przyciskiem zasilania. Ciśnienie wody możemy zmieniać nawet podczas korzystania z urządzenia. Przy całkowitym napełnieniu, urządzenie będzie działało przez ok. 60 sekund.

Dysza do użytku ogólnego jest  nam potrzebna do:

  • przestrzeni międzyzębowych
  • czyszczenia kieszonek dziąsłowych
  • pielęgnacji dziąseł

To co zauważyłam to fakt, że irygator naprawdę dobrze radzi sobie z wyczyszczeniem krzywo ustawionych zębów - nie jest to problematyczne. Tak samo z miejscami trudno dostępnymi przez aparat. Tak naprawdę kierując strumień po kolei od lewej do prawej, jesteśmy w stanie wypłukać wszystko to, co utknęło za aparatem.

 

 

 

JAK CZYŚCIĆ ZĘBY Z APARATEM ORTODONTYCZNYM?

Napisałam Wam, że używam obu dysz. Dyszę do użytku ogólnego używam w ten sposób, że prowadzę ją dookoła zamków i łuku ortodontycznego.

Dyszę ortodontyczną używam, wprowadzając szczotkę w przerwę pomiędzy zębem i aparatem ortodontycznym. Kołyszę końcówką szczotki podczas czyszczenia.

 

 

irygator do zębów

JAK DBAĆ O IRYGATOR?

Urządzenie czyścimy PO KAŻDYM użyciu. Wyłączamy je, wylewamy pozostałą wodę i przemywamy dyszę wodą. Musimy też zdjąć pokrywę dolną i umyć główne urządzenie oraz wnętrze zbiornika. Następnie urządzenie powinno wyschnąć przed schowaniem.

W zestawie miałam również dwa wkręty. Można je wykorzystać do przymocowania podstawki ładującej do ściany. Ja z tej opcji póki co nie skorzystałam :) Irygator zajmuje na tyle mało miejsca, że mieści się na półce.

 

 

 

IRYGATOR - ILE KOSZTUJE?

Ceny w sieci były naprawdę różne, od 100 zł do nawet 500 zł. Mój kosztował ponad 300 zł. Spodobał mi się zarówno wizualnie jak i pod kątem specyfikacji. Ale tak jak wspominałam - porównania z innymi nie mam.

 

PODSUMOWUJĄC

Dla mnie osobiście jest to GENIALNA pomoc. Zatem u mnie podstawą dbania o higienę jest: dobra szczoteczka, irygator, dobra pasta do zębów i płyn do płukania. I to wystarczy :) Choć to i tak i solidny pakiet.

Irygator jest tutaj naprawdę kluczowym elementem. U mnie sprawdził się genialnie i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Panasonic spisał się na medal - nie pierwszy już raz.

Dajcie znać jak wy dbacie o swoje zęby zwłaszcza jeśli macie aparat ortodontyczny. Jestem ogromnie ciekawa!

A może macie do mnie jeszcze jakieś pytania w związku ze stosowaniem irygatora? Chętnie odpowiem!

Ściskam, Alicja

Stało się! 2 tygodnie temu ruszyła sprzedaż mojego e-booka jakim jest Plan Zdrowej Zmiany. A od poniedziałku wszyscy wspólnie ruszyliśmy z wyzwaniem, w którym realizujemy zadania w nim zawarte.

Prowadzę blog od ponad 7 lat... i w trakcie gdy wszyscy blogerzy jeden po drugim zaczynali wydawać swoje książki, tworzyć swoje produkty, co chwile ktoś mnie pytał: czemu ty nie? Odpowiedź była prosta: bo nie! Nie lubię robić czegoś na siłę, tylko dlatego, że robią to inni.
⁣⁣⁣⁣
Wiedziałam natomiast, że produkt stworzę tylko wtedy, kiedy rozpali się we mnie prawdziwe pragnienie jego realizacji i kiedy będę gotowa, żeby zrobić to tak jak trzeba.⁣
⁣⁣⁣⁣
Wszystko co robię jest po to, by pomagać innym kobietom. Ponad 8 lat temu byłam sfrustrowaną i schorowaną dziewczyną, negatywnie nastawioną do... wszystkiego. Zmagałam się z depresją i bulimią. Kiedy urodziłam Polę, zaczęłam o siebie walczyć. Okazało się jednak, że sam ruch i zdrowe jedzenie to za mało. Muszę zadbać też o swoją głowę. ⁣⁣⁣⁣
⁣⁣⁣⁣
I tego właśnie uczę od tamtej pory kobiety - holistycznego podejście do zdrowia. Wiem, że zmiany są trudne - dlatego stworzyłyśmy z Gosią coś, co je wam ułatwi ⁣⁣⁣.
⁣⁣⁣⁣
Napisałyśmy więc ... książkę. Książkę, która jest też jednocześnie gotowym planem i wyzwaniem, którego może podjąć się każda z Was!

⁣⁣⁣⁣
PLAN ZDROWEJ ZMIANY to: ⁣⁣⁣⁣

⁣⁣⁣⁣
- 300 stron motywacji i inspiracji dla Twojego zdrowia ⁣⁣⁣⁣
- ponad 30 przepisów bez cukru, laktozy i glutenu ⁣⁣⁣⁣
- Plan działania na 28 dni - każdy dzień to propozycja jadłospisu oraz zadanie z kategorii rozwoju, pielęgnacji oraz propozycje aktywności fizycznej ⁣⁣⁣⁣
- Wskazówki żywieniowe ⁣⁣⁣⁣(zwłaszcza dla osób z Hashimoto i IO)
- Miesięczne wyzwania ⁣⁣⁣⁣
- Codzienne karty postępu i monitorowania twojego samopoczucia ⁣⁣⁣⁣
- Inspirujące cytaty na każdy dzień ⁣⁣⁣⁣

 


⁣⁣⁣⁣
⁣⁣⁣⁣
28 dni - tyle potrzebujesz, by wyrobić w sobie zdrowe nawyki, dzięki którym odzyskasz zdrowie i dobre samopoczucie! ⁣⁣⁣⁣

 

Pracowałyśmy nad tym planem kilka dobrych miesięcy. Tak, by to było naprawdę kompletne i wartościowe. Opinie o e-booku przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Dziękujemy Wam za zaufanie i dobre słowo. Ogromnie to doceniamy <3

 

WIOSENNE PRZEBUDZENIE

Sama zaczęłam realizować Plan Zdrowej Zmiany w poniedziałek. I ja również bardzo tego potrzebuję. Ostatnie pół roku upłynęło mi na naprawdę intensywnej pracy. W momencie kiedy się wyprowadziłam, zajęłam się rozwojem drugiego biznesu i zaczęłam prace nad książką. A do tego wszystkiego ogarniałam życie, mieszkanie, macierzyństwo i istniejącą już firmę. Łatwo nie było. Ale było warto.

Cena jaką poniosłam... cóż. Zawaliłam swój rytm. Rytm życia, który najbardziej mi służy. Regularne treningi, medytacje, pracę z oddechem. Ale nadchodzi wiosna... osiągnęłam to, do czego dążyłam i mogę śmiało wrócić do swojej codziennej rutyny. Nadal mam wiele celów i ogrom pracy - ale tym razem, zrobię to w zgodzie ze swoim rytmem.

 

 

Wysprzątałam na błysk mieszkanie, spisałam cele na marzec, rozpisałam lekarzy, badania i inne rzeczy, które muszę ogarnąć. Odgruzowałam swoje paznokcie, włosy i ciało. I zaczęłam się przebudzać.

Dziś 4 dzień wyzwania, a mnie już ogarnął tak cudowny spokój. Wstaję codziennie o 5:00, ćwiczę, medytuję, pozytywnie się nastrajam. Jestem szczęśliwa, wypoczęta, zrelaksowana...

 

PODSTAWA... RUCH

Nie odpuszczę tego już nigdy, choćby nie wiem co. O to chyba jednak mam trochę do siebie żal, bo wygospodarować chociaż 15 min dziennie zawsze by się dało. Tylko, że... mi się po prostu nie chciało. Jak wpadam w pracoholizm to zapominam o Bożym świecie. Ale nie tym razem... ruch to podstawa zdrowej głowy no i wiadomo - zdrowego ciała. 

Zresztą... pisałam Wam ostatnio, że setów do ćwiczeń zamówiłam nie jeden, a trzy :D Więc akurat na te ćwiczenie 3 razy w tygodniu :D

Set sportowy, który widzicie na zdjęciu tak jak i moje pozostałe jest ze sklepu Oceans Apart  – to marka która swoje ubrania produkuje w sposób zrównoważony dla środowiska. Rzeczy są w 100% wegańskie. I do tego przepiękne!

 

 

Legginsy z tych zestawów noszę i do ćwiczę i na co dzień - są tak wygodne i tak pięknie podnoszą tyłek, że śmigam z nich w przyjemnością. Nie prześwitują, więc traktuję jak spodnie :D

Zestaw z dzisiejszych zdjęć to Laguna Set. Jest naprawdę fajny. Dwukolorowy, więc trochę inny od wszystkich jednolitych. Stanik idealnie przylega do ciała i trzyma biust. 

Tak samo legginsy. Nie zsuwają się, pięknie opinają brzuch i suuuuper zarysowują pośladki.

Nadal możecie korzystać ze zniżki - na hasło ALICJAWEGNER, do każdych zakupów za minimum 199 zł dostajecie DOWOLNY top (stanik sportowy) GRATIS. Czyli w cenie legginsów można skompletować cały zestaw :)

 

 

 

 

28 dni na zbudowanie nowego, lepszego życia

Ja wiem, że to może brzmieć dziwnie. Ale tak właśnie będzie. Dla mnie nowe nawyki=nowe życie. Nie jest to dla mnie jakaś nowość, bo nawyki miałam już wypracowane wcześniej przez kilkuletnią pracę. Po prostu teraz do nich wracam - po... krótkiej przerwie :D

I oczywiście jak to zazwyczaj bywa - na nieco innym levelu. 28 dni w marcu będzie dla mnie pracą nad dosłownie wszystkim, ale ogólnie - nad organizacją życia, która pozwala pogodzić ze sobą wszystko i znaleźć balans i równowagę. 

I muszę przyznać, że jestem cholerna dumna, że te zmiany mogę wprowadzać dzięki czemuś, co sama stworzyłam. Ale jak to się mówi - potrzeba matką wynalazku. Nikt nigdy takiego kompletnego planu, który by mi to ułatwił... nie stworzył. Więc stworzyłam go sobie sama, o.

I mam zamiar konsekwentnie i sumiennie, zmieniać z nim swoje życie <3

 

DOŁĄCZ DO WYZWANIA I RAZEM Z NAMI ZMIEŃ SWOJE ŻYCIE

I w dodatku zgarnij nagrodę :P Brzmi spoko, prawda?

Spośród wszystkich osób, które zakupią e-book i aktywnie będą brać udział w wyzwaniu oznaczając moje konto oraz #planzdrowejzmiany na swoim stories oraz w zdjęciach na IG - pod koniec marca wybierzemy 3, które dostaną od nas giftpacki pełne dobroci dla ciała, ducha i umysłu. 

 

Jeśli chodzi o mnie - dzień w dzień, na swoim IG, będę Wam relacjonować jak przebiega u mnie wyzwanie. Jakie zmiany we mnie zachodzą i jak zmienia się moje samopoczucie. Zróbmy to razem laski! Pokażmy innym, jak dbając o swoje ciało i umysł, można realnie zmienić swoją rzeczywistość.

Niech zadzieje się magia... <3 Co Wy na to? Do wyzwania możecie dołączyć w każdej chwili!

 

<< KUP PLAN ZDROWEJ ZMIANY >>

i dołącz do Nas! 

 

 

POWODZENIA KOCHANI! 

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

 

 

Hello, hello :) Witam się z Wami w lutym. To będzie krótszy niż zwykle miesiąc, ale mam zamiar wykorzystać go... mądrze ;)

Zauważyłam po sobie, że bardzo niekorzystnie wpływa na mnie, kiedy gromadzi mi się z tyłu głowy zbyt dużo tematów, które odkładam na później.

Niewywołane zdjęcia, przekładane wizyty u lekarzy, a nawet rzeczy takie jak nieuporządkowana szafka w kuchni. Jeśli tematów jest zbyt dużo - ciężko mi realnie odpocząć i nie myśleć. W dwóch ostatnich latach, bardzo dobrze sprawdzały mi się zadania na każdy miesiąc. Były to rzeczy takie jak: zrobienie badań, wywołanie zdjęć, pomalowanie ścian w pokoju Poli. Wszystko to, co ciągle odkładałam na później, a w efekcie - nie robiłam tego wcale.

W tym roku, mam zamiar robić podobnie. Podchodzić do każdego miesiąca zadaniowo. Na każdy miesiąc znajdywać sobie kilka rzeczy, które ciągle odkładam na później ale też rzeczy, nad którymi chcę popracować i które chcę zrealizować.

A że luty to dla mnie przede wszystkim miesiąc, w którym urodziłam Polę - to wiadomo co będzie priorytetem :)

 

7 URODZINY POLI

W zeszłym roku mieliśmy świetne przyjęcie w lokalu. W jednej sali bawiły się dzieci z animatorkami - za szybą w drugiej sali, byli rodzice. Wszystko było tak piękne i tak wspaniałe, że chyba nikt nie zapomni tych urodzin do końca życia.

W tym miesiącu planowanie takich rzeczy mogłoby wyjść różnie. Rząd lubi nas ostatnio zaskakiwać swoimi decyzjami ;) Dlatego zdecydowaliśmy, że w tym roku swoje urodziny Polcia spędzi z rodzicami. Sama wyszła z tą propozycją i uznaliśmy, że w obecnej sytuacji będzie to rzeczywiście spoko opcja.

Mamy taki plan, żeby w dzień urodzin dać Poli do wylosowania kartki, na których będą wypisane rzeczy, które będziemy z nią robić. Np. wyjście do muzeum, seans bajkowy, gra planszowa, obiad z deserem w restauracji, wycieczka itp. itd. I będzie np. 10 karteczek a Pola do wylosowania będzie miała 3. Oczywiście poza tym - prezenty, słodkości i cały dzień tylko dla niej i z myślą o niej. Nie mogę się doczekać!

 

KOBIECA SESJA ZDJĘCIOWA

Pamiętacie ten czas, kiedy Kasia robiła mi zdjęcia? Ja tak... uwielbiałam siebie w jej obiektywie. Już rok temu snułam plany o takiej wyjątkowej sesji, którą chciałabym dla siebie zrobić. Wiecie, takiej sensualnej. Takiej, na której jest kobiecość, zmysłowość - ale bez wyzywającego tonu. I ciągle mówiłam: Kasia, chcę zdjęcie w body! Tak wiecie, żeby coś było widać, ale nie wszystko :P

No i w końcu się z Kasią umówiłam. 19 lutego. Przed sesją będę nawet miała zrobiony makijaż! I cholernie nie mogę się doczekać. To będzie taki prezent ode mnie, dla mnie. Spóźniony walentynkowy. Muszę Wam powiedzieć, że co jak co, ale odkąd jestem singielką i sama sobie robię prezenty - to te prezenty są najbardziej trafionymi w życiu! :D

Celem tej sesji jest też nowe profilowe. I powiedziałam już Kasi, że to musi być MISTRZOWSKIE PROFILOWE :D

 

TRENINGI

No i muszę Wam teraz powiedzieć, że nic mnie tak nie motywuje do treningów, jak jakiś cel określony czasowo. Tak jak chciałam mieć fajną formę jak jechałam na wakacje, czy ogólnie jak szła wiosna - tak teraz chcę dobrze wyglądać na mojej sensualnej sesji!

 

 

Już dobrze wyglądam i spoko się czuję. Ale jednak mam taki swój model sylwetki i określoną wagę przy której czuję się tak totalnie NIESAMOWICIE i najlepiej. I 2 tygodnie zdecydowanie starczą mi na podrasowanie mojej figury.

W styczniu się już fajnie rozkręciłam, także w lutym nie będę miała z tym problemu. Ćwiczę ok. 5 razy w tygodniu, ale chciałabym zacząć znów regularnie biegać - a pogoda mnie do tego nie zachęca. No ale... ćwiczenia się. Wszystkie z Pamelą Reif - no najlepiej mi się z nią ćwiczy i są szybkie efekty. No i w styczniu zrealizowałam jedno ze swoich postanowień i zamówiłam nowe sety do ćwiczeń. I ćwiczy mi się w nich ZAJEBIŚCIE!

 

 

STRÓJ DO ĆWICZEŃ

To było moje postanowienie styczniowe. A że miałam naprawdę okropny deficyt sportowych ubrań, a wielką potrzebę wyglądania fajnie nawet podczas ćwiczeń - to zamówiłam nie jeden set, a trzy haha :D

Pokazywałam Wam je już odrobinę na stories, ale pokażę jeden z nich jeszcze tutaj dokładniej. Wypróbowałam już wszystkie 3 sety: i podczas ćwiczeń i podczas biegania. I jestem totalnie oczarowana. Jakością, wykonaniem, materiałem, wyglądem, no wszystkim.

Zestawy są ze sklepu Oceans Apart  - to marka która swoje ubrania produkuje w sposób zrównoważony dla środowiska. Rzeczy są w 100% wegańskie.

 

 

 

To co mnie najbardziej urzekło to świetne dopasowanie ubrań do ciała. Legginsy nie zjeżdżają w pasie, stanik jest świetnie skrojony i super trzyma biust. W ogóle ma się wrażenie takiej drugiej skóry.

Zestaw, który mam na zdjęciach w dzisiejszym wpisie składa się z legginsów, stanika i longsleeva. Nazywa się Jessy Set Deluxe. Jeśli chodzi o rozmiarówkę, to ja noszę tradycyjne M, zamówiłam M i pasuje idealnie :)

 

 

 

Po moim ostatnim stories marka Oceans Apart odezwała się do mnie z propozycją kodu dla Was - na hasło ALICJAWEGNER, do każdych zakupów za minimum 199 zł dostajecie DOWOLNY top (stanik sportowy) GRATIS. Czyli w cenie legginsów można skompletować cały zestaw :)

Korzystajcie laski, nie pożałujecie. Naprawdę w takim wdzianku aż chce się ćwiczyć!

 

 

 

CO JESZCZE W LUTYM?

BLOG - Wracając do lutowych postanowień. Przede wszystkim postanowiłam sobie bardziej skupić się na blogu, zdjęciach i ich obróbce oraz regularnym prowadzeniu insta oraz mojej grupy na FB. Trochę to ostatnio zaniedbałam i poczułam przypływ energii, żeby znów się za to wziąć. Stąd ten wpis! :D

OPERACJA - Muszę też ogarnąć do końca kwestie mojej wady zgryzu i szczęki, która niestety okazała się wskazaniem do leczenia operacyjnego. Stety, niestety. Cieszę się, że wzięłam się za ten temat i że za jakiś czas będę mogła cieszyć się pięknym uśmiechem, będę mogła normalnie gryźć i przestaną psuć mi się notorycznie zęby. Zmieni się mocno mój wygląd, ale na lepsze - więc jakoś sobie poradzę. Co prawda będę długo dochodzić do siebie i będzie czekać mnie przeprawa przez rehabilitacje i naukę gryzienia itp. ale wiem że będzie warto. W tym miesiącu muszę załatwić wszelkie formalności.

ZGRANIE ZDJĘĆ Z CHMURY - co kilka dni coś tam zawsze pozgrywam, ale chciałabym już zrobić to na full, żeby w końcu zgrać całość na dysk zewnętrzny. To mi chyba najbardziej siedzi w głowie, a jednocześnie idzie najbardziej opornie.

WYPOWIEDZIEĆ UMOWĘ W PLAY I ZLIKWIDOWAĆ STARE KONTO BANKOWE - o matko, muszę mieć to tutaj zapisane!!! :D

W planach mam jeszcze naprawę szybki w telefonie, zamówienie statywu do aparatu i znalezienie punktu, w którym zgrają mi zdjęcia ze starych telefonów - ale to wszystko akurat wiąże się z kosztami, więc jeśli finanse pozwolą, to to ogarnę, a jeśli nie - bo luty to kombo urodzinowo-podatkowe :D to ogarnę to w innym miesiąc.

 

Ajjj, normalnie jaram się, że sobie to wszystko tutaj wypisałam! :D Od razu czuję, że wszystko jest jakieś bardziej uporządkowane i że wiem co mam robić :D

Mam nadzieję, że ta moja rozpiska będzie też dla Was inspiracją i motywacją do tego, żeby wziąć się za to, co ciągle odkładacie na później. 

Co Wy na to? :)

Ściskam,

Alicja

Trochę mnie tutaj nie było, przyznaję. Styczeń był dla mnie trochę takim nowym początkiem, a właściwie ... rozgrzewką. Chciałam wbić się na dobre tory po kilku miesięcznym pędzie w pracy, ale wiedziałam, że muszę zrobić to mądrze.

Dlatego postanowiłam, że nie będę sobie stawiać nie wiadomo jakich celów. Tylko krok po kroczku, przygotuję się do tego, jak chciałabym funkcjonować przez następne miesiące.

A jak chciałabym, żeby wyglądał mój 2021 rok? Przede wszystkim zależało i zależy mi na tym, żeby nigdy więcej przez pracę nie zaniedbać siebie i swojego zdrowia. Wiem, że czasem realizując cele, trzeba ponieść cenę - wiem to i jestem tego świadoma. Ale mam problem z tym, że nie wiem kiedy powiedzieć DOŚĆ. Lubię swoją pracę i wiem, że musze przycisnąć teraz, żeby za jakiś czas było lżej - tylko nie do końca zawsze udaje mi się złapać dystans i nie zawsze słucham swojego organizmu, który ma już zwyczajnie dość i potrzebuje oddechu.

 

 

To, co najbardziej zaniedbałam przez wir pracy, to zdrowe jedzenie.  Wróciłam do w miarę zdrowego gotowania z apką, o której Wam ostatnio pisałam i było lepiej, bo ja dużo lepiej funkcjonuję jak mam przed sobą jakiś plan, zadanie. Ale mimo wszystko odkąd jestem sama z Polą, która chodzi do przedszkola - naprawdę trudno mi się zmotywować do gotowania dla samej siebie. To co wbija mnie zawsze w rytm regularnych posiłków, to korzystanie z gotowych opcji, toteż w styczniu zdecydowałam się na 3 tygodnie diety pudełkowej (zaczęłam od 7 stycznia). "Dietę" skończyłam wraz z ostatnim dniem stycznia.

Tutaj bez zaskoczenia - tradycyjnie od lat dietka od Juicy Jar. Tym razem jednak nie chciałam diety hashimoto i w ogóle nie chciałam żadnych ograniczeń. Zależało mi po prostu na tym, żeby jeść zdrowo i regularnie. Wybrałam opcję "Jesz jak chcesz" gdzie sama wybieram sobie posiłki na każdy dzień z pośród kilku propozycji, ilość posiłków itp. No i po 3 tygodniach takiego jedzonka, mam kilka wniosków, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

 

 

 

PODSUMOWANIE

Nie schudłam. I nie taki był mój cel. Nie chciałam robić sobie presji związanej z tym, co widzę na wadzę. Mało tego. Wręcz zależało mi na tym, żeby zobaczyć jak będzie zmieniać się moje ciało, utrzymując tą samą wagę.

Do zdrowego jedzonka, dorzuciłam treningi - nie wiele, bo na 31 dni stycznia zrobiłam ich chyba 15. I z 3 razy byłam biegać. Ale to już naprawdę progres i zależało mi właśnie na tym, żeby ten styczeń potraktować jako rozgrzewkę i znów się po prostu ruszyć.

I przyznam, że jestem naprawdę zadowolona. To wstęp do tego, żeby ten luty rozpocząć na pełnej petardzie.

Jeśli chodzi o jedzonko - wybierałam głównie potrawy bezglutenowe, często bez laktozy. I najważniejszym moim spostrzeżeniem było to, że przestało mi "wywalać" brzuch - daje do myślenia. 

 

 

 

W diecie miałam baaardzo dużo warzyw, strączków, kasz. Na drugie śniadania starałam się wybierać koktajle, albo jakieś zdrowe ciacha. Nie miałam zjazdów energetycznych po zjedzeniu śniadania (jak zawsze), nie miałam trudności z trawieniem.

Widzę, że to mi naprawdę bardzo służyło. Zapisywałam sobie wszystkie dania, żeby teraz po zakończeniu treningu, móc je samodzielnie odtwarzać. Co jak co, ale po takiej długiej przerwie od gotowania, nawet trochę mi tego zabrakło. TROCHĘ :P

 

5 POSIŁKÓW DZIENNIE + KOKTAJL PO TRENINGU

Wybrałam kaloryczność na poziomie 1500 kcal - dość mało przy treningach, ale u mnie normą jest picie koktajli zawierających białko.

Jeden taki koktajl traktuję jak posiłek po treningowy, więc z koktajlem i dogryzaniem czasem jakiś orzechów itp. - dobijałam pewnie do 2000 kcal (a pamiętajcie, że kalorie spalałam dodatkowo na treningu i ogólnie - żyjąc :D)

 

 

 

Shake robię zawsze na mleku roślinnym, najczęściej owsianym albo ryżowym (bez laktozy i bez cukru). Nie lubię zbytnio jakiś sztucznych smaków i aromatów, więc w sumie od lat najbardziej wierna jestem smakom typu kokos, wanilia itp.

W sumie zawsze po treningu, z jednej strony mam ochotę wskoczyć pod prysznic, a z drugiej najchętniej od razu wypiłabym szejka :D

 

 

 

Taki posiłek jest na wagę złota, jeśli tak jak ja, prowadzicie zabiegany i aktywny tryb życia. Przygotowuje się w to w niecałą minutę, a nasycenie po wypiciu takiego koktajlu trwa ok. 2 godzin

 

FORMĘ ROBI SIĘ W KUCHNI

Teraz to rozumiem. Widzę, jak zmienia się ciało (nawet bez zrzucania kg) kiedy karmi się je tym co zdrowe. Mam dużo gładszą skórę i widać gołym okiem, że jest po prostu zdrowsza. Wiecie - takie "zdrowe ciało" - to naprawdę widać. Zawsze jak widzę taki efekt, to zastanawiam się, jak mogłabym wyglądać, gdybym naprawdę przez calutki rok pięknie jadła i wytrwale ćwiczyła :D Ale aż tak to mi się nie chce :D

 

PRZYKŁADOWY JADŁOSPIS

Na koniec ku inspiracji, podzielę się też z Wami moim przykładowym jadłospisem z jednego dnia. Myślę, że to tylko udowadnia, że zdrowe jedzenie nie musi być ani nudne, ani mdłe, ani ograniczające. Posiłki od Juicy Jar zawsze przychodziły mega świeże i widać, że przygotowują je ludzie, którzy się na tym znają.

Dostawy są już prawie w całej Polsce, więc wskakujcie na stronę, wpiszcie kod pocztowy i zobaczcie czy jedzonko dojeżdża w Wasze tereny :)

 

Śniadanie:

Sandwicz z guacamole, jajkiem, rucolą i szczypiorkiem, pomidor

2 Śniadanie:

Deser jabłkowo-cynamonowy, crumble owsiane

Obiad:

Kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ryżem

Podwieczorek:

Fit sernik limonkowy

Kolacja:

Pieczony kalafior z ciecierzycą i pomidorkami koktajlowymi

 

 

No aż zgłodniałam, jak teraz zobaczyłam na nowo te posiłki :D Jak ja mam temu dorównać? Sama nie wiem :D Wiem natomiast jedno - nie za bardzo służy mi gluten i nadmiar nabiału, za to świetnie czuję się przy 4/5 posiłkach dziennie, z czego jeden najczęściej to koktajl owocowo-warzywny. No i muszę mieć jakieś słodkości. To crumble ze zdjęcia było... no to było niebo.

Uwielbiam wszelkie pieczone warzywa, ciecierzycę, kalafiora. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zdrowe jedzonko może być totalnie różnorodne i nie musimy w kółko jeść tego samego. Nie wiele jem mięsa, ale tutaj starałam się je sporadycznie wybierać. Gdyby nie to, że lubię wszelkie zapiekanki z mięsem mielonym, mogłabym śmiało zostać 100% vege. Ale nie chcę się klasyfikować i ograniczać. Nie potrzebuję tego :)

Po tych 3 tygodniach mam jeszcze większą motywację, żeby dbać o zdrowie na talerzu. W lutym podkręcam tempo - zakupy zrobione, biorę się za gotowanie i treningi. 

 

Za kilka dni premiera e-booka

Pracowałam nad nim przez ostatnich kilka miesięcy i wiem, że to będzie coś, co maksymalnie wbije mnie na dobre tory.

E-book nazywa się Plan Zdrowej Zmiany i jest gotowym planem na 28 dni - z ćwiczeniami, zadaniami rozwojowymi, domową pielęgnacją i przepisami na każdy dzień. Wiem, że to wyzwanie totalnie wystrzeli mnie z butów, tak jak nasze 30 dniowe wyzwanie #dbamosiebiedlasiebie w zeszłym roku.

Jak tylko pojawi się w sprzedaży, robimy START wyzwania i wspólnymi siłami będziemy pracować nad lepszą wersją samej siebie. 

Nie mogę się doczekać!

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

 

 

Nad swoimi nawykami pracuję już od wielu lat. Obserwuję, które mi służą, a które szkodzą. Te pierwsze staram się pielęgnować. Te drugie – eliminować.

 

Wiele z nas chciałoby, by dobry nawyk wchodził w krew szybko i łatwo. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że złe nawyki buduje się przez większość życia. Nie da się w kilka dni zmienić czegoś, do czego przyzwyczajaliśmy się przez lata. Jeśli całe życie nie uprawialiśmy sportu, to nie zakochamy się w bieganiu ani w ciągu kilku dni, ani nawet kilku tygodni. Na wszystko trzeba czasu.

Zbliżający się Nowy Rok to dobry moment, by coś w sobie zmienić, poprawić, zacząć się zdrowo odżywiać, schudnąć, poprawić kondycję fizyczną. W końcu wszystko co złe, odchodzi wraz ze starym rokiem.

Dziś podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego, jak budować trwałe i zdrowe nawyki, żeby nie był to tylko nagły zryw, po którym za chwilę tracimy entuzjazm i… wracamy do starych przyzwyczajeń :)

Zainspirowała mnie do tego Vitalia Holia – aplikacja, która wspiera dobre nawyki (zdrowe odżywianie, ruch, nawadnianie, suplementację), w zgodzie z naszymi własnymi upodobaniami i stylem życia. Pierwszy raz spotkałam się z dietą, która nie wymaga rezygnacji z ulubionych potraw, deserów, czy wyjść do restauracji. Pomaga wypracować nową rutynę, ale bez rewolucji i stawiania nieosiągalnych wymagań.

Dowiedz się, jak kształtować zdrowy styl życia z Vitalia Holia 

Poniżej znajdziecie recenzję aplikacji oraz kilka wskazówek, które pozwolą Wam zrozumieć, nad czym powinniście pracować i w jaki sposób. To moje osobiste spostrzeżenia, ale być może okażą się pomocne również dla Was.

 

LISTA NAWYKÓW

Warto stworzyć listę nawyków – tych, które nam szkodzą, a są naszą codziennością i tych, nad którymi chcielibyśmy pracować. Możemy to zrobić na zasadzie wymiany. Nawyk ZŁE ODŻYWIANIE zastępujemy ZDROWYM ŻYWIENIEM. Jest to nawyk ogólny, który możemy rozbić na kilka mniejszych, ale o tym za chwilę.

Sporządźcie listę nawyków, które chcecie wcielać w  życie. W moim przypadku będzie to: wstawanie przed 6:00 rano, regularna aktywność fizyczna i ZDROWE JEDZENIE. Mam z tym giga problem i potrzebuję dyscypliny.

 

1 nawyk = 1 miesiąc

Z doświadczenia wiem, że nie ma sensu zmieniać całego życia na hura i nagle wdrażać 10 nawyków na raz. Lepiej każdego miesiąca systematycznie pracować nad jednym. Dlaczego? Dlatego, że wyrabianie nawyków trwa mniej więcej 20 dni. Oczywiście możemy jednego miesiąca pracować nad trzema różnymi nawykami, ale muszą należeć do zupełnie innych obszarów. Np. na styczeń możemy sobie
zaplanować: codziennie czytanie książki, codzienne ćwiczenia na macie i codziennie 10 minut z aplikacją do nauki języka.

 

ROZPISAĆ CEL

Łatwo postawić sobie za cel nawyk, jakim jest np. zdrowe odżywianie, ale jest on dość ogólny. Dlatego warto zapisać sobie go na kartce i rozbić na kilka mniejszych. W ten sposób powstanie droga do osiągnięcia celu głównego, np.:

● TYDZIEŃ 1 – codziennie zdrowe śniadania – pieczona owsianka i koktajl
warzywny zamiast białej bułki z szynką i majonezem ;)
● TYDZIEŃ 2 – do mininawyku z pierwszego tygodnia dołączamy picie wody.
Min. 2,5 litra dziennie.
● TYDZIEŃ 3 – późne, ciężkie kolacje zastępujemy lekkostrawną sałatką
i jemy ją najpóźniej 3 godziny przed snem.
● TYDZIEŃ 4 – rezygnujemy z przekąsek pomiędzy posiłkami.

Będzie nam w ten sposób dużo łatwiej, niż gdybyśmy wszystkie cztery cele chcieli
wprowadzić w życie od razu. Takim sposobem w miesiąc wykształcicie w sobie jeden
nawyk, ale będzie szło za nim kilka mniejszych, które razem mają potężną siłę.

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ TO KLUCZ

Nie da się zbudować nawyku bez systematycznej pracy. Pamiętam, że w wyrobieniu nawyku regularnego ćwiczenia pomógł mi… kalendarz. Na poziomej kartce A4 narysowałam miesięczny kalendarz (na wzór tego w telefonie). Powpisywałam numerki od 1 do 31 i codziennie wpisywałam aktywność fizyczną, którą wykonałam. Nie pozwałam sobie na więcej niż jedno puste okienko w tygodniu. Byłam w szoku, ale naprawdę bardzo mi to pomogło, bo widziałam czarno na białym, czy coś robię, czy nie. Pamiętam, że po ok. 2 tygodniach wskakiwałam na matę już z automatu. Nie zastanawiałam się, czy mi się chcę – po prostu to robiłam.

Pamiętajcie, że nawyk o wiele prościej zaniedbać i porzucić, niż zbudować. Trzeba kilku tygodni, żeby coś weszło nam w krew, ale wystarczą 3 dni lenistwa, które łatwo zamieniają się w 3 tygodnie, a potem 3 miesiące. Nigdy nie dopuszczajmy do więcej niż 2 dni przerwy od nawyku – jakiegokolwiek.

 

SIĘGNIJ PO MĄDRE WSPARCIE

Dla mnie przy wykształcaniu jakiegokolwiek nawyku, bardzo ważne jest wsparcie, a nie poleganie tylko na sobie. Jeśli treningi – szukam na YT czegoś, co przypadnie mi do gustu i sięgam po aplikację, w której mam tygodniową rozpiskę aktywności. Przykładem jest aplikacja 10K Run, która rozpisała mi 3 treningi tygodniowo i mądrze doprowadziła mnie do 10 kilometrów.

Jak już wcześniej wspominałam, w moim przypadku najtrudniejsza jest regularność dotycząca zdrowego jedzenia. Nie chodzi tu nawet o to, że mam tyle pokus, by jeść niezdrowo, ale zwyczajnie brakuje mi weny na to, co gotować i jak. Lubię gotowe rozwiązania, w przeciwnym razie ciągle jem to samo.

 

 

W tym przypadku również sprawdza mi się aplikacja – Vitalia Holia. Naprawdę wielki szacun, bo jestem freakiem, jeśli chodzi o aplikacje i pobieram ich całe mnóstwo, często wywalając pieniądze w błoto. A to chyba jedyna aplikacja, która mi się sprawdziła, jeśli chodzi o rozpiskę żywieniową. W aplikacji są też dostępne treningi, ale ja korzystam z niej głównie ze względu na dietę, bo to jest sztos!

 

Dlaczego?

-  Dostosowujemy dietę do swoich potrzeb i ustalamy cel, np.  schudnąć 10 kg.  Odrzucamy produkty, których nie lubimy, dostosowujemy pory jedzenia do naszego trybu życia i... otrzymujemy jadłospisy na cały tydzień. Wraz z listą zakupów.

 

 

– W aplikacji zaznaczamy wypite szklanki wody. Możemy też połączyć się z innymi aplikacjami, w których zapisujemy swoje treningi (np. Runtastic, Mi Fit, Endomondo).

– Mamy dostęp do czatu online z dietetykiem i to naprawdę ogromna wartość. Nie
jesteśmy pozostawieni sami sobie. Zawsze możemy sięgnąć po merytoryczne
wsparcie od “żywej” osoby.

– Każdy dzień to wyszczególnione posiłki z całym przepisem, kaloriami, rozpiską makro. To jest po prostu aplikacja idealna dla osób takich jak ja, którym wszystko trzeba wytłumaczyć i podstawić pod nos gotowe rozwiązania. Mało tego – są to proste rozwiązania.

– HITEM jest możliwość gotowania na 2 dni. No kto z nas nie gotuje czasem potraw
na dwa dni? To ogromna oszczędność czasu.

 

 

W bazie Vitalia Holia jest ponad 50 tysięcy potraw i nawet jeśli któraś nie przypadnie Wam do gustu – możecie ją wymienić na inną. Dania składają się z maksymalnie 5 składników, które są łatwo dostępne w praktycznie każdym sklepie. Możemy wybrać dietę tradycyjną, ale możemy też się zdecydować np. na dietę bez pszenicy albo bezmleczną. 

Cenę aplikacji Vitalia Holia sprawdzisz klikając tutaj >

To jest jedna z tych aplikacji, które nie narzucają nierealnego trybu życia, tylko dopasowują się do Twojego rytmu i potrzeb. Wspierają w osiągnięciu celów – na Twoich własnych zasadach.

 

 

 

Podsumowując: aplikację oceniam 10 na 10. Co tydzień dostaję gotową listę produktów. Sprawdzam czy wszystko mi odpowiada i jeśli tak: robię zakupy zgodnie z listą w aplikacji. NIC mi się nie marnuje. Jem to co lubię i poświęcam na to tyle czasu, ile mam. Wystarczy zaznaczyć, że na przygotowanie obiadu mamy np. tylko 30 minut, a apka sama dobierze nam odpowiedni posiłek.

 

 

To nie wszystko! Aplikacja jest na bieżąco udoskonalana i już niedługo zostanie wzbogacona o dodatkową funkcjonalność motywacyjną. Będzie to specjalny interfejs pokazujący stopień realizacji celu, siłę nawyku i podsumowanie miesiąca. Znacznie łatwiej utrzymać zapał, gdy wiemy, jaką drogę już przeszliśmy i ile zostały do końca.

 

MYŚL O NAWYKU, JAKBY BYŁ W TWOIM ŻYCIU OD ZAWSZE

Mindset to podstawa. Na każdej płaszczyźnie życia. Ilekroć sobie coś postanawiam, zachowuję się tak (a przynajmniej się staram), jakby to był mój tryb życia już od zawsze. Stale myślę o praktykowaniu nawyku i stale wyobrażam sobie siebie w momencie, gdy osiągnę cel.

William James z Harvardu powiedział kiedyś bardzo trafne zdanie:

"Nawet jeśli dotychczas nie wypracowałeś pożądanego nawyku, zachowuj się tak, jak gdyby to się już w pełni udało, a wówczas samo to działanie w krótkim czasie przełoży się na konkretne przekonanie".

 

Uwierz w nawyk, który chcesz w sobie wykształcić, poczuj to całą sobą. Bądź systematyczna i nie pozwalaj sobie na odstępstwa i przerwy. Pracuj nad sobą każdego dnia i pamiętaj, że tylko wytrwałość doprowadzi Cię do celu.

Jestem z Tobą całym sercem!

Dasz radę :)

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

Pamiętam doskonale czasy, kiedy wiecznie budziłam się zmęczona, niewyspana i wkurzona. Nieważne ile spałam, nieważne o której się kładłam - nie byłam w stanie się wyspać.

Od kilku lat zmieniam konsekwentnie styl swojego życia, swoje nawyki i przyzwyczajenia. Z roku na rok mam w sobie coraz więcej energii oraz szacunku do własnego ciała. Umiem dużo lepiej zarządzać swoim czasem, emocjami, energią. Staram się żyć zgodnie z moim naturalnym rytmem i... nikt mi nie wmówi, że "już wszystko zmieniłam i nadal nic" - jeśli tak jest, to znaczy że coś robisz źle.

Dziś podzielę się z Wami swoimi 5 kluczowymi czynnikami, które wpływają na jakość mojego snu. Mam nadzieję, że wyciągniecie z nich coś dla siebie i przefiltrujecie przez swoje potrzeby.

 

 

 

WYCISZENIE I MEDYTACJA

UNIKANIE ŚWIATŁA NIEBIESKIEGO

To jest punkt, bez którego nie wyobrażam sobie swojego życia. Odpowiedni relaks przed snem to podstawa wysypiania się. O co chodzi? Między innymi o to, że większość z nas, przed snem jeszcze w łóżku patrzy się... w telefon. Jaki to ma związek z naszym snem? Bardzo duży. Najprościej tłumacząc: jest noc, jest ciemno i jest to pora spania. Powinna wytwarzać się melatonina odpowiedzialna za nasz sen. Tymczasem my świecimy sobie w oczy światłem niebieskim. Melatonina to hormon snu, odpowiedzialny za regulowanie zegara biologicznego - reguluje cykl snu i czuwania.

Siedząc do późna w nosem w telefonie bądź przed telewizorem, wydzielanie tego hormonu jest zaburzone, w efekcie źle śpimy, przebudzamy się bądź budzimy się niewyspani.

Moja rada? Na minimum godzinę przed snem, całkowicie zrezygnuj ze światła niebieskiego. Wykorzystaj ten czas na wyciszenie i relaks, to przygotuje Twoje ciało do snu, wyciszy je i odpowiedni zestroi z naturalnym rytmem. Ja wykorzystuję ten czas na medytację, która ma zbawienny wpływ na jakość snu. Może to być po prostu słuchanie relaksacyjnej muzyki i głęboki oddech. Możesz poczytać książkę... Wybierz to co dla Ciebie najlepsze.

 

GODZINY SNU

Zgodnie z ajurwedą, powinniśmy kłaść się max. do 22 ponieważ o 23 jest najbardziej wartościowy sen. Wstawać powinniśmy max. do 6:30. Spokojnie. Dla mnie też była to kiedyś abstrakcja. Ciężko zmienić przyzwyczajenia, z którymi się żyło ponad 20 lat, ale wierzcie mi - da się.

Jeśli prześpimy 6:30 - najpewniej obudzimy się dużo bardziej zmęczeni i niewyspani. Znacie to? Dzwoni budzik o 6:00 i nawet nawet bylibyście w stanie funkcjonować, ale... łóżko kusi i kładziecie się spać ponownie. O 8:00 dzwoni budzik a wy czujecie się jak ... zwłoki. Ja znam to bardzo dobrze!

Pamiętajcie, że żeby wyrobić w sobie nawyk trzeba ok. 20 dni. Na początku to będzie męka, ale podziękujecie sobie w przyszłości.

 

DOBRY MATERAC

Przekonałam się o tym na własnej skórze i zawsze będę to wszystkim powtarzać: dobry materac to podstawa dobrego snu.

Kilka tygodni temu przyszło do mnie nowe cudo od Sembella - materac hybrydowy. Jest to połączenie pianki i sprężyn kieszeniowych. Uważam, że ten produkt to takie ferrari wśród materacy. Pierwszej nocy materac wydawał mi się dość twardy - ale nie była to dla mnie wada, wręcz przeciwnie. Spało mi się na nim baaardzo dobrze. Rano byłam wypoczęta i nie miałam wrażenia, że jestem cała połamana.

Jedną z fajniejszych rzeczy w tym materacu jest to, że ma symetryczną budowę. Można go obracać wokół obu osi co pozwoli nam wydłużyć jego żywotność i utrzymać pierwotną twardość.

 

 

 

Dlaczego przy materacach tego typu możemy odnieść wrażenie, że są zbyt twarde? Często jest to wynik spania na w przeszłości na źle dobranym bądź starym materacu. Wtedy musimy dać sobie trochę czasu, żeby nasze mięśnie dopasowały się do materaca.

Fajną rzeczą jest gwarancja 90 dni testów materaca, ale z racji tego, że przez mniej więcej 30 dni nasze kręgosłupy przyzwyczajają się do zmiany podłoża, to dopiero po 30 dniach spania na materacu można powołać się na gwarancję.

 

 

WAŻNE INFORMACJE:

  • materac posiada 10 letnią gwarancję na wkład
  • zdejmowany do prania pokrowiec z włókniną antyalergiczną
  • 7 stref: materac posiada 7 stref twardości co oznacza, że strefa pod biodrami jest inna niż strefa pod głową. Między innymi dlatego, że każda część ciała ma inną ciężkość więc musi mieć inne podparcie. Dzięki temu nasz kręgosłup będzie prosto ułożony.
  • pianka BULTEX ® - posiada właściwości wentylacyjne i antybakteryjne. Same z Polcią jesteśmy alergikami, więc to był dla nas najbardziej trafny wybór

 

 

 

CENA

Pytałyście mnie o ceny. Na platformie sprzedażowej Sembella jest możliwość wybrania dystrybutora z najniższą ceną. Dostawa jest darmowa. Jest również możliwość wniesienia materaca, ale wtedy cena uzależniona jest np. od piętra w bloku.

Moje wrażenia? Dla mnie materac jest idealny. Posiada dużo właściwości na jakich zależało mi kierując się tym, że obie z Polą jesteśmy alergiczkami. Dla mnie sen jest bardzo ważnym elementem życia i dobór materaca to coś, czemu zawsze poświęcam dużo czasu.

Mój model materaca to ComFEEL® Speed .Początkowo myślałam, żeby wybrać materac piankowy, ale ostatecznie wybrałam hybrydowy ze względu na połączenie pianki i sprężyn  – zatem wygrał model Speed – i to był dobry wybór :)

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania - śmiało! Wiem, że zakup materaca trzeba przemyśleć i rozważyć wszystkie za i przeciw, zatem jeśli tylko będę miała wystarczającą wiedzę, postaram się Wam pomóc :)

 

 

 

relaks oczu

Zawsze przed snem, kładę sobie na oczy opaskę z wypełnieniem z siemienia lnianego. Przez odcięty dostęp do światła, zwiększa się wydzielanie melatoniny, więc rano czujemy się bardziej wypoczęci, zrelaksowani. Opaski są w 100 % naturalne. Materiał na zewnątrz to 100% certyfikowana bawełna, a wkład wybieramy zależnie od upodobań – może to być tak jak u nas siemię lniane, a może to być kasza jaglana albo gorczyca. Opaskę można podgrzać i zrobić z niej termofor – taki kompres jest idealny np. na problemy z zatokami.

Opaska delikatnie leży na Waszych gałkach ocznych i już w tym właśnie momencie, będziecie odczuwać jak Wasze oczy odpoczywają i jak z okolic czoła schodzi całe napięcie i stres. To jest naprawdę wspaniałe uczucie.

 

LEKKA KOLACJA NA MIN. 3 GODZINY PRZED SNEM

Nie ma dla mnie chyba nic gorszego niż objedzenie się przed samym snem. Nie dość, że źle wtedy śpię, to jeszcze wstaję jakbym zjadła w czasie snu 3 kebaby. Okropne uczucie! Staram się na min. 3 godziny przed snem zjeść ostatni posiłek. Musi on być lekki i zdecydowanie w moim przypadku nie mogą to być kanapki czy tłuste potrawy. Fajną opcją jest koktajl albo lekka sałatka.

 

To chyba takie najważniejsze wg mnie punkty, które mają wpływ na mój sen, a co za tym idzie - na moje samopoczucie z samego rana. Kiedyś wieczorami ćwiczyłam, teraz wiem, że za bardzo mnie to pobudza na samą noc. Wieczór to powinien być czas wyciszenia, żeby nasze ciało zgodnie z naturalnym rytmem, szykowało się do snu. Od mniej więcej 20 nie ma już w moim domu muzyki, filmów itp. Z wyjątkiem oczywiście moich wieczorków z netflixem, ale to ostatnio taka rzadkość, że zapominam już jak to jest ;)

Od przebiegu naszego wieczoru i naszej nocy, zależy nasz poranek, a od naszego poranku... cały dzień. Widzicie jak to wszystko się ze sobą łączy? Każdy człowiek ma swój naturalny rytm i kiedy jest on zaburzony - rozwala to nie tylko nasze samopoczucie, ale też całą naszą gospodarkę hormonalną.

Zacznijmy żyć bardziej świadomie i w zgodzie z naszym zegarem. To zdecydowanie ułatwi nam nasze życie.

 

Ściskam,

Alicja

 

 

 

 

 

 

 

Ojjj dał mi w kość ten listopad. A właściwie... sama dałam sobie w kość. I choć czuję zmęczenie, to jednak jest ono pozytywne. Bo mam za co być wdzięczna.

Za to, że mam pracę. Za to, że mam w sobie tak ogromną motywację i masę pomysłów. Za to, że zarabiam pieniądze. I za to, że stale stwarzam sobie możliwości do tego, by w tak trudnych czasach - piąć się w górę i rozwijać swój biznes.

W listopadzie świadomie zwiększyłam obroty o jakieś ... 300%.

W nowej firmie, do której dołączyłam, w 3 tygodnie zrobiłam to co inni robią przez pół roku. Jestem już wymęczona, bo dziennie pracowałam po jakieś 16/17 godzin. Zarywałam noce, nie ćwiczyłam i ... beznadziejnie jadłam.

Przybyło mi to i ówdzie, chwilę po tym jak publicznie się pochwaliłam, że nie mam już od miesięcy problemów z wagą :P Ale nie robię sobie wyrzutów - wiem, że sukces ma swoją cenę. Dlatego nawet moja córka wiedziała, że to jest czas, w którym bardziej muszę skupić się na pracy i że wiążę się to np. z wieczorami z nosem w komputerze, czego... nie robiłam od kilku lat.

 

 

Miałam dotychczas swój tryb: praca do 16, wolne weekendy. Ale też kiedyś musiałam ostro na taki tryb pracować. Potem była mała "laba" a teraz... teraz poczułam, że to jest mój czas, że znów chcę pójść wyżej i... znów muszę zapłacić cenę. I chcę ją zapłacić. Nic w życiu nie jest nam dane za darmo i wiem to doskonale, że na wszystko musimy sobie zapracować. 

Ale... po kilku tygodniach takiego pracoholizmu, jestem już odrobinę wycieńczona. Brakuje mi ćwiczeń, czasu z córką i zdrowego jedzonka. I wiem, że... muszę przeorganizować sobie swój tryb na taki, który pozwoli mi ponownie na tych rzeczach się skupić.

Dlatego wzięłam tydzień wolnego od bycia mamą, żeby domknąć wszystkie grubsze, duże projekty i skupić się na nich w 100%. Za kilka dni Pola wraca, a ja mam zamiar... no właśnie. Jaki ja mam zamiar? ;)

WRÓCIĆ DO WSTAWANIA O 5 RANO. OK, MOŻE O 5:30 :P

Serio. Mam już dość siedzenia po nocach i budzenia się jak zombie. Będzie ciężko mi się przestawić na tryb zasypiania o 21 i wstawania o 5, zwłaszcza, że będzie ciemno - ale chcę tego i potrzebuję tego. Moją motywacją jest przede wszystkim to, żeby móc wyrobić się z pracą do max. 17 a potem tych kilka godzin skupić się na Poli. Obie tego potrzebujemy.

Ten czas z rana będzie czasem medytacji, wyciszenia, chwili z książką, treningu. A potem będę pełną parą ruszać z pracą.

 

 

SPĘDZAĆ NIEDZIELE OFFLINE. Z książką i kakao!

I mam tutaj na myśli taki total offline. Z wyłączonym telefonem i laptopem. Na spacerze, albo pod kocykiem. Z ciepłym kubkiem kakao. Z książką. Z bitwą na poduszki z Poldunkiem. Jestem przebodźcowana i to tak maksymalnie :D 16 godzin dziennie spędzam z nosem w telefonie i kompie i myślę, że taki 1 dniowy offline będzie czymś idealnym dla mojej higieny umysłu.

 

 

CZYTAĆ WIĘCEJ KSIĄŻEK

Oj słabo mi to ostatnio szło. Pochłonęły mnie szkolenia, a książki były czytane naprawdę w minimalnych ilościach. I wyobraźcie sobie... nadał nie dokończyłam Anny Kareniny! Chyba zrobię to w w ten weekend. Chciałabym trochę odłożyć na bok książki rozwojowe, a poczytać więcej czegoś kojącego. Kocham Biegnącą z Wilkami, ale to książka dość trudna i sięgająca głęboko do naszej psychiki. A ja muszę odsapnąć. Może polecicie mi coś lekkiego?

 

WRÓCIĆ DO REGULARNYCH TRENINGÓW

Rany! Jak mi tego brakuje !!! Tego zmęczenia, tych endorfin. Powiem Wam, że przez te dwa tygodnie ciężkiego chorowania tak się wybiłam z rytmu, że... do tej pory nie mogę w niego wejść serio :D A przecież to było tylko 20/30 minut dziennie. A samopoczucie... na totalnie innym poziomie. To jak? Kto wraca do treningów z Pamelką i będzie codziennie rano wspierał mnie mentalnie? :D

 

RAZ W TYGODNIU ISĆ DO LASU/PARKU

Zdecydowanie potrzeba mi więcej natury. I choć nie cierpię zimna, to przyrzekam sobie samej, że będę opatulać się w milion warstw i będę odwiedzać warszawskie lasy i parki i cieszyć się spokojem i jesienno-zimową aurą.

 

MEDYTOWAĆ DWA RAZY DZIENNIE

Chyba nic nie działa na mnie lepiej niż regularna medytacja i wyciszenie z samego rana i przed samym snem. Ostatnio wróciłam praktykuję medytację w całkowitej ciszy. Staram się doświadczać TU i TERAZ, "skanować" swoje ciało, dostrzegać napięcia, które w nim są. Staram się odczuwać chwilę obecną całą sobą. Bez robienia niczego na siłę, bez frustrowania się, że myśli przychodzą i odchodzą. Po prostu sobie to obserwuję. Muszę tylko znów robić to regularnie.

 

ODZYSKAĆ ZDROWIE

No tak czuję, że po ostatniej chorobie nie doszłam w 100% do siebie, bo... nie miałam kiedy. W październiku poważnie zachorowałam i teraz jestem na 99% pewna, że miałam covid, w wyniku którego dopiero dostałam zapalenie nerek. Przeżyłam horror w swoich 4 ścianach i tak szczerze to myślałam, że umieram. Długo po tym nie mogłam dojść do siebie i byłam osłabiona i to wtedy zaczęło mi się zdrowotnie trochę sypać. Wróciłam jednak do suplementów, pomalutku wdrażam się znów w regularne, zdrowe jedzenie. Dołączę do tego umiarkowaną aktywność i zacznę normalnie sypiać. I wszystko wróci do normy :)

 

BYĆ BARDZIEJ OBECNĄ... PO PROSTU

To nie jest tak, że już zwalniam totalnie z pracą, miesiąc tyrki i elo. Nie. Ale wiem, że muszę być jednak bardziej obecna, że muszę umieć zrobić sobie przerwę, że muszę umieć odpuścić kiedy zaczyna mi się "przegrzewać" mózg. Że muszę praktykować ten dzień offline i znów ćwiczyć swoją uważność. Ale wiecie co? Dobrze, że jestem tego świadoma. Moja praca jest dla mnie turbo ważna i mam ogromne cele, do których muszę tą sumienną pracą dojść. Wiem to. Ale co mi będzie po tych pieniądzach i celach, jeśli w między czasie stracę to co najważniejsze czyli... siebie?

Muszę złapać balans. Chociaż taki minimalny. I wiem, że mi się to uda.

 

Ściskam,

Alicja

 

 

 

 

 

 

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram