Pamiętam ten czas doskonale... Ja płacząca w nocy z bezsilności, ona krzycząca z zamkniętymi oczami. 2 godziny snu każdej nocy, a po 2 tygodniach takiego maratonu skrajne wyczerpanie. I wtedy właśnie postanowiłam coś zmienić, a nie czekać aż ten etap przejdzie sam.
Zazwyczaj uważam, że każdy etap musi mieć swoje miejsce i musi mieć określony czas trwania. Jednak w tym przypadku wyczerpanie moje i Poli tak dawało się we znaki, że zaczęłam kombinować i rozmyślać jak to załagodzić. Dokładnie przyjrzałam się temu jak wygląda nasz dzień, jak wygląda czas przed spaniem i stwierdziłam, że być może przed wieczornym zasypianiem, wokół Poli jest zbyt dużo chaosu. Jakiś czas później poszłam z Pola na szczepienie i przy okazji powiedziałam o naszych koszmarnych nocach. Usłyszałam radę, która była chyba 1 radą, którą wzięłam sobie do serca i wcieliłam w życie. I był to początek zmian, które miały doprowadzić do tego, by znów nasz sen był spokojny i niezakłócony. Ale o tym zaraz.
Jak konkretnie wyglądały nasze noce? Pola budziła się z przeraźliwym krzykiem, wyrywała mi się z rąk, ale kiedy ją odkładałam, rzucała się, zanosiła i wykonywała tak gwałtowne ruchy, że trzeba było ją solidnie asekurować, by sobie czegoś nie zrobiła. Bywały noce kiedy wcale nie można było jej uspokoić, a po pół godziny płaczu Pola zaczynała z wysiłku wymiotować. Mleko było naszym uspokajaczem, ale nie działało od razu, a dopiero po jakiś 40 minutach płaczu, kiedy Pola rzeczywiście sama stwierdzała, że jest głodna. Spokój był na jakieś 30 min, a potem maraton - co 10 minut pobudka, darcie się, uspokojenie w ramionach, ale po próbie odłożenia nawet obok siebie - znów krzyk. Tak, rozumiem - potrzebowała mnie czuć najbliżej jak się da. Ale po tygodniu nie miałam już sił chodzić z nią na rękach do samego rana. Pamiętam, że pewnego dnia, kazała nosić się cały czas, a ja po 5 godzinach ( dodatkowo byłam chora) padłam na łóżko, bo myślałam, że pęknie mi kręgosłup. W momencie, w którym Pola mimo, że była na mnie, ale w pozycji leżącej, zaczął się histeryczny płacz, ale ja nie wstałam. Zaczęłam płakać z bólu i przez łzy powiedziałam: " Trudno dziecko, musisz popłakać, ja muszę poleżeć przez kilka minut". I płakała tak minutę, czy dwie choć trwało to całą wieczność, a ja leżałam płacząc coraz mocniej, bo wyprostowanie kręgosłupa po tylu godzinach było cholernie bolesne. Po tych kilku minutach wstałam jednak i... od nowa. Jakiś czas później poleciałam do 3city na see blogers, a co druga osoba pytała mnie tam czy na pewno dobrze się czuję. Dopadło mnie tam tak skrajne wykończenie, że ledwo to pamiętam. Po powrocie nadal nie było lepiej, a ja na myśl przeprowadzki i dołożenia Poli jeszcze zmiany miejsca po raz kolejny, dostawałam mdłości. Tak bardzo zestresowana, że będzie jeszcze gorzej postanowiłam zmienić WSZYSTKO. Od wieczornych rytuałów, po wygląd kąciku do spania. Oto kilka zmian, które wprowadziłam w życie:
1) Brak TV i jakichkolwiek obrazów, dźwięków z innych sprzętów - ktoś sobie pomyśli "Jeju to chyba normalne" - tylko, że jeśli F. wraca ok.20 to wtedy mamy swój czas na wiadomości, ulubiony serial. Tymczasem w ciężkim okresie dla dziecka, trzeba się jednak bez tego obyć. Dlatego wprowadziliśmy takie, a nie inne zmiany. Na ok. 2 godziny przed snem wyłączamy TV, wyciszamy i chowamy telefony.
2) RYTUAŁY: wyciszamy się i staramy się trzymać następującego rytuału:
- kąpiel Poli - to czas Poli i F. Półgodzinna zabawa w wannie rozluźnia, ale też zapewnia "fajne" zmęczenie przed snem.
- po kąpieli - UWAGA !!! - czesanie. Tak. Dobrze widzicie. F. czesząc Polę potrafi ją nawet uśpić. Magiczny grzebień działa niejednokrotnie jak hipnoza. Pola baaardzo się przy tym relaksuje.
- leżenie całą trójką na łóżku i opowiadanie bajek - po czesaniu zazwyczaj kładziemy się całą trójką na łóżku, opowiadamy bajki, śpiewamy kołysanki, przytulamy się i coraz bardziej wyciszamy.
- kiedy już wyłapujemy moment, w którym Pola zaczyna trzeć oczka - przenosimy ją do jej łóżeczka, robimy jej mleko i ... załączamy szum z misia WHISBEAR. Po co? Nie od dziś wiadomo, że szum to bardzo znajomy dla dziecka dźwięk, który przypomina szum wód płodowych, którzy towarzyszył przecież dziecku przez 9 miesięcy! Czy taki gadżet się u nas sprawdza? Tak. Ale nie oczekujmy też cudów, że uśpi nam dziecko w każdej chwili. I taki gadżet trzeba umiejętnie wykorzystać. Wielokrotnie Pola podczas picia mleka rozpraszała się, rozglądała we wszystkie strony. Szum znakomicie ją wycisza i sprawia, że nic innego nie zwraca jej uwagi. Dodatkowo miś nie ma krzykliwych kolorów i sam w sobie jest szarym, neutralnym uspokajaczem, a dodatkowo pełni też funkcję normalnego misia, którym Pola się opiekuje, jeździ z nim w wózku i udaje, że go karmi. Co ciekawe na stronie whisbear możemy przeczytać jak się do takich gadżetów odnoszą psycholodzy : "Dźwięk, który ma wywołać u płaczącego dziecka odruch uspokajania, musi być donośnym, szorstkim świstem, tak samo głośnym jak płacz maluszka (...) Kiedy twój maluszek się uspokoi, obniż wysokość wydawanego (...) dźwięku do poziomu głośności prysznica, aby utrzymać u dziecka odruch uspokajania. Pamiętaj, że aby niemowlę łatwo zasnęło, a potem długo smacznie spało, biały szum jest konieczny. Szuszanie może towarzyszyć dziecku całą dobę. Posługuj się nim w przypadku nagłych ataków płaczu dziecka i gdy chcesz ułożyć je do spania (na drzemkę i w nocy).” - coś w tym jest, bo jeśli cofnę się pamięcią do czasy kiedy Polcia miała kilka miesięcy, to podczas usypiania i kołysania, włączałam szum z jej bujaczka. Szum + kołysanie to był idealny sposób na w miarę szybkie uśpienie Polki.
„Niemowlętom najlepiej służy dudniący biały szum, ponieważ jest najbliższy dźwiękowi towarzyszącemu im w łonie matki. Prawidłowy rodzaj białego szumu (puszczanego w trakcie wszystkich drzemek i w nocy) jest kluczem do poprawy jakości snu od dnia narodzin do dnia pierwszych urodzin...i jeszcze dłużej!"
3) Zmiana wyglądu miejsca do spania - o tym stworzę osobny wpis, ale pozwolę sobie tutaj liznąć tematu. Skoro kącik do spania jest miejscem, w którym dziecko ma chętnie spać, to musi jakoś swoim wyglądem to dziecko zachęcić, prawda? Postanowiłam zatem ( bez szaleństw) zrobić małą metamorfozę i za pomocą kilku dodatków sprawić, że miejsce to będzie ciepłe i przytulne - takie, w którym człowiek po prostu chce zasypiać. Kilka światełek, przyjemny motyw na kocyku, ulubiona maskotka...
4) Drzemka dzienna - w tamtym ciężkim dla nas okresie Pola nie chciała spać w dzień. Dowiedziałam się jednak, że jeśli występują u nas lęki nocne, powinniśmy wydłużyć dziecku czas snu. Było ciężko, ale podobnie jak i wieczorem zaczęłam wyłapywać moment mazania się w dzień i wtedy nosiłam nawet godzinę, żeby Pola najpierw się wyciszyła, a potem zasnęła chociaż na pół godzinki.
Chciałabym jednocześnie podkreślić, że rytuały, których się trzymamy nie są czymś co robimy nienaturalnie i sztucznie. Nie jest to jakiś sztywny schemat. Jeśli Pola nie chce leżeć, tylko chce biegać po domu, to jej na to pozwalamy. Po prostu dbamy o to, by ostatnie godziny przed snem były spędzone w ciszy, bez żadnych dźwięków z tv czy telefonów i przy stłumionym świetle. Jesteśmy tylko my, 4 ściany, mleko, lampki i misie. A czy czytamy książki, czy leżymy, czy chodzimy za rączkę i śpiewamy - to już zależy od tego na co ma ochotę Pola.
Koszmar, przez który przeliśmy to były zapewne lęki nocne. Kto to przeszedł ten wie jak cholernie jest to ciężkie i dla rodzica i dziecka. Doskonale pamiętam swój strach i niemoc, kiedy Pola wiła się na wszystkie strony, a ja nie wiedziałam co jej jest i czy coś ją przypadkiem nie boli. Wiem jednak, że wszystko jest do przejścia. Trzeba jednak zaopatrzyć się w całe mnóstwo cierpliwości i sił... Na każde dziecko jest jakiś sposób, jednak czasem rodzic musi naprawdę sporo się nakombinować, by zrozumieć jaki. Ciężko jest znaleźć sposób podczas takiego ataku nocnego, dlatego trzeba pomyśleć jak temu ZAPOBIEGAĆ. W naszym przypadku kilka małych zmian okazało się DUŻYMI. Drzemka, rytuały, szum, wyciszenie. Z góry jednak podkreślam, że to co sprawdza się u nas, nie musi sprawdzać się gdzie indziej... Wierzę jednak, że być może dla kogoś ten wpis okaże się pomocny. Dla mnie rada pani doktor w tamtym okresie była.
Kiedyś tylko takimi wpisami żył ten blog. Kto śledzi od początku, na pewno odczuł, że Poli jest teraz tutaj bardzo, bardzo mało. Nie jesteście już nie bieżąco z jej rozwojem, a ja nie odczuwam potrzeby, by ciągle o tym pisać. Dostając jednak masę wiadomości z zapytaniami czy Pola robi już to i tamto, co je, jak się zachowuje stwierdziłam, że dzisiejszy dzień, w którym kończy 14 miesięcy będzie idealny, by poczynić wpis z małym podsumowaniem.
WYGLĄD: Jeszcze nie tak dawno wszyscy z niecierpliwością oczekiwaliśmy, aż to ziółko postanowi pokazać się światu. Było to zaledwie 14 miesięcy temu, a ja już nie pamiętam jak to jest spać z małym zawiniątkiem na klacie. Obecnie ten mały szkrab waży całe 10 kilogramów i sama nie wiem ile mierzy, ale jest mega długa ( za rodzicami ). Włosy ostatnio zaczęły rosnąć dość szybko + zyskały na objętości. Z tyłu głowy zazwyczaj tworzy się mini afro, a Pola zyskała pseudonim : pirzolek.
MOWA: Słowniczek mowy jest coraz bardziej bogaty. Mama, tata, baba, dzidzia, myny lub mniam co oznacza jedzenie lub picie i totalny hit : DA, które jest wymawiane w momencie, gdy dziecko chce by coś mu dać, lub coś od niego wziąć. DA wymawiane jest chyba setki razy dziennie i jest to jedyna rzecz, która doprowadza mnie do dzikiego szału, który nauczyłam się tłumić w sobie. Słynne da, jest czasem jak efekt zaciętej płyty. Da,da,da,da,da - pokazując palcem na : ścianę, okno, niebo, kubek z gorącą herbatą, śmieci itp. Absolutny hit, który zna każdy kto ze mną przebywa lub rozmawia ze mną przez telefon.
SEN: Jakiś miesiąc temu Pola znów zaczęła sypiać w dzień. Jest to czas ok 2 godzin, ale nie jest to regułą. Nadal zdarzają się dni kiedy jest to 20, lub 40 minut. Wieczorami chodzi spać około 20, a wstaje ok 7. W nocy budzi się około północy, by zagrzać miejsce w naszym łóżku. Mimo tego, że śpi z nami i nas czuje, przebudza się czasem na przytulenie, wodę, lub ok 4 na mleko.
JEDZENIE: MM - jakieś 2 razy na dzień. Rano i przed snem. Do picia tylko i wyłącznie woda. Przykładowy jadłospis na cały dzień:
ok. 5:00 - 210 ml MM
ok.8:00 - jajecznica, kromka chleba
ok. 12:00 - jogurt naturalny z owocami
ok. 16:00 - łosoś gotowany na parze z puree z groszku i ryżem.
ok: 19:00 - 210 ml MM
Pomiędzy posiłkami Pola podjada owoce i inne przekąski.
CHARAKTER I ZACHOWANIE: obecnie jesteśmy w jakimś mega krytycznym punkcie. Furie, bunty, płacz, kopanie, bicie i gryzienie. Często wieczorami jestem totalnie wyczerpana godzinami tłumaczeń dlaczego czegoś nie wolno robić, lub czegoś nie wolno wziąć. Czasem jestem już kłębkiem nerwów, a potem przychodzi sobie taki mały człowiek, który zjadł przed chwilą pomidorka, otwiera szafkę i do kosza na śmieci wyrzuca skórkę od pomidora, bo doskonale wie, że nie może jej zjeść. Zaczynam pomału wydawać polecenia jak np. Polciu przynieś mi pampersa - przynosi. Co mnie zaskakuje to fakt, że każdą drobną rzecz, którą znajdzie : grosik, kamyczek, cokolwiek - przynosi od razu do mnie.
ZABAWA: nadal numerem 1 są dla Poli książeczki. Uwielbia je oglądać i zawsze rano kiedy ogarniam się w WC, ona przegląda każdą po kolei i mruczy coś pod nosem. Odkąd skończyła roczek jest też małą fanką klocków duplo. Uwielbia zamykać ludziki w okienkach. Razem ze zwierzętami - powinnam się martwić? ;)
SPRAWNOŚĆ: Pola zaczęła dość szybko chodzić, bo w wieku 9 miesięcy. Była jednak ostrożna i mimo wszystko, wolała więcej raczkować. Raczkowanie porzuciła jednak wraz z nadejściem nowego roku czyli mając 10 miesięcy. Wtedy zaczęło się bieganie po całym mieszkaniu. Jeśli chodzie o takie sprawy jak wchodzenie i schodzenie z łóżka, wchodzenie na krzesła, kanapy itp to nie mamy z tym raczej problemu. W wieku 10 miesięcy ten mały czort tak sprawnie poruszał się po wysokościach, że mogłam bez obaw wyjść do WC nie martwiąc się, że spadnie. Ze schodzeniem nie było problemów. Od maleńkiego kiedy Pola próbowała spadać z kanapy na głowę, przekręcałam ją i pokazywałam, że schodzi się tyłem na nóżki. Robiłam to odruchowo, ale najwidoczniej zaprocentowało, bo pewnego dnia po prostu sama tak zeszła i tak schodzi do teraz. Łóżeczko niemowlęce przekształciliśmy na tapczanik. Ma on jednak boki, dzięki którym Pola nie wypadnie, ale ma też normalne wejście przez co może wchodzić i schodzić kiedy chce.
Właściwie to czas, który teraz przeżywamy jest chyba dla mnie najcięższym, a jednocześnie najpiękniejszym. Bo mimo, że ciągłe miączenie i płacz wykańcza to wkroczyłyśmy w etap, w którym możemy siedzieć całe dnie na placu zabaw, możemy się gonić po trawie, skakać wieczorami po łóżku, wydurniać w wannie i robić mnóstwo innych rzeczy. A im będzie starsza tym będzie ich coraz więcej... I tak mija mi życie z 14 miesięczniakiem u boku. Mimo wielu wylanych łez, warto przechodzić przez ten trud macierzyństwa chociażby dla takiego przytulenia przez nią jak przed chwilą...
Rosną tak szybko, zmieniają się każdego dnia. Na każdą ich nową umiejętność my matki reagujemy śmiechem, krzykiem pełnym euforii bądź skaczemy ze szczęścia. Chciałybyśmy pochwalić się tym całemu światu. Głupie? Nie sądzę. Nie jestem typem osoby, która widząc się z koleżankami na pytanie "Co u Ciebie?" odpowiada : " No wiesz, Polcia sama usiadła, powiedziała mama i zaczęła raczkować". Ale jeśli chodzi o miejsca typu blog czy FP, które są typowo o niej, wiem, że to całkowicie stosowne. I nie chodzi tutaj o wyścig szczurów i przekrzykiwanie się "Moja zaczęła wcześniej!" "Moja miała już 2 zęby, dziwne, że twoja nie ma ani jednego". Każdy kto normalny wie, że każe dziecko rozwija się w swoim tempie, całkowicie indywidualnie.
Nie zrozumie ten kto dzieci nie ma. Można to sobie jedynie wyobrazić. Ale trzeba poczuć na własnej skórze, by zrozumieć o co chodzi. Głupie porównanie, bo porównam teraz dziecko do psa, ale jeśli macie i bardzo kochacie swojego pupila to na pewno cieszycie się, że właśnie nauczył się podawać łapę albo reagować na inne komendy. Super uczucie co? Więc właśnie , my matki podobnie reagujemy na małe osiągnięcia naszych pociech.
Raczkowanie i inne rzeczy przyszły do nas szybciej niż myślałam. Dorobiliśmy się już pierwszego zadrapania na czółku chociaż sama nie wiem czy nie stało się to w łóżeczku. Właściwie wszystko dzieje się w jednym czasie. Raczkowanie, stawanie, samodzielne siadanie. Cieszy mnie to bardzo, bo coraz więcej możemy się z Polą bawić i mamy większe pole do popisu niż jakiś czas temu. Rozkładamy duży koc, mnóstwo zabawek, pod ręką mamy ulubione wafle ryżowe bądź ciasteczka orkiszowe i wsuwamy je obie. Bawimy się jak najlepsze przyjaciółki. Takie, które świata poza sobą nie widzą.
Na pół roczku Poli sprawiłam jej prezent - praktyczny i piękny. Obuwie Robeez. Odkryłam je na SARENZA.PL i od razu skradły moje serce. Obuwie Robeez jest na stronie opisane następujaco: "W trakcie rozwoju ruchowego małego dziecka chodzenie boso pomaga palcom chwytać i wzmacniać stopy. Jednak nie zawsze istnieje możliwość zostawienia dziecka z gołymi stopami. Jego delikatne nóżki muszą być chronione na szorstkich powierzchniach i zimnych podłogach niezależnie od pory roku. Giętkie podeszwy butów Robeez nie ograniczają swobody ruchów i pozwalają palcom zginać się do woli. Tak jakby pomagały dzieciom w nauce chodzenia. Z takimi butami możesz być spokojny o swojego maluszka!"
Oczywiście doskonale wiem, że nie ma nic lepszego niż bosa stopa i same skarpetki, ale dobrze też wiem, że nie zawsze na takie wariacje można sobie pozwolić i stopy trzeba zabezpieczyć czymkolwiek. Arbuziki to tylko jeden z wielu zachwycających wzorów. Wiem, że na tym nie poprzestaniemy. 100 % skóry mówi samo za siebie.
bluza - ZARA
opaska - KoTo Biżuteria
buciki - Robeez do kupienia TU
6 miesięczne dziecko. Niby to niemowlę co jeszcze nie chodzi, tylko leży, coś tam próbuje raczkować i bierze wszystko do buzi. Niby to jeszcze taki mały bączek, który nie wiele rozumie. W co się z takim dzieckiem bawić? Tak, by dziecku sprawiło to radość? Odpowiedź jest dziecinnie prosta. To własnie tym dzieciom do szczęścia potrzeba na prawdę nie wiele. I nacieszcie się tym czasem. Wkrótce będziecie musieli wysilać się nieco bardziej. I think so ;)
Możecie się starać nie wiadomo jak. Kupować wymyślne rzeczy. Piękne, kolorowe, cudowne. Ale na tym etapie prawie wszystko i tak będzie musiało zostać zbadane...buzią. Jednak Ci wytrwali dowiedzą się wkrótce, że warto było niektóre rzeczy kupić, bo dziecko wkrótce zakoduje sobie, że daną rzecz już zna, że daną rzecz już zbadało, więc teraz może zacząć badać ją dotykiem. Tak jak było u nas np. w przypadku gumowych klocków.
W co się bawić? Dobrze wiecie, że dziecku wystarczy po prostu zabawa, w której Wy również uczestniczycie. Na tym etapie nie musicie się więc zbytnio głowić. A udowodnią Wam to poniższe przykłady. Banalnie proste i oczywiste, ale doskonale wiem, że będąc w ciąży wszystko było dla mnie czarną magią a ja czułam się zielona w temacie. Wiem więc, że są tu na pewno przyszłe mamy, które już się boją, że nie będą wiedziały pewnych rzeczy. A ja jestem tu od tego, by nawet te najbardziej banalne przedstawić tak po prostu "od kuchni".
1) Jedzie jedzie rowerek - na przemian uginamy dziecku nóżki stopniowo zwiększając prędkość. Od bardzo powolnych ruchów po zdecydowane i szybkie. Oczywiście tak, żebyście nie wyrwali dziecku nóg ;)
2) Leci samolocik... Trzymamy dziecko nisko i pomału odliczamy mówiąc : "Samolot startuje za...3...2...1!" i unosimy naszą pociechę wysoko w górę.
3) Zabawa gumowymi klockami. Do naszych dołączyła jeszcze gumowa foka :P
Ustawiamy klocki, liczymy jeden po drugim, mówimy jakich są kolorów, ewentualnie kształtów jeśli posiadamy różne.
4) Oglądanie czarno białych książeczek. Pokazujemy dziecku co jest na danym obrazku. Opowiadamy o nim. Póki co Pola bardziej interesuje się ich gryzieniem niż oglądaniem, no ale...na wszystko przyjdzie czas.
5) Jedzie, jedzie traktorek! Sadzamy dziecko na sobie i podskakujemy tak jakby jechało traktorem po polu. Bądź starym pksem po polskich drogach ;) Najulubieńsza zabawa Poli!
6) Zabawa maskotkami. Również możemy dziecku opowiadać o zabawce o jej kolorze, o tym jaka jest w dotyku, opowiadać bajki o niej.
7) Zabawa przedmiotami, które wydają dźwięk. Przykładowo grzechotki.
8) Złap mnie jeśli potrafisz. Ustawiamy przed dzieckiem różnorodne zabawki i czekamy aż samo po którąś sięgnie. Następnie odkładamy ją , zmieniamy kolejność ułożenia i powtarzamy czynność ponownie.
Pamiętacie pierwszą kąpiel Waszego dziecka? Ja pamiętam. Obolała po cesarce stałam nad wanienką, a Pola była myta przez moją siostrę. Chciałam najpierw zobaczyć jak to zrobić. Jak trzymać, gdzie trzymać itp. Przy drugiej kąpieli postanowiłam zrobić to już sama. Maleńkie ciałko w mojej drobnej dłoni. Śliskie, drobniutkie i drżące. Tak. To była chyba jedyna czynność przy noworodku, przy której odczuwałam lekki stres. Dziś z niecierpliwością wyczekuję codziennie godziny, w której będziemy kąpać Polę. Lubi to niesamowicie, śmieje się w głos i porusza tak energicznie, że na prawdę trzeba mocno ją trzymać.
Nasza istotka jest już na tyle mądra, że chyba dostrzegła zmianę wanienki, bo zawsze ma na twarzy charakterystyczną minę kiedy widzi coś nowego. Nareszcie wanienka w jej pokoju nie szpeci. Kto, by pomyślał, że nawet taka rzecz może mieć przyjemny i ładny design. Ale do rzeczy :)
Wiele z świeżo upieczonych mam zadaje mi często pytanie czy kąpać dziecko codziennie i jak to się u nas odbywa. Dlatego właśnie postanowiłam napisać o tym kilka słów. Bo to co dla jednych oczywiste dla innych może być trudnością i to całkowicie zrozumiałe. W żadnym wypadku nie narzucam tutaj nikomu swoich racji i nie krytykuję innego postępowania niż ja. Po prostu napiszę jak to jest u nas. Polę kąpiemy codziennie. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby poszła spać, po tym jak kilkukrotnie ulewała w dzień, po tym jak pociła się będąc na dworze, a nawet w domu w takie temperatury jak teraz.
KĄPIEL:
Godzina - między 19 a 20 (przed karmieniem)
Temperatura wody - 37 stopni
Co jest mi potrzebne?
- ręcznik kąpielowy BEABA
- balsam nawilżający SOPHIE LA GIRAFE
- krem do twarzy SOPHIE LA GIRAFE
- krem na odparzenia PHARMACERIS
- pampers
- ubranko
Co do wody?
- szampon i żel do mycia w jednym PAT & RUB
Myjki - brak. myję jedynie ręką
Na co szczególnie zwrócić uwagę?
- szyja, paszki generalnie wszystkie miejsca gdzie dziecko ma fałdki i zbiera się tam brud
Co po kąpieli?
- osuszenie ręcznikiem
- smarowanie ciała balsamem i masaż
- nałożenie kremu na twarz
- posmarowanie zaczerwienionych miejsc kremem na odparzenia
MASAŻ :
Jakie korzyści wynikają z regularnego stosowania masażu?
- dziecko wycisza się i uspokaja
- wzmocnienie poczucia bezpieczeństwa i więzi dziecka z rodzicem
- uregulowanie snu
- poprawa trawienia
- stymulacja układu hormonalnego
Kolistymi i spokojnymi ruchami masujemy całe ciało dziecka. Należy skończyć natychmiast kiedy zaczyna być niespokojne. Do masażu możemy używać oliwki bądź balsamu.
CODZIENNA PIELĘGNACJA:
Co stosujemy?
- chusteczki nawilżające pampers
- krem na odparzenia pharmaceris
- krem ochronny z filtrem PAT&RUB
- patyczki do uszu ( czyścimy tylko część ucha, którą widać, nie wsadzamy patyczka do środka ucha!!! )
Wanienka, stojak i akcesoria kąpielowe od BEABA POLSKA możecie zobaczyć tutaj ---> KLIK
Są takie dni kiedy jedyne o czym marzę to, by Pola spała najdłużej jak może, a ja w tym czasie zajęłabym się sobą. Są też takie dni kiedy macierzyństwem się delektuję. Wpatruję się wtedy w Polę godzinami, noszę ją mimo, że pewnie mogłaby spokojnie poleżeć, a kiedy już się zmęczę, leżę z Nią na kocyku.
Kiedy jesteśmy same zabieram ją ze sobą do łazienki jeśli nie śpi i myję w tym czasie włosy , robię makijaż itp cały czas opowiadając jej krok po kroku co robię, by słyszała mój głos non stop. Raz po raz bujnę nogą wózek, gdyż ręce zajęte są w tej chwili prostowaniem włosów. Ale nieważne. Jesteśmy razem. I to się liczy. Często opowiadam jej o tym jak bardzo rośnie we mnie miłość do Niej i jak bardzo jest piękna.
Ciepłe dni dały nam cudowną możliwość delektowania się sobą na świeżym powietrzu wśród ćwierkających ptaków. Życie na wsi daje nam komfort bycia sobą i nie ukrywania się kompletnie z niczym. Tu gdzie żyjemy mamy własną, osobistą przestrzeń, do której nikt poza rodziną nie ma wstępu. Nasz azyl. Wierzę, że każda minuta tego czasu spędzonego razem kształtuje Nas i naszą miłość. Wierzę, że będzie to miało wpływ na naszą przyszłość. Nie wiem co zrobić więcej. Nie czytam poradników i artykułów o tym jak wychowywać dziecko od pierwszych dni jego życia, jak edukować itp. Wierzę w to, że przez trud wychowania poprowadzi mnie intuicja. Wierzę w to, że mnie nie zawiedzie. Nie spinam się za bardzo z tym, by już od teraz kupować zabawki edukacyjne 3 m +, by stosować jakieś metody, które miałyby sprawić, że dziecko będzie na prawdę mądre. Intuicja, intuicja i jeszcze raz intuicja. Póki co jeśli chodzi o zakupy dla maluszka, które mogłyby go czegoś nauczyć, ograniczyłam się do czarno białych książeczek, które były prezentem wielkanocnym dla Poli. Lubię opowiadać jej czym jest stworzenie z obrazka, jak żyje, czym się żywi, jaki ma kolor. Lubię kiedy mnie słucha. Fajnie mieć świadomość, że głos mój jest dla niej najpiękniejszym dźwiękiem na świecie...
Mimo, że kocham te dni kiedy nie wiem w co włożyć ręce, mam mnóstwo zajęć i to mnie nakręca to czasem lubię przystopować... i wtedy wybawieniem jest dla mnie właśnie taki dzień kiedy po prostu mogę poleżeć z Nią pod gołym niebem, wykorzystać jej dobry humor i to, że nie muszę jej jakoś specjalnie rozśmieszać czy nosić, by była spokojna. Taki dzień ładuje mi baterie na full. Taki dzień...jest dniem, który kocham nad życie. I cieszę się każdą minutą jego trwania. Bo w życiu piękne są tylko chwile. I chcę je zapamiętać jak najlepiej.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W ciąży zarzekałam się, że nie dam dziecku nigdy smoczka. No bo po co ma się przyzwyczajać, później odzwyczajać itp. Ale z racji fajnego designu kupiłam "w razie co" smoczki lovi retro. A niech sobie będą. Później dostałam kilka nówek to od siostry, to od przyjaciółki. W szpitalu w paczkach również znalazły się ze dwa. I wtedy właśnie gdy Pola tak bardzo płakała, a ja świeża mama nie wiedziałam o co jej chodzi, bo najedzona i przebrana była ... smoczek odpakowałam. I chociaż używany rzadko to w niektórych sytuacjach jest wybawieniem. Np. podczas usypiania na spacerze. Czasem ma go na cały czas jego trwania, czasem wypluwa po 10 minutach. Jest też niezbędny przy wieczornym usypianiu chociaż kilka razy zdarzyło się zasnąć bez niego. I tym o to sposobem smoczek jest z nami wszędzie, bo jak każda mama wie, sen może nastąpić w każdej chwili.
Jednak co mnie zawsze w smoczkowej przygodzie irytowało...fakt, że kiedy usypiałam Polę ze smoczkiem w buzi i przytulałam mocno do piersi, na jej buzi zostawał później czerwony ślad po smoczku. Nie wspominając już o tym, że wymachując rączkami w ramach protestu często przez przypadek łapała za uchwyt smoczka i po prostu go wyciągała. Pomyślałam sobie, że w sumie chyba nie jest zbyt komfortową sprawą plastik przylegający do buzi tak bardzo, że zostawia po sobie ślad dlatego jak to ja, zaczęłam szukać innego rozwiązania. Jak zwykle nie trwało to długo. Znalazłam.
Smoczek NUBY fizjologiczny wykonany z silikonu. Fajny wygląd i delikatny kolor. Cena przystępna. Z ręką na sercu mogę go polecić każdemu. Smoczek ma specjalną strukturę, która "masuje: dziąsełka co jest niesamowicie pomocne w czasie ząbkowania, które...już do nas przyszło. Mnóstwo śliny i pięści wiecznie w buzi. Smoczek nie ma uchwytu, dzięki czemu Pola go sobie ciągle przez przypadek nie wyjmuje.
Oprócz smoczka wspomagamy się też elastycznymi gryzakami z Baby Ono, które również łagodzą ból dziąseł. Są one pakowane po dwie sztuki w mega fajnych kolorach. Dziecko ćwiczy też przekładanie przedmiotu z rączki do rączki. Na początku Pola sama nie utrzymywała tego w buzi, bo wolała bawić się tym rączkami, dlatego sama masowałam jej tym dziąsła i widać było od razu, że przynosi jej to ulgę, ponieważ protestowała kiedy przestawałam. Teraz już sama ładnie potrafi przytrzymywać sobie gryzak przy buzi.
Ostatnim przedmiotem, który pomaga nam w zębuszkowej przygodzie jest zwyczajny schłodzony gryzak wodny Canpol babies.
Jak radzić sobie z ząbkowaniem oprócz pomocy gryzaków itp?
Także drogie ząbki...nie boimy się Was! ;)
