Ale nawet przy białych ścianach, braku biurka, jakichkolwiek ozdób na ścianie, pokój Polduna jest i tak uroczy i jest w nim dużo fajnych rzeczy. Nie mam na co narzekać i chyba dlatego, odpuściłam póki co jakieś usilne próby urządzania go. Dzisiaj pokażę Wam stan pokoiku na chwilę obecną i opowiem o dwóch nowych meblach - regale i szafie, o które dostałam już masę zapytań. No ale zanim o tym, to jeszcze kilka słów o łóżku Poli.
Łóżeczko zabraliśmy za starego mieszkania, ale są to już jego ostatnie chwile. Służyło nam praktycznie od pierwszych chwil - najpierw jako łóżeczko niemowlęce, później po zdjęciu wysokich boków i zmianie na krótkie - jako tapczanik. Obecnie takie łóżeczko nie jest już dostępne w Polsce i z tego co wiem ten model nie jest już dostępny nigdzie. Przez 4 lata dostałam o nie milion zapytań, więc rzeczywiście coś musi w nim być, że się tak podoba :) Było okrutnie drogie, bo kosztowało kilka tysięcy, ale z perspektywy czasu widzę, że było warto. Wkrótce będę wystawiać je na sprzedaż razem z całkiem nowym materacykiem - zmienialiśmy materac, kiedy przeprowadzaliśmy się na nowe mieszkanie. Tym razem zarówno dla siebie jak i Poli wybraliśmy materac od PlantPur - dla Poli wersja Baby w rozmiarze 70x140 cm. PlantPur to materace ekologiczne wytworzone z olejów roślinnych. Składają się z dwóch warstw: termoelastycznej pianki Visco zawierającej do 50% olejów roślinnych oraz z pianki poliuretanowej z dodatkiem oleju kokosowego.
"W naszych materacach stosujemy pokrowce, które zapewniają bezpieczeństwo oraz higienę. Wszystkie tkaniny, które zostały przez nas użyte posiadają certyfikaty, są antyalergiczne i nie podrażniają skóry dziecka. Ekologiczna dzianina celulozowa, z której uszyty jest pokrowiec na bazę materaca jest wykonana z odpadów drewna bukowego oraz dodatkowo nasączona wyciągiem z drzewek oliwnych. Pokrowiec posiada także probiotyczną warstwę Fresh, stosowaną w przemyśle medycznym i w łóżkach rehabilitacyjnych. Nawierzchniowa tkanina PlantPur Aloes o wysokiej gramaturze jest nasączona wyciągiem z liści aloesu, skutecznie zapobiegając nadmiernemu rozwojowi roztoczy, bakterii oraz grzybów, które nie są pożądane w otoczeniu dzieci."





Materace są mega wygodne, śpi się na nich naprawdę dobrze, co potwierdziła ostatnio moja mama, które ma trochę z kręgosłupem problemy - stwierdziła, że to najlepszy materac na jakim w życiu spała. Pokrowiec można odczepić i wrzucić do prania - już tę opcję testowałam. Naprawdę 10/10.
Regał i szafa - są z nami od kilku miesięcy i choć na początku byłam przerażona ich gabarytem ( nigdy nie czytam wymiarów, jak coś zamawiam hahah) to jestem bardzo zadowolona z wyboru. Zacznijmy może od regału.
To regał od VOX z kolekcji Spot Young. Generalnie cała kolekcja jest bardzo prosta, młodzieżowa i praktyczna. Regał ma pięć otwartych półek, zwężających się od dołu ku górze. Dolna półka, ta najszersza, jest z tyłu zabudowana. Pod spodem jest jeszcze tyle miejsca, że śmiało możemy tam umieścić jakieś pudła. U nas np. są to pudła z klockami lego i koszyczek z figurkami. Regał jest naprawdę porządny i solidny, właściwie nie do ruszenia. Pomieścił wszystkie nasze gry, książki Polci, puzzle itp. Patrząc na ceny zwykłych regałów, które chwieją się i są po prostu tandetne, cena tego regału naprawdę nie jest wysoka jak na jakość mebla.






Szafa jest z tej samej kolekcji co regał czyli Spot Young. Jest to szafa dwudrzwiowa z wysuwaną na dole szufladą. Mieszczą się w niej wszystkie ciuszki Poli, a nad wieszakami na półce mamy jeszcze walizkę, w której mamy różne kocyki itp. Pod tą właśnie półką szafa ma zainstalowane oświetlenie LED, która zapala się automatycznie przy otwieraniu szafy. Tak jak w przypadku regału, pod szufladą jest jeszcze spora przestrzeń, mamy tam wsunięty kosz z klockami. My wybraliśmy oczywiście front biały, ale można wybrać też front w kolorze grafitowym. Próbowałam kiedyś ruszyć szafę i ją przesunąć, ale nie mam takiej siły. I może lepiej, bo przynajmniej Pola, może chować się przed matką w szafie i robić sobie ze mnie jaja :P I mam pewność, że szafa jej kiedyś nie przygniecie :P Na stories niektórzy dziwili się, że mieścimy się w tak "małej" szafie. Nie wiem ile inne dzieci mają ubrań, ale ja jestem raczej minimalistką i Pola w tej szafie ma wszystko prócz swoich bucików, a jak dokupię wieszaki to i buty się zmieszczą. Wszystkie sweterki, bluzki z długim rękawem, kurtki, sukienki wiszą na drążku. Pod spodem na półce mamy spódniczki, krótkie spodenki, bluzki z krótkim rękawem i spodnie. W szufladzie bielizna, rajstopki, apaszki, rękawiczki, stroje kąpielowe. Jak komuś mało miejsca, to do szafy można dokupić wieszak zewnętrzny, albo kupić taką samą szafę ale trzydrzwiową.








Drzwi i podłogę pokazywałam Wam już w tym wpisie -----> "Drzwi i biała podłoga w naszym mieszkaniu" - ale napiszę jeszcze raz, że drzwi to model ASILO PERTINI 4 bezprzylgowe z mleczną szybą. Ościeżnice są regulowane bezprzylgowe. Klamka to model o nazwie Voltare.
Z perspektywy czasu wiem, że wybrałam dobrze. Drzwi są łatwe w czyszczeniu, nie można nimi trzasnąć, fajnie się je zamyka i nie trzeba do tego nawet używać klamki - w takim sensie, że wystarczy ją chwycić i popchnąć nie trzeba nią "sterować", a drzwi się zamkną praktycznie bezdźwięcznie.
Jeśli chodzi o podłogę, to też jestem niezmiennie zadowolona. Fakt, że jest jednak wymagająca, bo ma rowki i powłokę wodoodporną, a w dodatku jest biała - ale... ale bardziej chodzi tutaj o fragment w kuchni, czy przedpokoju. W sypialni i pokoju Poli, z racji, że tutaj nie je, nie pije, nie chodzi w butach - jest okej i myję te pomieszczenia dosłownie raz w tygodniu, gdzie salon i przedpokój myję co drugi dzień.

Pozostałe rzeczy w pokoju Poli, to praktycznie wszystko to co było, z drobnymi nowościami typu kuferki z biedry, nowe torebki czy pojemnik na klocki lego :P Postaram się Wam trochę tutaj rzeczy wymienić, skąd co jest, żebyście się nie fatygowali z milionem zapytań - ale w razie co, od tego tu jestem i jeśli tylko coś Wam wpadnie w oko - pytajcie :)
A jakie plany na pokój Poli? Przede wszystkim kupić biurko, powiesić zasłony i zagospodarować ściany - myślę o kilku naklejkach, sztukaterii i jakiejś półce ściennej + ozdoby typu wieszaczek na torebki, lusterko itp. W końcu Pola skończy lada moment 5 lat, to już pannica :P Zastanawiam się też co zrobić z kuchnią, bo obiecałam kupić Poli duży domek dla lalek - domek + biurko zajmie trochę przestrzeni, a jak widać na załączonym obrazku nie ma jej tu aż tak dużo. A, no i najważniejsze! Nowe łóżko - ale przecież o tym już pisałam na początku. Zdecydowanie musimy kupić większe, ale ciągle odkładałam to w czasie...
Pokój jak na niedokończony i tak ma dla mnie swój urok - najważniejsze, że Poldun chce spędzać w nim czas. Mam nadzieję, że wkrótce stanie się bardziej kolorowy i bardziej funkcjonalny. Ale nie mam na to aż takiej spiny - wszystko w miarę możliwości - czasowych i finansowych. Koniec końców, w życiu nie wnętrza są najważniejsze, a serce domu - czyli MY :)




















Budzik - Westwing
Poduszki - Dekoori
Kuchnia - Hoplik
Kuferki - biedronka
Pościel - MomForBaby
Walizka - Allegro
Pojemnik na Lego - sklep LEGO w Galeria Mokotów
Drewniany garbus - Montownia Zabawek
Łazienka to jedyne pomieszczenie w naszym mieszkaniu wykończone od A do Z. Wszystko jest w niej na tip top i chyba ani razu nie pomyślałam, że wybrałabym inną wannę, inną umywalkę czy cokolwiek innego. Pewnie pamiętacie moją wizytę w BLU salony łazienek, którą zrelacjonowałam we wpisie Ostatnia prosta do wymarzonej łazienki. To właśnie w tym salonie, wybrałam całe wyposażenie swojej łazienki. Efekt końcowy pokazałam Wam o tutaj.
Od całkowitego wyposażenia łazienki minęło jakieś pół roku, ale łazienka jeśli chodzi o podstawowe rzeczy i wykończenie ( płytki, armatura) jest z nami już dziesiąty miesiąc. Przez taki czas można się już jakoś odnieść do jakości materiałów. Pierwszą rzeczą, o której chcę napisać jest fakt, że jednak nie zamontowaliśmy szyby przy wannie, ze względu na zbyt bliskie położenie umywalki. Szyba nie mogłaby otwierać się do strony zewnętrznej, a otwierając ją do wewnątrz, istniałaby obawa, że po zderzeniu z kranem w wannie, rozsypie się w drobny pył. Szyba, szybą, ale nie wyobrażam sobie takiej sytuacji z dzieckiem w łazience... Ok, pewnie pomyślicie, że szyby nie trzeba byłoby wcale otwierać, ale... byłby problem z wejściem do wanny. Z ubikacją po lewej stronie i szybą po prawej, wejście do wanny byłoby mocno ograniczone. Dodać do tego fakt, że mając w przyszłości drugie dziecko, kąpanie go musiałoby się chyba odbywać, kucając na kolanach na ubikacji. Dlatego szyba poszła w odstawkę. Czy żałujemy zatem deszczownicy? Nie do końca. Tak czy siak z niej korzystamy. Da się to robić bez szyby i nie jest dla mnie problemem wytarcie kilku kropli z płytek pod wanną. Poza tym Pola uwielbia jak podczas kąpieli, robimy jej delikatny deszczyk także... jest ok!

Nasza łazienka jest malutka, więc wydaje mi się, że logistycznie jest to wszystko dobrze ogarnięte. Mamy miejsce na ręczniki, na kosmetyki, na detergenty, na kosz na pranie, na wagę itp. Jedyne dwie rzeczy, do których mogłabym się przyczepić to zbyt nisko zamontowana umywalka i kontakt nad pralką, przez który widoczny jest kabel od pralki. Ale to są już moje błędy, bo fachowiec pytał czy nie przenieść kontaktu niżej i pytał na jakiej wysokości montować umywalkę. Wtedy te kwestie w ogóle nie były dla mnie istotne. Teraz też jakoś bardzo nie są, ale gdybym mogła się cofnąć w czasie, pewnie bym zwróciła na to uwagę.
Jeśli chodzi o płytki - może zastanowiłabym się raz jeszcze nad białymi płytkami w połysku na podłodze, ale... sama nie wiem. Efekt jaki jest podoba mi się tak bardzo, że jakoś nie umiem wyobrazić sobie czegoś innego. Trochę dobija mnie czasem fakt, że szybko robi się brudno, ale przywykłam już, że sprzątać trzeba tak czy siak, więc nie ma co ubolewać. Jak jeszcze znajdę jakiś patent na czyszczenie białych fug, to będę w siódmym niebie. No ale... mogłam chociaż wziąć je w macie, byłoby łatwiej - to pewne.
Płytki, które są na ścianach, a jest ich kilka rodzajów - nie mam się do czego przyczepić. Nie widać na nich brudu, nie widać nawet zacieków, no nic. Jeśli chodzi o oświetlenie led, które jest za wysuniętą ścianką z płytkami dekoracyjnymi Zanzibar White Leafs - nie jest to ono przeze mnie jakoś szczególnie używane. Na początku bardzo podobał mi się ten efekt, ale ostatecznie i tak wybieram przygaszony kinkiet nad lustrem.

Umywalka, wanna, ubikacja - sprzęt sprawdza są niezawodnie. Jest naprawdę wysokiej jakości i tak jak myślałam, bardzo zadowolona jestem z miski podwieszanej Azario Argus - bez kołnierza, z deską wolnoopadającą. Czyści się bardzo łatwo, dzięki braku kołnierza, a na to zawsze narzekałam najbardziej. W ogóle czy to na zewnątrz czy wewnątrz, wszędzie jest bardzo łatwe dojście jeśli chodzi o czyszczenie.
Pytaliście czy nie narzekam na czyszczenie białej umywalki - fakt, brudzi się bardzo szybko, ale łatwo się czyści. W ogóle całą armaturę czyszczę takim czymś do psikania, co mój tata przywozi mi z Niemiec - Biff. Spryskuję całość taką białą pianką a potem zmywam gąbką z wodą i wszystko lśni. Czyszczę tak wannę, umywalkę, ubikację i mówię Wam i powiadam, ze ten specyfik jest nieeeezawodny!

Podsumowując - jestem baaaardzo zadowolona. Łazienkę użytkuje się bardzo fajnie, nic w niczym nie przeszkadza, nic się nie rozwala. Odnośnie kwestii wizualnej, w przyszłości za koszem na pranie, chciałabym jeszcze postawić drewnianą drabinkę, na której wisiałyby ręczniki do rąk itp. Myślę też, by zmienić dodatki i dywanik na coś w kolorze, ale tutaj to jest naprawdę kwestia nad którą muszę się mocno zastanowić, bo jak wiadomo kolorów nie lubię :P Możliwe, że pójdę w w kierunku jakiejś butelkowej zieleni, ale ten pomysł musi jeszcze we mnie dojrzeć.
Jeśli macie oczywiście jakieś pytania odnośnie łazienki, śmiało piszcie w komentarzach. Na wszystko odpiszę i pomogę rozwiać wątpliwości w Waszych łazienkowych wyborach. Moje jak się okazuje, były trafione ! :)
Podrzucam Wam również linki do postów łazienkowych na etapie projektowania:


Ile to ja miałam pomysłów na swoje mieszkanie, na to jak będzie wyglądało... tego to nie wie nikt, nawet ja sama. Od miłości do stylu skandynawskiego, po miłość do pięknego glamour. Na czym się skończyło? Na tym, że w sumie wybieram to co mi się podoba i dbam o to, żeby wszystko do siebie w miarę pasowało. Jaki wyszedł z tego styl? Sama nie wiem :D
Pisałam Wam o tym już milion razy, ale wiem, że mogą tu być osoby, które dopiero co tu trafiły, dlatego krótko napiszę jaki był zamysł. Ogólnie wymyśliłam to sobie w swojej głowie tak, że bazą jest biel: ściana, podłoga. I tą biel miałam uzupełnić kolorami. Wiem jednak, że mówiąc kolorami, większość może czuć się rozczarowana, że są one tak stonowane i w większości...szare :D No ale doceńcie moje starania, że mimo miłości do bieli i szarości, wplotłam jednak jakiś mini element różu i niebieskiego. Dla mnie to już max kolorów, które mogę u siebie tolerować :P
Generalnie wyszło tak, że jest i trochę z kochanego glamu, ale jest też coś ze scandi ( np. narożnik czy drewniane ramki na ścianie ) co ociepla nieco wizerunek salonu. 100 % glamu nie jest dla mnie, bo poczułabym się jak w pałacu, a to ma być jednak DOM. Dla mnie wyszło idealnie i chyba nic na obecną chwilę bym nie zmieniła ( jeszcze się nie nacieszyłam). Poza tym - rzeczy z kategorii glamour, naprawdę wysokiej jakości, mają ceny z kosmosu. Te tańsze niestety wyglądają strasznie tandetnie.
Pierwszym elementem, który znalazł się w naszym mieszkaniu, jak jeszcze siedzieliśmy tyłkami na podłogach, był stolik. I już od samego początku dostałam o niego kilkadziesiąt zapytań, mimo, że gdzieś tam delikatnie tylko przewijał się na kilku zdjęciach. Właścicielkę marki TAVOLINI poznałam na targach i była to jedyna osoba z która nawiązałam kontakt, bo jej produkty na targach wnętrzarskich olśniły mnie do tego stopnia, że nie mogłam się nie zatrzymać :D Od razu wiedziałam, że stolik tego typu idealnie wpisze się we wnętrze, które wtedy dopiero planowałam w swojej głowie. TAVOLINI to młoda firma. Oferowane przez nich stoliki wpisują się w aktualne trendy światowego designu, a modele stolików są minimalistyczne. W ofercie mają bogaty wybór rozmiarów i kształtów, możecie np. wybrać sobie stolik okrągły. Stoliki Tavolini to połączenie stali nierdzewnej polerowanej z blatami wykonanymi z włoskich spieków kwarcowych marki Laminam. Jeśli chodzi o blat to również możecie sobie wybrać spośród wielu proponowanych w ofercie. Blaty są odporne na kwasy, w tym sok z cytryny i są bardzo łatwe w utrzymaniu - możecie z nich zmyć nawet ślady po pisaku, a to przy dzieciach bardzo prawdopodobne :P Blaty są higieniczne i żywność może mieć z nimi bezpośredni kontakt. Ciekawe jest też to, że można bez obaw odłożyć gorący kubek bezpośrednio na blat. Blaty są też odporne na jakiekolwiek zarysowania itp.
Jeśli chodzi o mój stolik to jest to kwadrat w rozmiarze 80x80 z blatem o nazwie Pietra Di Savoia Grigia i podstawą ze stali nierdzewnej z wysokim połyskiem.



Jeśli chodzi o narożnik, to przyznam, że kierowałam się w jego przypadku wyglądem a nie funkcjonalnością. Nie jest rozkładany, ale jakoś wielce mi na tym nie zależało. Teściowa mówi, że śpi się dobrze :D Jest bardzo wygodny, piękny i soliiiidny. Model narożnika to REPOS od Vox. Na stronie do wyboru jest chyba mniej tkanin, niż na miejscu w salonie, więc warto wybrać się do najbliższego salonu i obejrzeć wszystkie próbki materiałów. Tkanina, którą ja wybrałam to SOFIA13 grupa C. Nóżki narożnika są z drewna bukowego. Plusem jest ich wysokość, która pozwala na dotarcie odkurzaczem do tych zazwyczaj trudno dostępnych miejsc, bez konieczności przesuwania mebla. Szczerze? Nie zamieniłabym tego narożnika na żaden inny. Super mi się na nim odpoczywa i cieszy oko każdego dnia.


To jest petarda. Swoje kosztuje, ale za tą jakość, rozmiar, wykonanie i wzór - można zapłacić! W poprzednim mieszkaniu trzy razy kupowałam gówniane dywany za ok. 300 zł każdy! Wszystko tandetne, łapiące brud w tempie ekspresowym i na maksa beznadziejnie wyglądające w realu... w dodatku tak ciężkie w utrzymaniu, że wszystko z czasem lądowało na śmietniku.
Ale ten dywan... to jest jakiś kosmos. Można go znaleźć w sklepie Carpets&More gdzie jest masa cudownych dywanów - różne rozmiary, różne wzory i wszystko absolutnie zachwycające i unikatowe. W życiu nie sądziłabym, że zdecyduję się na dywan patchworkowy, ale ten wpadł mi w oko od razu. Próbowałam szukać czegoś innego, bo byłam święcie przekonana, że rozmiar 140x200 jest za duży, ale miłość do wzoru od pierwszego wejrzenia wygrała, a dywan w salonie okazał się rozmiarowo idealny - jakby był szyty na miarę. W rozmiarach mniejszych, dywan ten występują w konfiguracji prostokątów 4x4 a nie 3x3 jak u mnie. Ten 4x4 pokazany jest na stronie, o tutaj. Nie chcę Wam tutaj kurcze wypisywać poematów o dywanie, ale serio on jest tak boski, że nie mogę się wciąż nim nacieszyć :D ( jak wszystkim hahaha)




Dywan jest mega łatwy w utrzymaniu, nic się z nim nie dzieje, nie łapie brudów, wystarczy go odkurzyć i po sprawie. To zasługa niskiego runa, ale nie pytajcie mnie o to :D Tak napisali na stronie :P Znawcą dywanów nie jestem, toteż ten fragment opisu muszę tutaj wkleić:
"Ten piękny dywan jest nowy, ale został celowo poddany procesowi szlachetnego postarzenia, by uzyskać efekt Modern Vintage. Oprócz niezwykłej estetyki dywan ten cechuje absolutnie bezkompromisowa jakość wykonania. W 100% naturalne materiały – 15% wełny nowozelandzkiej i 85% bawełny szenilowej – sprawiają, że jest nie tylko przyjazny dla środowiska (w pełni biodegradowalny i wyprodukowany przy użyciu najbardziej ekologicznych technologii), ale również niesie ze sobą niepowtarzalne korzyści i udogodnienia w życiu codziennym"
Jest sztosik, co? Serio, lepiej wybrać nie mogłam!
Wszystkie poduszki, które znajdują się w moim salonie pochodzą ze sklepu Pillovely. Szczerze mówiąc wzory ich poduszek ( od totalnie klasycznych, po takie ze zdobieniami) są na maksa unikatowe i niepowtarzalne. Poduszki są wykonane z mega dokładnością i nie można się tutaj do niczego przyczepić. Nawet mój F. który jeśli chodzi o to co kupuję do wnętrz, nie zwraca na to szczególnej uwagi ( bezczelny ) o poduszkach powiedział, że są mega fajne i miłe w dotyku i widać, że nie jest to żadna tandeta. Kto na bieżąco ogląda stories, ten widział jak ekipa Pillovely pakuje swoje produkty - każda poduszka, w osobnym kartoniku dekoracyjnym, a każdy kartonik ręcznie ozdobiony - wszystkie różne, wszystkie absolutnie piękne! Ja wiem, że to tylko karton, opakowanie, ale ja mam tak, że dla mnie to w czym przychodzi produkt robi dużą robotę i zawsze taką firmę postrzegam jako maksymalnie dbającą o klienta, a nie traktującego go jako kolejne zamówienie w sklepiku, które trzeba szybko owinąć streczem i niedbale wysłać, byle chajs się zgadzał.
Poduszki są produktem polskich, szytym w lokalnych szwalniach. Gwarantuję Wam, że wszystkie poduszki są tak unikatowe, że możecie mieć pewność, że nie zobaczycie ich w co drugim mieszkaniu.
Różowe poduszki, które są u mnie w salonie to JUGE z kolekcji retro. Niebieskie jak widać są z tej samej kolekcji i nazywają się LISAMI , a te fioletowawe myślałam, że będą bardziej szare, ale i tak są śliczne - to klasyczne poduszki DALA.




Plakaty w ramach są ze strony Bluebird Design. Nawet nie wiecie ile czasu zajęło mi wybranie i stworzenie kompozycji, która nie ograniczałaby się do powieszenia trzech pionowych plakatów obok siebie :D Ale dałam radę. Początkowo wszystkie plakaty chciałam zamówić w srebrnej ramie, ale stwierdziłam, że dla przełamania, dwa mniejsze wezmę w ramkach drewnianych. Ktoś może powiedzieć: to kompletnie do siebie nie pasuje! Zapewne dla wielu osób, tak to właśnie będzie wyglądało, ale mi się podoba i lubię takie nie oczywiste rozwiązania. Plakaty są starannie wykonane, a na stronie jest dużo fajnych grafik do wyboru, do każdego pomieszczenia.
Teraz przy efekcie "finalnym" widzę, że na ścianie jest jeszcze sporo miejsca, żeby dodać kilka mniejszych grafik, ale póki co - pas. Nie chcę przesadzi. Na razie podoba mi się tak jak jest.






W kwestii oświetlenia miałam najwięcej wątpliwości. Prześledziłam chyba cały asortyment we wszystkich sklepach online i stacjonarnych wzdłuż i wszerz. Finalnie stwierdziłam, że nie ma sensu wydawać 500 zł albo i więcej na lampę, która podoba mi się jedynie "jako tako" a nie urywa mi tyłka. Toteż kupiłam w leroy dwie jednakowe lampy do salonu i kuchni, każda po stówce i póki co mi styka. Lampa idealnie pasuje mi do salonu i nie sądzę, że będę mieć jakieś parcie, żeby ją zmieniać. Wręcz przeciwnie, odczuwam dumę, że straciłam tak mało kasy, a efeky mi się podoba :D


W świeżo odebranym mieszkaniu, grzejnik był dokładnie tam gdzie teraz stoi narożnik - centralnie za nim. Mało tego, był tak wielki, że nie było opcji, trzeba było to wszystko przenieść na ścianę, na której jest wyjście na balkon. No ale tam z kolei trzeba było już kupić grzejnik pionowy, z rodzaju tych dekoracyjnych. Sporo się naszukałam, zwłaszcza, że okazało się, ze te super cienkie i ładne, mają bardzo małą moc, mianowicie ogrzewają pomieszczenia mające do ok. 4 m2. Ten grzejnik znalazłam w necie i kupiliśmy go za ponad 2 tys złotych, ale było warto. Jest naprawdę ładny i porządnie grzeje. Cena wcale nie jest kosmiczna, grzejniki dekoracyjne z prawdziwego zdarzenia czyli już naprawdę przypominające jakieś dekory czy rzeźby, to koszta rzędu nawet 20 tys złotych. Kosmos.

Na sam koniec zostawiłam drobiazgi, które widać na stoliku. Tacy naszukałam się jak chora, ale w końcu znalazłam piękną, lustrzaną i w dodatku nie taką masywną, jak chciałam kupić pierwotnie. Ta jest delikatna i meeega efektowna. Będę nudna, jak powiem, że się nią niesamowicie jaram :D Kupiłam ją w sklepie primavera home.
To co na tacy, logiczne, że będzie się zmieniać, ale póki co postawiłam na niej to, co kolorystycznie pasuje do całości - upolowany dwa lata temu zestaw filiżanek i talerzyków na stojaczku ( westwing) i śliczne jabłuszka ze sklepu KiK - za mega grosze.
Kwiatki są w zwykłej szklance z Zara Home. Szklanki te pokazywałam Wam już we wpisie z Wielkanocną aranżacją stołu.




Kąt, który Wam pokazałam, właściwie jest już skończony, ale i tak się zmieni, kiedy dojdą zasłony i firanki oraz piękne listwy przysufitowe. Za narożnikiem zostanie również położona sztukateria taka jak na ścianie z telewizorem ( pokaże Wam w następnym wpisie), ale czekam na montaż kuchni, żeby wiedzieć, dokąd mają sięgać listwy ( kuchnia jest na tej samej ścianie co narożnik). Te dodatki jeszcze bardziej uprzytulnią ten kącik i będzie to wyglądało dużo lepiej.

Salon w całości pokażę Wam na przełomie lipca/sierpnia, kiedy zostaną już położone tapety, powieszone zasłony i kiedy kupię w końcu stolik pod TV - a tutaj sprawa nie jest prosta, bo również mi się nic nie podoba :D
Póki co - to na tyle. W urządzaniu własnego gniazdka, najważniejsze jest to, żeby finalnie, czuć się w nim po prostu dobrze. Ja czuję się wyśmienicie, więc chyba osiągnęłam zamierzony efekt. Jest idealnie, tak jak lubię. Jasno, szaro, srebrno, ale dla mnie... przytulnie. To wnętrze stworzone typowo dla mnie, ale mam nadzieję, że goście i domownicy również się w nim odnajdą... ;) Dziewczynkom jak zaraz zobaczycie, odpoczywa się w tym kącie całkiem dobrze :P
A na koniec, dziękuję Wam za cierpliwość - wiem, że ogromna liczba czytelników, czekała z niecierpliwością na kolejny wpis z naszego gniazdka, ale wiecie jaka jestem... wolę zaczekać niż robić coś na odpieprz :) Mam nadzieję, że się podoba i że wielu z Was choć odrobinkę zainspiruję :*























Właśnie w ten weekend, kiedy nareszcie temperatura przekroczyła 15 stopni, a słońce wyłoniło się zza chmur, poczułam, że żyję... nie wiem jak Wy, ale ja dostaję jakiegoś fioła czując wiosenne powietrze. Coraz częściej stwierdzam, że nie nadaję się do mieszkania w Polsce, gdzie tylko przez jakieś cztery miesiące w roku jest ciepło. No tak się nie da żyć, serio! I taki jest potem efekt, że jak tylko można zrzucić zimową kurtkę i wystawić twarz na słońce, to człowiek wariuje! A już tym bardziej wariuję ja, która spędza właśnie swoją pierwszą wiosnę w nowym mieszkaniu... i tak jak przypuszczałam, dbanie o to mieszkanie i dopieszczanie go, by było adekwatne do pór roku i by sprzyjało mojemu nastrojowi - to właśnie stało się jakąś mega, niewyobrażalnie miłą przyjemnością.
Muszę Wam powiedzieć, że miniony, wiosenny weekend to były dla mnie dwa dni, w których znalazłam czas na wszystko: na basen, na pracę ( jeden dzień wolnego wzięłam we wtorek i zaległości tyle, że nie pytajcie), na książkę, na spacery, na plac zabaw, na zakupy ( służbowe O.o ) , na dobry film, na sprzątanie, na kupno świeżych kwiatów, na zabawę z dzieckiem, na wyjście na obiad... no serio. Mam wrażenie, że ten weekend trwał jakieś 5 dni. Tyle wspólnie zrobiliśmy! Ale efekt jest... mamy naładowane akumulatory, zrobiliśmy wspólnie z F. sporo blogowej roboty, nacieszyliśmy się sobą baaardzo mocno i jeszcze w dodatku mamy wysprzątane mieszkanie. No i pozbyliśmy się Polkowego wózka, ha! Pola przy swoim wzroście wyglądała w nim już co najmniej dziwnie. Co prawda używany był już tylko w nagłych przypadkach, raz na ruski rok, ale jak już był używany, to wyglądałam tak, jakbym wiozła dziecko do szkoły. Takie to moje dziecko długie. Po rodzicach.
No ale dobra - jak przygotowaliśmy to nasze mieszkanie do wiosny i co nas jeszcze czeka? Bo czeka nas jeszcze wiele... Przede wszystkim...
Działka mojego F. to mycie okien, ale mycie podłóg czy mebli zostawiam sobie - no jakimś cudem nawet to lubię. Mam wrażenie, że przy sprzątaniu nie myślę, nie zawracam sobie głowy pierdołami, skupiam się na tym, żeby dobrze zrobić robotę. Poza tym - wiecie, wszystko w mieszkaniu jest nowe, więc sprzątanie to póki co sama przyjemność. Pytałyście o rozłożony stół od Vox - przyznam, że nawet go jeszcze sama nie rozkładałam, ale zrobię to i Wam pokażę ( już niedługo). Jeśli chodzi o jego czyszczenie to wypucowałam go... ściereczką marki Kolorado namoczoną wodą. Tak samo krzesła Closer. Kiedyś w poprzednich mieszkaniach bawiłam się jakimś specyfikami, ale przy tych meblach nic prócz wody nie trzeba, serio.


Kuchnię wciąż mamy kartonową, toteż wszystkie gary i wszystko co na wierzchu non stop się brudzi i trzeba to myć... w łazience. Trochę się ostatnio wycwaniłam i do rzeczy, które są po prostu zakurzone, mają jakieś lekkie zabrudzenia, biorę sobie małą miskę wody i czyszczę je wszystkie przy stole. Swoją drogą, nienawidziłam kiedyś mycia patelni, ale w zeszłym roku w necie, upolowałam dwie takie duże i myją się rewelacyjnie. Można z nimi w sumie robić wszystko. Wstawić do piekarnika, do lodówki, do zmywarki. No i łatwo się myje, a już najlepiej używać zmywaków, które są skuteczne a nie szorują powierzchni. Wypucowaliśmy w weekend wszystkie garnki, pochowaliśmy te niepotrzebne i mało używane do kartonów i trochę tak się obluźniło. Ale i tak brak kuchni zaczyna mocno uwierać... i już byśmy ją mieli, gdyby nie to cholerne, absurdalne ubezpieczenie... ( 7 tysięcy... o Panie!!! :( )



Narożnik Repos póki co się nie brudzi, mało tego, można z niego zdjąć siedziska i odkurzyć wszystko to co wpadło pod nie. Jest wysoki, więc to co pod nim, na podłodze, też na bieżąco wciągam. Muszę przyznać, że wybór mebli to był jednak przemyślany. Aha no i w mieszkaniu panuje bezwzględny zakaz jedzenia i picia na narożniku. Jest on jednak trochę łamany, kiedy dziecko idzie spać, a starsi chcą pochrupać sobie chipsy. Ale wszystkie dowody zbrodni są szybko usuwane, toteż młodzież nie widzi i nie przyswaja tych absurdalnych zachowań :P
Tak jak w poprzednim mieszkaniu, nawet kwiaty nie wyglądały dobrze we wszechobecnym brązie, tak na nowym, w bieli, wszystkie wyglądają obłędnie i proszę mi dać tylko worek pieniążków, a będę kupować je codziennie. Szczerze? To tak cudowna przyjemność, że już nie wyobrażam sobie bez niej życia. Kwiaty to życie, natura, wiosna przeniesiona z łona natury do wnętrz. Na początku ma się bzika na punkcie kwiatów, później na punkcie wazonów do tychże kwiatów. Dlatego już się boję ilości wazonów, które przyjdzie mi kiedyś kupić... na razie mam trzy. Szklany w łazience myję normalnie wodą z płynem do naczyń, a te biało szare na stole w "kuchni" taką fajną gąbczastą ściereczką marki Kolorado. Są pakowane po trzy i starczają na baaardzo długo.



No jakieś muszą być. Na stole zadomowiły się dwa motyle, a na stoliku kawowym napis SPRING, co by nie było wątpliwości jaką porę roku teraz celebruję. Obok napisu spring wylądował jeszcze odświeżacz powietrza Aromella - również marki Kolorado. Mam kilka zapachów i wyobraźcie sobie, że mój F. który za żadnymi zapachami tego typu nie przepada, chodził ostatnio i wąchał, mówiąc "coś tu tak ładnie pachnie...". A potem jeszcze powiedział, że powinnam rozstawić ich więcej ... O.o Ale w sumie coś w tym jest. Zapach jest, ale delikatny. A jednak daje efekt. Tu odświeżacz, tu świeże kwiaty i proszę - żaden smród nam nie straszny :P



Najlepszy łup tej wiosny, 13 ziko za dwie sztuki, gdzie normalnie były chyba po 15 zł za jedną? Ale, że Alicja ma szczęście, to zawsze w marketach wyłapuje ostatnie sztuki, zapomniane, rzucone w kąt, których nikt już nie chce. I zobaczcie - tak się marnowały i tak chodziłam i je oglądałam, aż w końcu wzięłam i co? No przecież bez nich to ja sobie już tej wiosny nie wyobrażam. Dla mnie efekt jest boski!!! To nic, że tylko dwie. Lepsze dwie takie niż, cztery byle jakie. No, wiecie o co mi chodzi. Jakość nie ilość, o!

Nooo kocham no! Ja wiem, że można je jeść 365 dni w roku. Ale wiosną i latem smakują jednak najbardziej. U mnie króluje tradycyjny pudding chia, choć przyznam, że ten ze zdjęć, to bardziej mleko z chia, bo bez lodówki jakoś ciężko, żeby nam to wszystko zgęstniało. Ale coś tam nasionka i tak napęczniały i było smaczne. Deserek jest banalny. Wsypujemy do szklanki dwie łyżeczki nasion chia, zalewamy mlekiem ( ale tak maluuutko tego mleka, tak na "dwa palce" :D Mieszamy, wstawiamy do lodówki. Niby w necie piszą, żeby wstawić na całą noc, ja wstawiałam zawsze na pół godziny i było ok. Niebawem znów będę wstawiać, jak tylko dostarczą mi lodówkę :P Ach, no i jak taki deser wyjmiecie to sobie wrzucacie do niego co tam chcecie - banany, borówki, truskawki, wiórki kokosowe - no co Wam się tylko podoba.
Do porannych śniadań czy właśnie do takich deserów spijam też sobie drugą, zaraz po BeauTea, ulubioną herbatkę ActiviTea. Ta owocowa herbatka z dodatkami super-food ma smak pomarańczowo-imbirowy i zdecydowanie nadaje się na przejściowe pory roku takie jak jesień czy zima. Na hasło MAMALA25 macie 25% na wszystko w Natural Mojo.


Jakoś tak wiosennie, to najbardziej mi podchodzi do relaksu Manufaktura Codzienności. Taka lekka, nastraja mnie do życia, budzi we mnie wszystkie pozytywne emocje, wyzwala spokój. Kocham swój salonowy kącik, a jeszcze bardziej pokocham balkon, choć pewnie nie uda nam się go zagospodarować w tym roku. Zbyt dużo wszystkiego do zrobienia jeszcze... Ale już sobie to wyobrażam. Jakaś bujawka czy wygodny fotel, promienie słońca i ja... zaczytana, zamyślona. W swoim własnym, harmonijnym świecie. Już to czuję, wiecie?

A wiecie co w tym wszystkim jest najlepsze? Że przy tej wiośnie to aż się chce... chce się marzyć, planować, sprzątać, po prostu coś robić. Jeszcze wiele mamy do zrobienia - musimy zamontować szyny do zasłon, kupić i powiesić zasłony i firanki. Chcielibyśmy kupić dywan do salonu, szafkę rtv, zawiesić telewizor na ścianie. Chcielibyśmy dostać zastrzyk gotówki, zrobić kuchnię i nareszcie normalnie gotować obiady. I chcielibyśmy kiedyś na balkonie zrobić sobie swoją małą oazę spokoju, natury, miejsca wypoczynku, wieczornych pogaduszek. I to wszystko na razie kiełkuje tylko w mojej głowie, ale już się tym cieszę - jakby było moje, jakby już tu było. Ot moc przyciągania. Wizualizacje, które stosuję już od dzieciństwa, zanim wiedziałam, że powstaną o tym książki i że jest to sekret, który kiedyś znali tylko nieliczni. Skąd ja to wiedziałam, będąc małym dzieckiem? Skąd miałam tą umiejętność i świadomość, że życie moje będzie toczyło się tak, jak ja sobie to wyobrażę? Nie wiem, ale jestem za tę umiejętność niezwykle wdzięczna!
Póki co... jutro zabieram się za sprzątanie sypialni. W niej też jeszcze sporo do zrobienia. W ogóle, w całym domu trzeba w końcu zagospodarować łyse ściany przecież! Ale najpierw to sprzątanie... i Wam nie jest ono straszne, kiedy za oknem taka pogoda, a do domu przez uchylone okienko wpada takie orzeźwiające, wiosenne powietrze? Chcę wierzyć, że tak! Zainwestujcie w świeże kwiaty, kupcie jakiś mały nawet, wiosenny akcent do mieszkania. Wysprzątajcie sobie wszystko i zobaczycie, że od razu lepiej się człowiekowi wstaje.
Ach, no i może Wam się przydać informacja, że w dniach 11-17.04 w sieciach sklepów Mila, będzie promo na produkty Kolorado - na pewno Wam się przydadzą do bezstresowego sprzątania.
To jak? Wiosenne porządku już za Wami, czy przed Wami? A może potrzebowaliście jakiegoś bodźca, żeby się za to zabrać? Mówcie co chcecie, ale w bałaganie to się żyje naprawdę słabo. Porządek = harmonia, spokój, czyste myśli. Tylko w porządku można te rzeczy odnaleźć. I z tego miejsca pragnę podziękować mojej mamie, którą tyle lat obserwowałam i dzięki temu mogę teraz ją naśladować i tak jak ona, dbać o atmosferę w domu. Pewnie jestem trochę wkurzająca dla Poli i dla F. mówiąc, żeby łapali za uchwyty ( jak moja mama mówiła mi) i żeby odkładali wszystko na swoje miejsce ( tak jak moja mama... ) ale wierzę, że ma to sens i że jest potrzebne, by w dziecku od maleńkości zaszczepiać zamiłowanie do estetyki i porządku. Ja co prawda nauczyłam się tego dopiero na swoim, bo wcześniej to byłam śmierdzącym leniem, który robił rodzicom na przekór, ale... lepiej późno niż wcale.
Pięknej wiosny kochani!












Wielu rzeczy nauczyłam się od moich rodziców. Ale od mojej mamy nauczyłam się czegoś, co mi teraz naprawdę ułatwia życia - stawianie na jakość. Nawet jeśli miałoby się na tą jakość robić dużo więcej niż na byle co. Odkąd pamiętam, mimo, że nam się jakoś super nie przelewało, moja mama wolała kupić mi raz na rok jedne porządne buty, niż co kilka miesięcy kupować byle jakie z targu. Ja wręcz odwrotnie - jarałam się, że coś ma niskie ceny, nawet jeśli rozwalało się po miesiącu i znów musiałam kupować nowe. W miarę upływu lat zaczęło mi się odmieniać. Kiedy szłam na nowe mieszkanie, postanowiłam sobie, że nie będę wydawać pieniędzy na tandetę. Wolę nie mieć czegoś w ogóle, niż mieć coś, na co za chwilę nie będę mogła patrzeć. Dlatego jestem jeszcze bez zasłon, a zamiast kryształowych żyrandoli wiszą nade mną żarówki. Zapewne będę to wszystko urządzać latami, patrząc na to ile kosztują rzeczy, które sobie ubzdurałam w głowie, ale... satysfakcja będzie przeogromna.
W ostatnim czasie za cel, wzięłam sobie łazienkę. To na niej całkowicie się skupiłam i chciałam ją dokończyć tak w 100%. Żeby już w ogóle potem o niej nie myśleć. Matko. Kiedy już myślałam, że najgorsze za mną, czyt. płytki, wanna itp - to okazało się, że głupiego kosza na pranie szukałam po nocach przez... miesiąc. Ale ostatecznie... wszystko już jest. Wszyściutko. Nie dodałam do łazienki koloru, prócz różowego jabłka, ale za to kupuję co kilka dni świeże kwiaty, która rozświetlają całą biało-szarą łazienkę. Dla mnie? Spoko. Lepiej być nie mogło!
Chciałabym Wam dzisiaj wszyściutko opisać, ale oczywiście tak w miarę sprawnie, co by Was nie zanudzić. Zacznę chyba od podstaw, czyli płytki, armatura, a na końcu pokażę Wam dodatki. Które jak Boga kocham, mam nadzieję, że wybierałam ostatni raz w życiu. No dobra. Przedostatni. Zapewne z moją głową pełną pomysłów, jeszcze kiedyś zmienię miejsce zamieszkania.
W sumie, w całej łazience jest 5 rodzajów płytek. Na podłogę, wybrałam wielkie białe płytki podłogowe Super White marki Azario. Ich rozmiar to 80 x 80 . Jest to gres polerowany, impregnowany w technologii NANO. Dzięki takiej technologii kolor produktu jest bardziej uwydatniony, a sam produkt jest bardziej odporny na działania z zewnątrz.

Na ścianie z wanną i z lustrem położony jest mój faworyt, czyli hiszpański gres Cement Blanco od Azario o wymiarach 60 x 60. Jest piękny, nie widać na nim żadnych zacieków. Można go położyć zarówno na podłogę jak i na ściany. W przypadku mojej łazienki, na ścianie z wanną, na tym szarym gresie, jest zrobiona jeszcze taka ścianka ledowa. Ona wyłożona jest dekoracyjną płytką Zanzibar White Leafs ( Azario) o wymiarach 90 x 30. Płytka ta jest bardzo delikatna, ale mojemu fachowcowi udało się pięknie wszystko połączyć i stworzyć cudną, dekoracyjną ściankę, która świeeeeci w ciemnościach :P


Na ścianie naprzeciwko lustra, znajduje się płytka Zanzibar White Plain. Nie jest to śnieżna biel. Różnice w kolorze widać przy połączeniu płytki z szafką w zabudowie. Wymiar płytki to 90 x 30.

No i element, która nadaje łazience nieco przytulności, to płytki Cerrad, a konkretnie Mattina Sabbia - drewnopodobna płytka, która znajduje się u mnie na ścianie z drzwiami. Nie jest jej za dużo, ale przebywając w łazience, ociepla ona cała pomieszczenie.

Jeśli chodzi o wannę, to nie miałam jakiś specjalnych wymagań. Ma być prosta i ... długa ;) Wybrałam wannę do zabudowy, bo jednak w tak małym pomieszczeniu wanna wolnostojąca musiałaby być naprawdę malutka. Może taka mała wanna, sprawdziłaby się, gdybyśmy z F. mieli po 160 cm wzrostu, ale przy naszych długich nogach, długość wanny 170 cm to tak naprawdę absolutne minimum. Wanna jest szersza tam gdzie opierają się nasze plecy i lekko zwęża się w miejscu, w którym są nasze nogi. Wygląda to naprawdę fajnie. Wanna to MORENA od Azario, a jej wymiary 170x70.



Do wanny dobraliśmy zestaw prysznicowo-wannowy Rain Altar White od Excellent. Niektóre zestawy elementu np. słuchawka są w kolorze białym co znacznie ułatwia czyszczenie, bo w tych miejscach nie widać zacieków i są łatwiejsze w utrzymaniu czystości. Zamówiliśmy również parawan nawannowy, który widzieliście na wizualizacji, ale stwierdziliśmy, że niestety wejście do wanny będzie mocno ograniczone - z jednej strony parawan, z drugiej ubikacja. Tak czy siak przekręciłam sobie głowicę deszczownicy i śmiało jej używam, mimo, że trochę nachlapię. Pola też uwielbia deszczyk jak siedzi w wannie, więc nie mam w głowie czegoś takiego, że mogliśmy sobie to darować. Owszem, trochę nie przemyśleliśmy wejścia do wanny, ale koniec końców i tak wyszło super.




Nie skorzystałam z rad, żeby na ubikacji sobie usiąść, zanim się ją kupi. Wzięłam w ciemno i wybór okazał się dobry. Zresztą - no chyba już producenci WC wiedzą jak je robić, żeby człowiek nie czuł, że siedzi na czymś na czym siedzieć się nie da :P Przecież nie będę się na tym tematem tutaj rozwodzić :D

Wybrałam miskę podwieszaną Azario Argus , bez kołnierza, z deską wolnoopadającą. BEZ KOŁNIERZA - to jest dopiero wygoda w utrzymaniu czystości, serio. A tą gównianą robotę trzeba przecież sobie jakoś ułatwiać, co nie? O stelażu wam zbyt wiele nie napiszę - widziałam tylko karton i nie pytałam o szczegóły. Wiem, że jest to stelaż podtynkowy Roca Duplo.
Przycisk do WC, jest bardzo prosty, nowoczesny i... biały :P To przycisk Roca PL1 Dual biały, ale nie mogę go znaleźć na stronie. To identyczny przycisk jak ten tutaj, tyle że ten na stronie jest w chromie.

Zakochałam się w niej już wtedy, kiedy dostałam rzuty wizualizacji, ale szczerze? Na żywo jest jeszcze piękniejsza. Mam wrażenie, że nadaje tej łazience takiego szyku, takiej ... elegancji. Duża, solidna, śnieżno biała. Umywalka Oristo Opera 2 jest meeeega długa, bo ma aż 120 cm i bardzo szerokie ranty - 20 cm. Połączyliśmy ją z szafką Oristo Silver, która ma dwie naprawdę wielkie szuflady, pomiędzy którymi jest taki wąski, lustrzany "pasek". W pierwszej szufladzie trzymam wszystkie ręczniki, a w drugiej całą chemię, a mam jej naprawdę sporo.



Bateria to Omnires Sacramento również z dodatkiem bieli.
Te zwykłe drabinki, które zastaje się w mieszkaniach w stanie deweloperskim, nie wydawały mi się aż takie złe, dopóki nie zobaczyłam projektów łazienki, do których takie zwykły grzejnik totalnie nie pasował. Wymieniłam go więc na bardziej zgrabny i nowoczesny grzejnik Terma Quadrus Slim. Bardzo fajnie się go czyści, bez ryzyka utknięcia palca między żeberkami ;) Wygląda naprawdę zgrabnie i jest bardzo prosty. I o to chodziło.


Wszystkie powyższe rzeczy zamawiałam z salonu BLU. O całym procesie pisałam Wam we wpisie na temat wizyty w BLU salony łazienek.
Tutaj to już się nagimnastykowałam i to tak naprawdę... konkretnie. Bo weź w głowie sobie wyobraź i przyczep oświetlenie z internetowego obrazku do tego co masz przed oczami - swojej łazienki. Jak już znajdywałam jakieś fajnie oświetlenie sufitowe, to nie znajdywałam kinkietu, który będzie w miarę z tym sufitowym współgrał. Pamiętacie jak wspominałam Wam o stylu glamour? Trochę potem odeszłam od tych sztywnych ram glamu i stwierdziłam, że po prostu będę kupować co mi się podoba, niezależnie od stylu, byle ze sobą współgrało. Ale to oświetlenie jednak musiało być w tym stylu glamour, jakoś tak mocno się na to nakręciłam. Wiecie jak to jest z oświetleniem. Tego wszystkiego jest po prostu tak mnóstwo, że nie zliczę godzin jakie przesiedziałam w necie, żeby się na coś zdecydować. Kojarzę już tyle plafonów i tyle kinkietów, że głowa mała.
Na oświetlenie sufitowe wybrałam piękną lampę sufitową Casino. Szczerze mówiąc, zdjęcia nie oddają jej uroku. Lampa posiada cztery źródła światła i jest zrobiona z metalu i kryształu. Metal to oczywiście ta chromowa podstawa. Producentem lampy jest Spotlight. Ja zamówiłam ją na stronie mlamp.pl.


Jeśli chodzi o kinkiet, to nie wiem jakim cudem, ale udało mi się znaleźć, coś co wygląda niemalże jak z tej samej kolekcji co lampa Casino, a wcale z niej nie jest... ba. Nawet producent jest inny, bo kinkiet jest od producenta Zuma Line. Zamówiony również na mlamp.pl. To czym oświetlenia się różnią to to, że u dołu kinkietu wiszą kryształowe breloki - cudnie to wygląda.


Moje wymarzone... duże i okrągłe. O takim Wam non stop mówiłam, prawda? No jest! Wyśnione! :) Lustro Tondo, z białą ramą z lakierowanego MDFu ma aż... 90 cm średnicy! Możecie je dostać też w mniejszych rozmiarach: 50, 60, 70 i 80 cm. Mi oczywiście zależało na jak największym , toteż decyzja o 90 cm. Lustro jest naprawdę wysokiej jakości, o czym świadczy duża przejrzystość i wysoki połysk, na którym mega mi zależało. Wyglądałoby pięknie również na przedpokoju. Wyobraźcie sobie... piękna szklana konsola, świeże kwiaty w wazonie, a nad nią takie piękne, okrągłe lustro.


Lustro zamówiłam ze strony LePukka. Jest na niej jeszcze kilka faworytów, których widziałabym w swoim mieszkaniu, ale... pomalutku. Nie wszystko od razu.
O drzwiach pisałam już w tym wpisie - KLIK. To drzwi ASILO PERTINI 4 bezprzylgowe z mleczną szybą. Ościeżnice są regulowane bezprzylgowe. Zamówiłam je w salonie VOX w Jankach. Klamki ( Voltare) , które wybrałam robią w tej łazience mega efekt. Komponują się z całą resztą idealnie. No i nie wiem jak Wam, ale mi mega się podoba ich połączenie z tą drewnopodobną płytką. Drzwi mają na dole podcięcie wentylacyjne.



Szafkę robiłam w bardzo profesjonalnej, warszawskiej stolarni na zamówienie - pod wymiar. W środku są 4 półeczki, więc nie dosyć, że każdy ma swoją, to jeszcze wszystkie takie ogólne rzeczy jak mydło, pasta do zębów itp. mają też swoje miejsce. Namiary mogę podać na priv jeśli ktoś chce, ja jestem bardzo zadowolona. Czas oczekiwania też nie był długi, bo ok. 2 tygodni.

Jeśli chodzi o dodatki to największy problem miałam... ze wszystkim :D A tak serio to tak naprawdę, największa rozkminę miałam odnośnie zapełnienia przerwy między pralką a ubikacją. Żebyście widzieli moje zrezygnowanie... każdej nocy, jak już wszyscy posnęli z 1,5 h przeszukiwałam internet, mierzyłam i ... albo za drogie, albo jednak nie pasuje, albo za szerokie... albo niedostępne! Ale koniec końców, znalazłam szafeczkę robioną jak dla mnie, bo akurat mieście się na styki w tej szczelnie i w dodatku jest praktyczna. Pochowałam w niej chusteczki higieniczne, szczotki, grzebienie, prostownice, suszarki itp. Na szafce postawiłam taką betonową miseczką, która pierwotnie była do wacików, ale jednak wylądowała tutaj i jest w niej zawsze rolka papieru. Pod ręką, a co. Postawiłam też dwa ozdobne jabłuszka, mimo, że nie wiem w jaki sposób odwołują się one do klimatu łazienki - ale niech tam na razie będą :P

Kamienny zestaw na umywalce poruszył moje serce, choć tak jak wcześniej wspomniałam początkowo na waciki było to, w czym teraz jest papier. To w czym obecnie znajdują się waciki pojawiło się w Zarze jakiś czas później. Dokupiłam, zrobiłam podmiankę i wygląda to o niebo lepiej. Na pralce postawiłam sobie dwa druciane koszyki, w jednym są ręczniczki do rąk, w drugim again... papiiir. Na wannie w iście wielkanocnym klimacie stoi sobie śnieżno biały zajączek i kto wie, może będzie tam stał tak 365 dni w roku. Ładny jest. Jeśli chodzi o kosz na pranie, to tu już nawet nie wspomnę ile się go naszukałam. Znam już wszystkie modele i wymiary każdego kosza w internecie. Dacie wiarę, że kosz na bieliznę może kosztować nawet 800 zł? Ja dam, bo to własnie ten, który mi się jako jedyny spodobał, ale no serio... nie wydam takiej kwoty, choćbym miała tam wrzucać gacie ze złota. Noł łej. Ostatecznie wybrałam taki prosty, beżowy, który można u góry zawiązać i ma po bokach śliczne, skórzane rączki.
A teraz co by Was dłużej nie zanudzać, wypiszę Wam wszystkie dodatki i napisze skąd są, jakby ktoś chciał sobie ich poszukać :) No ale oczywiście najpierw je Wam pokażę.









Szafka z szufladami - Zara Home
Kamienne akcesoria łazienkowe - Zara Home
Mydło na sznurku ; dywanik, kosz na pranie - WestwingNow
Ręczniki - Westwing
Zając; jabłka - KiK
Łazienka przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Fakt, że tak długo na nią czekałam, tyle razy zmieniałam koncepcję, a w ostatnim czasie każdy grosz wkładałam właśnie w nią - sprawia, że widzę w niej nie tylko wiecie... piękno, ale też mój wysiłek, moją radochę, moją bieganinę za każdą najmniejszą pierdołą. Zrobiłam ją totalnie pod siebie, tak żeby podobała się mi, a nie spełniała oczekiwania innych ludzi. Kiedy wybierałam produkty, ludzie robili oczy, że wszystko takie jasne... i ja się przez chwilę nad tym wahałam. Czy robię dobrze? Ale teraz kiedy do niej wchodzę, wiem, że warto iść za głosem własnego serca, a nie patrzeć na innych :)
Kto by pomyślał, że do stworzenia tak pięknej łazienki przyczyni się tylu ludzi... mój fachowiec, który odwalił kawał dobrej roboty i zrobił wszystko jak należy, a tego bardzo się bałam! Mogę Wam oczywiście podać namiary na priv jeśli tak jak ja cykacie się, że traficie na majstra z piwkiem, który nie wiem co to jest poziom, a co to jest pion ;) Ekipa z salonu łazienek BLU w Białymstoku, która pokazała mi cały asortyment, doradzała. Projektantka Marta z salonu BLU w Słupsku, która zniosła dzielnie jakieś 248580303 telefonów i e-maili i zrobiła dla mnie najlepszy projekt o jakim nawet nie śniłam. Wdzięczna jestem też mojemu F. że dał mi wolną rękę i pozwolił wybrać wszystko pod siebie - kocham tego gościa, no! No i samej sobie też przybiję piątkę, bo jakby nie patrzyć, to wszystko to moje wybory, których finalnie nie żałuję. Wręcz przeciwnie - jestem z nich naprawdę zadowolona! :)
Wiem, wiem. Jaram się tak, jakbym pisała Wam co najmniej o jakimś luksusowym apartamencie, ale dla mnie to wszystko to jest spełnienie marzeń o własnym kącie i serio... jakoś nie umiem ukrywać tej radości. Nie z chęci jakiegoś chwalenia się, a zwyczajnie z chęci podzielenia się tym co mnie tak cieszy... i bardzo mi miło, że mogę dzielić się z Wami swoimi czterema kątami i że tak wiele z Was cieszy się z tego tak jak i ja. Jesteście niezastąpione!
A teraz jeszcze kilka ujęć z łazienki... oglądajcie, a ja zabieram się za plany co do dalszej części mieszkania... będzie się działo!



















Ostatnie z wynajmowanych mieszkań było w większości brązowe, a ja tego koloru we wnętrzu nienawidzę, toteż nie dekorowałam nigdy stołu, bo i tak wyglądał wg mnie beznadziejnie. Nie miałam też do tego motywacji, właśnie przez to, że mieszkanie nie było moje. Teraz jest inaczej. Każda zakupiona rzecz, nawet głupia szklanka to radość nie do opisania, serio! Dzisiaj kupiłam kwiaty do wazonu w łazience i co chwilę chodzę, spoglądam, zachwycam się. Nareszcie jestem na swoim, nareszcie wszystko robię pod siebie. I nareszcie mam motywację, a wręcz przeogromną chęć, by sobie to gniazdko dopieszczać w każdym tego słowa znaczeniu. Nie mam umiejętności dekoratorskich, nie mam za bardzo zmysłu estetycznego, ale zauważyłam, że w tym mieszkaniu trochę rozwijam skrzydła. Dacie wiarę, że przez ponad 20 lat swojego życia, nigdy nie przygotowywałam stołu na żadną okazję? A dzisiaj przygotowałam ten mój nowiuśki stół w kuchni, po kilku godzinach łażenia po galerii za podkładkami, szklankami itp. Kilka rzeczy miałam zakupionych już wcześniej, np. wazony, paterę. Sztućce i zastawę miałam w kartonach już od kilku miesięcy, ale nie otwierałam, bo bez kuchni zapewne szybko by mi się to wszystko poniszczyło. No ale dziś otworzyłam i... dla mnie jest pięknie :) Celowo tytuł tego wpisu zaczyna się od słów: mój pomysł, bo żadna ze mnie dekoratorka i nie poczuwam się do tego, by Was tutaj jakoś wielce inspirować. Chcę się jedynie podzielić, a nóż jakieś rzeczy wpadną Wam w oko i będą pasować i na Wasze stoły. Najpierw pokażę Wam kilka fot, a później napisze skąd jest co :)

















Zacznę może od podstawy tego wszystkiego, czyli stół z krzesłami. Stół to kolekcja Simple z Vox. Padło o niego wiele pytań na stories, głównie o to, czy jest rozkładany. No więc - jest. Rozkłada się do owalnego kształtu. Średnica stołu złożonego to 110 cm. Blat po rozłożeniu mierzy 160 lub 210 cm - w zależności od tego iloma wkładkami go przedłużymy. Stół dostępny jest w czterech kolorach: dębowy ( mój), szary, czarny i biały.
Mega rewelacyjne są krzesła Closer z kolekcji 4 You. Posiadają obrotowe siedziska, dzięki czemu nie trzeba obracać się z całym krzesłem przy zmianie pozycji. Są naprawdę wygodne i każdy z mojej rodziny kto już mnie odwiedził podziela mój zachwyt :) Na krzesła można dokupić pokrowce w innym kolorze - ja sobie ten dodatek darowałam.
To co na stole wymienię Wam poniżej. Jeśli macie jakieś pytania o ceny czy inne szczegóły - śmiało piszcie w komentarzach, na wszystko jak zwykle odpowiem :* A jakie Wy macie pomysły na swoje świąteczne stoły?
Zastawa - Villeroy & Boch upolowane na Westwing
Sztućce - HardangenBestikk z Westwing
Szaro-białe wazony, mała patera, biały zajączek, srebrne jajeczka, podstawki na jajka - KiK
Ozdoba z jajeczek i sianka - biedronka
Serwetki materiałowe ( 100 % len), szklanki - Zara Home
Pierścienie na serwetki - Primavera Home
Podkładki pod talerze - Home and You
I owszem, kilka razy coś mnie od tej myśli odciągało, że może jednak jakiś cieplejszy kolor, ale no... jednak pierwotny pomysł wygrał. Miałam żałować, miałam przeklinać. I tak też nawet przez chwilę było. Było, bo skończyło się w momencie, w którym mieszkanie zaczęło już jakoś wyglądać. Przez pierwszy miesiąc, a nawet ponad byliśmy bez drzwi i listew, więc non stop robił się syf i właściwie nie dało się ocenić, czy ta podłoga jest dobrym wyborem czy nie, bo bez listew to wyglądało tragicznie. Wiecie, na początku ekscytacja, ale gdzieś po miesiącu zaczęłam się męczyć i wkurzać, zwłaszcza na syf, który non stop się robił. W ogóle jeszcze przed jakimkolwiek położeniem paneli, rozważałam jeszcze opcję parkietu, ale stwierdziłam, że to jednak nie na moją kieszeń. O tym kiedy lepiej jest położyć parkiet a kiedy panele przeczytacie tutaj - klik.
Koniec końców, w połowie lutego odbył się montaż drzwi i listew, a już minutę po jego zakończeniu, obdzwaniałam całą rodzinę i wysyłałam zdjęcia. I to był dopiero moment, w którym poczułam, jak to jest mieć piękne, własne gniazdko. Właściwie to czułam się tak, jakbym nigdy na oczy nie widziała czegoś takiego jak drzwi, serio. Do tej pory się nimi jaram. Bo własne, bo białe, bo solidne, bo piękne.
Ale do brzegu. Drzwi, podłogi - dostałam o to kilkadziesiąt zapytań i wciąż dostaję. I z całą przyjemnością Wam o tym wszystkim napiszę, bo wybór jest trafiony, a moja uśmiechnięta facjata mówi chyba sama za siebie. Oczywiście wiele z tych pytań jest o koszta i nie dziwi mnie to wcale. Jakiekolwiek nawet plany należy zacząć od przeczytania artykułu : Ile kosztuje położenie paneli lub parkietu? . Kiedy już sobie to wszystko mniej więcej przeliczycie, będzie wiedzieć w czym pozwala przebierać Wam budżet.
Ta cudna biała podłoga w moim mieszkaniu, to laminowane panele IMPRESSIVE, które są wodoodporne. Cudownie widać na nich słoje drewna i ogólnie... cała ich faktura jest boska, a reakcje wszystkich, którzy widzieli ją u mnie na żywo mówią same za siebie. W salonie Vox w Jankach, specjalista od podłóg upewnił mnie, że wybór jest dobry, że panele rzeczywiście są wodoodporne, a nie że to tylko jakieś nic nie warte zapewnienia producenta. Na podłogę czekałam stosunkowo krótko, bo już na następny tydzień od zamówienia, czekała sobie spokojnie w magazynie. Zamówiłam opcję z montażem, więc nie musiałam po nią jeździć, tylko w dzień montażu, po prostu ją przywieziono i zamontowano. Z tego co pamiętam pan od montażu ma chyba ponad 10 letnie doświadczenie, więc w sumie byłam spokojna, że powierzam to mu, a nie przypadkowej ekipie.
Odbiór podłogi był jeszcze w czasie robienia łazienki i przed malowaniem salonu. W mieszkaniu było pełno sprzętów i... brudu. No i ciężko było mi ocenić, czy ta podłoga wygląda fajnie czy nie. Bo była zwyczajnie brudna, mimo wielokrotnego mycia. W sumie w pierwsze dni, kiedy chodziłam oglądać mieszkanie, chciało mi się ryczeć :D Ewidentnie myślałam, że ta podłoga nie jest wcale biała i że nie można jej doczyścić :D Dopiero w miarę upływu czasu, jak już zamieszkaliśmy i zakończono całą brudną robotę, podłoga przejrzała i z dnia na dzień, z każdym kolejnym myciem zmyłam z niej chyba wszystkie osadzone na niej pyły itp. I co się dzieje teraz? To samo co z każdą inną podłogą. Trzeba odkurzyć, trzeba umyć i tyle. Oczywiście, że paprochy rzucają się w oczy bardziej niż na ciemnej podłodze, ale mając tak cudny efekt, nie jest to dla mnie absolutnie żadnym problemem. Podłoga wygląda obłędnie, a już zwłaszcza, jak jest świeżo umyta i do salonu wpada słońce. Jej faktura doprowadza mnie do pozytywnego szaleństwa i jaram się nią każdego dnia :D Tyyyyle o niej marzyłam no i mam! A co do sprzątania - z każdym kolejnym meblem, mam go coraz mniej. Wystarczy spojrzeć na to, ile podłogi zabrał mi sam narożnik, a dojdzie jeszcze kuchnia, szafka rtv, witryna, dywan... Chociaż aż mi szkoda zasłaniać dywanem tych paneli, ale jakoś tak nie wyobrażam sobie kącika w salonie bez dywanu ;)
Tak więc - jestem zadowolona. Podłoga jest śliczna, zdecydowanie nie wygląda jak większość paneli, które widujemy w sklepach. Na pierwszy rzut oka widać tutaj wysoką jakość i nikogo za specjalnie nie muszę nawet do tego przekonywać. Do podłogi dobrałam klasyczne listwy LAGRUS CLASSIC - białe, malowane.
Na drzwi kompletnie nie miałam pomysłu. No że miały być białe to oczywiste, ale nie miałam totalnie rozeznania. Je również wybierałam w salonie Vox w Jankach i dzięki Bogu, że trafiłam na tak cudowną Panią, która wszystko mi pokazała i wyjaśniła, bo sama to bym sobie totalnie nie poradziła. Nie wiem ile czasu wtedy spędziłam w salonie, ale ostatecznie zdecydowałam się na drzwi ASILO PERTINI 4 bezprzylgowe z mleczną szybą. Ościeżnice są regulowane bezprzylgowe. Na drzwi czekałam ok. 6 tygodni, ale... było warto. Baaardzo, ale to bardzo podoba mi się efekt końcowy jaki uzyskałam przy ościeżnicach do sypialni i pokoju Poli - było tam bardzo mało miejsca, te dwie pary drzwi tworzą ze sobą kąt prosty. Koniec końców - wyszło IDEALNIE.
Szczerze mówiąc większy problem niż z drzwiami miałam... z klamkami. Totalnie nie wiedziałam co będzie pasowało do mojego wnętrza, i kiedy się już zdecydowałam, a Pani wklepywała zamówienie do systemu, w ostatniej chwili zobaczyłam klamkę w katalogu, o której pomyślałam: to jest to! Z tego co pamiętam, klamka była nowością i nie było jej jeszcze w salonie, więc nie mogłam obejrzeć jej w realu, ale czułam, że to dobry wybór i zaryzykowałam. Nawet pan monter, który był montować mi drzwi ( ten sam co podłogi) powiedział, że montuje ją po raz pierwszy i że jest "kozacka!" - i ja się z panem monterem totalnie zgadzam. Model klamki to VOLTARE :)
Zacznijmy od podłogi. Nie należała do najtańszych, ale uważam, że jej jakość idzie w parze z ceną. 33 opakowania paneli, na powierzchnię ok. 60 metrów to koszt 5,846. Do tego trzeba zawsze doliczyć listwy, które umieszcza się pomiędzy pomieszczeniami, tutaj był to koszt 230 zł i podkład: płyta eko-por + folia paroizolacyjna - 509 zł .
Montaż paneli i podkładu z folią - 1,188 zł. Ja brałam opcję montażu, która jest przy zakupie produktów VOX, ale to nie jest koniecznie, możecie poszukać fachowca na własną rękę. Ile to wtedy będzie kosztowało? Stawki są różne, choć można sobie to "mniej więcej" wyliczyć. U mnie jak widzicie za ok. 55 metrów, na których znalazła się podłoga, wyszły niecałe 2 tysiące. Łącznie z wyżej wymienionymi kosztami za wszystko wyszło ok. 7700 zł.
Najlepiej przed podjęciem decyzji o tym komu chcecie powierzyć montaż, zróbcie rozeznanie: niech wyceni to Wam kilku fachowców, byście mogli sobie porównać ich oferty. Zanim jednak się na cokolwiek zdecydujcie, zapoznajcie się z poradnikiem Ile kosztuje położenie paneli lub parkietu? , który wyjaśni Wam od czego zależą stawki i jak one mniej więcej wyglądają.
Jeśli chodzi o koszt drzwi ( x3 ) , ościeżnic, klamek, zamków itp - za całość wyszło niecałe 7 tysięcy już z montażem. Z kolei listwy wraz z montażem to koszt ok. 1600 zł.
Po pierwsze - wielki ukłon w stronę ekipy z Salonu Vox w Jankach w tym monterów. Ich pomoc w wyborze, w przeprowadzeniu przez produkty, asortyment itp. była nieoceniona, a wierzcie mi, że kompetentna obsługa przy tak poważnych wyborach, jest nieoceniona. Na prawdę czuć było, że każdy troszczy się o klienta i traktuje jego "rozterki" jak swoje własne. Naprawdę szacun, bo nie wszędzie można się spotkać z takim podejściem.
Po drugie - jestem totalnie zszokowana efektem końcowym. Nareszcie mam JASNE mieszkanie, o jakim marzyłam. Podłoga pięknie się domywa i nie ma z nią takich problemów, przed jakimi wszyscy mnie ostrzegali. Drzwi są na zamek magnetyczny, więc ich zamykanie to po prostu bajka no i... nie da się nimi trzasnąć :P O żesz, no i właśnie sobie uświadomiłam, dlaczego moje dziecko nie trzaska już drzwiami :D Muszę też przyznać, że nawet moja rodzina, która była przeciwna przeważającej bieli, była oczarowana kiedy zobaczyła jak podłoga i drzwi wyglądają w gotowym już wnętrzu.
Wiadomo, o gustach się nie dyskutuje, ale dla mnie - miłośniczki bieli i szarości, to mieszkanie jest idealne. Oczywiście nie sugerujcie się tym, że jest jeszcze dość łyso, bo zapewne jeszcze wiele miesięcy urządzania przed nami, ale uważam, że baza jaką stworzyłam, daje mi wielkie pole do popisu. No i cieszę się, że jakość widać tutaj gołym okiem. To było dla mnie ogromnie ważne ;) Jestem ciekawa jakie kolory przeważają w Waszych mieszkaniach i czy jest wśród Was śmiałek, który też zdecydował się na białą podłogę :P Dajcie znać i podsyłacie mi ciekawe pomysły na zagospodarowanie ścian - sklepy z fajnymi plakatami, ramami itp - wszystko się przyda, bo już niebawem kolejne kadry z mojego gniazdka. Pamiętajcie, by na instagramie śledzieć hashtag MamalowegoDomu, pod którym pojawiają się wszystkie foty z mieszkania.
Ile kosztuje położenie paneli lub parkietu? - TUTAJ
Asortyment salonów VOX - TUTAJ
Phi! Ja mam coś więcej niż wspomniane dolary i apartament. Mam satysfakcję, a przede wszystkim odczuwam wręcz dziiiiiką wdzięczność. Bo wiecie... każdy może pracować i każdy może sobie na różne rzeczy zapracować, żaden problem, wystarczą chęci. Ale wiecie z czego od dłuższego czasu zdaję sobie sprawę? Że nie każdy może urodzić się w wolnym kraju, nie każdemu zawsze dopisuje zdrowie i nie zawsze wszystko jest tak jakbyśmy tego chcieli. A ja jestem zdrowa... żyję w Polsce, w której jest jak jest, ale hello... jesteśmy wolni i mamy przed sobą ogrom możliwości, naprawdę! Nie startowałam z jakiegoś tragicznego punktu, nie musiałam żebrać o jedzenie, miałam zawsze dach na głową i nie musiałam się martwić czy dożyję następnego dnia. Miałam masę innych problemów, ale ogólnie życie układało mi się w miarę dobrze - i byłoby nie fair nie czuć wdzięczności, że los pozwolił mi na realizację swoich planów i marzeń. Że mogłam tego dokonać, bo miałam przed sobą wiele dróg i wystarczyły po prostu chęci.
Budzę się tutaj już kolejny dzień z rzędu i muszę Wam przyznać, że to co w życiu cieszy najbardziej to doświadczanie. Ja delektuję się właśnie kolejnym doświadczeniem i czuję się jakbym znów zaczynała jakiś nowy etap w życiu. Przez ostatnie dwa lata śniłam o pięknym mieszkaniu w stolicy, o białych ścianach i podłogach i... to wszystko dzieje się właśnie teraz !!! Niechże mnie ktoś uszczypnie, no! ;) Dzień po przeprowadzce, odprowadziłam Polę do przedszkola i weszłam do kościoła. Chyba nigdy w mojej modlitwie nie było aż takiej radości, szczerości i wdzięczności. Rozmawiałam z Bogiem jak z najlepszym przyjacielem, który mocno przyczynił się do tego spełnionego marzenia.
Znów odżyłam. Sama ściągam siebie z obłoków, z powrotem na ziemię, bo zapobiegawczo wolę uniknąć roztrzaskania kiedy będę spadać z hukiem - a wierzcie mi prędzej czy później spadnę, takie jest życie. Wzloty i upadki. Choć jestem optymistką i lubię chodzić z głową w chmurach to jednak dla własnego bezpieczeństwa, zostaję ze swoim poziomem ekscytacji na bezpiecznej wysokości. Ale mimo wszystko w jakiś sensie odżyłam znów na nowo. Przeprowadzka, a już tym bardziej wykończenie mieszkania dało mi trochę w kość, przez co musiałam w grudniu odpuścić sobie pracę, ale opłacało się. Uwinęliśmy się w mgnieniu oka. Co prawda wciąż jesteśmy bez mebli, drzwi, listew i kuchni, ale nie sprawia mi to żadnego problemu. Wszystko w swoim czasie. Pomału i bez pośpiechu. Jak widać można żyć bez lodówki. Przecież jest zima. Moją lodówką jest balkon ;)
Ogólnie, muszę przyznać, że moja ekscytacja udziela się chyba i wam :P W całej historii bloga, to właśnie ona wzbudza Wasze największe zainteresowanie ( zaraz po narodzinach Polki, wiadomo, jej to już nic nie przebije). Mam nadzieję, że mimo tego, że latam ciągle z odkurzaczem i miotłą, uda mi się na bieżąco informować Was o postępach w mojej mamalowej rezydencji :D
Póki co uchylę Wam rąbek tajemnicy i powiem, jak to wszystko ma mniej wyglądać. Ogólnie, już od dawna dawna dawna, wiedziałam, że bazą w moim mieszkaniu musi być biel. Mam tutaj na myśli kolor ścian i podłóg. No musi być biało i koniec i kropka. Kiedyś byłam przekonana, że moje mieszkanko ma być w stylu scandi, ale coraz częściej czułam, że podoba mi się to jedynie u kogoś. Najbardziej przemawia do mnie glam, ale też nie mam zamiaru urządzać mieszkania w 100 % w stylu glamour, bo czerpię ze wszystkich stylów po trochu, a z niego po prostu najbardziej. Będzie więc taki mały misz-masz, z przewagą glamu. Będzie jasno, ale z dodatkiem kolorów. Na przykład u Poli mam w planach dodać kolor na jedną ze ścian ( nie całą) i ogólnie pokój wypełnić plakatami, półkami i elementami nawiązującymi do lasu. Jest to po części życzenie Polki, która do pokoju za dodatkowy kolor wybrała sobie kolor GLIN. Konkretnie green czyli zieleń. Salonowi chciałam nadać życie poprzez rośliny, ale dbanie o nie będzie obowiązkiem F, więc jeśli po miesiącu ich nie będzie, to znaczy, że to on coś spartolił, nie ja!
Póki co jednak, wstrzymuję się z jakimiś dalekosiężnymi planami, bo wypadałoby najpierw mieć w ogóle meble, zobaczyć, jak to wszystko wygląda, żeby zacząć dobierać dodatki. Na razie jadą do mnie:
To wszystko co wyżej wymienione, wybrałam w salonie VOX. Drzwi i podłogi również. Drzwi z listwami będą montowane jakoś w lutym, więc dopiero wtedy będę mogła ruszyć z szykowaniem dla Was aranżacji na blog. Sporo pytań już po relacjach na InstaStories padło o podłogę. Przyznam, że to był jedyny element, który wybrałam do mieszkania dawno dawno temu i zdania nie zmieniłam ani razu. Patrząc na efekt finalny, to była dobra decyzja. Podłogę również zamówiłam w salonie VOX i jest to model Impressive White IM1859 - producent to Quick Step. To wodoodporne podłogi laminowane i są po prostu... przepiękne.
Aaaa, nie mogłam wymarzyć sobie lepszego efektu, nie ma takiej opcji! Co do tego jakże kontrowersyjnego koloru i wielu opinii, że sterylnie, że widać każdy brud - wychodzę z założenia, że sprzątać trzeba niezależnie od koloru powierzchni i nie mam z tym najmniejszego problemu :) Co do sterylności - o gustach się nie dyskutuje :P
Nasze mieszkanie obecnie jest baaardzo puściutkie, ale mimo to czuję tutaj nas. Sypialnia to na razie materac, walizki, stosy książek i jedna wielka przechowalnia tego co czeka na meble. O ile jedna strona sypialni wygląda na piękną i czyściutką, tak druga skrywa nasze mroczne tajemnice i jest jednym wielkim bajzlem, w którym tylko wskazuję domownikom, gdzie co się znajduje. Taki tam, szósty zmysł matki polki wszechogarniającej.
Salon to jedynie stolik kawowy, telewizor, xbox i koc, który służy nam jako kanapa. Tam gdzie kiedyś będzie kuchnia, zrobiłam sobie kuchnię kartonową i całkiem nieźle sobie w niej radzę. Na korytarzu jest słynne, mamalowe lustro i mamalowy wieszak a'la garderoba. W jego miejscu stanie piękna szafa podświetlana w środku. Stolik kawowy w salonie był moim małym, wielkim marzeniem odkąd zobaczyłam go na stoisku na targach wnętrzarskich Warsaw Home. Przywlokłam wtedy ze sobą do domu stos ulotek, ale na telefonie wybrałam jedynie numer z jednej z nich... były to właśnie stoliki Tavolini. Zdjęcia stolika ujrzycie w aranżacji salonu, mam nadzieję już niebawem.
W pokoju Polki są już wszystkie jej rzeczy, ale na razie ulokowane głównie na podłodze - u niej nawet taki układ wygląda uroczo i od biedy mogłoby tak zostać, a co tam :D Prawie skończona jest już łazienka - brak jeszcze lustra i szafki nad WC. Na lustro czekam, na stolarza muszę zarobić ( niestety nigdzie nie mogę znaleźć drzewka, na którym rosną pieniądze :( ) Całe wyposażenie łazienki pochodzi z BLU salony łazienek, ale dzisiaj wstawię Wam jedynie dwa zdjęcia, bo całość chciałabym pokazać szczegółowo w osobnym poście.
W kolejnych wpisach postaram się Wam podać konkrety na temat wyboru podłóg i drzwi, a później będziemy już lecieć z aranżacjami każdego pomieszczenia. Chciałam też przypomnieć Wam, że na bieżąco możecie być z nami na instagramie - to tam po kliknięciu w zdjęcie profilowe, macie dostęp do InstaStories - zdjęć i filmików z naszego życia, które znikają po 24 godzinach - choć teraz już niekoniecznie, bo wybrane relacje można zapisywać. Wszystkie zdjęcia z naszego domu, będą na instagramie pod hashtagiem #MamalowyDom z dodaną ikonką domku :) Na facebooku oczywiście również podrzucam Wam linki do wpisów, ale jestem na nim baaardzo rzadko - że tak powiem, nie przepadam za tym medium :P
Dobra, nie ciafroczę już tyle. Wrzucam Wam na koniec fotki z Polkowego pokoju i spadam pracować dalej. Zarabiać znaczy się. Na tego stolarza oczywiście.
PS: Jakbyście się zastanawiali, co Pola robi na zdjęciu powyżej - Pola wczoraj po raz pierwszy otworzyła walizkę ze swoimi pamiątkami z chrzcin, roczku, narodzin itp. - są tam nawet kartki i upominki od Was - naszych czytelników! Pola na zdjęciu przymierza śpiochy, które założono jej po porodzie - mają ucięte nogawki, bo Pola urodziła się taka długa, że nie mogła się w nie zmieścić :D :D :D
Pierwsze projekt łazienki, a właściwie projekty możecie zobaczyć o tutaj, we wpisie, w którym mogliście oddać głos na tą wg Was najlepszą. Ja wybrałam projekt nr 8. Miało być w nim kilka poprawek, jakaś szafka nad WC, lekko zmienione kolory... wyszło jak wyszło - totalnie inaczej niż pierwotne założenie! Mimo, że ósemka urzekła mnie totalnie, to ciągle czułam jakiś niedosyt. Jakby to nie było do końca to, co bym chciała. I nagle pewnej nocy, olśniło mnie! Przecież ja najlepiej czuję się w jasnych, wręcz sterylnych wnętrzach! Uwielbiam białą lub szarą bazę, którą mogę dowolnie uzupełniać kolorowymi dodatkami. Ale baza... musi być jasna! Tak jasna, jak to tylko możliwe. Kolejna sprawa - ja wcale nie chciałam aż tak wiele drewna. Przecież ja kocham glam wzbogacony jedynie elementami skandynawskimi. I tak oto, powróciłam do maksymalnie pierwotnego planu, żeby "drewno" było tylko na ścianie z drzwiami. Olałam temat blatu, bo to totalnie niepraktyczna sprawa w tak małej łazience. Jednak jakieś szuflady prócz szafki muszą być, toteż na takie coś się zdecydowałam.
Efekt finalny, który zobaczycie na zdjęciach, jest oczywiście tylko wizualizacją. Światło w łazience na pewno nie będzie aż tak jasne, a co za tym idzie cała łazienka nie będzie aż tak jasna jak na zdjęciach. Co prawda wciąż będzie jasna, ale tak jak Wam wiele razy mówiłam - to jest mój klimat, który po prostu kocham i czuję się w nim najlepiej! No dobra... zdradzę Wam, że prawie wszystkie płytki są już położone i wcale nie jest tak jasno jak myślałam, że będzie, jest w sam raz - niebawem się Wam pochwalę :P Tymczasem zobaczcie jak to wygląda na ostatecznej wizualizacji. Oczywiście liczę na to, że rzeczywistość będzie jeszcze lepsza.
Na podłodze znajdują się meeega duże, białe kafle. Widziałam je już położone na żywo i efekt jest nieziemski. Wygląda to naprawdę elegancko - tak jak lubię :P Ogólnie w tej sterylności jest trochę szaleństwa, bo w zaledwie 5 metrowej łazience, jest aż PIĘĆ rodzajów płytek! Idealnie rozwiązanie dla niezdecydowanych, ha! Na ścianach są cztery rodzaje płytek: szare kwadraty, białe prostokąty, cudowne białe kafle z wytłaczanymi liśćmi ( zabudowa LED) ooooraz cudowna, wymarzona drewnopodobna płytka na ścianie z drzwiami. Wielkie L O V E!
Muszę też podziękować z tego miejsca za wszystkie Wasze rady - poszłam jednak za praktycznością niż za wyglądem i wyrzuciłam blat, a wybrałam wielką umywalką i szafkę z dwoma szufladami. Zmieniłam też grzejnik, bo jednak te zwykłe drabinki, które znajdują się w łazienkach są po prostu marne. Teraz mam cudowny, prosty, minimalistyczny grzejnik w kolorze... no nie zgadniecie ;)
Zdecydowanie chciałabym umilić wygląd tej surowej łazienki, stylowym oświetleniem, koszem na pranie i czymś co postawię na zabudowie pralki. To są jednak już mega drobne szczegóły, które powoli będą się pojawiać wraz z upływem czasu na nowym mieszkaniu. I tak, najbardziej z całej łazienki jaram się swoją zabudową LED. Delikatne światełko wydobywające się zza wytłoczonych liści - kosmos!
Z tego miejsca ogrooomnie pragnę podziękować najlepszej i niezwykle cierpliwej projektantce Marcie Wierzchowskiej z Salonu Łazienek BLU w Słupsku. Marta, jesteś genialna a Twój projekt łazienki - obłęd! Niesamowita fantazja, cierpliwość do klienta i przede wszystkim służenie pomocą i radą alll the time. Nawet kiedy pisałam Marcie o mojej 13003893838 wizji łazienki i mogła już po prostu przyklepać i zrobić jak chce - to nawet wtedy potrafiła mi wskazać błędy, podpowiedzieć, że to nie będzie ze sobą grało itp. Naprawdę szacun, dziewczyno!
Podziękowania należą się również dla całej ekipy Salony Łazienek BLU za niesamowitą przygodę w projektowaniu, wybieraniu produktów. Naprawdę to niesamowite kiedy nie jesteś tylko klientem, ale jesteś indywidualnością, dla której wszyscy chcą stworzyć tą idealną, wymarzoną łazienkę. To naprawdę duży plus, kiedy wiesz, że ludziom na Tobie zależy. Nie tylko na sprzedaniu produktu, ale też na tym, byś dokonała naprawdę dobrych i przemyślanych wyborów i otrzymała projekt łazienki o jakiej marzysz.
To na razie tyle... do sylwestra moja łazienka będzie skończona. Później tylko dostawa lustra, stolarz, drobne dodatki... i wspólnie będziemy mogli zachwycać się efektem końcowym. Trzymajcie kciuki kochani i koniecznie napiszcie czy projekt łazienki, który teraz wybrałam również się Wam podoba!
