0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

To był wspaniały weekend. Mnóstwo emocji, rodzinnego ciepła i wspólnego czasu. Wieliczka pozostanie w moim sercu już na zawsze - i wrócę do niej na pewno!

Mało mamy czasu i możliwości, by podróżować gdzieś we troje. Ostatnio pojawiły się jednak opcje pozwalające nam na chociaż takie krótkie 3 dniowe wycieczki. Korzystamy z tego, a właściwie... dopiero się rozkręcamy :P Ostatnio np. nocka i poranek w Krakowie, a potem kierunek Wieliczka. Obecnie - 4 dniowy trip do Łeby. Polska jest piękna - i chciałabym móc zobaczyć jak najwięcej jest zakątków.

Wycieczkę do Wieliczki mieliśmy zaplanowaną. Mieliśmy wyruszyć w piątek rano, ale w czwartek wieczorem spontanicznie zapakowaliśmy auto i wpisaliśmy w nawigację kierunek Kraków. Spędziliśmy tam noc i poranek. Po zaliczeniu seansu Króla Lwa i obiadku ruszyliśmy w stronę Wieliczki. Z czym się Wam ona kojarzy? Z solą? Z kopalnią soli? Może z tężniami? Pewnie tak. Ja jednak przez ten krótki czas, odkryłam w Wieliczce dużo, dużo więcej. Urokliwe zakamarki, przepiękne budynki i wspaniały klimat, który aż się prosi o to, by zostać w tym miejscu na dłużej. My nie mogliśmy sobie na to pozwolić, dlatego wykorzystywaliśmy każdą godzinę i minutę na to, by zobaczyć jak najwięcej.

Hotel, w którym się zatrzymaliśmy to Hotel Grand Sal na terenie Kopalni. Przez cały weekend mieliśmy tam zaparkowany samochód i wszędzie chodziliśmy z buta, bo wszędzie było tak blisko. Hotel bardzo fajny, przytulny. Miła obsługa, komfortowe pokoje, pyszne jedzenie ( zwłaszcza kolacje !!! ). Polecam też kąpiel solankową w jacuzzi. Połóżcie się, zamknijcie oczy i... odpłyńcie na moment :) Przed hotelem jest piękna fontanna, a wszystko otoczone jest cudownym, zielonym parkiem.

 

 

 

 

 

Trochę sobie w hotelu odpoczywaliśmy, ale wiadomo... jest lato! Nie ma co siedzieć w pokoju i nie wynurzać nosa. W piątkowy wieczór spacerowaliśmy, jedliśmy pizzę, lody w plenerze. Podziwialiśmy architekturę, skręcaliśmy w tajemnicze uliczki. Delektowaliśmy się spokojnie płynącym czasem, bo już w sobotę miało się zrobić niezwykle aktywnie. Większość osób zahacza jedynie o Wieliczkę, żeby zwiedzić Kopalnię i tyle. Ja próbowałam traktować Kopalnię jako jeden z punktów ( oczywiście nie mogłam się go doczekać najbardziej), ale chciałam też zobaczyć coś więcej. Chciałam zobaczyć duszę tej miejscowości i... udało mi się.

 

 

 

 

 

Następny dzień rozpoczęliśmy śniadankiem w hotelu, a potem ruszyliśmy odkrywać najbardziej pożądane w Wieliczce atrakcje. Zaczęliśmy od Tężni Solankowej. Tężnie mamy też w naszym rodzinnym Inowrocławiu, więc to dla nas chleb powszedni, ale... zawsze to inne miejsce, kształt, inne okoliczności. Pogodę mieliśmy piękną. Wyobraziłam sobie kilka kadrów, którymi chciałabym oddać piękno tężni, które zawsze fascynowały mnie swoją konstrukcją - trochę pomęczyłam mojego F. ale... udało się! Spacer obok tężni to zawsze nie tylko fajne wrażenie wizualne, ale przede wszystkim prezent od siebie dla swojego zdrowia - sól skraplająca się na gałązkach oczyszcza nasze drogi oddechowe i zdecydowanie sprawia, że oddycha się po prostu lżej i lepiej. Mam z tym ostatnio trochę problemów, więc cieszę się, że w końcu mogłam oddychać pełną piersią.

 

 

 

 

 

 

 

Prosto z Tężni Solankowej, poszliśmy pod Szyb Daniłowicza, gdzie miał czekać na nas przewodnik z grupą osób, z którymi mieliśmy zwiedzać Kopalnię Soli. Byliśmy z dzieckiem więc wybraliśmy trasę zwaną Odkrywamy Solilandię. Już w drodze do Wieliczki pisaliście mi o tej atrakcji  wyrażając jeden wielki zachwyt - z gwarancją, że dziecko będzie zafascynowane i szczęśliwe :D Także coś było na rzeczy.

Gdybyśmy byli bez Poli, zapewne zdecydowalibyśmy się na Trasę Turystyczną bądź Górniczą. Podczas takich tras, dostaje się kask, lampę, odpowiedni ochronny strój i podczas zwiedzania uczestnicy biorą jednocześnie udział w wydobywaniu soli czy wyznaczaniu dróg w ciemnościach - z chęcią się kiedyś na coś takiego wybiorę.

Bilety najlepiej kupić online. Kolejki są naprawdę długie, a jeśli wykupisz wcześniej bilet, to staniesz w specjalnej kolejce. Jeśli chodzi o trasę Solilandi, to niestety nie można ich kupić internetowo, ale trzeba je zarezerwować. Jeśli najpierw wybierzecie się do Kopalni to zachowajcie bilety, bo z nimi wejdziecie na Tężnię za niższą cenę.

 

 

 

 

Szczerze? Cieszę się, że wybraliśmy trasę dedykowaną dzieciom - nigdy w życiu nie powiedziałabym, że można w taki fajny sposób oprowadzić dzieci po Kopalni i przy okazji "sprzedać" im tyle ciekawostek. Oprowadzał nas Górnik, który zwracał się bezpośrednio do dzieci, robił im różne wyzwania, zagadki - np. moja Pola niosła na szyi przez całą wycieczkę herb, który potem był gwarancję tego, że dojdziemy do królestwa Skarbnika... Inne dziecko zaznaczało napotkane rzeczy na swojej mapie. Po drodze spotkaliśmy śpiącego Soliludka, który przejął jako przewodnik część trasy, a dzieciaki wpatrywały się w niego jak zaczarowane! Dobra - dorośli też :D

 

 

 

 

 

 

 

Byłam zafascynowana tym, w jaki sposób skonstruowana jest Kopalnia, ale głównie opowieściami o tym, jak kiedyś wyglądało funkcjonowanie w niej. Na początku do Kopalni schodziliśmy schodami... 130 metrów pod ziemię. Pokonaliśmy ich chyba około 600. Chodziliśmy po Kopalni krętymi korytarzami ( jest ich ok. 250 km), mijaliśmy solne rzeźby, jeziora, komory, kaplice - np. kaplica Świętej Kingi, którą znałam zawsze jedynie z pocztówek. Kryształowe żyrandole, płaskorzeźby na ścianach i spora przestrzeń wkoło, która powala swoim ogromem. Po drodze mijaliśmy różne rzeźby, które przedstawiły historię ludzi pracujących niegdyś w Kopalni.

 

 

 

 

 

 

 

 

Trasa z przewodnikiem miała swój finisz po dotarciu do Skarbnika - mimo, że mam 26 lat, dotarcie do niego i zobaczenie tak magicznego miejsca, totalnie mnie wbiło w podłoże. Skarbnik poprosił herby, wziął Polę i drugą dziewczynkę za rękę i wprowadził nas na ogromną powierzchnię pełną świateł, z rozbrzmiewającą muzyką i śpiewem dziecięcych głosów: Solilandia, Solilandia... coś wspaniałego! Polcia z koleżanką dostały sztabki soli, i tak co chwilę za zrobione zadania, pozostałe dzieci również je dostawały.

 

 

 

Po skończeniu naszej trasy zjedliśmy jeden z lepszych obiadów w naszym życiu w podziemnej Karczmie. Zjadłam tam najlepszego Devolay'a na świecie i jedną z lepszych pomidorówek :D

 

 

Na koniec czekał nas już tylko spacer do... windy. Trochę mnie to zestresowało, bo ogólnie nie lubię wind, a już takich ciasnych i pod ziemią... ale to też zaliczyłam do fajnych przeżyć - Pola się chichrała ja udawałam, że jestem totalnie wyluzowana jadąc w górę :D Po wyjściu z windy, przeszliśmy jeszcze przez sklep, w którym zapatrzyliśmy się w pamiątki.

Musieliśmy trochę odsapnąć w hotelu po tak intensywnym zwiedzaniu od samego rana. Wybraliśmy się na kąpiel solankową, zjedliśmy obłędnie pyszną kolację i... poszliśmy na wieczorny spacer. Zabraliśmy Polę na wesołe miasteczko i w momencie, w którym weszliśmy na Diabelski Młyn i byliśmy na samej górze, całe niebo rozświetlił pokaz fajerwerków. Śmiałam się i krzyczałam jak dziecko, było wspaniale i tak.. filmowo, bajecznie.

W niedzielę rano zjedliśmy śniadanko, poszliśmy jeszcze na spacer i ruszyliśmy do Aqua Parku w Krakowie a potem na obiad do Kompanii Kuflowej pod Wawelem. Do auta pędziliśmy w rozszalałą ulewę i wichurę i... pojechaliśmy z powrotem do Warszawy. W trasie, przypomniało mi się, że w barowej lodówce w pokoju hotelowym, zostawiłam kupioną w Kopalni... czekoladę z solą i truskawkami! Ogromnie ubolewam, bo jedną zdążyliśmy zjeść w hotelu i nigdy nie zapomnę tego smaku!

Podsumowując - korzystaliśmy ile tylko się dało przez tak krótki czas. Chcieliśmy też mieć z tego pamiątkę, więc staraliśmy się zrobić trochę fajnych kadrów. Zdjęcia może nie oddają aż tak klimatu jaki tam panował, bo trzeba to przeżyć żeby to poczuć. Mamy jednak nadzieję, że dzięki zdjęciom, a przede wszystkim dzięki relacji na stories (po której dostawałam setki wiadomości z zachwytami ) pozwoliliśmy Wam się choć trochę poczuć tak jjak my. A przede wszystkim, że zachęciliśmy Was tym do zorganizowania podobnej wycieczki.

Dajcie znać czy byliście kiedyś w Wieliczce i co ciekawego udało Wam się w niej odkryć :) Uściski :*

Zakupy dobra rzecz. O ile masz kasę w portfelu i cierpliwość do dziecka, które akurat musisz wziąć ze sobą. Jestem raczej minimalistką - i właśnie przez to sporo zakupów robię stacjonarnie. Bo wolę przymierzyć, dotknąć, pomacać i wiedzieć, że to jest to. Nie oznacza to, że lubię chodzić po sklepach. Co to, to nie. No może czasami.

I powiem Wam szczerze, że jak się zastanowić, to te wszystkie wypady do galerii, na targowisko, do jakiegokolwiek sklepu - to się zawsze kończy tak samo i przebiega podobnie. Niby masz kupić 1 rzecz - kupujesz trzy. Niby masz być godzinę poza domem - nie ma Cię do samego wieczora. Niby ma być miło i przyjemnie, a zawsze, ale to zawsze, jest jakiś mini foszek. Bo przecież jakby inaczej. Matka za łatwo mieć nie może.

I zawsze, ale to zawsze, kilka identycznych tekstów pada z ust mojego dziecka. I ja już wiem, że one padną zanim w ogóle wyjdę z domu. Mało tego. Jestem na nie przygotowana! Ciekawi? No to jedziemy.

 

ZJEMY LODY?

I to ja rozumiem! Wtedy wiem, że ta dziewczyna to jest moja krew! Moje geny! :D No nie ma u nas zakupów bez lodów. Nie ma takiej opcji. Chociaż malutka porcja, a czasem to i wielki deser. Zależy - od kasy i od mojej chęci bycia pięknym i zgrabnym :D Polcia zazwyczaj wybiera jakieś ciasteczkowe, a już pełnia szczęścia to smak Oreo. U mnie to zazwyczaj klasyczna śmietanka, ale lubię też smaki typu mascarpone, beza... mniami!

 

MAMO, A PÓJDZIEMY DO SMYKA? CHOCIAŻ POOGLĄDAĆ!

Już wam kiedyś wspominałam o tym na stories. Nie ma absolutnie żadnego - ŻADNEGO - wyjścia na zakupy bez tego tekstu. I ja oczywiście zawsze idę. Czasem mi się nie chce i na dźwięk tego zdania dostaję białej gorączki, a czasem... czasem to nawet idę z wielką chęcią, bo czemu by nie obudzić w sobie małego dziecka i nie dać się ponieść w sklepie z zabawkami?! I ja ciągałam mamę po sklepach z zabawkami, nawet jeśli słyszałam: nie mamy pieniędzy - to ja chciałam sobie chociaż pooglądać.

Także tak - SMYK jest u nas stałym punktem programów zakupowych. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że w naszym przypadku największy szał to zawsze dział z gadżetami LOL Surprise - zawsze zaopatrujemy się w SMYKU w karty do katalogu, a ostatnio dorwałyśmy metaliczne tatuaże. Moja mama zawsze na święta zamiast zabawek robi tam zakupy odzieżowe - i tym sposobem Pola zawsze wyjeżdża od babci z nową odzieżową wyprawką :D Ostatnio na promce upolowała dla niej getry i kilka bluzeczek z krótkim rękawem. Aha ! I najważniejsze :D

Tylko w SMYKU, znajduje zawsze pasujące na Polę kapcie do przedszkola. A co najśmieszniejsze - kapci szukałam dla Poli ostatnim razem chyba przez kilka dobrych miesięcy. Jak już nawet był gdzieś jej rozmiar, to coś ją uciskało, coś było nie tak. No i raz w sklepie proszę Polę, by przymierzyła jedne, które były i w jej rozmiarze, i były w dodatku bardzo ładne. Przymierzyła, pochodziła, obejrzała. I nagle słyszę tekst: noo... są dobre. I są ładne ale no... (nie do końca wiedziała chyba jak wyrazić to co czuje :D) chyba takie nie dla mnie. A matce się autentycznie oczy zaszkliły w tym sklepie, bo doszło do mnie, że to już ten etap, że ona wie co lubi, w czym dobrze się czuje. I zapytałam: aha, czyli po prostu to nie jest twój styl, tak? Nie pasują do Ciebie, tak? - No właśnie tak. Nie pasują do mnie.

A ja broń Boże jestem ostatnią, by wciskać dziecku coś, co podoba się mi, a nie jemu. Kilka dni później znalazłyśmy w tym samym sklepie inne - piękne, pasujące. Śmiga w nich do tej pory :)

Marzeniem Polduny, które wraca do niej zawsze po pobycie w tym sklepie, jest baza Psi Patrol - no nie pytajcie. Nadal na topie. Ja rozmarzam się zawsze nad wielkimi zestawami LEGO... wielkim wesołym miasteczkiem albo pizzerią :D

 

DŁUGO JESZCZE?

I to zawsze, kiedy ja chcę sobie coś pooglądać i w to sklepie, w którym nie ma zabawek, oj nie! Wtedy to mi przykro i sobie myślę: oż ty! W SMYKU to trzeba obejrzeć wszystko z każdej strony, ale jak matka chce sobie kupić ciuszek, to ta zasada już nie obowiązuje, ja się pytam?! :P

Oczywiście staram się, mimo tego że Pola to jeszcze dzieciak, tłumaczyć jej - że ja też mam swoje potrzeby i też chciałabym sobie na coś chwile przeznaczyć - i skoro ja z nią mogę oglądać zabawki, to chyba ona też może chwilę pooglądać ze mną to, co ja bym chciała albo może przecież poczekać po prostu obok mnie. A że na zakupy chodzimy baaardzo rzadko, to Polcia robi się wyrozumiała i nawet ostatnio doradzała mi w odzieżowych wyborach :D

 

CZY JEST TUTAJ SALA ZABAW?

No nawet jeśli wie, że w danej galerii jest, to i tak nie powie: "Tam jest sala zabaw! Chcę iść!". Tylko będzie robić podchody typu... a jest tu jakaś sala? Chyba kiedyś widziałam... a fajnie jest na takiej sali, prawda? I tak w kółko :D I jeszcze jeśli jest to środek tygodnia, to łatwo mnie na to namówić, bo jest mało osób, ale jak już jest to weekend, to wiem, że to będzie tzw. godzina tortur :D Ale czego się nie robi dla dziecka, prawda ? :P

 

ZRÓB MI ZDJĘCIE!

Na to zawsze jestem przygotowana! :D Zawsze. Bo Polduna - jak i matka - lubi sobie upamiętniać to, co dla niej ważne. W przypadku Polduny są to zdjęcia z rozmaitymi deserami Oreo :D Z maskotkami ze sklepów. W maskach Pidżamersów w SMYKU. W autach sterowanych :D Z każdą napotkaną figurą czy ogólnie czymś fajnym :D Tym oto sposobem foldery na moim komputerze nazywają się: "Wizyta w SMYKU, styczeń 2018", "Zakupy w markecie, luty 2019", "Deser w kawiarni, kwiecień 2019" :D :D :D Można? Można :D

 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

I powiem Wam szczerze, że zawsze każdy nasz wypad na zakupy to jakaś historia, materiał na anegdotkę i mimo wszystko wspólny czas. Ostatnio Polduna coraz częściej mówi w drodze na zakupy: mamusiu, a pójdziemy pooglądać książki? I to mnie mega rozczula. W domu naprawdę dużo czytamy i cieszę się, że tą miłością zaraziłam i Poldunę. Siedzimy w księgarniach i bibliotekach godzinami. Czytamy, oglądamy, wybieramy coś dla siebie. Polcia jest naprawdę fajną towarzyszką moich wyjść - mimo foszków i ciągłych pytań...

 

A KUPISZ MI TO?

I ten oto kultowy tekścik zostawiłam sobie na koniec, bo to jest absolutny hit, który na zakupach pada kilkanaście razy. Ostatnio z szybkim dodaniem drugiej części: ale nie dzisiaj tylko kiedyś, jak będziesz miała pieniążki! :D Ja nie wiem za kim to się wdało. Ja moich rodziców nigdy nie prosiłam o nic za dzieciaka :D Może po prostu nie byłam przyzwyczajona, że dostaje się coś ot tak, bez okazji i było dla mnie normalne, że nie ma miejsca na spełnianie jakiś zachcianek. Dzisiejsze dzieciaki są już inne. Wszędzie wszystkiego jest ogrom. I próbując dać dziecku to, czego się nie miało, trzeba po prostu umieć wyznaczyć granicę, by dać możliwie najwięcej... i nie dać jednak zbyt dużo.

 

A teraz kolej na Was. Jakie teksty wy słyszycie najczęściej na zakupach? Poza oczywistymi typu: chce mi się siku! Chce mi się pić! Chce mi się jeść! - bo to są chyba teksty, które z nami, matkami, są cały czas. Nie tylko przy okazji zakupów :D

PAMIĘTAM, JAK ZA DZIECIAKA UWIELBIAŁAM ODPALAĆ SOBIE STARE BAJKI NA KASETACH VIDEO. MIAŁAM TAM BOLKA I LOLKA, REKSIA I KILKA INNYCH, DO KTÓRYCH ZAWSZE WRACAŁAM – SZCZEGÓLNIE, KIEDY BYŁAM CHORA I LEŻAŁAM W ŁÓŻKU.

Nieco później zaczął się etap chodzenia do kina – najpierw w mojej mieścinie chodziliśmy do małego, starego kina „Słońce”. Pamiętam, że chodziłam tam oglądać pierwsze części Harrego Pottera. Później, w gimnazjum i w liceum, chodziliśmy już do nowszego kina, które powstało w nowym mieście – było bardziej nowoczesne, były dwie sale, trochę więcej repertuaru i nowości. Nic jednak nie sprawiało takiej frajdy, jak wycieczki do większych miast, w których kina miały po kilka, kilkanaście sal.

Jednak największą frajdą było zawsze oglądanie seansu wspólnie – czy to z rodzicami, czy ze znajomymi. Wspólne emocje, wspólny śmiech, czasem łzy. A po seansie… przeżywanie tych emocji na nowo. W domu zazwyczaj bajki oglądałam samotnie. Byłam przeszczęśliwa, kiedy na świat przyszedł syn mojej siostry i mogłam oglądać je razem z nim. Do tej pory łapię się na tym, że kiedy dzieciaki oglądają jakąś bajkę, potrafię się wczuć równie mocno jak one. Dla mnie seansy bajkowe i chodzenie do kina – to nie tylko bezmyślne wgapianie się w ekran. To dużo, dużo więcej. Trzeba po prostu robić to mądrze.

 

WSPÓLNIE SPĘDZONY CZAS

Nie jestem zwolenniczką wielogodzinnego wgapiania się w ekran telewizora i oglądania kilku bajek pod rząd, jedna po drugiej. Ale uwielbiam umawiać się z Polą na wspólne wyjście do kina. Bardzo celebrujemy też czas – wybieramy z repertuaru to, co chcemy zobaczyć, planujemy dzień i godzinę i niecierpliwie czekamy na tę chwilę. Jak już jesteśmy na miejscu, to cieszę się, że siedzimy obok siebie, śmiejemy się z tego, co oglądamy, czasem też wzruszamy, a po wyjściu z kina chętnie komentujemy i wymieniamy się swoimi wrażeniami. Jesteśmy blisko siebie i patrzymy w tym samym kierunku. Jeśli rodzic siedzi obok, ale robi coś innego – tej magii i więzi nie będzie. Pamiętam, że jako dzieciak uwielbiałam jak ktoś starszy, kto spędzał ze mną czas, oglądał coś ze mną i razem ze mną się z tego śmiał i to przeżywał.

TEMATY DO DYSKUSJI

Wspólne oglądanie to zawsze dobre wyjście do rozpoczęcia rozmowy na temat kwestii poruszonych w bajce. Często jest to tolerancja, szacunek, emocje. Pamiętam, jak wiele możliwości do rozmowy stworzyła nam bajka „W głowie się nie mieści”. Żywo dyskutowałam z Polą o tym, dlaczego smutek i inne negatywne emocje również są potrzebne i nie można z nimi na siłę walczyć.

 

ROZWIJANIE ZAINTERESOWAŃ

Odpowiedni dobór repertuaru może pomagać naszym dzieciom rozwijać ich zainteresowania – środowiskiem, muzyką, historią, sztuką. Dziecko, które dopiero poznaje świat, może dzięki bajkom zobaczyć, co tak naprawdę je interesuje. Muszę tu wspomnieć o świetnej animacji „SING”, w której jest dużo muzyki, tańca, a także mądry przekaz, że dziecko może być kimkolwiek zechce - warto marzyć i dążyć do spełnienia tych marzeń. Uwielbiam tę bajkę i zawsze wracam do niej z utęsknieniem.

POZWOLENIE DZIECKU NA JEGO WŁASNĄ OPINIĘ

Wspólne oglądanie bajki to także refleksje i wnioski – zarówno rodzica, jak i dziecka. To świetna okazja, by pozwolić dziecku wyrazić swoje zdanie i je zaakceptować, a nawet rozwinąć temat. Który bohater Ci się podobał? Co było w nim fajnego? Czy w ogóle podobała Ci się bajka? Jeśli nie, to dlaczego? A przy tym możemy oczywiście wyrazić swoją opinię, skrajnie różną, podkreślając, że mamy prawo się różnić i mieć odmiennie zdanie na dany temat. Dziecko, które zobaczy, że mamy inne zdanie od niego, a jednak wyrażamy zaciekawienie i szacunek w stosunku do jego stanowiska, będzie czuło, że nie musi być takie samo, jak wszyscy. To dla niego sygnał, że ma prawo do bycia sobą i posiadania własnych poglądów, czyli buduje jego autonomię.

 

DOBRA ZABAWA

Nauka, rozmowy, dyskusje, zainteresowania - to wszystko jest ważne. Ale równie ważną korzyścią, która płynie ze wspólnego oglądania bajek – czy to w kinie, czy w domu – jest po prostu dobra zabawa. A dobrą zabawę uwielbiają i dorośli i dzieci. To fajna okazja do wspólnego pośmiania się, śpiewania, naśladowania i parodiowania postaci. Dzieci czują się ogromnie kochane, jeśli mogą spędzić z nami czas i jeszcze dobrze się przy tym bawić – jeśli oczywiście widzą, że nam również sprawia to radość, a nie, że robimy to na siłę.

 

WSZYSTKO JEST DLA LUDZI

Liczy się jednak umiar i zdrowy rozsądek. Wielogodzinne oglądanie bajek w TV – jestem na nie. Wspólne seanse i wypady do kina – jak najbardziej! Pierwszy raz zabrałam Polcię do kina, kiedy miała 3 latka. Spacerowałyśmy po Ursynowie i mijałyśmy Multikino i reklamę „Gdzie jest Dory?” I spontanicznie… weszłyśmy. Pola była zachwycona. Do tej pory ma do Dory ogromny sentyment. Była wtedy jeszcze mała więc po ok. 30 minutach musiała już zmieniać miejscówki i się ruszać, ale wytrwała aż do napisów końcowych. To był moment, kiedy zaczęło się w naszym życiu prawdziwe szaleństwo kinowe. Dla mnie to zawsze świetna wyprawa i super opcja, by spędzić z Polunią czas. Czasem jest to wypad bardziej zdrowy typu: bierzemy wodę i owoce. Czasem lecimy po całości, czyli popcorn i cola. :D Za każdym razem mówię sobie, że przecież ja nie lubię popcornu, a potem nie mogę przestać go chrupać i okazuje się, że jednak gadam bzdury. :D

 

RODZINA DO KINA

Nie będę tutaj ściemniać, że wypad do kina to taka tania sprawa, bo tak wcale nie jest. Przy dwójce czy trójce dzieci, dwójce rodziców i przekąskach do sali kinowej robi się z takiej atrakcji całkiem spory wydatek. My korzystamy z karty Rodzina do Kina, dzięki czemu naprawdę oszczędzamy w skali roku sporą sumę. Aby skorzystać z takiej karty, na seans musi wybrać się min. 1 rodzic i 1 dziecko. Maksymalnie z karty może skorzystać 7 osobowa rodzina – dwóch dorosłych i pięcioro dzieci. Z taką kartą, każda dorosła osoba płaci tak jak dziecko – czyli kupuje bilety w ulgowej cenie.

 

 

Dodatkowo, macie też 20% zniżki na wszystkie barowe przekąski, a umówmy się – przy wypadzie do kina większa bandą, każdy raczej chciałby sobie chociaż coś małego pochrupać czy wypić. Mi zawsze było szkoda kasy na te fajne napoje z filmowymi toperami, na których są bohaterowie bajek – a ze zniżką cena robi się dla mnie przyzwoita.

 

 

Każdy wypad do kina z taką kartą to punkty, które zbierają się na Waszym koncie. Każdy kupiony bilet z kartą to jeden punkt. Pięć uzbieranych punktów daje Wam zestaw barowy gratis, a 10 punktów – darmowy bilet. Czyli nie dość, że z kartą płacicie mniej, to jeszcze dzięki temu możecie chodzić za darmo do kina.

Kartę można zakupić w kasie każdego Multikina albo po prostu na stronie multikino.pl .

 

Jestem ciekawa, jak to jest u Was z oglądaniem bajek. Pozwalacie sobie na takie rodzinne wyjścia do kinowa z Waszymi pociechami? Jakie typy bajek najbardziej lubicie oglądać? A może macie taką, do której często wracacie? Dajcie znać w komentarzach! Uściski :*

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witajcie kochani. Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat - propozycje prezentów na Dzień Dziecka. Teoretycznie dla 5 latki, bo sugeruję się tym, czym bawi się moja Pola - ale oczywiście niektóre pozycje będą dobre zarówno dla młodszych jak i starszych pociech.

Polcia jeśli chodzi o zabawki to ogólnie złote dziecko. Bawi się wszystkim. Miała co prawda ostatnio etap, że nie bawiła się prawie niczym, w ogóle nie spędzała czasu w swoim pokoju, a jak już chciała się czymś bawić, to były to maskotki i figurki zanoszone do... salonu :D Ostatnio jednak powiedziałam: koniec! Dziecko moje posłusznie wysprzątało nareszcie pokój za pomocą moich wskazówek - ale już bez pomocy manualnej :D I wróciła na szczęście chęć na bawienie się w SWOIM pokoju. Nadmiar wszystkiego jakoś tak sprawia, że dzieciakom nie chce się używać wyobraźni do wymyślenia jakiejś czadowej zabawy. Moje dziecko niby bystre, mądre ( wiadomo, w końcu to MOJE dziecko :D ) a jednak też mamy ten problem, że nie wie co robić, w co się bawić i wszystko jest nudne. Są jednak takie rzeczy, które zauważam, że są u nas na topie i naprawdę fajnie się sprawdzają w codziennej zabawie. I dzisiaj takie właśnie rzeczy z naszej codzienności, postanowiłam Wam pokazać :)

Oczywiście od razu dodam, że propozycji mogłoby tutaj być dużo więcej. Polcia uwielbia wszelkiego rodzaju figurki, maskotki. Uwielbia wszystkie zabawy, z których można się czegoś nauczyć, np. loteryjki Kapitana Nauka czy gazetki z różnymi zagadkami - mamy tego całe mnóstwo. W takich gazetkach są ćwiczenia, dzięki którym dziecko uczy się liczyć, czytać, pisać, odróżniać zwierzęta, rośliny. Numerem jeden są u nas oczywiście książki, ale dzisiaj pokażę Wam jedynie jedną z nich i to taką, którą poleciła nam psycholog i która jest naprawdę wartościowa. Prezent na Dzień Dziecka powinien być jedynie dodatkiem, ale fajnie by było, gdyby był przemyślany i naprawdę sprawił naszemu dziecku radość. Ja zawsze zadaję sobie pytanie: po co Pola sama najchętniej sięga? Jakie bajki lubi? Jacy bohaterzy bajkowi są jej ulubionymi? Co często pokazuje mi w sklepach, w gazetkach? Jakie ma zainteresowania, co obecnie lubi robić najbardziej?

Sama zawsze doceniam mocno osoby, które dając mi prezent, naprawdę myślały o tym co sprawi mi radość, czym się zajmuję, co lubię, jakie mam zainteresowania. Kupić coś od tak, byle coś komuś dać - to żadna sztuka.

No. To teraz pora przedstawić Wam kilka naszych TOP propozycji. Mam nadzieję, że nawet jeśli żadna z poniższych propozycji nie będzie dla Was - to nasunie Wam chociaż odpowiedni trop odnośnie upominków dla Waszych pociech ... :)

 

PROPOZYCJE NA DZIEŃ DZIECKA

Hulajnoga LOL

Hulajnoga Lol Surprise to było marzenie Polci odkąd zobaczyła ją w galerii w Inowrocławiu. Jak łatwo się domyślić oglądając nasze relacje, Pola to fanka LOL z krwi i kości :D Ja tam się cieszę, bo lubię jak dzieci mają na punkcie czegoś fioła, kolekcjonują coś i po prostu - mają zajawkę :) Hulajnogę udało mi się zamówić z internetu za ok. 115 zł. Ceny są różne, ale na pewno bardziej opłaca się zamawiać przez internet niż kupować stacjonarnie. Hulajnoga jest kolorowa, dwukołowa i wg mnie wcale nie kiczowata. Polcia stabilnie na niej jeździ, wręcz sunie jak szalone, więc zakup uważam za udany :D Tutaj możecie sprawdzić ceny hulajnogi w różnych sklepach :) Wiadomo, jeśli dziecko nie lubi lub nie zna LOL Surprise, to taki wzór się nie sprawdzi, ale myślę, że ogólnie hulajnoga ( nie ważne z jakim wzorem ) to mega dobry pomysł na prezent na Dzień Dziecka. Dobra hulajnoga powinna być przede wszystkim lekka - ta właśnie taka jest. Biało czerwona flaga na hulajnodze nie jest w zestawie :D Pola postanowiła chyba w duchu patriotyzmu nieco ją sobie ozdobić i tak oto w centralnym punkcie znajduje się nasza piękna polska flaga. Można? Można :D :P

Wcześniej miałyśmy trójkołową hulajnogę z Decathlonu, ale jest ona zdecydowanie dla niższych dzieci - w zeszłym roku się sprawdziła, ale w tym była już niestety za mała. Aczkolwiek jeśli Wasze pięciolatki są niższe od Polduna, to u nich się zapewne jeszcze taka sprawdzi.

 

 

CIASTOLINA PLAY DOH - zestaw dentysta

Ten zestaw Pola dostała akurat pod choinkę. Ciastolina jest świetną zabawą, zwłaszcza kiedy chcemy, żeby dzieciom po całym dniu wrażeń opadły emocje i żeby mogły się trochę manualnie pobawić. Lepienie z ciastoliny rozwija motorykę małą i koordynację wzrokowo-ruchową. Dziecko podczas takiej zabawy pobudza swoją kreatywność i ćwiczy koncentrację. Cóż - same zalety :) Bo przecież pominę fakt, że ktoś to potem musi sprzątać i zapewne jest to matka :D Zestaw dentysta jest na tyle fajny, że nawet ja lubię polepić sobie zęby i złapałam zajawkę, żeby był jak najbardziej równiutkie :D Swoje mam krzywe, to chociaż w zabawie sobie ulepię białe i równiutkie :D Zestaw można kupić już za ok. 48 zł z dostawą - klik. W zestawie znajdziecie plastikową głowę, w której po otwarciu znajdziecie dziury na zęby. Są też ciastoliny w kolorze białym, czerwonym i turkusowym. Z białej ciastoliny robimy zęby, a z czerwonej i turkusowej możemy zrobić aparat ortodontyczny :D Jest też foremka do wyrabiania zębów, wiertełko, lusterko, szczoteczka i taki "chwytak" do zębów.

Z zestawów Play Doh, mamy też super zestaw Wesoła Kuchenka, w którym w foremkach robi się krewetki, mięso, warzywka - naprawdę rewelacja.

 

 

 

SQULA QUIZ

Uwielbiamy to !!! Naprawdę. To jest wg mnie najlepsza forma zabawy z dzieckiem - zaraz po wygłupach :D Chodzi mi mianowicie o naukę poprzez zabawę. Pola z tej gry dowiedziała się już naprawdę wielu rzeczy i zawsze motywuje ją fakt, że za prawidłowe odpowiedzi zgarnia żetony. W grze Squla Quiz są bardzo różne pytania - do takich by prawidłowo odczytać godzinę na zegarze, po takie: kto zostawił ślad pokazany na obrazku? Albo: Kiedy jest ci ciepło to... a - pocisz się, b - łzawisz itp. Pytania dotyczą zarówno zwierząt jak i ludzi, pogody, rymów. No jest tutaj szeroki zakres wiedzy naprawdę :) Teoretycznie jest to gra dla uczniów klas pierwszych, ale naprawdę wierzcie mi, że 5 latek poradzi sobie z większością pytań, a jeśli nie - to właśnie z tej gry dowie się jakie są odpowiedzi i na pewno to zapamięta. O to chyba właśnie chodzi, prawda? :) Tutaj możecie sprawdzić gdzie i za ile kupić taką grę. A my dziękujemy z całego serca wujkowi Maciejowi i cioci Monice za ten prezent dla Polci :* Takie prezenciki uwielbiamy i doceniamy najbardziej!

Nie wiem czy wiecie - ja przypomniałam sobie o tym robiąc zdjęcia Squli do tego wpisu :D Ale Squla to także platforma edukacyjna, w której znajdziecie interaktywne gry, quizy, zadania dopasowane do wieku Waszych dzieci, edukacyjne filmy. Przy abonamencie rocznym płaci się 15 zł za miesiąc, więc na pewno jest to mały koszt za za inwestycję w rozwój i wiedzę naszego dziecka. Ja właśnie wykupiłam dostęp, więc na dniach powiem Wam jakie są moje wrażenia.

 

 

 

 

 

KSIĄŻKA - EDZIO, PRZYJĘCIE W BLASKU KSIĘŻYCA

Niesamowita i obowiązkowa pozycja w biblioteczce każdego dziecka. Poleciła mi ją psycholog, u której byłam skonsultować się w sprawie nieśmiałości i wrażliwości Poli. Książka cudownie porusza zagadnienie nieśmiałości i pokazuje dzieciom, że mimo jej odczuwania, można normalnie funkcjonować, budować poczucie własnej wartości i krok po kroku przełamywać swoje słabości. Książeczkę dostaniecie w internecie już za ok. 20 zł - sprawdźcie tutaj :)

Zawsze, kiedy nie mam pomysłu na prezent - ostatecznie sięgam po książkę. To jest zawsze strzał w dziesiątkę. Pola uwielbia kiedy jej czytam, pomalutku zaczyna już sama ( na razie tylko króciutkie wyrazy). Ja jestem prawdziwym książkoholikiem i cieszę się, że tą miłością zaraziłam również Polę. Jeszcze do niedawna kupowałyśmy książki w ilościach no... całkiem niezłych :D Od kilku miesięcy przerzuciłyśmy się na bibliotekę i potrafimy tam spędzać całe godziny. Pola zawsze wykorzystuje swój limit książek maksymalnie i wychodzi z biblioteka obładowana po czubek nosa :D Mamy taką wieczorną rutynę, że zawsze czytamy dwie książki: jedną krótszą całą, a po niej rozdział czy jakąś część długiej - np. teraz czytamy Anię z Zielonego Wzgórza, którą przywiozłam od moich rodziców. To, że podoba się Poli to jasne. Ale najbardziej niesamowite jest to, jak po latach podoba się mi. Kiedy Pola zasypia podczas czytania Ani to ja łapię się na tym, że galopuję z tekstem jeszcze dalej i dalej... i ciężko mi się oderwać... Z takich grubszych książek, przeczytałyśmy ostatnio z Polą ponad 400 stron Przygód Mikołajka i ok. 400 stron Dzieci z Bullerbyn. Uwielbiam to, że każdego wieczoru przez dłuższy czas, wracamy do tych samych bohaterów jednej książki... Polecam Wam takie coś z całego serca!

 

 

 

 

LITERY PISZĘ I ZMAZUJĘ - KAPITAN NAUKA

Nasz nowy hicior, który kupiłyśmy spontanicznie na ostatnich zakupach w galerii :) Mamy już całkiem pokaźną kolekcję zabaw od Kapitana Nauki, ale tym razem postawiłyśmy na to co jest u nas teraz na topie - nauka pisania i czytania. Polcia uwielbia tego typu "zabawy" i nawet sama sobie chyba nie zdaje sprawy, jak wiele one ją uczą :) Na kartach można pisać literki, na początku wg kropek, w następnych linijkach samemu. Są też wzorki, które rysuje się na tej samej zasadzie. W zestawie jest zmazywalny pisak, dlatego zabawkę można w kółko eksploatować. Kochamy wszystkie zabawy od Kapitana Nauki, a niewielka cena jest tutaj ogromnym plusem. Zestaw Litery Piszę i Zmazuję można kupić już za ok. 22 zł z wysyłką.

Ogólnie jeśli chodzi o naukę pisania itp. to w empiku zawsze jest masa różnych zeszytów do ćwiczeń, dopasowanych do dzieci w różnym wieku. To właśnie w tym dziale przepadamy zawsze z Polą najbardziej. Od zawsze każdemu polecam taką formę zabawy z dzieckiem. Zmuszanie do nauki zazwyczaj ma odwrotny skutek, a tutaj wystarczy odpowiednią dawkę wiedzy przemycić poprzez rysunki, zagadki. W większości takich zeszytów za prawidłowo wykonane zadania dostaje się naklejki, które się prawidłowo rozwiązanych zadaniach nakleja - to zawsze bardzo motywuje Polcię, ale ona ogólnie jest wielką fanką jakichkolwiek naklejek, więc może dlatego ten sposób jest dla niej taki dobry :D U Was też naklejki robią taki szał? Jestem właśnie ciekawa czy to powszechne zjawisko u dzieci hehe :)

 

 

 

Jeśli chodzi o Kapitana Naukę to dla młodszych pociech, polecam z całego serca serię Loteryjek, np. dla 2 latków: Zwierzęta, Kolory, Świat. Dla 3 latków: Ubrania . Dla 4 i 5 latków: Pory Roku, Kosmos albo Rodzinka :) Pola do tej pory uwielbia ubranka, pory roku i rodzinkę :) W grze znajduje się 6 plansz i 36 żetonów. Loteryjki polegają na wyszukiwaniu żetonów, które pasują do naszej planszy. Fajna zabawa, w której dziecko ćwiczy spostrzegawczość, umiejętność rozpoznawania kształtów i motorykę małą.

 

PODSUMOWUJĄC ...

No. To na tyle! Co roku, staram się wybierać kilka propozycji adekwatnych do wieku Polci. Wybieram te rzeczy, które dobrze się u nas sprawdzają w danym czasie. Nie chcę robić na siłę 100 propozycji dla każdego wieku, bo... bardziej obiektywna będę pokazując to co akurat u nas jest na topie :D Polcia bawi się wieloma zabawkami, ale chciałam Wam pokazać te rzeczy, które nie kosztują majątku, bo przecież ... prezent na Dzień Dziecka powinien być jedynie dodatkiem. Niech Dzień Dziecka będzie wyrażeniem miłości poprzez spędzenie wspólnie czasu, wymyślanie rozrywek na świeżym powietrzu, bycie tu i teraz całym sobą dla dziecka. I niech to wszystko o czym napisałam, będzie w naszej codzienności znacznie częściej, niż tylko w Dzień Dziecka :)

A jakie są nasze plany na Dzień Dziecka? Chyba uzależnimy je od pogody. W Warszawie zawsze jest co robić. Może postawimy na piknik w plenerze. Zrobimy kanapki, babeczki. Weźmiemy kosz z owocami, kocyk, gry planszowe i piłkę. I może po prostu będziemy spędzać ze sobą czas grając, bawiąc się, śmiejąc i wcinając pyszności na świeżym powietrzu ... Rozmarzyłam się!

Może wybierzemy się do jakiegoś muzeum, a może na jakąś małą wycieczkę w nowe, dotąd nieznane nam miejsce. Każda okazja jest dobra, by dać dziecku 100% uwagi i całego siebie. W tym roku jakoś tak nie mogę doczekać się Dnia Dziecka, jak gdyby to miało być moje święto. Cóż... sprawianie dziecku frajdy zawsze jest mega satysfakcją i radością dla rodzica, więc może to dlatego.

Jestem ciekawa jakie Wy macie plany? Zabawa w domowym zaciszu, a może plener, który nic nie kosztuje? Długi spacer całą rodziną i ogromna pizza, czy może wycieczka do parku rozrywki? Czego nie wymyślicie, jestem pewna jednego - dla każdego dziecka najważniejsze będzie to, że będziecie tego dnia razem. I to w tym wszystkim będzie przecież najważniejsze. Cała reszta to tylko miło dodatek :)

Dobrego Dnia Dziecka kochani! Bawcie się dobrze i cieszcie się sobą ... :*

 


 

Ach, zapomniałabym! Pochwalcie się też, na jakie prezenty zdecydowaliście się w tym roku i jakie zabawki są teraz u Was na topie? Jestem ogromnie ciekawa co u Waszych pociech sprawdza się teraz najbardziej ... :) Ściskam Was ciepło kochani :*

Nie mogłam wyobrazić sobie piękniejszej relacji niż ta, którą tworzę razem z Polą. Zupełnie serio i bez lukru - ja naprawdę nie spodziewałam się, że tak dobrze będę czuć się w roli mamy i że swoje nastoletnie lata pełne bólu i depresji, przekłuję w atut - będę chciała pokazać Poli, że można inaczej. Lepiej niż ja.

Pola ma dopiero pięć lat, a ja już teraz zaczynam rozumieć ( poniekąd ) powiedzenie: małe dziecko - mały kłopot , duże dziecko - duży kłopot. Piszę poniekąd, bo po pierwsze dziecko to nie jest żaden kłopot ani przyczyna kłopotów, ale... zdecydowanie jest to wyzwanie. I im dziecko jest starsze - tym wyzwanie jest coraz większe. Ja traktuję to jako swego rodzaju misję - bardzo mi zależy na tym, żeby Pola wyrosła na mądrą, pewną siebie dziewczynę - i jestem zmotywowana tym bardziej kiedy widzę jak ogromne postępy zrobiłyśmy przez kilka miesięcy w temacie jej nieśmiałości i wrażliwości. Praca z dzieckiem, stwarzanie mu bezpiecznych warunków - to wszystko dało nam wspaniałe efekty, ale najważniejsza zawsze była, jest i będzie - rozmowa.

ROZMOWY NA TRUDNE TEMATY

Mamy ich na koncie już wiele. Rozmowa o śmierci - pytania posypały się, kiedy kilka miesięcy temu odszedł mój dziadek. Rozmowa o wstydzie przed innymi - kiedy po raz kolejny ktoś śmiał się w przedszkolu z Poli. Rozmowa o płci, o różnicach w ciele chłopca i dziewczynki. A ostatnio rozmowa o tym, czym jest okres - bo Polę zaintrygowało w końcu, dlaczego mama co miesiąc krwawi.

Te wszystkie rozmowy łączy jedno - ciekawość dziecka. Wielu rodziców nie umie rozmawiać ze swoimi dziećmi, zbywa je, odpowiada wymijająco. A to my - to my jesteśmy najważniejszymi nauczycielami w życiu naszych dzieci. Nie możemy ich mamić do końca życia opowieściami o bocianach i o tym, że mamy "ałka". Musimy możliwie najlepiej tłumaczyć im w miarę ich dorastania, wszystko to, co one próbują zrozumieć i z czym do nas przychodzą.

Temat okresu - był dla mnie ciężkim tematem. Nie dlatego, że to jest dla mnie coś, o czym nie powinno mówić się dzieciom - nie wiedziałam po prostu jak to wytłumaczyć 5 latce. Postanowiłam więc zrobić to najprościej jak umiałam. Na razie poszło mi dobrze - bo temat dotyczy mnie. Ale przyjdzie kiedyś czas, kiedy temat trzeba będzie rozwinąć - bo nasze córki doświadczą go na własnej skórze.

To co mogę zrobić już teraz - to uświadomić swojej córce, że ciało i to co się z nim dzieje - nie powinno być dla nas niczym wstydliwym. Jestem jak najbardziej za reformą, która uczy dzieci świadomości swojego ciała - tego, że mamy prawo się dotykać, mamy prawo poznawać i lubić swoje ciało i to my jesteśmy tymi, którzy o nim decydujemy.

 

 

JAK ROZMAWIAĆ Z CÓRKĄ O DOJRZEWANIU?

  1. Przede wszystkim naturalnie i dojrzale. Bez dziecinnych zdrobnień ( ale też prostym językiem) , chichotania i zawstydzania naszego dziecka. Pokażmy dziecku, że to temat, który dotyczy również nas - dorosłych kobiet. Bądźmy w każdej takiej rozmowie przyjaciółką dziecka, a nie dorosłym, który karci za niewygodne pytania.
  2. Słuchajmy uważnie pytań i pozwólmy dziecku pytać o co zechce, nawet jeśli się krępuje - pamiętam, że kiedy ja dojrzewałam, miałam w głowie milion różnych pytań - które nigdy nie padły... krępowałam się, bałam się, że ktoś mnie wyśmieje. Moja mama nie była akurat typem, z którym można było poruszać takie tematy, a ja czułam się jak błądzący we mgle. Gdyby nie moja starsza siostra, nie miałabym pojęcia o najbardziej podstawowych kwestiach ...
  3. Rozmowę o miesiączce warto przeprowadzić zanim ona nadejdzie - nie warto czekać do ostatniej chwili. Ja już teraz, wykorzystałam okazję kiedy Pola podpytała mnie o okres i opowiedziałam jej o czasie w życiu każdej dziewczynki, kiedy jej ciało zaczyna się zmieniać. Z takim dzieckiem jak Pola, łatwiej jest rozmawiać na takie tematy, bo dla 5 latki zadawanie pytań o okres, czy o swoje ciało, nie wiąże się jeszcze z takim wstydem i krępacją jak u nastolatki.
  4. Tampony, podpaski - to naturalne! Nie chowam ich tak, by nikt nich nie widział. Nie boję się mówić na głos tych słów i nie kitram ich wśród czeluści zakupów kiedy stoję przy kasie. Takim zachowaniem od maleńkości wpajamy dzieciom, że temat okresu to coś wstydliwego, o czym się nie mówi.
  5. Bez wielkiego show - ja stawiam w każdej rozmowie na metodę małych kroków, bez robienia wielkiego szumu, że dzisiaj poruszymy ten i ten temat. Wolę kiedy takie sprawy wychodzą naturalnie i zawsze pokazuję Poli, że możemy gadać na różne tematy, kiedy tylko chcemy.
  6. "Więcej słuchaj swojej córki. Akceptuj ją, zamiast oceniać" - te słowa dr Agnieszki Wojnarowskiej w poradniku "Wesprzyj swoją córkę w dorastaniu" wryły się totalnie w moją głowę. Staram się pamiętać o tej akceptacji każdego dnia, przy każdej rozmowie, ale przede wszystkim zwracam też uwagę na to, o czym pisze dr Agnieszka - na to co niewypowiedziane. Cisza też czasem jest ważnym sygnałem, świadczącym o potrzebie rozmowy, czy bliskości.
  7. Nie mówię dziecku jak ma żyć - pokazuję, jak żyję ja. To bardzo ważne. Możemy mówić wiele, ale to z czego dziecko czerpie najwięcej - to nasze czyny. Długie lata będziemy dla naszym córek, wzorem kobiety i wartości jakie kobieta wyznaje - to od nas zależy co pokażemy swojemu dziecku i co ono z tego wyciągnie. Ja staram się pokazywać Poli wiele różnych kwestii - to, że dbam o siebie poprzez zdrowe jedzenie, ćwiczenia, jogę, ale też poprzez relaks, czytanie książek. To, że siebie lubię, nie mówię o sobie negatywnie, nie skupiam się na swoich wadach. To, że akceptuję swoje ciało i kobiecość - to wszystko ma ogromny wpływ na nasze córki.

 

POROZMAWIAJMY MAMO

I przede wszystkim - pamiętajmy o tym, że nie jesteśmy alfą i omegą. Wspierajmy się fachową literaturą, szukajmy opinii i porad specjalistów. Nie mówię o forach matek, nie mówię o nie rzetelnych artykułach - mówię o naprawdę fachowych źródłach, opiniach doktorów, psychologów. Nie bójmy się posiłkować dodatkową wiedzę - bo jej akurat nigdy mało. W internecie powstała np. świetna strona jaką jest Porozmawiajmy Mamo. I to jest właśnie przykład strony, która dobrze i merytorycznie przeprowadza nasz przez temat dojrzewania naszych córek. Na stronie znajdziecie mnóstwo cennych artykułów, które pozwolą Wam rozumieć dojrzewającą córkę, podpowiedzą Wam jak możecie przez to przejść, jak możecie rozmawiać i postępować z Waszymi dziećmi. Serio, uważam się za ogarniętą mamę, która dobrze radzi sobie z dzieckiem, ale nie wiem wszystkiego - z tej strony wychwyciłam dużo pomocnych dla siebie rad, które zastosuję w przyszłości i które wryły się w moją głowę i pomogą mi sprostać wyzwaniu jakim będzie dojrzewanie Poli.

Rozmawiajmy z naszymi dziećmi - słuchajmy ich i nie zbywajmy. To my jesteśmy dla nich autorytetem i to naszym zadaniem jest pokazanie im świata i wytłumaczenie wszystkiego co je nurtuje. Dorastanie to trudny temat - przypomnijmy sobie sami, ile mieliśmy w głowie znaków zapytania, ile wątpliwości, ile rozterek? Zaakceptujmy fakt, że nasze dzieci również będą przez to przechodzić i ... przygotujmy się do tego możliwie jak najlepiej :)

Jestem ciekawa jak to było u Was - czy rozmowy o dojrzewaniu macie już za sobą? Z chęcią poznam Wasze doświadczenia, a tym bardziej doświadczenia mam nastolatek, których córki weszły już dwiema nogami w ten etap i odczułyście to wszystko na własnej skórze. Jestem ogromnie ciekawa!

Ściskam Was ciepło! :*

Trochę od urodzin już minęło, ale czekałam na piękną fotorelację od Kasi. A kiedy w końcu ją dostałam, to nie mogłam opanować łez. Bo nie mogę uwierzyć, że to małe cudo, które 5 lat temu wierciło mi się w brzuchu, ma już takie długie nogi, długie włosy i wdaje się ze mną w pyskówki!

Wertowałam ostatnio stare wpisy na blogu i patrzyłam na to, jak rosła. A wraz z jej dorastaniem, dojrzewała we mnie zdolność kochania, zdolność rozumienia. Z każdym dniem, ta mała istotka uczyła mnie miłości, cierpliwości, bezinteresowności. Miłość moja miała różne etapy - przeplatane zmęczeniem, wykończeniem, bezradnością, radością, ekscytacją, szczęściem, czasem smutkiem. Ale z każdym dniem i tak była coraz silniejsza. Wybaczcie, że się tutaj tak rozckliwiam, ale siła matczynej małości, rozwala mnie na łopatki. Nie wyobrażałam sobie chyba nawet, że to uczucie tak maksymalnie wypełni moje serce. Serce, w którym zanim ona przyszła na świat, była jakaś pustka, brakujący element.

Szczerze i z całego serca kocham uśmiech tej małej buntowniczki. Kocham te jej pyskówki, coraz bardziej dorosłe teksty. Kocham kiedy się przytula, daje mi buziaczki. Ale najbardziej chyba rozczula mnie to co udało mi się stworzyć - więź, za którą warto byłoby oddać wszystko co się ma, byle ją mieć. Wiecie. Ja całe życie byłam spragniona miłości. Takiej szczerej, bezinteresownej. No i trzaśnijcie mnie w łeb, ale nie sądziłam, że zaznam tego właśnie przy niej. I tak szczerze, z całego serducha, nawet jak mnie doprowadza do obłędu, to myślę sobie, że cholera jasna - no jest moim całym światem, bez dwóch zdań. W takiej miłości, odda się komuś ostatni kawałek chleba, samemu przymierając z głodu. Wyrwie się nawet swoje serce. Widziałam kiedyś taki obrazek, w którym mama w podeszłym już wieku, stoi z dziurą w miejscu serca, a jej serce jest na talerzach dzieci siedzących przy stole. Piękne ukazanie matczynej miłości. Darem jest tego doświadczać a najgorszym okrucieństwem jest to tracić. Kiedy w zeszłym roku, pożegnałam swojego młodszego ode mnie kuzyna, którego zawsze pamiętałam jako małego Dawidka z kręconymi włosami, zrozumiałam, że dni każdego z nas są policzone i nie wiadomo ile ich jest. Nie chcę snuć czarnych wizji, ale mam świadomość kruchości życia, dlatego choć to trudne, staram się każdy dzień kończyć w zgodzie, z uśmiechem na twarzy, wtulona i zapatrzona w jej oczka.

Mówi się - że każda matka tak ma, każda matka tak czuje. A ja wiem, że tak nie jest. Są matki, które nie są zdolne, by kochać własne dzieci. Są matki, które nie okazują uczuć, nie otaczają czułością i należytą opieką. I to są fakty... i nigdy nie wiadomo dlaczego, jakie są przyczyny. Może i mogło paść na mnie. Ale nie padło. I cieszę się, naprawdę się cieszę, że jestem zdolna do kochania własnego dziecka i że mam w sobie energię i chęci, by dać jej dobre życie - bo niczego w świecie bardziej nie pragnę jak tego, by była zdrowym, szczęśliwym i dobrym człowiekiem. I by zawsze wiedziała o tym, że jest wyjątkowa i by znała swoją wartość. By znała ją na tyle, by żaden słaby, zakompleksiony człowiek, nie był w stanie jej tego zniszczyć i zabrać.

Polciu, wszystkiego najlepszego. Obyś miała dobre życie!

 

 

A już wracając wspomnieniami do dnia 23 lutego... Impreza urodzinowa - jak wiecie, ozdoby i cała otoczka nie jest żadnym wyznacznikiem dobrej zabawy ani też miłości rodzica. Równie dobrze bawiliśmy się z tortem za 14 zł z auchan, 3 balonami i z lalkami na kanapie, w wynajmowanym mieszkaniu. Ale w tym roku ... w tym roku chciałam Pole mocno zaskoczyć no i... udało mi się. Pola jest największą fanką LOL na świecie ( każda fanka LOL jest największą, no przecież :P ), toteż chciałam ją zaskoczyć ozdobami w tym właśnie stylu.

Jestem kaleką jeśli chodzi o dekoracje itp. toteż całym tym szaleństwem zajęła się moja kochana Monika z partymika.pl , która przygotowała dla Poli full dekoracji - od laleczek LOL na patykach, po talerzyki, kubeczki, foremki na babeczki, napisy i... wielgachną, balonową girlandę! Wszystko w kolorach charakterystycznych dla laleczek LOL i z nadrukami owych laleczek. Powiadam Wam - obłęd !!!

 

 

Pola w sobotni poranek, poszła do salonu, gdzie miały być jedynie talerzyki, więc wyobraźcie sobie jej reakcję, kiedy zobaczyła cały salon w kolorowych dekoracjach :D I powiem Wam... że niby to tylko ozdoby, a Pola miała taką radochę, że stwierdziłam, że ... warto było.

Torcik, babeczki i cake popsy, już drugi rok z rzędu przygotowała dla nas niezastąpiona Urszi - i naprawdę, wierzcie mi na słowo, że lepszych wypieków to ja w życiu nie jadłam. Polecam z ręką na sercu.

 

 

Wiecie co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że mimo motywu LOL, nie było kiczowato. Ani dekoracje, ani tort, nie zalatywał kiczem jaki łatwo osiągnąć przy motywach bajkowych czy z zabawek. A tutaj jakoś tak... wszystko idealnie się ze sobą komponowało, było ze smakiem no i... pasowało mi do wnętrza bez dwóch zdań :P

Urodziny spędzaliśmy w kameralnym gronie razem z naszą kochaną Kasią z Happy Factory, która udokumentowała dla nas ten dzień. Kasiu - po raz kolejny dziękuję z całego serca. To najpiękniejsza pamiątka jaką mogliśmy sobie wymarzyć.

Po imprezie w domu, zabraliśmy Pole na kosmiczną salę zabaw, bo której dorośli mogą biegać razem z dzieckiem. Później kierunek galeria, co by stracić pieniądze od babci i dziadka - na lalkę oczywiście :D A finisz był w restauracji, gdzie Pola obowiązkowo chciała zjeść swoje ulubione danie- lasagne no i... deser lodowy :D Mieliśmy jeszcze zrobić seans bajkowy w domu, ale Pola z tych wrażeń padła w ubraniach zaraz po wejściu do domu. Ach... do tej pory wspomina ten dzień i mówi, że było cudownie. I to jest miód na moje serce...

A teraz zapraszam do obejrzenia reszty kadrów i raz jeszcze dziękuję za wszystkie życzenia na instagramie i nie tylko! <3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prace nad salonem już prawie dobiegają końca. Jak wiecie ustaliłam sobie, że każde pomieszczenie robię od A do Z i dopiero biorę się za następne. Pola ma co prawda w swoim pokoju wszystko czego jej trzeba i mogłoby tak zostać, ale... nie chcę zostawić gołych ścian i chcę nadać klimatu pomieszczeniu, w którym ma się czuć dobrze.

Pomału wyrastamy z małego łóżeczka - Pola potrafi nawet mnie zepchnąć na malutki boczek w wielkim łóżku, więc zdecydowanie potrzebuje czegoś większego :P Niebawem przyjdzie też biurko, ale brakuje nam do niego krzesła. Myślę też o zagospodarowaniu ścian - naklejki, półki, ach no i lampa! Przecież potrzebujemy też lampy. Ileż można żyć ze zwisającą z sufitu żarówką! :D A tak całkiem serio - już nawet nie zwracam na to uwagi :D

Wybrałyśmy się wczoraj z Polą do meeega ogromnego Salonu Agata - jak ktoś jest tak niezdecydowany jak ja, to nie polecam :D W sklepie jest ogrom wszystkiego. Dosłownie OGROM. I nie ma bata - każdy znajdzie coś dla siebie, tylko, że no... trzeba trochę połazić. Ja jestem naprawdę wdzięczna za to, że mieszkanie mam praktycznie całe umeblowane i nie muszę już przez to całe urządzanie od nowa przechodzić. Choć jeśli mój tajemniczy plan wypali... to pewnie będę musiała :P

Prosiłyście mnie o relację i fotki, żebyście i Wy mogły zobaczyć wszystko bardziej realistycznie niż na zdjęciach produktowych. Relacja będzie jeszcze chwilkę dostępna na InstaStories, ale i tak wrzucę Wam tutaj kilka kadrów, żebyście miały takie małe rozeznanie w temacie.

My wybrałyśmy się stricte po łóżko, ale właściwie skupiłyśmy się na wszystkim poza łóżkiem haha :P Pokój Poli nie jest za duży i szczerze mówiąc wstawienie tam porządnego łóżka mnie nieco przeraża. Więc może najpierw to krzesełko. Jest o tyle dobrze, że upatrzyłyśmy nie tylko krzesełko ( fajnie, że Pola potestowała i będę mieć pewność, że będzie dla niej wygodne), ale też półki na ściany i mega fajne milusie heksagony.

 

POKÓJ DZIECIĘCY

 

No więc najpierw pokażę Wam kilka rzeczy, które wpadły mi w oku i mam na nie chrapkę :P I nawet się pofatygowałam, żeby odszukać linki, gdyby komuś z Was też coś się spodobało. Ja co prawda nie będę chyba zamawiać wszystkiego od razu, bo ekspresowo zależy mi na krzesełku, ale też chcę mieć już te linki pod ręką.

 

PÓŁKA TRIO

Szczerze mówiąc nie spojrzałam na cenę w sklepie i teraz się mocno zdziwiłam. Grosze jak dla mnie. A uważam, że nie ma sensu na taką prostą półkę wydawać kilkuset złotych. Półka Trio jest biała albo w kolorze drewna, a że bieli mamy już wystarczająco, to chyba bym poszła w to drewno.

 

 

HEKSAGONY

Tego akurat na stronie nie znalazłam, ale to jest mega opcja na zagospodarowanie ściany - zwłaszcza przy łóżku, gdzie dzieci non stop opierają się plecami i ją brudzą. Tutaj nie dosyć, że wygląda to efektownie, to jeszcze jest bardzo milutkie w dotyku.

 

 

 

SKRZYNIA NA ZABAWKI

Bardzo fajna opcja. Myślałam o czymś w czym Pola mogłaby mieć albo pluszaki albo po prostu te rzeczy, które nie mieszczą nam sie już na regale. A może to dobra opcja na poduszki i kocyki? O. To chyba byłoby lepszym pomysłem. Skrzynia jest fajna i myślałam, że można by z niej zrobić nawet siedzisko i mieć taki mebel 2 w 1.

 

 

 

KRZESEŁKO

Pola wybrała sobie fotel biurowy Omaha 2. Mówi, że jest najwygodniejsze, więc zdaje się na nią. Wpasowuje się w wystrój naszego mieszkania i w design, który lubię również ja. Odetchnęłam, że nie wybrała jakiegoś z motywem z bajki czy coś w ten deseń :D Choć gdyby wybrała, to oczywiście nie miałabym nic do gadania. To ona będzie z tego korzystała :)

 

 

 

 

 

To nasi faworyci. Jeśli chodzi o łóżko, to chyba zaczekam aż w pokoju będzie już biurko i krzesełko i zobaczę ile zostało nam miejsca i jak to wszystko możemy zagospodarować. Półkę chciałabym powiesić nad biurkiem, a heksagony położyć na ścianie z łóżkiem. Jeśli chodzi o krzesełka to mi mocno spodobało się jeszcze Ministyle White, ale Pola obejrzała je ze wszystkich stron, usiadła i stwierdziła, że nie. Widocznie coś jej nie podpasowało.

 

 

 

 

Trochę mi się rozjaśniło to wszystko, co chciałabym stworzyć w pokoju Poli, ale wiem już, że zakup każdej najmniejszej rzeczy, muszę konsultować z gwiazdą, która w tym pokoju będzie żyć :P Pola ma już jakiś swój styl i o ile są rzeczy, na które reaguje: noo może być! Tak są też rzeczy, na które kategorycznie mówi: NIE, nie chcę tego.

Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć razem fajny i przytulny pokój, w którym będzie nam się miło spędzało czas. Z niecierpliwością wyczekuję biurka i krzesełka, bo w końcu będziemy mogły tworzyć prace w jej pokoju, a nie znosić wszystko do salonu na stół. W końcu Polcia będzie miała pole do popisu ze swoimi pracami plastycznymi. No ale... zapomniałam kurka wodna o lampce na biurko! Wiedziałam, że o czymś zapomnę :D Nic straconego. Przejadę się raz jeszcze.

Przede mną jeszcze urządzanie sypialni. I tutaj muszę przyznać, że jestem zaskoczona ilością wszystkiego w salonie salonie Agata i tak dobrą jakością wszystkich mebli i dodatków. Przepiękne łóżka, w różnych stylach - cudowne stoliki nocne, piękne lampki. Świetne szafy, które mogą w sypialni robić nam za mini-garderobę. Jeśli ktoś jest na etapie urządzania sypialni, to w salonie na pewno wybierze odpowiedni dla siebei materac, łóżko i inne potrzebne meble. Wczoraj widziałam jak ludzie testowali, siadali, a nawet tak jak Pola - kładli się. Trochę czasu trzeba w takim sklepie spędzić, ale myślę, że lepiej mieć taki wybór, niż nie mieć go wcale, lub wybierać między trzema modelami łóżka, z których żadne to do końca nie jest to.

Na koniec podrzucam Wam resztę inspiracji jakie można zobaczyć w salonach Agata. Być może coś wpadnie Wam w oko :) Uściski!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nadszedł luty. Mocno sentymentalny dla mnie miesiąc. To w lutym na świat przyszła moja córka. Odmieniła całe moje życie, zmotywowała do walki o samą siebie, o swoje ja.

Mimo, że nie snułam planów noworocznych, a jedynie zrobiłam w styczniu mapę marzeń, jestem maksymalnie pozytywnie nastawiona. Bez większych wzlotów i upadków - raczej stabilnie i po prostu pozytywnie. Problemy, nad którymi pochylałam się tyle lat, spakowałam do kartonów i stwierdziłam, że pora przestać ubolewać nad tym, co po prostu mi w życiu nie wychodzi i skupić się na tym, co sprawia mi radość, co jest dla mnie ważne i na co mam wpływ. Jeśli dam z siebie wszystko - uporam się z moim jednym problemem raz na zawsze. Jestem okrutnie zmotywowana. W przeciągu 2 lat chcę osiągnąć coś, co zawsze wydawało mi się abstrakcją, ale teraz wiem, że to kluczowe, by osiągnąć pełną niezależność. Ta niezależność jest moją siłą napędową - jej wizja każdego dni zrywa mnie wczesnym rankiem na równe nogi i motywuje do pracy.

Jeśli chodzi o krótkie podsumowanie stycznia, to muszę przyznać, że sporo z tych punktów, które Wam wypisałam - zaliczyłam. Niektóre nawet ponad normę, a za niektóre nie wzięłam się wcale - np. badania i j.angielski. Cóż. Może w tym miesiącu się uda. Na lodowisko też nie poszłam, ale zaliczyłam inne atrakcje takie jak Wystawa Króla Maciusia Pierwszego w Muzeum Polin.

To z czego jestem dumna, to fakt, że systematycznie, codziennie - rano i wieczorem - afirmowałam i modliłam się. Każdy jeden dzień zaczynałam od afirmacji, modlitwy, medytacji, czasami jogi. Tak też starałam się dzień kończyć. Plony tego wszystkiego zbieram każdego dnia. Naprawdę warto dbać o swoją duchowość, głowę, umysł.

Teraz mamy już Luty. Również nie snuję wielkich planów, ale mam kilka punktów, które chciałabym zrealizować. Może i one zmotywują Was do podjęcia podobnych kroków :)

NIE PROSTOWAĆ WŁOSÓW

A przynajmniej przez większość dni w tygodniu tego nie robić. Mocno je sobie w grudniu zniszczyłam ciągłym prostowaniem i teraz mogę się poszczycić niezłym siankiem na głowie. Szkoda. Kupiłam ulubiony szampon z L'biotica tym razem czarny i białą odżywkę, której nie miałam już od kilku miesięcy. Noszę się z zamiarem pójścia do fryzjera, ale chyba poczekam aż zapuszczę włosy na tyle, żeby ściąć wszystkie, na których został czarny zmieniony przez słoneczne miesiące w rudy. Mocno zależy mi na swoim naturalnym kolorze, ale nie wiem jak finalnie będę się czuć w takim wydaniu. Do czerni nie wrócę na pewno.

 

PRZECZYTAĆ MIN. 3 KSIĄŻKI

I będzie to na pewno jedna książka o potencjale dziecka, książka Magia autorstwa Rhondy Byrne ( tej samej, która napisała Sekret), oraz książka o Twórczej Wizualizacji. Je muszę doprowadzić do końca, czy mi się to podoba czy nie. Mocno mi zależy na tym, żeby wiedzę z tych książek zastosować w życiu. Oby się udało. Równolegle czytam też Moc przyciągania pieniądza i kilka innych, ale to książki, które dawkuje sobie w maleńkich ilościach, żeby się motywować i pozytywnie nastrajać.

 

ZROBIĆ USG TARCZYCY

No i raczej zrobię, bo mam już termin na NFZ i na pewno tej okazji nie odpuszczę. W zeszłym miesiącu zaliczyłam gina, a w marcu czeka mnie USG piersi. Zapomniałam już jak to jest mieć firmę, ubezpieczenie i nie musieć latać wszędzie prywatnie - teraz nadrabiam.

 

ZAPISAĆ POLĘ DO SZKOŁY RYSUNKU

Już to zrobiłam. Teraz tylko to zrealizować i pójść na pierwsze zajęcia. Nie nastawiam się na nic. Polcia poprosiła mnie o coś takiego sama i spełniłam jej prośbę. Znalazłam fajną szkołę, zajęcia trwające łącznie 16h, rozłożone na 16 spotkań raz w tygodniu. Na razie opłaciłam jedną lekcję, bo jeśli wstyd Poli zblokuje ją, to będziemy musiały odpuścić, żeby nie zrobić kroku w tył. Po wizycie u psychologa wiem już na pewno, że muszę stwarzać Poli warunki, dzięki którym będzie robiła malutkie kroczki do przodu, które będą ją wzmacniać. Muszę ograniczać w jej życiu towarzystwo osób, czy sytuacje, które jeszcze bardziej będą ją blokować.

 

WYPRAWIĆ POLI CUDOWNE 5 URODZINY

Jednak spędzamy je sami, bez zapraszania dzieci, ani nawet rodziny. Ale nam to nie przeszkadza. Chcemy, żeby na długo zapamiętała ten dzień. Będą ozdoby z LOL Suprise, będzie cudowny tort, fajny prezent i dzień pełen atrakcji - kino, restauracja, deser, sala zabaw i co tam jeszcze sobie wymyślimy. Chcemy też wypłacić trochę pieniędzy i rozmienić na drobne, żeby mogła sobie wrzucać gdzie tylko zechce do automatów i żeby w końcu mogła kupić sobie jakieś bzdety na Krakowskim Przedmieściu, których my nigdy jej nie kupujemy. To ma być maksymalnie beztroski dzień, w których Polcia robi wszystko to na co tylko ma ochotę i spełnia te swoje mini zachcianki, które mama nie zawsze chce spełniać :P Myślę, że zapamięta te urodziny dużo bardziej, niż gdyby bawiła się z dziećmi na sali zabaw. Tak czuję <3

 

ZAMONTOWAĆ KARNISZE I ZAMÓWIĆ ZASŁONY

Bardzo bym chciała wyrobić się z tym przed urodzinami Poli, ale wiecie jak jest - na wszystko trzeba czekać. Wymiary karniszy podałam już firmie i mam nadzieję, że szybko uwiną się z realizacją i montażem. Zasłony już wybrałam i padniecie chyba jak się dowiecie w jakim kolorze :P Trochę się wykosztuję, bo po pierwsze zdecydowałam się na len, po drugie potrzebuję aż dwie zasłony długie na prawie 3 metry i szerokie każda też na prawie 3 ! Sporo materiału, ale wiem, ze to inwestycja na lata...

 

ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ WIEDZĘ W ZAKRESIE MEDYTACJI, ENERGII ITP.

Sporo już namieszałam w Waszych życiach, ale pora zwiększyć swoją wiedzę w tym zakresie. Oczywiście stopniowo stale ją powiększam, ale czuję, że to jest to, co naprawdę mnie interesuje i chce w to wejść jeszcze mocniej. Póki co stawiam oczywiście na literaturę w tym temacie i czuję, że biblioteka będzie przeze mnie odwiedzana jeszcze częściej niż dotychczas.

WYRABIAĆ SIĘ Z PRACĄ DO 15:30, ŻEBY OD 16 SPĘDZAĆ Z POLĄ JAKOŚCIOWY CZAS DO SAMEGO WIECZORA

Ostatnio mi to nawet wychodzi. Wiadomo, że trzeba się czasem oderwać do czegoś, ale jestem maksymalnie szczęśliwa, kiedy do 15:30 mam ogarniętą pracę, mieszkanie i siebie i po odebraniu Poli z przedszkola skupiam się już tylko na niej. Oczywiście trzeba czasem coś ogarnąć, zrobić obiad nawet jak ona jest w domu, ale staram się robić to wtedy z nią. Wkręcam się bardzo w świadome macierzyństwo, z każdym dniem coraz bardziej. Chyba nigdy nie miałam aż takiej fazy na świadomy, jakościowy czas, który z nią spędzałam. Nie wiem jak to nazwać, ale w temacie macierzyństwa, przeżywam obecnie jakiś rozkwit, totalnie nowy rozdział. Zmotywowały mnie bardzo jej małe problemy emocjonalne, ale też spokój który mam w sobie i energia, pozwala mi na zabawy z nią i masę innych rzeczy, które wcześniej mnie nudziły. No ale warunek jest jeden - muszę być naprawdę wyrobiona z większością rzeczy, żeby móc się skupić na niej w 100%, a nie być tylko obecną ciałem, a myślami być w pracy, obowiązkach itp. Ta czysta głowy podczas zabawy z nią, to również moja motywacja do tego, by zerwać się rano na równe nogi i zacząć realizować wszystkie punkty na dany dzień.

To chyba tyle z najważniejszych punktów. Mamy dopiero początek miesiąca, więc sporo nowych planów i celów pojawi się pewnie jeszcze w każdym kolejnym tygodniu - ale to są rzeczy, na których chciałabym się w tym miesiącu skupić najbardziej. To mój czas. Jest naprawdę dobrze i chcę za tym iść - ba. To mój rok! Wiem, że w najbliższych miesiącach dam z siebie naprawdę wiele i zbiorę kiedyś tego owoce... i wcale nie chodzi mi tutaj o finanse. Tzn. o nie też, ale w głównej mierze chodzi mi o wolność i niezależność i prawdziwy spokój ducha. Kiedyś pewnie Wam opowiem o tym co mi dało power do tego wszystkiego i jakie okrutne sytuacje sprawiły, że tak bardzo wzięłam się w garść. Kiedyś... :* Póki co - trzymajcie za mnie kciuki.

Czekam na Wasze lutowe plany - może jeszcze czymś mnie zainspirujecie? A może to ja Was do czegoś właśnie zainspirowałam? Odezwijcie się, bo nic tak nie dodaje mi skrzydeł jak Wasza aktywność. Dziękuję, że jesteście!

PS: I wiecie co? Mogłabym jeszcze napisać, że mam postanowienie - jeszcze więcej sesji z Kasią! Kocham jej twórczość i kocham to, w jaki sposób łapie w kadry mnie i Polę. Ja jestem zakochana! Mam nadzieję, że Wy również się zakochacie :) Kasia podczas sesji jest jak członek rodziny. Koniecznie odwiedźcie jej Happy Factory ... to prawdziwa fabryka wspomnień <3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dzień dobry, dzień dobry! Jakieś siedem miesięcy temu, zrobiłam na blogu wpis z naszymi ulubionymi książkami, które prócz pięknych ilustracji mają też piękną treść. Uczą, rozwijają i bawią.

Jakoś tak mnie wtedy natchnęło, żeby dać sobie furtkę do kolejnych tego typu wpisów, bo w treści tytuły dodałam "#1" - co bym sobie mogła później zrobić drugi, trzeci i czwarty wpis :P Ale nigdzie dzięki Bogu nie pisałam, że to będzie jakiś cykl, bo nie chciałam wywierać na sobie presji. I całe szczęście, bo jak sami widzicie, siedem miesięcy mi zajęło, by zrobić kolejny tego typu wpis haha :D

Dzisiaj kolejna porcja ciekawych tytułów. Chyba nie mamy w naszej biblioteczce książek, która byśmy przeczytały tylko jeden raz. Wałkujemy wszystko w kółko, co rusz dodając nowości. Mówiłam już, że mogłabym zostawiać w księgarniach całe wypłaty? ;) Ostatnio coraz częściej gościmy też w bibliotece, dlatego wiele tytułów, pozostaje jedynie w naszych głowach. W zeszłym roku, każdego wieczora do snu czytałam Poli moją ukochaną lekturę z podstawówki : Dzieci z Bullerbyn. Pola pokochała wszystkich bohaterów, zasypiała podczas czytania, a ja znów cofnęłam się w czasie o kilkanaście lat i przeżywałam to wszystko razem z nią. Magia Dzieci z Bullerbyn była większa, kiedy miałam wyobraźnię 10 letniej dziewczynki, ale i teraz coś "ruszyło".

Ale dobra. Nie przynudzam już tym przydługim elaboratem i przechodzę do konkretów, czyli kolejnych wartych Waszego zainteresowania książek :) Ciekawa jestem czy któreś z tych tytułów goszczą na Waszych półkach, hmm? Ja jak zwykle we wpisach o książkach staram się Wam jedynie powiedzieć swoje odczucie co do książki, o jakich wartościach ona jest. Nie chcę zdradzać treści, wystarczy kilka słów... :)

 

ANGIELSKIE RÓŻYCZKI

Książkę "Angielskie różyczki" dostałyśmy od babci Polci. Nie wiem czego się spodziewałam po książce Madonny - nie miałam właściwie żadnych oczekiwań i wyobrażeń i może dlatego zostałam tak pozytywnie zaskoczona. Cudowna treść, niesamowicie poruszająca i wartościowa opowieść o zazdrości, o ocenianiu, można nawet powiedzieć, że o zawiści. Genialna dla starszych dziewczynek ( choć nie tylko) i myślę, że już od ok. 5 roku życia, może z niej dziecko dużo wyciągnąć, ale zdecydowanie warto kupić też dzieciom w wieku szkolnym. Opowieść o grupie przyjaciółek, zazdroszczących urody i talentów innej dziewczynce z okolicy.

 

 

 

 

MALALA I JEJ CZARODZIEJSKI OŁÓWEK

Za tę książkę dziękujemy z całego serca wydawnictwu Wydawnictwo Tekturka. Jeśli ktoś jakimś cudem nie wie - Malala to Laureatka Pokojowej Nagrody Nobla, o której dość głośno było wtedy kiedy opisała dla BBC swoje życie pod rządami talibów, przez których atak na nią, w późniejszym czasie prawie straciła życie. Książka "Malala i jej czarodziejski ołówek" opowiada o wierze w swoje marzenia i wartości. Porusza trudny temat praw kobiet, równości, pokoju. Pokazuje, że mimo ciężkich warunków do życia i strasznych ograniczeń - jest coś, co nigdy w nas nie umiera - nadzieja i marzenia...

 

 

 

 

CELESTYNKA

GWIAZDA NA NOCNYM NIEBIE

To również dzieło Wydawnictwo Tekturka. Historia o zapałce marzącej o sławie, marzącej o tym, by swoim światłem i ciepłem pomóc komuś takiemu jak zbłąkany rozbitek. Takie książki to dla mnie świetna metafora naszych życiowych pragnień, które często są gaszone tekstem: przecież jesteś zwykłą zapałką - w naszym przypadku człowiekiem. Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi :) Piękne wykonanie, cudowne ilustracje, prosta a zarazem niesamowita treść. "Celestynka. Gwiazda na nocnym niebie" to pozycja obowiązkowa :)

 

 

 

 

 

 

TATO, A DLACZEGO?

W książce "Tato, a dlaczego?" znajduje się 50 dość trudnych pytań. Odpowiedzi na nie w prosty sposób wyjaśniają te wszystkie trudne kwestie takie jak nie zamarzanie ryb pod wodą czy ilość kamieni jaka jest w górach. Do każdego pytania jest zarówno odpowiedź słowna - dość obszerna jak i ilustracja - to jest dobre nawet dla mnie, wzrokowca pełną parą :P

 

 

 

 

MALARZE DZIECIOM

To seria książek od Wydawnictwo Tekturka, ilustrowanych obrazami malarzy takich jak: Claude Monet, Vincent Van Gogh czy Edgar Degas. Cudowne powieści wzbogacone o obrazy, dzięki czemu dziecko ma podczas czytania swój pierwszy ( bądź nie ) kontakt ze sztuką, charakterystyczną estetyką. Szczególnie polecam "Baletnice", poruszające mój ulubiony temat wytrwałości i spełniania marzeń. Malarze dzieciom to świetny wstęp do świata malarstwa i wrażliwości dzieci na sztukę.

 

 

 

PIERWSZA ENCYKLOPEDIA

CIAŁO CZŁOWIEKA

Za tę książkę dziękujemy Cioci Monice :* Trochę jestem w szoku, ale Pola ciągle ją "męczy", a ja znam ją już prawie na pamięć :D W wydaniu Ciało Człowieka, dziecko może się dowiedzieć o pojęciach jakimi są niepełnosprawność, zmysły, choroby itp. W świetny i prosty sposób książka opisuje wszystkie zagadnienia związane z ciałem człowieka, a obrazki pozwalają jeszcze bardziej to zrozumieć. Wkrótce zamierzam się zaopatrzyć w inne książki z tej serii.

 

 

 

JESTEM DZIECKIEM KSIĄŻEK

W tym wpisie rządzą zdecydowanie pozycje od Wydawnictwo Tekturka . Ich Wydawnictwo kojarzy mi się właśnie z takimi książkami - niezwykle pięknymi, mądrymi, wartościowymi. "Jestem dzieckiem książek" to dość nietypowa, krótka opowiastka o wyobraźni. Dla małych miłośników książek będzie idealnym odzwierciedleniem ich wrażliwości :)

 

 

 

Na dzisiaj to tyle. Jestem ciekawa czy jakieś tytuły macie w swojej biblioteczce. Dlaczego piszę tylko o książkach, które uczą? Bo jakoś tak zawsze mam ochotę pokazać to, co najbardziej mnie porusza :) To nie tak, że na te zwyczajne, bez większego przesłania, po prostu zabawne książki, nie ma miejsca - takie też czytamy. Uważam, że we wszystkim musi być równowaga. Nie wszystkie filmy, które oglądam muszą nieść ze sobą jakiś super wartościowy przekaz. Czasem chcę po prostu ciekawej fabuły, bez konieczności jakiegoś intensywnego myślenia. To są tak zwane odmóżdżacze. Tak samo mam z książkami - i tymi dla dzieci, i tymi dla dorosłych.

Bardzo, ale to bardzo bym chciała, żeby wpisy z książkami pojawiały się częściej - niczego nie obiecuję, ale mam w głowie takie małe postanowienie. Kto wie... może stanie się ono rzeczywistością? :)

Tymczasem koniecznie zerknijcie na 1 wpis z tej serii, jeśli go przeoczyliście - Książki dla dzieci, które uczą #1

Ściskam Was ciepło i życzę wszystkiego dobrego!

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram