0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Mamo. Ilekroć sięgam pamięcią do czasów mojego dzieciństwa, przypominam sobie Ciebie... Pamiętam kiedy miałaś ochotę na ostatni kawałek ciasta, ale ja po chwili mówiłam, że również chciałabym go zjeść. A Ty mi go oddawałaś. Pamiętam kiedy zmęczona chciałaś usiąść obejrzeć telewizję, ale ja nadal nie mogłam zrozumieć równania z matematyki. I Ty mi je tłumaczyłaś... a ja jakoś nigdy nie dostrzegałam specjalnie Twoich starań i poświęcenia. I tak bardzo wkurza mnie fakt, że musiałam zostać matką, by dopiero pewne rzeczy zrozumieć. Chyba nie jest za późno, prawda?

Dopiero teraz, kiedy założyłam swoją rodzinę i na mojej głowie spoczywają wszystkie obowiązki - zrozumiałam jak wiele czasu moja mama poświęcała, by zadowolić całą rodzinę. By dom był zawsze czysty, by każdy miał ciepły obiad zaraz po przyjściu ze szkoły/pracy. Dopiero teraz kiedy mam dziecko, zrozumiałam ile nerwów i łez kosztowały ją moje choroby, ile nieprzespanych nocy kosztowały ją moje wyjścia na imprezy. Zrozumiałam jak bardzo mogłam ułatwiać jej codzienność.

Mamo. Gdybym znów mogła być dzieckiem...znacznie częściej przychodziłabym spytać czy czegoś nie potrzebujesz. Znacznie częściej spędzałabym z Tobą wieczory przed telewizorem. Myłabym te naczynia zawsze kiedy prosiłaś, a może nawet nie musiałabyś już o to prosić. Mniej bym pyskowała i nie wdawała się w głupie dyskusje. Dzwoniłabym z imprez, wiedząc, że i tak nie śpisz i czekasz. Znacznie częściej przychodziłabym pomagać Ci w sklepie, kiedy pracowałaś. Znacznie częściej bym Ci się zwierzała i prosiła o rady. Zmieniłabym liceum, by zaoszczędzić Ci przykrości i sobie depresji przy okazji... ( jeszcze raz dziękuję dyrekcji TEMPUSA za zniszczenie samooceny i psychiki, obyście się tym chamstwem udławili!). Sprzątałabym swój pokój z taką starannością z jaką teraz sprzątam swój dom. Nie musiałabyś się denerwować więcej tymi tumanami kurzu i stertą kubków przy komputerze. Częściej robiłabym Ci niespodzianki i mówiła, że Cię kocham i rzadziej zamykałabym drzwi do swojego pokoju. Mniej stroiłabym fochy i częściej się do Ciebie uśmiechała. Szybciej zaczęłabym jeździć do szkoły autobusem, żebyś nie musiała mnie codziennie wozić z samego rana i odbierać.

I mogłabym w nieskończoność wymieniać co zrobiłabym inaczej, za co Cię przepraszam...

ale jak się sama domyślasz, liczy się to co tu i teraz. Liczą się nasze codziennie rozmowy przez telefon, moje odwiedziny, rozmowy w domu rodzinnym i wspólne śniadania. Liczy się czułe pożegnanie, kiedy wyjeżdżam i liczy się tęsknota, która pojawia się zaraz po tym jak macham Ci przez szybę auta.

Być może trzeba dorosnąć, trzeba dojrzeć. Może trzeba stać się matką, by zrozumieć ile trudu w nasze wychowanie włożyły nasze mamy. Może nie da się myśleć racjonalnie w wieku lat 16, kiedy hormony buzują, a znajomi i nauka pochłaniają większość Twojego czasu. Może ciężko pamiętać o herbacie dla mamy, kiedy jako nastolatki rozemocjonowane wysyłamy sobie smsy z naszą pierwszą miłością. Może ciężko powstrzymać się od dyskusji, kiedy światopogląd to jedno wielkie "NIE!".

I może właśnie dzięki temu, będę przymykać oko na fochy Poli, więcej z nią rozmawiać. Może postaram się nie zapomnieć jak sama byłam młodą, głupią nastolatką. Może...bo czasem się przecież zapomina.

Dlatego dziękuję Ci mamo, właśnie za to zrozumienie. Za przymykanie oka na niektóre moje występki, a czasem postawienie do pionu. Za bycie mimo tych wszystkich smutków, które Ci sprawiałam. I za które cholernie przepraszam. Coraz częściej dzwonię do Ciebie i mówię "Jejku teraz Cie rozumiem". I jak dobrze, że i ja i Ty jesteśmy jeszcze takie młode. I razem możemy tworzyć nareszcie dojrzałą więź, prowadzić dojrzałe rozmowy. I jak dobrze mieć kogoś, kto wciąż się o Ciebie martwi, mimo, że tego nie wymagasz. Dobrze w końcu samemu być matką i w stu procentach zrozumieć Twój strach o mnie, Twoją troskę, Twoje starania.

Dobrze Cię mieć. Najzwyczajniej w świecie. Ten blog to dla mnie część mojego życia, w który wkładam całe swoje serce. Dlatego powinnaś być jego częścią. Być tutaj...w tym wpisie, obecna już na zawsze.

Dziękuję, że zawsze czytasz, dzwonisz i gratulujesz. Przepraszam i dziękuję. ZA WSZYSTKO mamo.

Tak to już jest, że kiedy nie masz dzieci – zastanawiasz się, jakby to było je mieć. A kiedy już je masz – nie chcesz sobie nawet wyobrażać, jakby to było…gdyby ich nie było. No dobra – może czasem! I choć czasem marzysz o wolnym dniu, o wyjeździe bez nich – to szybko zdajesz sobie sprawę, że ZAWSZE brak ci wtedy jakiegoś elementu…jakiegoś kawałka w twojej duszy. I wtedy zdajesz sobie sprawę, że te wszystkie rzeczy, na które czasem furczysz – czynią z Ciebie tak naprawdę szczęśliwą mamę. A kiedy ich brak – tęsknisz za nimi.

Co to takiego? Mogłabyś zapewne wyjąć teraz kartkę i spisywać całe tomy. Mogłabyś też stworzyć tomy na temat tego, co czyni z Ciebie matkę furiatkę. Ale ja wcale się na tych negatywach skupiać dziś nie chcę – wystarczająco dobija mnie noc o godzinie 16 i samoloty pasażerskie przelatujące nad moją głową co 5 minut. CHOLERNIE NISKO! I głośno… Ale no ja znów nie o tym. O szczęściu miałam pisać! No bo tak to już jest, że jak jakiś człek mnie na spacerze z Polą widzi – to zazwyczaj pomyśli pewnie, że to jakaś cool, starsza siostra, albo opiekunka pełna werwy. Chyba, że ktoś mnie widzi po kolejnej nieprzespanej nocy – wtedy może bać się nawet na mnie zerknąć. Moje oczy mówią wtedy „No podejdź, no wtrąć się – to odrąbię Ci głowę”. Ewentualnie mój wyraz twarzy może mówić: „Zaraz tutaj zemdleję i umrę po cichutku”. Nieważne! Wróćmy może do tych momentów, kiedy wyglądam jak starsza siostra. Krejzi siostra, która skacze razem z dzieckiem, przybija mu piątkę i zamiast „Polciu chodźmy do domku”, krzyczy ” Poldun, cho do domu”. Wiem, istna masakra. Dziecko uczyć się mówi, a ja zamiast chodź mówię „cho”. Wieś z człowieka to jednak nie wyjdzie nigdy… Nawet w stolycy! No i ja tak skaczę z tym Poldunem po tych kałużach i robię mnóstwo dziwnych rzeczy…i tak sobie wieczorem zmęczona myślę – że ja to jednak szczęśliwą mamą jestem. KREJZI wręcz. A składa się na to wiele czynników…

1) „Mama” – tak mnie zazwyczaj budzi, drapiąc moją rękę, z zaschniętym mlekiem na buzi. Przybliża głowę na maksa jak tylko może i jeszcze lekko zaspanym głosem mówi „Mama”. Jak powie „Mamooo” – to już wtedy dzień jest zrobiony totalnie. Miód na serce, uszy, wszystko! Chyba, że budzi się wściekła wyjąc, albo krzycząc „Mynyyyyyyy” – wtedy już sobie daruję dalszy scenariusz. Jest ostrooooo! :D

2) Odpoczywanko – po przebudzeniu godzinka leżenia i wygłupów. Przytulania i robienia głupich min. Przykrywania się i udawania, że śpimy dalej – aaaa love that !!!

3) Wspólne śniadania – zastrzyk energii, zastrzyk dobrego humoru – to jest moc! Pisałam już o tym nie raz, wstawiałam nawet zdjęcia. Ojciec biedny tyra, a my z Polką robimy ucztę – omlety, jajecznice, napoje w słoikach i Pola miziająca się po brzuchu i mówiąca ” Mmmmm mniam!”. No rewelka!

4) Niespodziewane pocałunki i przytulasy – zazwyczaj z dodanym, ukochanym „mamo” – ja to słabeusz jednak jestem, bo mi się oczy od razy łzami wypełniają – nawet teraz, jak o tym piszę ;)

5) „Dobra z Ciebie mama” – usłyszane od …kogokolwiek! Takie słowa to taki kopniak, który skłania do refleksji i sprawia, że pod nosem mówię „Kurczę! Rzeczywiście nią jestem!”

6) Rozwój – nowe słowa, nowe umiejętności, nowe miny – wszystko to napędza mnie w tym macierzyństwie jeszcze bardziej! Na naszych oczach rośnie nowy człowiek – to chyba najpiękniejszy „film”, który przyszło mi w życiu oglądać!

7) Uśmiech – zwyczajny uśmiech. Raz nieśmiały, raz wymuszony, raz od ucha od ucha. UŚMIECH wynagradza wszyyystko. No prawie. Ale rozumiecie o co chodzi, prawda? Pieprzyć te nieprzespane noce, furie, humory – jeden, mały uśmiech i miękniemy, znów kochamy życie, kochamy być mamą. Trochę to aż czasem niesprawiedliwe, bo konsekwentne czasem przez to nie umiemy być, ale… PIEPRZYĆ TO! ;)

 

ale halo, halo! Nie tylko dziecko i sprawy z nim związane, czynią ze mnie szczęśliwą mamcię. Punkt 8,9 i 10 to takie tam moje egoistyczne przemyślenia…

8) Wspólne wieczory z F. – lub sporadyczne wyjazdy, czy wyjścia, kiedy jesteśmy w rodzinnym mieście – tak! Ten czas dla nas nastraja mnie megaaa pozytywnie, a co najważniejsze – wypełnia tęsknotą! Tęsknotą, po której 1000 razy bardziej doceniam fakt, że mam w domu taki mały skarb, bez którego żyć już nie umiem! Tęcza, tęcza wiem! :P

9) Pasja – w moim przypadku blog. Jeśli tutaj wszytko idzie po mojej myśli, jeśli jesteście, czytacie, komentujecie, a hajs się zgadza… ( no co?) – to przekłada się to też na to, jaką jestem matką! Logiczne, hę?

10) LAMPKA WINA na dobranoc… – a jak brak wina, to może być jakaś szama, spoko! Ale tak… dobry chill nie jest zły, a sączenie sobie słodkiego wina domowej roboty przez godzinkę przy chillującej muzyce – takie coś na pewno sprawia, że obudzisz się szczęśliwsza, bardziej cierpliwa i … uśmiechnięta.

 

I właśnie tego po tym dołującym dniu życzę sobie i każdej z Was. Właśnie delektując się tymi małymi łyczkami wina i mimo, że godzinę temu chciało mi się wyć – to stuknęłam się w porę w głowę i uświadomiłam…że mimo tych wszystkich słabości, mimo łez, mimo bezsilności – cholernie szczęśliwą mamą jestem. I super się w tej roli odnajduję. I przyrzekam sobie wracać do tych wszystkich punktów, ilekroć zwątpię, ilekroć przejdzie mi przez myśl, że jest beznadziejnie, że się nie nadaję. Nie. Nie jest beznadziejnie. Jest tak jak być powinno. Po prostu musimy przejść przez te chwile słabości i nie spinać się wtedy wcale. Bo po burzy zawsze wychodzi słońce. Moje wychodzi nieśmiało właśnie teraz, w tej chwili!

Podsumowując. Co czyni ze mnie taką, a nie inną mamę? Miłość! Miłość czyni ze mnie szczęśliwą mamę –  krejzi mamę – i wcale nie mam zamiaru poważnieć! ;)

 

DSC_0866

 

DSC_0868

 

DSC_0869

 

DSC_0870

 

DSC_0871

 

DSC_0872

 

DSC_0874

 

kurtka: tutaj

 

PS: Kochani jeśli chcecie wygrać zestaw lego - zagłosujcie proszę na mój tekst na LEGO KREATYWNIE :) Jeśli znajdziemy się w pierwszej trójce - wygramy dwa zestawy klocków lego - jeden przygarnie Pola - jeden ktoś z Was :) Głosować można codziennie. Pamiętajcie, że macie też pod ręką e-maile męża, rodziny itp :P Z góry dziękujemy!

Może ciężko będzie w to uwierzyć, patrząc na Polkę, ale pod moim dachem mam małego niejadka. Nie wyolbrzymiam wcale, a wcale, bo dziecko moje potrafi czasem żyć o samej wodzie i mleku. Nie martwi mnie to jednak w ogóle - z racji, że bestia ze mnie uparta, wciąż kombinuję i szukam coraz to innych rozwiązań, które mogłyby zasmakować mojemu dziecku. Tak też było ze śniadaniem...

Przepis na naleśniki powstał u mnie z potrzeby zrobienia czegoś prostego i zdrowego. Wspominałam już kiedyś, że jeśli chodzi o umiejętności kulinarne, to nie jest u mnie najlepiej? No pewnie tak. Jednak życie bez żadnej rodziny w pobliżu, sprawiło, że nie ma już co liczyć na obiad u teściowej, czy podrzucony placek z rana pod same drzwi. Odkąd mieszkamy w Warszawie, jestem mistrzem jajecznicy, pysznych kanapek ( chociaż to od dawna), omletów czy schabowych z ziemniakami. Na słowo naleśniki reagowałam : "A gdzie tam ja i naleśniki!" - ciągle gdzieś tylko czytałam, że to nie jest wcale takie banalne, że pierwszy nigdy nie wychodzi - no tak, to mi zapewne nie wyjdzie pierwszy, drugi, trzeci, a przy czwartym puszczę chatę z dymem. Jednak kiedy omlety, kanapeczki i jajecznice zbrzydły mojemu dziecku - musiałam tego dokonać. BANAŁ. A nawet banan. Bo, żeby to same naleśniki były...ale one z dodatkami nawet! Pora chyba wybrać się do master chefa, bo moje umiejętności zaczynają mnie zaskakiwać. Pora podzielić się nimi ze światem. ( PS: Jeśli trafiłeś tutaj z googli - nie, ten tekst nie jest na serio i nie łap się za głowę, myśląc : " Ona tak na poważnie?" ;) ).

No. Ale jak na kulinarną kalekę, to te naleśniki to naprawdę mistrzostwo. Tfu. Mistrzostwem jest to, że moje dziecko pochłania je wszystkie! A może i Twoje pochłonie? Łap ten banalny przepis!

PRZEPIS NA NALEŚNIKI Z BANANEM I PŁATKAMI CZEKOLADY 

Z poniższych proporcji zrobiłam bodajże 3 naleśniki, z których wycięłam 9 małych kółek. Pola wcina ok.4/5. Reszta dla mnie! ;)

  • 10 łyżek wody
  • 10 łyżek mleka
  • 2 jajka
  • 8 łyżek mąki razowej

Mleko łączymy z wodą i dodajemy jajko. Wszystko mieszamy, po czym dodajemy mąkę. Znóóów mieszamy - ja robię to trzepaczką, miksera się nie dorobiłam - wychodzi dobrze.

Banał, co? Na naleśniki kładziecie już to, co Wasze dzieciaczki lubią najbardziej. U nas na środkowym naleśniku znalazła się konfitura z czarnych jagód, a na reszcie - jogurt naturalny ( BEZ MLEKA W PROSZKU!), i naprzemiennie banan i płatki gorzkiej czekolady. Można zetrzeć, można czasem dostać takie drobne kawałeczki w jogurtach fantazji. Nieeeebo w gębie! <3 I jak zdrowo!

 

przepis na naleśniki

 

DSC_0883

 

DSC_0885

 

DSC_0886

 

DSC_0887

 

DSC_0889

 

DSC_0890

 

DSC_0891

 

DSC_0892

 

DSC_0901

 

przepis na naleśniki

 

DSC_0904

 

DSC_0905

 

DSC_0906

 

DSC_0908

 

DSC_0912

 

DSC_0914

 

DSC_0915

 

DSC_0918

 

DSC_0919

 

DSC_0920

 

DSC_0922

 

DSC_0924

 

DSC_0927

 

DSC_0928

 

DSC_0929

 

DSC_0930

 

DSC_0932

Zabawki - wspaniała rzecz! Dla kogo? Dla dziecka oczywiście! Tsaaa... na bank. Te wszystkie drewniane konie na biegunach, te kuchnie za tysiące złotych - nie wiem jak u Was, ale u mnie to najczęściej "moje" zachcianki. Oczywiście, że korzysta z nich dziecko...ale równie dobrze bawiłoby się plastikiem za 10 zł... I dobrze o tym wiem! 

Od jakiegoś miesiąca, a konkretnie od momentu, w którym klocki lego zostały przeładowane do fantastycznego, różowego kuferka - dziecię moje na mej piersi wychowane, budzi mnie perfidnie z samego rana płaczem i krzykiem, palcem wskazując na ten oto cudowny kufer. Nie zejdzie to dziecię samo z łóżka, nie pobawi się samo. No way! Matka musi wygramolić się z łóżka, otworzyć kufer i...budować. Od rana do nocy. No, a spróbuj tę sprytną bestię oszukać. Spróbuj być obok, ale patrzeć się gdzieś indziej. Spróbuj się na kocu położyć i układać klocki na leżąco. No co Ty! Musisz siedzieć, siedzieć od 6 rano i koniecznie budować tak jak dziecko każe. Dwie zielone płytki połączyć brązowym klockiem, a prawym rogu postawić krowę. No prooooste jak drut. I tak dochodzimy z Polą do coraz to większej wprawy. Kilka klocków na krzyż, a my tworzymy coraz to bardziej wymyślne budowle. I tak nawet mnie to bawiło kilka dni pod rząd. Ale klocków jakoś tak mało, a dnie są taaaakie długie. No i próbuję wymyślać inne zabawy: tańce, rysowanie - ale klocki zawsze wygrają. Śmieję się z F. bo czy wychodzi z domu czy wchodzi - my zawsze budujemy coś z tych klocków. I tak zaczynam już powoli snuć plany, że może powinnam stworzyć jakąś książkę: " 1001 pomysłów na domek z lego". No bo ZAWSZE, ale to ZAWSZE co budujemy? No domek przecież. Domek, podwórko, ewentualnie ostatnio zaszalałyśmy i zrobiłyśmy plac zabaw, na co Pola entuzjastycznie zareagowała okrzykiem "Buuuuruuuu, buuuuruuuu" czyt. huśtawka.

No i nadszedł już ten czas kiedy mówię do F: słuchaj! Kupimy jej więcej zestawów, będzie większe pole do popisu. Ja to bym chciała coś więcej zbudować! - czujecie? JA! No przecież, że ja. Przecież to ja zawsze oglądam te wszystkie różowe zestawy z duplo, kolejki... No ale to jest nic. Na ten mój pomysł, F. stanowczo się zbuntował i oświadczył: "Jakie lego duplo?! Ja chcę LEGO SYSTEM". Ręce opadają. A ostatnio to jeszcze padło z jego ust: "Załatw samochód na sterowanie!". Ciekawe dla kogo? Bo chyba nie dla Poli! No szok! Ewidentnie dwoje starych pryków przepycha się słownie między sobą, kto jakie chce klocki czy inne zabawki. A dziecko...a dziecko w tym czasie bawi się... rolką papieru toaletowego. I już jej biorę tę rolkę, mówię, że trzeba iść spać, bo już godzina 22, a dziecko robi minę jak po spróbowaniu cytryny i ja już widzę...widzę w zwolnionym tempie ten podnoszący się jej palec wskazujący, odwracam głowę, na co on wskazuje i widzę...ten cholerrrrny kufer z klockami LEGO !!! Mówię "NIE!" , a ona w ryk... I otwieram, i znów.. dwie zielone płytki...połącz brązowym klockiem...ustaw krowę...i zbuduj dom.

No i co zrobić...no kochamy te klocki. Kochamy to wszyscy. My, nasze dzieci. Lego jest ponadczasowe. Rozwija, trenuje naszą koncentrację, cierpliwość. Nieważne ile będziemy mieli lat - budowanie z klocków zawsze nas pochłonie do reszty. OSTRZEGAM tylko, że najlepiej zaopatrzyć się od razu w więcej zestawów, niż w jeden. Bo tak będziecie potem łączyć te dwie zielone płytki z jednego zestawu 1000 razy dziennie...a lego śnić się wam będzie po nocach... ;)

DSC_0807

 

DSC_0811

 

DSC_0813

 

DSC_0814

 

DSC_0815

 

DSC_0817

 

DSC_0821

 

DSC_0822

 

DSC_0823

 

DSC_0825

 

DSC_0827

 

DSC_0835

 

DSC_0837

 

DSC_0838

 

DSC_0839

 

DSC_0840

 

DSC_0841

 

DSC_0844

 

DSC_0846

 

DSC_0849

 

DSC_0850

 

DSC_0851

 

DSC_0854

 

Ajjj, machnąć ręką tylko teraz można na własną głupotę i ciążowe plany. Westchnąć tylko i ramionami wzruszyć. Taką matką miałam być genialną. Śpiewać cierpliwie kołysanki godzinami, nie narzekać, nie kląć pod nosem. Taka miałam być stanowcza, nie ulegać, tłumaczyć godzinami... coś mi kurcze nie wyszło.

I niby to normalne, bo jesteśmy tylko ludźmi, matkami zdolnymi do poświęceń, ale czasem bateria nam pada, motorek w tyłku przestaje furczeć... niby to normalne, że zaklniemy pod nosem, że spojrzymy się na dziecko krzywo, głos podniesiemy kiedy dostaniemy z klocka... a i tak kiedy ty fukniesz, kiedy się tak krzywo spojrzysz, choć słusznie - to i tak kiedy dziecko na twój sprzeciw wybuchnie płaczem, to Twoje serce się ściśnie, a w głowie wielkimi literami uaktywnią się... wyrzuty. I nic nie da tłumaczenie sobie, że musiałaś tak postąpić, że ten jej płacz to wymuszony. No nie da to nic, bo słuchasz tego płaczu, choć bez łez i myślisz sobie " I po coś ty głupia jej to zabrałaś?". Słuchamy tych opowieści matek, co to wszytko potrafią dziecku wytłumaczyć spokojną rozmową i myślimy sobie "Jejku, to może ze mną coś nie tak?". Kiedyś była w sieci taka jedna... Krzyczała, wykłócała się, inne matki linczowała za wszystko. Wpajała innym, że jej dziecko nie słyszy słów: " Nie wolno!", bo ona tłumaczy mu godzinami... Linczowała za wszystko: za spanie osobno, za kolczyki, za mm. A potem widziała ją jedna z drugą już nie w sieci, a w realu i wyszło szydło z worka. Że te co najgłośniej szczekają, to tak naprawdę o wychowaniu gówno wiedzą. W sieci taką mądra, dziecku tłumaczy, a w realu jej córka popychała inne dzieci, biła, strzelała do nich - a matka nic! No bo przecież już w realu tłumaczyć nie trzeba, a tego, że nie wolno mówić "Nie wolno!" trzeba się twardo trzymać. Ale my tak czasem słuchamy tych matek i wierzymy naiwnie, że to coś z nami nie tak, że czasem rady nie dajemy, że cierpliwość nam się kończy. I rozmyślamy jakby mało nam obowiązków było, co powinnyśmy zmienić, jak powinnyśmy panować nad nerwami. I obieramy czasem taktykę tłumienia swoich emocji w sobie, wybuchając po miesiącu i mając ochotę wyjść i nie wrócić. I tak myślę sobie, że chyba pora się opamiętać i zrozumieć, że nigdy nie będzie w stu procentach tak jak założyłam. Już zawsze będą zdarzać się momenty, że skończy się moja cierpliwość, już zawsze zdarzą się momenty, że przy setnej pobudce w nocy, przeklnę cicho pod nosem. I pewnie już zawsze, gdy sił nie będę miała się z nią bawić szóstą godzinę z rzędu, a ona smutno na mnie spojrzy, będę mieć wyrzuty. Tylko tak sobie myślę, że przecież cholera mam do nich prawo. I co z tego, że czasem fuknę, czasem egoistycznie usiądę, czasem się skrzywię - jak kocham tą diablicę ponad całe życie moje. Ona złości się na mnie, ja na nią - choć chyba rzadziej... Ona czasem płacze, ja zaciskam zęby, szepcząc "Uspokoisz się czy nie...". Ona biegnie do taty, pokazując na mnie palce, ja biegnę do F. pokazując na nią... ( no nie tak dosłownie, wiecie o co chodzi). A koniec końców, i tak ona dla mnie całym światem, i ja dla niej całym... ale my matki tak mamy. Nieważne jak bardzo kochać będziemy, jak bardzo będziemy się starać - zawsze będziemy mieć poczucie, że jednak coś w tym wychowaniu mogłybyśmy zrobić lepiej...

 

DSC_0722

 

DSC_0723

 

DSC_0726

 

DSC_0730

 

DSC_0732

 

DSC_0734

 

DSC_0735

 

DSC_0740

 

DSC_0741

 

DSC_0743

 

DSC_0746

 

kamizelka ( Boziu kocham taki futrzaste kamizelki <3) - tutaj

 

PS: Tak wiem, Pola jest bardzo zadowolona na tych zdjęciach. BARDZO.

Pamiętacie swoje maluszki, które spały słodko na Waszej klatce piersiowej, pijąc co chwilę mleczko, lekko skrzecząc...? Pamiętacie jak mieściły się Wam w Waszych dłoniach, tuliły godzinami i nie protestowały na Wasze niekończące się pocałunki? Tsaa...

Każdy pamięta. I chyba każdy czasem tak ciut, ciut tęskni. Zwłaszcza w momencie kiedy Twoje dziecko właśnie trzasnęło drzwiami od swojego pokoju, powiedziało, że nie chce mu się Ciebie słuchać, albo nie daj Boże właśnie wyprowadziło się z domu ( O Jezusie, na myśl o tym ostatnim, przeszły mnie ciaaaaryyyy !).  Polka co prawda w lutym skończy dopiero 2 lata, ale ja już czasami tak myślę sobie... "A może, by tak drugie?". A potem Bóg przesyła mi milion sygnałów w postaci przypalonego mleka, nieprzespanej nocy, czy choroby Poli ...i wtedy na myśl o drugim myślę po cichu "Chyba sobie żartujesz". No ale zdarzają się jednak momenty, kiedy moje oczy patrzą na F. niczym kot ze schreka... i są to doprawdy dziwne momenty...

 

1) Reklamy z noworodkami - no kto by się nie rozczulił? A jeszcze na tych reklamach to takie spokojne te dzieci, albo śpią, albo jedzą...a jak jedzą to tak czysto jest, bez chaosu, bez wyrywania się, dławienia... No marzenie! Człowiek przy 2 letnim dziecku, tak naiwnie łyka ten obraz, jakby już zapomniał o tych pogryzionych piersiach, krwi i darciu się dziecka - bo się nie najada!

2) UWAGA! GONDOLA! - idę sobie do sklepu...spokojna, zamyślona... i widzę. NIEBEZPIECZEŃSTWO. Zbliżają się oni! RODZICE - świeżo upieczeni, uśmiechnięci i dumnie pchają przed sobą gondolę. I tak z automatu jakoś zwalniam, dyskretnie zaglądam...kiedy mnie mijają, na pięcie się odwracam i widzę...te słodkie, różowe policzki. Te malutkie rączki i bezzębny, delikatny uśmiech. I tak stoję, zapominając już gdzie miałam iść...bo fajnie byłoby tak popchać znów gondolkę, z bezzębnym, skrzeczącym skrzatem...

3) Kobieta w ciąży - to już jest niebezpieczeństwo stopnia najwyższego. Widzę ten brzuch i przypominam sobie... te kopniaki, te badania usg, po których zawsze wychodziłam taka rozemocjonowana... Sprowadzeniem na ziemię, jest przypomnienie sobie 4 pierwszych miesięcy, podczas których nie robiłam nic innego jak biegałam do ubikacji...potem wystarczy dodać utratę przytomności na końcówce, odwodnienie i... może jednak się wstrzymam z tą ciąża, co?

4) Inne dzieci - po prostu serce rośnie, kiedy widzę jak Pola zachowuje się, gdy jest ze mną sam na sam, a jak zachowuje się gdy jest z dziećmi. Od razu myślę sobie wtedy - ale fajnie byłoby mieć w domu takie dwa, słodkie bączki, które mnie podwójnie przytulają, całują, opiekują się sobie wzajemnie, śpią obok siebie...piękny widok...a, że dwa razy więcej obowiązków...kto by się tam przejmował... ;)

5) Filmik z mojego porodu - mówiłam już, że mogłabym rodzić codziennie? To był najpiękniejszy dzień w moim życiu i kiedy przypomnę sobie swoją motywację, z którą rodziłam, skurcze, które przybliżały mnie do celu i nareszcie widok małego ciałka, do którego mówię "cześć" - mam ochotę biec do szpitala i rodzić! :D I tak oglądam zawsze ten swój filmik z porodu i tęsknię za tym oczekiwaniem...a potem przypominam sobie, że wciąż nie wiem co to parte, że drugi poród może być zupełnie inny, hardkorowy jak z opowieści innych kobiet - i dostaję dreszczy.

 

Jak same widzicie są na świecie sygnały, bodźce, które uruchamiają w nas ponownie chęć bycia w ciąży. Ja jednak póki co, nie daję się tym emocjom. Chciałoby się drugie dziecko, ale jakoś tak widzę ciągle jakieś, ale... No i co najśmieszniejsze - mimo, że te ALE istnieją to ja i tak co miesiąc, kiedy przyjdą TE DNI odczuwam jakiś dziwny smutek... No cóż. Zdaję się w tej kwestii na los. Jeśli dziecko ma być - to będzie. Ja tam jakoś specjalnie nie robię niczego co by mogło mi w tym przeszkodzić. Ale jakoś też SPECJALNIE się nie staram :P No to ciekawe...kiedy ten Wojtuś pojawi się na świecie. Wciąż się zastanawiam jaka różnica wieku najlepsza- i powiem Wam, że za cholerę nie wiem! :P

 

DSC_0629

 

DSC_0632

 

DSC_0634

 

DSC_0637

 

DSC_0638

 

DSC_0641

 

DSC_0645

 

DSC_0648

 

DSC_0649

 

DSC_0653

 

DSC_0658

 

DSC_0666

 

DSC_0668

 

DSC_0689

 

DSC_0691

 

DSC_0699

 

DSC_0703

 

DSC_0704

 

DSC_0711

 

DSC_0715

 

Ten cudowny, dresowy komplecik przywędrował do mnie prosto ze strony tulaszek.pl. Miałam przyjemność poznać tych wspaniałych ludzi, którzy miesiąc temu zdecydowali się na prowadzenie tego sklepu i powiem Wam szczerze - idą jak burza :) Asortyment powiększa się z dnia na dzień, a jeśli chodzi o nasz wybór - komplet dresowy od BPM - jestem zachwycona. Pola większość rzeczy ma "w spadku" po dwóch starszych kuzynkach, a ja jestem z kolei mistrzynią łowów w SH. Postanowiłam jednak sprawdzić ten nasz polski hand-made i jestem OCZAROWANA! :) Niby dzieci nie zwracają uwagi na ubiór, ale ja od kilku dni śmieję się, że ten dres jest chyba zaczarowany, bo odkąd do nas przywędrował Pola chce go nosić non stop -  to chyba przez te uszy - a może dlatego, że jest taki miły w dotyku? Na zdjęciach możecie również zobaczyć poduszkę turkusową gwiazdkę - ją również możecie nabyć w sklepie tulaszek.

 

 

Wzbraniałam się jak tylko mogłam przed tego typu wpisami, ale ... stało się. Zostałam zasypana całym mnóstwem wiadomości, w których czytelniczki rozemocjonowane pytają : "Co kupić dziecku na święta?!". Większość z Was prosi, by było w miarę tanio, ale...praktycznie. Czy da się to połączyć? Jeszcze rok temu byłam przekonana, że...nie. Dziś wiem, że to możliwe!

Mogłabym w nieskończoność polecać zabawki, które Poldun pokochał, a które dla Was mogą być inspiracją na świąteczny prezent dla Waszych dzieci. Jest też wiele zabawek, których u nas w domu nie ma, ale które baaardzo chciałybyśmy z Polką mieć i przetestować, a które również mogą przypaść Wam do gustu. Postanowiłam zatem cykl inspiracji prezentowych, podzielić na kilka części. W tej dzisiejszej chciałabym Wam przedstawić kilka pozycji, których co prawda jeszcze nie mamy...ale mamy z jej serii jeden konkret, który podbił serce Poli...i właśnie dlatego z miłą chęcią pokażemy Wam wszystko to co sprawdzone i co kochamy - oraz wszystko to co póki co możemy tylko podziwiać na szklanym ekranie.

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać totalny HIT, który przyszedł do nas w kartonie kilka dni temu, a Pola... zakochała się od pierwszego wejrzenia. Kto śledzi nasz instagram, ten już widział pierwsze chwile Poli z nową przyjaciółką.

Lalka Natalia - mądra przyjaciółka - jeśli szukacie czegoś w przystępnej cenie, co zarówno ładnie wygląda jak i ...uczy - to z ręką na sercu, mogę Wam polecić właśnie tą zabawkę. Pola weszła ostatnio w etap, w którym karmi swoje maskotki, przytula je, opiekuje się nimi - stąd mój wybór - jak się okazało, niesamowicie trafny. Euforia była już po zobaczeniu lali w opakowaniu, po jej odpakowaniu było już tylko...lepiej ;) Nazwa zabawki "mądra przyjaciółka" nie jest tutaj przypadkowa. Patrząc na "więź", która wytworzyła się między Polą, a nową lalką, można śmiało nazwać je przyjaciółkami. Pola karmi Natalię, ubiera jej ciuszki, przytula, a Natalia...uczy ją mówić, liczyć, śpiewać. Przyjaźń ta zatem obfituje w korzyści, a matka ma w końcu odrobinę wytchnienia, kiedy Poldun chce z przyjaciółką delektować się kawą w ich kąciku ;) Lalka posiada sensory, po których dotknięciu mówi wybrane frazy. Np. kiedy złączymy lalce rączki usłyszymy np." Policzmy ile mam paluszków u rączki. Jeden, dwa...". Po kolejnym łączeniu rączek słyszymy następne zdania. Łącznie lalka wypowiada aż 30 zdań. HIT nad hity. Cena? 115 zł - kto zna ceny zabawek interaktywnych, a zwłaszcza lalek, na pewno zgodnie stwierdzi, że cena jest tutaj ... po prostu super!

Lalkę możecie zakupić tutaj.

DSC_0751

 

DSC_0753

 

DSC_0757

 

DSC_0758

 

DSC_0759

 

DSC_0762

 

DSC_0769

 

DSC_0770

 

DSC_0774

 

DSC_0776

 

Decydując się na tę zabawkę, miałam do wyboru jeszcze kilka innych opcji, które również przedstawię Wam dzisiaj jako inspiracje.

podkl

 

1. Zwierzaki interaktywne AniMagic -  na pomysł takiego prezentu wpadłam rok temu, ale było na to zdecydowanie za wcześnie. Tak jak wspominałam, Pola dopiero teraz wkroczyła w etap dbania o swoje wszystkie zabawki, czy to małe figurki czy lalki. Myślę, że zwierzak będzie idealną alternatywą dla kogoś kto prawdziwych zwierząt mieć nie chce, ale dziecko na spacerze z entuzjazmem reaguje na wszystkie pieski, kotki, czy inne żywe stworzonka ;) Zwierzaki są również w świetnym przedziale cenowym, bo najtańszy można dostać już za 44,90, a najdroższy... za 126 zł. Na zdjęciu nr 1 widoczny jest Kotek Fifi - klik

2. Lalka Księżniczka Natalia - idealna propozycja dla wszystkich małych dam. Lalka nie tylko ładnie wygląda w swojej balowej sukience i cudownym naszyjniku...lalka również śpiewa i wypowiada 11 różnych zdań. Sprawdzi się idealnie, zwłaszcza jako prezent dla ciut starszych dam od mojej Poli. Chociaż kto wie - patrząc na moje dziecko stwierdzam, że i taka księżniczka przypadłaby jej do gustu. Cena - 75,99. Laleczkę możecie kupić tutaj.

3. Lalka chodząca Natalia - ze smartfonem - to jest dopiero czad! Można powiedzieć, że to siostra bliźniaczka naszej Natalii... Tylko troszkę bardziej "wysportowana", no i ma smartfona. A po co? A no bo po naciskaniu na jego przyciski, lalka chwali nam się swoimi umiejętnościami. Mówi w dwóch językach, umie liczyć, a nawet... chodzić. Być może Wasze dzieci w końcu przestaną Wam podkradać Wasze telefony... kto wie! Cena lalki to 128 zł - za taki ogrom funkcji - myślę, że niewiele - klik

4. Klocki Natalia - na ten punkt czekałam! Super, genialna alternatywa dla droższych klocków. Bardzo fajne zestawy, do których kiedy tylko chcemy możemy dokupić pojedyncze elementy takie jak np. salon piękności dla zwierząt - i takie cuda dostaniemy już za... 4,99. Tymczasem całe zestawy jak np. restauracja składająca się z ok.300 elementów - dostaniemy już za 75,99. Wszystkie klocki z serii Natalia możecie zobaczyć tutaj.

5. E-edu Zwierzaki-przedszkolaki - tutaj mamy już do czynienia z świetną serią cudownych maskotek o różnych kształtach. Zwierzaki jak i lale - posiadają całe mnóstwo funkcji, które uczą Waszego malucha. Liczą, śpiewają piosenki, znają nazwy owoców. Po całym dniu zabaw i tańców, na wieczór zaśpiewają Waszemu maluszkowi kołysankę. Ceny zwierzaków to: 69,99 lub 79,99. Całą serię możecie zobaczyć tutaj - klik.

 

Jeśli jesteście zatem rodzicami, którzy szukają dobrej jakości i funkcjonalności w dobrej cenie - trafiliście idealnie. Lalka Natalia będzie zdecydowanie jedną z tych TOP zabawek, które nie tylko ładnie wyglądają, ale też przyczyniają się do rozwoju mojego dziecka. Stwierdzam jednak, że każda z tych 6 propozycji, będzie trafionym prezentem, który Wasze dzieci znajdą czy to w bucie na mikołajki, czy pod choinką w Boże Narodzenie.

Wszystkie zabawki możecie zobaczyć na stronie kupzabawke.pl . Koniecznie dajcie znać co wpadło Wam w oko!

Poród to takie jedno wielkie BUM. Wywraca nasze życie do góry nogami. Nieważne jak bardzo będziemy przygotowane, uświadomione - i tak macierzyństwo będzie jednym wielkim zaskoczeniem. No i generalnie każdy dobrze wie, co się zmienia odkąd w życiu pojawia się dziecko... Ale zmieniają się też rzeczy, o których byśmy nawet nie pomyślały...

Nikogo już chyba nie zdziwi oświadczenie: dziecko zmieniło całe moje życie! Każda z nas napisałaby tutaj całe mnóstwo podpunktów jak: nie śpię, zaczęłam pić kawę, uprawiam seks "na czuja",  budzę się ze stopą dziecka w buzi.. Potem oczywiście przeszłybyśmy wszystkie do tych pozytywów typu: całe mnóstwo miłości, jest dla kogo żyć, ktoś widzi w Tobie cały swój świat, ktoś budzi Cię buziakiem... No ale to jest takie OCZYWISTE! Zmieniają się jednak też takie rzeczy, o których nigdy w życiu bym nie pomyślała... DZIWNE wręcz. No sami zobaczcie!

1. Horrory - o panie! Jak ja kochałam je oglądać. Mogłabym oglądać je każdego wieczoru. Horrory, dramaty... to było to! A teraz? A w życiu! Boję się wszystkiego jak tchórz, jak ktoś strzela to ja zasłaniam oczy, a nie daj Boże jakieś dziecko jeszcze będzie płakało, to od razu pędzę do Poli i choćby spała to ją wyściskam... Co się tu do cholery dzieje? Jakiś nowy poziom wrażliwości? A niech na filmie jakiś potwór z szafy wyjdzie, to sprawdzać 10 razy będę czy drzwi zamknięte. A i stopy spod kołdry nie będą mogły wystawać!

2. Choroby lokomocyjna - miałam w dzieciństwie, potem ustało. Po porodzie wróciło jak BUMERANG. Nawet kilku kilometrów spokojnie bez tabsa przejechać nie mogę. A nawet jak łyknę tabletkę, to i tak po powrocie czuję w żołądku jedną wielką rewolucję. Istna męczarnia, pora sprzedać auto.

3. Strach - przed wszystkim. Przed wojną, przed wypadkiem kiedy jadę autem, przed dziwnymi ludźmi, których mijam na ulicy. Przed bombą atomową, przed śmiercią. Nagle człowiek zaczyna myśleć, że takie rzeczy SERIO się dzieją, i ciul tam z nami, ale nasze dzieci. O właśnie. To z troski chyba...

4. Nocne oglądanie seriali - taaaak, oczywiście! To była dla mnie jedna z najprzyjemniejszych rzeczy! A teraz?! Jak już znajduję czas to oko mi się zamyka po 10 minutach, albo siedzę dziwnie niespokojna, że chyba jednak powinnam sprzątać, albo jeszcze popracować, a nie tam jakieś seriale... to taka strata czasu. No nic. I tak bujam się z dr.housem  i bujam od kilku lat i chyba nigdy go nie skończę... a gdzie cała reszta?!

5. CIĄGLE COŚ - to takie coś co dopada ludzi, kiedy wkraczają w dorosłość, a już najbardziej kiedy rodzą dzieci. Wiesz...odkładasz stówkę, a jutro dziecko potrzebuje leków za 200. Odkładasz 500, a jutro psuje się auto i wydajesz tysiąc. No i generalnie już walić kasę, ale... myślisz, że będziesz mieć luźniejszy dzień, a dziecko stwierdzi, że chce na tobie cały czas wisieć. Położysz się wcześniej spać, to okaże się, że dziecko właśnie wstało. No i tak kurka CIĄGLE COŚ!

No i już pominę te inne dziwactwa, które uległy zmianie. Np. cycki wyparowały w jakiś dziwny sposób i już nigdy nie wróciły na swoje miejsce. Pośladki jakby opadły, ale to można tłumaczyć grawitacją. To, że przy bezdzietnych koleżankach czuję się nagle jak 40, a przy czterdziestkach jak ich córka. Ach! Bez znaczenia!

Najfajniejsze jednak jest to, że z tych wszystkich dziwactw można się śmiać ze swoimi przyjaciółkami w nieskończoność. Ale te przyjaciółki też muszą mieć dzieci. Bo inaczej to tak mało śmiesznie jakoś... ;)

Dzisiaj obudził mnie kop prosto w facjatę. Nie plaskacz z dłoni, nie od damskiego boksera, nie od jakiegoś włamywacza. Kop z nogi od własnego dziecka. Przerabiałam już budzenie się z jej pupą na twarzy, z palcem w nosie, albo i z całą jej osobą na mnie. Ale tak "soczystego" kopa w fejs, to nie dostałam nigdy.

No i budzę się i już mam ochotę przekląć, wymordować pół świata. Bo nos mi pulsuje jak oszalały, a to tylko siła stopy w rozmiarze 23. No ale otwieram w końcu oczy - patrzę, a tu śmieje się ze mnie ONA. Potwór w ludzkiej skórze... i ma takie słodkie oczka, a ja do niej mówię "Kochaniutka Ty moja". A ona jak rozpędu nie wzięła i z główki mi nie przywaliła w moją głowę. I amok. Córka się śmieje, nic jej nie boli, totalny luz, tyle śmiechu. Przecież to takie fajne wygłupy robić "tryk" bez wyczucia... I tak zaczął się nasz dzień. Dzień, w którym zadałam sobie jedno, zasadnicze pytanie " Gdzie jest moja grzeczna córeczka?!".

Kilka miesięcy temu dostawałam komentarze "Oj przytulaj, bo niedługo to będzie Ci uciekać". Ale Ala zawsze wie lepiej. ZAWSZE. I pod nosem sobie odpowiadała "To, że Tobie ucieka teraz, to nie znaczy, że mi będzie". AHA. No. Na pewno. I mimo, że jakoś tam sobie z Polą ze sobą dobrze żyjemy, umiemy się bawić i w miarę dogadywać. To ja jej czasem TAK CHOLERNIE NIE ROZUMIEM. I zazwyczaj w tych momentach jestem na skraju. Albo mam już dość/albo wybucham śmiechem choć nie powinnam. Dobra, przyznaje się. Są jeszcze dwa inne wyjścia. Albo biorę na ręce i przytulam jakby stała jej się jakaś krzywda, albo ... USTĘPUJĘ i daję jej się pobawić tym pieprzonym masłem!

Tak, tak...masłem. Nigdy nie wiesz przecież jakie twoje dziecko będzie mieć marzenia, pragnienia i kaprysy. Ach - jakie kaprysy! Przecież to tylko wyrażanie swoich potrzeb. Tak denerwujące i tak słodkie zarazem... No ale dobra. Masło to pikuś. Bo sytuacji podobnych dziennie jest ostatnio od groma, a jak są dwie na dzień, to wieczorem jestem tak dumna, że w łazience odprawiam taniec radości pochodzenia niewiadomego. Ale zapewne od jakiś tubylców.

No ale... pewnie myślicie sobie. Co to są za sytuacje? A no fajne takie. Np.

 

1) Chce jeść masło palcem, ale nie chce pobrudzić palca - wsadza palec w masło, bierze do buzi, na palcu zostaje plamka. AFERA.

2) Chce wbić jeden klocek w drugi klocek, ale kiedy go wbija stwierdza, że nie było to idealne rozwiązanie - AFERA.

3) Chce iść do łóżka "Aaa" czyt. spać, ale kiedy się w nim kładzie, stwierdza, że chyba jednak nie chce - AFERA.

4) Chce założyć rajstopy, ale kiedy jej je zakładam i widzi na stopach myszki - AFERA.

5) Każe zdjąć sobie rajstopy z myszką, ale kiedy jej zdejmuję, rzuca się na ziemię, bo jednak chce myszki na stopach - AFERA.

6) Chce pić mleko, ale kiedy jej je podgrzeję, to stwierdza, że chce to z lodówki ( to samo ) podgrzane jeszcze raz. Mówię, że już jej podgrzałam i ma wypić TO. AFERA.

7) Mówi, że chce się kąpać, ale kiedy nalewam jej wody do kąpania i rozbieram stwierdzam, że nie chce. Bo nie. AFERA.

8) Chce iść spać, ale jej ramionko delikatnie styka się  z ramieniem F. - AFERA.

9) Ludzik DUPLO nie chodzi sam - AFERA.

10) Drewniana krowa nie ryczy - AFERA.

11) Nie pozwalam jej uderzyć siebie - ŚMIECH.

 

I ja się pytam - gdzie ta moja słodka Polka się podziała? Gdzie to moje dziecię, co nie uciekało przed buziakami, nie kładło się w markecie na podłodze. I NIE! Wcale nie z powodu buntu. Po prostu...nogi bolą.

I w sumie mnie to czasem tak cholernie śmieszy. Bo to żaden płacz prawdziwy, a istna furia udawana, krzyk bez łez i spoglądanie spod byka, co by reakcję matki sprawdzić. A matka w sobie tłumi albo wszechogarniającą kurwicę, bo AFERA dzisiaj setna, albo śmiech, bo to w sumie śmieszne, a nawet słodkie jest, no ale zasada jest żelazna - na furiozy śmiechem reagować nie można. A przynajmniej nie można dać po sobie tego poznać, bo by potwór mały na dobre już sobie mnie podporządkował.

No i mówią te matki znawczynie, że dzieci zachowują się tak jak je wychowujemy, że jak matka, by się starała, to by furii nie było - a ja tym matkom mówię - a dajcie Wy mi święty spokój z tymi ruskimi teoriami. Dziecko to dziecko. Wykrzyczeć się musi. Nawet jeśli chodzi tutaj o sprawę wielkiej wagi - jak myszki na rajstopach.

.

.

.

A tak w ogóle...czy to nie jest przypadkiem słynny bunt dwulatka? Plotki głoszą, że trwa on aż do...osiemnastki... i z roku na rok wcale nie jest łatwiej. W przeciwnym razie nie słyszałoby się ciągle od "wróżek" -  "Teraz to jest pikuś! Zobaczysz za rok!" ;)

 

PS: A teraz przebrnijcie przez zdjęcia, przypatrzcie się uważnie i jeszcze poszukajcie tekstu na samym dole, a co!

DSC_0237

 

DSC_0239

 

DSC_0240

 

DSC_0241

 

DSC_0244

 

DSC_0245

 

DSC_0247

 

DSC_0248

 

DSC_0249

 

DSC_0250

 

DSC_0251

 

DSC_0253

 

DSC_0254

 

DSC_0255

 

DSC_0258

 

DSC_0259

 

DSC_0260

 

DSC_0261

 

DSC_0263

 

DSC_0264

 

DSC_0265

 

DSC_0266

 

 

DSC_0268

 

DSC_0270

 

DSC_0271

 

DSC_0273

 

DSC_0278

 

DSC_0279

 

DSC_0280

 

DSC_0281

 

DSC_0282

 

DSC_0283

 

DSC_0286

 

DSC_0287

 

DSC_0288

 

DSC_0290

 

DSC_0291

 

DSC_0292

 

DSC_0293

 

DSC_0295

 

DSC_0297

 

DSC_0300

 

DSC_0301

 

DSC_0302

 

DSC_0303

 

DSC_0307

 

DSC_0311

 

DSC_0312

 

DSC_0313

 

DSC_0317

 

DSC_0318

 

DSC_0319

 

DSC_0320

 

Te wszystkie cudowności, które widzicie na zdjęciach to właśnie to co zapowiadałam na facebooku. Nowa kolekcja Lilu shop - jest to jedna z tych firm, które mogę polecać z ręką na sercu. Każdy kto skusił się na ich produkty potwierdzi, że tutaj NIESAMOWITA jakość broni się sama. To już kolejne produkty od Lilu w naszym domu i kolejne trafione. Czemu? A no bo myślałam, że mebelki dziecku radości nie sprawią. Ale już takie kolorowe, funkcjonalne i w wersji mini - OWSZEM! Totalnym wypasem jest dla mnie siedzisko z funkcją kufra na zabawki. W internecie jeśli mam być szczera nie prezentowało się aż tak super, ale w realu to jest mistrzostwo. Śliczne i funkcjonalne. Zamawiając te mebelki, miałam głównie w głowie założenie, by po salonie nie walały mi się zabawki. No i wyszło. Klocki LEGO są chowane do kuferka ( słooodki co?) , a maskotki i pierdołki do siedziska. No, a ten serwis do kawy stoi sobie ładnie na stoliczku i nie rzuca się w oczy. Pola chce tam robić wszystko. Jeść, rysować, odpoczywać :D A odkąd klocki lego są w kufrze to... jakoś tak bardziej nagle jej się podobają, bo wstaje z rykiem rano i prowadzi mnie za palec prosto niego. Obserwatorzy instagrama już się o tym przekonali! Lilu - czy wy te zabawki czymś nasączacie? :D Poza mebelkami - to co widać. Świetna przytulanka i MEGA, piękny, słodki i mięciutki kocyk w najpiękniejszy wzór EVER. Łapacze <3 Zresztą...co ja Wam będę tutaj pisać. Sami widzicie... ;)

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram