Pamiętam to jak dziś. Liceum. Każdy z Nas czuł się już prawie jak dorosły. Nowa szkoła, nowy start, można pokazać się od innej strony.

Wychowawczyni mi znana. Uczyła mnie historii w podstawówce. Fajna babka. Byłam jej najlepszą uczennicą. Pierwsze miejsca w konkursach historycznych, dodatkowe zajęcia, referaty na oceny celujące. Wszystko ponad program. Jednak już na starcie zauważyłam, że nie jest już taka jak kiedyś. Szydercze uśmiechy, docinki. Czułam jakąś dziwną energię, która od niej biła. 

Na lekcji organizacyjnej zrobiliśmy wyboru do samorządu klasowego. Zostałam przewodniczącą. Uczniowie nie znali mnie jeszcze zbyt dobrze, ale widocznie wzbudziłam zaufanie. Stwarzałam wrażenie pewnej siebie, bo z taką maską żyje się po prostu łatwiej. W rzeczywistości byłam krucha, słaba, nie mogłam znaleźć swojego miejsca na ziemi. Wszystko ładnie pięknie. Tydzień później na godzinie wychowawczej, wychowawczyni wpadła na „genialny” pomysł. Każdy z nas, na kartce napisać miał trzy osoby, które lubi najbardziej i trzy których nie lubi. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wyniki zostały ujawnione.

„Najbardziej nielubiane w klasie są X,Y i Alicja W.” – ogłosiła głośno przy 30 osobach, przy czym przy moim nazwisku na jej twarzy pojawił się głupi uśmieszek. Poczułam się jakbym dostała w twarz. Ja, stwarzająca pozory niezniszczalnej i wygadanej dziewczyny – poczułam, że palę się ze wstydu, a oczy zaszły mi łzami. Dawno nie czułam się tak poniżona. I pomijam już fakt, że nie wiem czy to była prawda, bo zbierając wtedy kartki widziałam się w rubryce tych najbardziej lubianych. To już jest mało istotne. Czułam się źle. Cholernie źle. Dla kogoś kto ciągle w siebie wątpi, a swoje poczucie własnej wartości uzależnia od innych, było to tak, jakby ktoś wyrwał cząstkę mnie i ją zdeptał, przeżuł i wypluł.

Ale minęło kilka dni i wszystko zaczęło wracać do normy.  Cudownie spełniałam się w roli przewodniczącej i każdego dnia potrafiłam załatwić wszystko to, co było w interesie mojej klasy. Na przerwach prowadziłam „korki” z j. angielskiego, ponieważ pani, która Nas go uczyła nie potrafiła przekazać wiedzy tak, by ktokolwiek skumał o co chodzi. I to był kolejny błąd. Niby podważyłam autorytet nauczyciela. Teoretycznie chciałam dobrze. Zawsze w każdej szkole była jedną z najlepszych uczennic jeśli chodzi o j.angielski. Miałam do tego głowę, świetny akcent. Umiałam też uczyć innych. Ale szkoła nie lubi uczniów, którzy się wychylają i są przebojowi. W naszej szkole najbardziej lubiane były takie szare myszki w pierwszych ławkach. Nie przeszkadzały, ale też nigdy się nie udzielały.

Chciałam mimo wszystko się na coś przydać. Za chwilę miałam jednak zaliczyć kolejny fuck-up. Lekcje fizyki nie należały do najprzyjemniejszych, ale znieślibyśmy to, gdyby nie fakt, że po pierwszym sprawdzianie okazało się, że skala ocen kończy się na czwórce. Taki system znacznie zaniża średnią końcową wszystkich ocen, bo piątki z fizyki nie dostanie nikt. Miałam w sobie poczucie takiej misji, że nie możemy być traktowani jak idioci, którzy jako jedyni ze wszystkich szkół w mieście, mają jakiś inny system oceniania. Poszłam do dyrekcji. Nie poszłam tam walczyć. Chciałam, żeby było sprawiedliwie. Brak piątek nie był jeszcze tak fatalną sprawą jak fakt, że to co przy normalnej skali łapałoby się na dwójkę, przy skali pana od fizyki było na pałę. Tej interwencji dyrekcja nie przełknęła. Dowiedziałam się, że jestem bezczelna, że uważam się za nie wiadomo kogo. Wiele epitetów usłyszałam na swój temat, zostałam wyśmiana, wytknięta palcem. A na koniec zwołano w szkolę radę. Z mojego powodu. Zwołano radę jak gdyby chodziło o gwałt na uczennicy.

Kolejny zwykły szary dzień. Wchodzę do szkoły. Godzina wychowawcza. „Przykro mi, ale nauczyciele jednogłośnie stwierdzili, że zostałaś usunięta z samorządu.”. Stoję jak wryta. Co ja im zrobiłam? Znów ten cholerny szyderczy uśmieszek. Znów moje łzy w oczach. Znów moje starania okazały się niczym. Może jestem totalnym gównem. Może jestem nic nie warta. Może oni mają rację. A może to i lepiej. Może teraz nie będzie już żadnych kwasów, może lepiej się usunąć, nie wychylać. To było akurat ciężkie, bo byłam jedną z tych uczennic: głośne, przebojowe. Tylko, że za tą moją głośną naturą, była też wielka ciekawość świata, aktywność, zaangażowanie. Ale jak już wspominałam – nauczyciele tego nie lubią.

Myślałam, że teraz będzie już tylko lepiej. Że będzie spokój. Najgorsze miało jednak nadejść. Wkrótce do grona nie trawiących mnie nauczycieli, dołączyła pani od języka niemieckiego. Nie ma mnie na lekcji. Przychodzę dopiero na drugą. W szkole wielkie poruszenie. Nauczycielka nie chce wpuścić mnie do klasy krzycząc, że o wszystkim wie już dyrekcja, że natychmiast mam dać telefon do rodziców. Jestem bezczelna, po co w ogóle chodzę do szkoły, z takim podejściem daleko nie zajdę. I znów. Czuję się jak gówno. Można mnie wyzywać, można mną pomiatać. Wszędzie wszystkim przeszkadza. Mam coraz mniejszą chęć chodzić do szkoły. Całą urazę i złość chowam jednak w sobie. Po cichu w samotności płaczę, ale wśród znajomych nadal staram się mieć maskę niezniszczalnej. Zresztą wśród nich, nie myślę o tym całym syfie zwanym szkołą. Nie mam już ochoty się uczyć i robić nic. Szkoła i nauka są do bani. To wszystko jest nic nie warte.

Po sytuacji z j.niemieckim wróciłam do domu. Mama powiedziała mi, że dostała telefon ze szkoły. Podobno są ze mną poważne problemy.  Do szkoły uczęszczają chłopacy dostający same pały, są też ćpuny, są złodzieje. Są jednostki, które potrafią wyzwać nauczyciela na środku sali. Ale to ja jestem poważnym problem. To ja te problemy stwarzam. Same pozytywne oceny, zaangażowanie, raz nie było mnie na lekcji – najbardziej problemowy uczeń w szkole. O co tutaj chodzi… W kolejnych dniach dowiedziałam się z prywatnych źródeł, że wychowawczyni obgaduje mnie… poza szkołą. Ze swoimi koleżankami. Dzień wcześniej widziała jak w szkole w czasie przerwy siedziałam na schodach. Nade mną stał kolega. Jej wersja : ” I siedzi i ryczy na tych schodach, przeżywa jakieś miłosne rozterki i co ona sobie głupia myśli, że szkoła to miejsce na takie rzeczy?”. Nie dałam rady. Dlaczego ciągle jestem na językach? Dlaczego w ogóle ktoś tak bardzo na mnie się skupia? Czy jestem aż tak żałosna? Czy jestem aż takim gównem, że mój smród porusza wszystkich wkoło?

Może brzmi to niepozornie, ale mnie dotknęło jak nigdy. Te wszystkie wydarzenia razem wzięte spowodowały, że moje poczucie własnej wartości spadło w końcu do zera. Z radosnej nastolatki, która czuje, że może wszystko stałam się zbłąkaną duszą. Czułam się jak … jak nikt. Zaczęłam dostawać pały za nieuzasadnione sprawdziany, za nieobecności nawet z powodu choroby na forum klasy zostawałam przepytywana. Codziennie grożono mi nagannym zachowaniem. W kolejnych dniach za złe zachowanie koleżanek, podczas gdy ja siedziałam cicho – musiałam pisać jako jedyna niezapowiedziane kartkówki. Miałam dość. Wróciłam do domu i poleciałam prosto do toalety. Zaczęłam wymiotować, a na myśl o szkole dostawałam dreszczy. Czułam, że nie znaczę nic. Zamknęłam się w pokoju, zasłoniłam roletami całe okno. Poszłam spać. Wstałam o 20, spakowałam się do szkoły i szłam spać dalej. Rano szkoła, po szkole sen w ciemnym pokoju, pobudka o 20 i znów spać. Nim się obejrzałam minęło mi w tym stanie kilka miesięcy.

Kilka miesięcy w ciemnym pokoju. Odcięłam się od rodziny, a w weekendy ( i nie tylko….) odreagowywałam alkoholem. Depresja pochłonęła mnie całą. Coraz mniej się uczyłam. Jakby tego było mało przed ukończeniem pierwszej klasy kiedy świadectwa były już wypełnione jednak nie można było ich jeszcze nikomu pokazać dowiedziałam się, że koleżanki wychowawczyni już widziały moje świadectwo. Nie rozumiałam czemu, ale wkrótce zrozumiałam. Wychowawczyni chciała się zapewne popisać, jaką zgotuje mi nauczkę. Doprawdy, świetnie opracowany plan… Zakończenie roku. Odbieram świadectwo. Zachowanie UWAGA nieodpowiednie. Nawet koleś, który wyniósł ze szkoły telewizor nie dostał takiego zachowania…Jebs. Chaos w głowie. Wpatruję się w ten świstek papieru. Oczy zalewają mi się łzami. Pytam zdziwiona ” Nieodpowiednie…?”. W odpowiedzi dostaję znów ten głupi szyderczy uśmiech i odpowiedź: ” A dziwisz się?”. Jestem gównem… jestem gównem.

Wakacje mnie zregenerowały. Spotkania z przyjaciółmi, wspaniałe osoby wkoło. Beztroska, chillout, pierwsze wyjazdy bez rodziców nad jezioro. Na regale leżała książka. Dostałam ją od mamy. Miała tytuł sekret, a mama kiedy mi ją kiedyś dała powiedziała: może to Ci pomoże. Pewnego dnia w końcu po nią sięgnęłam i zaczęłam czytać. Pierwszy raz poczułam, że może jeszcze odzyskam sens życia. Ten prawdziwy. Taki, który sprawia, że chce się żyć, że chce się sięgać gwiazd. Pewnego dnia wstałam, odsłoniłam rolety i zaczęłam żyć. Druga i trzecia klasa liceum upłynęła mi na fazie: wyjebane. Dużo wagarowałam i miałam tryb imprezowicza, ale wychowawczyni z tego co pamiętam zaszła w ciążę i odeszła, fizyki w 3 klasie z tego co pamiętam już nie było.

Czy sytuacja w liceum miała na mnie wpływ? Tak. Ogromny. Do tej pory mam problem z wiarą we własne możliwości. Często zwierzam się siostrze, że ogromnie jej zazdroszczę tego, że umie to i tamto podczas gdy ja do wszystkiego mam dwie lewe ręce. Przed każdym napisaniem pracy na studia odczuwam presję, że człowiek taki jak ja nie może napisać nic wartościowego ani czegoś co ma sens. Zaniżone poczucie własnej wartości dotknęło mnie całej. Nie chodzi tutaj tylko o to co w głowie, ale też o wygląd, który pewnego dnia stał się moją obsesją. Bo tu nie chodziło tylko o fakt, że nic nie znaczę. Ja po prostu cała jestem… do dupy. W moim późniejszym życiu miało miejsce jeszcze wiele przykrych sytuacji, które wynikały z niskiej samooceny.

Dziś z tym walczę. Staram się wierzyć w siebie i kochać swoje odbicie w lustrze. Studiuję i jestem wspaniała mamą. Staram się. Codziennie staram się doskonalić we wszystkim co robię, ale wiem, że pewnych przykrych doświadczeń nie wymażę z pamięci. I czy tego chcę czy nie chcę, one już na zawsze będą się one odbijać na mojej psychice. Bo mimo walki i wiary we własne możliwości – pewne sytuacje są zbyt głęboko zakorzenione, by pozbyć się ich całkowicie.

PS: Tych przykrych sytuacji było o wiele więcej. Nie starczyłoby mi jednak miejsca, by o tym wszystkim napisać. Obrywało mi się nawet wtedy gdy się nie odzywałam. Obrywało mi się za wyraz twarzy – jak się nie uśmiecham wyglądam jakbym była wkurwiona. Gdy odpowiadałam przy sprawdzaniu obecności „Jestem” stwierdzano, że powiedziałam to bezczelnie i w moim głosie czuć pretensje. W drugiej klasie na zastępstwo przyszła do nas dyrektorka. Nigdy cała klasa nie była tak cicho jak na tych zajęciach. Dyrektorka zadała pytanie dla ochotników. Pamiętam, że chodziło o wojnę w jakimś kraju. Zgłosiłam się jako jedyna i odpowiedziałam. Kilka dni temu czytałam o tym w jakiejś książce i czułam się tak cholernie dumna, że jako jedyna z całej klasy miałam taką wiedzę i jeszcze zdobyłam się na odwagę, by o tym powiedzieć. Kilka dni później moja mama dostała informację ze szkoły, że na zajęciach z dyrektorką byłam nieuprzejma i przeszkadzałam… Prosty sposób na to, jak zabić w uczniu chęci do nauki i jego ambicje.

Dlaczego o tym piszę? Bo liceum to czas, kiedy człowiek szuka własnej tożsamości. Błądzi, szuka odpowiedzi na milion pytań. Sprawdza, testuje, doświadcza. Jeśli podczas tego etapu, na naszej drodze staną osoby, które na każdym kroku będą nam pokazywać, że nie znaczymy nic – uwierzymy w to. Dziś, kiedy o tym sobie przypominam, myślę sobie: jeny, dlaczego nic z tym nie zrobiłaś? Dlaczego pozwoliłaś się tak traktować? Dlaczego nie powiedziałaś rodzicom, siostrze? A no dlatego, że tak właśnie działa ten mechanizm. Kiedy ktoś kto powinien być autorytetem, jest nauczycielem i ma „władzę” – zaczynamy wierzyć po cichu, że to z nami jest coś nie tak. I choć bardzo swojego „oprawcy” nienawidzimy… rośnie w nas poczucie, że to my jesteśmy winni. I jeśli komuś o tym powiemy – inni również uznają nas za innego.

Nauczycielu bądź człowiekiem. Nie podcinaj skrzydeł. Pozwól tym skrzydłom latać.

Anty reklama dla mojej szkoły. Pozdrawiam i pokazuje dziś środkowy palec. To i tak za mało.
Tempus w Inowrocławiu. A napisy na budynku mówią same za siebie.

Author

Jestem internetowym twórcą i właścicielką firmy marketingowej. Prowadzę autorskie warsztaty rozwojowo-relaksacyjne dla kobiet. Od 6 lat zajmuję się prowadzeniem strony internetowej, która całkiem niedawno zmieniła swoją nazwę. Przez ostatnie lata działałam pod nazwą MAMALA. Obecnie tworzę pod własnym imieniem i nazwiskiem. Piszę o świadomym i zdrowym życiu, o jego blaskach i cieniach. Pomagam tysiącom kobiet odnajdować równowagę i harmonię w swoim życiu.

48 komentarzy

  1. Nigdy się w szkole z takim czymś nie spotkałam…
    Mega krzywdę Ci wyrządziła…
    Nie patrz na to co było trzeba wiedzieć jakie się ma wartości Bądź silna!!!

  2. Podcięte skrzydła w młodości mogą prowadzić do tragedii. Za dużo złego dzieje się w szkołach. Mało dziś jest nauczycieli z powołania. To co spotkało Ciebie jest przykre i niesprawiedliwe. Mówią że ciężkie doświadczenia wzmacniają człowieka. Może i tak jest, ale szkoła to nie jest dobre miejsce na takie zyskiwanie doświadczenia.
    Według mnie jesteś super kobietą a po Twoich wpisach (które czyta się jednym tchem) wnioskuję że także szczęśliwa. Masz wspaniałą córeczkę, kochającego faceta i spełniasz się jako mama i narzeczona. Masz grono wiernych czytelniczek. Tego się trzymaj.
    Pamiętaj że dobro wraca ze zdwojoną siłą :)

  3. Skanadal, ale niestety gdy widzę gąski studiujące pedagogikę, które być może kiedyś będę nauczały mojego syna, to nóż mi się otwiera w kieszeni. Może studenci tych dziwnych studiów, powinni poszerzać swą wiedzę z dziedzinie psychologii, biologii człowieka itp, a nie zajmować się robieniem jakiś bzdurnych makiet i innych pierdół. W szkołach kwitnie nepotyzm, a nauczyciele z prawdziwego zdarzenia wymarli wraz z dinozaurami. Ja na szczęście chodziłam do tradycyjnego liceum z nauczycielami starej daty. Czasem różnica pokoleń dawała popalić, ale wolę to niż coś takiego jak u Ciebie. Jak można wartościową, inteligentną dziewczynę, tak bardzo skrzywdzić? Zakompleksione, zazdrosne babska, którym jakiś biedny facet powinien raz na jakiś czas ” przetrzepać porządnie sakwę” (czy jak to tam szło). Rynce opadyją!!!

  4. Na szczęście masz już to za sobą…ciesz się życiem, masz cudowną córcię, narzeczonego…wiele wspaniałych chwil przed Wami. Głowa do góry:)

  5. Nauczyciele moga zrobic naprawde dużo krzywdy… ehhh strasznie wspolczuje, ja tez doswiadczylam juz w gimnazjum segregacji na dzieci lepsze… zamozniejszych rodzicow i gorsze…. też mi podcinano skrzydla, ale postawilam na swoim, zmieniłam miasto, otoczenie… i juz było inaczej:-) pozdrawiam i życzę dużo dużo wiary w siebie i swoje umiejętności, jesteś wspaniała mamą:-) :-) :-) :-)

  6. Mega przykrość! Aż dziwnie mi w to uwierzyć – jesteś fantastyczna osoba, ktora mi (28-letniej kobiecie ) dajesz duzo energi, po przeczytaniu twoich blogowych notek,inspiracji dają mi wiarę w siebie!. Widocznie nauczycielka zazdroscila Ci wiary w siebie i twojej silnej woli i ze mimo wszystko sie nie poddalas! Wielki Szacun dla Ciebie! :* dla mnie jesteś mądra kobieta, matka- narzeczona!;) wiele bym dała by sie z Tobą spotkac i nauczyc sie od Ciebie jak żyć!:* Całusy:**

  7. To jakiś koszmar! Teraz pasowałoby się przypomnieć tej babie, pokazać jak świetnie piszesz, jaką masz piękną rodzinę. Niech ją całkiem szlag trafi z zazdrości

  8. Ja miałam podobną sytuację, bo nauczycielka z geografii nie lubiła mnie za siostrę i ostro dawaĺa w kość, a nauczyciel z historii za brata bo miał lepszy samochód. Na szczęście z babeczką od gegry pomogła mi moja wychowawczyni, bo bez niej byłoby ciężko a że z historii byłam naprawdę dobra to na 3 roku historyk też trochę odpuścił.
    Mega wsparciem była też moja mama, która chodziła do nauczycieli, wychowawczyni i dyrektora aż nauczyciele zauważyli, że nie odpuści i zluzowali.
    Nauczyciel jest w stanie zniechęcić ale wsparcie rodziny w takiej sytuacji daje naprawdę wiele i na szczęście liceum nie jest wyznacznikiem wartości. Pozdrawiam

  9. Kurczę, aż jestem zła jak czytam takie coś!!!
    Nauczyciel, który powinien wspierać i dawać przykładem to zazwyczaj zwykła świnia.
    Co kieruję tymi ludźmi kiedy wybierają taki zawód. Oczywiście wiadomo nie piszę tu o wszystkich.
    Przykro mi, że napotkałaś na taką zołzę, ale jak sama widzisz dziś jesteś odważniejsza i to Ty jesteś górą :)

  10. Również pozdrawiam ta sama szkole tak samo serdecznie jak Ty:) Nauczyciele w tej szkole bez komentarza:)

  11. Ala liczy się tu i teraz!! Nie warto patrzeć w tył, tak jak napisałaś masz cudowną córeczkę, kochanego narzeczonego, świetną rodzinę i przyjaciół wokół – dla nich warto się starać, dla nich warto być z dnia na dzień co raz lepszą! Piszesz świetne teksty, jesteś mega wartościową i mądrą kobietą i pamiętaj o tym zawsze i nigdy się nie poddawaj!! A takich nauczycieli powinni palić na stosie…

  12. Calkowita prawda ,rowniez gdybym mogla cofnac czas nie poszla bym do tej szkoly

  13. Straszne…
    Straszne, że ktoś potrafi tak dołować, gnębić młodych ludzi, dzieci. Kogoś kto potrzebuje akceptacji, zrozumienia, wsparcia.
    Dziś Twoja notka, wczoraj w „Uwadze” program o samobójstwie chłopca, gnębionego najprawdopodobniej przez nauczyciela… Czytam i się zastanawiam: Czy nasze dzieci będą w szkole bezpieczne i szczęśliwe?
    Świat jest paskudny czasami.
    Alicjo, podziwiam. Podziwiam, bo Ja owszem, miałam dużo problemów w szkole. Ze soba, a o nauce nie wspomnę. Ale czegoś takiego bym chyba nie przeszła. To świadczy o Twojej sile psychicznej, gratulacje :)

  14. RÓWNIEŻ CHODZIŁAM DO TEJ SZKOŁY, ten sam rocznik co Alicja W., tylko ze do technikum, do klasy, w której były same dziewczyny. Jej wychowawczyni uczyła nas historii i wos-u. Niby miła pani, ale również nie zapomnę tego fałszywego uśmiechu. Tylko, ze u nas nikt się tym nie przejmował i jak cos komus powiedziała, to to olewał. Tam jest więcej takich nauczycieli. A najbardziej denerwowało mnie w pierwszej klasie to, ze uczniowie z innych szkoł mieli takie zdanie o nas-uczniach Tempusa- „chodzisz do tempusa? haha, czyli nie musisz się uczyc, bo płacisz i Ci wszystko wolno” no faktycznie… otóż uczyc się trzeba było tak jak wszędzie, a czasem to nawet nauczyciele, którzy jednocześnie uczyli w innych szkołach (LICEACH) mieli bardzo duże wymagania i właśnie to co jest napisane w artukule- głupie docinki-ich było całe mnóstwo. Np. na naszej lekcji matematyki pani od matematyki bardzo nie ładnie się do nas zwracała, jak wchodziła do klasy to niektóre z dziewcząt az się trzęsy. Pewnego dnia w 4 kl tuż przed maturami siedziałyśmy i robiłysmy zadania w ciszy, a ona siedziała i na nas patrzyła i w końcu roześmiała się, my podniosłyśmy głowy, zdziwione, a ona do nas „ja to was dziewczyny podziwiam… jakie wy jesteście odporne psychicznie” po czym opowiedziała nam jak to chłopak kiedyś w klasie LO nie wytrzymał psychicznie, gdy ona mu docinała i się załamał i zmienił szkołę. Ją to bawiło…… Podpisuje się pod słowami Alicji, „Nauczycielu bądź człowiekiem”.

  15. Również zasilałam grono uczniów Tempusa. Zgadzam się, ta szkoła to istny cyrk na kółkach. Ta szkoła nie ma dla mnie mnie świetlanej przyszłości. Nauczyciele są ,,dochodzący”. Żadnemu takiemu pedagogowi nie będzie szczególnie zależało na mobilizowaniu klasy, gdyż jest on związany z inną szkołą. Uczniowie są skazani na siebie. Jednakże nie należy zapominać o innych nauczycielach, którzy coś dla nas zrobili, np. Pani od języka polskiego. Dzięki jej lekcji i sobotnim fakultetom zadowalająco zdaliśmy maturę. W takim bagnie też zdarzają się perełki :) Wiem również, że uczniowie z ,,elitarnych” inowrocławskich liceów patrzą na Tempusowiczów z pogardą i politowaniem. Mam coś na pocieszenie: zobaczmy ile z nas jest teraz na dobrych studiach lub szkołach policealnych. Możemy się tym poszczycić, choć ,,elita” w nas nie wierzyła :) Nie rozdrapujmy starych ran. Idźmy do przodu i pokażmy na ile nas stać! Pozdrawiam wszystkich Tempusowiczów :)

  16. Eh… ta Pani od historii. Pamiętam jej głupi uśmieszek, ale mi osobiście za skórę nie zaszła, ja podobne problemy miałam z panią od matematyki. Matury nie pisałam bo albo 2 albo matura i to jeszcze z wielką łaską…. Choć nie wszyscy nauczyciele byli tacy, no np. pani Kuszyńska jest przeze mnie wspominana bardzo ciepło :)

  17. W polskiej szkole funkcjonuje jakiś chory system odnośnie matur. Nie daje się uczniom wykazać. Uczeń nie może podejść do matury z ,,kiepską” 2. A może by się udało? Dlaczego pozbawiamy młodych ludzi matury, a tym samym zaważamy na ich przyszłości? Cała Polska podcina sobie skrzydła.

  18. Brak mi słów kochana. Poprzez swoje doświadczenie jesteś bardziej wyczulona w tym temacie i przez to będziesz chroniła swoją malutką Polusie!! <3

  19. Byłam jedyną punkówą w szkole…byli metalowcy i inne dziwolongi ,ale dziewczyna byla jedna…ja. I to razilo wszystkich nauczycieli choć inteligencją przewyższałam średnią …pomału ..powolutku kilku nauczycieli doprowadzilo do tego że zmienilam szkołe….i tam rozwinełam skrzydła…z super średnią jako wyróżniająca sie uczennica….oceniano mnie i moją wiedzę a nie wygląd …wiem co to znaczy psychczne znęcanie bo też byłam ofiarą takiego traktowania…to powinno być karane tak jak mobbing..najgorsze jest to że wielu uczniów nie ma wyboru…nikt im nie wierzy a wielu pedagogów szkolnych jest nimi tylko z nazwy na drzwiach…Kochana ,jeste§ piękną kobietą i super matką (sadzac po wpisach ,bo osobiscie sie nie znamy)…życzę Ci żebyś czerpala siłe i radość życia z tych wszystkich doświadczeń w myśl zasady co nas nie zabije to nas wzmocni….:-)

  20. Ale nie zniszczyli poczucia godnosci, honoru, wiary w siebie. Jestes madra, wartosciowa kobieta i tego sie trzymaj. Najwazniejsze to miec obok siebie ukochane osoby

  21. Tacy ludzie nie powinni w ogóle uczyć. Nie mam pojęcia co oni tam robią, ale ktoś się powinien tym zająć.
    Jesteś silna, możesz być dumna ze swoich osiągnięć :)

  22. O nauczycielach mam zdanie wyrobione od dawna. Fakt – przyfrajerzyłaś z tą krytyką nauczycieli. Szybko stałaś się chłopcem do bicia. W takich sytuacjach trzeba szybko zmieniać szkołę i udawać cichą mysz. Nauczyciele lubią myszy.

    • Przez to co robili ja również z czasem zaczęłam być bezczelna i się stawiać. Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie. Zawsze byłam wygadana i za to też mi się obrywało, ale co najlepsze. Byłam jedną z najbardziej aktywnych na lekcji osób w klasie. O dziwo zachowanie wzorowe dostawały osoby, które siedziały jak pi*dy przez 3 lata i się nie zgłaszały, bo…bo się nie uczyły.

  23. szok nigdy bym nie pomyślała o Tobie że mogło Cię coś takiego spotkać że w Twoich wpisach w Twojej osobie jest wlasnie siła i pewność siebie.
    Tacy nauczyciele nie powinni istnieć nie powinni pracować w szkole bo podcinając skrzydła młodym ludziom którym kształtuje się psychika na całe życie zawalają i świat.
    Myślę że możesz być dumna że przeszłaś To dzielnie podniosłaś się i teraz wiesz że jesteś silna jesteś wspaniałą matką narzeczoną córką siostrą!!!

  24. Mnie nie lubiła Pani z wf-u, ale ja jej też i tak sobie żyłyśmy, na szczęście nie okazywała tego AŻ TAK :O
    Strach posyłać dzieci do szkoły, do takich „nauczycieli”.
    Oglądałam też tą „Uwagę” i ryczałam.
    Nad tym, co się dzieje na tym świecie. Nad tym, że biedne niewinne dziecko jest tak poniżone i doprowadzane do tragedii przez takie dno, które nie powinno chodzić po tym świecie, skoro się do tego nie nadaje!

  25. I tu właśnie mamy problem, że nie ma nauczycieli z powołania, tylko tacy, którzy przez przypadek, nie dostając się na inne studia zostali nauczycielami :/ U mnie sytuacja była trochę inna. Byłam naprawdę nielubiana, za to miałam wychowawczynię, która powiedziała – jak masz kręgosłup i głowę na karku, to będziesz mieć wrogów, ale dasz sobie z nimi radę :) I Ty o tym pamiętaj :D

  26. jejku… było, minęło :) nie masz powodów żeby czuć się gorsza od innych. jesteś śliczną, dobrą matką i bardzo mądrą osobą :* masz w sobie tyle ciepła! ja też mam rodzinę…dzieci,narzeczonego ale norrrmalnie się w Tobie ‚lofciam’ hehe <3 chciałabym Cię poznać :)

    • za naukę hmm przez 4 lata przepuszczano chłopaka który nie chodził prawie wcale do szkoły zawsze spadał na 4 łapy podczas gdy inni chodzili po 10 razy za nauczycielem żeby pozwolił im coś poprawić więc masz racje po prostu cała klasa się nie uczyła ;>

  27. Strasznie się to czytało.. . Ale ja miałam u siebie podobnie. Mialam tylko to szczęście że rodzice stali za mną murem. Zawsze mnei bronili. Nieważne ile razy wzywani do szkoły. Przyjaciele też pomagali.
    Ale nie ma co patrzeć w przeszłość. Teraz masz nowe życie – dosłownie :). I tym się ciesz. A tego co smutne – nie pamiętaj.

  28. Tak samo jak ty mialam koszmar w tej szkole,robili mi problemy szczegulnie z matura i tak nie moglam jej napisac w terminie.ja sie staralam ,a oni byli na nie ,chcialam popelnic samobojstwo ,cielam sie ,mialam stany depresyjne ,myslalam,ze nic nie osiagne bo tak mi mowila caly czas jedna z nauczycielek to wlasnie dzieki tej nauczycielce czuje sie jak …..gdybym nie miala kochanych rodzicow ktorzy zobaczyli problem to pewnie by teraz mnie nie bylo dzieki tej wspanialej szkole to byl najwiekszy blad mojego zycia,ze wybralam ta szkole.Teraz pozdrawiam ich srodkowym palcem bo bardzo wiele osiagnelam i teraz wiem .ze to nauczyciele maja problem soba .Tempus to b……

  29. Nie najeżdżajcie tak na tą szkołę. Prawda jest taka, że jak ktoś się uczy i przykłada to nie ma tam żadnych problemów. Chęci też się liczą. Nikt nikomu bez powodu nie podcina skrzydeł, jeśli widzi, że uczeń się stara. Jestem absolwentką Tempusa i wiem co mówię. Wystarczy zajrzeć w głąb siebie :) Nie zawsze wina leży po stronie nauczyciela. Pozdrawiam.

  30. Widocznie bardzo im przeszkadzała Twoja.pewność siebie i upór w dążeniu do celu. Takie osoby jak Ty potrafią wiele zdziałać i wiele zmienić. No ale jak Ty smialas stawiać się wielmoznej świętości grona pedagogicznego?! :P Chcieli Cię utemperowac i uciszyć. Ale grunt, że się nie dałaś :)

  31. Zgadzam się z Alicją również miałam dobre oceny tylko nie szło mi z jednego przedmiotu ,ale się starałam ,chodziłam na korepetycje,nauczycielka powiedziała już w styczniu ,że mogę sobie robić co tylko chce ,a ona i tak mnie do matury nie dopuści i postanowiła oczywiście na swoim .Nie znam ,ani jednej osoby która mówi dobrze o tej szkolę,gdybym mogła cofnąć czas nigdy bym jej nie wybrała i byłam g… tylko w tym ,że nie zmieniałam szkoły .Podcinają skrzydła !!!!Pytałam się się w innej szkole czy też bym miała taki problem z podejściem do matury ,a dyrektorka powiedziała mi ,że nikomu nie odbierają szansy.

  32. Masz rację Mamalo! Duża ilość nauczycieli zachowuje się tak jak nie powinna. Nieludzko! Nie potrafią pomóc…Tylko jeszcze zgnębią…
    No to ja opowiem moją historię z moją szkołą. Zupełnie inną. Gimnazjum. Zniszczyło moją psychikę doszczętnie… Teraz Jestem zupełnie inną osobą, pozbierałam się, odbudowałam swoje całe „ja”…Choć zawsze będzie we mnie to co się zdarzyło..
    Chodzi tutaj dokładnie o towarzystwo jakie tam było… Pani dyrektor…obiecywała, że starsi koledzy będą nam pomagać…i w ogóle słodziła…itp. Pomyślałam sobie..może ma racje..Pfff…Naiwna.. :/
    Od pierwszego dnia gimnazjum…zaczęły się moje problemy ze „starszymi kolegami i koleżankami”. Wyzywali, gnębili moją psychikę, zastraszali… Męczyłam się przez rok potem drugi..Dopiero w trzeciej klasie poczułam się „bezpieczniej”… Ale przez te dwa lata zdążyli zrównać moją samoocenę do zera, a nawet poniżej… Czułam się źle…ba po słowach:” Jesteś gruba, brzydka…Taka nijaka…”, albo: ” Co ty tu robisz? Jesteś dziwna…” itp. Opadłam z sił..dosłownie.. Zaczęłam wymyślać choroby, a to że się źle czuję, a bo brzuch mnie boli….Większość czasu, gdy powinnam być w szkole- siedziałam w domu..Zamknęłam się w sobie jeszcze bardziej…Znienawidziłam ludzi. A gdy już szłam do szkoły miałam kłopoty…-> biegunka, czasami wymioty…
    Chodziłam do swojej wychowawczyni, do różnych innych pań ze szkoły…mówiłam, że źle się czuję w tej szkole, bo czuję się wyobcowana przez część starszej grupy „kolegów”… Hahaha . Głupia myślałam, że to coś da… Wszystkie mówiły…: Ale co my na to mamy poradzić, przejdzie im…Oni się tak tylko droczą…” Tia faktycznie…podroczyli się ze mną dwa lata…Moja psychika zrównała się z ziemią…I im przeszło, bo wyszli z tej szkoły, no !
    Nauczyciele powinni w takich sytuacjach jak najprędzej reagować, ponieważ dużo jest takich sytuacji w których dzieci, młodzież nie wytrzymują i kaleczą się, mają depresję, popełniają samobójstwa itp..
    Skończyłam tą szkołę…I nie płakałam dlatego, że skończy się gimnazjum tylko że zaczyna się lepsze życie bez gimnazjum.! :) N
    Technikum, w którym odżyłam…Studia na których obecnie jestem- bajka! <3 …
    Teraz potrafię stanąć przed lustrem i pomyśleć- Nooo dzisiaj to pięknie wyglądasz! :D :P
    Szczerze moim zdaniem gimnazjum jest nieudane – jest to najgorszy wiek na zmianę szkoły, miejsca itp. Szkoła podstawowa powinna być przedłużona po prostu..Choć jak teraz patrzę na tą „młodzież”, to ona mnie przeraża co będzie dalej…

  33. Przeszłam podobną sytuację, również w liceum. Trafiłam do klasy humanistycznej – ja, czytająca literaturę piękną, kochająca sztukę, interesująca się muzyką klasyczną i rozrwykową do poziomu wydawania zarobionych (z powodu ciężkiej sytuacji rodzinnej musiałam pracować ‚na czarno’ na własne kieszonkowe) pieniędzy na płyty cd i winylowe – ja, aspirująca poetka, w chwilach wolnych tłumaczka tekstów literackich w dwóch językach i w końcu ja, uważająca pisanie za swój jedyny talent. Trafiłam do klasy humanistycznej, pod skrzydła wychowawczyni, która adorowała uczennice zakuwające-zdające-zapominające, a inteligentniejsze osobniki tępiła. Osoby odstające od reszty – byłam jedną z nich, nielicznych. Polonistka, humanistka z doktoratem przy całej klasie potrafiła wprowadzić mnie w krzyżowy ogień pytań co do spraw osobistych, np. z jakiego powodu nie chciałam jechać na szkolną wycieczkę za granicę. Kobieta doskonale wiedziała o sytuacji w mojej rodzinie, ale uznawała moje argumenty za przykrywkę dla chęci ‚odcięcia’ się od klasy, braku integracji – mieszkałam sama w wynajętym lokalu, w każdy weekend jeździłam 80km w jedną stronę do chorej matki, aby ją choć trochę w pracy domowej wyręczyć; ojciec zmarł na raka 3 lata wcześniej; byłam niepewna przyszłości mojej rodziny, ale pewna swojej, do czasu gdy wychowawczyni zaczęła posyłać w moją stronę ironiczne/cyniczne uśmieszki z byle powodu – a czasem nawet jego braku. Komentowała moje (ocenione przez nią na najwyżej 3.) prace przy całej klasie, nawet kiedy nie było mnie w szkole. Stwierdziła, że nie należy mi się ocena dostateczna na półrocze, gdyż ‚nie potrafię pisać’. Moja pewność co do zdolności załamała się, żyłam w przeświadczeniu o marnocie własnej pracy aż do matury, którą zdałam (rozszerzoną) z wynikiem 100%, jedynym takim w szkole. Z języka polskiego otrzymałam ocenę dopuszczająca na koniec roku, tylko z powodu niewyjaśnionej antypatii wychowawczyni wobec mnie. Sytuacji wyżej opisanych było dużo, wiele, więcej na przełomie trzech lat. Pomimo, iż dziś studiuję wymarzone 2 kierunki, pomimo bycia tłumaczką kilku międzynarodowych portali internetowych, pomimo wydania 4 tomików wierszy, pomimo możliwości pisania doktoratu w przyszłym roku, po dziś dzień czai się we mnie ta zawiedziona, zdezorientowana, niesprawiedliwie oceniana i gnębiona dziewczyna, którą byłam przez cały okres liceum. Pozdrawiam

  34. Ladymami Paulina Odpowiedz

    Przeczytałam ten tekst dziś. Przypominało mi się ilu przykrości i niesprawiedliwości doznałam w szkole… Wrażliwa i ładna dziewczyna, która ma swoje zdanie zawsze ma wśród nauczycieli opinię kozła ofiarnego. Przedmioty, z których w gimnazjum było się dobrym oraz te, które pasjonowały stają się najmniej lubianymi. Współczuję tym, którzy czują podobnie…

  35. Ja tez bylam zawsze wygadana I jak to nauczyciele mowili „pyskowalam „. Jedni mnie gnebili inni lubili. Teraz mieszkam w UK I ciesze sie ze nie bede posy lac dzieci do polskiej szkoly

  36. Tez chodziłam do tej szkoły osobiście mam miłe wspomnienia co do niej ale mnie uczyli inni nauczyciele. Nigdy nie miałam okazji poznać Cie osobiście , jednak wczesniej chodząc do Konopy koleżanki z klasy z zazdrością opowiadały o Tobie i nie były to pozytywne słowa. Wydawało mi sie wtedy , ze musisz byc albo bardzo nie miła osoba albo wręcz przeciwnie , potem idąc do Tempusa „przyglądałam ” sie temu wszystkiemu raz widziałam Cie wybiegająca z budynku B z płaczem , chciałam podejść ale nie miałam odwagi. Dzisiaj czytając to żałuje mogłam podejść i cię wesprzeć , bo sama walczyłam z nauczycielami tyle ze z pozytywnym skutkiem . Dziś jestem pełna podziwu i uznania dla Ciebie , wręcz stałaś sie dla mnie przykładem :). Pozdrawiam Ebi.

    • Ach, jak ja żałuję, że nie miałam powiadomień o komentarzach do starych wpisów… Bardzo dziękuję za Twój komentarz! Dziękuję za miłe słowa. A co do koleżanek z klasy – niestety przyzwyczaiłam się już do tego, że w Inowrocławiu albo mnie kochają albo nienawidzą. A jak nienawidzą to najczęściej.. nie znają :) No cóż – takie życie hehe! :) Wszystkiego dobrego dla Ciebie, buziaki! :*

  37. Pingback: Depresja, która czai się w tle

  38. Pingback: Pozornie szczęśliwy nastolatek, często płacze za zamkniętymi drzwiami - Mamala by Alicja Wegner - dla kobiet szukających szczęścia.

Napisz komentarz

Zapisz się na newsletter

Jeśli lubisz dostawać listy - to ten newsletter jest dla Ciebie! Zostaw swój e-mail, a ja raz na jakiś czas odezwę się do Ciebie z porcją przemyśleń, przepisów i inspiracji... może któraś z nich odmieni Twoje życie. Co Ty na to?