Pamiętacie pierwsze noce waszych dzieci w łóżeczkach, kiedy to kładliście je w jednej pozycji i w tej samej pozycji zastawaliście gdy się budziło? Nudne co? Teraz to jest wyższa szkoła jazdy. Wędrówki po całej powierzchni łóżeczka, a kiedy czasem rano śpi z nami w wielkim szerokim łóżku, każde z nas zostaje skopane tylko w jednym celu - mieć całe 2 metrowe łoże dla swojego niespełna 70 centymetrowego ciałka.
Żeby się porządnie wyspać niemowlę potrzebuje przede wszystkim odpowiedniej i wygodnej pozycji. Niespożyta energia naszych pociech pozwala na nawet godzinną męczarnie przeplatane stękaniem i marudzeniem. Aż w końcu...słodkie finalne mrucznięcie i... błogi sen. Dziecka oczywiście. Bo po tym finalnym mrucznięciu my matki, a przynajmniej ja nie jestem w stanie się położyć. Przecież to wieczorami do głowy przychodzą najśmielsze pomysły na życie, których często rano w to życie już wdrożyć nie chcemy...
Poniżej pozycje w jakich zapewne każda z Was zastaje swoje pociechy w łóżku. Pod każdą miało być zdjęcie, ale jak wiecie dzieci są złośliwe i akurat tej nocy nic nie dało zaglądanie co chwilę. Pozycje były...prawie ciągle takie same. Lenistwo czy czysta złośliwość?
1) Na żółwika ( najulubieńsza! ) - na brzuszku, rączki i nóżki podkurczone, dupka wypięta mocno do tyłu!
2) Na lepsze krążenie - na plecach z jedną nogą opartą na boku łóżeczka.
3) Na ślepca - na plecach z dłońmi położonymi na oczach.
4) Na supermana - na plecach z jedną ręką wyciągniętą ku górze.
5) Na żabę - rozkraczenie level max
6) Na katolika - tradycyjnie na boczku z rączkami splecionymi jak do pacierza :)
I niezależnie od tego jaką pozycję wybiera, jakie ma śpiochy - widok jej śpiącej zawsze rozczula mnie w identyczny sposób. Skłania do refleksji i pozwala zastanowić się przez chwilę "Cholera...bez niej nic nie miałoby sensu". I czasem nawet głupio wyczekuję w nocy piśnięcia, by po prostu zasnęła w moich ramionach. Damn. Nie ma nic piękniejszego...
rampers - kappahl
miś - Kreatywna Igiełka
pościel - UTULANKA
Kiedyś marzyłam o dwójce dzieci. Syn i córka, którzy tak jak mocno czasem się nienawidzą tak mocno się kochają. Kiedy urodziłam Polę wszechświat dawał mi jednak sygnały, abym na jednym poprzestała. Sygnały te pojawiały się w momentach takich jak:
Czasem jednak myślę, że fajnie mieć jedno dziecko. Tylko mu poświęcać całą uwagę. Z drugiej jednak strony mam siostrę i wiem, że nie wyobrażam sobie siebie jako jedynaczki. Rodzeństwo to prawdziwy skarb. To miłość, której nie jest się w stanie opisać. Oddałabym za Nią życie, zawsze mogę na Nią liczyć. No i z kim ponarzekać na rodziców jak nie z rodzeństwem?
Pamiętacie pierwszą kąpiel Waszego dziecka? Ja pamiętam. Obolała po cesarce stałam nad wanienką, a Pola była myta przez moją siostrę. Chciałam najpierw zobaczyć jak to zrobić. Jak trzymać, gdzie trzymać itp. Przy drugiej kąpieli postanowiłam zrobić to już sama. Maleńkie ciałko w mojej drobnej dłoni. Śliskie, drobniutkie i drżące. Tak. To była chyba jedyna czynność przy noworodku, przy której odczuwałam lekki stres. Dziś z niecierpliwością wyczekuję codziennie godziny, w której będziemy kąpać Polę. Lubi to niesamowicie, śmieje się w głos i porusza tak energicznie, że na prawdę trzeba mocno ją trzymać.
Nasza istotka jest już na tyle mądra, że chyba dostrzegła zmianę wanienki, bo zawsze ma na twarzy charakterystyczną minę kiedy widzi coś nowego. Nareszcie wanienka w jej pokoju nie szpeci. Kto, by pomyślał, że nawet taka rzecz może mieć przyjemny i ładny design. Ale do rzeczy :)
Wiele z świeżo upieczonych mam zadaje mi często pytanie czy kąpać dziecko codziennie i jak to się u nas odbywa. Dlatego właśnie postanowiłam napisać o tym kilka słów. Bo to co dla jednych oczywiste dla innych może być trudnością i to całkowicie zrozumiałe. W żadnym wypadku nie narzucam tutaj nikomu swoich racji i nie krytykuję innego postępowania niż ja. Po prostu napiszę jak to jest u nas. Polę kąpiemy codziennie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby poszła spać, po tym jak kilkukrotnie ulewała w dzień, po tym jak pociła się będąc na dworze, a nawet w domu w takie temperatury jak teraz.
KĄPIEL:
Godzina - między 19 a 20 (przed karmieniem)
Temperatura wody - 37 stopni
Co jest mi potrzebne?
- ręcznik kąpielowy BEABA
- balsam nawilżający SOPHIE LA GIRAFE
- krem do twarzy SOPHIE LA GIRAFE
- krem na odparzenia PHARMACERIS
- pampers
- ubranko
Co do wody?
- szampon i żel do mycia w jednym PAT & RUB
Myjki - brak. myję jedynie ręką
Na co szczególnie zwrócić uwagę?
- szyja, paszki generalnie wszystkie miejsca gdzie dziecko ma fałdki i zbiera się tam brud
Co po kąpieli?
- osuszenie ręcznikiem
- smarowanie ciała balsamem i masaż
- nałożenie kremu na twarz
- posmarowanie zaczerwienionych miejsc kremem na odparzenia
MASAŻ :
Jakie korzyści wynikają z regularnego stosowania masażu?
- dziecko wycisza się i uspokaja
- wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa i więzi dziecka z rodzicem
- uregulowanie snu
- poprawa trawienia
- stymulacja układu hormonalnego
Kolistymi i spokojnymi ruchami masujemy całe ciało dziecka. Należy skończyć natychmiast kiedy zaczyna być niespokojne. Do masażu możemy używać oliwki bądź balsamu.
CODZIENNA PIELĘGNACJA:
Co stosujemy?
- chusteczki nawilżające pampers
- krem na odparzenia pharmaceris
- krem ochronny z filtrem PAT&RUB
- patyczki do uszu ( czyścimy tylko część ucha, którą widać, nie wsadzamy patyczka do środka ucha!!! )
Wanienka, stojak i akcesoria kąpielowe od BEABA POLSKA możecie zobaczyć tutaj ---> KLIK
Często mam łzy w oczach kiedy muszę zostać bez Niej. Wśród ludzi, którzy nie zawsze są mili, którzy rozczarowują. Kilka godzin w szkolnej ławce, dużo śmiechu, ale często też ścisk w żołądku, bo coś jest nie tak...bo chcę być już w domu. Dzwonek. Wybiegam ze szkoły. Mama czeka w aucie...jak dobrze. Obiad przy wspólnym stole, odrobienie lekcji. Wieczorem skradanie się do pokoju siostry, żeby pooglądać dłużej telewizję. Włączanie po kryjomu komputera i nasłuchiwanie czy nie idą rodzice, by w miarę szybko go wyłączyć i wskoczyć do łóżka. I to uczucie, kiedy się nie zdążyło i musiało się słuchać, że przecież która godzina...
Ja biegałabym na boso w kałużach, weszłabym do fontanny, ubrudziła się lodem... zrobiłabym namiot z krzeseł i koców. Z pokoju stworzyłabym dom dla lalek, z książek powstałyby ściany, a ze szkatułek ich łóżka. Ze łzami w oczach i smutną miną poprosiłabym o kolejne kakao w moim ulubionym kubku z pandą i oglądałabym te wszystkie bajki, przy których wtedy czułam magię. Dziś kiedy je oglądam magii nie ma. Chyba lepiej je pamiętać tak jak je się odbierało będąc dzieckiem...
A Ty? Jak spędziłabyś dzień, w którym mogłabyś znów być dzieckiem?
Śledzisz każdy jej ruch i zastanawiasz się kiedy Ona tak bardzo się zmieniła. Kiedy nauczyła się śmiać? Kiedy nauczyła się siedzieć?
Wpatrujesz się tak i łzy napływają Ci do oczu. Nim się obejrzysz zacznie chodzić, mówić, śpiewać, tańczyć. Czas ucieka przez palce. Tak bardzo nie chcę niczego przegapić. Niczego co z Nią związane. Czasem mam wyrzuty, że nie chce mi się do niej wstać, że mam dość jej płaczu, kiedy ma złe dni. Chciałabym mieć więcej cierpliwości, chciałabym, żeby po prostu czasem bardziej mi się chciało. Bo to jest ten moment kiedy Ona potrzebuje mnie najbardziej. Właśnie mnie. Czasem spoglądam na Nią i nie wierzę... nie wierzę, że jestem mamą. Ja?! Jeszcze niedawno wstawałam rano i jechałam zaspana do szkoły. Siedziałam w szkolnej ławce i rozwiązywałam te wszystkie dziwne zadania na matematyce. Dziś wstaję rano, biorę ją na ręce, przytulam, karmię. Kiedy zasypia robię obiad, prasuję jej miniaturowe ubranka, z których tak szybko wyrasta. Jedne odkładam do skrzyni, w której jest wszystko to co za małe, kolejne wyjmuje z szuflady, w której jeszcze niedawno znajdowało się wszystko co za duże, a dziś pasuje na Nią idealnie.
Za sześć dni Pola skończy 5 miesięcy. Kiedy tylko mogę robię jej zdjęcia i utrwalam wszystkie te momenty, które nie chcę by wyleciały mi z głowy. Z doświadczenia wiem, że pamięć bywa ulotna. Wiem też, że wielu rzeczy, które na razie są zachowane w mojej pamięci nie uwieczniłam w żaden sposób. Nie zrobiłam zdjęcia, nie nakręciłam pierwszego śmiechu kamerką. Dziś kiedy tylko mogę mam pod ręką coś dzięki czemu upamiętnię tyle chwil ile tylko będę mogła. To co widzicie Wy, to zaledwie ułamek mojej galerii. Głównie ze względu na to, że rzadko publikuję tutaj zdjęcia innych bliskich, a to oni tworzą klimat naszych wypadów, naszego wspólnie spędzanego czasu. Pola stała się istotką, która jest oczkiem w głowie każdego członka rodziny. Zakochał się w niej każdy kto ją ujrzał i każda babcia, prababcia, ciocia ma ją w swojej ramce. To dla mnie ważne. By pielęgnować wspomnienia, by nie zdawać się tylko na to co jest w naszych głowach.
Co do zdjęć w wydaniu papierowym to odkąd pamiętam miałam problem z uzupełnianiem albumów. Dziś znów jestem dwa lata do tyłu. Muszę zaopatrzyć się chociaż w przenośny dysk , bo w razie utraty danych na komputerze utraciłabym chyba część swojego życia. Całe szczęście mam tą stronę, ten blog, który będzie pamiątką na zawsze. Nie zniknie, nie ulegnie zniszczeniu. Będzie pamiątką dla mnie, dla Poli, dla naszej rodziny. Spisem wspomnień, zdjęć, przemyśleń. Potrzebowałam czasu, by dojrzeć do prowadzenia tej strony. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć co tak na prawdę chciałabym by na tej stronie się znalazło. Dziś wiem, że ma to być miejsce, w którym człowiek czytając o moim życiu, o moim spojrzeniu na macierzyństwo przekłada to na swoje własne życie. Kiedy czytając o miłości do Poli, zerka na swoją pociechę i zdaje sobie sprawę jak niewyobrażalnie wielka jest jego miłość. Chcę inspirować, wzruszać, a przy okazji tworzyć dla Poli najwspanialszy prezent jaki będzie mogła dostać. Pamiątkę, która pokaże jej jak bardzo ją kocham, jak bardzo zmieniała się z dnia na dzień. I chociaż tak bardzo daleka jestem od zatracenia się w macierzyństwie to w tym, by zrobić dla niej wszystko co najlepsze mogę zatracić się jak najbardziej.
Kiedy wiedziałam już jakie kolory rozświetlą pokój Poli zaczęłam wybierać inne dodatki. Pościel, karuzelę, coś na ścianę. Miałam już w swoich rękach prawie wszystko oprócz jednej najważniejszej rzeczy - łóżeczka. I w końcu znalazłam. Coś co od razu na pierwszy rzut oka wydawało się być wysokiej klasy meblem, która wyróżnia się nowoczesnym designem. Łóżeczko Oeuf od BAVI .
Jeśli chodzi o materac tym razem wybrałam HEVEA lateksowo-kokosowy medica. Jest to materac dwustronny. Jedna strona - kokosowa przeznaczona jest dla niemowląt do 8-9 miesiąca, z kolei strona lateksowa po zamianie stron wkładu może być stosowana już do końca okresu łóżeczkowego.
A teraz czas na... dodatki. Bo czymże byłoby samo łóżeczko bez pościeli itp? Tym razem postanowiłam, by na pościeli poza groszkami znalazł się też motyw dziecięcy, ale nie przesadzony. Urzekły mnie szare słonie. W połączeniu z żółto białą stroną w kropki tworzą wg mnie niesamowity duet. Uroku dodają również wiązania. Początkowo byłam bardziej skłonna ku zamkom, jednak zdałam się na intuicję i talent UTULANKI . Efekt jak zwykle niesamowity.
Pamiętacie chmurę nad łóżeczkiem? Widziałam ją już u tylu osób, że postanowiłam zastąpić ją czymś innym. Głowiłam się i głowiłam aż z nieba spadła mi przecudowna kobieta, która tworzy cuda. Manufaktura Słów . Ja dałam pomysł. Ona go zrealizowała. Od zawsze podobał mi się ten wstęp do bajek. Chłopiec na księżycu z wędką. Zawsze kiedy to widzę przypomina mi się magia dzieciństwa. Tym oto sposobem czuję ją od teraz zawsze, gdy przebywam w pokoju Poli. Jak dla mnie prezentuje się cudownie. Mam zamiar jeszcze do wędki doczepić malutką żółtą gwiazdkę, ale wszystko w swoim czasie.
Niesamowicie ważnym dodatkiem, którego bardzo mi brakowało odkąd urodziłam Polę, była karuzela. Nie chciałam już jednak kupować ich w wydaniu plastiku i intensywnego koloru. Chciałam poszukać czegoś co idealnie będzie zgrywało się z łóżeczkiem. Będzie miało prosty, delikatny wygląd, a jednocześnie będzie zwracać uwagę malucha. Karuzela od MUZPONY była strzałem w dziesiątkę. Wcześniej nie było mowy o tym, by odłożyć Polę zanim zasnęła do łóżeczka. Kto chciałby patrzeć się na biały sufit? Teraz całe szczęście się to zmieniło.
Ostatnim elementem, którym chciałam dopełnić całość były pompony od POMPONOVE. Początkowo miałam wizję by zawiesić je w rogu łóżeczka. Efekt marny. Gryzło się to strasznie z wiązaniami ochraniacza, więc postanowiłam wykorzystać wiszący obok wieszak, na którym początkowo była spódniczka, a jeszcze później mysia baletnica. Myślę, że pompony wpasowują się w to miejsce o wiele lepiej.
Jeśli chodzi o efekt końcowy. Zdecydowanie jestem na tak. Wiadomo są gusta i guściki. Każdemu podoba się co innego. Ja ten pokój robiłam wg mojego gustu i podoba mi się niesamowicie. Szarość, żółć i biel zdają egzamin, a ja jestem po prostu zadowolona z tego jak wszystko ze sobą współgra. Pora wziąć się za resztę pokoju . Ale to już metodą małych kroków.
Zapomniałabym! Pierwszy wieczór Poli w nowym pokoju zakończył się moimi łzami. Pola odłożona do nowego łóżeczka po raz pierwszy była tak spokojna i uśmiechnięta. Wszystko wzbudzało jej zainteresowanie jak nigdy wcześniej. Śmiała się patrząc na karuzelę i trzymała mocno swoją nową lampkę. Pomyślałam, że warto odmawiać sobie przyjemności, by patrzeć na jej uśmiech. By dawać jej wszystko co najlepsze. Jeszcze do niedawna to moi rodzice byli tymi, którzy w miarę możliwości chcieli zapewnić mi i siostrze wszystko co najlepsze. Teraz przyszła pora na mnie. Teraz to ja jestem osobą, która jest rodzicem i która musi sama zapewnić swojemu dziecko wszystko to co dobre. Miłość, bezpieczeństwo i komfortowe warunki życia. Ach... jak dobrze jest dawać. Nawet nie otrzymując nic w zamian. A właściwie otrzymując jedną małą rzecz. Dla rodzica najpiękniejszą. Uśmiech dziecka.
Bywały takie dni, kiedy czekałam tylko na chwilę kiedy F. wróci z pracy, kiedy wykąpię małą i się położę. Z dnia na dzień zaczęłam radzić sobie coraz lepiej. Odnajdywać się w tej nowej roli. Kiedy minęły dwa tygodnie nauczyłam się jak ją usypiać. Przytulenie do piersi, kołysanie, włączony szum morza - kilka minut i dziecka nie było. Była zbyt mała, by się z nią bawić i śmiać. Kiedy skończyła dwa miesiące zaczęła przesypiać całe noce. Od 20 do 6 ani jednej pobudki, o 6 pobudka na karmienie i sen do 9/10. Byłam w niebie. O 20 leżałam już na łóżku oglądając ulubione filmy, seriale i opowiadając sobie z F. jak minął nam dzień. Bajka szybko się skończyła i zaczęły się nocne pobudki. Raz, dwa, trzy a nawet cztery razy. A to popije sobie mleczka, a to wypadnie jej smoczek, a to ją coś przebudzi. Rano po takiej nocy wstaje się ciężko, ale sprawdza się to co mówiła mi każda matka jak byłam w ciąży. Będziesz zmęczona totalnie, a ona się do Ciebie uśmiechnie... i Ci minie. I rzeczywiście. Bezzębny uśmiech sprawia, że nie pamiętam już tych pobudek. Nie pamiętam tego z jaką złością kroczyłam do jej pokoju. Patrzę na ten uśmiech małej istoty i śmieję się razem z Nią.
Wracając do tematu. W niepamięć odeszły już te wieczory, kiedy czekałam na jej sen. W niepamięć odeszły też te, które były po prostu koszmarem. Im bardziej zmęczona tym większy płacz, wyginanie się i generalnie pokazanie mi, że nie ma ochoty na zabawę, sen i jedzenie. Chce po prostu płakać. Bo jest zbyt zmęczona, by zasnąć i zbyt zmęczona by nie spać. Pożegnałam już te początki kiedy jeśli nie spała, to albo jadła albo płakała, albo... albo po prostu patrzyła się na wszystko i poznawała. Dziś po wieczornej kąpieli, cieszę się czasem spędzanym z Nią. Zazwyczaj leżymy na łóżku we troje i nachodzą nas refleksje. Wpatrujemy się w jej buzię, bawimy się z Nią. A ona taka wesoła, z mokrymi włoskami pokazuje nam jak bardzo się cieszy. Kocha czułości. Kocha gdy się ją mocno przytula. Nie wyrywa się jak kiedyś. Tulimy ją, całujemy w szyjkę, robimy samoloty. Te wieczory są magiczne. Kiedy dopadł mnie chwilowy baby blues tęskniłam za beztroskimi wieczorami kiedy wsiadałam w samochód z przyjaciółmi, jeździłam spontaniczne nad morze, siedziałam na klifie i nie musiałam wracać. Dziś wiem, że tej chwili kiedy leżymy z Nią zmęczeni po całym dniu nie zamieniłabym na nic w świecie. Tej chwili kiedy jestem już tak zmęczona, a ona gaworzy i śmieje się w głos. Tej chwili kiedy patrzy się na mnie i wiem... po prostu wiem, że patrzy na mnie i na Niego z miłością. Uczucie nie z tej ziemi. Człowiek przestaje myśleć o spaniu. Delektuje się chwilą. Bo póki na jej twarzy widnieje uśmiech, a oczy nie zalewają się łzami... mogę nie spać wcale. Wystarczy mi widok jej szczęścia. Szczęścia, dla którego zrobię wszystko.
Kocham swoje dziecko nad życie. Nad życie, które mogłabym za Nią oddać. Czasem mam jednak po prostu dość. Dość wszystkiego. Mam ochotę zamknąć się w małym pomieszczeniu i zacząć krzyczeć, albo po prostu skryć się gdzieś i porządnie wypłakać. To uczucie pojawiło się znów. Ostatniego wieczoru. Zmęczona kolejnym dniem, w którym Pola ucięła sobie aż dwie 20 minutowe drzemki, a przez pozostały czas kazała się nosić, bo kiedy siadałam lub odkładałam ją do wózka kończyło się to tak przeraźliwym krzykiem jakbym co najmniej zrobiła jej krzywdę. W dzień mi to nie przeszkadzało. Nosiłam ją, tańczyłam, śmiałam się, wygłupiałam. Z godziny na godzinę czułam się coraz bardziej zmęczona i niecierpliwie zerkałam na zegarek. O 19 wybiorę się na upragniony trening. Nie wybrałam się. Spóźnienie partnera, szybkie obliczenie, że już się nie opłaca, bo trzeba Polkę wykąpać, nakarmić, a przecież jutro seminarium, egzaminy. Spoko...zostaję. Przecież są sprawy ważne i ważniejsze, a moje potrzeby trzeba czasem po prostu odłożyć na bok. Godzina 19:30. Zasnęła. Dawno już nie chodziła spać o tej porze. Szybkie przejrzenie notatek, wsunięcie płatków. Godzina 21. Idę spać. F. Ogląda mecz. Proszę go by ściszył. Robi to, ale to nic nie daje. Mimo zmęczenia nie mogę zasnąć, a tak bardzo chciałabym wykorzystać tą wczesną godzinę i wyspać się na te cholerne studia. Każdy dźwięk z telewizora doprowadza mnie do szału. Mam wrażenie, że nikt nie liczy się z moimi potrzebami. Każdy patrzy tylko na siebie. Myślę tylko o tym, że budzik nastawiony jest na 6, a mnie czeka zapewne maraton nocny z Polą. Czuję się tak przybita. Przybita życiem. Obowiązkami. Wszystkim. Mam ochotę uciec. Sama, gdzieś daleko. Łzy cisną mi się do oczu. Myślę o tym jak bardzo nie chce mi się jutro wstawać, jak bardzo nie chce mi się nic robić. Każdy ruch F. doprowadza mnie do szału. Denerwuje mnie nawet dźwięk jego oddechu. Tak bardzo żałuję, że wyniosłam kanapę z pokoju Poli. Nie mam ochoty tutaj być. Pragnę ciszy i samotności. Pragnę odrobiny wolności i oddechu. Pragnę chwili, w której nic nie muszę. W głowie tylko słyszę szyderczy śmiech "Jesteś matką idiotko. Już zawsze będziesz "musieć". " Co się dzieje do cholery? Przecież nie sprawiało mi to nigdy problemu. O co tu chodzi?
Podejmuję kolejną próbę snu. Powieki stają się coraz cięższe i nagle...płacz. Nie wstaję. Ku*wa czemu teraz. F. wstaje i idzie do Poli. Płacz nie ustaje. Jak zwykle myślę sobie, że najlepiej z Polą obchodzić umiem się ja. Wstaję z łóżka i idę do Niej. F.przekłada ją na drugi bok. "Co ty jej robisz, nie widzisz, że płacze, trzeba ją wziąć na ręce..." .Odsuwam go od łóżeczka, znów pokazując mu, że czego nie zrobi - ja zrobię to lepiej. Biorę Polę w ramiona i przytulam. Płacz ustępuje natychmiastowo. I nagle... dochodzi do mnie.
Przed chwilą chciałam uciec. Chciałam ich wszystkich zostawić. Wiem, to nie było tak na poważnie, ale miałam ochotę to zrobić! Jak ja w ogóle mogłam? No jak się pytam. Przytulam ją coraz mocniej, łzy zaczynają lecieć mi ciurkiem. Zaczynam zanosić się coraz bardziej i gładzę ją po głowie. Śpi i tak słodko mruczy. "Boże, przepraszam Cię. Nigdy bym Cię nie zostawiła". Czuję się co najmniej jakbym miała już spakowane walizki i kupiony jeden bilet w jedną stronę. Stoję tak z Nią jeszcze dłuższą chwilę i nie umiem jej odłożyć. Po chwili to robię idę do swojego pokoju i rozkładam drugie łóżko. Chcę być dziś z Nią. Przenoszę ją z łóżeczka i kładę obok siebie. Jej oddech i obecność tak bardzo mnie uspokaja. Nie przeszkadza mi już dźwięk telewizora. Powoli zaczynam odpływać. Trzymam ją za rękę i mimo tego cholernego zmęczenia myślę sobie, że fajnie jest coś "musieć". Jeszcze fajniej jest chcieć. A to, że czasem opuszczają nas siły jest tylko sprawdzianem .Sprawdzianem naszych możliwości, naszych uczuć i cierpliwości. Przybliżam do niej twarz i szeptem mówię do jej ucha "Kocham Cię". Po policzku spływa mi jeszcze kilka łez. Nie chcę już nigdy wątpić. Ale tak będzie. I wiem, że tak będzie nie raz. Jesteśmy tylko ludźmi. Wątpimy, słabniemy, upadamy. Ale zawsze wstajemy. Tym bardziej jeżeli mamy dla kogo...
