0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Od zawsze ciągnęło mnie do włoskich klimatów.

To coś w rodzaju tęsknoty za czymś, czego nawet się nie zna. Ale wiemy, że to istnieje. Rzym widziałam kiedyś tylko w telewizji i na instagramie. I choć ciągnie mnie do wszystkich europejskich stolic - to ta krzyczała do mnie w szczególności.

No i stało się. Mój pierwszy raz z Rzymem był spontaniczny i totalnie szalony. Poleciałam tam z torebką, na jeden dzień i noc, bez żadnego noclegu! Nie było to zbyt odpowiedzialne, ale czy nie takie akcje wspomina się na starość najbardziej? No właśnie! Drugi raz też był dość spontaniczny. Miałam lecieć prosto z Polski do Malagi. Wyszło tak, że poleciałam najpierw na jedną noc do Rzymu, a potem stamtąd miałam bardzo tani lot (bodajże 19 euro) do Malagi, linią Ryanair.

LOTY I DOJAZD DO CENTRUM

Leciałam linią Wizzair z lotniska Warszawa-Chopina na lotnisko Rzym-Fiumicino. Lot w jedną stronę kosztował mnie ok. 200 zł, nie pamiętam dokładnie, ale kupowałam go dosłownie na 2-3 dni przed. Do centrum miasta z Fiumicino można dojechać autobusem Terravision za około 8 euro. Dojeżdżamy tym autobusem na dworzec Roma Termini. Z tego co wiem jest też opcja pociągu regionalnego albo pociąg Leonardo Express (14 euro).

Nasz autobus do centrum jechał około godzinki. Przyznaję, że było komfortowo, a czas szybko mija kiedy za szybą podziwiasz zupełnie nowy kraj. Dobrze jest wykupić bilet w dwie strony na stronie przewoźnika, bo jedna strona wychodzi wtedy za 6 euro. Dzieciaczki do 4 lat mają podróż za free :)

NA MIEJSCU

Przyznaję, że kiedy jestem w danym kraju kilka dni, to w pierwsze dwa odhaczam wszystkie najbardziej turystyczne atrakcje. Potem po prostu lubię się zgubić i już niespiesznie delektować się wszystkim wkoło. Będąc w Rzymie na jedną dobę, było trochę biegania, ale przyznaję, że to nadało wszystkiemu jeszcze większego szaleństwa.

Śledziłam mniej więcej nasze kroki w Google maps. Widząc na mapie różne punkty po prostu się tam kierowałyśmy. Ale bez sztywnego planu - odbijałyśmy w różne miejsca i uliczki, które wydawały nam się ciekawe. Warto właśnie w taki sposób po nim połazić, bo tam wszystko jest naprawdę piękne :)

Napiszę Wam teraz jakie miejsca jest warto zobaczyć. Mam też wiele pięknych zdjęć, które mam nadzieję, choć trochę oddadzą klimat tych wyjazdów.

  1. Koloseum
  2. Forum Romanum
  3. Bazylika Santa Maria In Ara coeli
  4. Piazza Venezia, Ołtarz Ojczyzny i statua Wiktora Emanuela II
  5. Most św. Anioła
  6. Piazza Navona
  7. Campo de’ Fiori
  8. Panteon
  9. Fontanna di Trevi 
  10. Plac Hiszpański i Schody Hiszpańskie
  11. Watykan
  12. Bazylika Santa Maria del Popolo

JEDZENIE

Niestety był to zbyt krótki czas, żeby potestować lokalne jedzenie. Ale wystarczy, że będziecie będąc w danym miejscu, szukali na mapie tripadvisor dobrze ocenianych miejsc, zdjęć. Na pewno znajdziecie coś dla siebie. Podstawą jest zjeść dobry makaron. Ja za pierwszym i drugim razem wybrałam carbonarę - no i znaleźć dobrą cukiernię/kawiarnię żeby skosztować cannoli i napić się kawki :)

NOCLEG

Za drugim razem miałyśmy już zarezerwowany nocleg. Było to przytulone mieszkanko z fajnym balkonem i wyniosło nas na tą jedną noc po ok. 150 zł na głowę.

PODSUMOWUJĄC...

Rzym jest naprawdę fantastyczny i warto się w nim trochę zgubić. Ja nie używałam w ogóle komunikacji, bo jestem fanką dłuuugich spacerowych tras. Wszędzie chodziłam na pieszo, dzięki czemu zobaczyłam dużo więcej, niż bym sobie zaplanowała.

Warto zaplanować sobie taki city-break i dopasować go do własnych potrzeb. Może chcecie zrobić to w formie spacerowania, może wolicie wycieczkę objazdową, albo z przewodnikiem - wybór należy do Was.

Rzym w swojej ofercie ma Itaka i są to zarówno oferty wycieczek objazdowych, city-break czy ciekawe cenowo oferty Last Minute. Takie lubię najbardziej! :D

Dajcie znać, czy byliście już kiedyś w tym wspaniałym mieście i jaka jest Wasza opinia?

Coraz większymi krokami nadchodzi moja wymarzona podróż... wyjazd na Bali! Sama jeszcze lekko w to nie dowierzam. Jest to na mojej liście marzeń od dawna. Kiedyś miałam nawet plan, żeby rzucić wszystko i przeprowadzić się tam z Polą. Ale póki co... wystarczą wakacje! :))

O wyspie Bali, słyszał chyba już każdy. Piękna, rajska wyspa, która zdaje się być idealnym miejscem do ucieczki od szarej codzienności i obowiązków. Zachwycająca roślinność, rajskie plaże, cudowna woda i niezapomniane wschody i zachody słońca.

NOCLEGI

Jeżeli chodzi o noclegi, to Bali ma naprawdę szeroki wybór. Ja cenię sobie spokój, więc raczej idę w kierunku prywatnych willi do wynajęcia na wyłączność. Oczywiście nie muszę tutaj dodawać, że willa musi posiadać basen, to chyba oczywiste! :D Gdzie dokładnie? Rodzinom z dziećmi szczególnie poleca się Ubud. Przepiękna miejscowość w głębi wyspy, pośród pól ryżowych.

POGODA

Jeżeli chodzi o termin kiedy najlepiej lecieć, to z tego co się dowiedziałam, na Bali pora sucha przypada na kwiecień-październik. Bardzo wiele osób chwali sobie wrzesień jako pogodę idealną do zwiedzania. W głębi wyspy temperatura w dzień to nawet 30 stopni, a nocą około 22. Bajka! :) Jeżeli chodzi o porę deszczową, najbardziej intensywne opady występują w listopadzie. Smuteczek - to w tym miesiącu zawsze mam największą ochotę uciec z Polski ;)

Wiele osób pyta mnie: Ala, nie da się gdzieś bliżej?

Po co od razu tak daleko? ;) No jasne, że się da. Ale wychodzę z założenia, że świat jest tak wielki, że nie ma co się ograniczać. Bali to dla mnie inny świat i zupełnie inna kultura, której jestem zwyczajnie ciekawa. Ludzi, ich tradycji, podejścia do życia. Inny klimat i kontynent to też inna roślinność, inne powietrze, inne zwierzęta. Dla mnie niezwykle ważne jest obcowanie z naturą i powrót do korzeni... Tam żyje się inaczej niż w Europie i to chyba kusiu mnie najbardziej. Kocham Warszawę i kocham Europę, ale chcę zobaczyć inne realia życia, bardzo mocno w ciele czuję to pragnienie.

LOTY

Czas przelotu

Polska-Bali ok. 13,5 godz. (lot bezpośredni)
Polska-Bali ok. 17 godz. (lot z przesiadką)

Ja jestem wygodna i dla mnie najlepszą opcją jest lot bezpośrednio. Bezpośrednio czarterem na Bali lata Itaka (w terminach do marca 2025) - i warto sobie zajrzeć do ich ofert, bo ceny są naprawdę atrakcyjne.

BALI - co warto zobaczyć?

  1. Tarasy ryżowe
  2. Świątynie takie jak: Pura Tanah LotPura Luhur UluwatuPura Ulun Danu Bratan, Pura Tirta Empul
  3. Wodospad Sekumpul
  4. Podwodne statuy Gili Meno

To są moje TOP3. Ale lista DOŚWIADCZEŃ, których pragnę zaznać jest już dużo dłuższa. Nie będę dzielić się wszystkimi, ale na pewno to o czym marzę to...

  1. Rytualna kąpiel w Świątyni Świętego Źródła
  2. Pływanie z żółwiami
  3. Wschód słońca oglądany ze szczytu wulkanu
  4. Trekking na wulkan Batur
  5. Kurs surfingu na Bali

To co podoba mi się nieziemsko to fakt, że na miejscu życie jest bardzo tanie. Jedzenie, masaże... w moim przypadku żyjąc na co dzień w Warszawie, gdzie masaż kosztuje 300 zł - wizja tej usługi za 30-50 zł jest naprawdę bardzo kusząca. Jestem człowiekiem, który woli inwestować we wspomnienia, doświadczenia. Nie jarają mnie rzeczy materialne i w takich miejscach jak Bali, mam poczucie, że chodzi po prostu o ...życie samo w sobie. Tego mi trzeba na obecnym etapie.

Zdecydowanie czuję, że to nie będzie zwykła podróż. To będzie moja osobista podróż w głąb siebie i jakaś forma przemiany. Podróże to moja ulubiona forma rozwoju, odpoczynku i aktywności w jednym. Kiedy wsiadam w samolot, odchodzą ode mnie wszystkie moje problemy i rozterki. Bali jest w moim sercu, mimo że jeszcze tam nie byłam. Co to będzie, kiedy rzeczywiście tam dotrę. Kto wie... może to Bali okaże się moim miejscem na ziemi?

Gdybym miała wskazać jeden z najlepszych, najbardziej nierealnych wyjazdów w moim życiu, to byłby to właśnie... Mauritius. Rajska wyspa, na której czas płynie nieco wolniej, ludzie są jakby szczęśliwsze, a bezkres oceanu koi duszę lepiej niż terapia.

Taki właśnie jest Mauritius. Spokojny, ale też tajemniczy. To tam wybrałam się z Polą na wakacje w 2022 roku, na zaproszenie firmy, którą od 4 lat wprowadzam na polski rynek (tym zajmuje się głównie moja działalność).

To był 1 lot Poli - i od razu na największym poziomie. Leciałyśmy dwoma samolotami lini Emirates - z przesiadką w Dubaju. Pierwszy model nieco starszy - drugi już na totalnym wypasie. Ach... mieć 10 lat i lecieć 1 raz samolotem oglądając bajki i dostając jedzonko pod sam nos - myślę, że Polcia żyje swoim best life, choć pewnie nawet nie zdaje sobie z tego sprawy :D

Lot do Dubaju trwał około 6 godzin. Stamtąd samolot na Mauri - 5,5, godziny, coś takiego.

NOCLEG

Muszę przyznać, że firma przeszła samą siebie. Nocleg mieliśmy w jednym z top resortów na całym Mauritiusie. Paradis Golf Resort &Spa. Przepiękny resort przy samym oceanie Indyjskim. Pamiętam, że jadąc busem i stając przed bramą, nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Cała roślinność, wjazd do resortu, przepiękni ludzi z obsługi. Wszystko od początku było TOP, a ja czułam się cały czas jakbym śniła na jawie. Wjeżdżaliśmy przez piękną bramę i kiedy wysiedliśmy i przeszliśmy przez takie trochę pałacowe wejście, zobaczyłyśmy plażę i bezkres oceanu. W resorcie był przepiękny basen zewnętrzny i różne rodzaje apartamentów. My miałyśmy ogromny apartament, w którym po wyjściu na balkon widziało się cudowną roślinność jak z bajki. Nie zapomnę tego NIGDY!

Wyjazd na Mauri był wyjazdem firmowym. Mieliśmy wszystko zapewnione i opłacone. Były aktywności biznesowe i masa czasu wolnego. 1 wieczoru na przykład mieliśmy welcome party na plaży. Innego dnia mieliśmy przygotowane stanowiska na plaży do testowania najnowszej technologii do oczyszczania cery. Każdego dnia mogliśmy korzystać ze sportów wodnych i atrakcji.

Nasza ekipa postanowiła też wybrać się na Safari a w ostatni dzień - wypłynąć na ocean i nurkować z delfinami. NIESAMOWITE PRZEŻYCIE. Ostatniego wieczoru mieliśmy pożegnalną kolacje z galą - przy basenie + potańcówka na plaży przy falach oceanu. Przeżycie wręcz nie do opisania. Kilkudaniowa kolacja, steki z najwyższej jakości mięsa, rozpływające się w ustach desery i to powietrze... nigdy nie zapomnę swojego ciągłego wzruszenia i takiego lekkiego niedowierzania, że ja tam jestem...

IT'S TIME FOR MY NEXT ADVENTURE

Wiecie co? Po 2 latach stwierdzam, że mam niedosyt. Wtedy byłam tam jako podróżniczy amator. Trochę zakłopotany, onieśmielony. Dziś wybrałabym się tam z większa odwagą, ale nie na wypoczynek w resorcie, ale po to by EKSPLOROWAĆ. Bo Mauritius ma naprawdę wiele do zaoferowania i chciałabym go odkryć i poznać bardziej. Zwłaszcza, że... znalazłam mega oferty pobytu na Mauritius na Itace i UWAGA - z bezpośrednim przelotem Dreamlinerem! A to ma dla mnie ogromne znaczenie, bo przesiadka jednak mocno wydłuża czas całej podróży i jest to po prostu męczące.

POGODA

Lato na Mauri trwa od listopada do kwietnia. My byłyśmy we wrześniu i pogoda była super, bo było na tyle ciepło żeby latać w stroju po plaży, ale nie na tyle ciepło, żeby się pocić i zdychać :) Było max 25 stopni. Ale jeżeli chcecie się posmażyć, to poczekajcie do listopada :)

MAURITIUS - co warto zobaczyć?

Tym razem na pewno chcę wycisnąć tą wyspę maksymalnie. Lista moich MUST to:

  1. Ziemia siedmiu kolorów
  2. Ogród Botaniczny w Pamplemousses
  3. Park Narodowy Wąwozu Czarnej Rzeki

Oczywiście mam też spisane plaże do odhaczenia - Mauritius jest naprawdę duży wbrew pozorom i tym razem chciałabym tam zostać na jakieś 2 tygodnie, żeby jak najwięcej jego uroków odkryć.

Ach! Chyba jestem gotowa. Momentami myślę sobie, że jeżeli już gdzieś lecieć to wybrać miejsce, w którym nie byłam. Ale jest coś pięknego w odwiedzaniu miejsc kilkukrotnie. Za każdym razem poznaje się je jeszcze bardziej i zostawia się tam kolejny kawałek swojego serca. Jeżeli do czegoś nas ciągnie, to warto za tym iść. Ja chcę tą wyspę zobaczyć ze swoją dzisiejszą świadomością i podróżniczą ciekawością, której wtedy w sobie nie miałam, bo byłam zbyt onieśmielona tym, że w ogóle mogę doświadczać czegoś takiego.

Dziękuję dziś sobie sprzed czterech lat - kobiecie, która postanowiła wywrócić swoje życie do góry nogami i wejść w obcą jej branżę i po prostu zaorać w niej system. Bez tej decyzji nie byłoby żadnej podróży, nie byłoby mnie w takim wydaniu i... nie byłoby tego wpisu. Warto podążać za swoimi marzeniami. Choć jeśli mam być szczera... o takich rzeczach nawet nie marzyłam. Zaczęłam, kiedy ich doświadczyłam i zobaczyłam ... że są możliwe :)

Wracam. Nie wiem jeszcze na jakich zasadach, niewiem jak mi to wyjdzie. Ale wracam. I mam Wam wieeeele do opowiedzenia :) 

Sporo mnie tutaj nie było. O ile ktoś obserwuje mój instagram a konkretnie relacje InstaStories, wie doskonale na bieżąco czym się zajmuję i jak chociaż częściowo wygląda moje życie. Ale jeśli ktoś bazował tylko na blogu, to można by rzecz, że nie wie nic - bo po prostu zniknęłam.

Blog ten powstał w 2013 roku z potrzeby znalezienia sobie zajęcia w czasie ciąży i z potrzeby dzielenia się z innymi tym, co u mnie. Moja historia okazała się na tyle ciekawa i inspirująca, że blog rozrastał się z miesiąca na miesiąc, budząc zainteresowanie nie tylko czytelników, ale też firm. I tym oto sposobem, stał się nie tylko internetowym pamiętnikiem, a przerodził się w dobrze prosperujący biznes.

I czasem zdarza się tak, że kiedy pasja staje się pracą i od niej zależy nasz byt finansowy - staje się również zobowiązaniem. Dwa lata temu poczułam, że blogowanie przestaje sprawiać mi radość. Kampanie reklamowe choć w zgodzie ze mną - zaczynają męczyć. Wypaliłam się, ale jednocześnie nie mogłam znaleźć na siebie żadnego innego pomysłu. Wiedziałam, że chcę pomagać innym kobietom, że najbardziej jara mnie innspirowanie innych do zmiany swojego życia na lepsze. Zaczęłam organizować warsztaty rozwojowe-relaksacyjne dla kobiet i to był strzał w dziesiątkę. Ale nadal czegoś brakowało. I to normalne. Rozwijamy się. Zmieniamy. I zmienia się też często kierunek, w jakim chcemy podążać.

Może wiecie, może nie... w sierpniu 2020 roku, zdecydowałam się na rozstanie.

Zostawiłam za sobą wszystko to, na co pracowałam przez ostatnie lata. Związek, mieszkanie. Wynajęłam piękne mieszkanko i zaczęłam nowe życie. Byłam na fali jeśli chodzi o zawodowe zlecenia. Byłam menadżerem ds. social mediów w dwóch dużych firmach i miałam długoterminowe kontrakty na kampanie reklamowe. Wiedziałam, że sobie poradzę. Zawsze sobie radziłam, bo nawet w związku, mogłam liczyć tylko na siebie. 

We wrześniu 2020 roku, poczułam jednak, że chcę spróbować czegoś nowego. Miałam ogromne pragnienie, by wreszcie oworzyć się na całą obfitość w tym tą finansową. Czułam całą sobą, jak uwalnia się ze mnie cały potencjał, tłumiony przez lata toksycznego związku. I musiałam ten potencjał w końcu wykorzystać. I właśnie wtedy zdecydowałam się na rozpoczęcie nowego biznesu. Totalnie od zera. I poświęciłam się temu w całości. O tym opowiem Wam kiedy indziej, ale... był to strzał w dziesiątkę, bo już po pół roku jego prowadzenia, zrezygnowałam z wszelkich innych zawodowych zobowiązań. Dziś po roku z kawałkiem, mogę śmiało powiedzieć, że odmieniłam całe swoje życie zarówno pod kątem rozwoju jak i finansów.

Czasem zamknięcie jednych drzwi, otwiera nam tysiące innych. 

Ja musiałam zakończyć relację z jednym człowiekiem, by prawdziwie pokochać siebie, odnaleźć swój cel, poznać ludzi, przy których czuję się dobrze i by zarabiać pieniądze o jakich nie śniłam.

2021 rok, był najbardziej pracowitym rokiem w moim życiu. Ale owoce jakie teraz zbieram, były warte tego czasu i zaangażowania. I nadal stoję przy tym, że dopiero się rozkręcam. 

Zniknęłam z przestrzeni blogowej, bo zwyczajnie nie miałam na to czasu. I choć w głowie miałam setki pomysłów, co chciałabym tu napisać i czym się z wami podzielić - to zwyczajnie nie miałam na to czasu i przestrzeni.

Ale... ten blog to coś, od czego wszystko się zaczęło.

To pisanie tutaj, otworzyło mi ogrom drzwi i możliwości i doprowadziło do miejsca, w którym jestem obecnie i żyję życiem swoich marzeń. To pisanie bloga, pozwalało mi rozwijać się i zarabiać na swoich własnych warunkach, nie będąc ograniczoną etatem, szefem, sufitem finansowym.

Chciałabym tu powrócić w takim stylu jak kiedyś. Będąć totalnie z potrzeby pasji, a nie z potrzeby zarobków. I z potrzeby zarobków na pewno już nigdy tu nie wrócę, bo nie muszę. I jest to cholernie uwalniające.

Nie chcę składać pustych obietnic, deklarować się. Ale mam takie marzenie, że moja praca da mi więcej czasu, a ja w tym czasie będę mogła i będę chciała tutaj pisać. O czym? Nie wiem. Może czasem będą to kartki z pamiętnika, a czasem relacje z podróży, bo w 2022 roku będzie ich sporo. Może będzie tu jakiś dział o biznesie, bo na tym się znam i chciałabym uczyć tego innych.

Jedno jest pewne - będzie tu w 100% po mojemu. Nie po to, by spełniać oczekiwania danej grupy odbiorców, nie po to, by mieć z tego zysk. Ale po to, bym mogła znów mieć z tego fun, a nie poczucie, że coś muszę.

Może się okazać, że jednak to nie wyjdzie. Bo to nie jest już TO. Nie wiem. Ale spróbujmy :)

A póki co, życzę Wam pięknego i obfitującego we wszelkie dobra, 2022 roku. Bądźcie szczęśliwi kochani!

Tegoroczne wakacje zaczęły się dla nas już w czerwcu. To właśnie na początku czerwca zabrałam moją mamę i córkę w małą podróż do Gdyni, a potem do Kątów Rybackich.

Przez całe życie odwiedzałam głównie większe, turystyczne miejscowości nadmorskie. Moja Pola zakochała się w Łebie i Władysławowie i bazarach z chińskim badziewiem. W automatach do gry i tetniących życiem miastach tego typu. Byłam przekonana, że mała miejscowość bez tej całej otoczki, nie przypadnie jej do gustu, ale... myliłam się... było zupełnie na odwrót :D

Do Hotelu Tristan pojechałyśmy na zaproszenie - i powiem Wam szczerze, że to jedna z najwspanialszych współprac, jakich doświadczyłam w swoim życiu. Raczej nie odpoczywam na takich wyjazdach, ale sama zmiana klimatu no i szczęście Poli... jest tego warte :)

Z wielką przyjemnością opowiem Wam o pobycie w tym Hotelu i o tym, dlaczego warto jechać tam z całą rodziną - bo naprawdę warto.

 

TRISTAN HOTEL&SPA

 

 

 

Naprawdę nie wiedziałam, że w takich małych miejscowościach, są tak piękne, duże i naprawdę w wysokim standardzie hotele. Gdybym miała opisać ten hotel jednym zdaniem to brzmiałoby ono: idealne miejsce dla rodziny. Jest w tym hotelu bowiem wszystko, czego trzeba rodzinom, by odpoczęły, dobrze zjadły i by każdy z członków rodziny - czy to dziecko, czy dorosły, miał zapewnione atrakcje adekwatne do wieku. Baseny, strefa SPA, sala zabaw, miejsce na drinka wieczorową porą, piękne tereny wkoło hotelu i wszelkie udogodnienia, dzięki którym możecie się poczuć w hotelu jak... w domu :)

Pierwszego dnia dojechałyśmy na miejsce dość wcześnie, dlatego zostawiłyśmy bagaże w recepcji i postanowiłyśmy przejść się na plażę. Opcje, by tam dojść były dwie - albo główną ulicą, albo lasem. Wybrałyśmy las i powiem Wam, że to było przepiękne doświadczenie. Bo to nie był sobie tylko taki zwykły las, ale prawdziwy busz z różnymi dolinami i wzniesieniami. Cisza, śpiew ptaków - coś naprawdę niesamowitego. A potem coraz wyraźniej słyszalny szum morza i mój ulubiony moment, kiedy zza drzew wyłania się niebieski jego odcień.

 

 

 

 

 

 

 

Plaża w Kątach Rybackich jest naprawdę ogromna, szeroka, czysta no i jak przystało na małą miejscowość nie skażoną turystyką - prawie pusta :) Zdecydowanie zakochałam się w takiej formie spędzania wakacji. I Pola tak samo, a bałam się, że co minutę będę słyszała klasyczny tekst: nudzi mi sięęęęę... od którego robi mi się słabo ;)

Napiszę Wam o kilku rzeczach, które są w hotelu najbardziej na plus, więc w sumie o wszystkim co możliwe - naprawdę nie znalazłam minusów.

 

PRZESTRONNY POKÓJ

I to z tarasem i balkonem! :) Pokój idealny dla rodziny - jedno łóżko podwójne i rozkładana kanapa. Wszystko wyposażone naprawdę w wysokim standardzie. Schludnie, czysto. Po naszym ostatnim słabym wyborze noclegu nad morzem, Pola po wejściu do łazienki powiedziała: tu nie śmierdzi! Haha - nie pytajcie :D

Wyposażenie pokoju jak i hotelu to takie klasyczne wyposażenie dla każdego hotelu o podwyższonym standardzie. Fajną opcją jest właśnie taras z leżakami, na którym można pochillować.

Pokój jest naprawdę duży, jest klimatyzacja, zestaw do kawy/herbaty - czyli taki standardzik. W łazience również standardowo prysznic.

Jeśli przyjeżdżacie z małymi dziećmi, wystarczy porozmawiać z obsługą hotelu, która z przyjemnością doposaży Wasz hotelowy pokój w takie rzeczy jak np. łóżeczko turystyczne, wanienka, nocnik, podgrzewacze do butelek.

 

 

 

 

 

SALA ZABAW

Wiadomo - must have. Przynajmniej dla Poli. Może dzięki temu nie było marudzenia, bo mogła trochę się pobawić w swoim żywiole. Skakanie do kulek, plastikowe domki do zabawy, masa gier i książek. Wszystko czyste i naprawdę zadbane. Dużo zabawek dla maluszków, więc dzieci w różnym przedziale wiekowym znajdą tam coś dla siebie.

Sala zabaw posiada też własną toaletę więc nie będziecie musieli biegać z dziećmi po całym hotelu :)

 

 

 

 

 

 

 

BASEN

W sumie to by Poli wystarczyło. Wyciągnąć ją z wody to naprawdę wyczyn. Jest wydzielona płytka strefa dla dzieciaków, wodny grzybek, jest jacuzzi, ale moim hitem jest.... basen zewnętrzny na tarasie. Otoczony pięknymi świerkami. Coś niesamowitego. Typowa instagramowa miejscówka, którą człowiek nie może przestać się zachwycać. Baaardzo na plus.

No i wszystko jest naprawdę przemyślane pod kątem pobytu małych dzieci. W strefie basenowej można korzystać z piankowych makaronów czy desek do pływania. 

Można też zakupić na miejscu pieluszki kąpielowe, stroje kąpielowe, zabawki, czepki - no wszystko :) Więc jak czegoś zapomnicie, to spokojnie. Wszystko jest dostępne na miejscu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Świetnym miejscem w strefie Wellness jest też... grota solna. Bardzo odprężający relaks na leżaku, z relaksującą muzyką w tle.

 

 

 

 

 

W strefie SPA możecie oczywiście korzystać z różnych zabiegów, masaży - nie dotarłam tam, miałam trochę małe czasu, ale jeśli profesjonalizm jest na tak wysokim poziomie jak cała reszta... to na pewno warto :)

Są też oczywiście sauny, ale z nich nie korzystałam.

 

 

RESTAURACJA

Jedzenie... to taki najważniejszy punkt w mojej skali hahah :D Jak już jedzenie jest słabe, to opinii o hotelu nic nie uratuje. Lubię jak jest smacznie ale też różnorodnie a tutaj właśnie tak było. Codziennie inne rzeczy do wyboru. Wszystko świeże i czuć że żywność jest dobrej jakości. Jak już moja Pola biega i nakłada sobie dokładki, to naprawdę musi być dobrze. Baaardzo dużo owoców, mega wybór herbat, dość sporo posiłków na ciepło do wyboru i bardzo, ale to bardzo dużo słodkości.

 

 

 

 

 

 

 

 

SIŁOWNIA

A właściwie centrum fitness - powiem Wam, że dawno nie widziałam w hotelu tak dobrze wyposażonej sali treningowej. Są tam dosłownie wszelkie możliwe sprzęty, jest szatnia, węzeł sanitarny. Ogromne lustra, żeby można było udokumentować, że się na sali było - niekoniecznie ćwiczyło :D

 

 

 

Do kilku miejsc nie dotarłam, byłam w hotelu krótko, a że dopisała pogoda to starałam się spędzić czas na plaży. W hotelu jest również kręgielnia i moon club, w którym można potańczyć, wypić drineczki czy zagrać w bilard. Dla fanów sportu, na zewnątrz jest kort tenisowy :)

Jest też na miejscu wypożyczalnia rowerów górskich - możecie wypożyczyć rowery dla całej rodziny, kaski i ruszyć na przejażdżkę.

Ogólnie rzecz biorąc - jest w tym hotelu wszystko, czego trzeba człowiekowi do szczęścia. I to takie idealne miejsce na rodzinny wypoczynek, z dala od zgiełku i turystyki.

Jestem przekonana, że zakochacie się nie tylko w hotelu, jedzeniu, ale też pięknej plaży i wspaniałych okolicznościach natury.

Dla mnie pobyt z Kątach Rybackich - nie chodzi mi tylko o sam hotel, będzie już na zawsze jednym z najpiękniejszych wspomnień...

Dziękuję oczywiście Hotel Tristan&Spa za zaproszenie i ugoszczenie nas na wysokim poziomie. Wizyta u Was pozostanie w mojej pamięci już na zawsze :)

Stało się! 2 tygodnie temu ruszyła sprzedaż mojego e-booka jakim jest Plan Zdrowej Zmiany. A od poniedziałku wszyscy wspólnie ruszyliśmy z wyzwaniem, w którym realizujemy zadania w nim zawarte.

Prowadzę blog od ponad 7 lat... i w trakcie gdy wszyscy blogerzy jeden po drugim zaczynali wydawać swoje książki, tworzyć swoje produkty, co chwile ktoś mnie pytał: czemu ty nie? Odpowiedź była prosta: bo nie! Nie lubię robić czegoś na siłę, tylko dlatego, że robią to inni.
⁣⁣⁣⁣
Wiedziałam natomiast, że produkt stworzę tylko wtedy, kiedy rozpali się we mnie prawdziwe pragnienie jego realizacji i kiedy będę gotowa, żeby zrobić to tak jak trzeba.⁣
⁣⁣⁣⁣
Wszystko co robię jest po to, by pomagać innym kobietom. Ponad 8 lat temu byłam sfrustrowaną i schorowaną dziewczyną, negatywnie nastawioną do... wszystkiego. Zmagałam się z depresją i bulimią. Kiedy urodziłam Polę, zaczęłam o siebie walczyć. Okazało się jednak, że sam ruch i zdrowe jedzenie to za mało. Muszę zadbać też o swoją głowę. ⁣⁣⁣⁣
⁣⁣⁣⁣
I tego właśnie uczę od tamtej pory kobiety - holistycznego podejście do zdrowia. Wiem, że zmiany są trudne - dlatego stworzyłyśmy z Gosią coś, co je wam ułatwi ⁣⁣⁣.
⁣⁣⁣⁣
Napisałyśmy więc ... książkę. Książkę, która jest też jednocześnie gotowym planem i wyzwaniem, którego może podjąć się każda z Was!

⁣⁣⁣⁣
PLAN ZDROWEJ ZMIANY to: ⁣⁣⁣⁣

⁣⁣⁣⁣
- 300 stron motywacji i inspiracji dla Twojego zdrowia ⁣⁣⁣⁣
- ponad 30 przepisów bez cukru, laktozy i glutenu ⁣⁣⁣⁣
- Plan działania na 28 dni - każdy dzień to propozycja jadłospisu oraz zadanie z kategorii rozwoju, pielęgnacji oraz propozycje aktywności fizycznej ⁣⁣⁣⁣
- Wskazówki żywieniowe ⁣⁣⁣⁣(zwłaszcza dla osób z Hashimoto i IO)
- Miesięczne wyzwania ⁣⁣⁣⁣
- Codzienne karty postępu i monitorowania twojego samopoczucia ⁣⁣⁣⁣
- Inspirujące cytaty na każdy dzień ⁣⁣⁣⁣

 


⁣⁣⁣⁣
⁣⁣⁣⁣
28 dni - tyle potrzebujesz, by wyrobić w sobie zdrowe nawyki, dzięki którym odzyskasz zdrowie i dobre samopoczucie! ⁣⁣⁣⁣

 

Pracowałyśmy nad tym planem kilka dobrych miesięcy. Tak, by to było naprawdę kompletne i wartościowe. Opinie o e-booku przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Dziękujemy Wam za zaufanie i dobre słowo. Ogromnie to doceniamy <3

 

WIOSENNE PRZEBUDZENIE

Sama zaczęłam realizować Plan Zdrowej Zmiany w poniedziałek. I ja również bardzo tego potrzebuję. Ostatnie pół roku upłynęło mi na naprawdę intensywnej pracy. W momencie kiedy się wyprowadziłam, zajęłam się rozwojem drugiego biznesu i zaczęłam prace nad książką. A do tego wszystkiego ogarniałam życie, mieszkanie, macierzyństwo i istniejącą już firmę. Łatwo nie było. Ale było warto.

Cena jaką poniosłam... cóż. Zawaliłam swój rytm. Rytm życia, który najbardziej mi służy. Regularne treningi, medytacje, pracę z oddechem. Ale nadchodzi wiosna... osiągnęłam to, do czego dążyłam i mogę śmiało wrócić do swojej codziennej rutyny. Nadal mam wiele celów i ogrom pracy - ale tym razem, zrobię to w zgodzie ze swoim rytmem.

 

 

Wysprzątałam na błysk mieszkanie, spisałam cele na marzec, rozpisałam lekarzy, badania i inne rzeczy, które muszę ogarnąć. Odgruzowałam swoje paznokcie, włosy i ciało. I zaczęłam się przebudzać.

Dziś 4 dzień wyzwania, a mnie już ogarnął tak cudowny spokój. Wstaję codziennie o 5:00, ćwiczę, medytuję, pozytywnie się nastrajam. Jestem szczęśliwa, wypoczęta, zrelaksowana...

 

PODSTAWA... RUCH

Nie odpuszczę tego już nigdy, choćby nie wiem co. O to chyba jednak mam trochę do siebie żal, bo wygospodarować chociaż 15 min dziennie zawsze by się dało. Tylko, że... mi się po prostu nie chciało. Jak wpadam w pracoholizm to zapominam o Bożym świecie. Ale nie tym razem... ruch to podstawa zdrowej głowy no i wiadomo - zdrowego ciała. 

Zresztą... pisałam Wam ostatnio, że setów do ćwiczeń zamówiłam nie jeden, a trzy :D Więc akurat na te ćwiczenie 3 razy w tygodniu :D

Set sportowy, który widzicie na zdjęciu tak jak i moje pozostałe jest ze sklepu Oceans Apart  – to marka która swoje ubrania produkuje w sposób zrównoważony dla środowiska. Rzeczy są w 100% wegańskie. I do tego przepiękne!

 

 

Legginsy z tych zestawów noszę i do ćwiczę i na co dzień - są tak wygodne i tak pięknie podnoszą tyłek, że śmigam z nich w przyjemnością. Nie prześwitują, więc traktuję jak spodnie :D

Zestaw z dzisiejszych zdjęć to Laguna Set. Jest naprawdę fajny. Dwukolorowy, więc trochę inny od wszystkich jednolitych. Stanik idealnie przylega do ciała i trzyma biust. 

Tak samo legginsy. Nie zsuwają się, pięknie opinają brzuch i suuuuper zarysowują pośladki.

Nadal możecie korzystać ze zniżki - na hasło ALICJAWEGNER, do każdych zakupów za minimum 199 zł dostajecie DOWOLNY top (stanik sportowy) GRATIS. Czyli w cenie legginsów można skompletować cały zestaw :)

 

 

 

 

28 dni na zbudowanie nowego, lepszego życia

Ja wiem, że to może brzmieć dziwnie. Ale tak właśnie będzie. Dla mnie nowe nawyki=nowe życie. Nie jest to dla mnie jakaś nowość, bo nawyki miałam już wypracowane wcześniej przez kilkuletnią pracę. Po prostu teraz do nich wracam - po... krótkiej przerwie :D

I oczywiście jak to zazwyczaj bywa - na nieco innym levelu. 28 dni w marcu będzie dla mnie pracą nad dosłownie wszystkim, ale ogólnie - nad organizacją życia, która pozwala pogodzić ze sobą wszystko i znaleźć balans i równowagę. 

I muszę przyznać, że jestem cholerna dumna, że te zmiany mogę wprowadzać dzięki czemuś, co sama stworzyłam. Ale jak to się mówi - potrzeba matką wynalazku. Nikt nigdy takiego kompletnego planu, który by mi to ułatwił... nie stworzył. Więc stworzyłam go sobie sama, o.

I mam zamiar konsekwentnie i sumiennie, zmieniać z nim swoje życie <3

 

DOŁĄCZ DO WYZWANIA I RAZEM Z NAMI ZMIEŃ SWOJE ŻYCIE

I w dodatku zgarnij nagrodę :P Brzmi spoko, prawda?

Spośród wszystkich osób, które zakupią e-book i aktywnie będą brać udział w wyzwaniu oznaczając moje konto oraz #planzdrowejzmiany na swoim stories oraz w zdjęciach na IG - pod koniec marca wybierzemy 3, które dostaną od nas giftpacki pełne dobroci dla ciała, ducha i umysłu. 

 

Jeśli chodzi o mnie - dzień w dzień, na swoim IG, będę Wam relacjonować jak przebiega u mnie wyzwanie. Jakie zmiany we mnie zachodzą i jak zmienia się moje samopoczucie. Zróbmy to razem laski! Pokażmy innym, jak dbając o swoje ciało i umysł, można realnie zmienić swoją rzeczywistość.

Niech zadzieje się magia... <3 Co Wy na to? Do wyzwania możecie dołączyć w każdej chwili!

 

<< KUP PLAN ZDROWEJ ZMIANY >>

i dołącz do Nas! 

 

 

POWODZENIA KOCHANI! 

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

 

 

Hello, hello :) Witam się z Wami w lutym. To będzie krótszy niż zwykle miesiąc, ale mam zamiar wykorzystać go... mądrze ;)

Zauważyłam po sobie, że bardzo niekorzystnie wpływa na mnie, kiedy gromadzi mi się z tyłu głowy zbyt dużo tematów, które odkładam na później.

Niewywołane zdjęcia, przekładane wizyty u lekarzy, a nawet rzeczy takie jak nieuporządkowana szafka w kuchni. Jeśli tematów jest zbyt dużo - ciężko mi realnie odpocząć i nie myśleć. W dwóch ostatnich latach, bardzo dobrze sprawdzały mi się zadania na każdy miesiąc. Były to rzeczy takie jak: zrobienie badań, wywołanie zdjęć, pomalowanie ścian w pokoju Poli. Wszystko to, co ciągle odkładałam na później, a w efekcie - nie robiłam tego wcale.

W tym roku, mam zamiar robić podobnie. Podchodzić do każdego miesiąca zadaniowo. Na każdy miesiąc znajdywać sobie kilka rzeczy, które ciągle odkładam na później ale też rzeczy, nad którymi chcę popracować i które chcę zrealizować.

A że luty to dla mnie przede wszystkim miesiąc, w którym urodziłam Polę - to wiadomo co będzie priorytetem :)

 

7 URODZINY POLI

W zeszłym roku mieliśmy świetne przyjęcie w lokalu. W jednej sali bawiły się dzieci z animatorkami - za szybą w drugiej sali, byli rodzice. Wszystko było tak piękne i tak wspaniałe, że chyba nikt nie zapomni tych urodzin do końca życia.

W tym miesiącu planowanie takich rzeczy mogłoby wyjść różnie. Rząd lubi nas ostatnio zaskakiwać swoimi decyzjami ;) Dlatego zdecydowaliśmy, że w tym roku swoje urodziny Polcia spędzi z rodzicami. Sama wyszła z tą propozycją i uznaliśmy, że w obecnej sytuacji będzie to rzeczywiście spoko opcja.

Mamy taki plan, żeby w dzień urodzin dać Poli do wylosowania kartki, na których będą wypisane rzeczy, które będziemy z nią robić. Np. wyjście do muzeum, seans bajkowy, gra planszowa, obiad z deserem w restauracji, wycieczka itp. itd. I będzie np. 10 karteczek a Pola do wylosowania będzie miała 3. Oczywiście poza tym - prezenty, słodkości i cały dzień tylko dla niej i z myślą o niej. Nie mogę się doczekać!

 

KOBIECA SESJA ZDJĘCIOWA

Pamiętacie ten czas, kiedy Kasia robiła mi zdjęcia? Ja tak... uwielbiałam siebie w jej obiektywie. Już rok temu snułam plany o takiej wyjątkowej sesji, którą chciałabym dla siebie zrobić. Wiecie, takiej sensualnej. Takiej, na której jest kobiecość, zmysłowość - ale bez wyzywającego tonu. I ciągle mówiłam: Kasia, chcę zdjęcie w body! Tak wiecie, żeby coś było widać, ale nie wszystko :P

No i w końcu się z Kasią umówiłam. 19 lutego. Przed sesją będę nawet miała zrobiony makijaż! I cholernie nie mogę się doczekać. To będzie taki prezent ode mnie, dla mnie. Spóźniony walentynkowy. Muszę Wam powiedzieć, że co jak co, ale odkąd jestem singielką i sama sobie robię prezenty - to te prezenty są najbardziej trafionymi w życiu! :D

Celem tej sesji jest też nowe profilowe. I powiedziałam już Kasi, że to musi być MISTRZOWSKIE PROFILOWE :D

 

TRENINGI

No i muszę Wam teraz powiedzieć, że nic mnie tak nie motywuje do treningów, jak jakiś cel określony czasowo. Tak jak chciałam mieć fajną formę jak jechałam na wakacje, czy ogólnie jak szła wiosna - tak teraz chcę dobrze wyglądać na mojej sensualnej sesji!

 

 

Już dobrze wyglądam i spoko się czuję. Ale jednak mam taki swój model sylwetki i określoną wagę przy której czuję się tak totalnie NIESAMOWICIE i najlepiej. I 2 tygodnie zdecydowanie starczą mi na podrasowanie mojej figury.

W styczniu się już fajnie rozkręciłam, także w lutym nie będę miała z tym problemu. Ćwiczę ok. 5 razy w tygodniu, ale chciałabym zacząć znów regularnie biegać - a pogoda mnie do tego nie zachęca. No ale... ćwiczenia się. Wszystkie z Pamelą Reif - no najlepiej mi się z nią ćwiczy i są szybkie efekty. No i w styczniu zrealizowałam jedno ze swoich postanowień i zamówiłam nowe sety do ćwiczeń. I ćwiczy mi się w nich ZAJEBIŚCIE!

 

 

STRÓJ DO ĆWICZEŃ

To było moje postanowienie styczniowe. A że miałam naprawdę okropny deficyt sportowych ubrań, a wielką potrzebę wyglądania fajnie nawet podczas ćwiczeń - to zamówiłam nie jeden set, a trzy haha :D

Pokazywałam Wam je już odrobinę na stories, ale pokażę jeden z nich jeszcze tutaj dokładniej. Wypróbowałam już wszystkie 3 sety: i podczas ćwiczeń i podczas biegania. I jestem totalnie oczarowana. Jakością, wykonaniem, materiałem, wyglądem, no wszystkim.

Zestawy są ze sklepu Oceans Apart  - to marka która swoje ubrania produkuje w sposób zrównoważony dla środowiska. Rzeczy są w 100% wegańskie.

 

 

 

To co mnie najbardziej urzekło to świetne dopasowanie ubrań do ciała. Legginsy nie zjeżdżają w pasie, stanik jest świetnie skrojony i super trzyma biust. W ogóle ma się wrażenie takiej drugiej skóry.

Zestaw, który mam na zdjęciach w dzisiejszym wpisie składa się z legginsów, stanika i longsleeva. Nazywa się Jessy Set Deluxe. Jeśli chodzi o rozmiarówkę, to ja noszę tradycyjne M, zamówiłam M i pasuje idealnie :)

 

 

 

Po moim ostatnim stories marka Oceans Apart odezwała się do mnie z propozycją kodu dla Was - na hasło ALICJAWEGNER, do każdych zakupów za minimum 199 zł dostajecie DOWOLNY top (stanik sportowy) GRATIS. Czyli w cenie legginsów można skompletować cały zestaw :)

Korzystajcie laski, nie pożałujecie. Naprawdę w takim wdzianku aż chce się ćwiczyć!

 

 

 

CO JESZCZE W LUTYM?

BLOG - Wracając do lutowych postanowień. Przede wszystkim postanowiłam sobie bardziej skupić się na blogu, zdjęciach i ich obróbce oraz regularnym prowadzeniu insta oraz mojej grupy na FB. Trochę to ostatnio zaniedbałam i poczułam przypływ energii, żeby znów się za to wziąć. Stąd ten wpis! :D

OPERACJA - Muszę też ogarnąć do końca kwestie mojej wady zgryzu i szczęki, która niestety okazała się wskazaniem do leczenia operacyjnego. Stety, niestety. Cieszę się, że wzięłam się za ten temat i że za jakiś czas będę mogła cieszyć się pięknym uśmiechem, będę mogła normalnie gryźć i przestaną psuć mi się notorycznie zęby. Zmieni się mocno mój wygląd, ale na lepsze - więc jakoś sobie poradzę. Co prawda będę długo dochodzić do siebie i będzie czekać mnie przeprawa przez rehabilitacje i naukę gryzienia itp. ale wiem że będzie warto. W tym miesiącu muszę załatwić wszelkie formalności.

ZGRANIE ZDJĘĆ Z CHMURY - co kilka dni coś tam zawsze pozgrywam, ale chciałabym już zrobić to na full, żeby w końcu zgrać całość na dysk zewnętrzny. To mi chyba najbardziej siedzi w głowie, a jednocześnie idzie najbardziej opornie.

WYPOWIEDZIEĆ UMOWĘ W PLAY I ZLIKWIDOWAĆ STARE KONTO BANKOWE - o matko, muszę mieć to tutaj zapisane!!! :D

W planach mam jeszcze naprawę szybki w telefonie, zamówienie statywu do aparatu i znalezienie punktu, w którym zgrają mi zdjęcia ze starych telefonów - ale to wszystko akurat wiąże się z kosztami, więc jeśli finanse pozwolą, to to ogarnę, a jeśli nie - bo luty to kombo urodzinowo-podatkowe :D to ogarnę to w innym miesiąc.

 

Ajjj, normalnie jaram się, że sobie to wszystko tutaj wypisałam! :D Od razu czuję, że wszystko jest jakieś bardziej uporządkowane i że wiem co mam robić :D

Mam nadzieję, że ta moja rozpiska będzie też dla Was inspiracją i motywacją do tego, żeby wziąć się za to, co ciągle odkładacie na później. 

Co Wy na to? :)

Ściskam,

Alicja

Trochę mnie tutaj nie było, przyznaję. Styczeń był dla mnie trochę takim nowym początkiem, a właściwie ... rozgrzewką. Chciałam wbić się na dobre tory po kilku miesięcznym pędzie w pracy, ale wiedziałam, że muszę zrobić to mądrze.

Dlatego postanowiłam, że nie będę sobie stawiać nie wiadomo jakich celów. Tylko krok po kroczku, przygotuję się do tego, jak chciałabym funkcjonować przez następne miesiące.

A jak chciałabym, żeby wyglądał mój 2021 rok? Przede wszystkim zależało i zależy mi na tym, żeby nigdy więcej przez pracę nie zaniedbać siebie i swojego zdrowia. Wiem, że czasem realizując cele, trzeba ponieść cenę - wiem to i jestem tego świadoma. Ale mam problem z tym, że nie wiem kiedy powiedzieć DOŚĆ. Lubię swoją pracę i wiem, że musze przycisnąć teraz, żeby za jakiś czas było lżej - tylko nie do końca zawsze udaje mi się złapać dystans i nie zawsze słucham swojego organizmu, który ma już zwyczajnie dość i potrzebuje oddechu.

 

 

To, co najbardziej zaniedbałam przez wir pracy, to zdrowe jedzenie.  Wróciłam do w miarę zdrowego gotowania z apką, o której Wam ostatnio pisałam i było lepiej, bo ja dużo lepiej funkcjonuję jak mam przed sobą jakiś plan, zadanie. Ale mimo wszystko odkąd jestem sama z Polą, która chodzi do przedszkola - naprawdę trudno mi się zmotywować do gotowania dla samej siebie. To co wbija mnie zawsze w rytm regularnych posiłków, to korzystanie z gotowych opcji, toteż w styczniu zdecydowałam się na 3 tygodnie diety pudełkowej (zaczęłam od 7 stycznia). "Dietę" skończyłam wraz z ostatnim dniem stycznia.

Tutaj bez zaskoczenia - tradycyjnie od lat dietka od Juicy Jar. Tym razem jednak nie chciałam diety hashimoto i w ogóle nie chciałam żadnych ograniczeń. Zależało mi po prostu na tym, żeby jeść zdrowo i regularnie. Wybrałam opcję "Jesz jak chcesz" gdzie sama wybieram sobie posiłki na każdy dzień z pośród kilku propozycji, ilość posiłków itp. No i po 3 tygodniach takiego jedzonka, mam kilka wniosków, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

 

 

 

PODSUMOWANIE

Nie schudłam. I nie taki był mój cel. Nie chciałam robić sobie presji związanej z tym, co widzę na wadzę. Mało tego. Wręcz zależało mi na tym, żeby zobaczyć jak będzie zmieniać się moje ciało, utrzymując tą samą wagę.

Do zdrowego jedzonka, dorzuciłam treningi - nie wiele, bo na 31 dni stycznia zrobiłam ich chyba 15. I z 3 razy byłam biegać. Ale to już naprawdę progres i zależało mi właśnie na tym, żeby ten styczeń potraktować jako rozgrzewkę i znów się po prostu ruszyć.

I przyznam, że jestem naprawdę zadowolona. To wstęp do tego, żeby ten luty rozpocząć na pełnej petardzie.

Jeśli chodzi o jedzonko - wybierałam głównie potrawy bezglutenowe, często bez laktozy. I najważniejszym moim spostrzeżeniem było to, że przestało mi "wywalać" brzuch - daje do myślenia. 

 

 

 

W diecie miałam baaardzo dużo warzyw, strączków, kasz. Na drugie śniadania starałam się wybierać koktajle, albo jakieś zdrowe ciacha. Nie miałam zjazdów energetycznych po zjedzeniu śniadania (jak zawsze), nie miałam trudności z trawieniem.

Widzę, że to mi naprawdę bardzo służyło. Zapisywałam sobie wszystkie dania, żeby teraz po zakończeniu treningu, móc je samodzielnie odtwarzać. Co jak co, ale po takiej długiej przerwie od gotowania, nawet trochę mi tego zabrakło. TROCHĘ :P

 

5 POSIŁKÓW DZIENNIE + KOKTAJL PO TRENINGU

Wybrałam kaloryczność na poziomie 1500 kcal - dość mało przy treningach, ale u mnie normą jest picie koktajli zawierających białko.

Jeden taki koktajl traktuję jak posiłek po treningowy, więc z koktajlem i dogryzaniem czasem jakiś orzechów itp. - dobijałam pewnie do 2000 kcal (a pamiętajcie, że kalorie spalałam dodatkowo na treningu i ogólnie - żyjąc :D)

 

 

 

Shake robię zawsze na mleku roślinnym, najczęściej owsianym albo ryżowym (bez laktozy i bez cukru). Nie lubię zbytnio jakiś sztucznych smaków i aromatów, więc w sumie od lat najbardziej wierna jestem smakom typu kokos, wanilia itp.

W sumie zawsze po treningu, z jednej strony mam ochotę wskoczyć pod prysznic, a z drugiej najchętniej od razu wypiłabym szejka :D

 

 

 

Taki posiłek jest na wagę złota, jeśli tak jak ja, prowadzicie zabiegany i aktywny tryb życia. Przygotowuje się w to w niecałą minutę, a nasycenie po wypiciu takiego koktajlu trwa ok. 2 godzin

 

FORMĘ ROBI SIĘ W KUCHNI

Teraz to rozumiem. Widzę, jak zmienia się ciało (nawet bez zrzucania kg) kiedy karmi się je tym co zdrowe. Mam dużo gładszą skórę i widać gołym okiem, że jest po prostu zdrowsza. Wiecie - takie "zdrowe ciało" - to naprawdę widać. Zawsze jak widzę taki efekt, to zastanawiam się, jak mogłabym wyglądać, gdybym naprawdę przez calutki rok pięknie jadła i wytrwale ćwiczyła :D Ale aż tak to mi się nie chce :D

 

PRZYKŁADOWY JADŁOSPIS

Na koniec ku inspiracji, podzielę się też z Wami moim przykładowym jadłospisem z jednego dnia. Myślę, że to tylko udowadnia, że zdrowe jedzenie nie musi być ani nudne, ani mdłe, ani ograniczające. Posiłki od Juicy Jar zawsze przychodziły mega świeże i widać, że przygotowują je ludzie, którzy się na tym znają.

Dostawy są już prawie w całej Polsce, więc wskakujcie na stronę, wpiszcie kod pocztowy i zobaczcie czy jedzonko dojeżdża w Wasze tereny :)

 

Śniadanie:

Sandwicz z guacamole, jajkiem, rucolą i szczypiorkiem, pomidor

2 Śniadanie:

Deser jabłkowo-cynamonowy, crumble owsiane

Obiad:

Kurczak w sosie słodko-kwaśnym z ryżem

Podwieczorek:

Fit sernik limonkowy

Kolacja:

Pieczony kalafior z ciecierzycą i pomidorkami koktajlowymi

 

 

No aż zgłodniałam, jak teraz zobaczyłam na nowo te posiłki :D Jak ja mam temu dorównać? Sama nie wiem :D Wiem natomiast jedno - nie za bardzo służy mi gluten i nadmiar nabiału, za to świetnie czuję się przy 4/5 posiłkach dziennie, z czego jeden najczęściej to koktajl owocowo-warzywny. No i muszę mieć jakieś słodkości. To crumble ze zdjęcia było... no to było niebo.

Uwielbiam wszelkie pieczone warzywa, ciecierzycę, kalafiora. Po raz kolejny uświadomiłam sobie, że zdrowe jedzonko może być totalnie różnorodne i nie musimy w kółko jeść tego samego. Nie wiele jem mięsa, ale tutaj starałam się je sporadycznie wybierać. Gdyby nie to, że lubię wszelkie zapiekanki z mięsem mielonym, mogłabym śmiało zostać 100% vege. Ale nie chcę się klasyfikować i ograniczać. Nie potrzebuję tego :)

Po tych 3 tygodniach mam jeszcze większą motywację, żeby dbać o zdrowie na talerzu. W lutym podkręcam tempo - zakupy zrobione, biorę się za gotowanie i treningi. 

 

Za kilka dni premiera e-booka

Pracowałam nad nim przez ostatnich kilka miesięcy i wiem, że to będzie coś, co maksymalnie wbije mnie na dobre tory.

E-book nazywa się Plan Zdrowej Zmiany i jest gotowym planem na 28 dni - z ćwiczeniami, zadaniami rozwojowymi, domową pielęgnacją i przepisami na każdy dzień. Wiem, że to wyzwanie totalnie wystrzeli mnie z butów, tak jak nasze 30 dniowe wyzwanie #dbamosiebiedlasiebie w zeszłym roku.

Jak tylko pojawi się w sprzedaży, robimy START wyzwania i wspólnymi siłami będziemy pracować nad lepszą wersją samej siebie. 

Nie mogę się doczekać!

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

 

 

Nad swoimi nawykami pracuję już od wielu lat. Obserwuję, które mi służą, a które szkodzą. Te pierwsze staram się pielęgnować. Te drugie – eliminować.

 

Wiele z nas chciałoby, by dobry nawyk wchodził w krew szybko i łatwo. Z własnego doświadczenia jednak wiem, że złe nawyki buduje się przez większość życia. Nie da się w kilka dni zmienić czegoś, do czego przyzwyczajaliśmy się przez lata. Jeśli całe życie nie uprawialiśmy sportu, to nie zakochamy się w bieganiu ani w ciągu kilku dni, ani nawet kilku tygodni. Na wszystko trzeba czasu.

Zbliżający się Nowy Rok to dobry moment, by coś w sobie zmienić, poprawić, zacząć się zdrowo odżywiać, schudnąć, poprawić kondycję fizyczną. W końcu wszystko co złe, odchodzi wraz ze starym rokiem.

Dziś podzielę się z Wami moimi przemyśleniami na temat tego, jak budować trwałe i zdrowe nawyki, żeby nie był to tylko nagły zryw, po którym za chwilę tracimy entuzjazm i… wracamy do starych przyzwyczajeń :)

Zainspirowała mnie do tego Vitalia Holia – aplikacja, która wspiera dobre nawyki (zdrowe odżywianie, ruch, nawadnianie, suplementację), w zgodzie z naszymi własnymi upodobaniami i stylem życia. Pierwszy raz spotkałam się z dietą, która nie wymaga rezygnacji z ulubionych potraw, deserów, czy wyjść do restauracji. Pomaga wypracować nową rutynę, ale bez rewolucji i stawiania nieosiągalnych wymagań.

Dowiedz się, jak kształtować zdrowy styl życia z Vitalia Holia 

Poniżej znajdziecie recenzję aplikacji oraz kilka wskazówek, które pozwolą Wam zrozumieć, nad czym powinniście pracować i w jaki sposób. To moje osobiste spostrzeżenia, ale być może okażą się pomocne również dla Was.

 

LISTA NAWYKÓW

Warto stworzyć listę nawyków – tych, które nam szkodzą, a są naszą codziennością i tych, nad którymi chcielibyśmy pracować. Możemy to zrobić na zasadzie wymiany. Nawyk ZŁE ODŻYWIANIE zastępujemy ZDROWYM ŻYWIENIEM. Jest to nawyk ogólny, który możemy rozbić na kilka mniejszych, ale o tym za chwilę.

Sporządźcie listę nawyków, które chcecie wcielać w  życie. W moim przypadku będzie to: wstawanie przed 6:00 rano, regularna aktywność fizyczna i ZDROWE JEDZENIE. Mam z tym giga problem i potrzebuję dyscypliny.

 

1 nawyk = 1 miesiąc

Z doświadczenia wiem, że nie ma sensu zmieniać całego życia na hura i nagle wdrażać 10 nawyków na raz. Lepiej każdego miesiąca systematycznie pracować nad jednym. Dlaczego? Dlatego, że wyrabianie nawyków trwa mniej więcej 20 dni. Oczywiście możemy jednego miesiąca pracować nad trzema różnymi nawykami, ale muszą należeć do zupełnie innych obszarów. Np. na styczeń możemy sobie
zaplanować: codziennie czytanie książki, codzienne ćwiczenia na macie i codziennie 10 minut z aplikacją do nauki języka.

 

ROZPISAĆ CEL

Łatwo postawić sobie za cel nawyk, jakim jest np. zdrowe odżywianie, ale jest on dość ogólny. Dlatego warto zapisać sobie go na kartce i rozbić na kilka mniejszych. W ten sposób powstanie droga do osiągnięcia celu głównego, np.:

● TYDZIEŃ 1 – codziennie zdrowe śniadania – pieczona owsianka i koktajl
warzywny zamiast białej bułki z szynką i majonezem ;)
● TYDZIEŃ 2 – do mininawyku z pierwszego tygodnia dołączamy picie wody.
Min. 2,5 litra dziennie.
● TYDZIEŃ 3 – późne, ciężkie kolacje zastępujemy lekkostrawną sałatką
i jemy ją najpóźniej 3 godziny przed snem.
● TYDZIEŃ 4 – rezygnujemy z przekąsek pomiędzy posiłkami.

Będzie nam w ten sposób dużo łatwiej, niż gdybyśmy wszystkie cztery cele chcieli
wprowadzić w życie od razu. Takim sposobem w miesiąc wykształcicie w sobie jeden
nawyk, ale będzie szło za nim kilka mniejszych, które razem mają potężną siłę.

 

 

SYSTEMATYCZNOŚĆ TO KLUCZ

Nie da się zbudować nawyku bez systematycznej pracy. Pamiętam, że w wyrobieniu nawyku regularnego ćwiczenia pomógł mi… kalendarz. Na poziomej kartce A4 narysowałam miesięczny kalendarz (na wzór tego w telefonie). Powpisywałam numerki od 1 do 31 i codziennie wpisywałam aktywność fizyczną, którą wykonałam. Nie pozwałam sobie na więcej niż jedno puste okienko w tygodniu. Byłam w szoku, ale naprawdę bardzo mi to pomogło, bo widziałam czarno na białym, czy coś robię, czy nie. Pamiętam, że po ok. 2 tygodniach wskakiwałam na matę już z automatu. Nie zastanawiałam się, czy mi się chcę – po prostu to robiłam.

Pamiętajcie, że nawyk o wiele prościej zaniedbać i porzucić, niż zbudować. Trzeba kilku tygodni, żeby coś weszło nam w krew, ale wystarczą 3 dni lenistwa, które łatwo zamieniają się w 3 tygodnie, a potem 3 miesiące. Nigdy nie dopuszczajmy do więcej niż 2 dni przerwy od nawyku – jakiegokolwiek.

 

SIĘGNIJ PO MĄDRE WSPARCIE

Dla mnie przy wykształcaniu jakiegokolwiek nawyku, bardzo ważne jest wsparcie, a nie poleganie tylko na sobie. Jeśli treningi – szukam na YT czegoś, co przypadnie mi do gustu i sięgam po aplikację, w której mam tygodniową rozpiskę aktywności. Przykładem jest aplikacja 10K Run, która rozpisała mi 3 treningi tygodniowo i mądrze doprowadziła mnie do 10 kilometrów.

Jak już wcześniej wspominałam, w moim przypadku najtrudniejsza jest regularność dotycząca zdrowego jedzenia. Nie chodzi tu nawet o to, że mam tyle pokus, by jeść niezdrowo, ale zwyczajnie brakuje mi weny na to, co gotować i jak. Lubię gotowe rozwiązania, w przeciwnym razie ciągle jem to samo.

 

 

W tym przypadku również sprawdza mi się aplikacja – Vitalia Holia. Naprawdę wielki szacun, bo jestem freakiem, jeśli chodzi o aplikacje i pobieram ich całe mnóstwo, często wywalając pieniądze w błoto. A to chyba jedyna aplikacja, która mi się sprawdziła, jeśli chodzi o rozpiskę żywieniową. W aplikacji są też dostępne treningi, ale ja korzystam z niej głównie ze względu na dietę, bo to jest sztos!

 

Dlaczego?

-  Dostosowujemy dietę do swoich potrzeb i ustalamy cel, np.  schudnąć 10 kg.  Odrzucamy produkty, których nie lubimy, dostosowujemy pory jedzenia do naszego trybu życia i... otrzymujemy jadłospisy na cały tydzień. Wraz z listą zakupów.

 

 

– W aplikacji zaznaczamy wypite szklanki wody. Możemy też połączyć się z innymi aplikacjami, w których zapisujemy swoje treningi (np. Runtastic, Mi Fit, Endomondo).

– Mamy dostęp do czatu online z dietetykiem i to naprawdę ogromna wartość. Nie
jesteśmy pozostawieni sami sobie. Zawsze możemy sięgnąć po merytoryczne
wsparcie od “żywej” osoby.

– Każdy dzień to wyszczególnione posiłki z całym przepisem, kaloriami, rozpiską makro. To jest po prostu aplikacja idealna dla osób takich jak ja, którym wszystko trzeba wytłumaczyć i podstawić pod nos gotowe rozwiązania. Mało tego – są to proste rozwiązania.

– HITEM jest możliwość gotowania na 2 dni. No kto z nas nie gotuje czasem potraw
na dwa dni? To ogromna oszczędność czasu.

 

 

W bazie Vitalia Holia jest ponad 50 tysięcy potraw i nawet jeśli któraś nie przypadnie Wam do gustu – możecie ją wymienić na inną. Dania składają się z maksymalnie 5 składników, które są łatwo dostępne w praktycznie każdym sklepie. Możemy wybrać dietę tradycyjną, ale możemy też się zdecydować np. na dietę bez pszenicy albo bezmleczną. 

Cenę aplikacji Vitalia Holia sprawdzisz klikając tutaj >

To jest jedna z tych aplikacji, które nie narzucają nierealnego trybu życia, tylko dopasowują się do Twojego rytmu i potrzeb. Wspierają w osiągnięciu celów – na Twoich własnych zasadach.

 

 

 

Podsumowując: aplikację oceniam 10 na 10. Co tydzień dostaję gotową listę produktów. Sprawdzam czy wszystko mi odpowiada i jeśli tak: robię zakupy zgodnie z listą w aplikacji. NIC mi się nie marnuje. Jem to co lubię i poświęcam na to tyle czasu, ile mam. Wystarczy zaznaczyć, że na przygotowanie obiadu mamy np. tylko 30 minut, a apka sama dobierze nam odpowiedni posiłek.

 

 

To nie wszystko! Aplikacja jest na bieżąco udoskonalana i już niedługo zostanie wzbogacona o dodatkową funkcjonalność motywacyjną. Będzie to specjalny interfejs pokazujący stopień realizacji celu, siłę nawyku i podsumowanie miesiąca. Znacznie łatwiej utrzymać zapał, gdy wiemy, jaką drogę już przeszliśmy i ile zostały do końca.

 

MYŚL O NAWYKU, JAKBY BYŁ W TWOIM ŻYCIU OD ZAWSZE

Mindset to podstawa. Na każdej płaszczyźnie życia. Ilekroć sobie coś postanawiam, zachowuję się tak (a przynajmniej się staram), jakby to był mój tryb życia już od zawsze. Stale myślę o praktykowaniu nawyku i stale wyobrażam sobie siebie w momencie, gdy osiągnę cel.

William James z Harvardu powiedział kiedyś bardzo trafne zdanie:

"Nawet jeśli dotychczas nie wypracowałeś pożądanego nawyku, zachowuj się tak, jak gdyby to się już w pełni udało, a wówczas samo to działanie w krótkim czasie przełoży się na konkretne przekonanie".

 

Uwierz w nawyk, który chcesz w sobie wykształcić, poczuj to całą sobą. Bądź systematyczna i nie pozwalaj sobie na odstępstwa i przerwy. Pracuj nad sobą każdego dnia i pamiętaj, że tylko wytrwałość doprowadzi Cię do celu.

Jestem z Tobą całym sercem!

Dasz radę :)

 

Ściskam, 

Alicja

 

 

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram