Podczas tego wyzwania, każdego dnia dostawałyście ode mnie 3 zadania: trening, pielęgnacja i coś dla ducha. I spacer uważności był pewnego dnia zadaniem z kategorii: dla ducha. Takie spacery miałam już za sobą, ale nigdy nie nadawałam im jakiejś specjalnej nazwy. Ale w końcu nadałam i uważam, że nic tak nie oddaje charakteru takiego spaceru jak właśnie nazwa: spacer uważności.
Przypomnijcie sobie, jak wyglądają Wasze spacery. Zazwyczaj kiedy mamy czas, są to niespieszne przechadzki podczas których rozmyślamy, delektujemy się wolnym czasem, być może słuchamy muzyki, rozmawiamy przez telefon. A może po prostu spacerujemy na tzw. autopilocie.
Spacer uważności natomiast jest poniekąd formą medytacji i wspaniałą nauką bycia tu i teraz. Podczas takiego spaceru bowiem, doświadczamy danego momentu wszystkimi naszymi zmysłami. Nie zatapiamy się w myślach, tylko jesteśmy uważnymi obserwatorami.
Obserwujemy to co jest wkoło nas, wsłuchujemy się w dźwięki, wąchamy, dotykamy.
Jesteśmy tylko w tej jednej chwili jaką jest chwila obecna. I delektujemy się nią. Obserwujemy latające ptaki. Przyglądamy się chmurom. Wodzimy wzrokiem za pędzącymi autami. Dostrzegamy szczegóły. Czujemy zapach kwiatów. Delikatny podmuch wiatru. Przyglądamy się motylom, które obok nas przelatują. Raz po raz zatrzymujemy się, by się czemuś jeszcze dokładniej przyjrzeć. A może by jeszcze do tego zamknąć oczy i wziąć głęboki wdech, a potem głęboki wydech.

Nie mamy słuchawek na uszach, nie sięgamy po telefon, żeby zrobić zdjęcie. Po prostu chłoniemy.
Poprzez taki spacer, najprościej nauczyć się bycia tu i teraz, bo na spacerze łatwiej jest zachwycić się chwilą obecną i oderwać od natrętnych myśli.
Takie "ćwiczenie" może być dla Ciebie pięknym początkiem nauki medytacji i uważności.
Jeśli przestaniesz choć na moment żyć na autopilocie - to już sukces.
Następnie ćwicz tą uważność każdego dnia - kiedy idziesz automatycznie przez ulicę, kiedy z automatu powtarzasz te same czynności - przyłapuj się na tym i zacznij robić to świadomie. Bo liczy się tylko TA chwila. Chwila obecna. Ale by tej chwili naprawdę doświadczyć - obecny musisz być TY.
I dzisiaj postanowiłam zebrać dla Was takich pięć swoich ulubionych przekąsek. I jak się możecie domyślać, w moim przypadku są to zdecydowanie przekąski: tanie, szybkie i zdrowe. Nie nadaję się do stania przy garach, więc wybieram raczej opcje ekspresowe, takie jak koktajle, czy też ciacha zrobione dzień przed - ale również nie wymagające wielkiego zaangażowania.
O tym co powinno się jeść przed/po treningu nie będę Wam tutaj mówić za wiele, bo znawcą nie jestem. Wiadomo, że najlepiej postawić na białeczko, jeśli zależy Wam na zbudowaniu mięśni. Zobaczcie sami, po co najczęściej chwytam po ćwiczeniach/bieganiu i kto wie... może stanie się to częścią Waszego jadłospisu :)
No bo jak tutaj nie kochać takich połączeń. Mój ulubiony składa się z:

Wszystko blendujemy na gładką masę, wylewamy na patelnię i smażymy z obu stron. Na wierzch kładziemy drugą połówkę banana pokrojoną w plasterki i inne ulubione dodatki np. wiórki kokosowe.

Wszystko mieszamy ze sobą w shakerze i ... wypijamy! Po takim koktajlu jestem nasycona przez jakieś 2,5 godziny. To świetny zamiennik pełnowartościowego posiłku, bądź przekąska po treningu.
Smaki białek są przeróżne. Moje hity to Vanilla i Coco bo mają najbardziej neutralny, delikatny smak. Ale ostatnio preferuję też orzech laskowy i mango - to jest zdecydowanie mój smak lata!

Piję koktajle od chyba 4 lat i niezmiennie uwielbiam tak samo. To idealna opcja dla osób chcących utrzymać wagę na obecnym poziomie lub dla tych, które chcą schudnąć. Ja białko piję zazwyczaj po treningu ale czasem też pod wieczór, jak jestem głodna, ale nie mam zbytnio ochoty niczego jeść. Wolę wtedy sobie wypić coś takiego i zasnąć z poczuciem lekkości.
Miód rozpuszczamy razem z masłem orzechowym w rondelku na małym ogniu. Dodajemy pokruszone orzeszki i orkisz. Keksówkę wykładamy papierem i nakładamy na całość powstałą masę. Do garnuszka wlewamy wodę, a na garnek kładziemy miskę, w której rozpuszczamy całą tabliczkę czekolady. Czekoladą polewamy orzechową masę w keksówce, a następnie wkładamy ją na ok. 2 godziny do lodówki. Po dwóch godzinach wyjmujemy papier z keksówki i kroimy całość na batoniki.

To chyba takie moje najczęstsze klasyki. Zdarza mi się sięgać też po gotowe opcje. W sklepach typu żabka czy delikatesy za ok. 5 zł są fajne, gotowe koktajle o różnych smakach - a w składzie nie ma nic prócz owoców i warzyw.
Czasem wybieram też batoniki o dobrym składzie np. z dobrej kalorii.
Ale jednak mamy lato - i z sezonowych warzyw i owoców można w moment wyczarować takie pyszności, że szkoda kupować gotowce.
Jestem ciekawa jakie są Wasze pomysły na ekspresowe przekąski. Koniecznie dajcie mi znać!
Miałam wtedy 21 lat i jechałam na sesję zdjęciową w roli modelki. Jako dobrze rokująca blogerka, zostałam wtedy twarzą kolekcji ubrań. Mieszkałam w nie za dużym mieście, a na śniadania jadałam wtedy najczęściej kanapki z szynką i ogórkiem.
Toteż kiedy czekałam w aucie na dziewczynę, która mnie zatrudniła, wpatrywałam się smutnym wzrokiem w widok za szybą auta, bo ... kanapek ze sobą nie wzięłam. Albo może i wzięłam, ale zapewne zjadłam wszystkie w pociągu w przeciągu 15 minut odkąd rozpoczęłam podróż.
Ale po chwili do auta weszła ona i powiedziała: proszę - wręczając mi tajemnicze COŚ z jakiegoś tam starbaksa! Owsianka. Na mleku. Myślałam, że skonam. Ale z grzeczności podziękowałam i postanowiłam spróbować. Oczywiście z miną dziecka, które właśnie próbuje się nie popłakać i nie zwymiotować. Bo ja NIGDY wcześniej takich owsiankowych wymysłów nie jadłam. Przypominało mi to z wyglądu jakieś mleczne zupy z przedszkola, a tych nigdy tam nie tykałam.
No ale wzięłam kęs i... wyjadłam wszystko zachowując się tak, jakbym naprawdę odkryła totalnie nowe, światowe danie. I wiecie co? Choć wtedy owsianka totalnie mnie w sobie rozkochała, kolejne razy z nią miałam dopiero po kilku latach, kiedy to zamieszkałam na swoim, a zdrowe żywienie zaczęło być stylem życiem a nie chwilowymi zrywami. Instagram ma to do siebie, że jak człowiek codziennie widzi na nim kolorową owsianką, to chcąc czy nie chcąc, w końcu sam spróbuje ją zrobić.
I tak jak zaczęłam owsiankę robić - tak już robię ją do teraz.
A że już niebawem, bo 22 sierpnia obchodzimy ... ŚWIATOWY DZIEŃ MLEKA ROŚLINNEGO - to postanowiłam podrzucić Wam z tej okazji przepis, w którym takie mleko możecie właśnie wykorzystać.

Składniki:
Dodatki wedle uznania :) U nas są to zazwyczaj:



Przygotowanie:
Płatki wsypujemy do garnka i wlewami do nich mleko i wodę + ew. szczyptę soli. Jeśli mamy czas - niech płatki poleżą w płynie ok. 30 minut. Jeśli nie mamy czasu, możemy gotować od razu. Ja jak się spieszę to tak robię i wychodzi równie smaczna:)
Gotujemy bez przykrycia i bez mieszania. Na mojej indukcji jest to gotowanie na piątce przez ok. 5 minut. Polecam przy pierwszych razach sprawdzać od czasu do czasu stan płatków i będziecie wiedzieć czy u Was jest to dłużej czy krócej, czy dolać więcej płynu czy nie.
Po tym czasie, zdejmujemy owsiankę z palnika i odstawiamy na kilka minut. Mieszamy całość z łyżką miodu.
Dekorujemy swoimi ulubionymi dodatkami.
GOTOWE :)



Banalne, prawda? Chociaż wiem wiem... jeszcze niedawno byłam jedną z tych osób, która jak widzi w przepisie, że coś musi wgl gotować, albo jeszcze namaczać to rezygnowała :D Okazuje się, że taką owsiankę robi się mega szybko. Jest bardzo sycąca, naprawdę prosta w przygotowaniu, zdrowa i... smaczna! Przepisy w internecie są różne, ja testowałam już różne kombinacje: na samej wodzie, na samym mleku, w różnych proporcjach. Te proporcje wyżej sprawdzają mi się najlepiej, ale dotarłam do nich metodą prób i błędów.
Testuję i eksperymentuję. Nie lubię stać przy garach i nie lubię rzeczy skomplikowanych. Tylko mnie to frustruje. Lubię rzeczy proste i szybkie. I nawet jeśli na początku wydają mi się skomplikowane, tak jak np. owsianka - to próbuję i jeśli okazuje się, że to naprawdę jest kwestia wrzucenia czegoś do garnka, to najczęściej ląduje to na mojej liście ulubionych przepisów.
Obserwuję dużo profili kulinarnych na instagramie, szukam często przepisów w sieci. Ale praktycznie ZAWSZE czyjś przepis dopasowuję pod swoje preferencje. Zatem inne przepisy są dla mnie po prostu inspiracją i Wam polecam takie samo działanie. Kiedyś bardzo się frustrowałam, że żaden przepis nie jest dla mnie idealny. Teraz szperam, podpatruję wszystkie przepisy i zainspirowana tworzę własne wariacje.
Polecam Wam z całego serca stronę Przepisy.pl , która już niejednokrotnie zainspirowała mnie w moich kulinarnych działaniach. Szczególnie polecam kategorię zdrowe obiady. Możecie sprawdzić je tutaj :)
Nie byłabym sobą jakbym nie dodała, że... zdrowe jedzenie też ma kalorie! Czasem ludziom się wydają, że zdrowo można jeść w nieograniczonych ilościach. Widzę zdjęcia owsianek na instagramie, a niektóre z nich spokojnie mogą mieć po 1000 kcal. Garść orzechów, masa wiórków kokosowych, ogrom owoców. I później jest lament: jem zdrowo i nie chudnę, dlaczego?
Także kochani - wszystko z umiarem. Owsianka z dodatkami jest pyszna, ale spokojnie można się nią nasycić dorzucając jedynie kilka kawałków owoców i posypując ją 1 łyżeczką wiórków a nie całą garścią :D
Obserwujcie swój organizm, a sami w końcu zrozumiecie ile musicie jeść, by przytyć/schudnąć bądź utrzymać wagę. Każdy organizm jest inny, ale łączy nas jedno - chudniemy tylko i wyłącznie wtedy, gdy jesteśmy na deficycie kalorycznym. Innej opcji nie ma! :)
Miłego jedzonka i przyjemnych, kulinarnych doznań.
Alicja
Zrywów jakie miałam w ciągu całego swojego życia, nie sposób zliczyć na palcach dwóch dłoni, ani nawet pięciu. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że chyba nigdy ćwiczenia nie weszły mi w krew tak jak obecnie. Po prostu - wyrobiłam w sobie nowy nawyk.
Biegam od jakiegoś roku, ale nigdy tak regularnie jak od dwóch miesięcy. Do tego ćwiczenia na macie - krótkie ale efektowne. Zazwyczaj ok. 20/30 minut dziennie. Na przykład: 15 minut pośladki + 10 minut brzuch. A na dokładkę 5,7 albo i 10 kilometrów biegu.
Do tej pory schudłam ok. 3 kilogramów i obecnie stoi to w miejscu ale... ciało ewidentnie się zmienia. Spada tkanka tłuszczowa, rosną mięśnie. Ciało się ujędrnia i staje się silniejsze. To co w ćwiczeniach sprawiało mi problem na początku czerwca - dziś nie stanowi już większego wyzwania.

Po sukcesie ostatniego wyzwania #dbamosiebiedlasiebie, postanowiłam kontynuować wyzwanie przez calutki kolejny miesiąc. Tym razem jednak będzie to wyglądało nieco inaczej i myślę, że będzie też to wygodniejsze dla Was. Zadania na każdy dzień, będziecie ode mnie otrzymywać dzień wcześniej w formie planszy z zadaniami na InstaStories. Będziecie miały również planszę, w której będziecie każdego dnia odhaczać wieczorem zadania, które udało Wam się zrealizować. Będziecie mogły dzielić się swoją planszą z innymi i motywować się wzajemnie :)
Przygotowałam też dla Was grafikę z kalendarzem na sierpień, którą możecie wydrukować bądź zapisać w telefonie i tam wpisywać swoją aktywność fizyczną, którą uda Wam się danego dnia zrealizować. Mnie taki kalendarz bardzo motywuje, bo jak widzę, że w tygodniu miałam już 1 dzień przerwy czyli puste okienko - to wiem, że muszę ruszyć tyłek i działać dalej. Zapełnianie okienek sprawia mi ogrom frajdy!

Jak zwykle chciałabym, żebyście dalej podchodziły do swojego zdrowia bardziej holistycznie i dbały zarówno o ciało jak i o ducha i umysł.
Dlatego każdego dnia, wspólnie będziemy starały się o to, aby:

Tutaj nic się nie zmienia. Zadania jakie będziecie ode mnie otrzymywać, będą dotyczyć tych 3 obszarów. Zawsze będzie na Was czekać jakiś trening, coś z zakresu pielęgnacji: mogą to być włosy, czasem zadbanie o całe ciało, czasem masaż twarzy. Opcji jest wiele!
Coś dla ducha - tutaj pole do popisu mamy ogromne. Medytacje, czytanie książek, spacery, relaksacyjna muzyka. Dla mnie dbanie o duchowość i wewnętrzną harmonię jest priorytetem.
Tutaj możecie pobrać kalendarz sierpniowy. Nie ma cyferek, ale oczywiście zaczynamy od soboty i tam wpisujemy jedynkę :) Możecie wpisywać do niego wszystkie swoje codzienne aktywności i pod koniec miesiąca zobaczyć ile dni miałyście treningowych. To jest naprawdę super! Ten sam grafik wrzucę Wam też na stories, jeśli chcecie mieć go na swoim tel.

Nie ma na co czekać. Masz w sobie wszystko co niezbędne, by zacząć swoją przygodę ze zdrowszym i bardziej świadomym życiem. Jedyne czego potrzebujesz to ... chęci! Jak chcesz się czuć? Jak chcesz wyglądać? Jaką energią chcesz emanować?
Ruch, zdrowe jedzonko, zadbanie o swój umysł, regeneracja - jeśli tylko każdego dnia poświęcisz choć kilka minut na każdy z tych elementów - odczujesz znaczną różnicę w tym jak się czujesz, wyglądasz, jak reagujesz na problemy, jak postrzegasz świat i ludzi wokół.

Wielkie zmiany w życiu to tak naprawdę setki malutkich zmian, które nie są wcale jakoś wielce wymagające. Nie musisz nagle zrywać się z godzinnym treningiem, 10 kilometrowym biegiem czy full pielęgnacją ciała trwającą godzinę. Zacznij od małych kroków.
Właśnie te małe kroki, będziesz otrzymywać ode mnie "na tacy" każdego dnia. Rób każdego dnia tych kilka prostych rzeczy, a zobaczysz jak przez miesiąc zmieni się Twoje ciało, Twoja energia i Twoje nastawienie.
Wybór należy do Ciebie. Możesz przyglądać się z boku jak inni biorą życie w swoje ręce... a możesz dołączyć do nas i wspólnie z nami, każdego dnia - tworzyć lepszą wersję siebie <3
POWODZENIA!
Ja jestem. I mam nadzieję, że wy też. A nawet jeśli nie - spokojnie. Wystarczy, że macie w sobie odrobinę chęci i chcecie w końcu zrobić coś ze swoim życiem zamiast wiecznie na wszystko narzekać.
Pomysł na tygodniowe wyzwanie przyszedł mi do głowy po mojej ostatniej analizie składu ciała. Wystarczyły 3 tygodnie, podczas których ćwiczyłam i biegałam, by zmniejszyć procent tkanki tłuszczowej, a zwiększyć procent tkanki mięśniowej. W 3 tygodnie mój wiek metaboliczny zmalał z 27 na 25. Odmłodniałam o 2 lata!
Ale najbardziej z tego wszystkie powalił mnie efekt wizualny. Bo nigdy w życiu nie pomyślałabym, że 25 minut ćwiczeń, 3/4 razy w tygodniu + bieganie, tak zmieni wygląd moich... ud! Chyba nigdy w życiu nie miałam tak jędrnych, gładkich i twardych ud. Serio. Chodzenie w sukienkach to teraz istna przyjemność. Wyrzeźbił mi się delikatnie brzuch, mam maleńki zarys mięśni. Pośladki poszły w górę, a wierzcie mi, mam baaardzo duże pośladki i nie sądziłam, że 3 tygodnie dadzą jakikolwiek minimalny efekt. A jednak!
Wydaje mi się, że po tym co przeczytałaś, czujesz się już odrobinkę bardziej zmotywowana i gotowa do działania. Nie ma więc na co czekać! Przechodzę do szczegółów wyzwania!
Pewnie myślisz sobie teraz: ja odpadam. Nie cierpię ćwiczyć, nie mam kondycji... bezsensu.
Kochana... ani mi się waż myśleć o sobie w tak brutalny sposób! Kondycja i efekty nie przychodzą ot tak! Rok temu nie byłam w stanie przebiec 1 kilometra. Dwa tygodnie temu przebiegłam ich 12. Trzy tygodnie temu prawie umarłam na macie po 10 minutowym treningu brzucha. Nie byłam w stanie utrzymać brzuchem nóg w powietrzu. Dziś robię te ćwiczenia z palcem w tyłku. Wciąż się męczę, ale jestem już znacznie silniejsza.
Wybacz, ale jeśli mam być sfrustrowaną, narzekającą, wiecznie wkurwioną i zmęczoną kobietą, a właściwie wrakiem kobiety - to wybieram opcję, w której jestem kobietą pełną energii, pozytywnie nastawioną do życia! Serdeczna, miłą i kochającą życie! Zadbaną i zdrową! :)
Nie będę Cię więcej namawiać. Sama zadaj sobie pytanie: jaką kobietą chcę być? Jak chcę się czuć? Jak chcę wyglądać? Następnie odpowiedz sobie na pytanie: co mogę zrobić, żeby być taką kobietą? Co mogę zrobić żeby tak się czuć? A potem... ZACZNIJ TO ROBIĆ!
Każdego dnia, będą na Ciebie czekać 3 wyzwania:
Te trzy wyzwania, każdego dnia będziesz łączyć z wyzwaniami ogólnymi, NA KAŻDY DZIEŃ. Zanim przejdę do poszczególnych dni tygodnia, zobacz o co musisz zadbać każdego dnia.
CODZIENNIE:
Codziennie na InstaStories będę wstawiać planszę, na której będą wszystkie wyzwania. Rób screeny!
A teraz przechodzimy do konkretnych dni tygodnia :) Nie bój się! Działaj!

1. TRENING: 15 minutowy trening pośladków z Pamelą Reif. Ten trening nie obciąża kolan. Nie ma w nim żadnych przysiadów, wyskoków itp. Rób go tak jak Pamela - pomału i precyzyjnie. Pierwszy raz może być bolesny, bo poruszysz partie ciała, które od dawna nie były ruszane. Ale wierz mi... z treningu na trening będziesz widziała, że idzie Ci coraz lepiej. No i... to tylko 15 minut! :)
2. PIELĘGNACJA: dziś jest dzień... maski! Wieczorem przed pójściem spać, robimy demakijaż buźki, oczyszczamy ją i... nakładamy maskę! Może to być maska w płachcie lub jakiejkolwiek innej formie. Dzisiaj odżywiamy buźkę nie tylko od wewnątrz (picie wody) ale też od zewnątrz - żeby była bardziej nawilżona i promienna. Brzmi fajnie, prawda?
3. COŚ DLA DUCHA: wykonaj medytację prowadzoną :) Usiądź na macie lub na łóżku z samego rana - jeśli masz dzieci - muszą spać, a ty najpewniej musisz wstać przed nimi, nie ma opcji :D Usiądź, zamknij oczy i posłuchaj medytacji Gosi... podążaj za jej słowami i słuchaj jej wskazówek. Wierz mi... jeśli zrobisz to rano - ta medytacja nastroi Cię pozytywnie na cały dzień!
“Jeśli nie umiesz latać, biegnij. Jeśli nie umiesz biegać, chodź. Jeśli nie umiesz chodzić, czołgaj się. Ale bez względu na wszystko – posuwaj się naprzód.” – Martin Luther King
1. TRENING: 10 minutowy trening brzucha + (dla chętnych) 15 minutowy trening z poniedziałku. Sama zdecyduj, czy masz ochotę poćwiczyć trochę dłużej, czy może spróbujesz dziś tylko brzucha. Trening AB jest dla początkujących, ale jest... trudny. Zwłaszcza przy pierwszym razie.
Nie zniechęcaj się. Już po 1 treningu poczujesz mięśnie, a to dobry znak. Nie wkurzaj się, że nie możesz wytrzymać tylu sekund co Pamela. Nie wkurzaj się, że nie możesz utrzymać nóg w górze. Na wszystko trzeba czasu! Ja po 1 treningu myślałam, że umrę. Wierz mi - początku są trudne, ale potem jest już tylko lepiej. To tylko 10 minut... wierzę, że dasz radę! <3
2. PIELĘGNACJA: peeling ciała + chłodny prysznic
Po dzisiejszym treningu, będziesz miała zadanie zadbać o swoje ciałko w jeszcze inny sposób. Nie musisz mieć prysznica, wystarczy że wejdziesz do wanny i po prostu w niej ustaniesz. Wmasuj peeling w swoje ciało okrężnymi ruchami, masuj kierując się zawsze z dołu do góry - w stronę serca. Wymasuj swoje łydki, uda, pośladki, a jeśli chcesz - również piersi, brzuch, ręce, ramiona. A następnie spłucz całość delikatnym, chłodnym prysznicem.
Zobaczysz jak Twoja skóra wygładzi się dzięki peelingowi i jak bardzo napnie się pod wpływem zimnej wody. Nie musi być lodowata. Wystarczy, że będzie po prostu chłodna. Daj znać jak wrażenia!
3. COŚ DLA DUCHA: wykonaj medytację tuż przed snem. Możesz usiąść na macie, na łóżku. Możesz też się położyć, o ile wiesz, że nie zaśniesz :D
Podrzucam Ci medytację wieczorną Gosi Mostowskiej, dzięki której uspokoisz się i zrelaksujesz po całym dniu. Wierz mi... to odmieni jakość Twojego snu!
“Musisz wierzyć w siebie wtedy, gdy nikt inny w Ciebie nie wierzy – to czyni Cię wygranym już na początku.” – Venus Williams
1. TRENING: dzisiaj zrobimy sobie pół godzinny trening dla początkujących, na nogi i pośladki. Między każdym ćwiczeniem, jet 20 sekundowa przerwa więc spokojnie - zmęczyłam się przy tym mniej, niż przy zestawie z wczoraj.
Nie będę Cię jakoś szczególnie motywować. Pomyśl jak dobrze będzie wyglądała Twoja pupa i nogi... jak dobrze będziesz się czuć, jeśli tym razem się nie poddasz i po raz kolejny po prostu to zrobisz! Przedwczoraj i wczoraj dałaś radę, prawda? Nie pozwól, żeby ten wysiłek poszedł na marne !!!
2. PIELĘGNACJA: zadbaj o swoje włosy :) Tutaj masz dowolność. Możesz pochodzić 20 minut z odżywką lub maską na włosach. Możesz zrobić sobie domową maseczkę. Zrób to, co najbardziej lubisz i co najbardziej służy Twoim włosom. Jeśli masz taką możliwość możesz nawet pójść do fryzjera! :D
Ja osobiście, zostaję w domu i dzisiaj po raz pierwszy spróbuję .... LAMINOWANIA WŁOSÓW GALARETKĄ. Będzie super jeśli też się do tego przyłączycie i będziemy mogły wymienić się swoimi wrażeniami :)
3. COŚ DLA DUCHA: dziś o jakiekolwiek porze sięgnij po książkę, która pozytywnie Cię nastroi, wyciszy i naładuje dobrą energią. Możesz zapalić świeczkę lub kadzidło. Nie ważne czy przeczytasz 5, 10 czy 15 stron. To nieistotne. Liczy się sam fakt, że poczytasz. To wspaniale wpływa na nasze samopoczucie. Może to będzie książka Agnieszki Maciąg, a może coś innego co ma pozytywny przekaz? Osobiście polecam Ci książki Reginy Brett! Będą idealne :)
„W pierwszej kolejności dbaj o siebie, inaczej nie będziesz miała czego dać innym. Dbanie o siebie to nie egoizm, to konieczność. Nie możesz nalać z pustego dzbana.” - Autor nieznany
1. TRENING: dzisiaj obowiązkowo robimy 2 treningi, czyli łącznie 25 minut ćwiczeń! Robimy pośladki i brzuch. Próbowałaś tych ćwiczeń już wcześniej, więc dziś będzie Ci na pewno odrobinkę lżej niż przy pierwszym razie <3
2. PIELĘGNACJA: masaż twarzy łyżeczkami.
Ostatnio coraz więcej czytam i oglądam o jodze twarzy czy też o tak zwanym face liftingu bez skalpela. Nie próbowałam jeszcze nic z tego, ale skoro już tak o siebie dbamy, to może spróbujemy czegoś prostego i krótkiego na dobry początek? Jedyne co będzie nam potrzebne to... łyżeczki :) Jesteście ze mną?
3. COŚ DLA DUCHA: włącz muzykę relaksacyjną. Zapal kadzidło czy też zapachową świecę. Połóż się. Możesz przykryć się kocykiem. Zamknij oczy. Wsłuchaj się w dźwięki muzyki i skup się na swoim oddechu. Skupiaj się na tym jak unosi się Twoja klatka piersiowa. Wdech, wydech. Wdech, wydech.
Jeśli zorientujesz się, że Twój umysł błądzi i nachodzi Cię lawina myśli - po prostu przyjrzyj się tym myślom, nie oceniaj ich. Pozwól im przychodzić i odchodzić, a następnie z powrotem skupiaj się na oddechu. Rób to tyle czasu ile chcesz, ile potrzebujesz... <3
https://www.youtube.com/watch?v=kWg3VqT-aTw&t=53s
„Ty sam, jak każdy w całym wszechświecie, zasługujesz na swoją miłość i uczucie” - Budda
1. TRENING: dobra laski... jeszcze tego nie robiłam, ale z kim jak nie z wami i kiedy jak nie teraz?! :D Dzisiaj pozwólmy sobie na odrobinę szaleństwa i ... potańczmy! Ja raczej nie będę wyglądać tak seksownie jak Pamela i czuję, że wyjdzie z tego niezły kabaret, ale hello! Życie jest po to żeby się nim cieszyć, a ćwiczenia nie mają nam się kojarzyć tylko z siedzeniem na macie. Zatem... let's dance!
2. PIELĘGNACJA: zadbaj o swoje dłonie. Dzisiaj to im poświecimy swoją uwagę. I tutaj masz dowolność: możesz zrobić sobie mani, pomalować pazurki jak chcesz. Możesz zająć się skórkami. Możesz zrobić sobie domową maseczkę na dłonie lub nasmarować je kremem albo wetrzeć oliwkę w skórki. Poświęć dziś im odrobinę czasu i uwagi, w końcu codziennie te dłonie wykonują dla Ciebie masę czynności!
3. COŚ DLA DUCHA: spacer uważności
Dzisiaj pójdziemy sobie na spacer, w którym będziemy celebrować TU i TERAZ i jak najbardziej skupimy się na tym, żeby być uważnym na wszystko co nas otacza i co widzimy. Spaceruj tempem jakim lubisz i całą sobą dostrzegaj wszystko co Cie otacza - zaangażuj wszystkie swoje zmysły. Skupiaj się na szczegółach, zapachach. Jak wyglądają rośliny, które mijasz, jak pachną, jakie są w dotyku. Jakiego kształtu są chmury? Zachwycaj się drobiazgami. Nie odpływaj nigdzie myślami. Bądź TU i TERAZ.
Takie "ćwiczenie" uczy nas odrywania się od natłoku myśli i pięknie uczy nas jak być tu i teraz, jak delektować się chwilą obecną. Wsłuchaj się w śpiew ptaków, szum drzew, głosy ludzi. Po prostu... bądź.
“Ten, kto przeniósł górę, zaczął od małych kamyków.” – przysłowie chińskie
1. TRENING: dziś dalej lecimy z moim ulubionym zestawem pośladki + brzuch. Żeby wyrobić nawyk trzeba trochę czasu. Im częściej będziesz rozkładać matę i ćwiczyć, tym szybciej wejdzie Ci to w krew. Zaszłaś już bardzo daleko. To już twój piąty dzień! Nie poddawaj się ... <3
2. PIELĘGNACJA: dzisiaj caluteńkie ciało traktujemy ulubionym balsamem. Wmasowujemy go powolnymi, okrężnymi ruchami. Całe łydki, uda, pośladki, brzuch, ręce, ramiona. Nawilżamy i masujemy calutkie ciało. Proste, prawda?
3. COŚ DLA DUCHA: medytacja prowadzona
Kolejna medytacja Gosi - oddech i uważność. Możesz ją wykonać o dowolnej porze. Zrelaksuj się, oddychaj i podążaj za wskazówkami Gosi... nie pożałujesz <3
"Szczęście jest zdrowe dla ciała, ale to troska rozwija siły ducha." - Marcel Proust
Brawo! Dotarłaś do ostatniego dnia :) Możesz być z siebie cholernie dumna! Dziś Twoim obowiązkiem jest przede wszystkim przybić samej sobie piątkę :P
Dzisiaj to TY decydujesz o tym jak wygląda Twój trening, pielęgnacja i zadbanie o swoją duszę. Ja zostawiam Ci swój zestaw na dziś... jestem ciekawa co wybierzesz Ty... Powodzenia!
1. TRENING: dzisiaj odpoczynek zatem...rozciąganie. Jeszcze go nie próbowałam, więc czas najwyższy!
2 + 3 - PIELĘGNACJA + COŚ DLA DUCHA... dzisiaj łączę te dwie rzeczy i robię sobie domowe, wannowe SPA. Napuszczam wodę, robię duuużo piany, zapalam świece i kładę maseczkę na twarz i włosy. W międzyczasie albo poczytam książkę, albo posłucham relaksującej muzyki... A może zrobię i to i to?
Ten dzień zakończę dzisiaj piękną medytacją Gosi:
Mamy dzisiaj za co być wdzięczne. Przez cały tydzień dbałyśmy o siebie z czułością i zaangażowaniem. Włożyłyśmy wysiłek w to, by czuć się dobrze.
Mam nadzieję, że własnie tak się dzisiaj czujesz... i że to co robiłaś przez ostatnich 7 dni, zostanie z Tobą na dłużej.
"Sukces to suma niewielkiego wysiłku powtarzanego z dnia na dzień.” – Robert Collier
Tak właśnie wygląda nasz plan na calutki tydzień.
Nie wygląda źle, prawda? Pamiętaj o tym, by każdego dnia pić odpowiednią ilość wody. Pamiętaj o dziękowaniu wieczorem za rzeczy, za które jesteś wdzięczna. Zdrowo się odżywiaj i traktuj swoje ciało z szacunkiem! Obserwuj swój organizm i zauważ - co Ci szkodzi, a co Cię wzmacnia.
Postaraj się, żeby Twoja dieta była bogata w owoce i warzywa. Unikaj produktów przetworzonych, słodyczy itp.
Ja na ten tydzień po raz kolejny zdecydowałam się na catering dietetyczny od Juicy Jar. Tym razem skorzystałam z ich nowej opcji, która nazywa się JESZ JAK CHCESZ i muszę Wam powiedzieć, że jest to totalna PETARDA! Sami decydujecie o tym ile posiłków dziennie chcecie jeść i mało tego... sami wybieracie sobie potrawy i komponujecie idealny dla Was jadłospis. Ja wybrałam sobie 4 posiłki (pominęłam drugie śniadanie). Na stories będę Wam pokazywać swoje dania jako inspiracje do Waszego gotowania. Ale będę też Wam podrzucać inne opcje, razem z przepisami. Tutaj nie chcę już tego upychać, żeby Was nie przytłaczać.
Codziennie na insta będę uruchamiać opcję pytań, w których będziecie mogły zdawać mi relację z całego poprzedniego dnia <3 Jeśli będziecie miały chęć podzielić się wyzwaniem na swoim stories - pamiętajcie o hashtagu #dbamosiebiedlasiebie i koniecznie oznaczcie mój profil, żebym mogła to zobaczyć i udostępnić w swojej relacji.
To jak dziewczyny? Jesteście gotowe? Ja TAK! I zrobię wszystko, żeby ten tydzień był dla wielu z Was nowym początkiem. Początkiem lepszego, zdrowszego i bardziej świadomego życia!
Wierzę w Ciebie!
POWODZENIA! <3
Pewnego dnia olśniło mnie do tego stopnia, że w mojej głowie pojawiła się cała wizja. Przeszłam od razu do zapisów i realizacji, bo wiedziałam, że jeśli zacznę się nad tym zastanawiać - to jak zwykle stwierdzę, że to bezsensu. A właściwie stwierdzę, że się do tego nie nadaję i ze strachu po prostu dam sobie spokój.
Widziałam jednak zapotrzebowanie. Widziałam jak wiele z Was tego potrzebuje - spokoju, wyciszenia, wsparcia, kobiecej solidarności. Nie mogłam tego olać. Co mi szkodziło?
Rozpisałam cały harmonogram, znalazłam lokal, znalazłam restaurację. Zamówiłam wszystkie materiał, uruchomiłam zapisy i... każdego dnia konsekwentnie i z wielkim zaangażowaniem przygotowywałam się do mojej nowej misji :)
Miałam już doświadczenie w realizacji warsztatów, m.in mojego dzieła jakim był Soul Camp - weekendowe warsztaty relaksacyjne. Tutaj jednak "nauczycielem" miałam być tylko ja. I miałam na to tylko kilka godzin. Wiedziałam, że muszę obrać kierunek, w którym wszystkie działania będą z nim spójne. A przekaz będzie jasny i zrozumiały.
USŁYSZ SIEBIE
Postanowiłam, że głównym celem moich warsztatów będzie wsłuchanie się w swoją duszę i zrozumienie, czego tak naprawdę chcemy od życia. Jakie mamy marzenia, cele, pragnienia.
Warsztaty Usłysz Siebie skierowałam do kobiet które chcą lepiej poznać siebie, wyciszyć się i usłyszeć swój wewnętrzny głos. Wydarzenie skierowałam do każdej kobiety, która chce zadbać o swoje ciało i umysł.
W cudownym miejscu w Warszawie, na dziewczyny czekało:
Wszystko wyglądało obłędnie. Lokal podzielony był na dwie strefy: relaksacyjną i rozwojową. W strefie relaksacyjnej przygotowane były pufy, kocyki, świece - to była nasza przestrzeń do medytacji i tworzenia map marzeń. W strefie drugiej były fotele, kanapy, stoliczki - tam robiłam z dziewczynami ćwiczenia rozwojowe i prowadziłam wizualizację. Miałyśmy też do swojej dyspozycji kuchnię. Cały lokal był na naszą wyłączność.

Spotkanie zaczęłyśmy pysznym śniadankiem, integracją i losowaniem kart afirmacyjnych - żeby każda z nas mogła zapisać w sercu swoją intencję. Już sam początek warsztatów był meeega wzruszający. Dziewczyny niesamowicie się otworzyły, opowiedziały swoje historie, podzieliły się swoimi marzeniami, lękami... Otworzenie się przy innych ludziach to oznaka zaufania i myślę, że to jest plus warsztatów tworzonych w małych, kameralnych grupach. Łatwiej się przełamać i otworzyć na ludzi, których nie znamy.


Później porozmawiałam z dziewczynami o medytacji, powiedziałam im o swojej praktyce, wytłumaczyłam na czym to wszystko polega, jak prawidłowo oddychać.
Pierwszy raz w życiu, poprowadziłam medytację. Było to dla mnie nie lada wyzwanie i ogromnie się stresowałam, jakie będą reakcje dziewczyn, ale... kiedy otworzyłyśmy oczy i zobaczyłam jak dziewczyny ocierają łzy... to było coś magicznego! Pytałam każdą uczestniczkę po kolei o wrażenia - wszystkie były zachwycone. Po medytacji, każda z nich czuła spokój, wyciszenie, wzruszenie...

Przygotowałam też fajne ćwiczenia rozwojowe, które miały na celu pomóc dziewczynom poznać swoje pragnienia, sprecyzować cele i marzenia. Zrozumieć w jakim punkcie na mapie swojego życia się znajdują. To było bardzo ciekawe, ale też ... trudne. Jak widzicie, każdy element warsztatów miał za zadanie wsłuchać się w swoje prawdziwe ja, które tak często jest niesłyszane przez nasz codzienny pęd.

Mapy marzeń - to jest zawsze bardzo kreatywny, ciekawy i wzruszający element warsztatów. Jak zwykle miałyśmy do dyspozycji masę czasopism, nożyczek, naklejek, pisaków itp. Każda uczestniczka dostała swoje płótno, na którym miała stworzyć mapę swoich marzeń, swojego wymarzonego życia. Pięknym elementem tworzenia map, jest faza końcowa, w której każda z nas opowiada o tym co znajduje się na jej mapie, opowiada o swoich marzeniach, ale też słabościach, nad którymi chce pracować. To zawsze mi pokazuje, że każdy człowiek ma swoją niepowtarzalną historię, bagaż, doświadczenia i trudy z którymi musi się mierzyć. To sprawia, że patrzymy na drugą osobę zupełnie inaczej. Bez surowych ocen, bez żadnych ocen. Tutaj też leją się łzy i jest mega wzrusz :)






W między czasie poszłyśmy na lunch do pobliskiej restauracji, a na koniec opowiedziałam dziewczynom o sile twórczej wizualizacji i sama też ją poprowadziłam. Opatuliłyśmy się kocykami, zamknęłyśmy oczy i... dałyśmy ponieść się marzeniom. No i prawie zasnęłyśmy, ale... kto by się dziwił :P Warsztaty z jednej strony były relaksujące a z drugiej... wymagały od każdej z nas sporo energii, bo grzebanie w swoim umyśle, nie jest proste i łatwe.

Chyba to właśnie słowo, najbardziej opisuje to co czułam po warsztatach. Poznałam cudowne dziewczyny, które na zawsze już będą miały miejsce w moim serduszku. Piękne, mądre, kochane, świadome i życzliwe. Każda jedna absolutnie wyjątkowa.
Ogromnie się cieszę, że mogłam stworzyć wydarzenie, które połączy nas - kobiety. Pokaże, że razem jesteśmy jeszcze silniejsze.
Poznanie historii dziewczyn, ich słabości, pragnień, wątpliwości... to było piękne doświadczenie. Mam w sobie ogrom przemyśleń na temat tego, jak bardzo jesteśmy silne a jednocześnie kruche. Jak często w siebie nie wierzymy, nie znamy swojej wartości, przejmujemy się opinią innych.
Swoimi działaniami i taką formą warsztatów, pragnę pomagać kobietom odnajdywać ich siłę i nauczyć się żyć w zgodzie z sobą i swoimi pragnieniami.
Z całego serca, chciałabym podziękować wszystkich uczestniczkom, za zaufanie, za przyjazd na warsztaty z różnych zakątków Polski. Za otworzenie się. Za dobrą energię i waszą wiarę we mnie!
Dziękuję wszystkich, którzy kibicowali temu pomysłowi, wspierali dobrym słowem, wierzyli we mnie.
Dziękuję portalowi Naturalna Bogini za bycie partnerem wydarzenia. Dziewczyny dostały przepiękne kalendarze do życia w zgodzie z naturą , fazami księżyca, cyklem menstruacyjnym. Dziękuję, że zawsze wspieracie mnie i moje inicjatywy!


Pragnę pomagać kobietom - w szerokim tego słowa znaczeniu. Mam w głowie obraz świata, w którym kobiety są szczęśliwe, pewne siebie, wypoczęte, zadbane, spokojne. Mam w głowie obraz kobiecej solidarności, wzajemnego wsparcia - pozbawionego ocen, krytyki, porównywania.
Pragnę, by kobiety wzrastały, były pewne siebie. Wierzyły w swoje możliwości, wiedziały, że mogą realizować swoje cele, marzenie, pragnienia. Że mogą żyć po swojemu, z nikim się nie porównując.
Ale przede wszystkim... żeby umiały osadzić się w swoim wnętrzu. Żeby umiały zgrać umysł, ciało i duszę w jedno. Żeby ich umysł i wnętrze rozkwitało każdego dnia i sprawiało, że żyją pełnią życia! Pomimo problemów i upadków...
Dlatego dalej zamierzam realizować swoją misję i dzielić się z innymi tym, co rozkwita we mnie.
Do zobaczenia na następnych warsztatach... mam nadzieję, że już niedługo!
Ściskam,
Zawsze przenoszę się wtedy do innego świata, wyciszam się , odpoczywam. Zdecydowanie mają one wpływ na moją osobowość, spojrzenie na świat. Kształtują mój światopogląd i często mają ogromny wpływ na moje postępowanie. To książki są zawsze największym bodźcem do zmiany czy podjęcia działania. Te w kategorii rozwoju osobistego są u mnie najbardziej pożądane. Nie chodzi tutaj tylko o puste hasła typu: możesz wszystko. Chodzi o treści, które zmuszają do myślenia i samodzielnej analizy. Treści, które często są świetnymi poradami w zakresie kształtowania nawyków czy prowadzenia biznesu.
Kiedyś też byłam jedną z tych osób, która myślała, że wszystko wie najlepiej i od nikogo nie musi się niczego uczyć. A potem dziwiłam się, że nie widzę efektów swojej pracy. Dziś wiem, że podstawą sukcesu jest uważne słuchanie lepszych od siebie, wyciąganie wniosków i wcielanie przydatnych rad w swoje życie. Warto oddzielić oczywiście ziarno od plew, bo zwłaszcza w kategorii rozwoju można natknąć się na wiele pozycji, które są jednym wielkim bełkotem próbującym Ci wmówić, że możesz stanąć na rękach, podczas gdy ty jesteś sparaliżowany/a od szyi w dół ;) Takich pozycji unikamy!
Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić trzema, niezwykle wartościowymi książkami. Przy wszystkich trzech książkach, miałam jeden wielki dylemat: z jednej strony książki były taaak ciekawe, że miałam ochotę przeczytać je jednym tchem. Z drugiej strony: czytanie ich było tak wielką przyjemnością, że chciałam je czytać jak najdłużej. Zatem delektowałam się nimi, nawet bardziej niż najlepszą szarlotką na świecie. Chłonęłam strona po stronie, a każde zdanie nakręcało mnie pozytywnie i sprawiało, że miałam ochotę podbić świat!
Każda z tych trzech książek jest tak ogromną wartością samą w sobie, że zapłacenie za nie 30 czy 50 zł jest niczym w porównaniu z tym, co dostajemy w zamian. I tymi właśnie tytułami, pragnę się dzisiaj z Wami podzielić :)

Nigdy w życiu, tak dobrze nie czytało mi się chyba ŻADNEJ książki. Moim ulubionym rytuałem w zeszłym roku, było odprowadzanie Polci na j.angielski i udanie się do kawiarni obok - tam zamawiałam zawsze tapiokę z musem malinowym, herbatę i... czytałam Sztukę Zwycięstwa. I sama czułam się jakbym wygrała życie. Nie wiele jednak trzeba człowiekowi do szczęścia, prawda?
O firmie Nike nie wiedziałam za wiele, choć kojarzyłam ją od najmłodszych lat. W gimnazjum z zazdrością patrzyłam na koleżanki, które miały popularne wtedy Nike Dunk i nigdy nie zapomnę kiedy w liceum w końcu udało mi się na nie uzbierać. Znaczek Nike przewijał się w filmach, teledyskach, na reklamach. Ale nigdy nie wiedziałam jaka za tym znaczkiem stoi historia, jaki człowiek.
I wiecie co? Cieszę się, że już teraz wiem. Nie będę Wam tutaj jednak nic zdradzać. To historia o uporze, determinacji. To historia o pasji, która jest całym naszym życiem. To historia, w której nie chodzi o pieniądze. Niesamowite jest tutaj właśnie to, że Philem nigdy nie kierowała chęć bycia zostania bogatym i zarabiania nieziemskich pieniędzy. Jego celem było tworzyć najlepsze buty do biegania, służyć innym, sprawiać, że inni czują się komfortowo, dobrze i że w butach nike pokonują swoje życiówki.
Co w tej historii urzekło mnie najbardziej? To, że ja sama w myślach poddałam się jakieś setki razy wcielając się w rolę Phila. Serio. Upór i dzika wręcz determinacja, którą tą człowiek w sobie miał sprawiała, że wręcz można było go nazwać szaleńcem.
Wielokrotnie mówię Wam o tym, że na szczyt dochodzą tylko Ci najbardziej wytrwali. Ci, którzy po drodze wywalą się milion razy, ale za każdym razem będą wstawać, otrzepywać się i iść dalej. Phil jest tego idealnym przykładem. Po tej książce nie sposób nie zmotywować się do działania, seerio!

To jest absolutna petarda, którą powinna przeczytać KAŻDA KOBIETA. Ba! To powinno być jakaś lektura obowiązkowa, choć uważam, że do książek jak i wgl do osoby Kamili trzeba dojrzeć. Kiedy dwa lata temu zaobserwowałam Kamilę na jej instagramie, coś mnie od niej odpychało. Miałam wrażenie, że pieniądze przesłaniają jej wszystko i są jakimś celem samym w sobie, ponad wszystko inne. Wiecie dlaczego tak myślałam? Dlatego, że pieniądze były moim czułym punktem. Bardzo chciałam mieć ich mnóstwo, a miałam tyle co nic. Toteż ich temat wywoływał we mnie jakąś zazdrość i inne chore uczucia.
Okazało się, że Kamila mówiąc o pieniądzach i niezależności, odwala kawał dobrej roboty. Roboty, dzięki której kobiety czują bodziec do zmiany. Wyrywają się z toksycznych relacji. Zaczynają na siebie zarabiać. Zaczynają interesować się firmą i zarobkami męża, jeśli nie pracują i zajmują się domem i do tej pory słyszały tylko: to nie twoja sprawa. Dzięki temu co robi Kamila, kobiety stają się niezależne, a wtedy... czują się prawdziwie wolne i mogą odejść od przemocowca. Rozwijają się i wiedzą, że niezależność to wolność, a wolność to możliwość decydowania o sobie i swoim życiu.
Tego uczy ta książka. Tutaj nie ma pustych, coachingowych haseł typu: możesz wszystko. Tutaj jest garść porządnej wiedzy, cennych porad. Wywiady z inspirującymi, niezależnymi kobietami. Każda strona tej książki podsuwała mi jakieś pomysły i napełniała mnie ogromem kreatywności i motywacji. To po przeczytaniu tej książki, zaczęłam wreszcie realnie odkładać pieniądze. Nieważne, że to jakieś grosze. Ale tych "groszy" jest coraz więcej. I konsekwentnie od każdej wypłaty przelewam sobie chociaż maleńką część na konto oszczędnościowe.
To dzięki tej książce, podjęłam decyzję o kolejnych studiach, kursach. Zaplanowałam sobie niesamowitą ścieżkę rozwoju i edukacji. Nauczyłam się inwestować w siebie i swój rozwój. Nie w ciuszki, kosmetyki, dodatki do domu. Ale w swój rozwój i niezależność, której nie odbierze mi nikt.
Tak. Kobieta Niezależna, zdecydowanie powinna być pozycją obowiązkową każdej kobiety. To kawał cennej wiedzy, która zostanie z Tobą na zawsze.

No i kolejny sztosik!!! Już kiedyś jedna z książek Briana odmieniła znacznie moje podejście do biznesu i moich nawyków. Ale ta... ta przebija wszystko. I tak samo jak w przypadku książki Kamili - nie ma tu żadnego lania wody tylko ogrom, dosłownie ogrom cennych porad, które przydadzą Wam się niezależnie od tego czy prowadzicie własny biznes, czy pracujecie gdzieś na etacie.
I to naprawdę nie jest książka o tym, jak zostać milionerem. Tu bardziej chodzi o rozwój, o konsekwentne realizowanie swoich celów. O nawyki, dzięki którym możemy stworzyć sobie życie o jakim marzymy. Poruszana jest tu każda płaszczyzna życia - od relacji międzyludzkich po rozwijanie swoich kompetencji. Od dbania o swoje zdrowie, po praktykowanie wdzięczności. Do tego garść informacji o marketingu, rozwoju firmy, o oszczędzaniu. Nie sposób czytać to i się nie zmotywować. To jest niemożliwe, żeby w trakcie czytania tej książki nie dostać olśnienia i bodźca do zmian.
"Nawyki warte miliony" przydadzą się każdej osobie, która chce od życia czegoś więcej, chce się rozwijać i być lepszą w tym co robi.
Jestem ogromnie ciekawa, która z tych pozycji najbardziej przypadła Wam do gustu i Was zaciekawiła! :)
Jeśli macie ochotę na więcej, to w poniższych wpisach znajdziecie jeszcze więcej książek, które naprawdę mogą pomóc Wam odmienić Wasze życie:
Z takiej ilości propozycji, na pewno wybierzecie coś dla siebie.
Tradycyjnie proszę Was też o tytuły, które polecacie Wy. Co prawda nie wiem, czy starczy mi życia żeby przeczytać wszystko to co chcę, ale... dobrych książek nigdy za wiele!
Trzymajcie się ciepło kochani.
Ściskam,
Choroba wymysłem niestety nie jest. I o ile są osoby, które znoszą ją naprawdę lekko, to wiele z nas ma naprawdę szereg utrudniających życie objawów. Hashimoto wykryto u mnie w wieku 16 lat. Na początku mocno się przestraszyłam, zaczęłam brać tabletki. A potem zbagatelizowałam temat i wróciłam do niego dopiero po ciąży. Nie chciałam jednak wracać do tabletek. Zainteresowałam się zwalczaniem przyczyn choroby i holistycznym podejściem, aniżeli jedynie łagodzeniem objawów poprzez hormony. A objawy miałam praktycznie wszystkie z możliwych. W dodatku właściwie non stop byłam chora. Miałam tak obniżoną odporność, że łapałam wszelkie, możliwe infekcje. Dziś choruję (pff...przeziębiam się!) raz do roku... kiedyś raz w miesiącu był sukcesem.
CZYM JEST HASHIMOTO?
Hashimoto to krótko mówiąc zapalenie tarczycy. Jest to choroba autoimmunologiczna. Objawy są przeróżne. W moim przypadku była to senność, zmienne nastroje, skłonności do stanów depresyjnych, wypadanie włosów, wieczne uczucie zimna w stopach oraz dłoniach, słaba kondycja paznokci, problemy z pamięcią, koncentracją, ciągłe infekcje i stany zapalne.
Nie ma leku na hashimoto. Jedyne co może zrobić endokrynolog, to leczyć skutek choroby czyli niedoczynność tarczycy. Leczenie polega jedynie na przeciwdziałaniu niedoborom hormonów tarczycy w organizmie. Jeśli jednak chcemy naprawdę czuć się dobrze pomimo choroby i wrócić do pełni sił i życia - musimy skupić się na czymś więcej niż tabletkach.
NA PRZEKÓR CHOROBIE
Zadałam sobie pewnego dnia pytanie: czy naprawdę chcę, żeby choroba rządziła moim życiem? Żeby dyktowała mi nastroje, odbierała radość i energię? No nie... nie mogłam zmienić tego, że choruję. To co mogłam zmienić - to swoje podejście do choroby i... styl życia. Wtedy wszystko zaczęło się zmieniać na lepsze.
Praktycznie non stop, dostaję od Was wiadomości z pytaniem: jak Ty to robisz, że chorujesz i masz tyle energii? Jesteś szczupła... w ogóle nie widać, że jesteś na coś chora!
Mało kto wie, jak wielką walką było dla mnie dotarcie do stanu, w którym naprawdę czuję się dobrze. I to samopoczucie wciąż wymaga ode mnie wielkiej dyscypliny i determinacji, ale... te wszystkie zmiany, które wprowadzałam krok po kroku dały mi w jakimś stopniu nową mnie. Dlatego często mówię, że znienawidzona z początku choroba, stała się dla mnie największym błogosławieństwem. Bo zmobilizowała mnie do zawalczenia o lepszą jakość życia.
Jak zatem wieść szczęśliwe, dobre życie pomimo choroby? Jak zminimalizować objawy, wrócić do sił i cieszyć się zdrowiem? Jest na to kilka sposobów. I żaden z nich nie działa "pojedynczo". Musimy działać na wielu płaszczyznach. Ciężko zawrzeć wszystkie najważniejsze informacje w jednym artykule, jest to wręcz niemożliwe. Napiszę Wam jednak o najważniejszych (w moim przypadku) czynnikach, które odpowiadały i nadal odpowiadają za mój stan fizyczny jak i psychiczny.
PRZEDE WSZYSTKIM: OBSERWUJ SWÓJ ORGANIZM - CO CI SŁUŻY? CO CI SZKODZI?
Jedną z ważniejszych zmian jakie wprowadziłam w swoim życiu, było rozpoczęcie obserwowania siebie i swojego organizmu. Kiedy czuję się dobrze, a kiedy źle? Co ma na to wpływ? Jakie jedzenie sprawia, że mam ogrom energii, a jakie sprawia, że jestem wzdęta i czuję się ociężale? Jaka ilość snu sprawia, że budzę się wypoczęta i pełna energia, a jaka sprawia, że jestem poddenerwowana i senna? Jaki tryb życia daje mi siłę, a jaki go odbiera? Takie obserwacje pomagały i wciąż pomagają mi zmieniać i poprawiać swoje nawyki. Czasem świadomie wybieram coś co mi szkodzi, ale jestem gotowa ponieść za to cenę - np. złe samopoczucie po zjedzonej pizzy. Ale na co dzień staram się wybierać jednak te rzeczy, dzięki którym czuję się dobrze.
ODPOWIEDNIA ILOŚĆ I JAKOŚĆ SNU
Sen to kluczowy czynnik w chorobie hashimoto. Podczas snu, wytwarza się melatonina, która wpływa na procesy odpornościowe. W momencie, w którym śpimy nie wystarczającą ilość godzin, lub sen jest płytki przez co nie śpimy dobrze - nasz układ odpornościowy ulega rozregulowaniu.

Staram się kłaść przed 22 i spać minimum 8 godzin. Pilnuję również czasu wstawania - tak żeby nie przekraczała godziny 7, bo wtedy czuję się bardziej zmęczona niż gdybym pospała do 5/6.
Ważne jest, żebyśmy zadbali o to, żeby sen był dobry. Na min. godzinę przed snem odkładam wszystkie sprzęty elektroniczne i wyciszam się w zaciemnionym, przewietrzonym pokoju. Więcej o moim zasypianiu możecie przeczytać w artykule: Jak dobrze zasypiać?
ODPOWIEDNIA SUPLEMENTACJA
W chorobie hashimoto bardzo powszechne są niedobory witamin i minerałów. W większości przypadków nie da się ich uzupełnić jedynie prawidłowym odżywianiem - trzeba wtedy zarówno zdrowo się odżywiać jak i przyjmować suplementy.
Problem z niedoborami tkwi najczęściej w zaburzeniu wchłaniania czy niskim poziomie kwasu solnego w żołądku.
Przez długi czas brałam dziennie niezliczoną ilość kapsułek: magnez, żelazo, cynk, witamina D, B... samopoczucie kiedy brałam suple, a kiedy ich nie brałam to niebo a ziemia. Jedyne co mnie martwiło to forma przyjmowanych witamin. Moją skarbnicą wiedzy w temacie choroby, była całe szczęście Gosia, która prowadzi stronę Hashimoto Plan. I to właśnie Gosia ze swoją ogromną wiedzą i chęcią pomagania ludziom w chorobie, stworzyła Nutrivimix HT#1, który jest pierwszym suplementem diety dla osób z chorobą Hashimoto i innymi zaburzeniami metabolicznymi. Celem spożywania tego produktu, jest spowolnienie procesu autoimmunologicznego i łagodzenie objawów niedoczynności.


Nutrivimix ma formę proszku, który rozpuszcza się w wodzie. W jednej saszetce, mamy najwyższej jakości dostępne składniki odżywcze. To zestaw 13 substancji aktywnych w dawkach, które są odpowiednie dla osób, które choruję na hashimoto.
W składzie znajdziecie m.in: cynk, selen, inozytol, ekstrakt z korzenia kurkumy, witaminę D, witaminę K. Napój ma pomarańczowy kolor. Jeśli chodzi o smak - ja oceniam na neutralny. Nie jest to dla mnie pyszne, nie jest też niedobre. Przy takich rzeczach zresztą nigdy nie patrzę na zapach i smak - ma to przede wszystkim działać. I tutaj działa bez wątpienia :) Produkt rozpuszczamy w wodzie i pijemy, najlepiej po posiłku.
Jestem wdzięczna Gosi z całego serca i będę jej dziękować do końca życia. Nutrivimix biorę już dwa miesiące i to niesamowite, ile radości i szczęścia daje mi jeszcze lepsza forma, samopoczucie i zdrowie. Zaczęły odrastać mi włosy, polepszył mi się stan skóry. Szybciej się regeneruję. Wszelkie objawy jakie mi dokuczały, zostały złagodzone do minimum!


Oczywiście to nie jest tak, że ten produkt to recepta na wszystko. Żaden, nawet najlepszy produkt, nie poprawi Waszego zdrowia i samopoczucia, jeśli będzie polegać tylko i wyłącznie na nim, lekceważąc pozostałe czynniki takie jak sen, aktywność fizyczna czy odżywianie. Ale jeśli to wszystko ze sobą połączycie... to taka właśnie suplementacja będzie wisienką na torcie!
Z całego serca polecam Wam zarówno stronę Gosi, która jest prawdziwym ekspertem, a Nutrivimix stworzyła z pasji, sprzedając nawet swój samochód. Z całego serca polecam ten produkt każdej osobie chorej na hashimoto - niektórym moim koleżankom, polecał go nawet endokrynolog, także ogromnie się cieszę, że wieść o czymś tak dobrym , roznosi się po świecie!
AKTYWNOŚĆ FIZYCZNA
Ale tak jak powiedziałam - czynników odpowiadający za dobre samopoczucie jest więcej. Jednym z kluczowych w moim przypadku okazała się... aktywność fizyczna. I tutaj również warto wspomnieć, że nie każda aktywność będzie dla chorej osoby dobra. Był czas, kiedy katowałam się intensywnymi treningami i ... co chwilę byłam chora. Okazuje się, że zbyt intensywny trening powoduje wzrost kortyzolu i insuliny. To z kolei zaburza konwersję hormonu T4 do T3. W efekcie otrzymujemy pogorszone samopoczucie, mniejszą odporność, ale także kontuzje i uwaga - przyrost wagi!

Dla osób chorych na hashi, najlepsze są aktywności typu: bieganie (yaaaas!), basen, joga, rower, rolki....
Warto, żebyśmy pamiętali też o odpowiedniej regeneracji po wysiłku - sen, odpoczynek, wyciszenie!
DIETA PRZECIWZAPALNA
O tym, co powinno się jeść przy hashimoto powstało już milion artykułów z masą sprzecznych informacji. Co jest prawdą? Prawdą i faktem jest to, że dieta powinna być przede wszystkim PRZECIWZAPALNA. Dla każdego będzie ona inna, bo każdy z nas jest inny i inaczej toleruje różne produkty. Ale ogólnie rzecz biorąc, dieta powinna być przeciwzapalna, co wpłynie korzystnie na nasze samopoczucie i wyciszy stan zapalny.
Ja jem raczej wszystko - ale wiem co mi szkodzi i unikam spożywania tych rzeczy w nadmiarze. Źle działają na mnie produkty typu śmietana, smażone potrawy, pszenica, wszelkie rzeczy z dodatkiem cukru rafinowanego i oczywiście fast foody. Lubię jednak dobrze zjeść, więc staram się być po prostu rozsądna.
Na co dzień wybieram posiłki typu: naleśniki orkiszowe, kasza z warzywami i tofu, dużo owoców, warzyw i przede wszystkim - nie piję niczego poza wodą.
Staram się wplatać w swoje jadłospisy dużo czosnku, czarnuszki, tymianku, bazylii, kiszonek.
DUŻO SPOKOJU, MIŁOŚCI - MNIEJ STRESU I NERWÓW
To jest czynnik, bez którego wszystkie powyższe, mogą zdać się na nic... Nic tak bardzo nie miało na mnie wpływu jak zmiany, które zaprowadziłam we własnym wnętrzu. Stres zaostrza przebieg choroby, a jeśli jest silny i trwa bardzo długo - odbija się na pracy naszej tarczycy. To właśnie stres i cały proces, który toczy się przez niego w organizmie, doprowadza najczęściej do tycia, złego samopoczucia i takiego "otępienia".
Praca nad własnym wnętrzem i podejściem do życia oraz świata, trwa u mnie już. ok 6 lat i mogłabym pisać książki o tym jakie zmiany zaprowadziłam. Gdybym miała jednak zawrzeć w kilku punktach jak stopniowo budować w sobie spokój i dbać o pozytywne myślenie, wymieniłabym rzeczy takie jak:
Wierzcie mi... dobre nastawienie to podstawa nie tylko w chorobach. Mam tendencję do stanów lękowych i zaburzeń depresyjnych i naprawdę... nigdy nic tak nie spowolniło mojej choroby i jej objawów, jak zadbanie o te wszystkie powyższe punkty. Niezdrowe nawyki i ciągły stres oraz zdenerwowanie, znacznie utrudniają radzenie sobie z chorobami.
Postaraj się stworzyć życie, które będzie dostarczało Ci jak najmniej stresu. Postaraj się zmienić tak swój styl życia - by nauczyć się bycia odpornym na problemy - bo one będą w życiu każdego z nas ZAWSZE. Dla mnie największym przełomem okazała się regularna medytacja, która wniosła w moje życie ogrom spokoju i postawy, dzięki której z dużo większą łatwością niż kiedyś, przechodzę przez życiowe trudności.

Ja przez to wszystko przeszłam. Wciąż przechodzę. Krok po kroczku. To nie wydarzyło się od razu. Krok po kroku, zmieniaj swoje życie na lepsze, wprowadzając choćby minimalne zmiany. Kiedy zobaczysz pierwsze efekty, będziesz chcieć więcej i więcej. Aż po kilku latach tych "drobnych zmian" okaże się, że zmieniałaś/eś całe swoje życie na lepsze.
Tego właśnie Ci życzę. Nie pozwól, by choroba rządziła Tobą i Twoim życiem. Wierzę, że potrafisz - bo skoro ja dałam radę, to dlaczego kto inny miałby nie dać?
Wszystkiego dobrego i trzymam kciuki za Was wszystkich. Wierzę w Was <3
Alicja
Wiedziałam, że chcę bardziej intuicyjnego szablonu. Chciałam, żeby użytkownik, który wejdzie na moją stronę od razu wiedział jakie treści można tutaj odnaleźć.
Ciężko było mi rozstać się z poprzednim szablonem, bo był wyjątkowy i taki "mój". Ale jak ja to zawsze mówię: nie ma zmian, bez zmian. Świat idzie do przodu, zmieniają się standardy, oczekiwania. Zmienia się odbiorca, do którego te standardy trzeba dostosować. Nie chciałam jednak zmieniać czegoś tylko pod kątem czytelnika i obecnych czasów. Chciałam, żeby to nadal było "moje" i żeby obie strony były zadowolone. No i chyba dlatego tyle nam zajęły prace nad stroną, bo dłuuuugo nie wiedziałam czego ja tak naprawdę chcę i wierzcie mi - to była prawdziwa męka :D
NOWA NAZWA
No ale w końcu - mamy to. Gdzieś w połowie prac nad blogiem podjęłam też decyzję o... zmianie nazwy. Ilekroć o tym myślałam, miałam w głowie znaki zapytania. Dużo osób przywiązało się do mamali, ale ja jakoś czułam, że ta nazwa trochę mnie ogranicza tak samo zresztą jak i szablon. Nazwa ograniczała mnie dlatego, że kojarzyła mi się ze starą Alicją. MAMALA, która zakładała blog 6 lat temu, nijak mi się do Alicji, którą jestem teraz i do wartości jakie teraz wyznaję. A ilekroć słyszałam z czyichś ust "mamala" to od razu miałam przed oczami tą zagubioną 21 letnią dziewczynę, która szuka swojej drogi. Postanowiłam więc pracować na własne nazwisko. Alicja Wegner brzmi dojrzale, kobieco i idealnie pasuje do mojego obecnego JA.
SZABLON
Stary szablon z kolei ograniczał nie tylko mnie ale i Was. Kategorie były stare, w ogóle nieadekwatne do treści które się na stronie pojawiały. Ciężko było wywnioskować z bloga o co właściwie w nim chodzi i kim jest jego autorka. Obecna strona wyraźnie pokazuje kim jestem, jakie wartości wyznaję i na jakich treściach się skupiam. Są wyróżnione moje warsztaty, które organizuję. Jest też genialny banner, który przekierowuje Was do kategorii ROZWÓJ na której najbardziej mi zależy. Każda kategoria ma też swoje podkategorie co ułatwi Wam odnalezienie treści, które najbardziej Was interesują.
Jestem zakochana niesamowicie w wyglądzie poszczególnych wpisów. Czyta się je teraz naprawdę dobrze. Fajny, wyraźny font. Duży, wypośrodkowany tytuł i zdjęcie. Krótki opis "o mnie" i polecane wpisy pod artykułem. I nowy system komentarzy! Mam nadzieję, że teraz dużo łatwiej będzie Wam czytać artykuły jak i je komentować.
Nie będę tutaj dłużej rozpisywać się na temat tego jak to wszystko wygląda, bo najlepiej będzie jeśli sami po prostu zrobicie sobie małą przechadzkę po blogu i się z nim zapoznacie.
NEWSLETTER
Oho! Zapomniałabym :) Jest też totalna nowość - w sumie wszystko tu jest nowe ale ok :D - mianowicie... NEWSLETTER! Po wejściu na blog pojawiać będzie Wam się okienko, w którym będziecie mogli wpisać swoje imię i e-mail. Jeśli wpiszecie te dane, na waszą skrzynkę przyjdzie najpierw e-mail, w którym będziecie musieli potwierdzić subskrypcję. Kiedy to potwierdzicie, przyjdzie do Was moja wiadomość powitalna, a w późniejszym czasie... będziecie otrzymywać ode mnie sekretne listy, które być może nie raz zainspirują Was do jakiś pozytywnych zmian.

Jestem maksymalnie podekscytowana! Nowa strona zdecydowania sprawiła, że dostałam power do pracy i publikowania nowych treści. Stary szablon jakoś skutecznie mnie zniechęcał i tych wpisów było naprawdę mało. Jestem w pełnej gotowości, by tworzyć treści których najbardziej pożądacie. Zapytałam Was o to ostatnio na InstaStories. To co najbardziej interesuje moich odbiorców, to szeroko pojęty rozwój osobisty jak i duchowy; wychowanie i rozwój dzieci; medytacja i holistyczne podejście do życia i zdrowia. I to jest właśnie to na czym się skupię.
PODZIĘKOWANIA
Z tego miejsca chciałabym z całego serca podziękować dwóm osobom, które tworzyły mój blog: Rafałowi oraz Kasi. Dziękuję za Waszą współpracę, wszystkie rady, sugestie i wielomiesięczną pracę! Dziękuję za znoszenie moich ciągłych zmian, poprawek i niezdecydowania :P Domyślam się, że to nasza pierwsza i ostatnia współpraca hahahahaha :D A tak serio - jestem Wam cholernie wdzięczna, że stworzyliście coś co zadowala mnie w 100% i spełnia moje oczekiwania.
Mam też nadzieję, że równie zadowoleni jesteście Wy - moi czytelnicy! Jestem ciekawa co sądzicie o nowej odsłonie i nazwie.
Dziękuję Wam za to, że jesteście, kibicujecie i wspólnie ze mną tworzycie tak wspaniałe miejsce w sieci! Wy dajecie dobrą energię mi, ja daję dobrą energię Wam. Wspólnie dajemy ją dalej i dalej i dokładamy solidną cegiełkę do tworzenia lepszego świata.
Dziękuję! Mam nadzieję, że teraz będziemy widywać się tu częściej - odezwijcie się pod tym wpisem i dajcie mi duuuużo dobrej energii! Przyda się przy tworzeniu kolejnych treści <3
Ściskam,
Alicja <3
