Zakupy dobra rzecz. O ile masz kasę w portfelu i cierpliwość do dziecka, które akurat musisz wziąć ze sobą. Jestem raczej minimalistką - i właśnie przez to sporo zakupów robię stacjonarnie. Bo wolę przymierzyć, dotknąć, pomacać i wiedzieć, że to jest to. Nie oznacza to, że lubię chodzić po sklepach. Co to, to nie. No może czasami.
I powiem Wam szczerze, że jak się zastanowić, to te wszystkie wypady do galerii, na targowisko, do jakiegokolwiek sklepu - to się zawsze kończy tak samo i przebiega podobnie. Niby masz kupić 1 rzecz - kupujesz trzy. Niby masz być godzinę poza domem - nie ma Cię do samego wieczora. Niby ma być miło i przyjemnie, a zawsze, ale to zawsze, jest jakiś mini foszek. Bo przecież jakby inaczej. Matka za łatwo mieć nie może.
I zawsze, ale to zawsze, kilka identycznych tekstów pada z ust mojego dziecka. I ja już wiem, że one padną zanim w ogóle wyjdę z domu. Mało tego. Jestem na nie przygotowana! Ciekawi? No to jedziemy.
ZJEMY LODY?
I to ja rozumiem! Wtedy wiem, że ta dziewczyna to jest moja krew! Moje geny! :D No nie ma u nas zakupów bez lodów. Nie ma takiej opcji. Chociaż malutka porcja, a czasem to i wielki deser. Zależy - od kasy i od mojej chęci bycia pięknym i zgrabnym :D Polcia zazwyczaj wybiera jakieś ciasteczkowe, a już pełnia szczęścia to smak Oreo. U mnie to zazwyczaj klasyczna śmietanka, ale lubię też smaki typu mascarpone, beza... mniami!
MAMO, A PÓJDZIEMY DO SMYKA? CHOCIAŻ POOGLĄDAĆ!
Już wam kiedyś wspominałam o tym na stories. Nie ma absolutnie żadnego - ŻADNEGO - wyjścia na zakupy bez tego tekstu. I ja oczywiście zawsze idę. Czasem mi się nie chce i na dźwięk tego zdania dostaję białej gorączki, a czasem... czasem to nawet idę z wielką chęcią, bo czemu by nie obudzić w sobie małego dziecka i nie dać się ponieść w sklepie z zabawkami?! I ja ciągałam mamę po sklepach z zabawkami, nawet jeśli słyszałam: nie mamy pieniędzy - to ja chciałam sobie chociaż pooglądać.
Także tak - SMYK jest u nas stałym punktem programów zakupowych. Oczywiście nie muszę chyba wspominać, że w naszym przypadku największy szał to zawsze dział z gadżetami LOL Surprise - zawsze zaopatrujemy się w SMYKU w karty do katalogu, a ostatnio dorwałyśmy metaliczne tatuaże. Moja mama zawsze na święta zamiast zabawek robi tam zakupy odzieżowe - i tym sposobem Pola zawsze wyjeżdża od babci z nową odzieżową wyprawką :D Ostatnio na promce upolowała dla niej getry i kilka bluzeczek z krótkim rękawem. Aha ! I najważniejsze :D
Tylko w SMYKU, znajduje zawsze pasujące na Polę kapcie do przedszkola. A co najśmieszniejsze - kapci szukałam dla Poli ostatnim razem chyba przez kilka dobrych miesięcy. Jak już nawet był gdzieś jej rozmiar, to coś ją uciskało, coś było nie tak. No i raz w sklepie proszę Polę, by przymierzyła jedne, które były i w jej rozmiarze, i były w dodatku bardzo ładne. Przymierzyła, pochodziła, obejrzała. I nagle słyszę tekst: noo... są dobre. I są ładne ale no... (nie do końca wiedziała chyba jak wyrazić to co czuje :D) chyba takie nie dla mnie. A matce się autentycznie oczy zaszkliły w tym sklepie, bo doszło do mnie, że to już ten etap, że ona wie co lubi, w czym dobrze się czuje. I zapytałam: aha, czyli po prostu to nie jest twój styl, tak? Nie pasują do Ciebie, tak? - No właśnie tak. Nie pasują do mnie.
A ja broń Boże jestem ostatnią, by wciskać dziecku coś, co podoba się mi, a nie jemu. Kilka dni później znalazłyśmy w tym samym sklepie inne - piękne, pasujące. Śmiga w nich do tej pory :)
Marzeniem Polduny, które wraca do niej zawsze po pobycie w tym sklepie, jest baza Psi Patrol - no nie pytajcie. Nadal na topie. Ja rozmarzam się zawsze nad wielkimi zestawami LEGO... wielkim wesołym miasteczkiem albo pizzerią :D
DŁUGO JESZCZE?
I to zawsze, kiedy ja chcę sobie coś pooglądać i w to sklepie, w którym nie ma zabawek, oj nie! Wtedy to mi przykro i sobie myślę: oż ty! W SMYKU to trzeba obejrzeć wszystko z każdej strony, ale jak matka chce sobie kupić ciuszek, to ta zasada już nie obowiązuje, ja się pytam?! :P
Oczywiście staram się, mimo tego że Pola to jeszcze dzieciak, tłumaczyć jej - że ja też mam swoje potrzeby i też chciałabym sobie na coś chwile przeznaczyć - i skoro ja z nią mogę oglądać zabawki, to chyba ona też może chwilę pooglądać ze mną to, co ja bym chciała albo może przecież poczekać po prostu obok mnie. A że na zakupy chodzimy baaardzo rzadko, to Polcia robi się wyrozumiała i nawet ostatnio doradzała mi w odzieżowych wyborach :D
CZY JEST TUTAJ SALA ZABAW?
No nawet jeśli wie, że w danej galerii jest, to i tak nie powie: "Tam jest sala zabaw! Chcę iść!". Tylko będzie robić podchody typu... a jest tu jakaś sala? Chyba kiedyś widziałam... a fajnie jest na takiej sali, prawda? I tak w kółko :D I jeszcze jeśli jest to środek tygodnia, to łatwo mnie na to namówić, bo jest mało osób, ale jak już jest to weekend, to wiem, że to będzie tzw. godzina tortur :D Ale czego się nie robi dla dziecka, prawda ? :P
ZRÓB MI ZDJĘCIE!
Na to zawsze jestem przygotowana! :D Zawsze. Bo Polduna - jak i matka - lubi sobie upamiętniać to, co dla niej ważne. W przypadku Polduny są to zdjęcia z rozmaitymi deserami Oreo :D Z maskotkami ze sklepów. W maskach Pidżamersów w SMYKU. W autach sterowanych :D Z każdą napotkaną figurą czy ogólnie czymś fajnym :D Tym oto sposobem foldery na moim komputerze nazywają się: "Wizyta w SMYKU, styczeń 2018", "Zakupy w markecie, luty 2019", "Deser w kawiarni, kwiecień 2019" :D :D :D Można? Można :D

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
I powiem Wam szczerze, że zawsze każdy nasz wypad na zakupy to jakaś historia, materiał na anegdotkę i mimo wszystko wspólny czas. Ostatnio Polduna coraz częściej mówi w drodze na zakupy: mamusiu, a pójdziemy pooglądać książki? I to mnie mega rozczula. W domu naprawdę dużo czytamy i cieszę się, że tą miłością zaraziłam i Poldunę. Siedzimy w księgarniach i bibliotekach godzinami. Czytamy, oglądamy, wybieramy coś dla siebie. Polcia jest naprawdę fajną towarzyszką moich wyjść - mimo foszków i ciągłych pytań...
A KUPISZ MI TO?
I ten oto kultowy tekścik zostawiłam sobie na koniec, bo to jest absolutny hit, który na zakupach pada kilkanaście razy. Ostatnio z szybkim dodaniem drugiej części: ale nie dzisiaj tylko kiedyś, jak będziesz miała pieniążki! :D Ja nie wiem za kim to się wdało. Ja moich rodziców nigdy nie prosiłam o nic za dzieciaka :D Może po prostu nie byłam przyzwyczajona, że dostaje się coś ot tak, bez okazji i było dla mnie normalne, że nie ma miejsca na spełnianie jakiś zachcianek. Dzisiejsze dzieciaki są już inne. Wszędzie wszystkiego jest ogrom. I próbując dać dziecku to, czego się nie miało, trzeba po prostu umieć wyznaczyć granicę, by dać możliwie najwięcej... i nie dać jednak zbyt dużo.
A teraz kolej na Was. Jakie teksty wy słyszycie najczęściej na zakupach? Poza oczywistymi typu: chce mi się siku! Chce mi się pić! Chce mi się jeść! - bo to są chyba teksty, które z nami, matkami, są cały czas. Nie tylko przy okazji zakupów :D




Chyba każde dziecko tak ma. A teksty są uniwersalne. ?Moje dziecko, gdy tylko wychodzimy z domu pyta czy wzięłam coś do jedzenia i do picia. Obowiązkowo po zakupach/ rundzie po urzędach musi być plac zabaw. Największy problem mam z tym "A kupisz mi to?", bo po co dziecku trzynasta kolorowanka ze zwierzątkami, trzecie kółko do pływania "bo takiego przecież nie ma", piąta piłka, bo ta jest z kaczuszką, i pasta do zębów z myszką, bo w domu ma tylko z wiewiorką i jeżem. I tłumacz, że najpierw trzeba pokolorować kolorowanki, które ma w domu, jedno kółko do pływania w zupełności wystarczy, bo nad wodę wyjeżdżamy dwa razy w roku, piłkę ma z Daisy&Minnie, Kubusiem Puchatkiem, tygryskiem i różową z kolcami, a kolejną pastę do zębów kupimy jak skończą się te otwarte... Z jednej strony nie chcę zawsze wszystkiego odmawiać, a z drugiej muszę ,bo utonęlibyśmy w tych wszystkich rzeczach, które ona chciałaby kupić. Znajdź tu człowieku złoty środek...
Och mam zawsze ten sam dylemat. Odmawiać ciągle bym nie chciała, ale z drugiej strony... no trzeba przecież :) Ale dobrze, że nie jestem z tym sama :P