0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Coś się kończy, coś się zaczyna. Za mną już drugi miesiąc mojego fit wyzwania. Udało się przekroczyć własne granice, udało się przekonać do wielu nowych smaków. Podłapałam jeszcze więcej zdrowych nawyków i nauczyłam się grzeszyć rozsądnie. Myślę, że jestem już gotowa wznieść ten challenge na wyższy level...

Trzymiesięczna metamorfoza, to tak naprawdę trzy miesiące podłapywania dobrych nawyków i zaprzyjaźnianie się z siłownią. Już teraz, w tym miesiącu, chciałabym rozwinąć swoje wyzwanie i pokazać jego potencjał, ale myślę, że jeszcze trochę poczekam i będę trzymać się swojego postanowienia, że pierwszy etap potrwa do końca listopada. Od początku grudnia natomiast zacznie się... jazda bez trzymanki.

A jak poszło mi w październiku? Nie było łatwo. Nie jest łatwo, kiedy masz w domu gotującego mężczyznę, który po pracy potrafi zrobić stos babeczek, albo placek albo jakąś dobrą kolację... Zrezygnowanie z tego, to pewnego rodzaju rezygnacja z tego co tak bardzo nas łączy - miłość do dobrego jedzenia. Całe szczęście, coraz częściej udaje mi się go namawiać do zdrowszych alternatyw - a właściwie... on sam zaczął wybierać rzeczy bardziej lekkie i przekonuje się do produktów, które stoją u nas na półkach, np. olej kokosowy, mąka kokosowa itp. Ale przed NAMI jeszcze długa droga. Sama potrafię się zmobilizować, ale wieczory u jego boku - to już nie lada wyzwanie. Wciąż twierdzę, że grzeszę ostatnio zbyt często, ale zauważyłam, że kiedy już się na coś kuszę, mam umiar, którego nigdy wcześniej nie miałam. Coraz intensywniej ćwiczę też na siłowni, potrafię dać z siebie więcej, ale... muszę na tą siłownię iść rano. Problem jest wtedy, kiedy jestem zawalona spotkaniami służbowymi - nie ma opcji, żebym ruszyła tyłek wieczorem. Mobilizacji absolutnie brak! Poza tym w telewizji leci teraz tyle ukochanych seriali..

Zakończył się też pierwszy, pełny miesiąc z moim cateringiem dietetycznym DietBox.pl . Coraz częściej zastaję pod drzwiami paczkę z menu, które idealnie wpasowuje się w moje gusta. Raz na kilka dni zdarzy się coś co nie przypadnie mi do gustu, ale całe szczęście to tylko RAZ na kilka dni. Wyeliminowałam co prawda trzy składniki, których nienawidzę, ale jest ich dużo więcej o wielu nawet nie pamiętam, ale w praniu wychodzi, że jednak nie mogę ich przełknąć. Największy plus cateringu jest taki, że ... nic nie może się zmarnować, więc nawet jeśli coś mi się wydaje słabe... próbuję to. I takim oto sposobem okazało się, że lubię np. fasolę - każdy jej rodzaj! A byłam pewna, że nienawidzę!!! Okazało się, że UWIELBIAM ciecierzycę i soczewicę! Że kocham jakieś dziwaczne czasem wg mnie połączenia! Mam pełne zaufanie do ekipy DietBox.pl i ogromnie się cieszę, że mam możliwość korzystania z ich usług. Dostałam sporo zapytań o powtarzalność potraw - szczerze mówiąc jeszcze ani razu nic mi się nie powtórzyło. Dania są czasem podobne - trzy razy miałam fritattę, ale było to w dużych odstępach czasowych i za każdym razem była z czymś innym i inaczej smakowała. Swoją drogą - uwielbiam takie śniadania! Mam nawet ostatnio wrażenie, że dania są coraz lepsze i coraz bardziej smakowite - a progres cenię ogromnie. Tak naprawdę nie da się odczuć, że jesteśmy na jakiejś diecie - posiłki są mega zdrowe, ale nie przypominają wyglądem czegoś, co mogłoby nam pomóc schudnąć, wręcz przeciwnie - ciężko uwierzyć, że coś tak pysznego nas nie utuczy! I to jest piękna... "dieta". Posiłki zawsze są świeże, zawsze odpowiednio przyprawione. Nie mam naprawdę do czego się przyczepić i polecam z ręką na sercu.

 

dsc_2457

 

dsc_2458

 

Najciekawsze posiłki w październiku to:

 

sałatka z makaronem penne i pesto z jarmużu

krem z cukinii posypany prażonymi pestkami słonecznika

frittata z boczniakami i sosem jogurtowo-szczypiorkowym

koktajl z mango z mleczkiem kokosowym

zielone kotleciki warzywne podane na roszponce ( niebo w gębie !!!)

naleśniki kakaowe z serem twarogowym i sosem waniliowym

kurczak po staropolsku z kaszą kuskus i fasolką szparagową

 

 

Mam nadzieję, że i w tym miesiącu DietBox.pl da z siebie wszystko. Minus jest taki, że ciężko będzie mi się kiedyś odzwyczaić od takiej pudełkowej wygody. Jeśli macie jakieś pytania lub jakiś posiłek wpadł Wam w oko - napiszcie mi o tym i powiedzcie, czy chciałybyście osobny wpis z najciekawszymi przepisami na posiłki z mojego cateringu.

A... co z moimi celami? Czy udało się je zrealizować? Tak, ale ... troszkę inaczej. Moja masa mięśni zaczęła rosnąć i mimo tego, że wydawało mi się, że schudłam, okazało się, że... nie schudłam wcale! Owszem tłuszcz się zmniejszył, ale zastąpiły go mięśnie i choć waga nie drgnęła - moje ciało nago, wygląda jakby było o jakieś 3 kilogramy lżejsze! Chyba dojrzałam do tego, by obserwować swoje ciało w lustrze i tym się kierować, a nie cyferkami na wadze. Co prawda nie do końca jestem pewna, czy te same cyfry na wadze to nie powód tych dni, w które zawsze puchnę - ale myślę, że to nieistotne. Tak pokazuje się w to w pomiarach:

 

WAGA: 67 KG // TERAZ: 67 KG (!!!)

TŁUSZCZ: 28 % // TERAZ: 26,5 %

MASA TŁUSZCZU: 18,9 KG // TERAZ: 17 KG

MASA MIĘŚNI: 46,2 KG // TERAZ: 48 KG

BMI: 21,3 // TERAZ: 21

 

Nie mam konkretnych celów na listopad. Wiem, że na pewno chciałabym zejść poniżej 25% jeśli chodzi o tłuszcz. Listopad to ostatni miesiąc wyzwania, a właściwie "rozgrzewki", po której ruszymy z jeszcze większą siłą i mobilizacją! Mam jedynie nadzieję, że widok w lustrze będzie przy kolejnym podsumowaniu dużo lepszy! Mam też nadzieję, że  po rozgrzewce, dołączy mnie do sporo kobiet, w każdym wieku! Doceniam i obserwuję wszystkie zdjęcia osób, które już teraz dołączyły do akcji na instagramie pod hashtagiem #fitchallengebymamala. Ostatnim razem Małgorzata zgarnęła ode mnie świetną książkę z koktajlowymi inspiracjami. ( dziękuję kochana za zdjęcie nagrody na insta!) ... W tym miesiącu niespodzianka poleci do... @PAULAGOTUJECOOKINGBLOG - aaa, ta dziewczyna to moja ogromna inspiracja! Jej dania to dzieła sztuki, a piękne zdjęcia są tego dowodem. Przepadłam na jej instagramie i blogu. Kochana odezwij się do mnie na priv!

 

A Wy... dołączcie do akcji i również pokażcie mi swój zdrowy styl życia - każdego miesiąca jedna z osób zostaje przeze mnie nagrodzona motywacyjnym upominkiem. Trzymajcie kciuki za moje dalsze postępy - ja trzymam za Wasze. Możecie też już teraz powiedzieć, czego oczekujecie po zakończeniu mojej "rozgrzewki" - jakich wpisów, jaki "porad", jakich tematów. Każdą propozycję wezmę sobie do serca. Dziękuję, że jesteście kochani! Żyjcie zdrowo !

 

dsc_2474

 

dsc_2481

 

dsc_2486

 

dsc_2487

 

dsc_2492

 

dsc_2501

 

dsc_2516

 

dsc_2519

 

dsc_2533

 

dsc_2540

 

dsc_2554

 

dsc_2557

 

dsc_2561

 

Na koniec przypominam - relacje dotyczące moich posiłków i aktywności znajdziecie codziennie na instastory. Nick @mamalla.pl! Zapraszam :)

Chciałabym też ogłosić wyniki rozdania na FB, w którym do wygrania był pled i książki. Po pierwsze bardzo dziękuję... za super zabawę, w której udział wzięło prawie 300 osób! Jak się domyślacie, nagrodzić nie mogę każdego... to tylko zabawa. Mam nadzieję, że jeśli są tutaj osoby, które trafiły na ten blog właśnie dzięki temu konkursowi, zostaną tutaj nie tylko dla kolejnych konkursów, ale też dla wpisów na blogu. Wszystkim, którzy są na blogu po raz pierwszy, polecam zakładkę o życiu - mam nadzieję, że po przeczytaniu kilku tekstów, zostaniecie moimi wiernymi czytelniczkami, mamaloholiczkami! ;) Tymczasem pled i książki wędrują do... Joanny Gontarz !!! GRATULACJE ! :) Czekam na wiadomość priv na fb! Osoby, którym się nie udało - głowa do góry. Niebawem będziecie mieli okazję wygrać kolejne świetne rzeczy. Ściskam!

To był niezwykle ciężki miesiąc. Niezwykle ciężki pod względem mocnego ograniczenia wielu rzeczy, ale też pod względem chorób i złośliwości rzeczy martwych. Mimo wszystko, nie poddałam się. Czy spełniłam postawione przez siebie miesiąc temu cele? To się zaraz okaże...

Ten miesiąc nie do końca wyglądał tak jakbym tego chciała. On wcale nie wyglądał tak jakbym chciała... czy można jednak powiedzieć tutaj coś o porażce? Raczej nie, bo tym razem nie zawaliłam z mojej winy. O ile pierwsze dwa tygodnie, były super aktywne i spędziłam sporo czasu na siłowni - tak dwa ostatnie tygodnie były tylko jazdą bez trzymanki - najpierw chore dziecko, potem chora ja. System jedzenia mocno mi się wtedy zaburzył, bo rano na jedzenie najzwyczajniej w świecie nie było czasu, a przez wirusa na ćwiczenia nie było siły, ale w ostatnim tygodniu jedzeniem zajął się już ktoś inny, więc chociaż z tym poszło mi łatwiej. Ale o tym napisze Wam zaraz.

Moja metamorfoza z założenia miała trwać trzy miesiące, choć jeśli mam być szczera - ma ona trwać cały czas. Trzy pierwsze miesiące mają być po prostu załapaniem dobrych nawyków, zrzuceniem kilogramów oraz wypracowaniem sobie takiego systemu, który stanie się moją codziennością, a nie przykrym obowiązkiem.

Jak zatem sprawa z jedzeniem i ćwiczenia wyglądała we wrześniu? Dwa pierwsze tygodnie spędziłam aktywnie na siłowni, robiąc trzy razy w tygodniu po 5 km na orbitreku - trening siłowy robiłam tylko raz w tygodniu - pół godziny, głównie na uda i pośladki. Auto i autobus zamieniłam na ... nogi. Do Poli przedszkola mam ok. 2km. Wyjęłam więc zakurzony, dawno nie używany wózek i codziennie trasę 2 km pokonuję... cztery razy. Co daje nam piękne 8 kilometrów szybkiego marszu. A, że to nie jedyne trasy, które pokonuję, czasem wychodzi tych kilometrów ok. 10, a nawet 12 !!! Takie liczby robią wrażenie, to takie ukryte cardio, po którym mam zakwasy :)

Jeśli chodzi o jedzenie - oczywiście starałam się jeść zdrowo i regularnie - mocno ograniczyłam słodycze i nabiał, właściwie na coś słodkiego pozwalałam sobie tylko raz w tygodniu i nie dbałam wtedy o kaloryczność, czy skład produktu. Niebawem zobaczycie na blogu nawet moją relację z odwiedzin w Pijalni Czekolady Wedel - wyznaję zasadę, że jeśli robić sobie cheat day, to niech to będzie jeden posiłek, w którym absolutnie nie obchodzi nas co tam jest zawarte, niż cały dzień obżarstwa. Nie polecam tego zwłaszcza osobom początkującym, bo po takim dniu łatwo można się poddać. Dlatego - jeden posiłek, raj dla podniebienia i wracamy do zdrowych nawyków.

Trzeci tydzień września był dla mnie najbardziej okrutny, bo w nim było ciężko o regularność, a ruchu nie było wcale. Przez ten tydzień wyjęty z życia, właściwie to miałam wrażenie, że zrujnowałam efekty poprzednich dwóch tygodni. Ale w ostatnim tygodniu przyszedł czas na ogromne zmiany... Do mojego projektu, dołączył rewelacyjny partner...

CATERING DIETETYCZNY DIETBOX

 

img_0206

Przez ostatni tydzień września oraz przez kolejne dwa miesiące - październik i listopad - codziennie od poniedziałku do piątku, pod moimi drzwiami ląduje i będzie lądowało 5 posiłków na cały dzień. Zastanawiacie się jak to wszystko wygląda? No więc tak... razem z dietetykami z DietBox.pl wybraliśmy dla mnie posiłki o łącznej kaloryczności 1500 kcal na dzień. Uznaliśmy, że będzie to najlepszy sposób, na zrzucenie tylu kilogramów ile chcę jeszcze zrzucić. Zastanawiałam się jak to będzie... w końcu przede mną naprawdę dużo posiłków i nie ma opcji, żeby wszystko zawsze mi smakowało. Cóż - jestem obecnie po tygodniu diety pudełkowej i tylko raz trafiłam na kolację, której nie przełknęłam i o dziwo, były to kotleciki z kaszy gryczanej, którą kiedyś lubiłam - był to jednak czas, kiedy jadłam ją do obiadu prawie codziennie, więc bardzo prawdopodobne, że po prostu mi się znudziła. Raz trafiłam też na drugie śniadanie, którym była sałatka z oliwkami i kaparami i sosem miodowo - musztardowym - również dla mnie nie do przejścia. A poza tym - niebo w gębie. Fajna różnorodność, super smaki, w końcu coś innego, niż codzienny kurczak na obiad i jajecznica na śniadanie. Najfajniejsze posiłki na które trafiłam i który były dla mnie strzałem w dyszkę to:

frittata z papryką i szpinakiem podana z sosem warzywnym

jogurt naturalny z musem jagodowym oprószony otrębami

lasagne bolognese

sałatka z indykiem i sosem jogurtowym

indyjski chłodnik z ogórkiem

grillowany kurczak w sosie z zielonego pieprzu podany z brokułami i kuskusem pełnoziarnistym

pieczone gruszki z ricottą i orzechami włoskami

ciasto marchewkowe ( a ja nienawidzę marchewki i o dziwo wcale jej tu nie czułam! )

krem ziemniaczano-porowy z pestkami dyni

 

img_0217

 

To były takie dania, które po prostu rozwaliły mnie pozytywnie na łopatki. Dzisiaj z kolei na śniadanie zjadłam pastę z pieczonego kalafiora podaną z roszponką, papryką i pieczywem chrupkim. Naprawdę pyszne.

Posiłki tak jak DietBox.pl sugeruje, spożywam równo co trzy godziny. W między czasie piję wodę niegazowaną ( ok. 2 litrów dziennie) oraz raz dziennie zieloną herbatę - przy chorobie hashimoto, pozwala mi ona pozbywać się zalegający wody w organizmie.

Ale może jeszcze trochę więcej konkretów na temat DietBox.pl. Firma została założona przez małżeństwo dietetyków, którzy postanowili podzielić się swoją pasją, jaką jest zdrowe odżywianie i stworzyć miejsce, w którym zespół wykwalifikowanych ludzi, będzie przygotowywał smaczne i zdrowe posiłki dla swoich klientów. To co widać na pierwszy rzut oka, kiedy otrzymuje się pudełka, to fakt, że produkty rzeczywiście są świeże. DietBox.pl ma w swojej ofercie nie tylko cateringi, dla osób chcących zrzucić kilogramy, ale też dla sportowców, dla osób chorych, dla mam karmiących i tych w ciąży. Istnieje również opcja dobrania indywidualnej diety. Wszelkie informacje na ten temat znajdziecie na stronie cateringu. Ja póki co jestem naprawdę zadowolona i przede wszystkim - teraz mając pudełka w lodówce, łatwo pilnować mi tylko godzin - gotując samemu, bywało różnie -  a to stwierdzałam, że dojem coś z dnia poprzedniego, a to nie zdążyłam w biegu zjeść obiadu i automatycznie chodziłam "na głodzie"- takie coś nie sprzyjało mojej diecie i regularności. Teraz jedyne co muszę robić, to zerkać na zegarek - nie podjadam nic między tymi posiłkami, od poniedziałku do piątku pudełka to jedyne posiłki, które jem.

 

img_0226

 

img_0233

 

img_0235

 

No, ale pora przejść do konkretnego podsumowania, czyli... pomiary. Sprawdźmy jak różnią się one od tych z poprzedniego miesiąca... Czy coś w ogóle drgnęło? Przyznam, że im starsza jestem, tym coraz ciężej, zrzucić mi chociaż kilogram. Kiedyś potrafiłam w kilka dni wrócić do płaskiego brzucha, teraz przy nasileniu choroby, jest to niezwykle ciężkie, ale nie oznacza to, że jest to niemożliwe. Oto pomiary robione miesiąc temu i robione teraz.

WAGA: 69 KG // teraz: 67 KG

TŁUSZCZ: 30,1 % // teraz: 28,0 %

MASA TŁUSZCZU: 20,4 KG // teraz: 18,9 KG

MASA MIĘŚNI: 44,1 KG // teraz: 46,2 KG

BMI: 21,8 // teraz: 21,3

 

Jak widać nie udało mi się osiągnąć wagi 66 kg, a zatrzymałam się na 67, jednak jak pokazują pomiary urosły też mięśnie, mogę więc chyba się z tym pogodzić ;)  Waga mimo wszystko poszła w dół i patrząc na to, że aktywna byłam tylko przez dwa tygodnie - jestem zadowolona ze spadku chociaż tych dwóch kilogramów. Poza tym - szybkie spadki wagi, zawsze kończyły się tym, że tak samo szybko do wagi początkowej wracałam. Wolę więc chyba, by tym razem ten proces trwał dłużej, ale skuteczniej.

A jakie są moje cele na październik?

  • waga 65 kg
  • tłuszcz - 26 %
  • trening - 3 x w tygodniu
  • regularność w jedzeniu posiłków
  • 2 litry wody dziennie

 

img_0255

 

img_0280

 

img_0281

 

img_0291

 

 

Na koniec chciałabym też przypomnieć, że codzienne relacje dotyczącego tego co jem itp. znajdziecie na moim instagramie na INSTASTORY czyli takim instasnapie. Dodatkowo, sami możecie wstawiać na instagram zdjęcia pokazujące Wasz zdrowy styl życia - wystarczy, że otagujecie je hashtagiem akcji #fitchallengebymamala - a ja pod koniec miesiąca nagrodzę zawsze JEDNĄ osobę, która wg mnie zasługuje na docenienie swojej pracy. Zwyciężczynią września jest... @malgorzatastryjecka ! Brawo kochana! Jeśli mam być szczera, to nieraz to TY dawałaś mi kopa do ciężkiej pracy. Czułam się przy Tobie momentami jak leń :) To się nazywa DOBRA robota! :) Czekam na Twój kontakt priv, mam dla Ciebie niespodziankę!

A Wy trzymajcie kciuki za moje dalsze postępy i na kolejną relację z podsumowaniem października! We wrześniu nie dałam z siebie wszystkiego, ale ten miesiąc to będzie coś! :)

 

img_0301-2

 

img_0303-2

 

img_0342-3

 

img_0344-2

 

Już chyba się domyślacie, że zdjęciami zajęła się Maria z Whale Photography. Ogromnie się cieszę, że mogę współpracować z tak zdolną osobą!!! :)

Przepiękną bluzę, która ma motyw pomponików ( obecnie dość modny) znajdziecie tutaj.

Pytanie, które padło w tytule pojawia się na forach, facebooku i innych panelach dyskusyjnych non stop.

Ja sama zadawałam je sobie przez długi czas odkąd musiałam zrezygnować z treningów crossa z powodu tego, że F. wracał z pracy o wiele później niż kiedyś, a nikt inny nie mógł zostać z Polą w godzinach wieczornych. Nawet gdyby mógł - wieczorami byłam tak wyczerpana, że o ćwiczeniach nie miałam nawet siły myśleć.

Próbowałam w dzień. Na marne. Do skalpela Ewki Chodakowskiej podchodziłam chyba co 2 dzień i zawsze odpadałam po 5 minutach mówiąc sobie "Eee tam wybiorę coś lżejszego i krótszego". W efekcie robiłam kilkanaście przysiadów i na tym koniec. Ale...wciąż miałam w głowie to, że ćwiczenia to tylko 30 %. 70 % to ... DIETA. I mówiąc na myśli dieta nie mam na myśli głodówki, diet dukana czy innych rygorystycznych metod. Dieta czyli zdrowe odżywianie. Po prostu.

I o ile udawało mi się zdrowo jeść przez cały dzień, tak wszystko szło na marne kiedy do domu wracał F. i kusił...pizzą, colą, wafelkami czy innymi tego typu rzeczami. Oczywiście, że ulegałam. Ba! Ja kocham pizzę! I to na jej myśl cieknie mi jeszcze czasem ślinka, ale o dziwo nie cieknie mi na myśl...słodyczy. Odzwyczaiłam się od cukru w moment. Ale warto pamiętać o tym, że od dwóch miesięcy podchodziłam do tego codziennie. Dlaczego?

BRAK SAMOZAPARCIA

Brakło mi tej jednej rzeczy. Nawet jak do wieczora dawałam sobie radę bez słodyczy, to wieczorem mówiłam sobie "Eee tam nie wyglądam tak źle. Nie muszę sobie niczego odmawiać.". I tak co chwilę. Wymówka za wymówką. A potem spojrzenie w lustro i płacz. Bo tu pośladki wisieć zaczynają, tu cellulit wyskoczył, a tam jakaś ta skóra się mało jędrna zrobiła. Nie udało mi się wdrożyć w plan zdrowego odżywiania i treningów od pierwszego stycznia. Byłam podłamana. Lubię zaczynać nowe rzeczy wraz z tym pierwszym dniem roku. Fajnie potem powiedzieć " Cały rok jadłam zdrowo" . Zdeprymowało mnie to do tego stopnia, że nie mogłam spojrzeć w lustro, ale w końcu spojrzałam i powiedziałam sobie...

 

JAK NIE TERAZ TO KIEDY?

Po co zaczynać od jutra , jeśli można zacząć od teraz? Jak nie teraz to już...nigdy! Jeśli ciągle mówisz sobie "od jutra", bo w tym momencie masz ochotę podjeść jeszcze marsa, a jutro rano płakać, że na wadze jest pół kg więcej, bo na marsie się nie skończyło to oznacza, że nie jesteś gotowa! Jeśli dziś mówisz sobie "od jutra" to okej, tylko pamiętaj, że zawsze kiedy się budzisz jest już "dziś". Na dobrą sprawę "jutro" nie nadchodzi nigdy, a co za tym idzie Twoje postanowienie o diecie i zdrowym odżywianiu w pogoni za piękną sylwetką również się nie spełni. Nigdy nie ujrzysz jędrnych pośladków i smukłego brzucha jeśli codziennie będziesz odwlekać to wszystko w czasie.

W SUMIE TO NIE WYGLĄDAM TAK ŹLE

Jak nie wychodzi nam dieta ani ćwiczenia, to próbujemy się pocieszyć i wmawiamy sobie " Nie no ta skóra jednak aż tak tragicznie nie wisi, a ten cellulit w sumie prawie nie rzuca się w oczy". No i nagle PRAWIE jesteśmy zgrabne. W głębi duszy wiemy, że tak nie jest i może być lepiej, ale pocieszenie i usprawiedliwienie musi być , co nie?

NIE MAM CZASU

Mówiłam tak przez ostatnie 2 miesiące. Ba! Zganiałam, że a to dziecko mi nie pozwala, a to za dużo nauki, a to sprzątanie. A jakby tak zliczyć ile przesiedziałam nawet z doskoku przy laptopie, to na pewno uzbierałoby się chociaż pół godzinki. Jedyne PÓŁ GODZINKI, które mogłam poświęcić na ćwiczenia zamiast na patrzenie się w ekran. No i wybieranie numeru do pizzeri i głowienie się co wybrać też trochę zajmuje.  Całe szczęście przestałam szukać wymówek i zrozumiałam, że sporo czasu człowiek marnotrawi nawet o tym nie wiedząc. W końcu internet to taki złodziej czasu. Myślisz, że siedzisz 10 minut, a tak naprawdę siedzisz już godzinę. Ale teraz... mam czas na wszystko. Ba mam na to siły! Dlaczego?

 

ENDORFINY

Endorfinki to taka grupa najwspanialszych hormonów na świecie. No prawie najwspanialszych. Polepszają one nasze samopoczucie, sprawiają, że jesteśmy z siebie zadowolone. Generalnie endorfiny wprawiają nas w ogromną euforię, dzięki której jesteś jakiś metr na ziemią. Minimum. Możesz i chcesz wszystko.  Co prawda czekolada również powoduje wydzielanie endorfin, ale zjedzenie jej tylko po to by poczuć, że może się ćwiczyć jest raczej mało mądre.

MOTYWACJA

Nikt nie zmotywuje Cię do ćwiczenia czy zdrowego odżywiania bardziej niż ty sam. Ani ja, ani Ewka Chodakowska. Ktoś może Cię do tego skłonić, sprawić, że zaczniesz o tym myśleć, ale ostateczna motywacja, która pozwoli Ci zdecydować się na ten krok to już twoja działka. Mi przez długi czas zdjęcia wstawiane na facebooku Ewki dawały tylko kopa na 5 minut.

Pojawiała się myśl "Ooo tak, ja też tak zrobię!" i ulatywała coraz bardziej z kolejnymi minutami. Przyczyniało się to wszystko powoli do tego co się stało pewnego dnia. Dnia, w którym powiedziałam " Jeśli nie dziś to jutro" i mam w sobie siłę, której nie pokona nic. Nie zmuszę się zmuszać. Już teraz wiem, że zdrowa dieta i ćwiczenia zawładną moim światem. To się staje moim stylem życia i tylko wtedy odniesiesz sukces jeśli tak to właśnie potraktujesz.

No więc jak zmotywować się do ćwiczeń? Na to nie ma recepty. Jeśli jesteś leniem to nawet trener duchowy choćby się ... no wiecie co - to Was nie zmotywuje. Mogę Wam jedynie powiedzieć, że tak siedząc i nic nie robiąc, tyłek staje się coraz większy i cięższy - więc macie odpowiedź dlatego tak ciężko jest go podnieść. Nie sądzę, by czytały mnie 70 letnie kobiety, dla których jest już za późno, by zacząć coś ze sobą robić, ale Wy - wy wszystkie - wy możecie zacząć teraz i już wkrótce zobaczyć efekty nie z tej ziemi. Nie dla faceta! Nie dla innych! Dla siebie! Maja Sablewska zawsze mówiła, że moda zaczyna się pod ubraniem. I musicie o tym pamiętać. W żadnych ciuchu nie będziecie czuć się w stu procentach sexy i modnie jeśli nie będziecie zadowolone z efektu pod ubraniem. Z Waszego ciała.

A jak ja się czuję po tak krótkim czasie ćwiczeń i zdrowej diety? Fantastycznie. I nie tylko w momencie kiedy patrzę w lustro. Zmiana nawyków i stylu życia sprawia, że wszystko jest inne, lepsze. Nie tylko wygląd, ale i nasz umysł zaczyna inaczej funkcjonować. Zapewniam Was, że nigdy się tak nie czułam siedząc i jedząc pizzę. Nigdy.

Nie zaczynaj od jutra. Zacznij od teraz. Wypluj ten kawałek marsa, jeśli nie zadowala Cię widok w lustrze. Wstań z kanapy i rusz się jeśli uważasz, że Twoje pośladki wiszą. Jeśli marzysz o pięknej sylwetce to nie odkładaj tego na jutro. Bo prawdopodobnie na to odkładanie zmarnujesz swoje całe życie. I nigdy nie będziesz usatysfakcjonowana ze swojego ciała w stu procentach. Może w 50 %, albo w 70. Ale po co na tym poprzestawać skoro można dojść do punktu, w którym nie będziesz chciała nic zmieniać? Bez tysięcznych nakładów finansowych i skalpela ( chyba, że tego na YT).  Potrzebne będą Ci jedynie chęci, motywacja i ... cała masa samozaparcia. Powodzenia!

 

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram