0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Moje problemy z cellulitem to coś z czym zmagałam się od lat. Gwałtowne utraty wagi spowodowane chorobą, potem nagłe skoki wagi w górę. Dodajmy do tego olanie zasad zdrowego żywienia i kompletny brak zainteresowania kondycją swojego ciała - i oto mamy nogi pokryte szpecącym cellulitem. Jak zlikwidować cellulit? To pytanie spędzało mi sen z powiek. 

Ponoć niektórym kobietom on nie przeszkadza. Wygląd nie jest najważniejszy, ale zdecydowanie lepiej i pewniej czuję się w ciele, które lubię. Kocham swoją bliznę po cesarce, bo jest ona dla mnie sentymentalna. Cellulit - nie. Mogę śmiało powiedzieć, że był on wynikiem mojego lenistwa i pociągu do niezdrowego jedzenia. Napoje gazowane w młodości i tony chipsów zrobiły swoje. Choć wciąż na tylnej części nóg mam kilak dziurek, to jednak to jak było, a jak jest to niebo a ziemia...

Nawet kiedy intensywnie ćwiczyłam i stosowałam różnego rodzaju specyfiki - cellulit był nie do pokonania. Postanowiłam spróbować czegoś jeszcze. Jakieś trzy miesiące temu postanowiłam odpowiednio przygotować się do lata i rozpoczęłam sesje zabiegów w Klinice Murano. Wybrałam zabiegi endermologii i karboksyterapii. Niedawno zakończyłam oby dwie sesje i... TAK! Tak, tak, tak. Warto o tym mówić i polecić to innym...

Nie raz słyszałam: Ala po co Ci to? Przecież jesteś zgrabna, szczupła. Kochani - widzicie tylko zgrabne ciało pod ubraniem, ewentualnie z odsłoniętym brzuchem. Nie widzicie mnie na żywo, z bliska, bez ubrań. Cellulit to okropna menda, ale całe szczęście nie widać jej przez jeansy. Mam lustro i uda pokryte dziurami, które widziałam nie były moim wymysłem. Przejdźmy jednak do konkretów.

ENDERMOLOGIA

Tego zabiegu będzie mi brakować. Już mi go brakuje. Od zawsze uwielbiałam intensywne masaże i sama podsuwałam mojemu F. przeróżne rollery, którymi miał rozbijać mi mój cellulit na nogach i pośladkach. Ta intensywność była dla mnie zawsze fajna, bo czułam, że coś się tam dzieje. Że coś się tam rzeczywiście może rozbić. Podobne uczucie dały mi zabiegi endermologii. Zabieg ten ma za zadanie wymodelować sylwetkę i ujędrnić skórę. Jest to jedna z najskuteczniejszych metod walki z cellulitem! Zabieg ten jest całkowicie bezbolesny i w 100 % bezpieczny. Wykonuje się go na całe ciało. Czas trwania to ok 45 minut. Żeby zabiegi miały sens należy wykonać ich min. 10 , 1 do 2 razy w tygodniu. Zawsze po tym zabiegu było mi mało. Rewelacyjne odprężenie i wrażenie, że po zakończonym zabiegu nasze łydki są jakieś takie cieńsze, mniej obrzęknięte. Im mocniej urządzenie "zasysało" moją skórę tym bardziej czułam, że daje to efekt, szczególnie na pupie i udach. Więcej o zabiegu możecie poczytać tutaj.

 

DSC_0524

 

DSC_0528

 

DSC_0540

 

DSC_0554

 

DSC_0582

 

DSC_0604

 

KARBOKSYTERAPIA 

Największy przełom w medycynie estetycznej. Zabieg polega na wprowadzaniu pod naszą skórę dwutlenku węgla. Samo ukłucie nie jest oczywiście bolesne. Moment rozchodzenia się dwutlenku węgla pod skórą jest z kolei... dziwny. Czuć takie charakterystyczne rozpieranie, czasem całkowicie bezbolesne, czasem jednak czuć lekki dyskomfort. Ja jestem jednak jedną z tych osób, które wiedzą doskonale, że ból to tylko wytwór naszej głowy. Wystarczy uwierzyć w to, że charakterystyczne rozpieranie jest tak naprawdę przyjemne i to lubimy i nagle okazuje się, że i podczas niego możemy się śmiać i rozmawiać. ( zupełnie jak podczas mojego porodu ;) ). O ile ja stosowałam karboksyterapię tylko w obszarze ud i pośladków, tak można ją zastosować nawet pod oczami, by usunąć denerwujące cienie! Zabieg ten przywróci Wam nawet jędrność wiotkiej skóry twarzy czy dekoltu. Jak to stwierdziłyśmy z P. Alą - osobą, która wykonywała mi zabieg: dwutlenek węgla jest dobry na wszystko! W przypadku karboksyterapii również wybrałam pakiet 10 zabiegów, wykonywanych raz w tygodniu. Dwutlenek węgla podawany jest przy pomocy oryginalnego urządzenia do karboksyterapii C.D.T. Evolution. Zapomniałabym - kiedyś karboksyterapię wypróbowałam również na moich obrzękniętych łydkach - efekt naprawdę był świetny. Ból i opuchlizna - jak ręką odjął.

 

IMG_6649

 

IMG_6657

 

IMG_6658

 

IMG_6662

 

IMG_6669

 

IMG_6671

 

IMG_6681

 

IMG_6708

&nbspl

IMG_6733

 

IMG_6739

 

EFEKTY

Na efekty musiałam trochę poczekać. Przykładowo fałdki pod pośladkami zaczęły zmniejszać się mniej więcej po 6 zabiegu karboksyterapii. Musimy oczywiście pamiętać o tym, że zabiegi pójdą na marne, jeśli wciąż będziemy siedzieć na kanapie i jeść fast-foody. Z kolei łącząc sport z w miarę rozsądnym żywieniem i serią takich zabiegów - możemy się spodziewać naprawdę dużych efektów. Jak więc zatem z tymi efektami jest u mnie? Cellulit nie znikł do zera - to jest pewne. Niestety nie pilnowałam jakoś ściśle diety, zdarzały mi się grzeszki, a i sport nie był uprawiany codziennie. Jednak jak już wcześniej pisałam - kondycja mojego ciała przed zabiegiami, a po jest naprawdę zauważalna, zwłaszcza na tylnej części ud i pośladkach. Choć robiłam sobie zdjęcia to jednak zdjęcia tyłka jakoś nie idą w parze z moim zmysłem estetycznym stąd wpadłam na pomysł, że zrobię tego lata po prostu fajną estetyczną sesję w bikini w jakimś nadmorskim klimacie. Fotki z ręki własnych czterech liter, raczej nie byłyby tutaj na miejscu.

Że ja zauważyłam zmiany w swoim ciele - to zrozumiałe. Ale sporo z Was już po zdjęciach w krótki spodenkach z zoo, pytało czy takie efekty są właśnie po zabiegach?! Tak, są! Cellulit był moim największym wrogiem i kompleksem... Nie lubiłam swoich nóg i dostawałam drgawek na myśl o wrzuceniu na siebie stroju kąpielowego. Efekty po zabiegach dały mi jeszcze większa motywację, by swoje ciało teraz pięknie wymodelować i wyrzeźbić. Czy polecam? Zdecydowanie. A na endermolegię wybiorę się z pewnością jeszcze nie raz.

Podkreślać jednak będę na każdym kroku! ZDROWE ŻYWIENIE to podstawa! Nie możecie oczekiwać, że jakikolwiek zabieg zrobi za Was całą robotę. Ćwiczenia również nie dadzą nic, jeśli będziecie wcinać po nich pizzę i hamburgery. Jeśli wciąż zadajesz sobie to jedno pytanie. Jak się pozbyć cellulitu? To wiedz, że najpierw musisz zacząć od zmiany swojego życia. Potem dopiero możesz pomyśleć i zainwestowaniu kasy w tego typu zabiegi. Ja nie żałuję! :)

 

DSC_0504

 

DSC_0505

 

DSC_0574

 

DSC_0592

 

DSC_0623

 

DSC_0627

 

DSC_0636

 

DSC_0642-2

 

Za zdjęcia dziękuję najlepszej Whale Photography !!! :)

Jak na matkę z roczniakiem pod pachą - żyję intensywnie. Nauka, praca w domu, ćwiczenia, codziennie obowiązki. A wszystko to z małym szkrabem przy nodze. Zapewne właśnie w taki sposób żyje większość matek, zatem doskonale zrozumiecie, że intensywny tryb życia często mimo uczucia spełnienia i satysfakcji prowadzi również do frustracji i przemęczenia. Zwłaszcza wtedy kiedy coś nie pójdzie po naszej myśli. W tej całej bieganinie warto pamiętać, że nie musimy tak biec od poniedziałku do piątku i warto raz na jakiś czas nawet poza weekendem zaplanować sobie jeden wolny dzień, w którym nie robi się kompletnie nic, a jedynie delektuje się macierzyństwem, a w przypadku bezdzietnych - po prostu sobą.

Dzień regeneracji przede wszystkim rozgrywa się w naszej głowie. Nie odpoczniemy jeśli wciąż będziemy myśleć o tym, że może to jednak błąd, że dzisiaj nic nie zrobimy. Nie odpoczniemy jeśli nasze oczy ciągle będą szukać po pokoju rzeczy do zrobienia. Dlatego ja planując taki dzień po prostu...opuszczam swoje mieszkanie. Zazwyczaj wybywam albo na długi spacer, albo jadę do mojej rodziny na wieś. Tak zrobiłam właśnie wczoraj. Spakowałam wszystko wczesnym rankiem wyruszyłam na spacer, a potem wsiadłam w auto i pojechałam do rodzinnego domu. Tam znów spacer, później pogaduchy, śmiech i ... odpoczynek. Psychiczny i fizyczny. Ale uczę się odpoczynku również we własnym domu. A jest to ciężka sztuka, kiedy Twoim narzędziem pracy jest laptop i wiesz, że podczas Twojej nieobecności nagromadzają Ci się wieeeelkie zaległości.

Użyteczną rzeczą w planowaniu wolnego dnia jest uczynienie poprzedzającego go niesamowicie aktywnym. Wysprzątanie mieszkania na błysk, intensywny trening, przygotowanie obiadu na jutro. Zrobienie wszystkiego, by nazajutrz nie czuć ogromnej potrzeby robienia czegokolwiek, a jedynie delektowania się wolnymi godzinami. Skupienie na samym dziecku to odpoczynek sam w sobie - codziennie wychowywanie połączone z domowym biznesem wysysa energię z człowieka. Często jesteśmy sfrustrowane, bo akurat kiedy mamy najwięcej pracy - dziecko chce być non stop na rękach. A czasem podczas zabawy z dzieckiem, czujemy gula w gardle, że właśnie gonią nas terminy. Tutaj w grę wchodzi dobra organizacja czasu, ale o tym napiszę w osobnym wpisie.

  • Podczas dnia regeneracji oczyść swój umysł. Powtórz sobie, że to jest Twój dzień i dzisiaj nic nie musisz. Nie słuchaj wewnętrznego głosu, który podpowiada Ci, że musisz to czy tamto. Jeśli dziś nie zrobisz kompletnie nic - świat się nie zawali. Odpoczynek wpłynie dobrze zarówno na Twój umysł jak i ciało.
  • Nie zerkaj na telefon - wyłącz go. Odetnij się od świata zewnętrznego i nie pozwól, by bodźce z zewnątrz takie jak sms czy powiadomienia z facebooka rozpraszały Twoją osobę. ( tego wciąż nie potrafię, co skutecznie zaburza mój psychiczny odpoczynek -niestety prawie codziennie oczekuję jakiś ważnych służbowych telefonów)
  • Nie zmuszaj się - jeśli jesteś smutna, nie czyń z siebie na siłę szczęśliwej. Przeżyty smutek czy złość w końcu minie i zostanie zastąpiony przez pozytywne uczucia. Ale nie pozwól też, by negatywne emocje wciągnęły Cię w tak wielki dół, że Twój dzień stanie się emocjonalną klęską i nie będzie miał zbyt wiele wspólnego z odpoczynkiem.
  • Wyjdź na świeże powietrze - zwróć uwagę na rzeczy, które wcześniej mijałaś automatycznie. Poczuj każdy krok, który stawiasz, wsłuchuj się w dźwięki. Zapewniam Cię, że doznasz nowych emocji i poczujesz coś czego nie czułaś podczas automatycznych spacerów z dzieckiem czy wypadów do sklepu.
  • Zrób coś na co ostatnio nie miałaś czasu, ale to lubisz - sięgnij po dobrą książkę, obejrzyj odcinek ulubionego serialu. Posłuchaj muzyki, którą lubisz, a która już dawno nie leci w radio czy tv. Mi ostatnio niesamowitą przyjemność sprawiło odpalenie zapomnianych, ukochanych kawałków na YT. Wróciłam myślami do dawnych czasów, poczułam się beztrosko i uwolniłam swój umysł od teraźniejszości.

Sposobów jest wiele. Ty sama musisz wiedzieć co pozwala Ci odetchnąć i się zatrzymać. Pomyśl przy czym zawsze odpoczywałaś i co robiłaś kiedy urządzałaś sobie dzień lenia. Pomyśl co Cię relaksuje, co uwalnia Twoją głowę od niepotrzebnych myśli. Jeśli brak Ci dziennych drzemek - urządź sobie taką. Mając dziecko to może być ciężkie, ale jeśli jeszcze jest w wieku, w którym w dzień ucina sobie drzemkę - wykorzystaj to.

Pamiętaj jednak, że w dniu o którym mowa - masz odpocząć, a nie pogrążyć się w smutku i rutynie. Jeśli wiesz, że kilkugodzinne leżenie na kanapie nie służy Twojej psychice - nie rób tego w imię odpoczynku. Najpierw odpoczywasz psychicznie - dopiero potem fizycznie.

 

kardigan - TUTAJ

 

 

DSC_3929

 

DSC_3930

 

DSC_3932

 

DSC_3934

 

DSC_3936

 

DSC_3937

 

DSC_3938

 

DSC_3940

 

DSC_3941

 

DSC_3942

 

DSC_3944

 

DSC_3945

 

DSC_3949

 

DSC_3951

 

DSC_3953

 

DSC_3957

 

DSC_3960

 

DSC_3962

 

DSC_3963

 

DSC_3964

 

DSC_3966

 

DSC_3971

 

DSC_3975

 

DSC_3978

 

DSC_3979

 

DSC_3981

 

DSC_3982

 

 

kardigan - TUTAJ

Kompleksy. Coś co zabija nas od środka. Coś co wykańcza psychicznie. Porównywanie się z innymi kobietami, które codziennie mijamy w pracy, na zakupach, w szkole działa skrajnie wyniszczająco. Wiem, bo sama katowałam się patrzeniem na inne i wyszukiwaniem w ich wyglądzie zalet, których ja nie posiadam. Z czasem niemal każda kobieta obojętnie czy to w tv, w gazecie czy na ulicy wydaje nam się być lepsza od nas. Dobijamy się tym, próbujemy coś ze sobą zrobić, ale w co byśmy się nie ubrały, jak pięknie byśmy się nie pomalowały - czujemy się marnie. Wychodzimy z domu pewne siebie, po czym wystarczy jedna kobieta idąca z naprzeciwka, by prosta pewna postawa zamieniła się w lekko przygarbioną, niepewną i pełną strachu...

Nie tęsknię za tym stanem. Stanem, w którym wątpiłam w samą siebie i czułam się więźniem we własnym ciele. Stanem, w którym nie mogłam patrzeć w lustro, a każda kobieta zdawała się być dla mnie zagrożeniem. Wiem, że tamten okres mojego życia wyniszczył wtedy moją psychikę totalnie. I to w sumie dziwne, że tak się działo w momencie kiedy mój partner doceniał mnie w sposób w jaki teraz tego nie robi. To właściwie teraz powinnam czuć się źle, bo rzadko słyszę, że jestem piękna, a moje ciało zgrabne. To wtedy powinnam była czuć się piękną kobietą, bo zapewniał mnie o tym dniami i nocami. Ale tak nie jest. Dlaczego? Powód jest prosty. Cały świat może mówić nam, że jesteśmy piękne, cudowne i seksowne, ale jeśli my same w to nie wierzymy to słowa innych nic nam nie dają. Jeśli jednak zaczynamy wierzyć i z chęcią spoglądamy w lustro obojętnie czy to rano czy wieczorem - to nie będziemy potrzebować niczyich zapewnień. Jeśli będą - fajnie. Ale jeśli nie - nie zrobi nam to różnicy. Jeśli kochasz siebie taką jaka jesteś i akceptujesz odbicie w lustro - to nigdy nie uwierzysz w słowa ludzi, którzy twierdzą , że jest inaczej. Że jesteś brzydka, gruba, a Twoje pośladki zwisają Ci do samej ziemi.

Czy umiesz zaakceptować swoje wady? Krzywy nos, małe cycki, łydki nieproporcjonalne do ud, dwie brody, jedno oko mniejsze od drugiego? Ja przyznam się szczerze, że nauczyłam żyć się z defektami, ale gdybym tylko miała możliwość pozbyłabym się ich bez zastanowienia i nigdy w życiu za nimi nie płakała. Powiększyłabym swoje piersi, zrobiłabym sobie ładniejszy nos i podkreśliła troszkę bardziej kości policzkowe. Nie uwierzę też, że kochacie swój cellulit, a rozstępy traktujecie jak świętość, która przypomina Wam o pięknym stanie błogosławionym.

Nie znam osoby, która kocha takie rzeczy, ale doskonale znam osoby, które mimo tego, że nie lubią swoich małych cycków czy cellulitu na dupce - kochają siebie. Jak to możliwe? Po prostu na co dzień skupiają się bardziej na tym co w sobie lubią. Skupiają się na swoich atutach. Na pełnych ustach, gęstych włosach czy hipnotyzujących oczach.

A ja? Ja skupiam się na tym, że z dnia na dzień mam coraz więcej mięśni. Skupiam się na swoich dużych, krągłych pośladkach. Lubię swoja usta, swój płaski brzuch. Podoba mi się moje ciało, ale wiem, że może być lepsze. Dlatego trenuję, zdrowo jem i dbam o siebie. Nie walczę już o poczucie własnej wartości i samoakceptację. Chcę się czuć jeszcze seksowniej niż czuję się teraz. Podobam się sobie i wcale nie zależy mi, by podobać się całemu światu. Idę pewnie przed siebie i już nie patrzę. Nie patrzę czy kobieta z naprzeciwka ma większe cycki, piękniejsze włosy czy cholernie piękny nos. Nie obchodzi mnie to. Obchodzi mnie jedynie fakt, że idę taka pewna siebie, seksowna i nie rozmyślam o tym, że być może za mną idzie ktoś komu nie podobają się moje pośladki, a obok ktoś patrzy się na moje nie do końca wyrzeźbione jeszcze uda. Niech myślą co chcą.

Pamiętaj. To sobie masz się podobać. A jeśli czegoś nie akceptujesz - zrób wszystko, żeby to zmienić. Narzekaniem i biadoleniem nic nie zdziałasz. Ale jeśli chce Ci się wymiotować na widok swoich grubych nóg to wiedz, że nie musisz jeść zaraz kolejnego kebaba, ale możesz przyrządzić zdrowy i smaczny obiad. Nie podoba Ci się to, że nie masz zarysowanych mięśni? Zawsze możesz poćwiczyć. Wyjścia są dwa. Albo zaakceptujesz swoje wady i nauczyć się z nimi żyć - albo zaczniesz robić coś, by się ich pozbyć. Wybór należy do Ciebie. Zrób wszystko, by spojrzeć w lustro i powiedzieć " Jestem zajebista!". Bo jesteś, na pewno. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Jeszcze tego nie odkryłaś...

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram