Jadłospis na cały dzień to coś, z czego mogłabym zrobić całą serię wpisów. Im bardziej wkręcam się w świat zdrowego odżywiania, zdrowego stylu życia - tym bardziej kombinuję, szukam nowych smaków i rozwiązań.
Coraz bardziej fascynuje mnie jak można łączyć niektóre smaki, jak przyprawić dania. I czasem naprawdę żałuję, że nie mam więcej czasu i kasy - wtedy mogłabym naprawdę eksperymentować, piec jaglane ciasta, zaopatrzyć się w cały zapas zdrowych mąk, makaronów i wszystkiego co zdrowe. Mając jednak ograniczony budżet i czas - trzeba sobie radzić z tym co łatwo dostępne w sklepach i tym co... tanie. Całe szczęście wcale nie jest tak źle, jak niektórzy mówią. Wystarczy odrobina wiedzy na temat tego co jest zdrowe, wystarczy poznać swoje smaki - i szybko dojdziecie do wniosku, że to co wydawało Wam się drogie i niedostępne - jest tak naprawdę na wyciągnięcie Waszej ręki. I wcale nie musicie nadszarpnąć Waszego budżetu.
Zapewne niektórzy z Was zastanowią się czy taki wpis, w którym pokazuję Wam jadłospis na cały dzień, w którym są zdjęcia, dania powstają akurat na potrzeby bloga. Nie. Prawda jest taka, że zazwyczaj jeśli zrobię na spontanie coś do zjedzenia, co super wygląda na talerzu - automatycznie robię zdjęcie aparatem. Te zdjęcia sobie tam na karcie czekają i czekają...aż przyjdzie taki moment jak dziś - kiedy zrobię z nich użytek. Dzisiejsze propozycje to moje hity ostatniego tygodnia. Na cukinię załapałam smak, zaraz po tym jak pokazałam Wam ją w ostatnim jadłospisie dziennym. Od tamtej pory jem chyba codziennie ... A jaki jadłospis na cały dzień przygotowałam na dzisiaj? Sprawdźcie sami!
1. ŚNIADANIE - naleśniki z mąki razowej z musem jagodowym

Jajko roztrzepujemy razem z mlekiem i wodą. Dodajemy mąkę. Naleśniki smażymy na dosłownie "kapce" oleju. Do jogurtu naturalnego dodajecie jakiś owoc i mieszacie. Ja dodałam jagody ( jak na słoika przystało, mam kilka słoiczków od mamy z takimi cudami jak jagody). Ale jogurt można zmieszać tak naprawdę z czymkolwiek: rozgnieciony banan, maliny, truskawki. Tak zrobionym musem, polewacie naleśnik, lub smarujecie i zawijacie w rulonik.
2. DRUGIE ŚNIADANIE - owocowy mus z siemieniem lnianym

Owoce obieramy i miksujemy razem z siemieniem lnianym i opcjonalnie z łyżeczką nasion chia i łyżeczką migdału. Górę posypujemy odrobiną zmielonego migdału.
3. OBIAD - grillowany kurczak z warzywami

Pierś z kurczaka przyprawiamy wedle smaku. Warzywa doprawiamy najlepiej przyprawą rozmarynową i kapką oliwy. Wszystko kładziemy na patelnię grillową ( ziemniaczek pocięty w plastry, cukinia również, cebulka w całości). Liście sałaty lodowej mieszamy w jogurtem naturalnym. Jadłospis na cały dzień, który zawiera taki obiadek, będzie IDEALNY!
4. PODWIECZOREK - ciasteczka orkiszowe - przepis na 25 ciastek. Powinno Wam starczyć na kilka dni ;)

Miękkie masło, ucieramy z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajko, wanilię i sól. W drugiej misce mieszamy mąkę z sodą. Zawartość jednej i drugiej miski łączymy ze sobą i miksujemy. Wsypujemy nasiona słonecznika i drobno posiekane migdały i czekoladę. Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy na blaszce wyłożonej papierem. Każdą kulkę lekko spłaszczamy łyżką. Czas pieczenia to ok.15-20 minut w 180 stopniach – zależy jakiej wielkości i jak grube zrobiliście ciastka.
5. KOLACJA - rukola z rzodkwią i migdałem

Rzodkiew kroimy na drobne plasterki i mieszamy z pozostałymi składnikami.
I jak podoba Wam się mój jadłospis na cały dzień ? Proste? No proste! Smaczne? I to jak! Pamiętajcie, że to tylko propozycje, inspiracje - które mają na celu pokazać Wam jak fajnie można łączyć składniki. Sami widzicie, że praktycznie wszystkie składniki możecie sobie zastępować czymś co lubicie. Najgorsze co można zrobić, to widząc jeden składnik, którego nie lubicie powiedzieć "Eee tam, nie lubię tego" - to dodaj coś co lubisz!
Sami widzicie, że posiłki są dość syte, są pełnowartościowe - nie ma opcji, byście chodzili po tym głodni. A świadomość, że jecie zdrowo, jest naprawdę cudowna. Z kolei fakt, że to zdrowie podane na talerzu jest takie smaczne - sprawia, że wkrótce sami zaczniecie kombinować, próbować i samemu sobie udowadniać, że mitem jest gadanie, że na to wszystko trzeba mieć kupę kasy i czasu. Z tym czasem mi kitu nikt nie wciśnie. Jak komuś bardzo zależy to znajdzie czas i w nocy, żeby zrobić sobie posiłki do pracy.
Przykładów znam całe mnóstwo, więc wcale nie piszę tego tylko dlatego, że ja akurat pracuję w domu, więc mogę sobie na to pozwolić. A nawet jeśli brak czasu na gotowanie, to przypominam, że kupienie niezdrowego batona w sklepie, zajmuje tyle samo ile zrobienie zdrowej kanapki lub... jej kupienie. Wiele razy miałam dni, w których cały dzień byłam na służbowych spotkaniach - może ciężej było wtedy o regularność i zdrowy obiad, ale należy się nauczyć w takich momentach, kupować zamiast słodkiego lub fast-foodów, coś zdrowego, a tego dzisiaj w sklepach jest całe mnóstwo. Zawsze warto mieć pod ręką jakiś owoc, jogurt naturalny, czy ciasteczka owsiane.
Wymówki są zawsze dobre, ale patrząc na to ile czasu ludzie tracą pisząc w sieci komentarze " Nie mam czasu" - doskonale widzę, że czas jest - ale najzwyczajniej w świecie marnotrawiony... :) Często temat czasu, poruszany jest w rozmowach o śniadaniu. Ludzie wstają mega wcześnie do pracy, często na pół śpiąco wychodząc z domu. Często w weekendy, kiedy Pola jest z F. wykorzystuję ranki na spotkania, których nie udało mi się zrealizować w tygodniu. Zrywam się wtedy, często jeszcze w sennym nastroju, zerkając na zegarek i robiąc wszystko na szybko. Ale ludzie! Nie dajmy się zwariować. Zdrowa kanapka z kiełkami to kwestia minuty. Pół minuty ją robimy, drugie pół jemy. Nikt nie oczekuje, że codziennie będziemy robić sobie naleśniki. Sami tego nawet od siebie nie oczekujmy :)
Pamiętajcie, że czas jedzenia niezdrowych rzeczy, a tych zdrowych jest taki sam. Przyrządzania również - o ile nie porywacie się na posiłki, które robi się godzinę. Czas nie jest tu więc żadną wymówką.
Jeśli chodzi o ilość posiłków - u mnie z racji późnego śniadania, posiłków jest cztery, nie pięć. Jednak dla osób, które dość wcześnie wstają i dość późno chodzą spać - pięć posiłków musi być. Pamiętajcie, że najważniejsza jest REGULARNOŚĆ!!! Jak się okazuje - przez wielu bagatelizowana!
Mam nadzieję, że dzisiejszy jadłospis na cały dzień przypadł Wam do gustu i będziecie czekać na więcej. Jeśli nie przypadł - może trafię z kolejnym. Bo tym oto jadłospisem otwieram całą serię wpisów z kulinarnymi inspiracjami. Zdrowe, pyszne, dzienne jadłospisy. A tymczasem zajrzyjcie do poprzednich inspiracji...
Wpadajcie też na mój insta, gdzie co prawda jadłospis na cały dzień nie będzie w jednym wpisie, ale wrzucam tam często szybkie propozycje dań i przekąsek: tutaj :)
Zdrowy jadłospis na cały dzień + alternatywa dla cateringu dietetycznego!
Taaak! To zdecydowanie jeden z tych wpisów, którego publikacji aż nie mogę się doczekać! Zdrowy jadłospis na cały dzień, to zdecydowanie rzecz, która się Wam przyda. Ale nie z tego powodu tak bardzo się niecierpliwię - dzisiaj po raz kolejny udowodnię Wam, że jeśli się chce, to znajdzie się alternatywę dla wszystkiego - nawet dla wymarzonego cateringu dietetycznego, którego koszt to cała pensyjka przeciętnego człowieka.. a może i więcej?
Dzisiejszy zdrowy jadłospis będzie inspirowany w całości czymś, co zagościło jakiś czas temu w moim domu. Domowa Dieta Pudełkowa. Ale o niej wspomnę Wam na samym końcu. Najpierw sprawię, że pocieknie Wam ślinka i trochę Was utwierdzę w przekonaniu ( po raz kolejny) , że zdrowe znaczy:
Ostatni tydzień upłynął mi w kuchni na eksperymentach z nowymi przyprawami, produktami i pomysłami. Zabiegi na ciało, które rozpoczęłam wraz z poniedziałkiem są dla mnie niesamowitą motywacją, by nawet minimalnie nie grzeszyć jeśli chodzi o jedzenie. Na czystym jedzeniu jadę już drugi tydzień i czuję się jak nigdy - lekko, czysto i ... zgrabnie :) Zdrowy jadłospis stał się u mnie codziennością.
Jak wiecie jeśli chodzi o jedzenie, jestem raczej leniwa. Na rękę jest mi codzienne przygotowywanie tych samych posiłków z lekkimi modyfikacjami. W sumie nie chodzi tu nawet o lenistwo, a o przyzwyczajenie. Jeśli kocham jeść na śniadanie omlety, a na przekąskę owoce z jogurtem - to po co to zmieniać? A no po to, żeby nam te cuda po kilku tygodniach nie zbrzydły. Przedstawiam Wam zatem jadłospis, który był dla mnie totalną odmianą. Zaskoczenie jednak... na plus! Duży plus. Zaczynamy. Oto mój zdrowy jadłospis na caluuuutki dzień.
ŚNIADANIE - muesli wysokobłonnikowe z jagodami goji i jogurtem
Sześć łyżek muesli mieszamy z sześcioma łyżkami ciepłej wody i odstawiamy na 10 minut. Po upływie określonej ilości minut, muesli łączymy z jogurtem.



II ŚNIADANIE - koktajl owocowy z chia
Owoce myjemy, obieramy i kroimy w kostkę. Miksujemy razem z nasionami chia. Mi wyszła konsystencja musu - tak lubię najbardziej :)



OBIAD - mix kasz z warzywami i kurczakiem














Dania podane w jadłospisie są dobrane tak, by można było po pierwsze przygotować je w maks 30 minut - po drugie - bez problemu zapakować je w pudełko.


Przyznam się szczerze, że PO RAZ PIERWSZY spotkałam się z jadłospisem, który był w realizacji tak tani i ... przyziemny jeśli chodzi o dostępność produktów. Od zawsze powtarzałam też, że lubię mieć wszystko rozpisane i podane pod nos - tak jak tutaj: lista zakupów, jadłospis i potrzebne przyprawy. To dla mnie mega duże ułatwienie.







Zdrowe nuggetsy? Się robi?
Zazwyczaj szukam przepisów w internecie, czasem zasięgam po poradę mojej mamy, ale zdarza mi się też sięgać do odpowiedniej literatury. Czasem stosuję się do przepisu w 100 %, a czasem odpowiednio go pod siebie modyfikuję. Ostatnio królują u mnie książki z przepisami bez pszenicy. Moja córka z dnia na dzień, staje się coraz bardziej wybredna, a mi brak już czasem pomysłów na coś, co mogłoby jej posmakować. Najbardziej smakują jej pulpeciki i spaghetti. Zupy są na 1 miejscu. Ale kiedy jemy kurczaka w postaci np. jednego kawałka, bądź shoarmy - nie je wtedy wcale, choć dobrze wiem, że lubi. I wpadłam na pomysł, by zrobić... nuggetsy. Dzieciaki zawsze zajadają się tym w knajpach, czy macu, więc może by tak zrobić zdrowszą wersję? W książce Kuchnia bez pszenicy znajdziecie całe mnóstwo przepisów oznaczonych "Dzieci to lubią" - no i kurcze, rzeczywiście! Lubią, bo kurczak w takiej postaci znikł z Poli talerza w moment. Jestem teraz tylko ciekawa reakcji F. - podejrzewam jednak, że brak mu będzie tej niezdrowej paniery, ale kto wie...
Przygotowanie zdrowych nuggetsów jest błyskawiczne. Wg książki - 10 minut. Ale serio - pokrojenie kurczaka i obtoczenie go w jajku i przyprawach tyle nie trwa! No to lecimy!
Składniki:
Jajka łączymy z roztopionym masłem, a w drugiej misce mieszamy: siemię lniane, parmezan i wszystkie przyprawy. Kurczaka kroimy na kawałki ok. 3 cm, obtaczamy je w jajku, następnie w przyprawach. Na blasze wyłożonej pergaminem, układamy wszystkie kawałki i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 190 stopni. Wyjmujemy po 20 minutach. Do tak przyrządzonych nuggetsów, idealny będzie sos na bazie jogurtu naturalnego i czosnku. No...i tyle. Nudne to już będzie, ale rzeknę, że to...banał! :D
Zdrowa panierka z siemienia lnianego to idealny pomysł, dla osób dbających o linię i o zdrowie. Siemię lniane obniża poziom cholesterolu we krwi, ponadto działa też przeciw nowotworowo i przeciwzapalnie.
To jak? Spróbujecie?































No i raz na jakiś czas zdarzy się, że spełnię sobie taką zachciankę. Problem tkwi w tym, że jak już dopadnę się do zakazanego owocu, to ciężko mnie od niego oderwać. Kokosanki pochłaniam w ilościach ...ach. Szkoda gadać. W ogóle zdrowe odżywianie jest mega ciężkie. Gdybym to ja była sama, to luuuz! Ale nie! Nie jestem! Przyjdzie Ci taki chłop po pracy, wkroczy do domu, pocałuje w polik, a ty ... witasz go taka dumna, po trzech pełnowartościowych zdrowych posiłkach... na stole już czeka pyszna, zdrowa kolacja, ach! Ależ ja będę szczupła jak tak będę jadła! I skaczesz tak po kuchni z wizją siebie na plaży z płaskim brzuchem, jędrnymi pośladkami...i do akcji wkracza on. Otwiera lodówkę i rozpakowuje zakupy, a tam...ulubione wafelki. Takie z dwóch warstw, jedna śmietankowa, jedna czekoladowa. Kolejny zakup - pepsi. Ale to już mnie nie rusza. Kranówa the best, zawsze i wszędzie, a nie tam jakieś sztuczne gazy. No, ale zaraz po pepsi...dubletka. Z lidla! Jedliście kiedyś? Jezus mówię Wam! Kulinarny orgazm za 59 groszy. Miazga! A po dubletce to ci wyłoży chleb pszenny, taki biały, puszysty, a fuuu! Nie tknę, aż niedobrze mi się robi. I znów pogadanka się zaczyna, czy on wie co w takim chlebie jest, czy on zdaje sobie sprawę jak się truje. Chłop już słuchać nie może o tym brzuchu pszenicznym... "Sobie przeczytaj co w tej Twojej dubletce jest" - Ci odpowie cwaniak. I pozamiatane, koniec dyskusji! No i ja tupie nogą i mówię: czemu znów kupiłeś te wafelki? I słyszę..."Przecież nie musisz jeść"...rozumiecie? Nie musisz jeść...nie muszę. Pewnie, że nie. Nie muszem, ale chcem! Bardzo chcem. No dobrze, otwieraj! - zarządzam. A on na to: "Ale Alicja...nie łapczywie. Delektuj się, niech zostanie na jutro."... szkoda, że jeszcze nigdy nie zostało.
W ogóle życie z człowiekiem, który w nosie ma zdrowe żywienie jest ciężkie. O ile stoisz nad garami i pichcisz smaczne posiłki, jest super! Ja to zjem, dziecko zje, facet zje. Ale co jak poza pięcioma posiłkami dochodzi Ci wieczorna uczta składająca się z pierdyliarda niezdrowych rzeczy?! No i co...no i jedyną opcją, choć wcale nie jest ona najlepszym wyjściem jest... robienie słodkości samemu. Czegoś co pozwoli mi wiedzieć co jem i nie mieć aż takich wyrzutów sumienia. W końcu jeśli jeść słodkie to przynajmniej na bazie 4 składników, a nie... 40. Jest jednak taki problem, że to i tak na marne, bo wciąż nie mam umiaru. Wyjściem byłoby ani nie kupować, ani nie robić...ale skoro Twój rycerz na białym koniu, wraca z zapasem wafelków każdego dnia - to nie ma innej opcji. Kobito! Precz do kuchni...tam gdzie twe miejsce ( nie no bez jaj! ). No i kto by pomyślał, że z kulinarnej kaleki zrobi się ze mnie taka kuchareczka! Omlety, naleśniki, spaghetti, ciasteczka... a nawet kokosanki, o!
Z tymi kokosankami to jest śmieszna sprawa... ciasteczka orkiszowe to robiłam kilka razy, bo nie wychodziły. A kokosanki...one wyszły i za pierwszym razem i za drugim. Tylko jakby to ująć...nie zdążyłam zrobić zdjęć po prostu. Raz zrobiłam pod wieczór. Miałam robić zdjęcia dnia następnego. Ale wieczorem jak to zazwyczaj o tej porze bywa... tak nas przyssało, że wcięliśmy wszystkie. Drugi raz - sprawa podobna. A trzeci raz...trzeci raz to wczoraj był. Zrobiłam. Wyszłam na spacer. Wróciłam, a w domu... ciemno. Nici ze zdjęć, to myślę "schowam!". I budzi się z drzemki mały głodomór i chce jedną i druga i trzecią. Matka też się skusi na dwie, a co! Ile zostało? 15! No i wierzcie lub nie... 15 przetrwało do dziś! Dobry dzień wczoraj miałam. Po prostu jak F. wszedł do domu, to ja wyszłam. Nikt nic nie kupił, nikt nikogo nie kusił. Ha! No i mamy to! To ja Wam teraz powiem jak takie cuda zrobić. Na walentynkową ucztę, będą w sam raz!
KOKOSANKI można zrobić na dwa sposoby.
SPOSÓB I :
Wiórki prażymy na suchej patelni na lekko złocisty kolor. Zdejmujemy z ognia i studzimy. Białka ubijamy na sztywną pianę, dodajemy wanilię i stopniowo wsypujemy ksylitol. Na końcu dodajemy ostudzone wiórki i mieszamy. Ręką ( lub łyżką) formujemy nasze kokosanki. Powinny być mniej więcej wielkości orzecha włoskiego, ja tam lubię nawet większe. Tak uformowane kokosanki, układamy na papierze umieszczonym na kratce do pieczenia. Piekarnik powinien być nagrzany do 140 stopni, a kokosanki powinny piec się ok 20-25 minut, muszą się lekko zarumienić. Jeśli lubicie dodatek czekolady, możecie gotowe kokosanki polać czekoladą roztopioną w kąpieli wodnej.
SPOSÓB II
Masło roztapiamy w garnku i dodajemy: ksylitol, mleko, wanilię i wiórki. Gotujemy przez moment na małym ogniu, do czasu rozpuszczenia się ksylitolu ( cały czas mieszamy). Zdejmujemy garnek z ognia i czekamy aż przestygnie. Do zimnej masy dodajemy pianę ubitą z białek. I tak samo jak w sposobie nr 1 - ręką ( lub łyżką) formujemy nasze kokosanki, układamy na papierze umieszczonym na kratce do pieczenia. Tym razem piekarnik powinien być nagrzany do 180 stopni, a kokosanki powinny piec się ok 15-20 minut, do lekkiego zezłocenia. I tutaj również możecie polać je czekoladą.
Smacznego! :)


























Przepis na ciastka orkiszowe wziął się zwyczajnie z miłości... Kocham wszelkiego rodzaju ciastka, ciasta, wafelki - nie mam jednak w zwyczaju robić ich sama, a odkąd przeczytałam składy tych z marketu - stwierdziłam, że wolę nie jeść ich wcale. Ostatnio jednak chęć na coś kruchego i słodkiego, chodzi za mną nieubłaganie. Postanowiłam więc spróbować... z racji, że nie lubię robić czegoś na pół gwizdka, nie zadowoliłam się ani za 1, ani za 2 próbą. Te pierwsze spaliłam. Zrobiłam zbyt grube, efektem czego zjarały się na dole, a w środku były surowe. Druga próba, było nieco lepsza... BUT STILL. Jakieś takie krzywe mi wyszły, jeden wyglądał jak opuchnięta buzia z uszami, drugi jak... a nieważne, bo to już trzeba naprawdę być utalentowanym. No, ale w smaku były już nawet, nawet. Do trzech razy sztuka, powiedziałam. I wpadłam na pomysł, by przepis jeszcze czymś wzbogacić. Ogromniasty smak miałam na żurawinę - ale, że jej nie miałam w swoich zapasach - wybrałam nasiona słonecznika, które lubię dodawać do wielu rzeczy: do sałatek owocowych, do sałatek z kurczakiem, do koktajli. No i wstyd się przyznać, ale na jednym się nie skończyło. Ja wcięłam chyba trzy, Pola dwa... ona padła z tego przejedzenia, a ja ledwo siedzę i spoglądam na resztę ciastek, a w głowie rozbrzmiewa mi myśl "oczy chcą...dupa nie może."
A jak d*** nie może, to ja już nic nie poradzę. Niech czekają. Może jak głodomór mój się obudzi to je spałaszuje. Kto wie! A tymczasem nie zwlekam i podaję Wam ten banalny przepis. Bierzcie i jedzcie z niego wszyscy! Bo to samo zdrowie. Tylko nie przesadźcie i zachowajcie umiar, choć z góry mówię, że będzie ciężko.
PRZEPIS NA CIASTKA ORKISZOWE ZE SŁONECZNIKIEM -
z poniższych składników wyjdzie Wam ok. 25 dużych ciastek. Po dwóch człowiek już jest zasłodzony, więc niech nie przerazi Was ilość cukru - nie jemy tego hurtowo ;)
Składniki:
Miękkie masło, ucieramy z cukrem na gładką masę. Dodajemy jajko, wanilię i sól. W drugiej misce mieszamy mąkę z sodą. Zawartość jednej i drugiej miski łączymy ze sobą i miksujemy. Wsypujemy nasiona słonecznika i drobno posiekane migdały i czekoladę. Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i układamy na blaszce wyłożonej papierem. Każdą kulkę lekko spłaszczamy łyżką. Czas pieczenia to ok.15-20 minut w 180 stopniach - zależy jakiej wielkości i jak grube zrobiliście ciastka.
Czas przygotowania jest naprawdę krótki... zajmuje to od 5-10 minut. Jest to zdecydowanie opcja szybkiej i pysznej przekąski, dla całej rodziny. Jeśli spodobał Ci się mój przepis na ciastka - podziel się nim z innymi!
SMACZNEGO! :)



































taca - smukke
Jak zrobić omlet - dziś sama się dziwię, że są osoby, które tego nie wiedzą. O dziwo - ja też nie wiedziałam, dopóki nie dowiedziałam się jakie to banalne! Nowy Rok to doskonała okazja do jeszcze większej mobilizacji w walce o bycie fit. Kiedy byłam nastolatką, zrywałam się z różnymi dietami, kupując jakieś twarożki, suchary itp. Męczyłam się, katowałam, a efekty były zerowe. A jeśli jakimś cudem już jakieś były - to tylko chwilowe. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że wystarczy zdrowy rozsądek i odrobina wiedzy, która pomoże mi rozróżniać jedzenie od jedzenia. Jak już zrozumiałam, że nie potrzeba jakiś wymyślnych jadłospisów i kombinacji - w moment zaczęłam niezdrowe zamieniać na zdrowe. Chwila moment i stało się dla mnie normalną rzeczą, że kupuję chleb tylko taki, który nie ma w sobie pszenicy, jogurt tylko taki, który nie ma w sobie mleka w proszku no i generalnie...wszystko to czego skład nie jest całą lekturą obowiązkową na 30 linijek. Kiedyś wspominałam już Wam, że metodą małych kroków, zaczęłam od śniadań. Tak weszło mi to w krew, że nie zjem niczego innego, prócz ulubionych pozycji typu: omlet, jajecznica, kanapki z łososiem...
No i właśnie... bo bohaterem dzisiejszego wpisu jest ... omlet. Wyobraźcie sobie, że jeśli jest się kulinarną kaleką, to słowo OMLET brzmi mniej więcej jak BEZA. To jest po prostu kochani coś niewykonalnego dla osoby, która umie tylko smażyć schabowe i gotować jajka. Ale kiedy zostałam świeżo upieczoną mamuśką i kupiłam sobie pierwszą książkę Ewki - w 1 albo 2 dniu Ewka nakazał mi ten omlet zrobić... Tragedia ludzie! Ugotować jajka bym umiała...ale omlet? No jakie było moje zdziwienie, kiedy go zrobiłam, zjadłam i stwierdziłam, że to jest...pyszne! Ale to jest nic. Teraz jak ktoś pyta " Jak Ty robisz ten omlet?" - myślę sobie " No jak to jak. Normalnie." I nagle dochodzi do mnie, że nie tylko ja byłam tak słabo wyedukowana w dziedzinie kulinarnej. Jest nas wiele! A jeszcze bardziej utwierdziło mnie ostatnio wejście na moją stroną z wyszukiwarki, poprzez wpisanie hasła " Jak zrobić omlet z samych jajek". Damn! Jest nas więcej!
Dlatego dzisiaj tym bardziej proszę o wyrozumiałość, ludzi chociaż ciut uzdolnionych kulinarnie. Serio, nawet banalnych przepisów, trzeba było się kiedyś nauczyć! Niektórzy, robią to dopiero teraz. No to lecimy!
SKŁADNIKI:
Jajka wrzucamy do miski, roztrzepujemy. Dodajemy pokrojoną drobno cebulkę, rozgnieciony czosnek i rukolę. Wszystko mieszamy. Doprawiamy do smaku. Na patelni rozgrzewamy łyżkę oliwy i wlewamy masę na omlet. Po ok. pół minuty sprawdźcie czy Wasz omlet odchodzi już ładnie od patelni i jest "ścięty" i przewróćcie go na drugą stronę. Takie cudo możecie posypać na wierzchu rukolą albo kiełkami, a do tego zjeść dwie kromki pieczywa razowego. Pyszka!
Przepis ten możecie dowolnie modyfikować i na miejsce rukoli wrzucać to co Wam najbardziej smakuje np. brokuł, szpinak, papryka, roszponka, pomidory. Wszystkie chwyty dozwolone - byle zdrowo!
PS: Chciałam też dodać, że dla mnie zawsze takie śniadanie wydawało się mało smaczne i generalnie - bez szału. Wszystko zmieniło się w momencie, w którym pierwszy raz w ogóle odważyłam się coś takiego spróbować. Wiecie... ja to kanapkowa dziewczyna za czasów szkolnych byłam. Kanapki na śniadanie, obiad i kolację najlepiej. Więc ten omlet to naprawdę WYCZYN kulinarny był na pierwsze razy w kuchni. A teraz? Nie wyobrażam sobie śniadania bez niego. Jest genialny. A jeśli dobrze doprawiony - to rozwali Wam kubki smakowe - pozytywnie oczywiście!
PS: Jeśli ktoś jeszcze z Waszych znajomych, zastanawia się jak zrobić omlet - podrzućcie mu ten wpis!








Imprezowe przekąski, na które postawiłam rok temu to:
W tym roku spontanicznie na sylwestra wybieram się ze znajomymi do wynajętego na wyłączność pubu. Będzie ok.30 osób, a każdy ma zrobić coś samodzielne w domu i przynieść. No właśnie. I z tego co widzę, wszyscy najchętniej zrobiliby sałatkę gyros i cezar oraz ... ciasta. Zaczęłam więc myśleć intensywnie, a że jadłam wczoraj w restauracji łososia, wpadłam na pomysł, że to on będzie odgrywał w dwóch pierwszych przekąskach główną rolę.
Jeśli śledzicie dobrze mojego bloga, będziecie pamiętać to cudo z mojej relacji z warszawskiego hotelu. Podano nam wtedy mały starter przed zjedzeniem tego co zamówiliśmy. Moje podniebienie oszalało wtedy z zachwytu, a ja od tamtej pory tylko czekam na okazję żeby te cuda stworzyć. Jestem kulinarną kaleką, ale to jest po prostu banał! Poniżej podaję Wam składniki dla uzyskania 1 porcji. Dostosujcie to po prostu do liczby gości.

Łososia i cebulę kroimy w kosteczkę i mieszamy ze sobą. Dodajemy tymianek w drobnej postaci. Pamiętajcie, by cebulka było pokrojona bardzo drobno. Wymieszane składniki doprawiamy wedle gustu pieprzem i solą, dodajemy łyżeczkę oliwy, mieszamy. Nakładamy całość na maleńką miseczkę, bądź mini talerzyk kładziemy na górę kiełki rzodkiewki, a obok dekoracyjnie kapary. Całość przed podaniem skrapiamy sokiem z cytryny.
Nie wiem czy kiedykolwiek tego próbowaliście, ale 'oatcakes' to takie placuszki a'la grzanki z mąki owsianej. Możecie kupić je w każdym sklepie, w którym znajduje się zdrowa żywność. Oczywiście możecie to samo zrobić na cienkiej grzance. Byle było to coś kruchego.

Kolejny banalny przepis. Potrzebujemy:
Na grzanki nakładamy po jednej, dość solidnej łyżce serka. Zawijamy plaster w "rurkę" i kładziemy na serku. Na górze posypujemy drobno posiekany szczypiorek, lub kładziemy w takiej formie jak na zdjęciu.
Kolejna smaczna i łatwa w przyrządzeniu przekąska. Można tutaj kombinować i fantazjować do woli. Nadziewamy wszystko to, na co mamy ochotę. Ale ja tam uwielbiam mięsny klasyk z cebulką i pieczarą! Mniami!

Składniki na 4 szaszłyki:
opcjonalnie może dodać np. paprykę, cukinię lub inne warzywa.
Do marynaty:
No i oczywiście - patyczki.
Pierś z kurczaka kroimy na kwadraciki, w miarę równe kawałki. Tymianek i pietruszkę drobno siekamy. Oliwę, przyprawy i wszystkie składniki do marynaty mieszamy w misce. Wkładamy do niej kawałki kurczaka i tak jak przy marynowaniu - przykrywamy miskę folią i wsadzamy do lodówki na ok. 45 minut. Warzywa kroimy wedle uznania, skrapiamy oliwą. Wyjmujemy kurczaka z lodówki i nadziewamy go razem z warzywami na patyczki. Szaszłyki możecie przyrządzić zarówno w piekarniku jak i na grillu. Czas przygotowania w piekarniku to ok. 30 min przy 200 stopniach. Na grillu - ok. 15 minut.
Pamiętam swój wyjazd na see blogers, gdzie w roomie dla prelegentów, był cały stół różnego rodzaju przekąsek. Niby nie byłam głodna, ale kiedy dopadłam tacę z mini tortillami, modliłam się tylko o to, by zostać tam sam na sam właśnie z nimi. Raj dla podniebienia!

Jeśli będziecie robić wersję z łososiem, możecie zrobić tortille zarówno z tatarem jak i z plastrami wędzonego. W przypadku kurczaka, rozbijamy go jak kotlety, przyprawiamy i smażymy. Po usmażeniu kurczaka wraz z warzywami kroimy w paseczki. Warzywa można pokroić w drobną kosteczkę, jak kto woli. Placki na tortille, smarujemy serkiem, następnie posypujemy mixem sałat, startym serem, kładziemy kurczaka i warzywa. Każdy placek zwijamy jak tradycyjną tortillę i tak zwinięty kroimy na mini tortille.
Tutaj już nie będę się rozpisywać. Robicie je totalnie wg własnego uznania, z tym z czym lubicie je najbardziej. Chodzi tutaj tylko o to, by np. w przypadku chleba tostowego przeciąć je na 4 trójkąty i w 3 warstwach nabić na patyczki. Możecie tutaj kombinować do woli i umieszczać przeróżne sałaty, warzywa, mięsa, a nawet sadzone jajka. Chlebek oczywiście najlepiej będzie smakował, jeśli go lekko przypieczemy. Będzie chrupki i nie zmiękczy się nam od sosów, jeśli będziecie chcieli takie dodać.

Pomysłów na imprezowe przekąski jest całe mnóstwo. Tak naprawdę, możecie zrobić WSZYSTKO dzieląc to na mniejsze porcje, umieszczając w malutkich miseczkach itp. Pamiętajcie, że podczas imprez, zwłaszcza jeśli pije się alkohol, stajemy się głodni - ale wcale nie myślimy wtedy o wielkiej porcji obiadowej, a o czymś "na ząb". O wiele fajniej jest postawić na stole kilka, różnorodnych przekąsek, z których każdy znajdzie coś dla siebie, niż jedno duże danie.
Przepis na naleśniki powstał u mnie z potrzeby zrobienia czegoś prostego i zdrowego. Wspominałam już kiedyś, że jeśli chodzi o umiejętności kulinarne, to nie jest u mnie najlepiej? No pewnie tak. Jednak życie bez żadnej rodziny w pobliżu, sprawiło, że nie ma już co liczyć na obiad u teściowej, czy podrzucony placek z rana pod same drzwi. Odkąd mieszkamy w Warszawie, jestem mistrzem jajecznicy, pysznych kanapek ( chociaż to od dawna), omletów czy schabowych z ziemniakami. Na słowo naleśniki reagowałam : "A gdzie tam ja i naleśniki!" - ciągle gdzieś tylko czytałam, że to nie jest wcale takie banalne, że pierwszy nigdy nie wychodzi - no tak, to mi zapewne nie wyjdzie pierwszy, drugi, trzeci, a przy czwartym puszczę chatę z dymem. Jednak kiedy omlety, kanapeczki i jajecznice zbrzydły mojemu dziecku - musiałam tego dokonać. BANAŁ. A nawet banan. Bo, żeby to same naleśniki były...ale one z dodatkami nawet! Pora chyba wybrać się do master chefa, bo moje umiejętności zaczynają mnie zaskakiwać. Pora podzielić się nimi ze światem. ( PS: Jeśli trafiłeś tutaj z googli - nie, ten tekst nie jest na serio i nie łap się za głowę, myśląc : " Ona tak na poważnie?" ;) ).
No. Ale jak na kulinarną kalekę, to te naleśniki to naprawdę mistrzostwo. Tfu. Mistrzostwem jest to, że moje dziecko pochłania je wszystkie! A może i Twoje pochłonie? Łap ten banalny przepis!
Z poniższych proporcji zrobiłam bodajże 3 naleśniki, z których wycięłam 9 małych kółek. Pola wcina ok.4/5. Reszta dla mnie! ;)
Mleko łączymy z wodą i dodajemy jajko. Wszystko mieszamy, po czym dodajemy mąkę. Znóóów mieszamy - ja robię to trzepaczką, miksera się nie dorobiłam - wychodzi dobrze.
Banał, co? Na naleśniki kładziecie już to, co Wasze dzieciaczki lubią najbardziej. U nas na środkowym naleśniku znalazła się konfitura z czarnych jagód, a na reszcie - jogurt naturalny ( BEZ MLEKA W PROSZKU!), i naprzemiennie banan i płatki gorzkiej czekolady. Można zetrzeć, można czasem dostać takie drobne kawałeczki w jogurtach fantazji. Nieeeebo w gębie! <3 I jak zdrowo!
Szybka przekąska będzie dzisiaj gratką szczególnie dla osób, które lubią słodkie. Czy jest na sali ktoś kto nie lubi owoców? A jest na sali ktoś kto nie lubi malin, borówek? Na pewno ktoś taki się znajdzie, ale podejrzewam, że będzie to jakiś wyjątek. Aaa czy jest tutaj ktoś to tak jak nie jestem mistrzem w kuchni, albo ktoś kto dba o swój czas i lubi szybkie, sprawdzone przepisy? W takim razie śmiem stwierdzić, że szybkie i proste przepisy będą tutaj naprawdę mile widziane! Jeśli chodzi o mnie to nawet gdybym umiejętności posiadała - nie znalazłabym czasu, by je wykorzystać. Blog, dużo spotkań, opieka nad dzieckiem, sprzątanie, nauka - cenię sobie zatem pomysły na dania, które da się zrealizować w kilka minut. Resztą niech zajmie się piekarnik, babycook czy inne cuda techniki. Śmiało można wtedy w kuchni powiedzieć "Ja tu tylko sprzątam... " ;) . No dobra ale czy szybko znaczy smacznie? Od zawsze zaznaczam, że tak! Podobnie było z propozycjami śniadaniowymi. Wielokrotnie słyszałam, że ludzie nie jadają śniadań przed wyjściem do pracy, bo nie mają na nie czasu. A ja pokazałam, że się da! Wsypanie granoli i jogurtu do miski to jakieś pół minuty. A można przecież wrzucić to do lunchboxa i zjeść po drodze! ;)
Poniżej przedstawiam Wam coś co bez problemu zrobicie na szybko, gdy pojawią się niespodziewani goście, a wy będziecie chciały podać coś co smakuje i przy okazji ładnie wygląda. Poniżej recepta na to, by nasza szybka przekąska, była nie tylko szybka, ale i smaczna!
* garść malin
* garść borówek
* 3 łyżki mąki
* 1/4 kostki masła
* 2 łyżki zmielonego migdału ( lub po prostu w drobnych kawałkach)
Masło, mąkę i migdał szybkimi ruchami łączymy ze sobą i lepimy kulkę. Wkładamy ją do zamrażalnika na ok. pół godziny. W międzyczasie do 4 ceramicznych foremek wsypujemy owoce. W moim przypadku były to maliny i borówki, ale możecie też dołożyć poziomek czy jeżyn. Jeśli bardzo lubicie słodkie, możecie posypać owoce cukrem - dla mnie owoce słodkie same w sobie, tego dodatku nie potrzebują. Po pół godziny, wyjmujemy ciasto i ścieramy je na tarce nad owocami. Rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni i wsadzamy do niego foremki na ok.15 minut. Wyjmujemy i ... gotowe! Leciutko ciepłe będą idealne z kulką zimnych lodów i bitą śmietaną. Mniam!
Z racji, że jak już wspominałam jestem kulinarną kaleką, w momencie, w którym widziałam jak owoce puszczają soki w piekarniku czułam się jak masterchef. Najfajniejsze jednak chyba w tym wszystkim było to, że wszystko zostało pochłonięte w moment przez F. i Polę...a nie zawsze mina F. wskazuje, że coś jest naprawdę dobre. A skoro prosi o dokładkę, to można powiedzieć, że to już mój malutki krok naprzód ;)
Szybko i smacznie! Da się ? Da! Nawet nie mając minimalnego pojęcia na temat kucharzenia, można wyczarować coś tak pysznego!
foremki - DUKA
