Jakieś 2 lata temu miałam swój sklep, w którym pracowałam całymi dniami. Zamawiałam sobie tam codziennie jakieś chińskie kubki, kebaby, latałam do kiosku po słodycze. Tyłam i tyłam i nawet tego nie zauważałam… Jakoś na przełomie maj/czerwiec weszłam na wagę i kiedy zobaczyłam liczbę 74 prawie zemdlałam. Jak mogłam tego nie widzieć? Jak mogłam nie widzieć tych o wiele większych ud, cellulitu i buzi okrąglejszej niż zwykle. 74! Gdzie normalnie ważyłam zawsze 68! Kiedy zeszłam wtedy z wagi czułam się jakbym dostała w policzek. 

Kilka dni wcześniej siostra zrobiła mi sesję. Czułam się tak sexy w krótkich spodenkach i krótkiej bluzce. Do czasu kiedy wysłała mi zdjęcia na pocztę. Ja chyba serio byłam ślepa, albo moje lustro w sklepie wyszczuplało. I to znacznie. Wiedziałam, że niebawem będę chciała zacząć z F. starania o dziecko więc spięłam się w sobie i przez 2 tygodnie zrzuciłam 6 kg. Nie, nie głodziłam się. Po prostu waga na początku przy ćwiczeniach i diecie spada bardzo szybko. No dobra, jadłam trochę za mało, ale opłacało się zważając na fakt, że wagę 74 kg miałam dopiero w jakimś 7 miesiącu ciąży.

W ciąży przytyłam 14 kg. Po porodzie od razu waga spadła o 12. 70 kg było na liczniku i było, a czasem próbowało nawet skakać delikatnie w górę. Zaczęłam chodzić na cross, jeść w miarę zdrowo i siódemka zniknęła. Wakacje mi sprzyjały, kilkugodzinne spacery, mniej jedzenia niż zwykle. Schody zaczęły się kiedy słońce zniknęło, a praca F. nie pozwalała mi dłużej na treningi. Przestałam ćwiczyć, a waga wciąż skakała między 68 a 70. Jakoś na początku stycznia poczułam ten moment i powiedziałam sobie…teraz albo nigdy. Zaczęłam ćwiczyć skalpel i zagłębiać się w tematy zdrowego żywienia. W lutym troszkę odpuściłam – sesja i nie dające żyć migreny pochłaniały moją energię, a wieczorami jedyne o czym marzyłam to ciepłe łóżko. Nadal jednak starałam się trzymać zdrowej diety, raz na jakiś czas pozwalając sobie na grzeszki. Troszkę odpuściłam wtedy to fit życie, ale równocześnie zmieniałam coraz to więcej nawyków żywieniowych co pozwalało mi utrzymywać wagę 65,5 kg i płaski brzuch.

W ostatnich dniach stwierdziłam jednak, że pora wrócić do systematycznych ćwiczeń i jeszcze bardziej zagłębić się w temat zdrowego żywienia. Po pierwszych siedmiu dniach, w którym raz w sobotę tylko zgrzeszyłam ( spotkanie blogerek) i ćwiczyłam 4 razy w tygodniu ( po co się przemęczać ;) ) weszłam z zakwasami na wagę – 63,7. Nigdy tyle nie ważyłam. No może w trzeciej klasie gimnazjum kiedy zachorowałam i schudłam dwa rozmiary, ważyłam 62 kg i to tylko dlatego, że przez tydzień nic nie jadłam, bo budziłam się tylko na siku, a przez dwa kolejne wmuszano mi zupki – początki przygód z tarczycą.

63,7 kg. Nie dzięki głodówkom i nie dzięki godzinom spędzonym na siłce. Głównie dzięki temu co jem i o jakich porach. 4/5 posiłków dziennie co 3 godziny. Wszystkie dobrane na podstawie książki Ewki „Przepis na sukces”.

Wygląd zewnętrzny nie jest najważniejszy, wiem o tym. Ale zadowolenie z własnego ciała, lepsze samopoczucie i ZDROWIE daje mi satysfakcję i zadowolenie z siebie, które pozwala mi spełniać się na innych płaszczyznach.

Możesz mówić, że się nie da, że nie masz czasu. Jeśli akceptujesz to co widzisz w lustrze – ok. Ale jeśli patrzysz na innych i czujesz złość, bo wyglądają lepiej – to wstań i zrób wszystko by nie czuć złości, a …radość. Jeśli mówisz sobie ” Wcale bym nie chciała wyglądać tak jak ona” i odczuwasz przy tym agresję tzn. że sama siebie okłamujesz. Takie zdania zazwyczaj wypowiadają osoby, które CHCIAŁYBY wyglądać tak jak ta czy tamta, ale próbują sobie wmówić, że tak nie jest. Ktoś kto jest pewny siebie i akceptuje swoje odbicie w lustrze nie mówi takich rzeczy, bo nie musi tego nikomu udowadniać.

Ja też mogłam przy 74 kg powiedzieć, że nie chcę być szczupła. Albo, że mi się nie chce. Ale raczej dziś nie byłabym dumna ze swojego odbicia, a jedyne co bym czuła to żal i smutek, że mogłam coś z tym zrobić, ale zamiast tego jadłam kolejnego kebaba popijając colą.

2 lata temu byłam 10 kg grubsza. Dużo czy mało. Sama sobie odpowiedz. Dla mnie jest to teraz niepojęte i wiem jedno – nigdy nie doprowadzę się już do takiego stanu. Bo najgorsze jest to, że opamiętujemy się czasem po zbyt długim czasie…ale…z drugiej strony…nigdy nie jest za późno na zmiany. Właściwie to nie ważne kiedy się opamiętasz. Ważne, że w ogóle podejmiesz walkę z samą sobą. A takie walki są najcięższe…ale za to przynoszą najlepsze efekty.

DSC_8581

DSC_8582

DSC_8586

DSC_8587

DSC_8590

DSC_8600

DSC_8603

DSC_8605

Author

Jestem internetowym twórcą i właścicielką firmy marketingowej. Prowadzę autorskie warsztaty rozwojowo-relaksacyjne dla kobiet. Od 6 lat zajmuję się prowadzeniem strony internetowej, która całkiem niedawno zmieniła swoją nazwę. Przez ostatnie lata działałam pod nazwą MAMALA. Obecnie tworzę pod własnym imieniem i nazwiskiem. Piszę o świadomym i zdrowym życiu, o jego blaskach i cieniach. Pomagam tysiącom kobiet odnajdować równowagę i harmonię w swoim życiu.

29 komentarzy

  1. pięknie :)

    a ćwiczysz tylko skalpel czy jeszcze urozmaicasz czymś innym???

  2. Pięknie !!! :) Dokładnie najważniejsze by akceptować siebie ! :)

    Ja w ciąży przytyłam 30 kg :/ a teraz 4 niej niż przed :)
    Buziaki ślę ! :) Onusia :)

  3. Zmotywowałaś mnie, jednak zniosę rower stacjonarny ze strychu, żałuję tylko, że w mojej miejscowości nie ma żadnej siłowni. Kilka lat temu na studiach rezygnując z węglowodanów (ziemniaki, makarony) i regularnie ćwicząc na siłowni zgubiłam 7 kg w niecałe dwa miesiące.
    W 1 ciąży przytyłam 14 kg, następnie po niej schudłam 20 kg ;) Ważyłam 5 kg mniej, niż przed 1 ciążą, zaszłam w 2 ciążę- szybko nadrobiłam i dobiłam 20 kg. Pierwsze pół roku po ciąży płakałam, bo nie mogłam zrzucić 5 kg. Po roku się udało karmiąc piersią. Niedawno odstawiłam syna od piersi, ale stare nawyki podjadania wieczorami pozostały. Jak wskoczyłam na wagę to się przestraszyłam 70 kg! Tyle to ja przed 1 ciążą nie ważyłam! Przestałam podjadać, 1 kg sam po miesiącu zszedł, ale o resztę trzeba zadbać, czyli rowerek i jazda :D

  4. Wspaniale wyglądasz, sesja tez bardzo w porzo..no może poza tymi momentami kiedy siedzisz na pociągu .
    ;) Ja od dzisiaj z Kubą wdrażam dietę wiosenną. Wish me luck!

  5. Ehh no wlasnie. Ja tak mam . Niby w lustrze wydaje mi sie ze jest spoko a potem po zdjeciach przerazenie. Niby jem zdrowo ale wieczorem czasem zgrzesze no i ruchu za malo….podziawiam wytrwalosc !

  6. Diana Jasiak Odpowiedz

    Pięknie wyglądasz! Ja już na wagę nie patrzę, bo niby przy wzroście 162cm ważę 50 kilo, więc prawidłowo, jednak pod ubraniem ciało pozostawia wiele do życzenia – efekty NIE jedzenia (jedyny regularny posiłek w ciągu całego dnia, to kolacja…), picia wyłącznie kawy… Skutek? Zatrzymana woda w organiźmie, cellulit itd. Mocne zaniedbanie – wygląda to marnie. Od paru dni ćwiczę, staram się pamiętać o jedzeniu i piciu – też dam radę , a co! ;) Pozdrawiam i wytrwałości życzę – Tobie i sobie! :)

  7. Ja mam zrywy, żeby się odchudzać, a potem rzeczywistość szybko to weryfikuje… Wychodzę z domu o 7, wracam po 19. W pracy najczęściej nie mogę sobie pozwolić na więcej niż jeden posiłek, a to jednak 12 h… Jak już wrócę do domu to ogarniam z młodym lekcje, a potem nie mam na nic siły… Najchudsza byłam wtedy, kiedy mogłam sobie pozwolić na siedzenie w domu i regularne posiłki… Strasznie mi tego brakuje, ale pocieszam się, że może latem i wiosną będzie mi to wszystko jakoś łatwiej zorganizować :(

  8. Już pozbyłam się pociążowych kilogramów, ale też ćwiczę, bo zawsze to lubiłam, no i umówmy się – ciało po ciąży już nie jest takie fit jak przed :P

  9. Jak dla mnie jesteś stanowczo za szczupła, za ładna i za mądra :P.
    A tak na poważnie, obserwuję Cię niemal od tych dwóch lat i tak z postu na post nie było widać aż tak wielkiej zmiany. Jednak gdy w tej chwili, gdy otworzyłam starsze posty i te ostatnie… Mogę powiedzieć tylko „Wow”! :*

  10. soundlymalinka . Odpowiedz

    Ja w dniu porodu ważyłam 74 kg :) przed ciążą 50 kg :D

  11. świetnie wyglądasz:) mnie tez zmotywowałaś :) wybacz że tak z innej beczki ale jak Twoja córa w żłobku? bo miałas ją oddawać :) teraz sama stoje przed wyborem świetna praca i dziecko do żłobka czy siedzieć w domu i cóż ……… :)

    • Alicja Wegner Odpowiedz

      Kochana ja się jednak rozmyśliłam i nie oddałam jej do żłobka… jeszcze nie jestem gotowa ;)

      • Czyli zostałaś z nią jeszcze w domu? moja mama jak się dowiedziała o moim pomyśle ( oddania córki do żłobka) to zapłakała i teraz też czuje się jak wyrodna matka może i słusznie moja córka ma 8 miesięcy :) do kiedy planujesz zostać w domu?:)

        • Alicja Wegner Odpowiedz

          Tak jestem z nią w domu :) Tak myślę, że może po wakacjach, będzie mieć wtedy już półtora roczku. Blog rozkręca się w niesamowitym tempie i coraz ciężej jest mi to pogodzić, myślę, żeby ją zacząć dawać nawet wcześniej chociaż na dwie godzinki dziennie, ale coś nie umiem się przekonać ;)

  12. Cześć. Mam takie pytania odbiegające od tematu, bo zauważyłam, że napisałaś iż masz 178 cm wzrostu, więc jak na kobiete jesteś bardzo wysoka :) Nie masz kompleksów z tego powodu ? Nigdy nie czułaś się dziwnie przy niższych koleżankach ? I czy miałaś problem ze znalezieniem mężczyzny wyższego od siebie ? Sama mam 176cm i jest to dla mnie ogromną wadą. Gdybym założyła szpilki moje koleżanki byłyby mi do piersi, i faceci też. A Ty jak się czujesz w swoim wzroście? Z góry będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli odpowiesz na chociaż jedno z moich pytań. Pozdrawiam :))

    • Alicja Wegner Odpowiedz

      Miałam kompleks i to wielki zwłaszcza, że wszystkie koleżanki były niziutkie. Frustrował mnie fakt, że chłopacy którzy mi się podobali byli niżsi o głowę ;) Całe szczęście mój F. jest 10 cm wyższy. Mimo to rzadko noszę szpilki, bo najzwyczajniej w świecie czuję się ogromna. Ale teraz lubię swoje długie nogi! ;)

  13. Klaudia Wojnarowicz Odpowiedz

    Eh, gdzie te czasy, jak się miało 23 lata, i 5kg potrafiło spaść bez większego wysiłku. Zazdro ! :)
    Chociaż nie ma reguły – czasami młode mamy potrafią się bić z wagą bardziej niż kobiety, nie wiem, po 30tce. Co organizm to inna jazda.

Napisz komentarz

Zapisz się na newsletter

Jeśli lubisz dostawać listy - to ten newsletter jest dla Ciebie! Zostaw swój e-mail, a ja raz na jakiś czas odezwę się do Ciebie z porcją przemyśleń, przepisów i inspiracji... może któraś z nich odmieni Twoje życie. Co Ty na to?