0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Chciałabym Was wprowadzić w świat jakim jest twórcza wizualizacja. Jest to zjawisko, które u wielu ludzi występuje dość instynktownie. Tak było i ze mną, kiedy byłam jeszcze nastolatką. Nie wiedziałam wtedy, że to się jakoś nazywa, że jest to coś, co można wznosić na wyższy poziom i można robić to lepiej. 

 

Czym jest twórcza wizualizacja?

Gdybym mogła Wam opisać Twórczą Wizualizację jednym zdaniem, określiłabym to jako zdolność widzenia umysłem. Wizualizacja to nic innego jak wyobrażanie sobie pewnych rzeczy. Jest to technika relaksacyjna, w której po odpowiednim rozluźnieniu ciała, zaczynamy wizualizować sobie bezpieczne i kojące miejsce. Np. możemy wyobrażać sobie, że leżymy na plaży i słyszymy szum morza. W miarę możliwości staramy się wchodzić w wizualizację możliwie jak największą ilością zmysłów - możemy próbować poczuć piasek pod ciałem, słońce muskające nasze ciało. Możemy słyszeć fale, śpiew ptaków. Taka wizualizacja to prawdziwa uczta dla naszego ciała i ducha. To cudowna relaksacja, w którą w miarę ćwiczenia możemy wchodzić coraz intensywniej. 

Ale wizualizacja może nam służyć także do wyobrażania sobie celu, który chcemy osiągnąć. Jest to wtedy zarówno relaks jak i budowanie w swoim umyśle obrazów, które na prawdę chcemy urzeczywistnić. Wtedy ta technika staje się też biletem do naszym marzeń. Bo przecież jakby nie patrzeć, wszystko zaczyna się do myśli - i to one kreują w pewnym stopniu nasze życie.

 

DLACZEGO NIE DOSTAJĘ TEGO O CZYM MYŚLĘ I CZEGO PRAGNĘ?

No i pewnie sobie teraz myślicie - no dobra. Skoro, wystarczy odpowiednio myśleć - to czemu nie mam tego, o czym w kółko myślę i czego pragnę? Pomijając czynniki zewnętrzne, dzieje się tak dlatego, że często nasze myśli i pragnienia są ze sobą sprzeczne. Czyli np. myślimy o bogactwie, ale jednocześnie jest w nas strach związany z biedą, z niezapłaconymi rachunkami, z nagłymi wydatkami. Chcemy być zdrowi, ale ciągle myślimy o lekach jakie bierzemy, o lekarzach, których musimy odwiedzić, bo przecież na pewno coś nam jest. Taak, chcę być zdrowa i tryskać energią, ale w tym brzuchu tak coś boli. No i jeszcze wujek google podpowiada, że to oczywiście rak. Co by nam nie było - google ma zawsze jedną diagnozę.

POZYTYWNE MYŚLENIE TO NIE WSZYSTKO

Przez nasz umysł dziennie, przelatuje 50/60 tysięcy myśli. I ja bym bardzo chciała zobaczyć proporcję, ile z tych myśli jest negatywnych, ile pozytywnych. Na pewno cała masa jest zupełnie neutralna. Wiecie… jedziecie autobusem, patrzycie w okno i myślicie sobie: ciekawe, o której wypiekają świeże bułki w mojej piekarni…?

Często jest tak, że osoby narzekają cały dzień, o wszystkim wypowiadają się negatywnie - ale kiedy zapytamy je wieczorem, dlaczego tak ciągle narzekają, to one będą w szoku, bo jak się okazuje wiele z nas robi to nieświadomie i nie mamy nawet pojęcia jak destrukcyjny ma to na nas wpływ. Dużo razy w przeszłości, bo teraz już tego nie robię, mówiłam narzekaczom: oj przestań ciągle na wszystko narzekać. I te osoby od razu się broniły: nie no co ty, ja tylko stwierdzam jak jest. Ok, stwierdzały jak jest, ale robiły to nagminnie i to zbyt bardzo było nacechowane negatywnie. Bo ja mogę stwierdzić, że nie podoba mi się taka i taka partia, ale nie muszę od razu kogoś wyzywać i sprowadzać wszystkiego do tego, że marny jest ten nasz los i że się człowiek w takim kraju nigdy nie dorobi.

Pozytywne myślenie jest ważne, ale twórcza wizualizacja to coś więcej niż pozytywne myślenie. To proces, który pozwala nam podjąć jakąś decyzję, a następnie sprawić aby się urzeczywistniła. I to pozytywne myślenie, to tak naprawdę jeden z kroków do osiągnięcia tego stanu.

 

NIE JEST ISTOTNE CO WIDZISZ - ISTOTNE JEST JAK TO WIDZISZ

Arystoteles nauczył, że obrazy to zasadnicza część naszych myśli i że bez nich nie da się prawidłowo rozumować. Uważał, że motywacja nadchodzi kiedy ktoś albo coś widział, albo to sobie wyobrażał poprzez tworzenie lub pamiętanie danego obraz w myślach. Musicie pamiętać o tym, że kiedy tworzy się myśl - tworzy się energia. Dlatego musimy w tym doborze naszych myśli, być trochę ostrożni.

Marzenia pozwalają nam myśleć o tym czego najbardziej pragnie się w życiu. Z pomocą twórczej wizualizacji używamy wyobraźni do tworzenia wyraźnego obrazu tego, czego pragniemy. I potem, kiedy już mamy ten obraz, musimy karmić tą myśl energią i emocjami, aż zamieni się w rzeczywistość. I chciałabym podkreślić iż ważne jest, by myśleć o konkretach. 

Jeśli marzymy o domu - musimy widzieć go w każdym najmniejszym szczególe. Ile ma pokoi, czy jest na obrzeżach miasta, czy pośrodku wsi. Jak wygląda, jakie panują w nim emocje. Jeśli chcemy więcej zarabiać - musimy ustalić sobie tą wymarzoną kwotę, wiedzieć ile wpływać będzie nam na konto, ile będziemy wydawać, na co. Oczywiście nie aż tak szczegółowo, ale muszą to być konkrety. Jeśli marzymy o drugiej połówce - jakie ma mieć cechy, co chcemy z nią robić ( prócz tych oczywistych rzeczy, oczywiście).

WYWIAD W DDTVN - EFEKT INSTYNKTOWNEJ WIZUALIZACJI I SILNEGO PRAGNIENIA

wieku 21 lat, bardzo intensywnie wyobrażałam sobie siebie w telewizji. O ile teraz, wręcz od tego stronię i odmawiam pewnych propozycji, tak kiedyś było to dla mnie marzeniem i jednocześnie abstrakcją. Ja, szara myszka z małej mieściny, 21 lat i mi się wywiad w telewizji zamarzył. I jakoś tak samo z siebie wychodziło, że ciągle mi ten obraz siebie w DDTVN stawał przed oczami. Wiedziałam jak się czuję, wyobrażałam sobie to studio, kanapę na której zawsze siedzą goście. Mam wrażenie, że pragnęłam tego całą sobą. I pewnego dnia, na moją skrzynkę e-mailową przyszła propozycja wywiadu w DDTVN. Kiedy odczytywałam tego e-maila, było mi słabo i miałam wrażenie, że nogi zaczynają się uginać pode mną na samą myśl wywiadu, o którym przecież tak marzyłam. Nie miałam wtedy pojęcia, że na to wyobrażanie sobie tego czego pragnę, jest jakaś specjalna nazwa. Nie wyobrażałam sobie tego, by to osiągnąć. Robiłam to dlatego, że kiedy zamykałam oczy i widziałam ten obraz, odrywałam się od szarej rzeczywistości w której żyłam. Wyobraźnia ma wielką moc... 

 

4 REGUŁY TWÓRCZEJ WIZUALIZACJI

 

By przybliżyć Wam czym jest wizualizacja, pokażę Wam 4 reguły jakie w niej panują:

  1.  WIZUALIZACJA CELU - musimy ujrzeć nasz cel w myślach
  2. UŻYWANIE OBRAZÓW MENTALNYCH - trzeba odziać to nasze pragnienie w jak najwięcej możliwych zmysłów ( czucie, smak, zapach, dźwięk, emocje)
  3. PRAKTYKA - umysłowa próba wszystkiego co związane z osiągnięciem celu. Wszystkiego co nam o nim przypomina, lub nas do niego zbliża
  4. POWTÓRKI - czyli im częściej będziesz wizualizować cel, tym lepiej.

Czyli teraz w praktyce. Najpierw widzimy nasz cel - dla przykładu, otwarcie restauracji. Mamy cel, widzimy go. Potem dodajemy obrazy mentalne - wyobrażamy sobie naszą restaurację, widzimy wszystkie stoły, czujemy zapachy, witamy ludzi, słyszymy muzykę. Praktyka będzie tutaj polegała na tym, że ilekroć będziemy widzieć jakąś restaurację, będziemy wracać myślami do naszego celu. Szukanie informacji, oglądanie programów gdzie pokazują restauracje z całego świata. Musimy wprowadzić do życia jak najwięcej elementów związanych z naszym celem. I oczywiście, musicie wpisać w scenariusz życia porażki i niepowodzenia. I musimy też pamiętać, że wiele z ograniczeń, na które się napotkamy, może wynikać z tego, że my sami je nieświadomie manifestujemy. Bo, negatywne wyobrażenia mają tak potężną moc, że mogą spowodować stres, napięcie, nawet choroby. A te pozytywne… mogą zmienić nasze życie.

Pamiętajmy, że niewiele z marzeń spełnia się na co dzień. Wiecie, chcemy czegoś, czegoś innego w sumie też. Noo, tego jednak nie. Ale jak tak w sumie pomyślę, to jednak tak. Tamto też jest spoko. Takie sprzeczne informacje tworzą zamieszanie w naszym umyśle i nic wtedy z tego nie wynika. Zawsze rezultat jaki osiągamy jest wynikiem naszych myśli. Czyli, najpierw mamy pomysł na danie - potem gotujemy. Najpierw w głowie pojawia się myśl o namalowaniu obrazu - potem malujemy obraz.

Czasem ludziom wydaje się, że myślą pozytywnie, zobaczcie:

  • W ogóle nie choruję!
  • Nigdy w życiu nie będę biedna!
  • Brzydzę się nienawiścią.

No i teoretycznie spoko, nie? Przecież osoba nie choruje, nie jest biedna, nie nienawidzi. Ale zobaczcie - te wyrażenia i tak są nacechowane negatywnie. Bo skupiamy się w nich jednak na tych negatywnych emocjach, mimo, że przekaz mówi, że jesteśmy zdrowi, bogaci i kochamy świat i ludzi. Ale trzeba zacząć uczyć się mówić to samo, innymi słowami.

  • Jestem zdrowym człowiekiem.
  • Dobrze mi się wiedzie.
  • W życiu stawiam na miłość i szacunek.

Ten sam przekaz, a jednak bardziej pozytywny. Musimy nauczyć się myśleć w innych kategoriach. Jeśli jesteśmy chorzy, myślmy o naszej chorobie w kategorii dochodzenia do zdrowia, postępów. Zamiast o biedzie, myślmy o bogactwie. Zamiast o nienawiści, myślmy o miłości. Jeśli mamy długi - myślmy w kategorii zarobienia, by je spłacić, a nie tego ile musimy spłacić i jak bardzo jesteśmy w czarnej dupie. Nie chodzi o to, by wmawiać sobie, że żyjemy w innej rzeczywistości - chodzi o to, by myśleć o tym, co możemy zrobić, by znaleźć się w lepszej i myśleć o tym, jak będziemy się czuć, gdy już się w niej znajdziemy. 

 

W wizualizacji ważne są takie 2 kroki:

  1. Zdecyduj czego chcesz
  2. Skoncentruj się na myśli, by ją przyciągnąć. Dodaj uczucie i emocje. Zobacz, powąchaj, posmakuj, poczuj.

Same chęci tutaj nie wystarczą. Musimy czegoś pragnąć każdą komórką naszego ciała. Ludzie posiadający silne pragnienia potrafią osiągnąć rzeczy z pozoru niemożliwe. Ludzie o słabych chęciach mają tendencję do poddawania się i rezygnowania i rzadko wykorzystują swój potencjał. Mówi się, że jeśli posiadasz pasję, możesz osiągnąć wszystko. Może brzmi trochę coachingowo, ale pomijając pewne predyspozycje i ograniczenia, na które nie mamy wpływu - jest w tym dużo prawdy.

CO CHCĘ OSIĄGNĄĆ? CZEGO CHCĘ?

Trzeba odpowiedzieć sobie na te pytania. Pomyślcie sobie, co sprawiłoby Wam radość. Jak chcielibyście, żeby wyglądało Wasze życie, zdrowie. Co chcielibyście posiadać, czym się zajmować. Jak chcielibyście się czuć? Ja wiem, że to jest trudne, bo często sami nie wiemy czego tak naprawdę chcemy. W książkach na temat twórczej wizualizacji znajdziecie opisy testu ciała, za pomocą którego możecie sprawdzić jak Wasze ciało reaguje na Wasze pragnienia i zobaczyć, czy jest to naprawdę to czego chcecie.

Tym wpisem, chciałam wprowadzić Was w świat wizualizacji dlatego, że jest to też technika, która jest pewnym etapem na drodze do naszej harmonii. Żeby wizualizacja poskutkowała, trzeba poszukać w sobie wewnętrzny spokoju i opanowanie. Czas spędzany codziennie w zupełnej ciszy to pożyteczne i dobroczynne ćwiczenie. Odnajdujecie wtedy taką jasność swojego umysłu, opanowanie, radość, spokój - to wszystko bardzo wpływa na nasze życie.

Prawdziwa satysfakcja pochodzi z bycia, a nie z bodźców zewnętrznych

a to właśnie od nich często uzależniamy swój nastrój. Miałam taki czas w swoim życiu, kiedy byłam szczęśliwa, bo z każdej strony atakowały mnie te bodźce - byłam zajęta, pochłonięta ogromem projektów, wyzwań. Ale kiedy nic się szczególnie nie działo, okazywało się, że samo “bycie” sprawia, że ja już taka szczęśliwa nie jestem. Kiedy skoncentrujemy się na swoim wnętrzu zamiast polegać na bodźcach zewnętrznych, zaczniemy zmieniać swoje życie od środka i zapewnimy sobie uczucie satysfakcji i spełnienia.

Musimy szukać balansu wewnętrznego. Zamiast wypełniać swoje życie nieustannym działaniem, stańmy twarzą w twarz ze swoją wrażliwą postacią. BYĆ i ROBIĆ z naciskiem na być. Bo to nie znaczy, że my mamy przestać działać. Musimy działać. Ale nacisk trzeba jednak kłaść na to by BYĆ.

Dawajmy sobie ten czas na regularny relaks, medytację, odprężenie. Celebrujmy codzienność. Cieszmy się spacerami, spotkaniami z bliskimi, dobrą książką. To wszystko odnawia naszą duszę i łączy nas z uniwersalnym umysłem.

KSIĄŻKA O TWÓRCZEJ WIZUALIZACJI

Jeśli czujecie, że chcielibyście spróbować wizualizacji - bo nie jest ona u Was instynktowna, albo po prostu chcecie robić to lepiej - sięgnijcie po książkę "Twórcza wizualizacja", z której dowiecie się krok po kroku jak wygląda ta technika i jak należy ją wykonywać. Ja chciałam Wam dzisiaj jedynie przybliżyć temat tej techniki, ale reszta zależy już od Was... Powodzenia!

Uwielbiam maj. Przyroda budzi się intensywnie do życia, wszystko kwitnie, jest zielono, jest... jest tak, jakby cały świat rodził się na nowo. Powietrze ma ten specyficzny zapach, który kojarzy mi się z młodością, pierwszymi plenerami, wypadami ze znajomymi nad jezioro.

I byłoby pięknie, naprawdę pięknie, gdyby radości z tej pory roku, nie odbierała mi najsilniejsza w moim życiu alergia, która nie daje mi żyć i wyjątkowo w tym roku wchodzi mi również na oczy. Ale przecież życie to nie je bajka - nie oczekuję więc, że wszystko zawsze będzie perfect. Uważam, że w życiu nie trzeba mieć nie wiadomo ile kasy, żeby żyć dobrze i szczęśliwie. Oczywiście, byłoby fajnie mieć nieograniczone możliwości, ale kiedy się takich nie ma - trzeba nauczyć się cieszyć tym, co się ma i nauczyć się to doceniać.

Już od pół roku praktykuję comiesięczne planowanie. Pozwala mi to czuć sens i wchodzić w każdy miesiąc z dobrą energią. Nie jest to żadne MUST DO, które trzeba jak najszybciej odhaczyć, a luźne plany i pomysły na to, by po prostu dobrze przeżyć dany miesiąc, zrobić to co od dawna odwlekamy, zadbać o swoje ciało, umysł. W maju tych pomysłów mogłabym wypisać i ze sto, ale wybrałam sobie takie najważniejsze punkty, które chciałabym zrealizować i Wy również możecie!

 

ZROBIĆ SYROP Z KWIATÓW CZARNEGO BZU

Zainspirowała mnie do tego książki Agnieszki Maciąg: Twój dobry rok. Oczywiście o syropie już wcześniej wiedziała od mamy - co roku moja mama robi takowy syrop i wciska mi słoiki za każdym razem kiedy do niej przyjeżdżam mówiąc: dziecko, to jest dla Twojego zdrowia! I ja ją oczywiście rozumiem. To jest naprawdę prawdziwy rarytas idealny na przeziębienia i wzmocnienie układu odpornościowego. Czuję, że doszłam już do punktu w życiu, w którym sama mogę sobie taki syrop zrobić - tzn. zawsze mogłam, ale teraz chcę, o! :D

 

WYBRAĆ SIĘ NA WYCIECZKĘ ROWEROWĄ

Jak tylko nauczymy jeździć Polę na dwóch kółkach, ruszamy na wycieczkę rodzinną. Ale dla mnie nie ma przeszkód, by wyruszyć na nią samotnie. Lubię spędzać czas z samą sobą i myślę, że zrobię sobie taki trip w pojedynkę - z pysznymi kanapkami, owocami i wodą w plecaku. Z kocykiem i dobrą książką, rozłożę się na mały przystanek gdzieś w plenerze... <3

 

UPIEC PLACEK Z SEZONOWYCH OWOCÓW

Ooo tak! Chciałabym odebrać Polę z przedszkola, a potem usiąść przy stole i pokroić placek, który sama zrobiłam. Tak, żeby w domu unosił się jego zapach i żebym miała tą dziką satysfakcję, że na coś się jednak tej rodzinie przydaję! :D

 

ZADBAĆ O SWOJE CIAŁO

I to nie byle jak. Ostatnio próbuję z powrotem przerzucić się na 3 posiłki dziennie + 1 shake - mam wrażenie, że przy 5 posiłkach ciągle chodzę nienażarta. Taki system długo był u mnie ok, ale ostatnio się nie sprawdza, dlatego muszę coś zmienić. Postanowiłam, że będę wcześnie rano jeść śniadanie, a na 2 śniadanie ok. 12 pić shake np. Fit Coco. Później już tylko obiad i bardzo lekka kolacja, do której będę pić  herbatę detoksykującą Green Cleanse.

Tym razem na produkty Natural Mojo mam dla Was wyższą niż zwykle zniżkę bo aż 40% na hasło MAMALA40  ! Korzystajcie ! <3 Kod działa na wszystko poza produktami z zakładki wyprzedaż. Możecie korzystać ze zniżki do piątku :)

 

 

 

 

Jeśli chodzi o aktywność, to cele mam takie:

  • min. 10 000 kroków dziennie
  • 2 x w tygodniu bieg 5 km
  • 3 x w tygodniu trening domowy ( ćwiczę głównie skalpel)

Raz na dwa tygodnie, chciałabym też chodzić na masaż całego ciała, ale... to już są koszta, więc póki co, zacznę od jednego miesięcznie :D Zależy mi na tym, bo wiem jak moje ciało tego potrzebuje i jak się czuję, kiedy z takiego masażu wychodzę. To prawdziwa uczta nie tylko dla ciała, ale i dla naszego umysłu.

 

PÓJŚĆ NA ŁĄKĘ I ZROBIĆ BUKIET Z ZEBRANYCH KWIATÓW

Najlepiej razem z Polą. Marzy mi się biegać z nią po łące w sukienkach, zbierać kwiaty i zrobić cudowne bukiety. Miejsc do czegoś takiego, jest całe mnóstwo, a ja wierzę, że znajdziemy takie "nasze"...

 

ZAANGAŻOWAĆ SIĘ W AKCJĘ CHARYTATYWNĄ

Od pewnego czasu rzadko wrzucam na stories info o zbiórkach, dlatego że... prawie wszyscy to pomijają i to nie ma najmniejszego sensu. Zawsze staram się pomagać jak tylko mogę. Postanowiłam więc, że będę angażować się co jakiś czas bardziej w jedną konkretną zbiórkę, niż wrzucać linki do miliona jedna po drugiej. Mam nadzieję, że takim sposobem zdziałamy więcej!

 

ZROBIĆ PORZĄDKI W KUCHENNYCH SZAFKACH

Ostatnio mam jeszcze większego fizia na punkcia robienia zdrowej szamki niż dotychczas. A co za tym idzie - burdel w szafkach jest taki, jakbym mieszkała tu już z 10 lat. Mam plan, żeby to wszystko poukładać w taki sposób - żeby było dobrze dla mojej organizacji w kuchni i żeby było funkcjonalnie. Mam też taką przerwę między kuchnią a narożnikiem w salonie i myślę, żeby zrobić tam półki na ścianie i tam mieć na widoku wagę kuchenną, książki kucharskie, słoiki z płatkami itp. Aaa - już wiem, że to będzie wyglądać obłędnie! <3

 

 

ZABRAĆ POLCIĘ DO GALERII SZTUKI

Bardzo zależy mi na tym, żeby Pola miała w sobie wrażliwość artystyczną. Żeby chodziła do teatru, żeby podziwiała obrazy. Będę to wszystko testować, sprawdzać co jej się podoba a co nie - póki co podsunęłam jej pomysł obejrzenia obrazów i jest bardzo na tak. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce. W Warszawie codziennie jest wiele darmowych wernisaży, a dostęp do sztuki jest tutaj na wyciągnięcie ręki - aż grzech z tego nie korzystać. Pamiętajcie - czym skorupka za młodu nasiąknie... nie chodzi o to, żeby z dziecka robić dorosłego, który będzie chciał tylko się uczyć i obcować ze sztuką. Chodzi o to, by dawać dziecku możliwości smakowania świata, a nie tylko podsuwać bezmyślnie telefon pod nos.

 

 

 

KUPIĆ ROŚLINĘ DO MIESZKANIA

Póki co, mam jedynie silikonowe tulipany :P Ponoć do roślin trzeba dojrzeć - jak w sumie do wszystkiego. Ja czuję, że dojrzewam do wielu rzeczy ostatnio i to czego mi bardzo brakuje - to roślin. Marzy mi się jakaś fajna palma, która sprawi, że mój salon jeszcze bardziej ożyje. Biała podłoga i ściany zostały już rozświetlone brudnym różem - zasłony, krzesła, dodatki. Pora na wprowadzenie zielenie! To mieszkanie jeszcze kiedyś znajdzie się w jakimś magazynie - wiem to! :P

 

ŻYĆ PEŁNIĄ ŻYCIA

Po prostu! Chcę budzić się każdego poranka, afirmować, ćwiczyć jogę. Chcę jeść zdrowe śniadanie ze swoją rodziną, chcę biegać, ćwiczyć, kreatywnie pracować, spotykać się z przyjaciółmi, śmiać się, tańczyć, inspirować, motywować. Chcę dbać o mieszkanie, dalej je urządzać! Chcę się rozwijać, piec pyszne ciasta, spacerować po lesie, zarabiać pieniądze, wyjeżdżać, jeździć na rowerze, bawić się z dzieckiem. Chcę korzystać z życia niezależnie od tego w jakiej będę sytuacji. Na razie całkiem dobrze mi to wychodzi... A skończyłam dopiero 26 lat! To będzie wspaniały rok. Wiem to. I tego życzę również i Wam! <3

 

 

 

 

Na powiększanie ust kwasem hialuronowym zdecydowałam się jakieś cztery miesiące temu. Był to mój drugi raz w życiu. Tym razem kwasem postanowiłam wypełnić też bruzdę na czole i wyrównać asymetrię policzków. Delikatne zmiany, czasem robią dużą robotę.

Uważam, że wszystko jest dla ludzi. Nigdy nie miałam nic przeciwko medycynie estetycznej, a nawet operacjom plastycznym. Jeśli coś może nam pomóc poczuć się lepiej, wyglądać lepiej, a nawet pozbyć się kompleksów - to czemu nie? O ile zabiegi tego typu nie są chwilowym plastrem na nasze kompleksy, które siedzą bardziej w głowie niż w ciele - to w granicach rozsądku jak najbardziej można z nich korzystać. Niektórzy mawiają, by starzeć się z godnością, ale co to właściwie znaczy? Czy godność odbierają mi delikatnie powiększone usta, które mi dodają +100 do pewności siebie, a substancja dzięki którym się to dzieje i tak wchłania się po kilku miesiącach? Raczej nie :)

Po co to robię? Dla samej siebie. Nie mam małych ust. Nie mam problemu z prawie niewidoczną wargą czy asymetrią. Uważam wręcz, że kształt moich ust jest bardzo fajny i dzięki lekkiej ingerencji, mogę to wizualnie jedynie delikatnie podbić. I właśnie dlatego, zamierzam ten zabieg kontynuować i robić w odpowiednich odstępach czasu :) Dużym plusem jest tu dla mnie fakt, że nie jest to trwała zmiana.

POWIĘKSZANIE UST KWASEM HIALURONOWYM

Wbrew pozorom, zabieg ten nie jest polecany tylko osobom, które chcą powiększyć usta, ale także osobom, które borykają się z pękającymi ustami i chcą je odpowiednio nawilżyć, odświeżyć. Kwas może się okazać zbawienny dla osób, które borykają się z asymetrią ust. Usta robią naprawdę dużo jeśli chodzi o wygląd naszej twarzy. Delikatnie powiększone i pełniejsze, potrafią całkowicie odmienić nasz wygląd. Drobne poprawki typu 0,5 ml czy jak w moim przypadku 1 ml, to jedynie efekt pełniejszych ust, ale nadal bez przerysowanego efektu.

Powiększanie ust trwa dosłownie chwilkę. W klinice La Perla stosuje się preparat, który już sam w sobie zawiera znieczulenie, dlatego ust wcześniej niczym się nie smaruje. Czy zabieg jest przyjemny? Nie jest to błogie uczucie relaksu, odczuwalny jest dyskomfort, głównie dlatego, że usta są bardzo ukrwione. Ja mam akurat wysoki próg bólu i owszem - pewien ból czułam, ale wystarczy zacisnąć zęby i oddać się marzeniom o pięknym nowym wyglądzie :P Kiedy za 1 razem powiększałam usta w innym miejscu, leciały mi łzy - nie wiem dlaczego, może miałam słabszy dzień. Tym razem bardziej bolało mnie samo rozmasowywanie ust i ich uciskanie, by kwas się dobrze rozprowadził, niż same nakłucia i wprowadzanie kwasu.

Efekt jest właściwie natychmiastowy, choć na początku usta wydają się być wręcz nabrzmiałe - ustępuję to już po dobie. W pierwszych dniach trzeba szczególnie uważać, by bardzo dużo pić ( ok. 3 litrów wody). I dobrze jest później pilnować tego codziennie, żeby kwas Wam się za szybko nie wchłonął. Mi efekt, utrzymuje się ok. 6 miesięcy, dlatego mam zamiar powtarzać zabieg 2 razy w roku.

Generalnie nie ma żadnych efektów ubocznych, choć czasem niektóre osoby borykają się z krwiakami czy obrzękami. Ja akurat nie miałam tego problemu. Pierwsze chwile po zabiegu, należy nie dotykać ust ani ich nie malować i szczególnie dbać o ich czystość.

 

PRZED POWIĘKSZANIEM

 

 

3 miesiące ( !!! ) PO POWIĘKSZANIU

 

 

 

WYPEŁNIENIE BRUZDY NA CZOLE

Drobne zmarszczki, bruzdy również można wypełnić kwasem hialuronowym. Nie byłam na tyle odważna, by zdecydować się na botox ( który właściwie lepiej zrobić wcześniej, by nie dać zmarszczkom pogłębić się jeszcze bardziej), ale wypełnienie kwasem - czemu nie. Borykałam się z jedną, dość głęboką jak na mój wiek bruzdą na czole, która była widoczna nawet bez marszczenia. Przy marszczeniu - dramat totalny. Po wypełnieniu, przy marszczeniu czoła, zmarszczka nie była widoczna WCALE !!! :) Tym razem zdecyduję się już na 100% na botoks, bo lepiej zrobić go już teraz i nie ma tutaj co zwlekać. Botoks nie oznacza wcale, że musisz od razy wyglądać jak naciągnięta porcelanowa lalka. Tak jak pisałam wcześniej - wszystko w granicach rozsądku. Grunt, by nie szkodzić :)

 

WYRÓWNANIE ASYMETRII POLICZKÓW

Okazało się, że ten mój fejs, za bardzo symetryczny to nie jest. Doktor stwierdziła, że mam lekką asymetrię policzków i baaaardzo delikatnie podrasowała mi ja kwasem, by je wyrównać - nie było to praktycznie w ogóle widoczne, nie miałam przesadnie widocznych kości policzkowych - a jednak ta drobna mała zmiana sprawiła, że twarz wyglądała znacznie lepiej i jakoś tak - no bardziej symetrycznie :D

 

 

Od chwili tamtej wizyty, kwas hialuronowy to dla mnie złoto w czystej postaci :P Kilka nakłuć w moim przypadku dało fajny efekt. Osoby, które nie wiedziały o zabiegu, mówiły, że wyglądam jakoś bardziej promiennie i ładnie, ale nie mogły wskazać gdzie tkwi przyczyna. I chyba właśnie takie zabiegi są najlepsze. Delikatne zmiany, których nie widać gołym okiem, ale które sprawiają, że gołym okiem widać, że... wyglądasz jakoś lepiej :)

 

Z całego serca, dziękuję po raz kolejny klinice La Perla za wspaniałą opiekę, za doradzenie w kwestii zabiegów i za profesjonalizm. Kiedy robiłam research po Warszawskich klinikach, miałam takie marzenie, by znaleźć jedną, jedyną, którą obdarzę zaufaniem i do której zawsze będę mogła pójść z pewnością, że wyjdę zadowolona. Mam nadzieję, że tą jedyną będzie właśnie La Perla... :)

Tak, tak! Dobrze widzicie. Miałam niezwykłą przyjemność gotować u boku samego Michel Moran. To było dla mnie świetne przeżycie. Kameralne spotkanie, wielkanocny nastrój i niezwykle przyjemny dla ucha oraz zaraźliwy śmiech Michela. Szkoda tylko, że jego umiejętności nie były dla mnie tak samo zaraźliwe - wyszłoby mi na dobre!

Jakiś czas temu w świetnej szkole gotowania dla dzieci Little Chef ( czyli idealnie dla mnie :D ), odbyły się warsztaty kulinarne Kenwood, które poprowadził sam Michel Moran - wyśmienity szef kuchni, przesympatyczny juror w programie MasterChef. Warsztaty były kameralne - 4 blogerki + 4 dziennikarki. Zostałyśmy połączone w pary blogerka-dziennikarka.

Miałam niezwykłą przyjemność po raz kolejny zobaczyć Marysię i Kubę z oczekujac.pl oraz poznałam się z Nieperfekcyjną Mamą i Leną z PrzepisyTradycyjne. W parach byłyśmy razem z świetnymi dziennikarkami: Karoliną (mamotoja), Wiktorią (Mamadu) , Natalią (eDziecko.pl) i Klaudią (Mjakmama24.pl).

 

warsztaty z michel moran

 

Za pomocą robota planetarnego, w parach tworzyliśmy potrawy wielkanocne. Ja działałam w parze razem z Karoliną - postanowiłam pójść w klasyczne ciasto, które kocham czyli 3 bit. Idealnie się wstrzeliłam, bo jak się okazało, Michel uwielbiaaaaa słodkie, a już tym bardziej ciasta. Ciasto z marchewki to dla niego bardziej marchewka niż ciasto. Ale już 3 bit... to jest coś!

Oczywiście, zawsze mówiłam Wam, że kulinarnie to ja uzdolniona nie jestem. Lubię proste i szybkie przepisy, ale już przy bardziej skomplikowanych rzeczach, moje serce dostaje palpitacji. Toteż nie obyło się bez wpadek, typu: nie przestudziłyśmy budyniu i wszystko nam się zważyło :D No i trzeba było robić od nowa. Ale ostatecznie wszystko poszło po mojej myśli, a moje ciasto miało niezłe branie. Zatem podzielę się z Wami przepisem, a co!

 

 

 

PRZEPIS NA CIASTO 3 BIT

3 bit to pyszne ciasto bez pieczenia, z herbatników, masy kajmakowej, budyniowej i bitej śmietany 

 

SKŁADNIKI NA CIASTO 3 BIT: 

 

  • 0,5 l śmietany kremówki 30%
  • 250 g serka mascarpone
  • 1 puszka kajmaku
  • 2 opakowania herbatników
  • 2 budynie waniliowe
  • 2 łyżki cukru
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 2 szklanki mleka
  • 150 g masła
  • 100 g gorzkiej czekolady

 

ciasto 3bit

 

JAK PRZYGOTOWAĆ CIASTO 3BIT KROK PO KROKU:

 

Na początku na małym ogniu, mieszany sobie budynie z cukrem oraz połową szklanki zimnego mleko. To mleko, które nam zostanie trzeba zagotować, a następnie wlać na nie budynie - pamiętajcie by cały czas mieszać! Gotowy budyń należy porządnie przestudzić. Piszę porządnie, bo ja zrobiłam nieporządnie i mi się wszystko zważyło :D Mało miksujemy i dodajemy po jednej łyżce budyniu. Miksujemy tak długo, aż uzyskamy gładki krem. Śmietanę ubijamy z mascarpone i cukrem pudrem. Blachę wykładamy pergaminem i układamy pierwszą warstwę herbatników. Na to idzie masa kajmakowa, na to znów herbatniki. Następnie masa budyniowa i znów herbatniki. Na samą górę nakłądamy bitą śmietanę, a całość posypujemy startą czekoladą. Ciasto wkładamy do lodówki na min. godzinę :)

 

PORA NA DZIEŁO MISTRZA - PRZEPIS MICHEL MORAN

Po naszych kulinarnych trudach i bojach, przyszła pora na drugą część warsztatów, w której pozwoliliśmy gotować temu, który naprawdę się na tym zna :D Michel Moran - ambasador marki Kenwood, postanowił nauczyć nas przygotowywać... piersi perliczki! Jeny... jakie to było dobre! Dobre, to mało powiedziane. To było OBŁĘDNE !!! Niesamowite jest to, że wydawałoby się to takie trudne w przyrządzeniu, a jednak wcale takie trudne nie jest. Michel podkreślał, że w gotowaniu bardziej niż o recepturę, chodzi o sposoby przyrządzania, o różne kulinarne triki, o umiejętność traktowania mięsa, smażenie itp. Ajjj ! Muszę Wam pokazać ten przepis!

 

 

michel moran

 

PIERSI PERLICZKI Z MUSEM Z ZIELONEGO GROSZKU I MIĘTĄ
ORAZ KONFITURĄ Z CZERWONEJ CEBULI I PISTACJAMI

 

Składniki:

  • 2 piersi z perliczki
  • 250 g mrożonego groszku zielonego
  • 3-4 liście świeżej mięty
  • 2-3 czerwone cebule
  • Ocet czerwony winny
  • Cukier
  • Sól
  • Pieprz
  • 2 łyżki śmietany 36%
  • 100g masła
  • 40 g pistacji
  • 1 marchewka

 

Sposób przygotowania:

Cebulę pokrój w ćwiartki i wrzuć do kostkarki robota planetarnego Kenwood (opcjonalnie pokrój w kostkę). W małym rondelku rozgrzej odrobinę oleju i wrzuć cebulę. Smaż ją powoli, a gdy zrobi się miękka (po około 10 minutach) dopraw octem, łyżeczką cukru, a na koniec
solą. Do ¾ wysokości rondla nalej wodę, mocno posól i zagotuj. Wrzuć groszek i gotuj 2 minuty od momentu zagotowania. Odlej i przepłucz zimną wodą. Wrzuć groszek do kielicha blendera i delikatnie zmiksuj na nieidealnie gładką masę. Przełóż groszek do rondelka, dodaj posiekaną miętę, całość podgrzej. Dodaj śmietanę, sól i pieprz. Umyj piersi perliczki i delikatnie je osusz. Odetnij polędwiczki- możesz je wykorzystać np. do sałatki. Przypraw mięso z obu stron sola i pieprzem. Na patelni rozgrzej odrobinę oleju, musi być mocno rozgrzana. Smaż mięso z obu stron aż będzie rumiane (w połowie smażenia dodaj odrobinę masła). Przełóż je do brytfanki/ naczynia żaroodpornego i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni na około 15-20 minut. Marchewkę obierz i pokrój w cienkie poprzeczne plasterki. Odlej tłuszcz po smażeniu perliczki, podgrzej patelnię (tę samą, na której smażone było mięso!) i wrzuć marchewkę. Dodaj odrobinę wody, soli i cukru. Smaż powoli do momentu aż będzie miękka, ale delikatnie chrupiąca.

Pistacje włóż do młynka i zmiel na niezbyt drobne kawałki. Ułóż na talerzu piersi perliczki i udekoruj przygotowanymi wcześniej dodatkami. Posyp pistacjami.

 

piersi z perliczki

 

 

WARTO UCZYĆ SIĘ OD LEPSZYCH !

 

Musicie mi uwierzyć na słowo - to było niebo w gębie! A najlepiej to spróbujcie zrobić to w domu i przekonajcie się sami. Michel w kuchni jest prawdziwym mistrzem, ale przede wszystkim każdy jego ruch i sposób w jaki mówi o gotowaniu pokazuje jak bardzo kocha to co robi.

Na koniec, wszyscy zasiedliśmy przy wielkanocnym stole, uraczyliśmy podniebienia perliczkami i obłędnym musem z zielonego groszku, a potem kosztowaliśmy potraw, które sami zrobiliśmy. Faszerowanych jajek, babki, ciasta i muffinków.

Było tak swojsko, kameralnie, sympatycznie. Michel Moran to równy gość, przy którym człowiek czuje się zupełnie swobodnie. Można sobie z nim pożartować, poprosić o kulinarną radę, podyskutować. No przemiły jest! Ten dzień na długo pozostanie w mojej pamięci...

 

kuchnia michel moran

 

 

 

 

robot planetarny kenwood

 

 

 

Wpis powstał pod patronatem marki Kenwood, której z całego serca pragnę podziękować za możliwość wzięcia udziału w warsztatach. Zapraszam Was również nastronę YouKENCook,  gdzie znajdziecie wiele innych, fajnych przepisów! Z kolei na oficjalnej stronie marki Kenwood możecie sprawdzić więcej informacji o robocie, dzięki któremu przyrządziliśmy te wszystkie wspaniałe potrawy :) Smacznego!

 

Dla swojej rodziny można robić naprawdę wiele - ale tak naprawdę tym, w co powinniśmy inwestować najbardziej ( poza edukacją ) jest... zdrowie.

Niby to takie oczywiste. Niby każdy o tym wie, każdy mówi, że zdrowie najważniejsze. A ile z nas tak naprawdę (ale to naprawdę) o nie dba? W dzisiejszych czasach to jest mega trudne. Skażone powietrze, skażona żywność. Wszechobecna chemia. Kuszące słodycze z olejem palmowym, ogłupiające gry, programy telewizyjne. Brak czasu rodziców, by wyjść na dłuższy spacer, by systematycznie chodzić z dzieckiem na basen. Na przekór temu wszystkiemu, postanowiłam jednak z troski o siebie i swoje dziecko - przestać wymigiwać się "trudnymi czasami" i przestać żyć wg filozofii: „jakoś to będzie”. Nie chcę żeby było „jakoś”. Chcę, żeby było fajnie, żeby było aktywnie i radośnie. Chcę, żeby zawsze dopisywało nam zdrowie i energia, bo to ona sprawia, że nasze życie nabiera kolorów.

Każdy z nas ma inny sposób na życie i swoją własną filozofię. To oczywiste. Ale są pewne rzeczy, które możemy wdrażać w życie wszyscy i które korzystnie zadziałają na każdą rodzinę. Wystarczy odrobina chęci, ale przede wszystkim świadomości - że czasem lepsza jakość życia i lepsza kondycja naszego ciała i umysłu, wcale nie musi wymagać ogromnych nakładów finansowych i nie wiadomo jakich czynów.

 

WSPÓLNE, DŁUGIE SPACERY

Już 30 minut dziennie szybkiego marszu na świeżym powietrzu działa zbawiennie na nasze organizmy. Osoby aktywnie uprawiające sport (czy po prostu aktywne) lepiej radzą sobie z codziennymi problemami i ze stresem. Najzdrowsze formy ruchu to bieganie, pływanie czy joga, ale tak naprawdę KAŻDY ruch jest lepszy niż bierność i siedzenie z tyłkiem na kanapie. Zmęczenie na koniec dnia robi swoje, ale dni są teraz coraz dłuższe i warto chwilę odsapnąć, a potem wziąć dzieciaki i wyruszyć przed siebie - czy to na nogach, czy na rowerach, czy z piłką, czy na basen. Ja wiem, że czasem się zwyczajnie nie chce, ale z doświadczenia też wiem, że najtrudniej się ruszyć. Potem to już sama przyjemność :).

 

OCZYSZCZASZ POWIETRZA

 

NAJLEPSZA INWESTYCJA

Wspomniałam przed chwilą o ruchu na świeżym powietrzu, ale niestety prawda jest taka, że ten ruch na powietrzu nie zawsze jest równoznaczny ze zdrowiem. Są dni, kiedy lepiej zostać w domu ze względu na stan miejskiej atmosfery. Jeśli unoszą się w nim zanieczyszczenia ze spalin, wirusy, bakterie i alergeny – niestety, ale na pewno są one też w naszym mieszkaniu, w związku z tym zamknięcie się przed nimi w domu niczego nam nie da. Na szczęście można to zmienić z pomocą dobrej jakości oczyszczacza powietrza. Miałam przyjemność testować przez pewien czas jeden z modeli oczyszczaczy firmy Panasonic. Urządzenie dba o czyste powietrze w domu w każdym aspekcie: usuwa nieprzyjemne zapachy, bakterie, wirusy, alergeny, zanieczyszczenia spowodowane spalinami, smog, a także redukuje poziom kurzu i pozbywa się sierści, jeśli domownikami są też czworonożni przyjaciele.

Jeśli podobnie jak ja – mieszkacie w dużym mieście, a na dodatek dość nisko, np. znowu tak jak ja - na drugim piętrze – oczyszczacz powietrza to obowiązkowy element wyposażenia mieszkania. O problemie zanieczyszczonego powietrza i jego złym wpływie na nasze zdrowie, mówi się w zasadzie tylko zimą i przy okazji smogu, a niestety problem nie znika wraz z pierwszymi oznakami wiosny. Warto zdać sobie sprawę, że wdychamy naprawdę sporo „brudów” przez cały okrągły rok. I to nie tylko wychodząc z domu, ale również w nim. Spędzam w mieszkaniu bardzo dużo czasu - pracuję tutaj, ćwiczę, bawię się z dzieckiem. Dbam więc o to, czym oddychamy. Oprócz tego mam alergie na trawy i pleśń. Oczyszczacz powietrza pomógł mi zmniejszyć objawy do minimum.

 

 

 

 

 

DESIGN I FUNKCJONALNOŚĆ W JEDNYM

Dużym atutem modelu Panasonic FVXR70G są filtry, których żywotność to aż 10 lat. W końcu urządzenie nie jest tanie i fajnie gdyby zostało z nami na dłużej bez konieczności ciągłej wymiany filtrów, które potrafią być bardzo kosztowne. Oprócz długowieczności, filtr zastosowany w oczyszczaczu Panasonic to najlepszy dostępny filtr HEPA 14 na rynku - usuwa nawet 99,99% zanieczyszczeń.

Jeśli chodzi o głośność pracy urządzenia - jest to skala od 18 do 54 decybeli. Ta najcichsza nie jest dla mnie słyszalna praktycznie w ogóle. Maksymalna głośność jest zdecydowanie cichsza niż odkurzacz czy mój czajnik elektryczny. Poza tym na maksymalnych obrotach (czyli też największej głośności), oczyszczacz działa tylko przez chwilę, kiedy pojawia się jakiś intensywny zapach lub „chmura” zanieczyszczeń.


Wizualnie model FVXR70G również nie odstaje. Jest minimalistyczny, elegancki, prosty. Chociaż w moim mieszkaniu nie ma czerni, to i tak wkomponował się idealnie w wystrój. Mój salon z aneksem ma jedynie 25m2 i jest dość mocno zagospodarowany, a jednak udało mi się idealnie ulokować go w rogu mieszkania i nie zabrał mi on żadnej przestrzeni.

Model od Panasonic aż pęka od innowacyjnych rozwiązań. Kolejna z nich to technologia Econavi, która zapamiętuje naszą aktywność w ciągu dnia. Dzięki temu oczyszczacz działa tylko wtedy, kiedy jest to konieczne - i dzieje się to ZANIM zanieczyszczenia zdążą się rozprzestrzenić. Wszystko dzięki 5 czujnikom - aktywności ludzi, światła, wilgotności, zapachu i zanieczyszczeń. Na przykład kiedy byłam aktywna i biegałam razem z Polą po salonie, oczyszczacz zwiększał moc swojego działania. Tak samo zwiększał ją podczas gotowania, kiedy zapachy z garnków zaczynały rozprzestrzeniać się po całym mieszkaniu. Mniej więcej po 20-30 minutach redukował zapachy do minimum, po czym wyraźnie zmniejszał obroty. To super oszczędne i efektywne rozwiązanie więc nie musimy się martwić o koszty zużycia energii.

Ogólnie oceniam oczyszczacz bardzo pozytywnie. Wraz ze wzrastającą świadomością ludzi dotyczącą zdrowego odżywiania czy trybu życia, podejrzewam, że w niedługim czasie oczyszczacze powietrza staną się takim podstawowym wyposażeniem każdego mieszkania jak pralka czy lodówka. Jeśli tak jak ja, cenicie jakość, jesteście zwolennikami natury, dbacie o siebie albo posiadacie zwierzaki ( już nie tak jak ja :P ) - to ten konkretny model od Panasonic będzie dla Was idealny.

 

 

ZŁAPAĆ ODDECH

Zakup dobrej jakości oczyszczacza powietrza to dość duży wydatek, ale warto mieć na uwadze, że to urządzenie spełnia swoją rolę cały rok. Wiosną i latem - kiedy pylą różne rośliny i trawy (moja zmora) - oczyszczacz chroni przed pyłkami i redukuje skutki alergii. W okresie jesiennym, kiedy w powietrzu jest ogrom zarazków i bakterii - pomaga nam się przed nimi chronić, w związku z czym dużo mniej chorujemy.
Dodatkowo, ten od Panasonic, reguluje poziom nawilżenia w naszym mieszkaniu. Urządzenie samo wykrywa, kiedy w mieszkaniu jest zbyt niski poziom wilgotności i wtedy do akcji wkracza funkcja nawilżania :). Co ważne – bez mokrych plam na ścianach i suficie.

 

 

ZDROWE POSIŁKI

Znam doskonale ten problem - ty chcesz jeść zdrowo, reszta familii ma w tym temacie swoje zdanie. Moja rada - nie kombinuj, nie namawiaj. Po prostu lekko modyfikuj ich ulubione dania w taki sposób, by były zdrowsze i lżejsze. Ja podeszłam do tematu tak, że robiłam sobie różne zdrowe dania i obserwowałam, co Poli smakuje - jeśli wyłapałam, że któreś danie polubiła, kombinowałam z tym dalej. Nie wiem, jakim cudem, ale pokochała brokuły, ciecierzycę i jarmuż. Obserwowała, co ja piję i jem - jednak nie namawiałam jej żeby robiła to samo. Z czasem sama chciała próbować tego co ja - i o dziwo wiele potraw przypadło jej do gustu. My też jemy pizzę i słodycze, ale Pola ma świadomość, że nie są to zdrowe rzeczy - że je się je w drodze wyjątku, ale na co dzień najważniejsze są warzywa, owoce i duże ilości wody. Naprawdę - da się to wytłumaczyć 5-latkowi, tylko trzeba być konsekwentnym. Czyny są ważniejsze niż słowa. Pokazuję dziecku, co można fajnie i zdrowo jeść, ono widzi, jak dobrze ja się po tym czuję - i dziecko z tego czerpie.

 

REGULARNE BADANIA JAKO WSPÓLNY, RODZINNY OBOWIĄZEK

Dzieci wysłać na badania jest ciężko. Chłopa jeszcze gorzej. Może dobrym pomysłem jest ustalenie ram czasowych - np. dwa razy do roku, w takim i takim miesiącu - wszyscy idziemy się badać. Pobierać krew, oddać mocz, porobić podstawowe badania, sprawdzić poziom witamin itp. Tutaj również to MY, musimy świecić przykładem i ciągnąć za sobą tą resztę rodziny, która pewnie będzie wywracać oczami, ale... jak dzieci dorosną, to okaże się, że weszło im to w nawyk i sami będą nad tym czuwać. Przykład idzie z góry :)

 

BĄDŹ SZCZĘŚLIWA!

Najprostsze rady, są najlepsze prawda? Droga do prawdziwego szczęścia bywa długa i wyboista. Ale... nie da się stworzyć zdrowej, szczęśliwej rodziny, jeśli jesteśmy przesiąknięci złą energią, pesymizmem, żalem, nienawiścią. Te wszystkie rzeczy mocno odbijają się nie tylko na naszej psychice ale i na naszym zdrowiu fizycznym. I niestety - nie tylko naszym. Swoje problemy i zmartwienia chcąc nie chcąc, przerzucamy na tych z którymi żyjemy. Warto uporać się ze swoimi demonami, rozwiązać swoje problemy, przepracować je - i krok po kroku dążyć do budowania w sobie szczęścia i optymizmu. Usuwajmy z życia toksyczne relacje, przebaczajmy, przestańmy karmić się złą energią, oglądać w kółko wiadomości. Nie atakujmy się newsami z tv, radia, fb, instagrama. Twórzmy wkoło siebie swój dobry, pozytywny świat. Wybierajmy treści, które nas pozytywnie nastrajają, spotykajmy się z ludźmi, którzy są pozytywni, nie obgadują, w kółko nie narzekają. Bądźmy szczęśliwi - pomimo problemów i zmartwień dnia codziennego.

 

 

Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Dbanie o dobry, jakościowy sen, zabieranie rodziny do muzeów, teatrów - bo kontakt z kulturą to optymalizacja rozwoju naszego mózgu - już od najmłodszych lat. Dla zdrowia możemy zrobić naprawdę dużo - i o ile w oczyszczacz powietrza trzeba już zainwestować  pieniądze ( i upieram się, że warto! ) , tak w spacer czy wspólne czytanie książek - już nie. Zdrowe posiłki, też nie muszą być wymyślne i kosztowne - ja osobiście jestem fanką warzyw i kasz wszelakich, które kosztują grosze. A są zdrowe, smaczne i pożywne - i naprawdę można z nich wyczarować różnorakie cuda.

Cudownie patrzy mi się na Polę, która robi ze mną 10 kilometrowe spacery, sama wyciąga mnie na bieganie i prosi o makaron z brokułem. Ale zawdzięczam to tylko i wyłącznie sobie. Daję jej dobry przykład i pozwalam jej wybierać sobie to, co jej odpowiada. Za kilka lat, mogłoby już być za późno, ale z drugiej strony... na zmiany zawsze jest dobry czas. W końcu lepiej późno niż wcale, prawda?

 

Ostatnio w szufladzie wygrzebałam swój wydrukowany plan miesięczny - obejmował on trzy sfery: duchowość, żywienie i treningi. Opublikowałam go na blogu jakiś rok temu i do tej pory pamiętam, jak wysyłałyście mi zdjęcia druków tegoż planu.

Tym razem słowo duchowość postanowiłam zamienić na rozwój. Bardziej mi to pasuje do celów, które chciałam tutaj opisać. Cele, to może zbyt dużo powiedziane. Takie plany traktuję raczej jako wskazówkę, coś co powala mi trzymać rytm i za często z niego nie wypadać. Od długiego już czasu mam dobrą passę - trzymam się wszystkiego systematycznie, nie mam wiecznych spadków nastroju i energii. Właściwie mogę śmiało powiedzieć, że moja "dobra zmiana" i postanowienia zamieniły się w styl życia. Do niczego się już raczej nie zmusza, ale... się pilnuję. Bo z natury to ja jednak jestem leniem. Dlatego niezmiernie się cieszę, że jestem obecnie tak zdyscyplinowana, że nawet jak mi się cholernie nie chce, to sobie mówię: musisz wstać i to zrobić. I wstaję i to robię. I zawsze, ale to zawsze okazuje się, że trudne było jedynie ruszenie dupy. Reszta to już pikuś.

Dzisiaj chciałabym Wam pokazać mój plan w 3 sferach: rozwoju, żywienia i treningów. Chciałabym zmieniać te plany co miesiąc, by każdego miesiąca skupiać się na czymś trochę bardziej, na czymś innym trochę mniej. Ostatnie miesiące były planami ogólnymi, spisanymi na blogu i poszło mi dobrze - no prawie. Nadal nie zrobiłam badań na IO, bo ta wizja porannych dwóch godzin na czczo w klinice mnie przeraża, ale ogarnę to. Sama się sobie dziwię, że tak zwlekam z czymś co dotyczy mojego zdrowia. Nikt nie jest idealny O.o Ale żeby już nie przynudzać - zobaczcie jak wygląda mój plan...

 

PLAN ROZWOJOWY

 

  • codziennie min. 1 lekcja angielskiego - i nie ma opcji, że nie. MUSZĘ. I też to ciągle odkładam...
  • codziennie spisywanie rzeczy, za które jestem wdzięczna - podczas czytania książki "Magia" wypisywałam codziennie rano aż 10 rzeczy, a wieczorem dziękowałam za tę jedną, jedyną, najlepszą, która się zdarzyła w ciągu dnia. Nadal chcę rozpoczynać dzień wdzięcznością i tak samo go kończyć, ale niekoniecznie chce sobie narzucać ilości czy jakieś reguły. Po prostu i rano i wieczorem chcę się skupić na wdzięczności i za coś podziękować
  • przeczytać w całości książkę "Twórcza Wizualizacja" i dokończyć moje notatki 
  • codziennie poświęcić min. 15 minut na poczytanie o fotografii lub obróbce - skoro już kupiłam nowy obiektyw, to wypadałoby coś w tym kierunku zrobić
  • codziennie poświęcić czas na poczytanie o czymś, o czym zbyt wiele nie wiem - np. poczytać artykuł o... no nie wiem - ustroju politycznym w Chinach ;)
  • założyć i prowadzić dziennik myśli - prościej to ujmując: dziennik. Chciałabym przerzucać wszystkie swoje myśli danego dnia, wszystkie obawy, wątpliwości, marzenia. To taka forma terapii. Często pisząc, zadając pytania, sami znajdujemy na nie odpowiedzi i dochodzimy do ciekawych wniosków. To może być cenne doświadczenie. Poza tym zawsze uwielbiałam pisać pamiętniki :)

 

By udało mi się mieć na to siłę i energię, oczywiście będę starała się jak do tej pory - chodzić spać przed 22, wstawać przed 6, modlić się, afirmować i robić większość tych rzeczy, o których pisałam we wpisie: Wczesne poranki i czas dla siebie - moja recepta na udany dzień

 

 

 

PLAN ŻYWIENIOWY

 

  • pić min. 2,5 litra wody dziennie
  • jeść zdrowe i regularne posiłki, ostatni ok. 18 ( chodzę spać ok. 22)
  • pić codziennie czystek

W celu ułatwienia sobie zdrowego żywienia, postanowiłam wypisać sobie kilka propozycji na śniadania, przekąski, obiady i kolacje. Będę z nich wybierać to na co aktualnie mam ochotę, chyba, że wpadnę na coś totalnie innego, ale to takie moje hity jednak i faworyci :)

 

ŚNIADANIA:

  • jajecznica z 2 jaj + kromka chleba dyniowego + warzywa ( rukola, pomidor, ogórki kiszone)
  • omlet z owocami
  • omlet warzywny np. z rukolą, pomidorkami koktajlowymi, cukinią
  • 1 kanapki z awokado, kiełkami, pomidorem + 1 jajko na miękko
  • owsianka z owocami

 

PRZEKĄSKI ( DRUGIE ŚNIADANIE):

  • koktajl warzywno-owocowy ( jabłko, banan, jarmuż)
  • jogurt naturalny z jabłkiem, bananem i pestkami dyni
  • pudding chia z musem owocowym albo po prostu cząstkami owoców
  • shake białkowy od Natural Mojo ( w sumie moja ulubiona opcja) - najlepiej Fit Coco, albo Fit Vanilla. Na hasło MAMALA25 macie 25% zniżki na cały asortyment ! :) 

 

 

 

OBIADY: 

  • kasza bulgur z grillowaną cukinią i brokułem gotowanym na parze + camembert
  • pieczona ryba z ryżem jaśminowym i pieczonymi batatami
  • kochany przez Was, przeze mnie, ale zwłaszcza przez moją córkę... makaron z brokułem i jogurtem naturalnym  :)
  • makaron ze szpinakiem i łososiem i sosem na bazie jogurtu

 

KOLACJE:

  • kanapki z pastą z awokado lub pastą rybną
  • sałatka: roszponka, kiełki, ogórek, pieczony kalafior
  • naleśniki z mąki ryżowej ( wkład dowolny) może być wytrawny: szpinak, pieczarki albo banan  i jogurt naturalny :)
  • zupa krem z warzyw np. z zielonego groszku

 

PLAN TRENINGOWY

  • trening min. 3 x w tygodniu
  • codziennie min. 30 minut szybkiego marszu na świeżym powietrzu
  • zejść do wagi 62 kg i ją utrzymać
  • basen 1 x w tygodniu
  • zacząć sezon biegowy i chcę zacząć jak zwykle od zera, żeby się nie zniechęcić: 1 km, 2 km, 3 km, 5 km. Póki co w marcu chcę sobie spokojnym tempem dojść do piątki, którą ukoronowałam medalem. W tym roku będę walczyć o kondycję na dyszkę :)

 

No. Tradycyjnie ( wow, drugi raz w życiu :D ) drukuję sobie ten plan na kartce A4 i kładę sobie na biurku. Dzięki niemu będę miała jakiś punkt zaczepienia, którego będę starała się trzymać. Wiem po co to robię - dla samej siebie. I to powinna być największa motywacja. O samych siebie powinniśmy dbać najbardziej. Powinniśmy siebie kochać, dbać o siebie i traktować NAAAJLEPIEJ! Tylko wtedy możemy tak traktować innych i dać im prawdziwą, bezwarunkową miłość, która nie jest kosztem nas samych. Jeśli macie ochotę zobaczyć jaki był mój 1 plan, w którym był również aspekt duchowy, zapraszam Was na wpis: Mój plan na formę w 4 tygodnie . Obejmuje on plan duchowy, żywieniowy i treningowy. Może z niego też uda się Wam coś zaczerpnąć :)

Dobrego marca kochani!

Przedwczorajszy dzień, był ostatnim dniem mojego cateringu STOP HASHIMOTO. Przez dwa tygodnie korzystałam z usług cateringu Juicy Jar, którzy do swojej oferty wprowadzili dietę dopasowaną do potrzeb osób chorych na hashimoto.

Pamiętam, że kiedy wykryto u mnie chorobę, każdy endokrynolog kazał tylko brać leki - i tyle. Nikt nigdy nie powiedział mi, że to co jemy odgrywa w tej chorobie bardzo ważną rolę. Ba. Jedzenie odgrywa rolę w życiu każdego z nas - czy jesteśmy zdrowi czy nie. To dzięki dobremu żywieniu można wyjść z większości chorób, to dzięki dobremu jedzeniu, możemy przywrócić do naszego życia energię i równowagę.

Jesteś tym co jesz - dziś rozumiem to doskonale. Choć w moim przypadku oznaczałoby to chyba, że jestem pizzą :P Kolejną sprawą jest oczywiście fakt, że do zdrowia musimy mieć podejście holistyczne - leczyć cały organizm: ciało, ducha i umysł. Ale to już osobny temat. Pamiętajmy, że zdrowe jedzenie to jedno, ale jeśli nie zmienimy całego swojego stylu życia, nie uleczymy duszy i nie zajmiemy się poukładaniem wszystkiego w swojej głowie - to to jedzenie nie wiele zmieni.

Wiele osób zastanawia się, jak prawidłowo odżywiać się przy chorobie jaką jest hashimoto. No i jak prawie we wszystkim, odpowiedź brzmi: to zależy. Dieta powinna być przede wszystkim przeciwzapalna. Większość osób przy hashi, ma alergię na białko jaja kurzego, ale nie wszyscy. Tak samo z glutenem, mlekiem czy orzeszkami ziemnymi. Jak sprawdzić, co nam służy, a co nie? Przede wszystkim obserwować swój organizm. Na mnie źle działa pszenica, sosy na bazie śmietany. Jeśli nas stać, najlepszą opcją jest zrobienie sobie testów pokarmowych i to tego full pakietu, który pokaże nam wszystkie składniki jak nas uczulają i w jakim stopniu.

Dieta #stophashimoto od Juicy Jar , była przy mnie przez dwa tygodnie. Chciałam sprawdzić jak na mnie zadziała, jak będę się czuć, ale przede wszystkim chciałam zaczerpnąć inspiracji, by wiedzieć jakie potrawy mogę sobie przyrządzać przy mojej chorobie. Stop Hashimoto jest dietą terapeutyczną. Wykluczono w niej gluten, mleko i jego przetwory, cukier, drożdże, sezam, soję, orzeszki ziemne, gorczycę oraz alergogenne białko jaja. Ograniczone zostały warzywa krzyżowe, z wyjątkiem naturalnego prebiotyku jakim są kiszonki. Produkt używane w diecie Stop Hashimoto mają niskie IG i mają zwiększony udział tłuszczów zawierających kwasy tłuszczone nienasycone. W diecie jest odpowiednia podaż białka oraz żelaza, magnezu, selenu i cynku ( prawie wszystko to, co muszę suplementować). Dieta zaspokaja dzienne zapotrzebowanie w witaminę D, witaminy z grupy B, witaminę A,C,E.

 

 

I teraz bardzo ważna rzecz, jakiej dowiedziałam się od ekipy Juicy Jar, a o jakiej nie miałam pojęcia. Co prawda mnie to obecnie nie dotyczy, bo leków nie biorę, ale... jeśli przyjmujecie leki, to od wzięcia tabletki do pierwszego posiłku musi upłynąć jedna godzina! Jeśli robiliście inaczej, to może to być wyjaśnienie tego, dlaczego nie chudliście.

Posiłki jakie jadłam, starałam się Wam pokazywać na bieżąco. Podstawą przy niedoczynności tarczycy jest zwiększenie dziennej podaży białka do 80-100 gramów. Właściwie codziennie w 3 posiłkach występowało mięso - już wcześniej moja dietetyczka, kiedy usłyszała o pomyśle wykluczenia mięsa w mojej diecie, zapytała mnie, czy chcę zrobić sobie krzywdę ;) Dieta była bogata w kasze, ryże, kiszonki, pieczone ryby, pieczone warzywa, mięso, owoce. Nigdy, przenigdy, przy chorobie hashimoto, nie przechodźcie na dietę z ograniczonymi węglami. Kiedyś zrobiłam sobie czymś takim straszną krzywdę i przez miesiąc nie mogłam dojść do siebie. No i sprawa kaloryczności - często dziewczyny przy hashi ( i nie tylko ) wychodzą z założenia, że żeby chudnąć trzeba jeść jak najmniej. Decydują się na diety 1000 kcal, sądząc, że wtedy szybciej schudną. Tymczasem takie drastyczne ucinanie kalorii, działa wręcz odwrotnie - osłabia to nasz metabolizm i sprzyja to tyciu !!!

 

 

Ciekawą rzeczą przy hashimoto jest aktywność - jak się okazało musi owa aktywność występować, ale krótkie i intensywne wysiłki typu TBC czy ćwiczenia oporowe nie są już wskazane. Po takim wysiłku mięśnie bardzo długo się regenerują co doprowadza do stanów zapalnych. Hashimotki, które chcą zrzucić kilogramy, powinny połączyć odpowiednie żywienie z porannym wysiłkiem aerobowym np. marsz, bieganie czy pływanie - taki wysiłek jest skutecznym napędem dla metabolizmu i powoduje, że kilka godzin po nim nadal funkcjonujemy na podwyższonym zakresie spalania energii.

Wszystkie wskazówki jakie dostałam wraz z dietą Stop Hashimoto, wzięłam sobie do serca. Dużo piłam ( ok. 2,5 L dziennie), rano dużo maszerowałam, jadłam regularnie wszystkie posiłki oraz suplementowałam wapno. Czułam się naprawdę dobrze. Miałam energię, nie chodziłam spać przejedzona, ale... byłam zawsze najedzona. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do 1500 kcal, ale jak się okazało, posiłki zapewniały mi uczucie uczucie najedzenie w idealnym stopniu. Czułam się przede wszystkim lekko. Nie puchły mi nogi, nie miałam obrzęku na twarzy, budziłam się rześka i gotowa do działania :)

Czy dieta ma wpływ na nasze samopoczucie? Tak, ma ogromne. Pamiętajmy jednak, że żeby wszystko dobrze zadziałało musimy połączyć kilka czynników : odżywianie + styl życia + umysł + porządek w głowie + odpowiedni rytm dobowy. Wszystko może zdawać się na nic, jeśli będziemy kłaść się z telefonem i patrzeć się w niego przez 2 godziny i prawie przy nim zasypiać. Musimy starać się umieć pogodzić swoją pracę i obowiązki z naszym własnym, wewnętrznym rytmem. Eliminujmy to co nam szkodzi i wprowadzajmy do życia jak najwięcej czynników sprzyjających. U mnie to przede wszystkim zdrowe jedzenie, rozwój osobisty, brak elektroniki na 2 godziny przed snem, medytacja, afirmacje i wszystko to o czym ciągle Wam trąbię :P

Tak na koniec jeszcze... Pamiętajcie, że to w jaki sposób myślimy o chorobie sprawia, że albo boleśnie odczuwamy jej skutki, albo minimalizujemy jej objawy. Myśl o zdrowiu, nie o chorobie. Nie myśl o objawach, tylko o przywracaniu zdrowia. Odpowiednie podejście to podstawa. Wiem coś o tym!

 

Ściskam! :*

 

 

dieta hashimoto

 

 

 

Dzień dobry, dzień dobry! Słynne powitanie z InstaStory, trzeba chyba wprowadzić i tutaj - zapewne Ci, którzy z relacjami są na bieżąco, odczytali to powitanie słysząc w głowie mój głos :D

Od jakiegoś czasu, a konkretnie od kilku miesięcy, mocno ograniczyłam mięso. Nie z powodu żadnych idei, wielkiej miłości do zwierząt. To się stało tak po prostu. Moje ekspresowe obiady to zazwyczaj kasze, ryże + warzywa + mięso. Z czasem zaczęłam odkrywać, że wcale w tych kompozycjach nie brakuje mi mięsa. Wręcz przeciwnie - to wszystko smakuje mi dużo lepiej bez nich. Z mięsa nie zrezygnuję nigdy, bo po 1 - za bardzo kocham sushi, burgery, owoce morza i ... tatar. Po drugie - przy hashimoto dieta roślinna nie jest wskazana. Jem sobie więc sporadycznie mięso, ale otwieram się też na nowe. Postanowiłam jednego dnia, zrobić sobie dzień z totalnie roślinnym jadłospisem - żadnego mięsa, ale też żadnych jajek, mleka i innych produktów odzwierzęcych.

Jak poszło? Średnio. Mięsa mi nie brakowało wcale, ale jednak jajeczka od kury nie zastąpi mi żadne tofu. No i ogólnie, w mojej kuchni rządzi jednak trochę nabiał - jogurty jako podstawa do sosów, jajka jako podstawa do robienia placuszków/omletów. Jestem jednak zdania, że warto otwierać się na nowe, szukać inspiracji i zawsze filtrować to przez pryzmat swoich potrzeb. Doszłam też do wniosku, że najlepiej wychodzą i smakują mi moje własne połączenia - również zdrowe, smaczne, a w dodatku szybkie i takie "moje".

Roślinny jadłospis na cały dzień to cztery posiłki, z czego dwa pochodzą z książki "Jadłonomia", jeden to tradycyjnie shake, które zastępuje mi posiłek, a jeden to typowy, mamalowy obiadek czyli makaron + warzywka. Ciekawe czy cokolwiek z tego przypadnie Wam do gustu.

 

ŚNIADANIE

TOFUCZNICA

 

 

Przepis pochodzi z książki Jadłonomia 

Składniki:

  • tofu ( 180 g ) - choć ja zjadłam z połowę
  • 1/2 łyżeczki płatków drożdżowych
  • 1/2 łyżeczki czarnej soli ( powinna być kala namak, ja użyłam czarnej himalajskiej)
  • 1/8 łyżeczki kurkumy
  • 1/4 szklanki wody
  • kilka łyżek oleju
  • świeżo zmielony pieprz

Dodatki ( opcjonalnie, wg smaku) - u mnie były to:

  • posiekany szczypiorek
  • kilka plastrów pomidora
  • 2 kawałki chleba z pestkami dyni

 

Na rozgrzaną patelnię z olejem wrzucamy rozkruszone tofu. Dusimy aż zacznie się rumienić. Dodajemy płatki drożdżowe, sól, kurkumę, pieprz. Wszystko mieszamy, wlewamy wodę i dusimy aż do jej odparowania, następnie jeszcze chwilę smażymy. Całość posypujemy szczypiorek i podajemy z ulubionym pieczywem, pomidorem itp.

 

PRZEKĄSKA

SHAKE FIT COCO

 

 

Składniki ( najlepsza dla mnie proporcja to właśnie ta poniższa ) :

  • 350 ml mleka roślinnego
  • 4 miarki shake Fit Coco

Wszystko wrzucamy do shakera i mieszamy ze sobą. Ja mam spokój z głodem na jakieś dwie godzinki po nim. Uwielbiam niezmiennie smak już od kilku lat. To ten czas w ciągu dni, w którym się czuję jakbym zasłużyła sobie na nagrodę. Baaardzo lubię, Taki shake zastępuje pełnowartościowy posiłek. Dla mnie to jest super, że nie muszę nic robić i mogę w minutę przygotować sobie coś co lubię, co mi służy i co mnie nasyci.

W dalszym ciągu na hasło MAMALA25 macie 25% zniżki na wszystko w Natural Mojo.

 

 

OBIAD

SPAGHETTI Z BROKUŁEM W SOSIE CYTRYNOWO-CUKINIOWYM

 

 

Składniki ( na 2 porcje ) :

  • ok. 150 gramów makaronu spaghetti z ciecierzycy ( kupuję w biedronce za 5 zł)
  • mały brokuł
  • 1/2 cukinii
  • kilka pomidorków koktajlowych
  • opcjonalnie: płatki drożdżowe
  • odrobina soku z cytryny
  • przyprawy wg smaku - u mnie była: sól himalajska, pieprz świeżo zmielony, majeranek

 

Makaron gotujemy, raz na jakiś czas mieszając. Cukinię delikatnie podsmażamy, przyprawiamy wedle smaku ( u mnie sól i majeranek) , a po zdjęciu z patelni blendujemy z odrobiną soku z cytryny. Brokuł podgotowujemy, a następnie ugotowany brokuł mieszamy z sosem z cukinii i wrzucamy na patelnię z ugotowanym brokułem. Dorzucamy pomidorki koktajlowe pocięte na połówki, a całość delikatnie podsypujemy płatkami drożdżowymi. Jeszcze chwilę trzymamy na patelni i... gotowe :)

 

 

KOLACJA

PLACUSZKI POROWE

 

 

Przepis pochodzi z książki Jadłonomia 

Składniki:

  • 3 pory ( biała część)
  • 1/2 papryczki chilli
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego
  • 1 łyżeczka mielonego kuminu
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/8 łyżeczki mielonego kardamonu
  • kilka łyżek oleju

 

  • 1 łyżka siemienia lnianego
  • 3 łyżki ciepłej wody
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 łyżka octu

 

  • 1 1/2 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka soli

Pory kroimy na połówki a następnie na półtalarki. Papryczkę drobno siekamy. Na patelnię z rozgrzanym olejem wrzucamy pory z papryczką, cukier i przyprawy. Dusimy na małym ogniu przez 15 minut. Siemię zalewamy wodą i odstawiamy na kilka minut. W misce mieszamy mleko z octem. W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sól i sodę. Kiedy siemię nam spęcznieje, dodajemy je do mleka z octem i całość mieszamy trzepaczką. Następnie dodajemy suche składniki i mieszamy aż do momentu uzyskania gęstego ciasta. na koniec wrzucamy pory i wszystko delikatnie ze sobą mieszamy.

Na suchą patelnię wykładamy po łyżce ciasta. Placki smażymy po 2 minuty z każdej strony. Najlepiej jeść je z jakimś "mokrym" dodatkiem, sosem albo pesto.

 

Po roślinnym dniu wiem jedno: dieta całkowicie roślinna nie jest dla mnie. Bezmięsne potrawy przeważają w moim życiu, ale na niektóre z nich jest też specjalne miejsce w moim sercu i żołądku. Są rzeczy, których nie da się dla mnie odtworzyć i czymś zastąpić. Wiem natomiast, że kuchnia roślinna ma znacznie więcej smaków i ciekawych połączeń i zamierzam eksperymentować z nią dalej. Bo czemu nie? ;)

Jestem ciekawa jak jest u Was z tym tematem. Może macie jakieś roślinne przepisy, które są Waszymi ulubionymi? Koniecznie dzielcie się nimi w komentarzach. Czekam na Was i ściskam baaardzo mocno! :*

Jakiś czas temu, L’Oréal Paris wypuścił na rynek serię kosmetyków ANTI-POLLUTION. To kosmetyki antysmogowe, a na ich czele stoi  Vichy Slow Age Nuit. Krem Slow Age Nuit chroni skórę przed smogiem, dotlenia oraz regeneruje. W dobie problemów smogowych, z którymi musimy się coraz częściej mierzyć, krem jest dobrą formą ochrony naszej twarzy.

Czym są kosmetyki ANTI-POLLUTION ?

 

Kosmetyki ANTI-POLLUTION to kosmetyki antysmogowe, które działają przeciw zanieczyszczeniom. Wiadomo jak jest w mieście, zwłaszcza w okresie zimowym, kiedy ludzie na potęgę zaczynają ogrzewać swoje domy Bóg wie czym. Nie wiem jak u Was, ale u mnie na osiedlu są dni ( te bez wiatru) kiedy dosłownie nie da się żyć. Nie można nawet uchylić okna, bo w domu czuć po prostu smród. A co dopiero wyjść na dwór - połykać to wszystko i wystawiać buzie na tak szkodliwe działanie.

Laboratoria Vichy, opracowały taką pielęgnację, dzięki której możemy zminimalizować działanie negatywnych czynników na naszą cerę.

 

Kosmetyki antysmogowe

 

KREM VICHY SLOW AGE NUIT

To taki krem-maska, który stosujemy na noc. Krem poprawia dotlenienie naszej skóry i wspomaga jej regenerację w ciągu nocy. Rano skóra jest znacznie bardziej nawilżona i gładsza w dotyku. Krem ma też właściwości, które opóźniają oznaki starzenia. Wpływa pozytywnie na takie drobne zmiany skórne, jak delikatne zmarszczki, zmęczenie na twarzy, poszarzała cera. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że również nieco ujędrnia, jeśli mamy do czynienia z utratą jędrności np. w okolicy policzków czy brody.

 

STOSOWANIE

Krem możemy zastosować na dwa sposoby.

  • jako krem - nakładając go wieczorami na oczyszczoną skórę twarzy
  • albo jako maskę - jak już Wam kiedyś mówiłam, maski powinniśmy stosować tak mniej więcej raz w tygodniu. Nałóżcie sobie wtedy krem na twarz na ok 10 minut i po tym czasie usuńcie nadmiar kremu wacikiem.

Pokazywałam Wam kiedyś swoją wodę termalną od Vichy - możecie też spryskać nią twarz po zastosowaniu maski, ale pamiętajcie, że po takim zabiegu, po ok. minucie również trzeba zebrać nadmiar wacikiem, a właściwie tak lekko dotykać wacikiem twarzy, żeby nie była mokra.

 

Krem nie należy do tanich, ale ja jestem akurat kosmetyczną minimalistką - lepiej drożej, ale mniej. Mam kilka sprawdzonych kosmetyków i coraz większą wagę przywiązuję do dbania o swoją cerę. Pamiętacie tekst z 10 rzeczami, za które podziękuje Wam Wasza skóra? Od tamtej pory wciąż mam na półce ciągle te same kosmetyki.

W kosmetykach mocno doceniam składniki naturalne, nawet jeśli kosmetyk w 100% nie jest naturalny. Krem Slow Age Night ma w swoim składzie cenny składnik jakim jest... resweratrol. To właśnie on odpowiada w kosmetyki za właściwości przeciwstarzeniowe. Ma działanie antyoksydacyjne, wygładza skórę i chroni ją przed negatywnym wpływem środowiska.

 

Vichy Slow Age Nuit

 

DZIAŁAJ KOMPLEKSOWO

Oczywiście, że sam krem to nie jest recepta na całe zło. Jeśli problem zanieczyszczeń w Waszym mieście jest naprawdę duży, warto pomyśleć o dodatkowych rozwiązaniach takich jak kupienie maseczki antysmogowej. To dobra rzecz, zwłaszcza dla dzieci, dla których smog jest najbardziej niebezpieczny. Pamiętajcie o piciu dużej ilości wody ale przede wszystkim pamiętajcie o tym, by samemu nie przyczyniać się do pogarszania jakości naszego powietrza.

Dbajcie o siebie ludziska i dajcie koniecznie znać, czy też stosujecie kosmetyki antysmogowe czy może usłyszeliście o nich pierwszy raz :) Do zobaczenia!

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram