0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

W kuchni jestem leniem. W moim domu, gotuje głównie mężczyzna, ale kiedy jestem skazana sama na siebie - nie lubię się zbytnio przemęczać. Z tego mojego kulinarnego lenistwa, wyszło już całkiem sporo pysznych i niewymagających zbytniego wysiłku posiłków.

FIT placuszki z cukinii, to moje ostatnie odkrycie, które jak zwykle stworzyłam, mając w lodówce jedynie ukochaną cukinię i jajka, a w szafce płatki owsiane - podstawę moich śniadaniowych omletów. Cukinię uwielbiam, wręcz kocham - w każdej postaci. Jem ją grillowaną, dodaję do past, robię z niej makaron. Jej smak jest dla mnie powalający i naprawdę dziwię się sobie, że tak późno zabrałam się za placuszki, o których w sieci już dawno było głośno.

Ale w końcu nadszedł ten dzień, kiedy w domu mięsa nie było, a ja obiady jadam tylko mięsne... no ale była ta cukinia. I poczytałam kilka przepisów, lekko pokombinowałam, bo ... mąki to nie chcę dodawać, masła też nie. No i jak zwykle poszłam totalnie na łatwiznę, czyli trzy składniki połączyłam, wymieszałam, usmażyłam, sosem polałam - i gotowe. Cała ja. A teraz powiem Wam jak Wy sobie możecie równie lekki los w kuchni zapewnić :P

 

FIT PLACUSZKI Z CUKINII

składniki na ok. 5 placuszków - w sam raz na obiad dla aktywnej mamy :) 

 

placuszki z cukinii

 

- 1 jajko

- pół cukinii

- pół szklanki płatków owsianych

- 1 malutka cebulka

 

Nasze placuszki z cukinii to naprawdę ekspresowy obiad, przekąską, a nawet i kolacja. Cukinię ścieramy na tarce, na dużych oczkach i solimy. W międzyczasie kroimy drobno cebulkę i rozgrzewamy na patelni olej kokosowy. Do miski z cukinią wrzucamy cebulę, wsypujemy płatki i wbijamy jajko. Wszystko ze sobą mieszamy. Na koniec doprawiamy do smaku solą, pieprzem i majerankiem. Wszystko jeszcze raz ze sobą mieszamy. Na rozgrzaną patelnię wylewamy porcje naszej "masy" formując placuszki i smażąc je z obu stron na lekko złocisty kolor. Placuszki są bez mąki, więc musimy uważać, by nie przewracać ich zbyt wcześnie na drugą stronę, bo mogą nam się łatwo rozwalić.

Na koniec możemy wszystkie placuszki oblać np. koperkowym sosem - zrobionego najprościej na świecie: z jogurtu naturalnego i koperku ;) Sosy oczywiście dobieramy do swojego podniebienia, możemy zrobić sos czosnkowy, sos curry, ale ja kombinowałam już kilkakrotnie i koperkowy łączy się z placuszkami naaaajlepiej!

 

placuszki z cukinii

 

To jak? Podchwytujecie kolejny banalny przepis, który pozwoli Wam:

a) zdrowo jeść

b) zaoszczędzić czas

c) pięknie wyglądać ?

No jasne, że tak! Jest pysznie, jest zdrowo, jest tanio - czego chcieć więcej? Smacznego! Mam nadzieję, że placuszki z cukinii będą strzałem w dziesiątkę i posmakują Wam tak bardzo jak mi :)

PS: Uprzedzam pytanie o deseczkę z wpisu - to perełka, którą wyszukałam na Westwing. Rejestrując się poprzez kliknięcie w ten link, otrzymujecie od Westwing 30 zł na pierwsze zakupy. Poooolecam!

 

placuszki z cukinii

 

 placuszki z cukinii

 

placuszki z cukinii

Od jakiegoś czasu, dość mocno eksperymentuję w kuchni - szukam kolejnych ciekawych połączeń, modyfikuję przepisy z książek. O ile kiedyś, było dla mnie ważne głównie to, by coś wrzucić do miski i zjeść - tak teraz pozwalam sobie posiedzieć nad czymś "ciut" dłużej. Coś zmielić, coś pokroić, coś upiec. Z takich eksperymentów potrafię sobie stworzyć naprawdę wartościowy jadłospis.

Fit jadłospis, który Wam dzisiaj przedstawię jest również wynikiem moich eksperymentów z poprzednich miesięcy. Zapewne nic odkrywczego i jest już na to masa przepisów w internecie, ale sami prosiliście bym pokazywała Wam krok po kroku jak ja robię dane potrawy - więc oto są i one. A właściwie za moment będą.

To co zawsze podkreślam - nie liczę makro, ale staram się by każdy posiłek był pełnowartościowy. Najważniejsze jest dla mnie to, by składniki były zdrowe i pożywne. Wychodzę z założenia, że nawet lepiej jest zjeść więcej zdrowego, niż ciut mniej, ale ... niekoniecznie "fit". Oczywiście wciąż mam zbyt słabą wolę, zwłaszcza w weekendy, ale wiem, że ma na to wpływ nasz obecny tryb życia. Jestem wręcz przekonana, że po przeprowadzce na swoje, będę miała znacznie więcej czasu i motywacji do tego, by w kuchni poszaleć jeszcze bardziej - i oczywiście się tym z wami dzielić.

Tymczasem przedstawiam Wam swój jadłospis czyli swoje propozycje zdrowych posiłków, które są moimi faworytami w ostatnim czasie. Możecie sobie je oczywiście dowolnie modyfikować, a może być i tak, że coś Was zainspiruje, a Wy stworzycie z tej inspiracji coś zupełnie innego i lepszego. Pamiętajcie, że w świecie zdrowego żywienia jest całe mnóstwo kombinacji i możliwości - i metodą prób i błędów, każdy znajdzie coś, co trafi w jego gust.

Spożywając jadłospis taki jak ten poniżej, nie ma innej opcji, bym nie była przez cały dzień pełna energii, z głową pełną pomysłów. Już jakiś czas temu zrozumiałam jak wielka jest zależność naszego samopoczucia od tego co jemy. Kiedy tylko zaczynam sobie pozwalać na jakieś słodycze itp. - na drugi dzień czuję się jakbym miała kaca. Dlatego... bierzcie i jedzcie z tego wszyscy - i oby Wam smakowało, tak samo jak mi!

FIT JADŁOSPIS

FIT OMLET Z OWOCAMI

Ciągle o nim trąbie, ale okazuje się, że zawsze znajdzie się ktoś, kto jeszcze nie wie jak się go robi... dlatego do znudzenia, będę Wam o nim mówić - zwłaszcza, że wciąż nie znalazłam lepszej opcji na śniadanie!

 

 

Potrzebujemy ( przepis na 1 porcję):

  • pół banana
  • 1 jajko
  • 1 łyżka płatków owsianych
  • pół łyżeczki kakao

Wszystko miksujemy ze sobą, na gładką masę, którą następnie wrzucamy na rozgrzaną patelnię – ja zazwyczaj lekko ją smaruje, śladową ilością oleju kokosowego lub oliwą z oliwek. Smażymy z obu stron – nigdy nie wiem ile, musicie obserwować, poruszać patelnią, żeby zobaczyć, czy omlet można już przewrócić na drugą stronę.

Co dalej? Na omlet kładziemy to na co mamy ochotę. Ja najbardziej lubię go z bananem, choć obłędnie smakuje też z borówkami! Mogą to być truskawki, maliny... całość zazwyczaj posypuję wiórkami kokosowymi, ale fajnie smakuje też pokruszony migdał. Naprawdę można kombinować na wiele sposobów!

 

MUS CZEKOLADOWY

Przepis na to cudo, widziałam kiedyś w telewizji śniadaniowej. Nie za bardzo pamiętałam użyte tam składniki, ale spróbowałam zrobić coś z tego co miałam pod ręką i... wyszło niesamowicie! A byłam pewna, że to będzie totalna klapa. Składniki miksowałam z takim uczuciem, że to nie może wyjść dobrze. Jak się okazało - podobne przepisy już dawno podbijają sieć i nie tylko dla mnie są rajem dla podniebienia. Ale jak to Ala - sto lat za murzynami.

 

 

Składniki na dwie, solidne porcje:

  • szklanka ciecierzycy ( ja miałam taką w zalewie - odlałam zalewę i wysuszyłam w papierowym ręczniku)
  • 3/4 suszone daktyle
  • garść migdałów
  • 1,5 łyżki kakao

Wszystko ze sobą miksujemy i... gotowe. Banalnie proste. Mus jest dość rzadki, bo nie lubię za bardzo ciągnącego się kremu - niektórzy zaciągają to mleczkiem kokosowym, które jest bardzo gęste, ale ja chciałam w tym deserze uniknąć jakiegokolwiek mleka no i... nie chciałam, by mój mus stał się kremem.

Na górę dodałam truskawki i posypałam wiórkami kokosowymi - niebo w gębie !!!

 

PIERŚ Z KURCZAKA W MLEKU KOKOSOWYM

Pierś z kurczaka, zwłaszcza odkąd odkryłam kurczaka zagrodowego, gości u mnie bardzo często. Lubię mięso i raczej nigdy z niego nie zrezygnuję. Uwielbiam kurczaka na wiele sposób - pieczony, duszony, grillowany. Tym razem postanowiłam poeksperymentować i przyrządzić go... w mleczku kokosowym i curry!Pomysł ten zaczerpnęłam z książki Ani Lewandowskiej, która w swoim przepisie użyła indyka i z tego co pamiętam paprykę.

 

 

Składniki na trzy duże porcje:

  • 500 g piersi z kurczaka
  • 500 g szpinaku
  • 400 g pieczarek
  • 150 ml mleczka kokosowego
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 mała cebulka
  • sól, pieprz, curry
  • ryż brązowy
  • kiełki  - takie jakie lubicie, ja wybrałam kiełki brokułu

Wysmarowałam patelnię olejem kokosowym i wrzuciłam na nią przeciśnięty przez praskę czosnek i pokrojoną drobno cebulę. Dodałam pokrojone pieczarki, a po chwili dorzuciłam pokrojonego w kostkę kurczaka ( wcześniej przyprawiłam go solą, pieprzem i curry. Wszystko zalałam mlekiem kokosowym i chwilę dusiłam. Dodałam pokrojone liście szpinaku i skropiłam całość cytryną. Dusiłam jeszcze przez kilka minut. Gotowe danie posypałam kiełkami

 

 

KOKTAJL WARZYWNO - OWOCOWY

 

 

  • garść jarmużu
  • pół banana
  • 1 jabłko
  • łyżeczka nasion chia
  • łyżeczka siemienia lnianego

 

CHRUPKI Z CIECIERZYCY

Od dawna widuję już u wielu fit-freaków takie rzeczy jak chipsy z jarmużu, lub chrupki z ciecierzycy. Takie posiłki wydają się być doskonałą alternatywą, dla przekąsek, które chrupiemy podczas oglądania telewizji. Robi się je w moment - tak naprawdę wystarczy składniki odpowiednio przyprawić, a resztę zrobi za nas piekarnik.

 

 

Potrzebujemy:

  • szklanka ciecierzycy
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • sok z cytryny
  • curry
  • pieprz i sól

Ja znów użyłam ciecierzycy w zalewie, więc odeszło mi trochę pracy. Używając normalnej ciecierzycy, powinniście moczyć ją przez całą noc, a następnego dnia gotować 80 minut, a później jeszcze suszyć. Ja odlałam wodę z puszki i po prostu wymieszałam ciecierzycę z łyżką oleju kokosowego oraz mieszanką przypraw: sól himalajska, pieprz biały, curry i z tego co pamiętam majeranek - robiłam to już kilka razy, zawsze staram się przyprawiać inaczej. Piekłam w 180 stopniach przez ok. 35 minut.

 

Taki jadłospis jest myślę fajną inspiracją, z której każy wybierze coś dla siebie. Pamiętajcie, żeby nie odrzucać jakiegoś dania tylko dlatego, że jeden składnik Wam w nim nie pasuje. Modyfikujcie przepisy pod siebie i pamiętajcie, że posiłki mają Wam smakować, a nie być mdłe i wyglądem przypominać coś, co musicie zjeść za karę. Zdrowe odżywianie naprawdę jest super, tylko trzeba się w to troszeczkę wkręcić i dać ponieść fantazji. Dajcie znać, czy takie jadłospisy są dla Was fajnym tematem!

Pamiętajcie, że o ile blog jest dla mnie najważniejszym medium, to jednak na InstaStory na instagramie, możecie poznać mnie i moje życie dużo lepiej niż poprzez zdjęcia i słowo pisane. To tam, gadam do Was czasem godzinami ( i to nie byle o czym ;) ) i to tam pokazuję Wam swoją codzienność, posiłki itp. - dołączcie do mnie na instagramie - filmiki możecie oglądać poprzez kliknięcie na moje zdjęcie profilowe w kółeczku - są one dostępne przez 24 godziny,a potem znikają.

A teraz ... smacznego! :)

 

Jak wiadomo od dawna, w kuchni w naszym domu rządzi... mój narzeczony. Ale w ten weekend wyjątkowo to ja przejęłam stery. I powiem Wam... że nigdy więcej.

 

Gotować mogę nawet codziennie. Ale tylko wtedy jeśli dotyczy to wrzucenia wszystkiego na patelnię grillową, odczekania kilku minut i zdjęcia. Nie biorę się za potrawy, które wymagają brudzenia się i stania nad garnkami, patelnią itp. Właściwie od zawsze F. bawił się w gotowanie takich rzeczy i chyba sama nie wiedziałam ile to wymaga sił. Po dzisiaj - mam dość. Ale dobra wiadomość jest taka, że... wszystko wyszło NIESAMOWICIE! I warto było sobie samej udowodnić, że jednak nie jestem taką kulinarną kaleką jak mi się wydawało. Albo po prostu tych dań nie dało się popsuć. A co mnie do gotowania skłoniło? Już Wam mówię...

Ostatnio do moich drzwi zapukał... kurier. Biała koperta, a w niej książka... Rodzinna Kuchnia Lidla. Masa przepisów na jedzonko dla całej rodziny, wszystko opatrzone kolorowymi fotografiami, którymi zainteresował się nawet Poldun. Pomyślałam... a co tam. Raz nie zawsze. Pogotuję! Wybrałam sobie na gotowanie niedzielę i postanowiłam, że od A do Z zrobię wszystko sama. Nie wiem skąd to postanowienie, ale tak mnie łupał po gotowaniu i zmywaniu kręgosłup, że stwierdziłam, że ja temu F. do kuchni jednak wtrącać się nie będę... ale do rzeczy. Jedzenie wyszło po prostu genialne i chciałabym podzielić się dzisiaj z Wami trzema najfajniejszymi wg mnie przepisami, których przyrządzenia się podjęłam. Jesteście gotowi? Na pewno!

 

CUKINIOWE SPAGHETTI Z INDYKIEM

 

 

Spaghetti z cukinii:

  • 2 cukinie
  • woda

Sos:

  • 1 marchew
  • 1 mała cebulka
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 1 puszka pomidorów krojonych
  • szczypta soli, pieprzy, słodkiej papryki mielonej i oregano

Klopsiki:

    • 300 g mięsa mielonego z indyka
    • 1 jajko
    • pół cebuli
    • szczypta soli i pieprzu
    • bulion warzywny

 

 

Wg książki do zrobienia spaghetti z cukinii, powinniśmy użyć obieraczki do julienne. Ja takiego czegoś nie mam, więc użyłam tradycyjnej obieraczki. Gotowy makaron przełożyłam do miski/garnka z zimną wodą. Zabrałam się za robienie sosu. Marchew starłam na grubych oczkach, a na patelni z rozgrzaną oliwą zeszkliłam drobno posiekaną cebulkę i czosnek. Dorzuciłam marchew i gotowałam na średnim ogniu przez 10 minut. Następnie dodałam pomidory z puszki i dusiłam wszystko 5 minut pod przykryciem. Doprawiłam solą, pieprzem, oregano i papryką.

Odstawiony sos czekał na... klopsiki. Dużo, dużo wcześniej wstawiłam sobie bulion warzywny. Mięso mielone wymieszałam z jajkiem i cebulką startą na małych oczkach. Doprawiłam solą i pieprzem, uformowałam klopsiki i wrzuciłam je do zagotowanego bulionu na 25 minut. Na końcu odcedziłam i dodałam do sosu. Na duża miską nałożyłam spaghetti z cukinii, a na nie sos z klopsikami. REWELACJA, naprawdę! Wyszła z tego naprawdę konkretna porcja, przy trzyosobowej rodzinie, to obiad na dwa dni!

 

 

RACUSZKI Z JABŁKAMI I TWAROŻKIEM

 

 

Racuszki: 

  •  2 jabłka
  • 1 limonka
  • 2 jajka
  • 2 łyżeczki cukru
  • 50 g masła
  • 150 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki jogurtu greckiego
  • 100 ml mleka
  • olej rzepakowy ( do smażenia)

Twarożek: 

    • 100 g twarogu półtłustego
    • 2 łyżki jogurtu greckiego

 

 

Jabłka pokroiłam w plastry i skropiłam je limonką. Do miski wbiłam jajka, wsypałam cukier i wszystko roztrzepałam. W rondelku rozpuściłam masło, które następnie lekko przestudzone dodałam do miski z jajkami, i znów całość wymieszałam oraz przelałam do czystego naczynia. Przesiałam mąkę i proszek do pieczenia do masy z jajek i mieszałam wszystko aż do uzyskania jednolitej masy. Dodałam jogurt i mleko, wymieszałam, a następnie dodałam jabłka. Taką masę wylewałam chochelką na rozgrzaną patelnię z olejem. Każdy placuszek smażyłam z obu stron.

W międzyczasie roztarłam w miseczce twarożek z jogurtem i tak powstałą masę nałożyłam na wszystkie placuszki. Muszę przyznać, że tak zrobione placuszki były smaczne już same w sobie bez twarożku. A z nim - niebo w gębie!

 

 

Na koniec mam dla Was przepis ... idealny na Wielkanoc! Mam nadzieję, że pojawi się na Waszych świątecznych stołach i przypadnie do gustu wszystkim gościom.

 

WIOSENNE JAJA PRZEPIÓRCZE

 

 

Jajka:

  • ok 16-20 jajek przepiórczych
  • woda
  • 7 rzodkiewek
  • 1 łyżeczka majonezu
  • sól, pieprz
  • 1/2 zielonego ogórka

Majonez szczypiorkowy z curry: 

  • 4 łyżki majonezu
  • 1 łyżeczka curry
  • szczypiorek
  • limonka
  • sól,pieprz

Dodatkowo: książka sugeruje rzeżuchę ( 50 g). Ja zakupiłam kiełki pora :)

 

 

Jajka ugotowałam we wrzątku ( ok. 3 minut). Ostudziłam i obrałam oraz pokroiłam na dwie równe połówki. Na talerzu ułożyłam kiełki, trzy pokrojone rzodkiewki i plastry ogórka. Na takiej "podstawie" ułożyłam połówki jajek. W miseczce wymieszałam majonez z curry i startą na drobnych oczkach rzodkiewką ( 4 sztuki). Wymieszałam z posiekanym szczypiorkiem i skropiłam sokiem z limonki. Muszę Wam powiedzieć, że... miazga! W książce proponowany jest jeszcze przepis na majonez cytrynowy-pietruszkowy, ale to już nie moje smaki, więc sobie darowałam. Majonezem z curry, smarujemy połówki jajek, niekoniecznie wszystkie. I co? Pięknie wygląda, prawda? A jak smakuje...!

 

I jak? Podoba się? Mam taką nadzieję. Czasem warto popracować trochę w kuchni, żeby wypróbować nowe smaki i połączenia. W książce Rodzinna Kuchnia Lidla jest naprawdę dużo przepisów, zarówno na śniadania, obiady, a nawet na przekąski dla dzieci czy dania świąteczne. Ciekawe rodzinne przepisy znajdziecie również tutaj. Mieliśmy ostatnio naprawdę fajną ucztę i muszę przyznać, że... to miłe kiedy domownikom smakuje coś w co Ty włożyłaś swój czas, serce i zaangażowanie. Jeśli mam być szczera, nie mogę się doczekać wspólnego celebrowania posiłków w naszym nowym mieszkaniu... to będzie naprawdę magiczny czas...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Uwielbiam doświadczać, próbować nowych rzeczy, a przy tym poznawać siebie i swój organizm. O ile niektórzy nie przywiązują większej wagi do tego co jedzą, ja wiem, że jednak jest coś w powiedzeniu "jesteś tym co jesz". I nie bardzo rozumiem jak można swój organizm traktować jak śmietnik, skoro to o siebie powinniśmy egoistycznie dbać najbardziej na świecie.

Dieta bez pszenicy to dieta, na którą zdecydowałam się dzięki cateringowi dietetycznemu Juicy Jar. Choruję na hashimoto już wiele lat, a przy tej chorobie pszenica sieje w organizmie wyjątkowo niebezpieczne spustoszenie.

Takich wniosków nie wysnułam na podstawie tego, co czytam w sieci, a głównie na podstawie własnych obserwacji. W dzisiejszych czasach pszenica jest tak okrutnie zmodyfikowana, że jej spożywanie źle wpływa nie tylko na osoby chore, ale też na zdrowe. Jeśli chodzi o mnie, jedząc tego typu zboże, jestem wiecznie osłabiona, senna, bez werwy. Brzuch, nawet jeśli nie jem za dużo, wygląda jak maleńki ciążowy i nie ma wcale, a wcale nawet delikatnego zarysu. Kiedy tylko przestaję jeść to zboże - brzuch z automatu się wciąga, energia wraca. Dla mnie to wystarczające...

Na co dzień jednak, zwłaszcza kiedy gotuje mój F. ciężko całkowicie zrezygnować ze zboża jakim jest pszenica. Zawsze gdzieś się ona znajdzie i nici z mojego planu, by wyeliminować ją całkowicie. Byłam ogromnie ciekawa jak mój organizm zareaguje na CAŁKOWITE jej odstawienie. Takie wiecie w 100%... efekty przerosły moje najśmielsze oczekiwania i szczerze mówiąc byłam tak podekscytowana tym co się ze mną dzieje, że człowiek po drugiej stronie telefonu mógłby pomyśleć, że dostałam za polecanie tego kupę siana ;) Ale nie. Ja po prostu sama w to nie wierzyłam, a jak się czymś ekscytuję to gadam o tym jak najęta ( instastory było przykładem :D ).

Pierwszego dnia diety, stanęłam z samego rana na wadze, widząc 67,5 kg. Po dwóch dniach było już o,5 kg mniej, po trzech kilogram, po czterech 1,3 kg, a po siedmiu... równe DWA KILOGRAMY MNIEJ !!!

Dwa kilogramy to nie dużo, ale dwa kilogramy w jeden tydzień, to naprawdę coś. Zwłaszcza, że ostatnio zrzucenie nawet pół kilograma było dla mnie nieosiągalne. Nieważne jak się starałam, waga nawet nie drgnęła. Drgnęła dopiero podczas tej diety...

Ale zacznijmy od początku. Zdecydowałam się na dietę 1200 kcal. Byłam z początku przerażona, ale eksperci z  Juicy Jar, zapewnili mnie, że eliminując pszenicę, nie odczuwa się aż tak bardzo łaknienia. Trochę nie chciało mi się wierzyć, ale rzeczywiście - posiłki były wystarczający, nie odczuwałam głodu pomiędzy nimi. Brzuch wciągnął się praktycznie po jednym dniu, czułam też lekkość w nogach - często zatrzymuje mi się w nich woda. Ale tak naprawdę nie cyfry na wadze i nie brzuch zrobił na mnie największe wrażenie. Największe wrażenie zrobiło na mnie to, co zadziało się z moim samopoczuciem... Być może podziałała tutaj też świadomość i dobre nastawienie, ale zdecydowanie przyczyniła się do tego eliminacja pszenicy. Wszystkie te czynniki połączone w całość, dały właściwie efekt mieszanki wręcz wybuchowej. Bo to co odczuwałam przez tydzień tej diety, było tak nieziemskim powerem i siłą do działania, jakiej nie miałam już na prawdę dawno.

Siedem dni tyrki, od rana do nocy. Wstawanie ok. 6, robienie makijażu, prasowanie ciuszków do przedszkola, budzenie Poli, odprowadzenie jej, pędzenie do domu i... ekspresowe sprzątanie i intensywna praca do wieczora, a wieczorem zabawy z dzieckiem, kąpanie, ogarnianie ponownie mieszkania po całym dniu. Właściwie brzmi znajomo prawda? Normalny dzień z życia matki. Różnica tkwi w tym, z jak wielkim bananem na twarzy to robiłam i z jakim powerem! Działałam na maksymalnych obrotach, a moje pozytywne nastawienie do wszystkiego, dziwiło momentami mnie samą.

Może to wszystko brzmi nierealnie, ale nieprawidłowe odżywianie przy chorobie jaką jest hashimoto, naprawdę wysysa z nas siłę, energię, życie. Mam teraz porównanie! Dwa dni po zakończeniu cateringu, wyruszyłam pociągiem do swojej rodziny, gdzie rozłożona totalnie przez chorobę, która zaatakowała mnie wraz z momentem wyjścia z pociągu, po prostu znów sobie wszystko olałam. Nie, nie zaczęłam znów szamać pizzy i objadać się w opór, ale ... wiecie jak to jest w gościach, i to jeszcze będąc chorym, kiedy raz nie możesz patrzeć na jedzenie, a raz chwytasz parówkę, bo już musisz coś zjeść, bo zaraz umrzesz. Nie robię z tego powodu tragedii, choroba to choroba, ciężko podczas niej funkcjonować i jeść normalnie. Ale... dzisiaj dochodzę już do siebie i mam siły, by postać dzisiaj przy garnkach i upichcić sobie coś zdrowego i smacznego.

Wiedząc już, jak wpływa na mnie dieta bez pszenicy, na pewno będę pilnować tego, by praktycznie wcale jej nie spożywać. Ten power, który mam podczas takiego jedzonka, jest po prostu na wagę złota.

Zastanawiacie się pewnie, czy jedzenie było smaczne i czy ZAAAAWSZE wszystko było super pyszne i do przełknięcia. Siedem dni i pięć posiłków każdego dnia, daje nam 35 posiłków. Na 35 posiłków, nie przełknęłam... trzech. Kukurydza z sosem wasabi, sałatka z burakiem, chlebek z czymś czego nie byłam w stanie przełknąć. Myślę, że to całkiem dobry wynik, zwłaszcza, że nie lubię naprawdę wieeeelu rzeczy, które większość normalnych ludzi uwielbia.

Posiłki były różnorodne, zawsze idealnie doprawione i co ważne, a może i najważniejsze - ŚWIEŻE. Oprawa, czyli pudełka czy chociażby torba - na plus. Torba z fajnym, motywującym przekazem, który z rana dostarcza nam odpowiednią dawkę motywacji i pozytywnej energii.

 

 

 

Jak i w przypadku moich wcześniejszych doświadczeń z cateringiem dietetycznym, okazało się, że istnieje wiele rzeczy, które uważałam za niesmaczne, a teraz są moimi faworytami. Na przykład kokosowa jaglanka z granatem. Mistrzostwo świata!

 

 

 

Totalnym zaskoczeniem i czymś nowym, był dla mnie... omlet!!! Ha - jak to mogło być zaskoczenie, skoro omlety to to co w kuchni uwielbiam i robię praktycznie każdego dnia? Otóż omlet ten był ... z ciecierzycy! Totalny orgazm kulinarny i naprawdę wielkie zaskoczenie. Koniecznie muszę poprosić Juicy Jar o przepis na to cudo. Aha! Zapomniałabym! Podczas tej diety, o dziwo nie miałam ochoty na ... słodkie! Raz tylko marzyła mi się biała, chrupiąca bułeczka...

 

 

 

W torbie zawsze znajdziemy nasz dzienny jadłospis, żebyśmy mieli pojęcie co w ogóle jemy. Prócz jadłospisu ogólne wskazówki, np. takie, by dietę wzbogacać o min. 3 litry wody dziennie - nie wiem czy udawało mi się pić aż tyle, ale piłam naprawdę często i dużo, więc mam nadzieję, że tak.

Ogólnie, moja nota 5/5 i serio nie mam się do czego doczepić. Zawsze znajdą się posiłki, które lubimy bardziej, lub lubimy mniej. Znajdą się też takie, których nie jesteśmy w stanie przełknąć. Całe szczęście u mnie ilość tych ostatnich była naprawdę śladowa, co mnie ogromnie cieszy. Na pewno wrócę do tej diety jeszcze nie raz, zwłaszcza przy tej świadomości, jaki ma ona na mnie wpływ. Wyniosłam z tych siedmiu dniu kolejne fajne doświadczenia i poznałam swój organizm jeszcze bardziej, dlatego jestem za to bardzo wdzięczna ( jak za wszystko :D ).

Nie ruszają mnie te wszystkie dyskusje na temat głupiej mody. Nie słyszałam jeszcze o nikim, kto jadłby coś czego nie lubi, tylko dlatego, że taka jest moda. To nie moda. To coraz większa świadomość w społeczeństwie. Świadomość tego co jemy, świadomość tego, jak to na nas wpływa. Dzisiaj możemy nie odczuwać skutków zaśmiecania swojego organizmu, ale za kilka lat... owszem. Daleki mi do "fit freaka", wyznaję raczej zasadę zdrowego rozsądku i pewnie nie raz na moich zdjęciach zobaczycie coś czekoladowego czy coś z glutenem, pewnie nie raz odwiedzę też pizzerię. Ale mam już świadomość co naprawdę powinnam ograniczyć do minimum i postaram się w tym trwać.

Więcej informacji o diecie bez pszenicy od  Juicy Jar znajdziecie tutaj.

A Wy? Jest coś co szczególnie źle na Was wpływa? Kiedy czujecie się najlepiej?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia - nie ma ku temu żadnych wątpliwości. To jak zaczynamy dzień, ma zdecydowanie duży wpływ na dalszą jego część. Jeśli w pośpiechu biorę gryza białej bułki z byle czym, to na pewno nie będę się czuć dobrze ...

Zdrowe posiłki to dla mnie przede wszystkim dobre samopoczucie i zdrowie. Zjedzenie czegokolwiek niezdrowego, ma natychmiastowe przełożenie, na mój wygląd, ale co najgorsze, na moje samopoczucie. Zwłaszcza wtedy, kiedy naprawdę jem zdrowo, każdy "cheat meal" to dla mnie katorga nie przyjemność. Tzn. w trakcie jego trwania, jest ekstra! Nieco gorzej, jest kilka godzin później...

I choć nadal nie jestem jakimś fit wariatem, mam zbyt słabą wolę, często ulegam pokusom - to i tak jestem za tym, by zwiększać naszą świadomość i odżywiać się po prostu dobrze i zdrowo. A w dzisiejszych czasach, to naprawdę nie jest takie prosto, skoro większość produktów napakowana jest chemią, nawet jeśli napis na nim wskazuje, że jest FIT - na te walące po oczach takimi napisami: light, fit - uważałabym właściwie najbardziej. Zresztą o czym ja tu mówię, przecież dzisiaj nawet makarony razowe, są razowe tylko z nazwy. Brązowe tylko dzięki barwnikom.

Ale dość już tych żali! Skoro od śniadania, zależy moje samopoczucie podczas reszty dnia - to naprawdę zależy mi na tym, by było pożywne, zdrowe, a najlepiej jeszcze ładne - bo nacieszyć oczy z rana widokiem owoców i pięknej kompozycji, to recepta na wyśmienity humor aż do wieczora! Sprawdzone info ;)

Dzisiejszy omlet wyjątkowo będzie na słodko. Już nie raz, nie dwa, podawałam Wam na niego przepis na instagramie, ale dobrze, żeby miał on również swoje miejsce, w blogowej zakładce kulinarnej. Mam nadzieję, że Wam posmakuje. Ostatnio przeczytałam gdzieś dyskusję o tym, że to wszystko co zdrowe na tych instagramowych fotach, to w rzeczywistości w smaku jest ochydne, fuuu i w ogóle pod publiczkę. Naprawdę nie sądzę, by miliony osób jadły coś niedobrego, tylko dlatego, że ładnie wygląda na focie i można to pokazać innym. Zluzujcie. Nie chcecie się dobrze odżywiać, to się nie odżywiajcie, ale dajcieeeee nam żyć i pozwólcie jeść co chcemy, bez Waszych żali ! ;)

FIT OMLET CZEKOLADOWY Z OWOCAMI ( przepis na 1 omlet)

Oczywiście nie musi on być czekoladowy, możecie darować sobie odżywkę czy kakao i zrobić go tradycyjnie :) Potrzebujemy:

  • pół banana
  • 1 jajko
  • 1 łyżka płatków owsianych
  • 1 łyżeczka kakao ( jeśli chcecie żeby były czekoladowe) - ja ostatnio uwielbiam wersję nieczekoladową :)
  • pół łyżki mąki orkiszowej - to jest opcjonalne - jeśli chcecie najeść się bardziej i mieć omlet taki bardziej puszysty to ta opcja jest dla Was

Wszystko miksujemy ze sobą, na gładką masę, którą następnie wrzucamy na rozgrzaną patelnię - ja zazwyczaj lekko ją smaruję olejem. Smażymy z obu stron - nigdy nie wiem ile, musicie obserwować, poruszać patelnią, żeby zobaczyć, czy omlet można już przewrócić na drugą stronę. Najważniejsza jest tutaj taka cienka, plastikowa "packa", którą bez trudu włożymy pod placek i przewrócimy go na 2 stronę. No i dobra nieprzywierająca patelnia, do której nic nie się nie przykleja i nie przypala. Ja smażę na patelni do naleśników, którą kupiłam za grosze w biedrze. Te same placuszki robiłam na kuchence gazowej, beznadziejnej patelni i z beznadziejną grubą packą, i nie wyszły już takie fajne :D Dodam tylko, że trening czyni mistrza. Moje pierwsze omlety ( nawet te robione do tego wpisu) mają się nijak do tych, które robią teraz ( piszę to aktualizując wpis z 2017 roku w roku 2019 ) - teraz zrobiłabym je z zamkniętymi oczami.

Możemy wylać wszystko i usmażyć, a potem pokroić ( bądź nie ) , ale możemy też nakładać po łyżce masy i robić takie mini, okrągłe placuszki. Smażą się wtedy szybciej, nie rozwalą się na pewno przy przewracaniu.

 

 

 

 

 

 

 

Ściągnięty fit omlet z patelni, wrzucam na talerz i najczęściej kroję na 4 części, obkładając tym co akurat mam w lodówce. Tym razem na całości położyłam banana i obsypałam wszystko pokruszonym migdałem. Dwie połówki dodatkowo posypałam śladową ilością kakao, a pozostałe dwie wiórkami kokosowymi. Gotowe! Fit omlet jest gotowy do spożycia...

 

 

 

Ilekroć jem taki omlet - nieważne czym go obłożę - nie mogę się nadziwić, jakie to jest... PRZEPYSZNE! Każdy kęs to raj dla mojego podniebienia, a gdybym była poetką, to pewnie i wiersz bym napisała o tym omlecie. Tak go kocham, no!

Jego przygotowanie zajmuje około pięciu minut i naprawdę warto wstać 5 minut wcześniej, by zjeść coś takiego. Jak na efekt smakowy i wizualny, pięć minut to jest naprawdę tyle co nic. Poniżej przedstawiam Wam jeszcze dwie inne wersje, które kiedyś zrobiłam :) Równie pyszne!

 

 

 

Mam nadzieję, że pomysł na FIT śniadanie Wam się spodobał! A nawet jeśli nie trafiłam w Twoje gusta - doceń chociaż moje starania i polub post na facebooku - dzięki temu zobaczy go więcej osób. Dla Ciebie to sekunda, a dla mnie mega satysfakcja i znak, że moja praca ma sens! Dziękuję! :) I życzę smacznego!

Pomysł na kolację, to coś czego bardzo często mi brakuje. Kiedyś wieczór oznaczał dla mnie pizzę, czipsy, piwo, ewentualnie stos białego chleba z szynką, serem itp. Obecnie staram się szukać czegoś co nie będzie kojarzyło mi się z fatalnym samopoczuciem z rana, które będzie wynikało z obżarstwa poprzedniego wieczoru. 

Pomysł na kolację, a właściwie pomysły, które Wam dzisiaj przedstawię to propozycje, które pojawiają się u mnie najczęściej. Może nie należą do najszybszych, tak jak kanapki, ale na nie chyba nie muszę podawać jakiegoś specjalnego przepisu. Ale... nie są też dania, które wymagają nie wiadomo ile czasu - co to to nie! Już nie raz Wam przecież wspominałam, że za takie rzeczy się nawet nie zabieram. Kolacja powinna być ... no właśnie - jaka powinna być? Na pewno nie powinna być ciężka. Powinniśmy jeść rzeczy lekkie, łatwe do trawienia. No i przede wszystkim w rozsądnej ilości. Ostatni posiłek zjadam na około 2-3 godziny przed snem. Szczerze mówiąc - wolę czuć lekki głód idąc spać. Wtedy rano czuję się lekka i rozpromieniona i przede wszystkim - mam ochotę na jak najszybsze śniadanie, które przecież jest najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia. Ale dobra... nie o tym przecież chcecie czytać. Niech zatem będzie krótko i treściwie.

Poniżej przedstawiam Wam trzy propozycje kolacji. Ale... kolacją to wcale być nie musi. Równie dobrze możecie zjeść to jako obiad czy przekąskę. Noo może trzecia propozycja niekoniecznie pasuje na porę obiadową, ale pamiętajcie, że najważniejsza jest jakość posiłku i jeśli macie do wyboru niezdrowy kebab na obiad, a w miarę zdrową, dużą kanapkę - wybierzcie kanapkę, mówię Wam! A teraz patrzcie co ja Wam dzisiaj zaserwuję.

POMYSŁ NA KOLACJĘ

 

Sałatka z kurczakiem

- ok. 120 gramów piersi z kurczaka lub indyka

- 1 pomidor

- garść roszponki

- odrobina fety ( półtłusta)

- pestki dyni

- olej kokosowy

- kiełki brokułu lub rzodkiewki

 

pomysł na kolację

 

DSC_0790

 

DSC_0793

 

Zupa krem z soczewicy z chilli

- opakowanie czerwonej soczewicy (250 g)

- kurkuma ( 1 łyżeczka)

- curry ( 1 łyżeczka)

- mleczko kokosowe ( 400 ml)

- wywar z warzyw

- szczypta chilli

- 1 cebula

- 1 łyżka oliwy

- sól, pieprz

- sezam

- nasiona słonecznika

Soczewicę zalewamy wrzątkiem i odstawiamy na 15 minut. Na patelni rozgrzewamy oliwę i wrzucamy na nią drobno posiekaną cebulkę, następnie odsączoną z wody soczewicę. Po chwili dodajemy przeprawy ( sól, chilli, kurkumę, curry). Wszystko przekładamy do garnka i zalewamy wywarem z warzyw aż do przykrycia soczewicy. Gotujemy na wolnym ogniu, przez ok 15 minut po czym dodajemy mleczko kokosowe i gotujemy jeszcze ok. 7 minut. Tak przygotowaną zupę miksujemy. Na koniec dodajemy sezam i słonecznik ( można wcześniej uprażyć na suchej patelni).

Ale... nie musicie robić tego wszystkiego, bo pudełko zupy z soczewicy z chilli, dostaniecie też w lidlu za 4 ziko. Jeśli i tak tylko Wy jecie to w domu, to opcja gotowca ( ze zdrowym składem! ) - jest po prostu genialna.

 

pomysł na kolację

 

DSC_0860

 

Pełnoziarnista bułka z łososiem

 

- pełnoziarnista bułka z pestkami dyni

- 50 g wędzonego łososia

- rukola

- kilka rzodkiewek

- kiełki rzodkiewki albo brokułu

- plaster pomidora

- pestki dyni

Wszystkie składniki układamy na bułce, delikatnie posmarowanej masłem.

 

dsc_0884-2

 

SMACZNEGO! 

Pomysł na obiad - nieważne jak bardzo będziesz się starać, kiedyś może Ci go zabraknąć! Wtedy do gry wejdzie wujek google, który poda Wam zapewne tysiące propozycji, które moglibyście wypróbować w kuchni. U mnie wystarczy wejść na blogu w zakładkę "kulinaria" i... i jest! Może nie ma tego na razie zbyt wiele, ale za jakiś czas na pewno będzie więcej. 

Pomysł na obiad w moim wykonaniu jest zawsze prosty, bez zbędnych kombinacji i udziwnień. Wybieram rzeczy szybkie, proste w przygotowaniu i w miarę zdrowe. Nie lubię mięs ociekających tłuszczem, ale lubię raz na jakiś czas roztopiony ser czy to feta czy mozarella, który idealnie nadaje się do sałatek czy mięs. I właśnie to ten ser zagości w naszym dzisiejszym przepisie.

Jak zwykle w kuchni rządził głównie F. - potrawy przygotowane przez niego są zawsze przede wszystkim idealnie doprawione. Od maleńkiego eksperymentował on w kuchni, pomagał mamie, obserwował. Ta sama rzecz przygotowana przeze mnie byłaby podana i przyrządzona totalnie inaczej i niestety nie mam tutaj na myśli, że lepiej.

Długo zastanawiałam się nad kolejnym przepisem, który mógłby wylądować na blogu, aż w końcu przypomniałam sobie jak kiedyś naszła mnie ochota na devolaya, ale... stwierdziłam, że ... nie chcę panierki, bo nie zdrowa, nie chcę masła, nie chcę smażenia... i z devolaya wyszła kieszonka, która rozpływała mi się w ustach. Poprosiłam F. żeby i tym razem przygotował coś podobnego. Postawiliśmy na kieszonki z piersi kurczaka, nadziewane tym co lubimy najbardziej. Zaraz dowiecie się czym.

No ale... mieliśmy też mętlik co do wyboru mięsa. Przy moim hashimoto nie powinnam jeść kurczaków nafaszerowanych antybiotykami, a odkąd mieszkam w Warszawie to kupuję właśnie tacki wyłącznie w marketach. Brakowało mi opcji, w której będę mogła na tacce dostać coś ze sprawdzonego źródła. No, ale... jest. Bohater naszego dzisiejszego wpisu: Kurczak Zagrodowy. Dla mnie to jedno z tych odkryć, o którym musiałam poinformować od razu swoją mamę, która w końcu uspokoiła się, że zaprzestałam jedzenia tych gigantycznie wielkich kurczaków. Kurczak Zagrodowy chowany jest w rodzinnych gospodarstwach. Żywiony jest wyłącznie karmą roślinną. Początkowo chciałam kupić całego kurczaka, ale razem z F. stwierdziliśmy, że kieszonki są dla nas o wiele fajniejszą opcją. Filet to najdelikatniejsze mięso Kurczaka Zagrodowego. Tacka z tym mięsem znacznie wyróżniała się na tle innych: maksymalna waga mięsa na tacce do jakiej udało mi się dokopać to 380 gramów przy dwóch filetach, gdzie normalnie nafaszerowane kurczaki to waga 500 gramów czyli 250 gramów na jeden filet! Różnica zauważalna jest gołym okiem. W smaku i dotyku również. Zawsze zresztą widziałam ogromną różnicę między kurczakiem ze sprawdzonego źródła, a tym, który sami wiecie jaką drogę przeszedł. Teraz już nie ma wymówki, że nie mamy czasu jeździć na targowiska czy do lokalnych dostawców. Teraz to wszystko mamy pod nosem.

Ale... my tu gadu-gadu, a Wam ślinka już pewnie cieknie i zastanawiacie się co nam z tego gotowania wyszło. No to lecimy!

DROBIOWE KIESZONKI z pieczonymi ziemniaczkami i surówką z pora i jabłka

(przepis na dwie duże kieszonki)

  • Kurczak Zagrodowy - 1 tacka ( ok. 380 gramów)
  • 1 opakowanie sera Mozarella
  • garść sera feta
  • 3 ząbki czosnku
  • szpinak ( ok. 400 gramów)
  • 1/4 czerwonej papryki
  • ok. 8/10 ziemniaczków
  • jabłko
  • 1 por
  • 2 łyżki majonezu
  • oliwa z oliwek
  • przyprawa do ziemniaków
  • słodka papryka w proszku
  • dwie szalotki
  • sól himalajska
  • pieprz świeżo zmielony
  • szczypiorek

Piersi z kurczaka rozbijamy. Opruszamy solą i pieprzem. Odcinamy ogonki liściom szpinaku. Na patelni rozgrzewamy oliwę, przeciskamy 3 ząbki czosnku i wrzucamy szpinak. Doprawiamy solą i pieprzem wedle smaku. Kładziemy plastry mozzarelli na rozbite filety. F. na swój położył paprykę, ja na swój podsmażony szpinak i pokruszoną fetę oraz szczypiorek. Ziemniaki podgotowujemy, a następnie mieszamy w oliwie z oliwek z dodatkiem przyprawy do ziemniaków i słodkiej papryki. Układamy w naczyniu żaroodpornym razem z pociętymi szalotkami. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni na czas ok. 25/30 minut. Piersi z kurczaka zamykamy, zawijamy/tworzymy kieszonkę. Zapakowujemy w folię aluminiową posmarowaną delikatnie masłem, w której robimy dziurki. Wrzucamy na patelnię z grilla i grillujemy przez ok 4 minuty z jednej i 4 minuty z drugiej strony. Po tej czynności przekładamy je do piekarnika na ok. 20 minut. Jabłko ścieramy do miski, por tniemy wzdłuż na pół, następnie drobno kroimy. Dorzucamy do miski i mieszamy z dwoma łyżkami majonezu. Surówki nie przyprawiamy. Upieczoną pierś kroimy na pierścienie szerokości ok. 1,5 cm. Podajemy z upieczonymi ziemniaczkami i surówką.

Gotowe! Co prawda nie jest to maksymalnie zdrowe danie - mamy tutaj majonez i trochę sera, ale... wszystko jest dla ludzi, a tłuszcz też jest człowiekowi potrzebny :) Zawsze można kupić majonez light, albo dać go mniej, a ser w takiej ilości też nie robi tutaj jakieś katastrofy żywieniowej.

Wyszło na prawdę... smacznie! Mięso był tak delikatne i pyszne, że rozpływało się w ustach. Surówka to przepis, który wyniosłam z domu. Kiedyś kiedy mama kładła ją na stół, nie tykałam jej nawet końcem widelca. Połączenie jabłko, por, majonez wydawało mi się nie do przyjęcia. Kiedy jednak się przełamałam i spróbowałam jak smakuje... byłam totalnie zaskoczona. Ekstra fajny smak, ostry, który przełamywany jest delikatnym jabłkiem. Idealna na niedzielny obiad. Co do kieszonek, jest to o tyle fajna sprawa, że możecie włożyć do nich to co lubicie najbardziej. Może to być brokuł, mogą to być pieczarki. Opcji jest wiele. Pieczone ziemniaczki to z kolei małe odejście od rutyny czyli gotowanych ziemniaków. Przygotowane w podany przez nas sposób nadają wyrazisty smak całemu daniu.

Poniżej efekty naszego kucharzenia. Mam nadzieję, że ktoś z Was skusi się na wypróbowanie naszej propozycji.

 

DSC_0538

 

DSC_0539

 

DSC_0542

 

DSC_0544

 

DSC_0548

 

DSC_0549

 

DSC_0559

 

DSC_0564

 

DSC_0565

 

DSC_0566

 

DSC_0569

 

DSC_0576

 

DSC_0579

 

DSC_0580

 

DSC_0581

 

DSC_0584

 

DSC_0590

 

DSC_0591

 

DSC_0599

 

DSC_0603

 

DSC_0604

 

DSC_0605

 

DSC_0607

 

DSC_0608

 

DSC_0609

 

DSC_0612

 

DSC_0613

 

Jadłospis na cały dzień - jeszcze do niedawna takie sformułowanie było dla mnie przerażające. Na cały dzień = pół dnia gotowania. A jeszcze pudła trzeba ze sobą nosić, jeśli ten cały dzień spędza się poza domem.

Odkąd wiem, że chcieć to móc, staram się pokazywać Wam, że dla chcącego nic trudnego. O ile będąc upartym można byłoby mi zarzucić, że mam jedno dziecko i pracuję w domu, więc mogę sobie gadać, tak nie można tego zarzucić moim koleżankom, które dzieci mają... troje, czworo, a nawet pięcioro - że " one mogą sobie gadać ;) ) - bo to one udowadniają mi na każdym kroku, że jak się chce to można wszystko.

Coraz bardziej zajarana tematem "fit", odkrywam coraz to nowsze smaki i przepisy. Doba jest krótka, więc nie lubię marnować zbyt wielkiej jej części na gotowanie. Zazwyczaj wybieram rzeczy banalne, ale pyszne. Jeśli większość dnia spędzam poza domem, to na mój jadłospis najczęściej wybieram posiłki takie jak: bułka, jogurt z owocami, ryż z warzywami i kurczakiem x 2, sałatka. To najprostsza kombinacja, którą można zrobić w pół godziny. W kuchni należy nauczyć się organizacji. Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić jeśli robimy sobie posiłki na cały dzień to wstawienie wody na wszystko to, co wymaga dłuższego gotowania np. ryż czy warzywa. W momencie, w którym będzie nam się to wszystko gotować przygotujemy sobie pozostałe rzeczy: pieczywo i przekąski takie jak owoce czy sałatki. Kiedy już je zrobimy, wszystko to co było we wrzątku będzie można już wyjąć i wrzucić tam gdzie trzeba. Wybierając najprostsze kombinacje, przygotowanie posiłków na cały dzień, nie powinno nam zająć więcej niż pół godziny. Ja dzisiaj wybrałam nieco "trudniejszą" opcję, wymagająca ciut więcej czasu. ale naprawdę tylko CIUT ;) Ryż z brokułem czy kurczakiem, byłby chyba zbyt banalny i każdy wie jak to zrobić, dlatego postanowiłam dzisiaj pokazać nieco bardziej "skomplikowane" propozycje.

Poniższy jadłospis jest idealny, by przygotować go sobie na cały dzień zarówno w domu jak i poza pracą. Darowałam sobie przekładanie z talerzy do pudełek na potrzeby zdjęć - musicie mi po prostu zaufać, że pokazałam Wam jedzenie, które idealnie nadaje się do przechowywania w pudełkach.  Mam nadzieję, że cokolwiek z tych opcji przypadnie Wam do gustu - pamiętajcie, że mają one służyć jako inspiracje - składniki możecie dowolnie zamieniać, przepisy modyfikować pod siebie. Nie rezygnujcie z jakiegoś przepisu tylko dlatego, że jakiś składnik Wam nie odpowiada. Tak naprawdę wszystko to co ja gotuję w kuchni to przepisy z książek takich osób jak Ewka czy Ann - po prostu zrobiłam je pod siebie, usuwając z nich to czego ja nie lubię i dodając to co wręcz kocham.

1. ŚNIADANIE - omlet z rukolą i chlebkiem razowym

To jedno z szybszych śniadań, choć dopóki tego nie spróbowałam, byłam przekonana, że musi być ono pracochłonne. A jednak nie - jego przygotowanie to niecałe 5 minut. Roztrzepanie jajka z rukolą, wrzucenie na patelnię i minutka z jednej strony, pół minutki z drugiej. I gotowe!

  • 2 małe jajka ( na zdjęciu omlet jest z jednego dużego)
  • mała garść rukoli
  • pół pomidora
  • szczypiorek
  • dwie kromki chleba razowego ( RAZOWEGO ze składu, nie z nazwy ;) )

Jajka wrzucamy do miski razem z rukolą i roztrzepujemy. Przyprawiamy solą, pieprzem, można dodać ząbek czosnku. Na rozgrzanej patelni ( 1 łyżeczka oliwy) wlewamy zawartość miski i smażymy ok. minutki z 1 strony i ok. pół minutki z drugiej.

 

DSC_0040

 

DSC_0041

 

DSC_0048

 

2. DRUGIE ŚNIADANIE - owocowo - jogurtowy mix

Na drugie śniadanie nie widzę inne opcji niż owocowe kombinacje. U mnie są to zazwyczaj 3 różne opcje: pudding chia, koktajl lub właśnie... jogurt z owocami. Tutaj również przygotowanie posiłku to kwestia 2/3 minut ;)

  • pół banana
  • pół brzoskwini
  • 1 jogurt naturalny
  • wiórki kokosowe
  • płatki migdała
  • inne ulubione owoce np. borówki, granat, maliny

Wlewamy jogurt, a na nim kładziemy pokrojone owoce takie jak np. banan, brzoskwinia czy jabłko lub nektarynka. Całość posypujemy jeszcze innymi mniejszymi owocami takimi jak borówki. Na koniec dodajemy swoje ulubione dodatki, w moim przypadku są to wiórki kokosowe i płatki migdała.

 

jadłospis

 

DSC_0043

 

DSC_0046

 

3. OBIAD - kotleciki mięsno-warzywne

Tutaj właśnie coś CIUT bardziej skomplikowanego niż najsłynniejszy posiłek do lunchboxu : kurczak, brokuł, ryż. Choć ja ten najsłynniejszy posiłek uwielbiam ogromnie! Czasem jednak trzeba sobie życie urozmaicić, dlatego dzisiaj pokażę Wam kotleciki, które po prostu urwały mi tyłek. Przepis na nie, znalazłam w nowej książce Ani Lewandowskiej. Podam Wam przepis tak jak w książce na 4 osoby, bo i ja sama robiłam je nie tylko dla siebie, a dla całej rodziny.

  • 500 gramów mięsa mielonego z indyka
  • 4 boczniaki
  • 1 cukinia
  • por
  • koperek
  • pół woreczka ryżu ( może być brązowy, dziki)
  • 2 ząbki czosnku

Boczniaki, cukinię starłam na tarce, por drobno posiekałam. Wymieszałam starte warzywa z mięsem i przyprawami ( sól himalajska, pieprz świeżo zmielony, oregano) - uformowałam kotleciki i zgrillowałam je na patelni grillowej, na którą dodałam odrobinę oleju kokosowego. Dodatkowo na patelni grillowej przyrządziłam kilka słupków cukinii . Zjadłam z ugotowanym ryżem ( pół woreczka).

 

DSC_0053

 

DSC_0055

 

DSC_0092

 

4. PRZEKĄSKA - warzywny mix

  • 100 gramów fasolki szparagowej
  • garść rukoli
  • 2 łyżki groszku
  • 1/4 awokado
  • kiełki brokułu

Do miski wsypałam umytą rukolę. Fasolkę wrzuciłam do wrzącej wody. Awokado obrałam ze skóry i pokroiłam na drobne, krótkie słupki. Ułożyłam na rukoli. Wsypałam groszek i ugotowaną fasolkę. Całość posypałam kiełkami.

 

DSC_0049

 

DSC_0050

 

5. KOLACJA - szaszłyk

Tutaj również szybka opcja, bo musimy jedynie nadziać na patyk to co lubimy najbardziej - ja uwielbiam pieczarki i kurczaka dlatego skromnie i bez szału były to jedyne dwa składniki, które wybrałam. Przyprawiłam solą, pieprzem i szczyptą oregano i wsadziłam do rozgrzanego na 180 stopni piekarnika. Były tam ok. 20 minut. Warto zrobić więc to na samym początku przygotowań. Wyjmiemy je akurat w połowie, albo pod koniec robienia posiłków. Ja zrobiłam dwa szaszłyki -  na zdjęciu składniki z jednego są po prostu luźno ułożone na talerzu.

    • ok. 60 gramów piersi z kurczaka
    • 4 pieczarki
    • sól himalajska, pieprz.

 

DSC_0058

 

DSC_0059

 

Ile zajęło mi przygotowanie? Myślę, że ok. 45 minut, z czego obiad robiłam dla całej rodziny, a co za tym idzie formowałam jakieś 9 kotlecików nie dwa. Myślę, że przygotowanie to kwestia dość indywidualna, jednak jeśli chodzi o powyższe posiłki, myślę, że nie zajmie nam to mniej jak 30 minut, ani więcej jak 45 ... :) Myślę, że dla osoby, której zależy na zdrowym odżywianiu i na tym, by posiłki zabrać ze sobą na cały dzień poza domem - nie jest to jakiś wielki wyczyn. Patrząc na to ile czasu tracimy czasem na bzdurne rzeczy, chociażby przewijanie fejsa w telefonie - 45 minut w tak ważnej sprawie, nie jest naprawdę niczym wielkim. Znam osoby, którym zależy do tego stopnia, że robią to w środku nocy, albo o 4 nad ranem zanim wstaną wszystkie dzieci - myślę więc sobie, że z mojej strony taki wyczyn to żaden wyczyn ;) Pamiętajmy też, że niektóre rzeczy warto robić na dwa dni, na przykład takie kotleciki, mixy warzywne czy szaszłyki. Ja osobiście nadal będę wierną fanką zmieszanego ryżu z warzywami i kurczakiem, ale od czasu do czasu nie zaszkodzi pokombinować.

 

jadłospis

 

DSC_0066

 

DSC_0068

 

Osoby, dla których w dobie nie ma już miejsca nawet na pół godzinne gotowanie, zawsze mogą poszukać idealnego dla siebie cateringu dietetycznego - popularnego zwłaszcza w dużych miastach. Jeszcze do niedawna cateringi kojarzyły nam się jedynie z obsługa dużych imprez - dzisiaj korzysta z nich całe mnóstwo osób: zabieganych, zapracowanych czy dbających o sylwetkę. Początkowo cateringi były dla większości osób nieosiągalne ze względu na cenę. Obecnie sytuacja nieco się zmieniła. Warto sprawdzić ceny jakie proponują firmy cateringowe, które pojawiają się na mapie polski jak grzyby po deszczu, bo wraz z rosnącą konkurencją, maleją też ceny. W ostatnich latach zmalały one tego stopnia, że gdybym była singielką i miała zamawiać tylko jeden catering (nie trzy) -  sama bym skorzystała. Jest prosty sposób, by wszystkie cateringi w Polsce porównać i znaleźć coś dla siebie. Cateromarket to miejsce w sieci, w którym możecie wybrać catering dietetyczny najlepiej pasujący do Waszych potrzeb.

 

DSC_0079

 

Nie jest to wcale głupie, bo sama pamiętam ile czasu zajęło mi, by prześledzić wszystkie firmy z Warszawy - pff, wszystkie! Pewnie nie była to nawet połowa. Koniec końców i tak nie pamiętałam, gdzie było taniej, gdzie było smaczniej i gdzie najkorzystniej. Na Cateromarket bez problemu znajdziecie interesujący Was catering dietetyczny ( np. bezglutenowy, wegetariański, wegański, paleo i wiele, wiele innych ) w najniższej cenie. Na stronie możecie poza cenami zobaczyć również oceny i opinie, oraz bez problemu przejść na bezpośrednią stronę interesującego Was cateringu. Dla mnie bomba - może będzie mi niebawem dane samemu poszukać czegoś dla siebie, kto to wie :)

 

DSC_0080

 

DSC_0087

 

DSC_0089

Pomysł na obiad - czasem tak ciężko o to, by wymyślić coś czego już dawno nie jedliśmy. Słowo obiad - cóż -  kiedyś na pewno nie kojarzyło mi się z czymś co można wykonać szybko. Dziś wiedząc jak doba potrafi być krótka i wiedząc, że... czas to pieniądz - ułatwiam sobie życie jak najbardziej mogę i nie marnuję go na robienie czegoś co za chwilę i tak zjem. 

Ilekroć słyszę jak ktoś mi mówi, że nie ma czasu, by robić obiady i dlatego je fastfoody -  mam ochotę policzyć tej osobie ile właśnie czasu zmarnował, żeby mi o tym opowiedzieć na fejsie. Ja przed chwilą w 10 minut zrobiłam obiad. Gdybym tylko podwoiła porcje, miałabym ten obiad na dwa dni. A to oznacza, że jutro nie gotowałabym wcale. Staram się też jak mogę, by to co jem, nie było tylko szybkie, ale też... zdrowe i przede wszystkim smaczne. Bo co z tego, że będzie zdrowe i szybkie, jak po jednym kęsie każdy odejdzie od stołu i nawet już nie zerknie w stronę potrawy, próbując wymazać jej smak z pamięci. Ale zdrowie zdrowiem, smak smakiem ... musi też być w miaro tanio. I nie dam sobie wmówić, że żeby odżywiać się zdrowo, trzeba nie wiadomo jak dużo pieniędzy. Jedyne czego trzeba to instynktu łowcy, który wie gdzie i kiedy szukać promocji, oraz wie za co nie warto przepłacać. Wysoka cena kochani nie zawsze idzie w parze z jakością. Ja należę do osób bardzo oszczędnych i nie wydaję kasy na rzeczy niepotrzebne. Do sklepu chodzę najczęściej po to, czego akurat potrzebuję. To ile wydaję miesięcznie na jedzenie jest dla niektórych czymś absolutnie niemożliwym. Mi też się kiedyś tak wydawało. Potem życie przycisnęło mnie do muru i zaczęłam wydawać dwa razy mniej - nie z powodu widzimisię, a z konieczności. I tak już mi zostało.

Dzisiejszy wpis będzie na pewno przydatny dla wielu osób, które cenią sobie czas oraz zdrowie, ale lubią też dobrze zjeść. Tych siedem obiadów potraktujcie oczywiście jak zawsze - jako bazę, inspirację. Jeśli jakiś składnik Wam przecież nie pasuje - zamieńcie go na inny, ten który lubicie.

To jedziemy! Oto mój pomysł na obiad... tfu! Pomysły! Siedem pomysłów na obiady, na caaały tydzień! :)

1. Kotleciki ryżowe   - to dobry pomysł na obiad również dla dzieci, które nie przepadają za ryżem - łatwo można go tutaj przemycić :)

  • pół woreczka ryżu brązowego
  • ok. 150 gramów mielonego mięsa ( może być kurczak, indyk, cielęcina)
  • roszponka
  • 1/3 cukinii
  • mała cebulka
  • nasiona słonecznika

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Po ugotowaniu mieszamy go ze zmielonym mięsem i formujemy kotleciku. Wrzucamy na patelnię grillową i smażymy z oby dwóch stron. Cukinię i cebulę kroimy w plasterki, mieszamy z łyżeczką oliwy, doprawiamy ulubionymi przyprawami i wrzucamy na patelnię grillową. Po zdjęciu z patelni, mieszamy z roszponką i posypujemy nasionami słonecznika.

obiady

 

2. Spaghetti bolognese - przepis na 4 osoby

  • opakowanie mięsa mielonego ( 500 gramów )
  • 3/4 opakowania makaronu kukurydzianego
  • sos bolognese w proszku ( 100 % naturalnych składników, żadnych konserwantów - firma knorr)
  • puszka eko pomidorów
  • bazylia
  • świeżo zmielony pieprz
  • sól

Makaron gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Mięso podsmażamy na patelni, dodajemy sos, puszkę pomidorów i pociętą bazylię. Wszystko mieszamy i nakładamy na makaron.

 

DSC_1285

 

 

 

3. Kurczak w sosie koperkowym

  • ok. 150 gramów piersi z kurczaka
  • 3 ziemniaki
  • jogurt naturalny ( bez mleka w proszku)
  • łyżka otrębów żytnich
  • koperek
  • szparagi

Ziemniaki podgotowujemy ok. 10 min w garnku następnie układamy je razem z pociętym kurczakiem w naczyniu żaroodpornym. Doprawiamy wedle uznania ulubionymi przyprawami. Jogurt naturalny mieszamy z otrębami oraz pociętym koperkiem. Otrzymanym sosem zalewamy ziemniaki i kurczaka, oraz stawiamy do rozgrzanego piekarnika ustawionego na 180 stopni. Pieczemy ok. 40 minut, aczkolwiek najlepiej co jakiś czas sprawdzać stopień wypieczenia kurczaka i twardość ziemniaków. Szparagi gotujemy w osolonej wodzie, następnie wyjmujemy z wody i albo jemy je ugotowane, albo dodatkowo grillujemy na patelni. Jeśli mam być szczera ten pomysł na obiad, przypadł najbardziej do gustu mojemu F. Dumna jestem, no!

 

DSC_1272

 

4. Pieczony indyk z warzywami

  • ok. 120 gramów indyka
  • pół kalafiora
  • 4 rzodkiewki
  • pół woreczka dzikiego ryżu

Kalafior delikatnie podgotujemy we wrzącej wodzie, następnie układamy go razem z indykiem w naczyniu żaroodpornym oraz przyprawiamy pieprzem, solą, curry. Naczynie wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni, na ok. 40 minut. Ryż gotujemy według instrukcji na opakowaniu. Ugotowany ryż podajemy na talerzy z upieczonym indykiem, kalafiorem i rzodkiewkami pociętymi na plasterki.

 

DSC_1063

 

5. Dorsz w sosie pomidorowym - z racji, ze jest to danie z rybą, koszt potrawy jest nieco droższy. Nie jest to jednak łosoś, więc ... raz w tygodniu, można sobie pozwolić ;) Takie obiady to fajna odskocznia od kurczaka, indyka itp.

  • filet z dorsza ( ok. 200 gramów)
  • fasolka szparagowa ( 300 gramów)
  • pół woreczka dzikiego ryżu
  • 3/4 szklanki soku pomidorowego
  • ok. 40 gramów sera feta
  • pietruszka
  • pół woreczka dzikiego ryżu ( może być inny ryż, może być kasza gryczana )
  • łyżeczka sezamu
  • cytryna
  • ząbek czosnku

Fasolkę szparagową gotujemy w osolonej wodzie, ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Filet z dorsza myjemy, a po osuszeniu skrapiamy sokiem z cytryny, nacieramy czosnkiem, przyprawiamy solą, pieprzem, oregano. Tak przyprawionego dorsza wstawiamy do lodówki na około godzinę. Po godzinie wkładamy go w naczyniu żaroodpornym do piekarnika o temp. 180 stopni na 25 minut. Sok pomidorowy doprawiamy solą morską i bazylią. Po 25 minutach rybę zalewamy sosem, a naczynie przykrywamy folią aluminiową. Wstawiamy do piekarnika ponownie na ok. 10 minut. Na koniec całość posypujemy pokruszoną fetą i wstawiamy do piekarnika na dosłownie chwilkę, tak, żeby feta się roztopiła. Po wyjęciu z piekarnika, całość posypujemy posiekaną natką pietruszki. Ugotowaną fasolkę posypujemy uprażonym sezamem. Podajemy z ugotowanym ryżem.

 

DSC_1322

 

6. Ryż z kurczakiem i cukinią

Tym razem pomysł na obiad idealny dla fanów dań w stylu chińskich. Wszystko ze sobą wymieszane.

  • 1/3 dużej cukinii
  • pół woreczka białego ryżu
  • ok. 120 gramów piersi z kurczaka

Ryż gotujemy wg instrukcji na opakowaniu. Cukinię tniemy na plasterki, przyprawiamy rozmarynem i polewamy łyżką oliwy, następnie wrzucamy na patelnię grillową. Pierś z kurczaka kroimy w kostki ok 1,5 cm, doprawiamy pieprzem i solą wedle uznania i smażymy na łyżce oliwy. Podsmażone mięso, grillowaną cukinię i ugotowany ryż, wrzucamy na jedną patelnię i wszystko ze sobą mieszamy.

 

pomysł na obiad

 

7. Zupa krem z brokułów - ( przepis na 4 porcje) - osobiście kiedy zupę jem tylko ja, wybieram opcję gotowej zupy od Martwitt - w lidlu kosztuje 4 zł. Jeśli jednak macie ciut więcej czasu i lubicie zupy gotować sami, mam dla Was genialny przepis, który znalazłam kiedyś w książce z przepisami bez pszenicy. Idealny pomysł na obiad, dla osób, które chcą odsapnąć od mięsnych potraw.

  • pół kg brokułów
  • 1 łyżka oleju kokosowego
  • 1 por
  • 1 łodyga selera naciowego
  • 4 filiżanki bulionu z kurczaka
  • 2 filiżanki mleka kokosowego z kartonu
  • 1,5 łyżki mąki kokosowej
  • pół łyżeczki suszonego tymianku
  •  sezam, nasiona słonecznika, płatki migdałów

Brokuł dzielimy na małe różyczki. Łodygi obieramy z włóknistej skórki i siekamy je. W garnku na niewielkim ogniu rozgrzewamy olej i wrzucamy por pokrojony w plasterki - smażymy i mieszamy od czasu do czasu, przez ok. 7 minut aż por zmięknie. Dodajemy łodygi brokułów i bulion. Kiedy całość zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień, przykrywamy i gotujemy przez 15 minut. Dodajemy różyczki brokułów i gotujemy na wolny ogniu przez 10 minut. Zupę przelewamy do miksera i rozdrabniamy na gładką masę. Wlewamy z powrotem do rondla i ustawiamy na średnim ogniu. W małej misce ubijamy na gładką masę 1/4 filiżanki mleka kokosowego i mąki kokosowej. Uzyskany płyn wlewamy do zmiksowanych brokułów stale mieszając. Dolewamy pozostałe mleko kokosowe i wsypujemy tymianek. Gotujemy jeszcze przez 3 minuty, cały czas mieszając - do czasu aż zgęstnieje. Na patelni prażymy mieszankę sezamy, migdała i nasion słonecznika i taką mieszanką posypujemy zupę przed podaniem.

 

pomysł na obiad

 

I jak? Znalazłaś wśród moich przepisów swój pomysł na obiad? Jeśli podobają Ci się moje przepisy i chcesz więcej, albo masz ciekawe pomysł na ich modyfikację - podziel się ze mną swoją opinią! A jeśli chcecie znać jeszcze jedno fajne miejsce, z którego korzystam w celu inspiracji, zajrzyjcie tutaj.

 

"Nie ma bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia." - George Bernard Shaw

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram