0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Ileż to ja sobie mówiłam przed porodem - że tak będę dbać o siebie, że wciąż będę tą samą kobietą... Ale nieważne co bym sobie mówiła - postanowienia jedno, życie to drugie. Patrzę jednak w lustro i myślę dzisiaj sobie, że... jednak nie odbiło mi totalnie.

Że wciąż mam to coś, wciąż mam chęci na romantyczne wieczory i wciąż mam chęci na godzinne, gorące kąpiele z słuchawkami w uszach - a w chałupie niech się dzieje co chce. Ja mam czas dla siebie! Wciąż lubię spojrzeć w lustro i zobaczyć w sobie kobietę, a nie tylko i wyłącznie matkę polkę cierpiętnicę. Lubię czasem zarzucić czarną kurteczkę, wcisnąć tyłek w obcisłe jeansy i iść przez miasto tak, jakbym wciąż miała 18 lat. Pewnie, lekko i radośnie. Wciąż lubię wieczorem wskoczyć w seksowną bieliznę i pokręcić się po domu, przypominając samcowi o tym jak wielkie szczęście ma, że ze mną jest :P I wciąż lubię poćwiczyć na siłowni, poczytać dobrą książkę i wyskoczyć z kumpelą na miasto. Na drinka, dwa, ewentualnie siedem. Nie no żart. Ostatnio preferuję wodę, tajskie zupy i koktajle warzywne.

I wiecie co? Lubię to - żyć sobie jak kobieta w trakcie dnia i przeistaczać się w matkę polkę już w momencie przechodzenia przez próg przedszkola. Mam wrażenie, że na każde nasze oblicze, jest odpowiedni czas i miejsce. I czasem lubię być kurą domową, krzątać się z miotłą, narzekać trochę pod nosem. A czasem chcę leżeć z nią na łóżku i myśleć, że poza nią, nic innego się nie liczy. A czasem, a właściwie każdego dnia kiedy jestem sama - lubię czuć się jak kobieta. Kobieta spełniona, pracująca, szczęśliwa, dążąca do postawionych sobie celów. Lubię raz na ruski rok, wyskoczyć na babski weekend i iść przez miasto, mówiąc najgłośniej ze wszystkich, nie patrząc na nikogo, poprawiając sobie włosy i przypudrowując co chwila nosek.

Ale pamiętam też te chwile, kiedy nie miałam siły kiwnąć nawet palcem. Z rozwalonym kokiem na głowie i w rozwleczonych dresach krzątałam się po domu z miną zbitego psa. Zapomniałam co to makijaż, długie kąpiele, seksowne wdzianko. I wiecie co? Choć w internecie tyle się o takim widok mówi, że to norma, że tak już jest, że facet musi to zaakceptować -to ja tego u siebie już nie chce. Sama tego nie akceptuję, a co dopiero samcowi będę kazała. By ktoś widział we mnie kobietę, ja sama muszę tą kobietą się czuć. Normą stało się dla mnie poranne ogarnianie, żeby ten włos i ta twarz jakoś wyglądała. Żebym czuła się dobrze w swoim ubraniu i żebym czuła się dobrze ze sobą. Lepiej mi się wtedy funkcjonuje...

Lubię być kobietą. Tak po prostu. I myślę, że każda z nas lubi. Trzeba tylko tą kobiecość w sobie odnaleźć, pielęgnować ją i nie zapominać o niej. A tak właściwie... sęk w tym, by po prostu o siebie dbać. Wtedy kok na głowie, czy dres na pupie, są i tak same w sobie urocze ;) O ile w tym koku nie ma kawałka kupy. A na dresie nie ma plam od zaschniętego mleka :P

__________________________________________________________________________

Partnerem akcji "Oblicza Matki Polki" jest preparat na laktację Femaltiker. To już czwarty wpis z tego cyklu, a przed nami jeszcze... dwa! Będzie się działo - w ostatnim wpisie gościnnie wystąpią wspaniałe kobiety, które wezmą udział w ( mam nadzieję) cudownym spotkaniu. Choć moja przygoda z karmieniem piersią skończyła się już dawno, a ja sama nie wpadam w żadne podziały kp/mm - to jak najbardziej jestem za uświadamianiem, które w nienachalny sposób wspiera kobiety chcą karmić piersią. Femaltiker i moja przygoda z nim zaczęła się od akcji MAMY TESTUJĄ FEMALTIKER, której efekty możecie zobaczyć tutaj. Preparat zaczął kojarzyć się nam, mamom, z hasłami, które promują macierzyństwo i karmienie piersią w radosny i lekki sposób. Jestem naprawdę dumna, że wspominając ten preparat i pisząc o nim, mogę pomagać każdego dnia kobietom, które mają problemy z laktacją. To najpiękniejszy dowód na to, że to po prostu... działa.

Mam nadzieję, że będziecie z nami do końca tego cyklu. Będzie jeszcze ciekawiej... :)

 

 

 

 

 

 

 

kobieta

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bo tak się po prostu nie da. Nie można się na to przygotować, bo nie można przygotować się na nieznane. Można czytać książki, można zrobić ekstra wyprawkę, myśleć, że wie się już wszystko - ale żadna z nas nie mając jeszcze dziecka, ani odrobinę nie wiedziała, jak to jest naprawdę, gdy dziecko się ma. SWOJE dziecko. Bo rodzeństwo czy dzieci rodzeństwa, to nie to samo...

Z uśmiechem na ustach, słucham jak kobiety w ciąży mówią, jakimi to będą matkami i jak będą postępować. Z ich ust wszystko wydaje się takie ... proste. Tak jakby dziecko się miało urodzić, a my po prostu będziemy je kochać, tulić, przebierać, karmić, pocieszać. Kurczę! Nawet mi się tak wydawało. Będzie płakać? No to będę nosić, kochać, tulić... Na wszystko przyszła matka ma receptę. Żadna z nas nie zastanawia się tylko nad jednym: jak to wszystko zniesie nasza psychika. I jak często dziecko potrafi płakać, a my nie wiemy czemu :P

Dość podobna sprawa jest z porodem - teoretycznie wiemy jak to będzie wyglądało, ale żadna wersja w naszej wyobraźni nie będzie nawet zbliżona do tego co czeka nas naprawdę. Nie wspominając już o tym, że każda kobieta przeżywa to inaczej - słuchając opowieści innych, mamy już pewne wyobrażenie, które z kolei kształtuje nasze nastawienie do tej sprawy. Ja ... im bliżej byłam porodu, tym coraz bardziej odczuwałam lęk... przed czymś co nieznane. Nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać. Ale kiedy to już nadeszło... strach odszedł. Tzn. był w jakimś tam stopniu, ale byłam tak podekscytowana faktem, że zaraz JĄ zobaczę, że kompletnie nie skupiałam się na tym czy będzie boleć, czy ktoś się kręci po porodówce, czy to czy sramto - to wszystko nie miało znaczenia. Może dlatego tak pięknie sobie radziłam do samego końca, kiedy stety/niestety trzeba było mnie ciąć.

Myślę, że nie da się opisać słowami tego, co się dzieje w życiu matki w pierwszych dniach. Ja kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Naprawdę nie wiem czego się spodziewałam, ale momentami to było dla mnie za dużo. Miałam momentami wrażenie, że tylko szaleniec może się zdecydować na coś takiego świadomie. Takie myślenie całe szczęście było chwilowe, ale... ale nawet jak go nie było, to to życie wywrócone do góry nogami, było dla mnie totalnym kosmosem! Nikt w telewizji nie pokazywał kobiet w okresie połogu, które to z krwią między nogami i cyckami tryskającymi mlekiem, doczłapują się do łazienki, słysząc już pojękiwania dziecka. Pojękiwanie nr 1029384 w ciągu ostatniej godziny. Takie coś naprawdę potrafi odebrać nam radość, choć wiem, że przy drugim dziecku, nie byłoby to dla mnie nic dziwnego, tak wtedy dla 21 latki to był meksyk. I nie miało znaczenia, że ciąża była świadoma, że dzieci siostry dorastały piętro niżej, że często się nimi opiekowałam. Własne dziecko to inna bajka.

Tak samo jest później... mam wręcz wrażenie, że tak już będzie zawsze!!! Że my nie jesteśmy przygotowane kompletnie na nic. Że zawsze coś nas zaskoczy, zbije z tropu i da nam do zrozumienia, że... nie Ty tu rządzisz mateczko! Zdziwisz się jeszcze nie raz! Ilekroć mówię: teraz już z górki - to Pola daje mi do zrozumienia, że... nie tak łatwo mamusiu!

Ale... żarty żartami. Choć dzieci i macierzyństwo zaskakują nas co rusz to i tak mam wrażenie, że mimo wszystko... jest coraz lepiej. A to, że co chwilę nas coś zaskakuje... może to właśnie jest to, co czyni to macierzyństwo ciekawym, a zarazem najpiękniejszym DOŚWIADCZENIEM w życiu... i jestem Bogu za to codziennie doświadczanie dozgonnie wdzięczna. I ty też powinnaś. Bo masz pod swoich dachem cud. Jedyny i niezastąpiony. Nawet jeśli właśnie Cię podgryza lub kładzie tłuste ręce na umyte właśnie okno ;)

Na zdjęciach poniżej mój mały cud - ale to nie wszystko... pod zdjęciami jest jeszcze coś...! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

przygotowania do macierzyństwa

 

 

 

 

 

 

 

 

Polcia ma na sobie nasze najnowsze odkrycie, czyli czapkę i komin od firmy Pupill. Pokazywałam Wam ten i inne zestawy na instastory, równocześnie zapowiadając konkurs z takimi cudami. Mamy synków pisały do mnie, że... szkoda, że konkurs nie dla nich - otóż nie moje drogie! Na stronie znajdziecie zestawy i dla chłopców i dla dziewczynek - żaden problem. Wybór jest naprawdę duży i sama miałam problem, żeby wybrać jakieś konkrety. Tak jak już wspominałam - nie prałam jeszcze czapeczek, ale ich wykończenie oraz jakość ( w dotyku) jest naprawdę rewelacyjna. Tym razem nie popełniłam wcześniejszego błędu i wzięłam wszystkie czapeczki CIUT większe niż rozmiar główki Poli. Już teraz Pola może je nosić, a przynajmniej starczą nam na dłuuugi czas! :) Koniecznie obejrzyjcie cały asortyment na stronie Pupill, a już jutro na FB wyczekujcie konkursu!

Jeszcze w okresie ciąży, mówisz sobie, że nie zwariujesz do reszty, kiedy urodzisz. Że zachowasz zdrowy rozsądek, że będziesz pamiętać o sobie tak jak wcześniej. Ale kiedy już mały bąbel przychodzi na świat - ciężko nie zwariować na jego punkcie.

Ale jedno jest pewne - nieważne, czy w macierzyństwie się zatracasz, czy też nie - dam sobie rękę uciąć, że jednym z twoich oblicz, z których być może nawet nie zdajesz sobie sprawy jest...

Anioł Stróż. Taki, który jest wszędzie, nawet kiedy go nie widać. Taki, który niby nie patrzy... ale widzi wszystko. Niby go nie ma, a i tak kiedy nadchodzi katastrofa, zjawi się w sekundę, wszystko i wszystkich uratuje. Tak matko - mówię o Tobie. Jesteś aniołem. Aniołem w ludzkiej skórze.

I choć anioły, mają zazwyczaj urocze, niewinne miny, to nasze zdają się czasem przypominać bardziej zmęczonego życiem starca niż anioła. Zwłaszcza ok. godziny 20, kiedy wkładasz swoje pociechy do wanny i już sama ledwo żyjesz, ale jeszcze jesteś czujna i ostatkami sił obserwujesz kątem oka, znad gazety ( albo miotły). No i jeszcze zerkasz niewinnie na zegarek, no bo heloł - wszystko rozumiem, ale niech tym szkrabom wyczerpią się wreszcie baterie, żebym ja mogła naładować swoje.

A przy śniadaniu, obiedzie, kolacji - niby jesz, niby się delektujesz, ale też... też oczy wkoło głowy działają. A refleks? Trzymałabyś gar zupy, a i tak uratowałabyś miseczkę przewracającą się na Twoje dziecko. Jesteś wszędzie, nawet jeśli wszędzie Cię nie widać. A nawet jeśli Cię gdzieś nie ma, to gdy Cię tam potrzebują, zjawiasz się w moment. Jesteś przy dziecku, gdy się budzi, gdy zasypia. Ba! Nawet jak jest w przedszkolu, to myślami jesteś przy nim i jesteś w gotowości, by w razie co, być tam w minutę.

Matko - nic, a nic nie jest już takie samo. Już zawsze większość swojej energii, będziesz skupiać na tym małym człowieku i na tym, by ochronić go przed całym złem tego świata. Już zawsze będziesz czuwać i sprytnie wyczuwać każdy moment, w którym jesteś potrzebna. Już zawsze będziesz chciała być Aniołem Stróżem, nawet jeśli Twoje dzieci już same nimi będą dla swoich. Bo matką, jest się całe życie. Nieważne, czy nasze dziecko ma lat 4 czy 40.

Teraz przypomnij sobie swojego Anioła Stróża. Ja doskonale pamiętam... klękającego przy łóżku, podającego mi leki, głaszczącego po głowie w chorobie... czytającego bajki, budzącego do szkoły, otrzepującego z błota po upadku, wycierającego łzy po niepowodzeniu. Zjawiał się zawsze, gdy powinien był się zjawiać. W formie mamy lub taty. Dziś nadal się zjawia, często unosi do góry na swoich dużych skrzydłach. Dziś mam prawie 24 lata i ... choć sama jestem Aniołem Stróżem, dla swojego dziecka, to dobrze, że wciąż mam swojego.

Dobrze być dla kogoś Aniołem. Nawet jeśli na chwilę przymyka oko, szybciej od dziecka ( i słodko pochrapuje ;) )

____________________________________________________________________________

Partnerem serii wpisów: Oblicza Matki Polki, jest... Anioł Stróż matek karmiących - preparat Femaltiker, wspomagający laktację. Jak widać na poniższych zdjęciach - jego moc jest magiczna i nieziemska... :P W końcu zwykle rzecze nie lewitują w powietrzu :D Bardzo się cieszę, że Femaltiker, jest tak dobrze przez Was odbierany - cieszę się również, że wiele z Was zarówno dzięki akcji Mamy Testują Femaltiker jak i dzięki wzmiankom o Femaltikerze w tym cyklu, znalazły rozwiązanie swojego problemu i poznały Femaltiker nie tylko tutaj, ale też w praktyce. Cieszymy się, że w tak nienachalny i luźny sposób, możemy Wam polecić produkt, który może Wam w dużym stopniu pomóc. Femaltiker kieruje się hasłami, które macierzyństwo wspierają, nikogo nie oceniają i nikogo nie dzielą. Stawia na edukację, a nie piętnowanie... A to w dzisiejszych czasach, naprawdę bardzo ważne.

 

 

 

 

 

 

 

Odkąd urodziłam Polkę, przechodziłam przez różne etapy. Wiadomo - na początku jest to dla nas coś nowego, poświęcamy się w pełni. Później walczymy o każdą minutę dla siebie, później wszystko zaczynamy wypośrodkowywać...

Mimo, że bycie matką to dla mnie wciąż misja i ważna rola, to nie jest to dla mnie rola, która przysłania mi inne. Bycie szczęśliwym i spełnionym człowiekiem to łańcuch elementów. Nie wystarczy być dobrą matką, jeśli na wszystkich innych płaszczyznach życia ponosisz porażki. Jestem wręcz skłonna do tego, by stwierdzić, że nie można być dobrą matką, jeśli jest się nieszczęśliwą z powodów dotyczących innych rzeczy niż macierzyństwo. Jak to się mówi... szczęśliwa mama = szczęśliwe dziecko. Nieważne, czy jesteś szczęśliwa, bo wieczorami czytasz samotnie książki, czy jesteś szczęśliwa bo rozwijasz swoją karierę jak szalona. NIEWAŻNE. Nie liczy się WIELKOŚĆ twoich czynów, a ich skutek. Nie każda kobieta musi być businesswomen, ale każda kobieta, powinna być kobietą. Pamiętać, że prócz potrzeb dziecka, ona również ma potrzeby. Że prócz bycia rodzicem, jest się jeszcze ( choć nie zawsze) żoną i czasem trzeba czasu we dwoje dla związku, a nie wiecznych trójkątów czy czworokątów z bajkami w tle.

Nigdy nie byłam za dobra w integrowaniu się ze światem matek, który tylko na byciu matką się skupiają. Widzę tam zbyt wiele skrajności, zbyt wiele prób wciskania innym swoich racji, które wg nich są jedynymi słusznymi. Niedobrze mi się robiło od dyskusji, że wakacje bez dziecka to grzech, że bycie gdziekolwiek bez dziecka to grzech, bo po co sobie dzieci robić, skoro mają nam one przeszkadzać. Zastanawiam się co te kobiety zrobią, kiedy ich dzieci wyfruną z gniazda? Czy nie będzie już za późno, by walczyć o własne ja, które przez tyle lat został gdzieś pogrzebane? Sama jestem typem domatora, najchętniej oddałabym się rodzinie jeszcze bardziej, pracowała jak najmniej - ale mam swoje rytuały, które są tylko dla mnie. Mam też z F. rytuały, które są tylko dla nas. Kochamy dziecko nad życie, ale są momenty, takie jak nasze rocznice, kiedy my naprawdę chcemy być sami. Chcemy być PARĄ - mężczyzną i kobietą. Chcemy sami delektować się swoją miłością i uczuciem, dlatego zawsze kiedy jeździmy do rodzinnego miasta chociażby na weekend, to Polka prawie cały czas jest z babcią, a my robimy swoje. No dobra ja coraz częściej zostaję wyganiana przez teściową, bo jak już wspominałam, domator ze mnie straszny, ale ... wychodzę ze swojej strefy komfortu i jestem później za to cholernie wdzięczna, bo jest to dla mnie takie... naładowanie baterii, stęsknienie się ( nawet przez kilka godzin)... bo dla nas to jedyny czas, by robić swoje, głównie dlatego, że w stolicy, nie mamy innej opcji jak trójkącik ;)

I mimo tego, bycie matką to dla mnie rola priorytetowa. Wydałam na ten świat człowieka, za którego jestem odpowiedzialna. Od dnia 23 lutego 2014 roku, nic już nie jest takie samo. Bo nawet jeśli miałabym ochotę zamknąć się w domu, popaść w depresję i odciąć od świata - to nie mogę już być taką egoistką, bo mój los, moje nastroje i to jak wygląda moje życie, kształtuje teraz życie mojej córki. Tak więc ... myślę o sobie, ale zawsze z tyłu głowy mam ją. Podejmuję decyzje, które dobrze robią tylko mi, ale najpierw myślę, czy nie zrobią źle jej.

Tak. Bycie matką to rola priorytetowa, ale to wciąż tylko jedna z wielu ról, które wszystkie muszą ze sobą współgrać, by istnieć. Egoizm jet dobry, ale tylko ten zdrowy, którego owocem będzie miłość i cierpliwość do innych. Myślę, że coś w tym jest, że dzieci stawiamy ponad siebie, ale równie słuszne jest to, że siebie musimy stawiać ponad nie. Bo jak człowiek, który nie dba o miłość do samego siebie, o swoje szczęście i o swoje własne ja, może kochać i uczyć miłości innych...?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jedną ręką mieszasz makaron na patelni, drugą nalewasz wody do szklanki, łokciem przytrzymujesz dziecko siedzące na biodrze, brodą trzymasz telefon, nogą bujasz wózek z najmłodszym, a drugą... no na drugiej musisz już stać, sorry. Pewnych rzeczy nie przeskoczysz!

I choć jeszcze do niedawna, problemem było dla Ciebie pójście do szkoły z plecakiem na ramionach, a męczącą katorgą 6 lekcji, w tym WF (!!!)  - tak teraz kompletnie nie wiesz, jak możesz tak dzielnie znosić bycie... robotem wielofunkcyjnym - matką, która potrafi funkcjonować bez snu, jedzenia i wziętego w spokoju prysznicu! To na co kiedyś byś nawet nie wpadła, dziś robisz bez mrugnięcia. Samotna wyprawa z dzieckiem i walizkami na drugi koniec Polski? Nie ma sprawy! A do niedawna widziałaś problem w tym, żeby dojść z jedną walizką na dworzec PKP... 5 minutowy prysznic, podczas którego nakładasz maseczkę, golisz nogi, myjesz włosy i wmasowujesz peeling w całe ciało? Oczywiście! A przecież do niedawna, samo golenie nóg trwało pół godziny... organizacja 24 godzinnej doby, podczas której robisz więcej, niż przez całą swoją młodość. I nagle zdajesz sobie sprawę, że ze śmierdzącego lenia w ciele nastolatki, stałaś się kobietą, która umie robić 10 rzeczy naraz mając wciąż tyle samo rąk i nóg.

A te pozycje, które przybiera osobnik zwany matką... zwłaszcza kiedy zasnęło na Tobie dziecko, ale ni cholery nie możesz go od siebie odczepić, bo zaraz się budzisz? Naprawdę, nie sądziłam, że takiej wprawy można nabrać w chwytaniu rzeczy stopą i podawaniu ich sobie do dłoni, która jest gdzieś tam uwięziona przy ciałku pociechy i masz wrażenie, że za chwilę przestanie Ci dopływać do niej krew. Ale ty nadal ciśniesz. Jesteś robotem, który dziecko będzie nosić nawet 3 godziny, pod stopę położy sobie kawał szmatki i jeszcze wypucuje podłogę, chodząc w jedną i drugą stronę.

I w tej całej wielofunkcyjności, doprawdy nie rozumiesz tych wszystkich pytań: jak Ty to wszystko ogarniasz - kiedy schodzisz z 4 piętra z dwójką dzieci, gondolą i dwoma torbami - a ktoś się patrzy na Ciebie jak na cyborga, nie zdając sobie sprawy, że ty właśnie czujesz, że wygrałaś życie. Zeszłaś, przeżyłaś, nikogo nie uszkodziłaś, a jedyne co się zmieniło, to to, że makijaż spłynął Ci właśnie przez zalanie się potem. Czy naprawdę nikt nie zauważył, że jesteś MATKĄ? To chyba mówi więcej niż tysiąc słów...

Bo w byciu matką nie ma ograniczeń. Tam gdzie ktoś mówi, że się nie da, tam matka mówi: no to ja Ci zaraz pokażę. Tam gdzie inni mają problem ze zrobieniem czegoś w określonym czasie, tam matka zrobi to w czasie trzy razy szybszym! W macierzyństwie nie ma miejsca na ociąganie się, na rezygnację, na "nie umiem, nie mogę, nie potrafię". Matki potrafią, nawet jak jeszcze same o tym nie wiedzą, to w ich głowie już nieświadomie tworzy się strategia jak zrobić coś, co wydaje się nie do zrobienia. My nie mamy czasu, by usiąść, załamać ręce i obmyślać kolejny plan. Plan tworzymy tu i teraz, reagując na wszystko błyskawicznie w sekundę. O ile facet, żeby wyłączyć zmywarkę, będzie pokonywał dwa metry podłogi przez pół godziny, tak my przez pół godziny, zdążymy wykąpać siebie i dzieci, zrobić kolację i wstawić pranie. Phi! Jeszcze by czasu zostało na inne czynności!

Tak! Zdecydowanie jesteśmy robotami - wielofunkcyjnymi, ale takimi nie pobierającymi opłat za działanie. I choć na co dzień, same tych działań nie doceniamy, uważamy to za codzienność, za coś naturalnego - to może warto czasem przysiąść, przyjrzeć się swoim poczynaniom w głowie, jak osoba stojąca z boku i powiedzieć samej sobie: kawał dobrej roboty odwalasz kobieto. Po czym przysnąć w minutę i obudzić się dnia następnego, będąc gotowym na kolejny odcinek... jazdy bez trzymanki. Bo macierzyństwo, to nie je bajka! To je bitwa! - z tym, że w tej bitwie, jesteśmy niezwyciężone i niepokonane. A nagrody, które w niej dostajemy są warte każdego poświęcenia.

_____________________________________________________________________________

Partnerem akcji " Oblicza Matki Polki" jest bezkonkurencyjny Femaltiker, który w naszej codziennej bitwie zwanej macierzyństwem, jest nam ze swoimi hasłami zawsze przyjacielem! Hasłami, którymi pokazuje nam, że ... że nas - matki - rozumie i wspiera. Promując karmienie piersią, kieruje się hasłami, które nie tworzą kontrowersyjnych podziałów. Uświadamia, ale nie wywiera presji. Uświadamia, ale nie piętnuje. Promuje, ale nie krytykuje. Pomaga, ale nie narzuca... Mogłabym tak w kółko, ale to wie chyba już każda z nas. A jeśli Ty jeszcze nie słyszałaś i nie masz zielonego pojęcia czym jest Femaltiker - zajrzyj tutaj i poznaj preparat wspomagający laktację, którego pozytywne działanie, moje czytelniczki poznały na własnej skórze w akcji Mamy Testują Femaltiker - namawiam serdecznie do zapoznania się z jej efektami!

Mam nadzieję, że wiele z Was utożsamia się z opisanym przeze mnie obliczem Matki Polki. Jestem ciekawa, czy macie już pomysły na kolejne? Ja mam! Ale tego dowiecie się w kolejnych wpisach! Do usłyszenia, do zobaczenia!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Matka Polka - chciałabym wstawić tutaj jakieś fajne wyjaśnienie, opis, ale niestety. Matka Polka to jakieś pięć tysięcy zawodów i funkcji, skomplikowanych do takiego stopnia, że ciężko nadać temu jedną, zwykłą formułkę. Bo, że Matka i że Polka to niby logiczne. Ale co się pod tym kryje? A no to już wyższa szkoła jazdy...

Zanim stałam się mamą, nie wiedziałam zbytnio z czym to się je. Nikt nie wie. Teoretycznie wiemy, jakie spadną na nas obowiązki, a mimo wszystko po porodzie i tak się okazuje, że to wszystko... takie proste nie jest. Życie zmienia się o 180 stopni, zmieniają się nasze priorytety, zmienia się wszystko. My natomiast zamiast jednego oblicza, zyskujemy ich... niezliczenie wiele. Nagle okazuje się, że jesteśmy jakimiś niezniszczalnymi machinami! Machinami, które wykonują tyle czynności, że można byłoby pomyśleć, że mamy po 10 rąk i nóg. A tu zdziwienie, bo mamy tyle co i mężczyźni. Po jednej parce kończyn. No i w moim życiu, normą jest już powiedzenie: ja nie dam rady? No bo to jest tak - jak facet jest pod ręką, to lepiej powiedzieć nie dam rady, a on Cię wyręczy, albo zrobi to razem z Tobą. A jak jesteś sama z dzieckiem? To nie masz innej opcji. Musisz dać radę. I nagle się okazuje, że te wszystkie rzeczy, o których myślałaś, że się ich nie da, a przynajmniej nie da się ich zrobić naraz - można zrobić naraz, a nawet można zrobić to jeszcze lepiej niż z czyjąś pomocą.

Będąc matką w mgnieniu oka, uczysz się co można obsłużyć nogą lewą i prawą. Uczysz się jak karmić, jednocześnie czytając książkę. Uczysz się jak wytężać słuch podczas brania prysznica, ale też uczysz się, jak wejść na 4 piętro bez windy, z dzieckiem pod pachą, wózkiem i dwiema torbami zakupów. Wszystko to co nierealne, okazuje się całkiem realne, jeśli tylko masz jedną, najważniejszą moc: jeśli jesteś matką!

I choć oblicz tych wiele, to ja postanowiłam wybrać kilka z nich i zrobić z nich... cykl postów o nazwie: #obliczamatkipolki. Cykl ten ma swojego partnera, którego już tutaj kiedyś poznałyście. Partnerem nie mógł zostać byle kto. Partnerem musiał zostać ktoś, kto macierzyństwo promuje w sposób piękny. Kto macierzyństwo kojarzy z uśmiechem i radością. Partnerem musiał zostać ktoś, kto swoje produkty promuje hasłami, które do nas matek przemawiają. Partnerem tych wpisów został zatem... Femaltiker, który w ostatnim czasie, szczególnie urzekł mnie filmikiem na temat tego preparatu. Karmienie piersią nie jest z początku łatwe i ja osobiście ogromnie żałuję, że nie spotkałam się w okresie mojego karmienia z tak fajną rzeczą i tak fajnym sposobem jej promowania.

Skoro więc #obliczamatkipolki mają mieć luźny, humorystyczny styl - to niech dołączy się do nich ktoś kto macierzyństwo i nas matki, postrzega tak samo. A tak nas postrzega właśnie Femaltiker, który ( dla przypomnienia) jest preparatem na laktację, a efekty jego działania potwierdzają moje czytelniczki, które wzięły udział w akcji: Mamy Testują Femaltiker.

Ten wpis to tylko zapowiedź. Przed nami aż PIĘĆ oblicz, z czego to ostatnie będzie największym zaskoczeniem i zaangażowane w to zostaniecie również Wy! Ale o tym już wkrótce - bądźcie czujne! Już niebawem na blogu pierwsze z oblicz Matki Polki. Domyślacie się jakie? Jakie oblicza Wy macie? Może uda Wam się odgadnąć jedno z pięciu? Myślcie intensywnie i już teraz w komentarzach zostawiajcie swoje przemyślenia w tym temacie. Widzimy się już niebawem! Ostrzegam! Będzie zabawnie !!! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

...ale najpiękniejsze rzeczy w życiu wymagają poświęceń. Najpiękniejsze miłości wymagają uwagi, by rozkwitnąć tak jak najpiękniejszy kwiat. I wiem, że czasem ta uwaga i ta miłość wysysa z Ciebie całą energię i zastanawiasz się, czemu tak musi być, ale...

Dobrze wiesz, że nie zawsze tak będzie... dobrze wiesz, że wszystko co piękne i satysfakcjonujące wymaga naszego wysiłku. Wiem, że możesz teraz czuć się samotna, zaniedbana, sfrustrowana i zła. Spoko! Każda z nas czuje to, czasem o wiele za często, wiesz? Ja kiedyś czułam tak non stop. Nie wierzysz mi? Chciałabym móc to nagrać, pokazać te bezsenne noce, moje trzaskanie drzwiami od łazienki, kiedy się w niej zamykałam i płakałam z bezsilności. Chciałabym Ci pokazać ten brudny, znoszony dres, którego nadal nie wyrzuciłam i siebie w tłustych włosach... i chciałabym móc Ci pokazać takie zdjęcia każdej z nas w takim momencie, żebyś zrozumiała, że nie jesteś sama. Ale wiesz czemu tego nie robię? Bo cholernie smuci mnie fakt, że z macierzyństwa zrobiliśmy coś smutnego i karykaturalnego. Sama widzisz, jak inni chcą nas uświadamiać, że nie jest kolorowo. Czy nie czujesz jednak, że skutek jest odwrotny? Że czytając te wszystkie wpisy jak cholernie źle bywa, jeszcze bardziej się pogrążasz? Spójrz na siebie i zastanów się - czy na prawdę musisz czuć się tak marnie? Czy naprawdę szczęście, które otrzymałaś w postaci dziecka, musi Cię tak cholernie dołować?

Być może jesteś na początku swojej drogi, płacząc do poduszki, że to nie tak miało wyglądać. Spoko! Też tak miałam i wiesz co? Dzisiaj patrzę na swoją córkę, która całymi zdaniami opowiada mi o swoich przygodach w przedszkolu. Dzisiaj odliczam dni do jej trzecich urodzin i patrzę jak samodzielnie wyjmuje pranie z pralki krzycząc, że zrobi to SIAMA! Wiesz... Twoje dziecko podrośnie nim się obejrzysz. Przestanie płakać, a zacznie mówić. Wyrośnie z pieluch, a zacznie korzystać z nocnika. Samo wyjmie sobie mleko z lodówki i już wkrótce to nie dziecko będzie błagać Cię o buziaka, tylko Ty będziesz za tym buziakiem gonić. Niedługo czasu dla siebie będziesz miała znów tyle co dawniej. Twoje dziecko w końcu pójdzie do przedszkola, następnie do szkoły, a Ty znów będziesz mogła się rozwijać, uczyć, pracować, a może ćwiczyć. Wieczorami Twoje dziecko będzie czytać książkę, a Ty będziesz mogła wziąć tą kąpiel w spokoju i zrobić siku bez pociechy na kolanach. I wtedy... jestem pewna, że wtedy zerkniesz do dziecięcego pokoju i widząc swoje duże, samodzielne dziecko, zatęsknisz za tym czasem, kiedy tak bardzo Cię potrzebowało i wyciągało rączki z łóżeczka. Wiesz, że tęsknię za tym już teraz?

Być może wyrzucasz sobie teraz, że inni radzą sobie lepiej, sprawniej... nie będę Ci tutaj ściemniać, że nie ma osób, które tej nowej rzeczywistości nie ogarniają naprawdę dobrze. Ludzie są różni... z czymś radzą sobie lepiej, z czymś innym gorzej. Ale Ciebie nie powinni oni obchodzić. Przestań patrzeć na innych, przestań się porównywać i wyrzucać sobie, że coś robisz gorzej. Społeczeństwo nic od Ciebie nie chce i nic od Ciebie nie oczekuje - to Ty sama stawiasz sobie poprzeczkę zbyt wysoko. Zajrzyj w głąb siebie i pomyśl jak to wszytko ogarnąć, żeby Tobie było dobrze... olej zlew pełen garów, jeśli frustruje Cię mycie z dzieckiem przy nodze. Naczynia poczekają zawsze, ale dziecko... dziecko potrzebuje Ciebie tu i teraz - najbardziej na świecie. Za moment się usamodzielni i będziesz znów siedzieć w czystym, pachnącym mieszkaniu. Ba! Za moment Twoje dziecko Ci w tym wszystkim pomoże! Nie spinaj się, że nie możesz już ćwiczyć jak dawniej. Odnajdź radość w porannych wygłupach z dzieckiem, intensywnych spacerach, tańcach z brzdącem na rękach, przy dobrej muzyce z samego rana! Nie płacz już do poduszki - jeśli będziesz traktowała to co Cię spotkało jako ograniczenie - to tak się będziesz czuła. Odnajdź radość z bycia matką małymi krokami. Nie skupiaj się na tym czego nie możesz! Skup się na tym co możesz... nie skupiaj się na tym co było. Jeśli za czymś z tych rzeczy tęsknisz, one z pewnością wrócą - w swoim czasie! Wszystko ma swój czas. Tak jak teraz czas jest Twój i dziecka. Nie słuchaj osób z bliskiego otoczenia, które zbyt dużo od Ciebie wymagają. To Twoje życie, Twoje dziecko, Twoje wybory. Nie zaznaczaj partnerowi od samego początku, że chciałabyś, żeby pomagał Ci z dzieckiem. On nie ma pomagać, on ma uczestniczyć w tym życiu tak jak Ty. I tak masz stawiać sprawę. Ale nie wymagaj tego od niego, bo poczuje się przytłoczony tak jak Ty, a dziecko zacznie postrzegać jak obowiązek. Wiem, ze chcesz być przez wszystkich rozumiana, ale nikt poza Tobą tak naprawdę nie wie, co Ci w duszy gra... partner też się nie domyśli... rozmawiaj, zwierzaj się, wyrzucaj z siebie to co Cię boli, ale przestań postrzegać siebie w lustrze jako umęczoną matką polkę. Bo taką kobietą się wtedy staniesz.

Stań na nogi, pomyśl o macierzyństwie jak o darze. Nie traktuj płaczu jak złośliwości, pomyśl, że to wyrażenie potrzeby, potrzeby bliskości. Bądź dumna z tego, że nareszcie ktoś tak bardzo Cię potrzebuje. Bądź dumna z tego, że możesz wychować małego człowieka. Dlaczego tak bardzo jesteś wobec siebie krytyczna? Urodziłaś dziecko! Jesteś niezniszczalna!!! Za dwa, trzy lata, te wszystkie najgorsze dni, będziesz pamiętać jak przez mgłę. Wiesz co zapamiętasz najwyraźniej? Pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwsze: kocham. Nie pozwól, by smutek zabił Twoją radość z Tych najpiękniejszych chwil. Nie pozwól, by one Ci umknęły.

Droga Mamo, wiem, że jest Ci teraz ciężko. Ale to minie. Szybciej niż Ci się wydaje. Pamiętaj... wszystko zaczyna się od głowy. Jeśli przejdziesz przez macierzyństwo z myślą, że ... ledwo dajesz radę. To lepiej nie będzie. Uwierz w to, że jesteś najlepszą matką jaką możesz być. Bo jesteś! Uwierz, że masz w sobie siły, by odnaleźć radość w najprostszych rzeczach! Z dzieckiem tak jak z partnerem - musicie się dotrzeć, poznać, znaleźć coś co Was łączy, znaleźć nić porozumienia, stworzyć więź. To wymaga czasu, to wymaga siły i zaangażowania.

A wiesz co za to wszystko dostaniesz? Bezgraniczną, bezwarunkową miłość. A to jest warte każdego poświęcenia.

Dwa i pół roku minęło jak... jeden dzień. Dzisiaj wiem, że nigdy przenigdy nie należy chcieć, by dnie, miesiące, czy lata minęły jak najszybciej. Dziś wiem, że nigdy nie powinnam chcieć, by była ciut starsza, ciut doroślejsza, ciut bardziej "zrozumiała". Każdego dnia należy samemu uwierzyć w to, że właśnie TERAZ jest najlepiej...

Mam wrażenie, że nie wiem kiedy to się stało. Kiedy jej oczy stały się tak dorosłe, a "agugu" zamieniło się w: " nie rób tak mamo!" - kiedy klocka czerwonego przeczepię tam gdzie nie trzeba. Nie wiem kiedy stópki z z rozmiaru 15 stały się rozmiarem 25 i kiedy... kiedy zaczęła sama się ubierać, jeść, myć i... i ogólnie kiedy prawie wszystko zaczęła robić sama, poprzedzając owe czynności ostrzeżeniem " SAMA!". Choć dzisiaj jest tak pięknie i idealnie to ja nie chcę, by to działo się zbyt szybko. Boję się rozmytych wspomnień, boję się, że coś tu mi umknie, tu ucieknie. Boję się, że tak jak ledwo już pamiętam niektóre momenty po jej urodzeniu, tak zapomnę dużo więcej z nich. Bo do niedawna pamiętałam, kiedy wyszedł jej pierwszy ząbek, a dziś to w książce muszę sprawdzić. Myślałam, że zawsze będę pamiętać, kiedy przestała pić mleko w proszku i zaczęła pić krowie, ale tego też już nie pamiętam. Choć to sprawy nieistotne, to jednak dobrze było pamiętać każdy szczegół, wiedzieć o swoim dziecku wszystko, od tego kiedy w nocy będzie mieć pobudkę po datę ząbka właśnie...

I nie wiem, naprawdę nie wiem kiedy ten czas tak szybko minął, ale boję się, że równie szybko minie kolejne 2,5 roku, a potem pięć i dziesięć. Ale nie można tak wybiegać, martwić się na zapas. Kiedyś chciałam, by czas umknął, bo było źle, dziś wiem, że nie ma nic ważniejszego jak chwila tu i teraz. A tu i teraz dzieje się naprawdę dużo.

Poszła. Tak po prostu. Na początku ze mną, potem sama na dwie godziny, potem sama na jakieś sześć godzin. A gdy już drugi raz tak poszła na dłużej, to tylko buzi dała, zrobiła papa i odwróciła się na pięcie. I wtedy właśnie wtedy, gdy już nie zapłakała, to ja w siedząc w domu zapłakałam, bo poczułam się jakby moje mieszkanie opuścił jakiś dobry duch, co to zawsze był przy Tobie i nawet jeśli go widać nie było to się czuło, że jest. W tym niepokoju w domu siedziałam zeszłego piątku aż do 15. Bo dzień wcześniej dziecko o 14 mi się spłakało, że przyszłam za wcześnie. Więc tak dreptałam już po domu od 14 w piątek, aż wyruszyłam, pojechałam i wbiegłam jak dzik do przedszkola. No i słyszę relację... dziecko je! Dziecko śpi! Dziecko się bawi z innymi! Dziecko jest... szczęśliwe. Jak ręką odjął niepokoje, płacze i stresy. Bo pieprzyć moje samopoczucie i to jak ja znoszę tą rozłąkę. Czy to jest ważne w obliczu tego jak moje dziecko jest teraz szczęśliwe? Po rozmowie z Panią, rozmową z Polą w drodze na autobus...jak się tak roztrajkotała o tym jak to fajnie było... to do wieczora opowiadała. A rano to w minutę muszę być gotowa, bo mnie w piżamie ciągnie za palec, że "do kola mama idziemy!"... coś pięknego, mówię Wam.

I przejść obojętnie już teraz nie mogę. Takiego przedszkola życzę KAŻDEMU. A jeśli ktoś z Warszawy jest, to wychwalać będę do końca życia. Przedszkole Jeżykowa Dolinka, bo to o nim mowa to nasz strzał w dziesiątkę...  A co tam, że dopiero trzy tygodnie Pola tam chodzi. A co tam, że zaraz ktoś mi powie, że wszystko zmienić się może. Może i... może. Ale nosa do ludzi to ja mam i podejście Pań z przedszkola to coś na co napatrzeć się nie mogę... Pierwsze wrażenie było rewelacyjne i trwa dalej. I patrząc na to jak o wiele bardziej indywidualne podejście można mieć kiedy w grupie jest dziewięcioro dzieci i dwie panie... patrząc na to jak każdego można przytulić i pocieszyć... tak po cichu sobie marzę, by kiedyś było tak wszędzie. By każde dziecko mogło czuć się wyjątkowe, nie zagłuszane w oblężonym przedszkolu, przez resztę 25 osobowej grupy. Doceniam ogromnie i wdzięczna jestem, że dane mi było posłać Polkę do takiego miejsca. A mowa konkretnie o miejscu magicznym i niezwykle wyjątkowym. Uważam, że nic w życiu nie dzieje się bez powodu, tak jak nie wydarzyło się bez powodu spontaniczne wyjście z Polą rok temu, na Ursynowską górkę, gdzie było mnóstwo zabaw dla dzieci i mnóstwo firm, które reklamowały swoje usługi. Pola wtedy dość wstydliwa, dała się namówić, właśnie  dzięki Pani z przedszkola Jeżykowa Dolinka -  by usiadła i... ulepiła z masy solnej jeżyka. Pamiętam jak kiedy odchodziliśmy od stolika, F. powiedział, że te Panie mają niesamowite podejście do dzieci. I tak Jeżykowa Dolinka stała się naszym numerem jeden, o którym pamiętaliśmy aż do czasu, kiedy postanowiliśmy poszukać dla Poli przedszkola. Przeszukałam wszystkie placówki na Ursynowie, ale jednak... jeżyk był zwycięzcą.

Pola codziennie chodzi do tego miejsca z uśmiechem. Plan był taki, by odbierać ją o 14, ale jak się okazało, Pola lubi sobie tam smacznie pospać, a o 15 zjeść podwieczorek, więc odbieram ją tuż po podwieczorku. Kiedy ostatnio z F. pojawiliśmy się w drzwiach jej sali, punkt 15:20 zobaczyliśmy jej skwaszoną minę i zdziwienie, że jak to... już po mnie przyszliście? Nie ma opcji, żebym odbierała ją później, no nie ma! Oszalałabym już chyba i ewidentnie byłoby mi jej mało, no... kto by pomyślał. Że dziecko nagle zacznie ładnie jeść i drzemać. Że będzie samo zagadywać do innych dzieci... Szybko się to wszystko dzieje, ale... przyjemnie się na to patrzy będąc rodzicem. Przyjemnie patrzy się na dorastanie dziecka, choć jednocześnie człowiekowi chce się płakać. I ze wzruszenie z jakiegoś takiego smutku, że ten czas tak pędzi. Nie ma jednak dnia, w którym nie byliśmy zachwyceni tym jak bardzo się zmienia. Jej pobyt w przedszkolu, choć jeszcze krótki, już zmienił ją totalnie. Wydaje nam się jakaś taka bardziej... dorosła. Więcej mówi, ładniej się bawi. Każdego dnia po przedszkolu, opowiada nam o swoich kolegach i koleżankach, o tym co robi, co jadła, czy spała, w co się bawiła. Jesteśmy zachwyceni. Nasza mała Pola... poszła do przedszkola. Trzymajcie za nią kciuki. Choć z tego co widzę, radzi sobie i bez nich! ;)

 

DSC_0614

 

DSC_0615

 

DSC_0617

 

DSC_0618

 

DSC_0619

 

DSC_0620

 

DSC_0622

 

DSC_0623

 

DSC_0627

 

DSC_0629

 

DSC_0632

 

DSC_0633

 

DSC_0638

 

DSC_0639

 

DSC_0641

 

DSC_0644

 

DSC_0646

 

DSC_0647

 

DSC_0648

 

DSC_0649

 

DSC_0650

 

DSC_0652

 

przedszkole ursynów

 

DSC_0659

 

DSC_0660

 

DSC_0661

 

DSC_0662

 

DSC_0665

 

DSC_0666

 

DSC_0669

 

DSC_0670

DSC_0677

 

DSC_0678

 

DSC_0680

 

Lubię macierzyństwo. Ba! Kocham je. Każdego dnia coraz bardziej. Choć niejednokrotnie czułam się przemęczona, zawiedziona, a nawet rozczarowana. Ale te wszystkie uczucia zawsze trwały tylko krótką chwilę. Bo jak można być rozczarowanym macierzyństwem? Chyba tylko wtedy kiedy wyobrażamy sobie, że nie zmieni się nic...

Albo wtedy kiedy nastawiamy się na kupy pachnące fiołkami i dziecko, które nic od nas nie chce... Tak - macierzyństwo często różni się od naszych wyobrażeń, a w chwilach słabości możemy nawet myśleć, że nic nie jest tak jak być powinno. Ale wszystko jest kwestią podejścia. I na pewno nie jest coraz ciężej.

Straszono mnie niesamowicie. Chyba jak każdą matkę. Że będzie coraz gorzej, trudniej. Nie wiem... sama nie wiem. Mówiły mi to chyba matki, które w ciąży wyobrażały sobie, że dziecko będzie gadżetem, który postawimy sobie gdzie chcemy jak przedmiot na wystawie sklepowej. Nie raz płakałam, zaciskałam zęby z bezsilności, wysiadał mi kręgosłup. Nie raz narzekałam, bo ... mam do tego prawo. Macierzyństwo nie jest łatwe, ale nikt nie mówił, że będzie. Poza tym czy gdyby było łatwe, byłoby takie satysfakcjonujące? Trud włożony w wychowanie, w tłumaczenie najprostszych rzeczy, we wszystko... a następnie efekty tego "trudu" to coś czego nie da się opisać słowami. Pierwsze słowa, pierwsze umiejętności. Pierwszy wierszyk, piosenka i coraz lepsze rozumienie tego co nas otacza. Pierwsze fochy i odzywki, które pokazują jak dziecko nas testuje i pokazuje, że jest odrębną jednostką, która też ma swoje zdanie. Te furie, które nas frustrują, a potem przytulenia, które wszystko łagodzą...

Nie. Nie jest trudniej. Jest coraz lepiej, piękniej i łatwiej. Małe dzidzie są fajne, ale pogadanie sobie ze swoją mniejszą wersją i nie mam tu na myśli gaworzenia - jest rzeczą niesamowitą. Postrzeganie świata przez dzieci, ich proste myślenie, beztroska ... to jest coś czego nam dorosłym brakuje. Od dzieci można się wiele nauczyć. Ja uczę się codziennie... zwłaszcza tego dostrzegania małych rzeczy, zwracania uwagi na szczegóły, cieszenia się każdym krokiem, celebrowania każdej wspólnej chwili. Uczę się zatrzymywania w momentach, w których wszyscy inni biegną, nawet jeśli chodzi tylko o przyjrzenie się biedronce czy niezwykłym kształtom kamyka.

Myślę, że rzeczą ludzką jest mieć dość. Rzeczą ludzką jest wątpić i bywać bezradnym. Ale czy warto w tym stanie trwać, skupiać się tylko na tym? Czy nie lepiej się wypłakać, zwierzyć koleżance, a potem znów od nowa skupić na tym co sprawia nam w macierzyństwu radość? Czemu tak drażnią nas piękne zdjęcia? Czemu nastała moda na hejtowanie pięknego macierzyństwa? Czy serio ktokolwiek na tym świecie uważa, że jeśli zdjęcia są piękne i kolorowe, to życie też takie jest? Nie, nie jest takie. Ale może ich autorzy po prostu wolą emanować tym co piękne i radosne, niż wiecznie się nad sobą użalać. Myślę, że trzeba znaleźć sobie swoje miejsce gdzieś pomiędzy. Umieć przyznać, że jest ciężko, ale przyznać, że mimo to jest pięknie... bo jedno drugiego nie wyklucza. Dziś po 2,5 roku już nie pamiętam tego jak byłam zmęczona rok temu, kiedy Pola miała lęki nocne i nosiłam ją do 6 rano, bo inaczej płakała w niebo głosy... dziś już nie pamiętam tego jak źle znosiła ząbkowanie, ale pamiętam radość z pierwszego, drugiego, trzeciego ząbka... nie pamiętam już jak w dziewiątym miesiącu płakałam, bo nie mogłam złapać tchu, a przy obracaniu się na bok rozrywało mi całe ciało... ale pamiętam kopniaki, które tworzyły na moim brzuchu góry, których nie zapomnę nigdy. I potrafię o tym opowiedzieć koleżankom. Potrafię opowiedzieć jak było momentami ciężko, ale zawsze dodaję... " kochana... spotka Cię w macierzyństwie tyle pięknych rzeczy, że te złe i smutne przestaną na ich tle mieć jakiekolwiek znaczenie... " - i tego będę się trzymać. Bo kocham macierzyństwo. I nie ma tu grama lukru, tęczy czy jak tam to inaczej nazywają krytycy wszystkiego i wszystkich. To oczywista oczywistość. A jak miłość może kogokolwiek z nas smucić? Może i może, ale ... tylko na chwilę.

 

DSC_8658

 

DSC_8659

 

DSC_8662

 

DSC_8669

 

DSC_8670

 

DSC_8672

 

DSC_8677

 

DSC_8680

 

DSC_8681

 

DSC_8682

 

DSC_8686

 

DSC_8688

 

DSC_8693

 

DSC_8696

 

DSC_8701

 

DSC_8703 (1)

 

macierzyństwo

 

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram