0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Pamiętacie pierwsze noce waszych dzieci w łóżeczkach, kiedy to kładliście je w jednej pozycji i w tej samej pozycji zastawaliście gdy się budziło? Nudne co? Teraz to jest wyższa szkoła jazdy. Wędrówki po całej powierzchni łóżeczka, a kiedy czasem rano śpi z nami w wielkim szerokim łóżku, każde z nas zostaje skopane tylko w jednym celu - mieć całe 2 metrowe łoże dla swojego niespełna 70 centymetrowego ciałka.

Żeby się porządnie wyspać niemowlę potrzebuje przede wszystkim odpowiedniej i wygodnej pozycji. Niespożyta energia naszych pociech pozwala na nawet godzinną męczarnie przeplatane stękaniem i marudzeniem. Aż w końcu...słodkie finalne mrucznięcie i... błogi sen. Dziecka oczywiście. Bo po tym finalnym mrucznięciu my matki, a przynajmniej ja nie jestem w stanie się położyć. Przecież to wieczorami do głowy przychodzą najśmielsze pomysły na życie, których często rano w to życie już wdrożyć nie chcemy...

Poniżej pozycje w jakich zapewne każda z Was zastaje swoje pociechy w łóżku. Pod każdą miało być zdjęcie, ale jak wiecie dzieci są złośliwe i akurat tej nocy nic nie dało zaglądanie co chwilę. Pozycje były...prawie ciągle takie same. Lenistwo czy czysta złośliwość?

1) Na żółwika ( najulubieńsza! )  - na brzuszku, rączki i nóżki podkurczone, dupka wypięta mocno do tyłu!

2) Na lepsze krążenie - na plecach z jedną nogą opartą na boku łóżeczka.

3) Na ślepca - na plecach z dłońmi położonymi na oczach.

4) Na supermana - na plecach z jedną ręką wyciągniętą ku górze.

5) Na żabę - rozkraczenie level max

6) Na katolika - tradycyjnie na boczku z rączkami splecionymi jak do pacierza :)

I niezależnie od tego jaką pozycję wybiera, jakie ma śpiochy - widok jej śpiącej zawsze rozczula mnie w identyczny sposób. Skłania do refleksji i pozwala zastanowić się przez chwilę "Cholera...bez niej nic nie miałoby sensu". I czasem nawet głupio wyczekuję w nocy piśnięcia, by po prostu zasnęła w moich ramionach. Damn. Nie ma nic piękniejszego...

 

rampers - kappahl
miś - Kreatywna Igiełka
pościel - UTULANKA

Kiedyś marzyłam o dwójce dzieci. Syn i córka, którzy tak jak mocno czasem się nienawidzą tak mocno się kochają. Kiedy urodziłam Polę wszechświat dawał mi jednak sygnały, abym na jednym poprzestała. Sygnały te pojawiały się w momentach takich jak:

- " O 5:30 przyjdę po panią i pójdę z panią pod prysznic" - czyli przygotowanie psychiczne do pierwszego wstania po cc i w końcu...wstanie. Kto przeżył ten wie.
- Epizod po CC " O cholera wpadł mi okruch w gardło. Nie mogę kaszlnąć. Nie mogę! Zaraz się uduszę! Umieram. Dobra leciutko odkaszlnę. O boooże, dlaczego to tak boliiii <łzy>
- "Co się dzieje z moimi cyckami? Czemu tak bolą, są twarde jak głazy a mleko leje się z nich samo?" na wspomnienie tego mam odruch wymiotny.
- maratony nocne czyli wstawanie do dziecka co 20 min
- pogryzione i krwawiące sutki - dziękuję, ale odpadam, każde karmienie wiązało się ze stresem i morzem wylanych łez. Krew, pot i łzy. " Nie, proszę nie bądź jeszcze głodna, nie nie, o boże, no dobrze, ałaaaa!"
i trochę, by się tego nazbierało...ale...
Tęsknię za brzuchem, za pierwszymi kopniakami. Chciałabym urodzić jeszcze raz, poczuć te skurcze i to podekscytowanie, że to już. Chciałabym, by znów położono mi przy ramieniu nowego człowieka, moje dziecko. Chciałabym obserwować jak Pola bawi się ze swoim bratem/ siostrą, jak się przytulają.
Bolące piersi, cesarka, zmęczenie są niczym w porównaniu do tego pięknego widoku. To wszystko da się przejść. W końcu jesteśmy kobietami. Nie zdecydowałam się jeszcze na tyle, by się starać. Jednak świadomość tego, że w przyszłym roku kupujemy mieszkanie daje mi poczucie, że mogłabym. Na razie jesteśmy na etapie, że... nie robimy nic, by drugiego dziecka nie było, ale też nie staramy się. Jeśli zajdę w ciąże - będę szczęśliwa. Jeśli do czasu wyprowadzki na nasze mieszkanie ciąży nie będzie, a ja będę pewna w stu procentach - rozpoczniemy starania.

Czasem jednak myślę, że fajnie mieć jedno dziecko. Tylko mu poświęcać całą uwagę. Z drugiej jednak strony mam siostrę i wiem, że nie wyobrażam sobie siebie jako jedynaczki. Rodzeństwo to prawdziwy skarb. To miłość, której nie jest się w stanie opisać. Oddałabym za Nią życie, zawsze mogę na Nią liczyć. No i z kim ponarzekać na  rodziców jak nie z rodzeństwem?

Póki co cieszę się, że w razy gdyby Pola była jedynaczką, zawsze ma ich. Kacpra i Millę. Którzy czasem są dla mnie najskuteczniejszą metodą antykoncepcji ;)A jak to jest u Was?

Co Pola ma na sobie?
bluzeczka - H&M
getry - George.
opaska - mamine.pl/
Co Pola ma ze sobą?
kubeczek - BabyOno

Pamiętacie pierwszą kąpiel Waszego dziecka? Ja pamiętam. Obolała po cesarce stałam nad wanienką, a Pola była myta przez moją siostrę. Chciałam najpierw zobaczyć jak to zrobić. Jak trzymać, gdzie trzymać itp. Przy drugiej kąpieli postanowiłam zrobić to już sama. Maleńkie ciałko w mojej drobnej dłoni. Śliskie, drobniutkie i drżące. Tak. To była chyba jedyna czynność przy noworodku, przy której odczuwałam lekki stres. Dziś z niecierpliwością wyczekuję codziennie godziny, w której będziemy kąpać Polę. Lubi to niesamowicie, śmieje się w głos i porusza tak energicznie, że na prawdę trzeba mocno ją trzymać.

Nasza istotka jest już na tyle mądra, że chyba dostrzegła zmianę wanienki, bo zawsze ma na twarzy charakterystyczną minę kiedy widzi coś nowego. Nareszcie wanienka w jej pokoju nie szpeci. Kto, by pomyślał, że nawet taka rzecz może mieć przyjemny i ładny design. Ale do rzeczy :)

Wiele z świeżo upieczonych mam zadaje mi często pytanie czy kąpać dziecko codziennie i jak to się u nas odbywa. Dlatego właśnie postanowiłam napisać o tym kilka słów. Bo to co dla jednych oczywiste dla innych może być trudnością i to całkowicie zrozumiałe. W żadnym wypadku nie narzucam tutaj nikomu swoich racji i nie krytykuję innego postępowania niż ja. Po prostu napiszę jak to jest u nas. Polę kąpiemy codziennie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby poszła spać, po tym jak kilkukrotnie ulewała w dzień, po tym jak pociła się będąc na dworze, a nawet w domu w takie temperatury jak teraz.

KĄPIEL:

Godzina - między 19 a 20 (przed karmieniem)
Temperatura wody - 37 stopni

Co jest mi potrzebne?

- ręcznik kąpielowy BEABA
- balsam nawilżający SOPHIE LA GIRAFE
- krem do twarzy SOPHIE LA GIRAFE
- krem na odparzenia PHARMACERIS
- pampers
- ubranko


Co do wody?

- szampon i żel do mycia w jednym PAT & RUB


Myjki - brak. myję jedynie ręką



Na co szczególnie zwrócić uwagę? 

- szyja, paszki generalnie wszystkie miejsca gdzie dziecko ma fałdki i zbiera się tam brud


Co po kąpieli?

- osuszenie ręcznikiem
- smarowanie ciała balsamem i masaż
- nałożenie kremu na twarz
- posmarowanie zaczerwienionych miejsc kremem na odparzenia

MASAŻ :

Jakie korzyści wynikają z regularnego stosowania masażu?

- dziecko wycisza się i uspokaja
- wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa i więzi dziecka z rodzicem
- uregulowanie snu
- poprawa trawienia
- stymulacja układu hormonalnego

Kolistymi i spokojnymi ruchami masujemy całe ciało dziecka. Należy skończyć natychmiast kiedy zaczyna być niespokojne. Do masażu możemy używać oliwki bądź balsamu.

CODZIENNA PIELĘGNACJA: 

Co stosujemy?

- chusteczki nawilżające pampers
- krem na odparzenia pharmaceris
- krem ochronny z filtrem PAT&RUB
- patyczki do uszu ( czyścimy tylko część ucha, którą widać, nie wsadzamy patyczka do środka ucha!!! )

Wanienka, stojak i akcesoria kąpielowe od BEABA POLSKA możecie zobaczyć tutaj ---> KLIK

Kilkanaście lat wstecz. Idę z mamą za rękę. Idziemy w kierunku szkoły podstawowej... pamiętasz? Czuję tą bliskość i wiem, że jestem jej oczkiem w głowie.

Często mam łzy w oczach kiedy muszę zostać bez Niej. Wśród ludzi, którzy nie zawsze są mili, którzy rozczarowują. Kilka godzin w szkolnej ławce, dużo śmiechu, ale często też ścisk w żołądku, bo coś jest nie tak...bo chcę być już w domu. Dzwonek. Wybiegam ze szkoły. Mama czeka w aucie...jak dobrze. Obiad przy wspólnym stole, odrobienie lekcji. Wieczorem skradanie się do pokoju siostry, żeby pooglądać dłużej telewizję. Włączanie po kryjomu komputera i nasłuchiwanie czy nie idą rodzice, by w miarę szybko go wyłączyć i wskoczyć do łóżka. I to uczucie, kiedy się nie zdążyło i musiało się słuchać, że przecież która godzina...

Spoglądam na rodziców, na siostrę. Tak bardzo chcę być już dorosła. Jak to fajnie jest mieć tyle lat i nie musieć nikogo słuchać. Robić to co się chce. Malować się, zakładać szpilki i wychodzić do pracy. Robić zakupy, wracać do domu i bawić się ze swoimi dziećmi. Odwiedzamy ciocię Bożenę. Przedpokój jak zwykle pełen butów. Przeróżne szpilki, szpileczki. Z Natalią starszą o dwa lata przymierzamy, chodzimy, udajemy dojrzałe kobiety. Malujemy usta i próbujemy poważnie rozmawiać po chwili wybuchając śmiechem. Paluszki zastępują papierosy i zapalniczki. Wkładamy je do ust i wyjmujemy udając, że wypuszczamy dym. Obserwujemy dorosłych i zachowujemy się tak samo. Pragniemy być dorosłe, odpowiedzialne i samodzielne.
Nagle bum. Budzę się i mam 21 lat. Na biurku rachunki do zapłacenia, lista z zakupami. Ubieram szpilki, które ranią mi stopy, sukienkę, która gdzieś tam mi się wrzyna i wcale nie jest wygodna. Nakładam make up, by zatuszować worki pod oczami po kolejnej nieprzespanej nocy. W każdej sekundzie coś muszę, jeśli nie muszę to chcę. Jeśli chcę to nie zawsze mogę.
Gdybym mogła być dzieckiem jeszcze raz... doceniłabym każdy weekend, w którym mogłam pospać do 12. Doceniłabym kolorowe sandałki, których nie lubiłam, bo tak bardzo chciałam nosić szpilki mamy. Doceniłabym piękną cerę, która nie potrzebowała grama pudru. Doceniłabym to, że moim jedynym zmartwieniem było to, że Pawełek nie powiedział mi cześć, Zosia zabrała ołówek, a siostra nie wpuściła mnie do pokoju. Doceniłabym smak dzieciństwa nieskażonego złem tego świata. Doceniłabym to, że tak bardzo byłam nieświadoma tego co dzieje się w okół. Chorób, śmierci, zdrad, obłudy.
Jest mi fajnie. Lubię świadomość, że mam córkę, za którą odpowiadam. Lubię to, że sama mogę decydować o swoim życiu. Ale czasem tęsknię... za tą beztroską. Za tymi rączkami ubrudzonymi od wybłaganych lodów. Za tym chodzeniem z rodzicami za rękę. Za tym udawaniem w aucie, że zasnęłam, żeby tata wyniósł mnie na rękach. Cholera gdyby tak można było znów być dzieckiem. Chociaż przez jeden dzień...

Ja biegałabym na boso w kałużach, weszłabym do fontanny, ubrudziła się lodem... zrobiłabym namiot z krzeseł i koców. Z pokoju stworzyłabym dom dla lalek, z książek powstałyby ściany, a ze szkatułek ich łóżka. Ze łzami w oczach i smutną miną poprosiłabym o kolejne kakao w moim ulubionym kubku z pandą i oglądałabym te wszystkie bajki, przy których wtedy czułam magię. Dziś kiedy je oglądam magii nie ma. Chyba lepiej je pamiętać tak jak je się odbierało będąc dzieckiem...

A Ty? Jak spędziłabyś dzień, w którym mogłabyś znów być dzieckiem?

 

To uczucie zna każda mama. Każda, która kocha swoje dziecko. Wpatrujesz się w swoją pociechę i zawieszasz się na chwilę w przestrzeni. Czas zatrzymuje się i nie dochodzą do Ciebie żadne głosy z zewnątrz. Wszystko jest stłumione, a ty patrzysz w jeden punkt. Na swój skarb.

Śledzisz każdy jej ruch i zastanawiasz się kiedy Ona tak bardzo się zmieniła. Kiedy nauczyła się śmiać? Kiedy nauczyła się siedzieć?
Wpatrujesz się tak i łzy napływają Ci do oczu. Nim się obejrzysz zacznie chodzić, mówić, śpiewać, tańczyć. Czas ucieka przez palce. Tak bardzo nie chcę niczego przegapić. Niczego co z Nią związane. Czasem mam wyrzuty, że nie chce mi się do niej wstać, że mam dość jej płaczu, kiedy ma złe dni. Chciałabym mieć więcej cierpliwości, chciałabym, żeby po prostu czasem bardziej mi się chciało. Bo to jest ten moment kiedy Ona potrzebuje mnie najbardziej. Właśnie mnie. Czasem spoglądam na Nią i nie wierzę... nie wierzę, że jestem mamą. Ja?! Jeszcze niedawno wstawałam rano i jechałam zaspana do szkoły. Siedziałam w szkolnej ławce i rozwiązywałam te wszystkie dziwne zadania na matematyce. Dziś wstaję rano, biorę ją na ręce, przytulam, karmię. Kiedy zasypia robię obiad, prasuję jej miniaturowe ubranka, z których tak szybko wyrasta. Jedne odkładam do skrzyni, w której jest wszystko to co za małe, kolejne wyjmuje z szuflady, w której jeszcze niedawno znajdowało się wszystko co za duże, a dziś pasuje na Nią idealnie.

Za sześć dni Pola skończy 5 miesięcy. Kiedy tylko mogę robię jej zdjęcia i utrwalam wszystkie te momenty, które nie chcę by wyleciały mi z głowy. Z doświadczenia wiem, że pamięć bywa ulotna. Wiem też, że wielu rzeczy, które na razie są zachowane w mojej pamięci nie uwieczniłam w żaden sposób. Nie zrobiłam zdjęcia, nie nakręciłam pierwszego śmiechu kamerką. Dziś kiedy tylko mogę mam pod ręką coś dzięki czemu upamiętnię tyle chwil ile tylko będę mogła. To co widzicie Wy, to zaledwie ułamek mojej galerii. Głównie ze względu na to, że rzadko publikuję tutaj zdjęcia innych bliskich, a to oni tworzą klimat naszych wypadów, naszego wspólnie spędzanego czasu. Pola stała się istotką, która jest oczkiem w głowie każdego członka rodziny. Zakochał się w niej każdy kto ją ujrzał i każda babcia, prababcia, ciocia ma ją w swojej ramce. To dla mnie ważne. By pielęgnować wspomnienia, by nie zdawać się tylko na to co jest w naszych głowach.

Co do zdjęć w wydaniu papierowym to odkąd pamiętam miałam problem z uzupełnianiem albumów. Dziś znów jestem dwa lata do tyłu. Muszę zaopatrzyć się chociaż w przenośny dysk , bo w razie utraty danych na komputerze utraciłabym chyba część swojego życia. Całe szczęście mam tą stronę, ten blog, który będzie pamiątką na zawsze. Nie zniknie, nie ulegnie zniszczeniu. Będzie pamiątką dla mnie, dla Poli, dla naszej rodziny. Spisem wspomnień, zdjęć, przemyśleń. Potrzebowałam czasu, by dojrzeć do prowadzenia tej strony. Potrzebowałam czasu, by zrozumieć co tak na prawdę chciałabym by na tej stronie się znalazło. Dziś wiem, że ma to być miejsce, w którym człowiek czytając o moim życiu, o moim spojrzeniu na macierzyństwo przekłada to na swoje własne życie. Kiedy czytając o miłości do Poli, zerka na swoją pociechę i zdaje sobie sprawę jak niewyobrażalnie wielka jest jego miłość. Chcę inspirować, wzruszać, a przy okazji tworzyć dla Poli najwspanialszy prezent jaki będzie mogła dostać. Pamiątkę, która pokaże jej jak bardzo ją kocham, jak bardzo zmieniała się z dnia na dzień. I chociaż tak bardzo daleka jestem od zatracenia się w macierzyństwie to w tym, by zrobić dla niej wszystko co najlepsze mogę zatracić się jak najbardziej.

Łóżeczko i inne rzeczy do pokoju Poli, które kupiłam będąc w ciąży były spontaniczną decyzją. Nie znałam wtedy tych wszystkich sklepów, które są w internecie. Ograniczałam się do allegro. Nie wiedziałam, że tuż obok znajdują się rzeczy, które poza jakością równie dobrze wyglądają.

Byłam zadowolona z tego jak urządziłam pokój Poli, jednak pościel wraz z łóżeczkiem z biegiem czasu zaczęła wydawać mi się zbyt ciemna. Brakowało mi jakiegoś koloru i motywu dziecięcego. Wtedy właśnie postanowiłam, że zmienię cały wystrój, ale podejdę do tego inaczej niż zwykle. Poszukiwania idealnego łóżeczka, pościeli oraz zastanawianie się nad tym jakie kolory mogłyby w pokoju zagościć rozpoczęłam ponad dwa miesiące temu. Wiedziałam, że jeśli chcę wydać kolejne pieniądze to muszę podejść do tego rozważnie. Przy każdym produkcie rozważyć za i przeciw. Zastanowić się czy to rzeczywiście to. Prześledziłam chyba wszystkie strony internetowe, na których znajdowały się łóżeczka. Nie jednokrotnie byłam już przekonana do któregoś, ale czułam lekki niedosyt i nie potrafiłam zdecydować się w stu procentach, co dawało mi do myślenia, że to chyba nie to. Pod uwagę brałam fakt, by kolory w pokoju mojej córki, mogły królować tam bardzo długo. By łóżeczko wybrać takie, żeby za kilka lat bez problemu dobrać do niego meble nawet z innej kolekcji.

 

Kiedy wiedziałam już jakie kolory rozświetlą pokój Poli zaczęłam wybierać inne dodatki. Pościel, karuzelę, coś na ścianę. Miałam już w swoich rękach prawie wszystko oprócz jednej najważniejszej rzeczy - łóżeczka. I w końcu znalazłam. Coś co od razu na pierwszy rzut oka wydawało się być wysokiej klasy meblem, która wyróżnia się nowoczesnym designem. Łóżeczko Oeuf od BAVI . 

 

DSC_6294
DSC_6295
DSC_6299
 
Produkt z kolekcji CLASSIC, który wyróżnia się zarówno wysoką jakością jak i nowoczesnym, prostym designem. Jest to łóżeczko, które jest przede wszystkim funkcjonalne. Zestaw adaptacyjny pozwala zmienić nam łóżeczko na tapczanik. Płaskie szczebelki i połączenie bieli z brzozą to duet idealny. Poprzednie łóżeczko mogłam przesunąć palcem. To jest tak stabilne, że ciężko byłoby mi je podnieść. Przesunąć też nie jest lekko. Świadczy to tylko o tym jak solidnie wykonany jest ten mebel. Zdecydowanie wyróżnia się też nóżkami na których stoi. Uwielbiam połączenie nowoczesności z drewnem. Podbiło ono zarówno moje serce jak i wszystkich domowników. Jestem przekonana w stu procentach, że dokonałam wyboru, którego żałować nie będę.

 

Jeśli chodzi o materac tym razem wybrałam HEVEA lateksowo-kokosowy medica. Jest to materac dwustronny. Jedna strona - kokosowa przeznaczona jest dla niemowląt do 8-9 miesiąca, z kolei strona lateksowa po zamianie stron wkładu może być stosowana już do końca okresu łóżeczkowego.

A teraz czas na... dodatki. Bo czymże byłoby samo łóżeczko bez pościeli itp? Tym razem postanowiłam, by na pościeli poza groszkami znalazł się też motyw dziecięcy, ale nie przesadzony. Urzekły mnie szare słonie. W połączeniu z żółto białą stroną w kropki tworzą wg mnie niesamowity duet. Uroku dodają również wiązania. Początkowo byłam bardziej skłonna ku zamkom, jednak zdałam się na intuicję i talent UTULANKI . Efekt jak zwykle niesamowity.

 

DSC_6297

 

Pamiętacie chmurę nad łóżeczkiem? Widziałam ją już u tylu osób, że postanowiłam zastąpić ją czymś innym. Głowiłam się i głowiłam aż z nieba spadła mi przecudowna kobieta, która tworzy cuda. Manufaktura Słów . Ja dałam pomysł. Ona go zrealizowała. Od zawsze podobał mi się ten wstęp do bajek. Chłopiec na księżycu z wędką. Zawsze kiedy to widzę przypomina mi się magia dzieciństwa. Tym oto sposobem czuję ją od teraz zawsze, gdy przebywam w pokoju Poli. Jak dla mnie prezentuje się cudownie. Mam zamiar jeszcze do wędki doczepić malutką żółtą gwiazdkę, ale wszystko w swoim czasie.

 

DSC_6284
DSC_6419

 

Niesamowicie ważnym dodatkiem, którego bardzo mi brakowało odkąd urodziłam Polę, była karuzela. Nie chciałam już jednak kupować ich w wydaniu plastiku i intensywnego koloru. Chciałam poszukać czegoś co idealnie będzie zgrywało się z łóżeczkiem. Będzie miało prosty, delikatny wygląd, a jednocześnie będzie zwracać uwagę malucha. Karuzela od MUZPONY była strzałem w dziesiątkę. Wcześniej nie było mowy o tym, by odłożyć Polę zanim zasnęła do łóżeczka. Kto chciałby patrzeć się na biały sufit? Teraz całe szczęście się to zmieniło.

 

DSC_6310

 

Rzeczą, nad która głowiłam się dobrych kilka miesięcy była też lampka. Nie taka wisząca, nie stojąca. Przenośna. Taka, którą mogłabym wsadzić Poli do łóżeczka, by nie było tam całkowicie ciemno. Taka, którą mogłaby wziąć do rączki i się nią bawić. Przyjemne z pożytecznym? Jak najbardziej. Na wielu blogach widziałam mini króliczki lub inne zwierzaki w białym kolorze, które służyły jako lampka. Nie lubię czegoś co jest po prostu wszędzie. Pomyślałam, że muszę poszukać czegoś zupełnie innego. Czegoś co się wyróżnia. Poszukiwanie lampki zaczęło się głównie od momentu, w którym zaczął przeszkadzać mi fakt, że kiedy Pola budziła się w nocy to albo po omacku wyjmowałam ją z łóżeczka, albo dla bezpieczeństwa zapalałam światło, które ją momentalnie rozbudzało do reszty. Wiem też, że samej Poli byłoby bardziej komfortowo po przebudzeniu zobaczyć jakieś światełko, które może wziąć do ręki.
Z nieba spadła mi firma Beaba Polska , która w swoim asortymencie posiadała coś co w stu procentach spełniało moje oczekiwania. Lampka PIXIE - nowoczesny design, przyjemne dla oka kolory, kształt zabawki, które dziecko może wziąć do rączki i się nią bawić, delikatny nie rażący po oczach kolor. Wszystko wymogi, które postawiłam - spełnione. Lampka posiada dwa stopnie natężenia światła. Ładuje się ją na podstawce podłączonej do prądu po czym można ją wziąć ze sobą gdziekolwiek . Gadżet idealny. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia i z niecierpliwością oczekiwałam na przesyłkę. Po rozpakowaniu utwierdziłam się w przekonaniu, że wybrałam idealnie. Przyszła więc pora na mały test. Czy Pola rzeczywiście zainteresuje się tym w nocy. I czy w ogóle przyciągnie to jej uwagę, a ja nie zabiję się po drodze o kant łóżeczka? Nie zawiodłam się. Przestał budzić mnie płacz, a gaworzenie. Wstałam podejrzliwie z łóżka nie dowierzając, że rzeczywiście się tym zainteresowała. Co ujrzałam? Pola bawiąca się lampką i badająca jej kształt.
No cóż. Wybór doskonały. Polecam każdemu  z ręką na sercu. Kolejny przedmiot w naszym domu, który oprócz wyglądu jest również praktyczny.
DSC_6356

Ostatnim elementem, którym chciałam dopełnić całość były pompony od POMPONOVE. Początkowo miałam wizję by zawiesić je w rogu łóżeczka. Efekt marny. Gryzło się to strasznie z wiązaniami ochraniacza, więc postanowiłam wykorzystać wiszący obok wieszak, na którym początkowo była spódniczka, a jeszcze później mysia baletnica.  Myślę, że pompony wpasowują się w to miejsce o wiele lepiej.

 

DSC_6290

 

Jeśli chodzi o efekt końcowy. Zdecydowanie jestem na tak. Wiadomo są gusta i guściki. Każdemu podoba się co innego. Ja ten pokój robiłam wg mojego gustu i podoba mi się niesamowicie. Szarość, żółć i biel zdają egzamin, a ja jestem po prostu zadowolona z tego jak wszystko ze sobą współgra. Pora wziąć się za resztę pokoju . Ale to już metodą małych kroków.

Zapomniałabym! Pierwszy wieczór Poli w nowym pokoju zakończył się moimi łzami. Pola odłożona do nowego łóżeczka po raz pierwszy była tak spokojna i uśmiechnięta. Wszystko wzbudzało jej zainteresowanie jak nigdy wcześniej. Śmiała się patrząc na karuzelę i trzymała mocno swoją nową lampkę. Pomyślałam, że warto odmawiać sobie przyjemności, by patrzeć na jej uśmiech. By dawać jej wszystko co najlepsze. Jeszcze do niedawna to moi rodzice byli tymi, którzy w miarę możliwości chcieli zapewnić mi i siostrze wszystko co najlepsze. Teraz przyszła pora na mnie. Teraz to ja jestem osobą, która jest rodzicem i która musi sama zapewnić swojemu dziecko wszystko to co dobre. Miłość, bezpieczeństwo i komfortowe warunki życia. Ach... jak dobrze jest dawać. Nawet nie otrzymując nic w zamian. A właściwie otrzymując jedną małą rzecz. Dla rodzica najpiękniejszą. Uśmiech dziecka.

 

DSC_6281

 

DSC_6282

 

DSC_6285

 

DSC_6287

 

DSC_6288

 

DSC_6292

 

DSC_6305

 

DSC_6309

 

DSC_6327

 

DSC_6336

 

DSC_6337

 

DSC_6339

 

DSC_6343

 

DSC_6348

 

DSC_6352

 

DSC_6367

 

DSC_6386

 

 

DSC_6419

 

DSC_6434

 

DSC_6459

 

DSC_6462

 

DSC_6465

 

DSC_6467

 

DSC_6495

 

DSC_6509

Kiedy po porodzie wróciłam do domu dopadały mnie stany, w których uciekałam do wanny, by chociaż chwilę nie mieć na sobie Poli wiszącej na cycku. Płakałam i tak bardzo wątpiłam w to czy podołam.

Bywały takie dni, kiedy czekałam tylko na chwilę kiedy F. wróci z pracy, kiedy wykąpię małą i się położę. Z dnia na dzień zaczęłam radzić sobie coraz lepiej. Odnajdywać się w tej nowej roli. Kiedy minęły dwa tygodnie nauczyłam się jak ją usypiać. Przytulenie do piersi, kołysanie, włączony szum morza - kilka minut i dziecka nie było. Była zbyt mała, by się z nią bawić i śmiać. Kiedy skończyła dwa miesiące zaczęła przesypiać całe noce. Od 20 do 6 ani jednej pobudki, o 6 pobudka na karmienie i sen do 9/10. Byłam w niebie. O 20 leżałam już na łóżku oglądając ulubione filmy, seriale i opowiadając sobie z F. jak minął nam dzień. Bajka szybko się skończyła i zaczęły się nocne pobudki. Raz, dwa, trzy a nawet cztery razy. A to popije sobie mleczka, a to wypadnie jej smoczek, a to ją coś przebudzi. Rano po takiej nocy wstaje się ciężko, ale sprawdza się to co mówiła mi każda matka jak byłam w ciąży. Będziesz zmęczona totalnie, a ona się do Ciebie uśmiechnie... i Ci minie. I rzeczywiście. Bezzębny uśmiech sprawia, że nie pamiętam już tych pobudek. Nie pamiętam tego z jaką złością kroczyłam do jej pokoju. Patrzę na ten uśmiech małej istoty i śmieję się razem z Nią.

Wracając do tematu. W niepamięć odeszły już te wieczory, kiedy czekałam na jej sen. W niepamięć odeszły też te, które były po prostu koszmarem. Im bardziej zmęczona tym większy płacz, wyginanie się i generalnie pokazanie mi, że nie ma ochoty na zabawę, sen i jedzenie. Chce po prostu płakać. Bo jest zbyt zmęczona, by zasnąć i zbyt zmęczona by nie spać. Pożegnałam już te początki kiedy jeśli nie spała, to albo jadła albo płakała, albo... albo po prostu patrzyła się na wszystko i poznawała. Dziś po wieczornej kąpieli, cieszę się czasem spędzanym z Nią. Zazwyczaj leżymy na łóżku we troje i nachodzą nas refleksje. Wpatrujemy się w jej buzię, bawimy się z Nią. A ona taka wesoła, z mokrymi włoskami pokazuje nam jak bardzo się cieszy. Kocha czułości. Kocha gdy się ją mocno przytula. Nie wyrywa się jak kiedyś. Tulimy ją, całujemy w szyjkę, robimy samoloty. Te wieczory są magiczne. Kiedy dopadł mnie chwilowy baby blues tęskniłam za beztroskimi wieczorami kiedy wsiadałam w samochód z przyjaciółmi, jeździłam spontaniczne nad morze, siedziałam na klifie i nie musiałam wracać. Dziś wiem, że tej chwili kiedy leżymy z Nią zmęczeni po całym dniu nie zamieniłabym na nic w świecie. Tej chwili kiedy jestem już tak zmęczona, a ona gaworzy i śmieje się w głos. Tej chwili kiedy patrzy się na mnie i wiem... po prostu wiem, że patrzy na mnie i na Niego z miłością. Uczucie nie z tej ziemi. Człowiek przestaje myśleć o spaniu. Delektuje się chwilą. Bo póki na jej twarzy widnieje uśmiech, a oczy nie zalewają się łzami... mogę nie spać wcale. Wystarczy mi widok jej szczęścia. Szczęścia, dla którego zrobię wszystko.

Lipiec. Piękny miesiąc, który zawsze cieszył wszystkich uczniów w takim stopniu, że sami nie wiedzieliśmy co zrobić z taką ilością wolnego czasu. Dziś będąc matką, jedyne co jest dla mnie w lipcu inne to pogoda.

Dalej mam możliwość wyjazdów, ale nie ma tu raczej mowy o odpoczynku. Pamiętam jak trzy lata temu leżałam z F. na plaży w Sopocie patrząc na małe dzieciaki i rozmyślałam z nim na głos, jak fajnie będzie przyjechać kiedyś tu z naszą pociechą. Czas minął szybko. Dziś nasze szczęście jest już na świecie i postanowiło znacznie utrudniać nam podróże od jakiegoś czasu, protestując w foteliku samochodowym na prawdę głośno, że nie ma zamiaru w nim siedzieć, a już tym bardziej spać. Ale mimo wszystko planujemy... wyjazd do Warszawy, nad morze, do Wrocławia. Wyjazdy gdzie tylko się da. Wyjazdy we troje. Takie rodzinne. Takie o jakich zawsze marzyłam.
Póki co, by nie dusić się w czterech ścianach w tak piękną pogodę, spędzamy całe dnie w ogrodzie. Delektujemy się sobą i cieszymy piękną pogodą. Co jakiś czas chowamy się do chłodnego pomieszczenia, by chwilę odetchnąć. To wszystko jest takie piękne. Sprawia, że codzienność nie rozczarowuje, a wręcz przeciwnie. Uszczęśliwia Nas. Czuję, że to miejsce, ten dom rodzinny, z którego chcę czasem uciekać coraz bardziej staje się moim miejscem na ziemi, w którym czuję tak dobrze jak u babci. Dziś rozłożyłam z siostrą basen i czekamy aż nasza mama przywiezie nam mniejsze dla naszych pociech. Cholera. Skoro tak bardzo cieszy mnie ten fakt, to jak bardzo muszą cieszyć się nasze dzieci. Kocham robić im prezenty. Kocham je uszczęśliwiać, dawać im to czego ja nie miałam. Tak bardzo chciałabym, by miały w życiu wszystko czego zapragną. Potrafię wyprzedać pół swojej szafy, by uzbierać jej na wymarzone łóżeczko. Potrafię powiedzieć sobie : "Dobra nie będę teraz kupować sobie kosmetyków, przecież jest lato. Kupię coś Poli". Nie jestem osobą, która kupuje tony rzeczy dla dziecka kompletnie mu nie potrzebnych. Ale jeśli chodzi o to co się przyda - nie oszczędzam na tym. I mimo, że to miłość matki do dziecka jest najważniejsza - to i tak chcę, by Ona miała wszystko co najlepsze. Nawet jeśli miałabym sobie czegoś odmówić.
Lipiec jest też miesiącem, w którym pogoda zaskakuje. Przynajmniej w tym roku. Jeszcze kilka dni temu pogoda była na prawdę marna, a w niektórych rejonach Polski było wręcz zimno. Dziś siedzę pod parasolką kryjąc się przed tymi silnymi promieniami słońca. W końcu wyjęłam z szafy zakupiony w Gdyni kombinezon, który urzekł mnie tym co kocham najbardziej. Delikatnym, pięknym wzorem. Oprócz cudownego wzoru i wysokiej jakości, o której każdy kto kupuje w KappAhl wie, jestem zadowolona jeszcze z jednej rzeczy. Ostatnio Pola mając fazę na branie wszystkiego do buzi, zaczęła to robić również z bluzkami. Łapie za ich koniec, odsłania brzuch, który często też przez przypadek sobie zadrapie i bierze bluzkę do buzi. Kombinezon okazał się idealnym rozwiązaniem i przynajmniej jest ciągle na swoim miejscu, a nie jak bluzki - pod szyją. Gorzej już z butami, bo Pola opanowała do perfekcji umiejętność ich ściągania. Ale mimo wszystko... to zestawienie wygląda dla mnie pięknie. A rzeczy, które się na nie składają zdecydowanie są moimi faworytami. Ach, chciałoby się mieć w swojej szafie takie same cudowności w rozmiarze L ... ;)
Co obecnie w szafach Waszych dzieci jest Waszym faworytem?

Kocham swoje dziecko nad życie. Nad życie, które mogłabym za Nią oddać. Czasem mam jednak po prostu dość. Dość wszystkiego. Mam ochotę zamknąć się w małym pomieszczeniu i zacząć krzyczeć, albo po prostu skryć się gdzieś i porządnie wypłakać. To uczucie pojawiło się znów. Ostatniego wieczoru. Zmęczona kolejnym dniem, w którym Pola ucięła sobie aż dwie 20 minutowe drzemki, a przez pozostały czas kazała się nosić, bo kiedy siadałam lub odkładałam ją do wózka kończyło się to tak przeraźliwym krzykiem jakbym co najmniej zrobiła jej krzywdę. W dzień mi to nie przeszkadzało. Nosiłam ją, tańczyłam, śmiałam się, wygłupiałam. Z godziny na godzinę czułam się coraz bardziej zmęczona i niecierpliwie zerkałam na zegarek. O 19 wybiorę się na upragniony trening. Nie wybrałam się. Spóźnienie partnera, szybkie obliczenie, że już się nie opłaca, bo trzeba Polkę wykąpać, nakarmić, a przecież jutro seminarium, egzaminy. Spoko...zostaję. Przecież są sprawy ważne i ważniejsze, a moje potrzeby trzeba czasem po prostu odłożyć na bok. Godzina 19:30. Zasnęła. Dawno już nie chodziła spać o tej porze. Szybkie przejrzenie notatek, wsunięcie płatków. Godzina 21. Idę spać. F. Ogląda mecz. Proszę go by ściszył. Robi to, ale to nic nie daje. Mimo zmęczenia nie mogę zasnąć, a tak bardzo chciałabym wykorzystać tą wczesną godzinę i wyspać się na te cholerne studia. Każdy dźwięk z telewizora doprowadza mnie do szału. Mam wrażenie, że nikt nie liczy się z moimi potrzebami. Każdy patrzy tylko na siebie. Myślę tylko o tym, że budzik nastawiony jest na 6, a mnie czeka zapewne maraton nocny z Polą. Czuję się tak przybita. Przybita życiem. Obowiązkami. Wszystkim. Mam ochotę uciec. Sama, gdzieś daleko. Łzy cisną mi się do oczu. Myślę o tym jak bardzo nie chce mi się jutro wstawać, jak bardzo nie chce mi się nic robić. Każdy ruch F. doprowadza mnie do szału. Denerwuje mnie nawet dźwięk jego oddechu. Tak bardzo żałuję, że wyniosłam kanapę z pokoju Poli. Nie mam ochoty tutaj być. Pragnę ciszy i samotności. Pragnę odrobiny wolności i oddechu. Pragnę chwili, w której nic nie muszę. W głowie tylko słyszę szyderczy śmiech "Jesteś matką idiotko. Już zawsze będziesz "musieć". " Co się dzieje do cholery? Przecież nie sprawiało mi to nigdy problemu. O co tu chodzi?
Podejmuję kolejną próbę snu. Powieki stają się coraz cięższe i nagle...płacz. Nie wstaję. Ku*wa czemu teraz. F. wstaje i idzie do Poli. Płacz nie ustaje. Jak zwykle myślę sobie, że najlepiej z Polą obchodzić umiem się ja. Wstaję z łóżka i idę do Niej. F.przekłada ją na drugi bok.  "Co ty jej robisz, nie widzisz, że płacze, trzeba ją wziąć na ręce..." .Odsuwam go od łóżeczka, znów pokazując mu, że czego nie zrobi - ja zrobię to lepiej. Biorę Polę w ramiona i przytulam. Płacz ustępuje natychmiastowo. I nagle... dochodzi do mnie.
Przed chwilą chciałam uciec. Chciałam ich wszystkich zostawić. Wiem, to nie było tak na poważnie, ale miałam ochotę to zrobić! Jak ja w ogóle mogłam? No jak się pytam. Przytulam ją coraz mocniej, łzy zaczynają lecieć mi ciurkiem. Zaczynam zanosić się coraz bardziej i gładzę ją po głowie. Śpi i tak słodko mruczy. "Boże, przepraszam Cię. Nigdy bym Cię nie zostawiła". Czuję się co najmniej jakbym miała już spakowane walizki i kupiony jeden bilet w jedną stronę. Stoję tak z Nią jeszcze dłuższą chwilę i nie umiem jej odłożyć. Po chwili to robię idę do swojego pokoju i rozkładam drugie łóżko. Chcę być dziś z Nią. Przenoszę ją z łóżeczka i kładę obok siebie. Jej oddech i obecność tak bardzo mnie uspokaja. Nie przeszkadza mi już dźwięk telewizora. Powoli zaczynam odpływać. Trzymam ją za rękę i mimo tego cholernego zmęczenia myślę sobie, że fajnie jest coś "musieć". Jeszcze fajniej jest chcieć. A to, że czasem opuszczają nas siły jest tylko sprawdzianem .Sprawdzianem naszych możliwości, naszych uczuć i cierpliwości. Przybliżam do niej twarz i szeptem mówię do jej ucha "Kocham Cię". Po policzku spływa mi jeszcze kilka łez. Nie chcę już nigdy wątpić. Ale tak będzie. I wiem, że tak będzie nie raz. Jesteśmy tylko ludźmi. Wątpimy, słabniemy, upadamy. Ale zawsze wstajemy. Tym bardziej jeżeli mamy dla kogo...

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram