Wieczne zwolnienia z wychowania fizycznego, przewracanie oczami na jakąkolwiek aktywność fizyczną. Fast foody i gazowane napoje pite litrami. Poznajcie Alicję w wieku lat szesnastu. To co wymieniłam w poprzednim zdaniu było i tak kroplą w morzu błędów, które wtedy popełniałam.

Przepaść. Między Alicją wtedy a teraz, jest jednak wielka przepaść. Nie wiem co tamta dziewczyna miała wtedy w głowie, ale mam wrażenie, że była mocno pogubiona. Dziecko. Od zawsze będę powtarzać, że instynkt macierzyński, a następnie urodzenie dziecka były początkiem nie tylko życia w innym wymiarze, ale początkiem poszukiwań mojej prawdziwej tożsamości, mojego prawdziwego ja. Sporo kawałków już odnalazłam, a nawet posklejałam w całość. Sporo jeszcze przede mną. Dlaczego piszę o tym na wstępie do tekstu o bieganiu? A dlatego, że aktywność fizyczna jest w tych wszystkich zmianach czynnikiem dla mnie niezbędnym. To moja forma terapii i walki o lepsze „ja”. Cel jakim było piękne ciało – zeszło na dalszy plan i mało kiedy już o tym myślę.

MOJE POCZĄTKI

Patrząc w historię endomondo zaczęło się niewinnie. W 2014 roku kiedy urodziłam Polcię, miałam swoje pierwsze nieudolne próby, o których już nawet nie pamiętałam, ale właśnie zerknęłam i o. Są. Owe próby polegały na przebiegnięciu 1 kilometra. W 10 minut. Serio. To było chyba czołganie się, a nie bieganie. Ale proszę być wyrozumiałym bo trochę się przez ciążę zasiedziałam. Rodziłam w lutym, a próby biegania podjęte były w maju. Chyba nie będę nawet brać tego pod uwagę. Bo i tak nie pykło. W 2015 znów spróbowałam. Po Warszawie biegało się znacznie lepiej. Było to ok. 3 biegów w miesiącu – najpierw 2 km, potem 3,4,5,6. Ale wszystko to były zrywy, które w moment kończyłam. Rok 2016 – pobiegałam aż dwa razy. Rok 2017 – jeden raz! HIT :D

Rok 2018… i wtedy się zaczęło :) Wrzesień 2018. Postanowiłam, że zacznę od 1 kilometra. Potem 3,4, aż zaczęłam biegać piątki a nawet i 8 km się zdarzało. Na koniec września pobiegłam też w biegu T-mobile, gdzie totalnie nie wiedziałam jakim tempem biegnę i przesadziłam kończąc bieg jakieś 5 minut szybciej niż zazwyczaj ( 26 minut) O.o Biegałam potem jeszcze przez październik i listopad ( były nawet jakieś dyszki) a że nie lubię biegać w zimie ( najlepiej w skwarku! ) to wróciłam do biegania w marcu. Jednak miesięczna ilość biegów nie powalała i jakoś tak brakowało w tym wszystkim regularności. Ale lubiłam to. W sierpniu tego roku wkręciłam się na dobre.

Moim patentem było stopniowe zwiększanie dystansu. Najpierw spokojny kilometr, potem spokojne 2 kilometry. Potem lajtowa trójka, a potem lajtowa piątka i znów piątka i znów… ale czas jakoś się super nie poprawiał. No ale – lubiłam to! A właściwie inaczej – lubiłam to uczucie PO. Bo podczas biegu niejednokrotnie miałam ochotę rzucić się pod jadące obok auta.

BIEGANIE Z APLIKACJĄ ( interwały/marszobiegi)

Pod koniec sierpnia moja przyjaciółka powiedziała mi, że chce się przygotować do biegu na 10 km i że zacznie biegać z aplikacją, która ma ją do tego przygotować. Aplikacji tego typu jest kilka wystarczy wpisać 10 k run i wyskoczą różne opcje. Macie tam rozpisane biegi na kilkanaście tygodni, po 3 tygodniowo. Pierwszy bieg z aplikacji wyglądał tak: 5 minut marszu ( lub lekkiego biegu) + 15 minut podczas których robicie 6 interwałów – biegniecie 1 minutę, maszerujecie 1,5 minuty i tak dalej i tak dalej. A na koniec 5 minut „cooldown” czyli już sobie idziecie i się uspokajacie. I ja oczywiście się na to uśmiałam, bo pfff… „ja już 5 km biegam z palcem w tyłku i po co się w ogóle zatrzymywać, jak ja lubię jednym ciągiem biec i w ogóle po co mi takie marszobiegi”. Ale skusiłam się i stwierdziłam, że „zacznę od zera”. I dzisiaj zaliczyłam 7 bieg, czyli rozpoczęłam 3 tydzień z aplikacją i… jestem w totalnym szoku.

Kondycja z biegu na bieg jest CORAZ lepsza. Takie interwały okazały się najlepsze jeśli chodzi o wytrzymałość. Z biegu na bieg coraz mniej się męczę, coraz lepiej mi się biegnie. Trochę „oszukuję” bo pierwsze 5 minut już biegnę i tych 5 ostatnich minut też jeszcze wplatam bieg. W pierwszym tygodniu dystans biegu wychodzi ok. 3 km, teraz wychodzi ok 4,5 km ale ja dobijam zawsze do 5 km :) Z tygodnia na tydzień dystans będzie się zwiększać. Zwiększać będą się czasy biegu, a zmniejszać czasy marszu. Aż dojdziemy do dyszki :) I szczerze? Nie mogę się tego doczekać !!! To dopiero 7 bieg ( z aplikacją)  a ja już dystans 5 km pokonuję szybciej o 2 minuty niż 3 biegi wstecz. Nie biegam na czas, nie robię tego żeby pobijać życiówki i się zarzynać. Ale chodzi o to, że to jest wspaniała motywacja, kiedy widzisz, że się poprawiasz, że jesteś coraz lepsza. Biegnę i czuję, że ogarniam to fizycznie dużo lepiej z biegu na bieg.

APLIKACJE W TLE

  • tidal ( do odtwarzania muzyki )
  • endomondo ( jest dostępna historia wszystkich treningów, po każdym biegu macie pokazane wszystkie parametry: czas, spalone kalorie, czas na każdym kilometrze. Pojawiają się motywujące rekordy i wiele wiele innych :) Można ją połączyć z apką My FitnessPal, w której liczycie kaloryczność posiłków
  • 10K RUN  Couch to 10k – wybrałam chyba najbrzydszą z dostępnych tego typu aplikacji, ale… nie jest to istotne :P

OBUWIE, GADŻETY? NA DOBRY POCZĄTEK WYSTARCZĄ CHĘCI

Oczywiście nie odbierz tego tak, że masz wyjść w balerinkach i przebiec 5 kilometrów. Ale… masa osób pisze do mnie: chciałabym zacząć biegać, ale nie mam butów do biegania. Chciałabym zacząć biegać, ale nie mam zegarka. Chciałabym zacząć biegać, ale nie mam kasy na odpowiedni strój.

Powiem Wam co do biegania mam ja: telefon w ręce, słuchawki na uszach, sportowe butki z lumpa, które noszę też na co dzień i… stanik sportowy, spodenki i legginsy które tyram od kilku lat. Do tej pory nie dorobiłam się opaski na telefon, butów typowo do biegania i nowego stroju. Kusiło mnie nie raz, ale… postanowiłam, że dopóki bieganie nie stanie się moją codziennością i czymś w co wkręciłam się maksymalnie – nic sobie nie kupię.

Dopiero teraz kiedy widzę, że biegam regularnie i rozpoczynam kolejny aktywny miesiąc – chcę zrobić pierwszy zakup i będą to buty. Jest to niewątpliwie istotna sprawa i ważna, ale … wolałam z tym zaczekać.

Każda wymówka jest dobra – jeśli chcesz zacząć biegać, zrobisz to nawet dzisiaj, w trampkach i starym znoszonym dresie. Inwestowanie w coś w co jeszcze się nie wkręciliśmy może być wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Mało kiedy daje nam to power i motywację, a ładne ciuszki nadal są małą motywacją, jeśli na naszą dupę wciąż zbyt bardzo działa ziemskie przyciąganie i nie możemy oderwać jej od kanapy.

NIE CHCE MI SIĘ

Serio. Praktycznie za każdym razem mam problem z tym, żeby wstać i się ruszyć. Obecnie już zdarza się sporadycznie, że nie mogę się doczekać. Najlepiej też mi to zrobić z samego rana jak wyskoczę z łóżka, bo jak już później zacznę pracować to oderwać się ciężko. Staram się już nie rozmyślać tylko po prostu, wstać i iść. Wymówek zawsze mam milion. Obecnie kiedy biegam z aplikacją, wiem po prostu, że muszę tygodniowo odhaczyć te 3 treningi i nie ma innej opcji. Zbyt wiele rzeczy w życiu zaczynałam i nie kończyłam. Nie chcę zrobić tak po raz kolejny. Na początku trzeba się trochę zmusić i właściwie może być tak, że zawsze się będziesz zmuszać. Ale kiedy już daję pierwsze kroki, słyszę muzykę w słuchawkach i się rozkręcam – to z biegu na bieg coraz rzadziej mam ochotę się zatrzymywać… mimo, że podczas 1 biegów miałam kryzysy, w których myślałam, że chcę umrzeć tu i teraz. Trzeba przez to przejść. Bieganie ma Ci dawać przyjemność – nie ma być zarzynaniem się na czas, byle szybko byle intensywnie. Jeśli za każdym razem zaczynasz bieganie od 3 intensywnych kilometrów, po których wypluwasz płuca to nic dziwnego, że tego nie lubisz. Wiem coś o tym.

IDEALNA AKTYWNOŚĆ DLA HASHIMOTEK

Nie wiem czy wiecie, ale osoby chorujące np. na hashimoto nie powinny intensywnie i siłowo trenować. Ma to wręcz odwrotny skutek, bo nasz organizm reaguje na to nieco inaczej niż zdrowy. Kiedyś mocno katowałam się w domu i na siłowni i przez to stale miałam stany zapalane. Dla hashimotek najlepsze są półgodzinne aktywności cardio. 30 minut biegania, pływanie czy jazda na rowerze. Teraz czuję na własnej skórze, że to jest naprawdę lek.

NA CZCZO, PO JEDZENIU? CO JEŚĆ PO TRENINGU?

Wciąż nie mam dużej wiedzy w tej kwestii. Dzisiaj biegałam na czczo i to było meeega! Biegło mi się dużo lżej niż w południe, kiedy byłam tak godzinkę po jedzeniu. Po treningu zawsze jestem zbyt padnięta żeby ogarniać jakieś obiady, więc piję białko od Natural Mojo – najczęściej FIT COCO albo FIT VANILLA. Zniżka obowiązuje cały czas i wynosi 25% na hasło MAMALA25.

Przed treningiem na czczo – szklanka wody z cytryną. Po – szejk białkowy, a później obiad typu: ryż z warzywami. Jeśli biegam w południe to tak na godzinę przed jem coś lekkiego – koktajl warzywny albo jakaś lekka sałatka. Choć ostatnio były to najczęściej naleśniki :x To są kwestie, które ogarnę z czasem, na początku najważniejsze jest w ogóle zacząć, bo im więcej kwestii będziemy roztrząsać przed początkami – tym bardziej będziemy zniechęceni. Nie musisz od razu wszystkiego wiedzieć. Najpierw w ogóle zacznij.

ALICJA LAT 16 – NIENAWIDZĘ BIEGAĆ. ALICJA LAT 26 – UWIELBIAM TO! JAK TO MOŻLIWE?

Możesz czegoś nie lubić, ale kiedy odpowiednio się za to zabierzesz i zaczniesz dostrzegać efekty w postaci chociażby lepszego samopoczucia – miłość narodzi się sama. Bieganie samo w sobie było dla mnie z początku katorgą, ale wciąż do tego wracałam bo… po bieganiu czułam się jak nowo narodzona. Zmęczona fizycznie ale totalnie zrelaksowana psychicznie. W najgorszych momentach mojego życia, bieganie okazało się być dla mnie lekarstwem, terapią. Sprawiało, że zaczęłam inaczej patrzeć na swoje problemy, że stałam się silniejsza i bardziej odporna na to, co wcześniej mnie niszczyło. Aktywność fizyczna ( jakakolwiek) zmienia człowieka na lepsze. I co najważniejsze – możesz dać to sobie całkowicie za darmo. A czas… czas znajdziesz ZAWSZE. Nie mówię tego tylko ze swojej perspektywy, ale też z perspektywy wielu samodzielnych mam, które łączą macierzyństwo z pracą i jeszcze znajdują czas na ruch. Bo nie trzeba mieć wcale opiekunki – możesz dać dziecku rower czy hulajnogę i truchtać obok. Ja wiem, że to się nie chce… ale o tym już pisałam ;)

Jestem amatorem. Tekst pisałam Wam z perspektywy osoby, która szukała sposobu na swoją głowę – nie na idealne ciało. Dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego, że nawet o tych korzyściach wizualnych przestałam myśleć. Owszem – motywuje mnie to, że mam jędrniejsze nogi i fajnie widzieć w lustrze lepszą wersję siebie. Ale dużo bardziej motywuje mnie to, jak silnym człowiekiem się staję. Pół godziny dziennie. Zaledwie pół godziny dziennie sprawia, że moje życie z dnia na dzień staje się lepsze. Pół godzinna biegowa terapia jest jak codzienny porządek w głowie. Czuję, że coraz mocniej stąpam po ziemi. A to dopiero początek. Dołączysz? Czy nadal będziesz czekać, na odpowiedni strój, moment, czas? Odpowiedni czas jest tu i teraz. Jedyne co musisz zrobić to wstać… i ruszyć przed siebie :) Powodzenia!

Author

Jestem internetowym twórcą i właścicielką firmy marketingowej. Prowadzę autorskie warsztaty rozwojowo-relaksacyjne dla kobiet. Od 6 lat zajmuję się prowadzeniem strony internetowej, która całkiem niedawno zmieniła swoją nazwę. Przez ostatnie lata działałam pod nazwą MAMALA. Obecnie tworzę pod własnym imieniem i nazwiskiem. Piszę o świadomym i zdrowym życiu, o jego blaskach i cieniach. Pomagam tysiącom kobiet odnajdować równowagę i harmonię w swoim życiu.

9 komentarzy

  1. Pamiętam czasy, kiedy bieganie nie było jeszcze popularne w Polsce, wspominam te czasy z sentymentem. Mam wrażenie, że teraz biegają wszyscy, ale w perspektywie siedzącego trybu życia to bardzo dobre zjawisko.

  2. Motywujące! 10 lat, a jaka zmiana :) Ja nigdy nie lubiłam żadnej aktywności poza krótkim okresem na studiach, gdzie intensywnie się za siebie zabrałam. Trwało to dobry rok, ale w gruncie rzeczy musiałam i tak się do każdego treningu zmuszać. Biegać nigdy nie lubiłam, choć miałam miliony podejść. Jestem otyła i bolą mnie po bieganiu kolana i biodra. Aktualnie po jakiś 5-6 latach wróciłam na ZUMBĘ i czuję moc po każdym treningu, choć na każdy idę z mottem „żeby mi się chciało, tak jak mi się nie chce”. Ale masz racje – to uczucie po jest najlepsze. Ogólnie też jestem hashimotką i nie wiedziałam nawet, że najlepszy rodzaj treningu dla nas to cardio. Pozdrawiam

  3. Małgorzata Szetela Odpowiedz

    Już kolejny raz będę się powtarzać, ale właśnie dzięki Tobie przełamałam się i zaczęłam biegać❤
    Nigdy za bieganiem nie przepadałam w szkole siateczka, koszykówka, ręczna, ale jak trzeba było biegać to o mater 😂
    Po ciazach zrzucilam nadmierne kg ale treningi w domu zaczęły mi się nudzić.
    Pamiętam jak rok temu w listopadzie było mega ciepło i słonecznie. Pamiętam twoje instastory jak nagrywałaś jak biegasz i tak sobie pomyślałam no zacznę skoro to takie fajne 😂
    I w marcu ruszyłam z kopyta i uwielbiam ❤❤
    Kocham stan po bieganiu i te drżące mięśnie 😂
    I masz rację takie bieganie świetnie oczyszcza umysł. Pozwala odetchnąć od problemów, od rzeczywistości, a powrót z biegania sprawia że wszystko jakoś lepiej się układa 😁

    • Jeeny bieganie to była dla mnie w szkole udręka! :D Jeszcze warunków nie było i pamiętam jak dłuższe dystanse biegało się wkoło płotu po jakiś dziurach :D Dramat! Mi też znudziły się treningi w domu zawsze cisnęłam przez 2 tygodnie a potem już nuuda. A to bieganie… możesz wyjść, podziwiać widoki wkoło nawet jeśli to sama trawa czy ulica obok. Zawsze jednak wygląda inaczej !

      Stan po bieganiu to jest coś magicznego i to mnie zawsze motywuje, żeby się ruszyć!

      Ach super, że też się tym zaraziłaś!

      Może kiedyś razem gdzieś pobiegniemy… na drinka :D:D:D

      Buziak :*

  4. A co jeśli inwestycja w aplikację do biegania okaże się wyrzuceniem pieniędzy w błoto?

  5. Justyna Polewska Odpowiedz

    Moja kochana mądra kobieta!
    Za każdym razem coraz bardziej mnie zaskakujesz.
    Zmotywowałaś mnie i idę dziś biegać wieczorem, ranki niestety są nie wykonalne dla mnie 👶🏼
    Buziaki kochana !

Napisz komentarz

Zapisz się na newsletter

Jeśli lubisz dostawać listy - to ten newsletter jest dla Ciebie! Zostaw swój e-mail, a ja raz na jakiś czas odezwę się do Ciebie z porcją przemyśleń, przepisów i inspiracji... może któraś z nich odmieni Twoje życie. Co Ty na to?