0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

I po stresie! Prezent na drugie urodziny Polki nie okazał się wcale błędnym wyborem - czego strasznie się obawiałam. Wiecie - z rowerkami u dzieci jest różnie. Nie raz widziałam dzieci, których rowerki zwłaszcza biegowe, kompletnie nie interesują. Całe szczęście, u nas jest zupełnie na odwrót.

Rower dla dziecka to coś, o czym każdy rodzic dwulatka zaczyna już myśleć. Ogrom zabawek, książeczek i wszystkich pierdół w naszym mieszkaniu, sprawił że na drugie urodziny zechcieliśmy wybrać dla Polki coś... wyjątkowego. Coś co nie będzie kolejną nic nie wnoszącą zabawką, coś z czego będzie mogła korzystać codziennie, nawet ( a może i głównie ) na dworze. Pomyśleliśmy o hulajnodze, a zaraz potem o rowerku. Ciężko było wybrać jedno, więc ... wybraliśmy oba. Odkrycie, że istnieje coś takiego jak rowerek i hulajnoga w jednym, było dla nas pozytywnym zdziwieniem. To był strzał w dziesiątkę. Jak to jednak u dzieci bywa - do czasu, aż Pola nie odpakowała prezentu, miałam wątpliwości czy jej się w ogóle będzie chciało na nim jeździć. A jeśli tak - to czy nie znudzi jej się po kilku dniach. Całe szczęście okazało się, że Polka uwielbia aktywność fizyczną taką jak jeżdżenie na rowerku i w życiu nie pomyślałabym, że to ja będę ją prosić, żeby wrócić już do domu... a jednak.

Pisałam Wam już o rowerku na blogu, instagramie, facebooku. Tak już mam, dlatego łatwo poznać co naprawdę podoba mi się w 100 % - pieję wtedy z zachwytu i stukam w klawiaturę jak najęta - i wcale nie trzeba mi za to płacić! :P Pisałam Wam to jednak po tygodniu, czy dwóch. A warto napisać o tym po dłuższym czasie użytkowania, kiedy wstępna ekscytacja przemija, a my trzeźwo możemy spojrzeć i przeanalizować nasz wybór raz jeszcze.

Tylko, że jest jeden mały problem. Tutaj nic się nie zmienia! Pola nadal jest na etapie fascynacji i właśnie kiedy to piszę te wyrazy, ona urządza sobie przejażdżkę po salonie. Wiem jednak, że w tej kwestii wszystko zależy od dziecka. A może i nie? Przecież to jak wygląda sprzęt i to czy jest wygodny, też na pewno przyciąga uwagę dziecka. Jeśli dziecko nie czuje się na danym sprzęcie komfortowo - na pewno rzuci go w kąt. Jeśli jednak na danym rowerku, dziecko czuje wygodę, a odpychanie się nóżkami jest przyjemnością - jest szansa, że tak prędko z niego nie zrezygnuje. Nie raz widziałam rower dla dziecka, który wcale nie wyglądał na wygodny. Drewniane rowerki biegowe, z płaskim, drewnianym siedzeniem. No powiedzcie mi - czy takie coś na dłuższa metę jest wygodne? Bo ja na takim rowerze nie ujechałabym 500 metrów. Pamiętajcie kochani, że wybierając rower dla dziecka musimy kierować się głównie wygodą i praktycznością - wygląd to nie wszystko, a często nie idzie on w parze z funkcjonalnością - niestety.

W naszym jednak przypadku wszystko idzie ze sobą w parze, choć to pewnie kwestia gustu. Rowerek jest:

  • wygodny - siedzisko jest miękkiei być może dzięki temu Pola potrafi jeździć na nim pół dnia
  • praktyczny - nie jest to prezent, który tylko leży i ładnie wygląda.
  • ma fajny design - to już pewnie zależy od upodobań, ale w nasz gust trafia idealnie. Choć jego kolory to intenysny róż i żółć, to jednak nie walą one po oczach i nie zajeżdżają kiczem i tandetą.
  • jest solidnie wykonany - i to bardzo ! Wykonany jest z aluminium i plastiku i to chyba najlepsze materiały, z których można stworzyć taki rowerek. Rowerek nie posiada żadnych ostrych elementów, wystających rogów. Rowerek posiada wytrzymałą, trwałą ramę z polipropylenu.
  • mało waży - 2,6 kg. Teraz jeszcze zdajcie sobi sprawę, jaki kształt ma rowerek i jak ta waga się rozkłada. Dla mnie noszenie tego sprzętu, nie jest żadnym wysiłkiem.
  • jest poręczny - kształt i waga rowerka sprawia, że łatwo go chwycić, zarówno w rękę jak i pod pachę. Zmiana hulajnogi w rowerek - lub na odwrót, to kwestia sekundy. Wystarczy przesunąć guzik do góry i przekręcić część hulajnogi.
  • dopasowany - rowerek ma regulację wysokości kierownicy
  • bezpieczny - jak już wspomniałam wcześniej nie posiada niebezpiecznych elementów, ale to nie wszystko. Przednie koło jest wykonane w taki sposób, że amortyzuje wstrząsy. Pola śmiga nim na prawdę po przeróżnych terenach - chodniki ( nasze piękne, polskie) , lasy. Przednie koło zasłania błotnik, więc wjeżdżanie w kałuże nie musi być już takie straszne. Na kierownicy są specjalne uchwyty, dzięki którym Polci nie ześlizgują się rączki.

O czym jeszcze warto wspomnieć? Wcześniej pisałam Wam, że Pola jeździ rowerkiem również po domu. Wiem, wiem uczepiłam się tego rowerka, ale to tylko dlatego, że bezkonkurencyjnie wygrywa on u nas z hulajnogą. Być może dlatego, że łatwiej utrzymać na nim równowagę.

O co jeszcze pytacie?

  • Dla jakiego dziecka taki rowerek? Czy nie będzie za mały/duży?

Pola na swój wiek jest chyba dość wysoka, bo zazwyczaj przy dzieciach w jej wieku, wygląda na dużo, dużo starszą. W każdym razie, rowerek przeznaczony jest dla dzieci o maksymalnej wadze 20 kg i maksymalnym wzroście 100 cm. Jeśli Wasze dzieciaczki są większe - żaden problem. Istnieje drugi model, taki sam dla starszaków. Ten dla starszaków to model HIGHWAYBUDDY - on z kolei przeznaczony jest dla dzieci o maksymalnej wadze 50 kg i maksymalnym wzroście 120 cm. My z kolei posiadamy ten mniejszy: o ten!

  • Czy Pola długo uczyła się jeździć?

Po rozpakowaniu rowerka pokazałam jej po prostu, że trzeba usiąść i odpychać się nóżkami. Załapała od razu, choć początkowo, nie siadała, a po prostu spacerowała, trzymając kierownicę. Teraz normalnie siada i ... leci przed siebie :) Z hulajnogą było tak, że kiedy pokazałam jej w domu jak się jeździ, spróbowała i się udało. Na dworze widzę jednak, że nie jest jej wcale tak łatwo złapać równowagę i być może dlatego ostatecznie zawsze wybiera rowerek. A co do równowagi - na rynku pojawił się też nowy model - hulajnoga wygląda tak samo jak nasza, ale z tyłu są... dwa kółka :) Jeśli więc martwicie się o utrzymanie równowagi - wybierzcie TEN model.

No i ostatni aspekt... cena. Kwota jaką trzeba zapłacić za rowerek, nie jest mała, ALE! Ale jest adekwatna do wykonania :) To nie jest sprzęt na kilka dni, tygodni, miesięcy. I nie jest to też sprzęt, który kiedy pociecha z niego wyrośnie, pójdzie na śmietnik. Taki sprzęt możecie później śmiało sprzedać, lub zostawić dla kolejnego dziecka...

RABACIK... razem z edukatorek.pl postanowiliśmy troszkę ułatwić Wam sprawę i dać zniżkę 10 % na hasło " MAMALLA" :) Kod obowiązuje również na nowy wzór hulajnogi. Korzystać z niego możecie od dziś do piątku. Całą ofertę rowerków biegowych znajdziecie tutaj. Serio, nasz wybór to idealny rower dla dziecka ( naszego dziecka) - idealny pierwszy rower - bo przecież kiedyś przyjdzie pora na coś większego... :)

Czy taki prezent będzie strzałem w dziesiątkę? Tego nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć. U nas był! Dlatego już zawsze mam zamiar go polecać. Jeśli macie jeszcze jakiekolwiek pytanie - piszcie śmiało!

Piszcie też śmiało, jaki rower dla dziecka wy wybraliście - o ile już taki posiadacie! :)

rower dla dziecka

 

DSC_8706

 

DSC_8719

 

DSC_8732

 

DSC_8745

 

DSC_8768

 

DSC_8775

 

DSC_8790

 

DSC_8811

 

DSC_8814

DSC_8825

DSC_8836

DSC_8875ь

DSC_8897

 

DSC_8931

 

DSC_8942

 

DSC_8953

 

DSC_8993

 

DSC_9020

 

DSC_9024

 

DSC_9026

 

DSC_9085

 

DSC_9102

 

DSC_9113

 

rower dla dziecka

 

rower dla dziecka

 

DSC_9136

 

rower dla dziecka

 

DSC_9163

 

rower dla dziecka

 

DSC_9192

 

DSC_9217

 

DSC_9238

 

DSC_9246

 

DSC_9266

bluzy: koszulove.com

zdjęcia: Whale Photography  <3

 

Wyrodna matka. Wydaje Ci się, że nią nie jesteś? Wydaje Ci się, że jesteś dobrą i kochająca matką? Masz rację! Wydaje Ci się. Inni na pewno wiedzą lepiej, czy Twoje dziecko jest szczęśliwe, czy nie. Czy jesteś dobra, czy tkwi w Tobie szatan, który nie powinien nigdy mieć dzieci!

Poniżej znajduje się test. UWAGA! Większość osób, która już go rozwiązała, jest w ciężkim szoku! Nie wiadomo, czy majstrowała przy tym władza, nie wiadomo czy będzie powtórka, czy głosy będą jeszcze raz liczone... jedno jest pewne! Coś tu jest nie tak...!

Zanim jednak przystąpisz do stawiania krzyżyków, przy idealnych wg Ciebie odpowiedziach, ostrzegam Cię... nie waż się kłamać! To jest wśród środowiska idealnych mam - NIEDOPUSZCZALNE. Jednak nie zaszkodzi podać Ci małej wskazówki, jak wygląda matka idealna. NIEWYRODNA... otóż... istnieje kilka jej wizji...

  • nie ma dzieci
  • ma jedno dziecko, więc ma luksus
  • ma wiele dzieci, więc ma doświadczenie
  • nie istnieje

Pomogłam? Tak myślałam. Przystąp zatem do poniższego testu. Na koniec podlicz punkty i odszukaj swój wynik...to będzie proste, wierz mi... wyrodna matka czy nie wyrodna? Oto jest pytanie! ;)

 

1. Jak karmisz?

a) nie karmię - 10 pkt

b) mieszanie - 10 pkt

c) mm - 10 pkt

d) piersią - 10 pkt

 

2. Jak rodziłaś?

a) siłami natury - 10 pkt

b) przez cesarskie cięcie - 10 pkt

 

3. Czy dajesz dziecku słodycze?

a) nie, nigdy - 10 pkt

b) czasami - 10 pkt

c) często - 10 pkt

 

4. Czy pozwalasz dziecku się brudzić?

a) nigdy - 10 pkt

b) czasami - 10 pkt

c) zawsze - 10 pkt

 

5. Czy Twoje dziecko może oglądać tv lub YT na telefonie?

a) nigdy - 10 pkt

b) czasami - 10 pkt

c)  dość często - 10 pkt

d)  zawsze gdy tego chce - 10 pkt

 

6. Czy masz czas wolny dla siebie? (wyrodna matka zawsze ma! ;) )

a) nigdy - 10 pkt

b) czasami - 10 pkt

c)  dość często - 10 pkt

d)  ciągle - 10 pkt ( pfff wyrodna matka! )

 

7. Czy czytasz książki na temat wychowania dzieci?

a) nie przeczytałam żadnej - 10 pkt

b) czasami szukam potrzebnych informacji - 10 pkt

c) czytałam bardzo dużo - 10 pkt

 

8. Czy pijesz alkohol? 

a) nigdy - 10 pkt

b) sporadycznie - 10 pkt

c) tylko na imprezach - 10 pkt

d) lubię wypić drinka lub piwo wieczorami przy dobrym filmie, kiedy dziecko śpi - 10 pkt

 

9. Czy zakładasz dziecku czapeczkę, kiedy wieje lekki wiatr?

a) zależy od temperatury - 10 pkt

b) nigdy - 10 pkt

c) zawsze - 10 pkt

d) zależy kto patrzy - 10 pkt

 

10. Czy kupujesz dziecku drogie zabawki?

a) nigdy - 10 pkt

b) czasami - 10 pkt

c) ciągle - 10 pkt

 

....

 

SZOKUJĄCE DANE! Praktycznie każdy uczestnik ankiety uzyskał ten sam wynik... 100 PUNKTÓW! Co to oznacza?! Wyrodna matka to Ty?!

100 punktów - wow! Niesamowite! Matka wyrodna to Twoje drugie imię! Jesteś tak samo wyrodna jak każda matka na świecie! Kryśka z warzywniaka i Ilona z klatki obok! Nie ma bardziej, nie ma mniej! Wszystkie jesteśmy WYRODNE i przesiąknięte złem. Wyjmujesz cycek w miejscu publicznym? A IDŹ TY! Niechaj Cię spalą na stosie, jak śmiesz?! Wyjmujesz butlę z mm? A puknij się tą butlą w łeb i sama wypijże tą truciznę! Rodziłaś siłami natury? Pozwoliłaś się sobie tak męczyć, narażać dziecko na niebezpieczeństwa? No głupia! Rodziłaś cc?? Osz Ty wygodnicka pindzio! Nie dajesz dziecku słodyczy? Przez Ciebie nie pozna smaku dzieciństwa... Dajesz słodycze?! Jeszcze gorzej! Narażasz swoje dziecko na wszystkie możliwe choroby! Przecierasz dziecko ściereczką kiedy je? Co za chora pedantka... Nie przecierasz? Masz swoje dziecko w dupie, tak?! Pozwalasz dziecku oglądac YT lub bajki? Trzeba było sobie dzieci nie robić, jak nie masz siły i ochoty się z nim bawić 24 h! Nie pozwalasz? Przez Ciebie dziecko skazane jest na nudę i nigdzie tak szybko nie nauczy się EJ BI SI DI jak na jutubje! Masz czas wolny dla siebie? Jak śmiesz? Nie wiesz, że zaraz po urodzeniu liczy się tylko dziecko już do końca Twych dni? Nie myj się, nie czytaj książek, tylko patrz na dziecko! Ach... jednak nie masz czasu dla siebie? Ty głupia, sfrustrowana babo, bez hobby i pasji...matka polka od siedmiu boleści... Czytasz książki o wychowaniu dzieci? NIE?! To nie wiesz, że intuicja się myli?! Jak możesz tak ryzykować?! Czytasz? To nie masz własnego rozumu?! Ktoś musi Ci mówić jak masz żyć?! Śmiesz wypić kieliszek wina, kiedy dziecko śpi, a narzeczony robi kolację? Idiotka! Alkohol to zło! Jeden drink to urwany film, niezdolność do opieki nad dzieckiem, wstyd! Nie pijesz wcale? Odwaliło Ci po porodzie i zgrywasz aniołka... Czapeczka jest? Głupia mamuśka niech założy jeszcze latem... nie ma czapeczki? Pieprzona moda na hartowanie, za grosz swojego rozumu! Kupujesz dziecku drogie zabawki? Głupiutka młoda mamusia, nie szanująca kasy, która myśli, że zabawką kupi dziecka miłość! Nie kupujesz? Jak możesz pozwolić dziecku bawić się tylko shitowym, kiczowatym plastikiem za 10 zł?!

Droga mamo. Tego testu nie da się zdać. Nieważne jakiej odpowiedzi udzielisz - zawsze znajdą się osoby, dla których Twój wybór będzie zły. Przy większym pechu możesz trafić na idiotów, którzy Cię o tym dobitnie poinformują. Przy jeszcze większym pechu, możesz się dowiedzieć, że jesteś głupia, pusta i nie powinnaś mieć dzieci. Zapamiętaj jedno! Świat mamusiek jest zdrowo popieprzony. Jedne są normalne i szanują wybory innych, drugie wraz z porodem zapewne utraciły bardzo ważny element tzw. mózg i nagle stają się wszechwiedzącymi ekspertkami, które roszczą sobie prawo do oceny i krytyki innych. Wykłócają się na forach, wyzywają od bezdusznych suk i w skali od 1 do 10 oceniają Cię jako matkę na mniej niż zero. Dopatrzą się trujących kwiatów na 50 planie zdjęcie za Twoim dzieckiem i wytkną lekko odstający pas w samochodzie. Plastikowy kicz wyśmieją, bo nie jest designerski, ale za to droga zabawka będzie równać się z tym, że nie czytasz dziecku książek.

Recepta na te chwasty? Olać, odciąć się, mieć w dupie zdanie innych. Każda z nas jest najlepszą matką jaką potrafi być. Matką zaangażowaną, która robi dla swojego dziecka wszystko co najlepsze. Więc przestańmy patrzeć na siebie jak na wrogów, przestańmy oceniać nie znając sytuacji, a widząc tylko kilka sekund wyrwane z kontekstu. Przestańmy rzucać się sobie do gardeł i przestańmy kogokolwiek oceniać! Od oceny jest tutaj ktoś inny i ze wszystkich błędów On nas właśnie rozliczy po śmierci. A to jakimi byliśmy rodzicami... cóż. To najlepiej ocenią kiedyś nasze dzieci. A jeśli Tobie nie podoba się to jak postępuje inna matka, jak wychowuje, jak ubiera - ugryź że się w język i spójrz w lustro na siebie i swoje zachowanie. Bo Ci co najgłośniej szczekają, najczęściej za uszami mają najwięcej...

 

Stało się! Córka moja, która niedawno kopała mnie w brzuchu po żebrach, kilka dni temu skończyła dwa lata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie dziwne poczucie, że rodziła się jakby... niedawno... I co wybrać na taki prezent dla dwulatka? No co? Jak już wszystko chyba ma.

Jak zwykle przy okazji urodzin, wyznajemy zasadę - jeden prezent, a konkretny. Jakoś tak jednak wyszło, że i tak babcie i najlepsze dwie ciotki na świecie, postanowiły dać coś jeszcze. Zadowolona jestem niesamowicie. Pola z zachwytu wyjść nie może. Wszystkie prezenty są tak praktyczne i przy okazji ładne, że aż szkoda byłoby Wam ich nie pokazać, a może i przy okazji zainspirować. Jedyne co mnie martwi to fakt, że nasze mieszkanie rzeczywiście staje się jakby za małe... a do najmniejszych nie należy.

Przy wyborze prezentów kieruję się dwoma wyznacznikami. Ma być praktycznie i ładnie. Jeśli do tego dochodzi w miarę rozsądna cena - niczego więcej mi nie potrzeba. Rok temu Pola na urodziny dostała ... kuchnię. Służy nam do dzisiaj i nie ma dnia, w którym Pola, by się nią nie bawiła. Małe wymiary pozwalają zaoszczędzić miejsce i jak się okazuje dziecku wcale większa kuchnia nie jest potrzebna. Gotować to można nawet na dwóch małych palnikach. Wszystko się da! W tym roku z racji tego, że miejsca coraz mniej, a dziecko z zabawek ma już chyba wszystko co możliwe - postanowiliśmy wybrać coś zupełnie innego... ale o bohaterze urodzin dowiecie się na samym końcu. Zacznijmy od propozycji "mniejszych" aczkolwiek tak samo uroczych.

1. Kuferek + ... - mówcie co chcecie, ale które dziecko nie lubi wszelkiego rodzaju opakowań, kartonów, walizek, kuferków ? Największa frajda to ładowanie zabawek do takiego pudła i przemieszczanie się z nim po mieszkaniu, prawda? Kuferek GOKI od edukatorek.pl to idealny pomysł na to, by sprawić dziecku frajdę, a przy okazji zyskać fajne pudełko do przechowywania np. pamiątek.

 

DSC_1225

 

DSC_1226

 

DSC_1227

 

DSC_1230

 

DSC_1231

 

DSC_1217

 

kuferek dla dziewczynki

 

2.Drobiazgi - to jest nasz plus do samotnego kuferka.  Bezsensu wręczyć same pudło, więc możecie do niego włożyć to co my: kostki i tabliczkę. Pola wręcz kocha takie małe zabawki, które nie dość, że fajnie wyglądają to jeszcze rozwijają dziecięce umiejętności. Kostki to 4 puzzle sześcienne, z których można ułożyć 6 obrazków przedstawiających zwierzątka. Wszystkie rodzaje klocków sześciennych możecie zobaczyć tutaj. Tabliczka z puzzlami to jak sami widzicie ten sam wzór co kuferek i klocki - susibelle. Możecie zakupić też inne wzory, np. kaczuszkę. Za 9,90 macie ekstra zabawę dla swojego dziecka.

 

DSC_1234

 

DSC_1235

 

DSC_1236

 

DSC_1237

 

DSC_1238

 

3. Warzywa do krojenia - chyba jedyne czego tak bardzo brakowało mi w Poldunkowej kuchni. Noża dziecku póki co nie dam, więc możliwość opanowania umiejętności typu krojenie na bezpiecznym sprzęcie, jest jak najbardziej spoko. Chyba mam złote dziecko, bo bawi się praktycznie wszystkim co dostanie. Warzywa to kolejny strzał w dziesiątkę. Nie wiem gdzie zakupiono nasze warzywka, ale znalazłam podobne tutaj.

 

warzywa do krojenia

 

DSC_1241

 

DSC_1242

 

DSC_1247

 

DSC_1250

 

DSC_1253

 

4.Lego duplo - jakby rzekła moja siostrzenica - takie dziewczyńskie. Stragan z ciężarówką mamy, domek mamy, lody też, pora nadać budowlom trochę tego "dziewczyńskiego", różowego klimatu! Że lego kochają wszyscy, to każdy z nas wie. I nieważne tutaj jakiego będzie koloru, jakie ludziki i pieski się w nim znajdą - dziecko zawsze cieszy się tak samo! My wszystkie zestawy łączymy już w jeden, co daje nam mega pole do popisu. Sami wiecie, że jest ogromny wybór zestawów na półkach sklepowych, więc czy to dla córki czy syna - na pewno coś znajdziecie.

 

DSC_1254

 

lego duplo

 

DSC_1258

DSC_1262

 

DSC_1263

 

DSC_1264

 

DSC_1266

 

DSC_1267

 

DSC_1268

 

DSC_1269

 

DSC_1272

 

DSC_1274

 

5. Rower...czy hulajnoga?  Co będzie lepsze na prezent dla dwulatka? W tym roku z racji tego, że nie mamy za dużo miejsca, a Pola ma już chyba wszystkie z możliwych zabawek - postanowiliśmy poszukać czegoś, co nie będzie tylko domową zabawką, a będzie czymś co przyczyni się do rozwoju naszego dziecka i kształtowania jego umiejętności. Mieliśmy dylemat : rower czy hulajnoga? I wtedy wnikliwy re-search sieci pokazał mi ... 2 w 1. Rower i hulajnogę, w jednym. Wyobrażacie sobie? Taki bajer to ja bym chciała w większej wersji na komunię! A tu dziecko na 2 lata już dostaje... ;) Trochę się obawiałam, że Pola ze swoim charakterkiem zniechęci się pierwszymi próbami, rzuci w kąt i zapomni. Od kilku dni jednak widzę, że spacer bez rowerka nie ma po prostu sensu. I to nie 10 minut, nie 15, nie pół godziny, a godzina minimum. A jak się zmęczy to sama weźmie pod pachę, a potem da mi. Rowerek jest tak lekki,że spokojnie można go chwycić w dłoń i iść. Miałam obawy co do hulajnogi - Pola nie potrafiła złapać równowagi, ale dziś kiedy w domu robiłam zdjęcia, przełamała się i... umie! :) Nie jest to może jeszcze płynne, ale radzi sobie naprawdę bardzo dobrze! Rowerek jest idealny na jej wzrost i adekwatny do jej wieku - a wierzcie mi, że byłam pewna, że prezent sprawdzi się dopiero latem jak podrośnie. Biję się w pierś - zwątpiłam w umiejętności swojego dziecka i myślałam, że jest za mała, żeby ogarnąć jazdę na czymś takim. My mamy już tak chyba mamy, że w pewnym momencie zapominamy, że nasze dziecko... rośnie. Jeśli więc zastanawiacie się nad czymś "grubszym" i nie macie pojęcia co wybrać na idealny prezent dla dwulatka - zapewniam Was, że to będzie to! Wszystkie rowerki biegowe możecie zobaczyć tutaj, a nasz konkretny wybór to SCOOT AND RIDETutaj oficjalna strona dystrybutora.

 

DSC_1296

 

DSC_1298

 

rowerek biegowy

 

DSC_1300

 

DSC_1301

 

DSC_1302

 

prezent dla dwulatka

 

hulajnoga

 

DSC_1305

 

DSC_1306

 

DSC_1307

 

DSC_1308

 

DSC_1310

 

DSC_1311

 

Jedno jest pewne. Szczęście do zabawek mamy ogromne. Nie wybieramy bubli, wszystko co zawsze kupimy czy dostaniemy jest strzałem w dziesiątkę. Za wspólnie spędzone urodziny, dziękuję niezastąpionemu edukatorkowi ! Polecam Wam ich produkty od dłuższego czasu i wiem, że zawsze kiedy dzięki mnie kusicie się na ich produkty - jesteście zadowoleni tak samo jak ja!

SPECJALNIE DLA CZYTELNIKÓW BLOGA EDUKATOREK przygotował RABAT 10 % - dostępny do końca soboty na hasło MAMALA ! :) Może i Wy wypatrzycie tutaj prezent dla dwulatka, trzylatka a nawet i dalej! :) 

edu banner urodziny_produkcja

Więcej pomysłów na prezent dla dwulatka, znajdziecie w starszych wpisach:

Jaki prezent wybrać dla dwuletniego dziecka?

Inspiracje prezentowe cz.2.

Inspiracje prezentowe cz.1.

 

Pisałam Wam już kiedyś o tym. Wieczny strach przed wszystkim, wypalona miłość do horrorów, nawrót choroby lokomocyjnej. Ale z biegiem czasu, mam wrażenie, że tych rzeczy jest coraz więcej! Życie matki zdaje się być momentami przerażające... 

Dziecko tyle zmienia! Nie mówimy tu wcale o zwisających cyckach i rozstępach, czy oczywistym braku snu. Normalka! Ale czasem zmieniają się rzeczy, o których bym nawet nie pomyślała. Przecież ja się w ciąży zarzekałam, że total luz będzie, zero stresu, wciąż będę taką samą osobą...tsa... Total luz to ja miałam w podstawówce, ale będąc matką - no nie da się. Kuźwa, nie da! Ciągle coś, jak nie masz na głowie pozbycia się pieluchy, to nagle masz na głowie adaptację w przedszkolu. Dżizus! Toż to o nerwicę bardzo łatwo. Ale do rzeczy. Co się w moim życia zmieniło i zmienia - to powinnam o tym chyba zacząć pisać całą książkę. Ale po co, skoro nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, bo dopisywać bym do niej musiała co tydzień inne przypadki. No ostatnio to Wam ich pięć wymieniłam...doszło mi kilka. To też pięć wymienię. Co za dużo nie zdrowo. Lecimy z koksem!

  1. Matka wszystkich dzieci - zaczęło się niewinnie. Od chłopczyka... TFU! Chłopca! Takiego z podstawówki i to pewnie klasy 4-6. No wywrócił się biedaczyna, a że ja wrażliwa całe życie byłam, to od razu myśli, że mu wstyd, bo ktoś widział, że go boli, że smutny. I pytam "stało się coś?!" a on, że nie. I daję krok, ale odwracam się i pytam: "Ale na pewno?!", a on idzie i się śmieje sam z siebie, a w sumie jak tak teraz myślę, to może ze mnie. I chłopak pewnie poszedł do domu, włączył kompa, odrobił lekcje jak gdyby nigdy nic, a ja pół dnia myślałam,że ja to bym go wtedy tak przytuliła, bo nic fajnego w wywróceniu się przy ludziach nie ma. A upadł solidnie!
  2. Nikt nie poradzi sobie z moim dzieckiem! - przed ciążą to ja byłam cwana. Zostawiać dziecko i wyjść? Phi, a co to takiego? Bez przesady... w sumie jak Pola miała rok, też jakoś nie było mi aż tak ciężko zostawić Polkę na 3/4 dni, żeby wyjechać. Ale wiecie, po dwóch latach spędzonych 24 h z dzieckiem, to już się żyje w przeświadczeniu, że jak to tak?! A skąd ktoś będzie wiedział, że jak Polcia woła myny, to chce mleko, a jak już pije myny, to musi być przykryta kocykiem zwanym "kiki" pod same paszki. I skąd siostra czy opiekunka będzie wiedziała, że Polcia się denerwuje, bo nikt nie dał jej rączki do miziania? GOŁEJ?! No skąd?! :( I tak ostatnio wybywając z F. na kilka godzin do pracy w weekend, nie mogłam się oderwać od opiekunki, mówiąc o kiki, myny i innych ciekawych rzeczach. Przecież na bank się nie domyśli. NA BANK! A teraz siostrze tak próbuję mówić, bo siostra dziecko me bierze, na 3 dni do siebie. Dwójkę dzieci wychowała, więc wcaaaale nie wie jak sobie poradzić z jednym małym szatankiem. Na pewno nie wie prawda? Słuchać mnie nie chce, jak jej próbuję coś pisać, to nie chce czytać. A ja muszę o tym kiki napisać, o i o tym, że w nocy to ona czasem miączy, ale tylko po to żeby jej dotknąć. Ach i na pewno moja siostra nie wie, że jeśli pampersa jej się nie przebierze w środku nocy, to przecieknie. Nie wie prawda? No właśnie! To może jakąś karteczkę jej chociaż do ciuchów wsunę... co, jak i kiedy...
  3. Wyrzuty sumienia - o wszystko. Choć w głębi duszy wiem, że niepotrzebne to i tak... 10 min przy laptopie - boże jak ja tak mogłam kazać jej się samolubnie bawić. Brak obiadu? Bo dupy się ruszyć na zakupy nie chciało! Za małe body - jezus, nawet nie pomyślałam, że już wyrosła i żeby większe kupić. Teraz dziecko wygląda jak ubrane w dary dla powodzian, bo przecież młodszej siostry nie ma, żeby jakoś się usprawiedliwić, że pomyliłam... Uniosłam głos - oooo boże, ty głupia małpo, jak żeś mogła, ja się pytam?! No jak? I jej przykro teraz, bo się wkurzyłam, że mi nową bransoletkę rozwaliła. A potem jeszcze wchodzę na fanpage, widzę śmieszny obrazek o dwulatku, który na pytania "zmienimy pieluchę? ; " zjemy coś" i kilka innych odpowiada " NIE" - a pod spodem matki się pieluchy czepiają i szydzą, że jak to tak, chyba pomyłka, dwulatek i pielucha... I czytasz to, a obok Ciebie dwulatka z pieluchą i ani myśli się jej pozbyć. I czasem to olewasz, a czasem wyjesz do lustra, że zła, najgorsza, że się nie nadajesz na matkę wcale, a wcale!
  4. Zapomniał wół... - jak cielęciem był. Noo kuuurde! Staram się pamiętać, ale zapominam! Widzę czasem jakąś młodzież i sobie mówię " Boooże! Co to za czasy nastały! Pół łba wygolone, idzie ze szlugiem i klnie - moja córka taka nie będzie!" a potem F. sprowadza mnie na ziemię i mówi " Tsa, a ty jak chodziłaś, klęłaś i to jeszcze na głos!" - och, ale przepraszam, że ja? Że kiedy? Niemożliwe! "No ale tymi tyłkami tak świecą, boże co one mają w głowach" - "zupełnie jak ty w liceum w tych legginsach zakładanych jak spodnie" - i Ty, Brutusie przeciwko mnie?!
  5. Czas dla siebie - to jest wgl genialne pojęcie, które jakby...przestało istnieć. A właściwie nie! Ono zyskało inny wymiar! Czas dla siebie - czyli np. chwila, w której piszę do Was ten post, a dziecko teoretycznie zajmuje się sobą. Obok mnie. Wymachując mi waflem przed monitorem. I każąc go jeść. I odrywając ręce od klawiatury. Fajnie jest, posiedzieć tak sam na sam. Z dzieckiem...

No i generalnie, czadeeerskie i tak to wszystko jest, bo niby człowiek zdaje sobie z tego sprawę, a i tak się sam z siebie teraz śmieje, jak sobie to uświadamia. No nie da się zmian uniknąć, po prostu się nie da. Bo jak już taki mały szkrab na świecie się pojawi, to zapewniam Cię, że absolutnie nic nie będzie już takie samo. Nawet jeśli wciąż będziesz miała czas na książki, to wiedz, że nie będzie to takie samo! Bo nawet jeśli dziecko będzie wtedy spało, to i tak będziesz je słyszeć! A i spod prysznica spokojnego wybiegniesz nie raz, bo dziecko usłyszysz, ale się okaże, że śpi sobie słodko, a to Tylko twoje matczyne schizy! Ach dużo, by pisać, a przecież kto przeżył ten wie. Że los matki jak i piękny, tak i dziwny czasem bywa. I w tym cały jego urok... ;)

A kto przeoczył część pierwszą...

5 rzeczy, które uległy zmianie odkąd urodziłam. Dziwnych rzeczy !

Odwiedzasz czasem second-handy? Jeśli tak, zapewne i Tobie udało się kiedyś upolować coś fajnego. Nie? Nie wiesz co tracisz! A przede wszystkim... nie wiesz ile przepłacasz! I nie chodzi tutaj tylko o odzież, o nie... czasem można upolować dużo, dużo więcej! Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydaje się, że nic tam ciekawego nie ma... 

Do lumpeksów za małolata, zabierała mnie moja mama. Wyglądało to mniej więcej tak: ona szperająca między wieszakami i ja nudząca się obok z miną wiecznie obrażonej nastolatki. Boże. Serio, nie wiem jak można było wytrzymać pod jednym dachem z kimś takim jak ja. Nieważne. Na początku u mojej mamy była euforia, ileż to tanich rzeczy można tam kupić! No i kupowało się tyle, że połowa i tak leżała, a pieniędzy wydawało się więcej, niż gdyby kupowało się kilka nowych. Z czasem mama zaczęła już kupować tylko to co naprawdę warto było kupić i było potrzebne. Jednak kiedy już trochę podrosłam, role się odwróciły. Mama przestała wydawać kasę, nawet w lumpeksach, ale raczej nie z potrzeby oszczędzania, a z powodu tego, że nagle mało co jej się podobało ( powoli mam to samo, dzięki mamcia! ;) ). Nagle to ja zaczęłam przynosić do domu perełki, a z każdym łupem coraz bardziej rósł we mnie instynkt łowcy. Co prawda nadal nie stałam na otwarciu z całym stadem nawiedzonym bab, które potrafią potraktować Cię z łokcia, bylebyś nie weszła przed nimi. Preferowałam raczej dwa dni po dostawie, lub ewentualnie godzinkę przed zamknięciem w jej dniu. Byle nie być wśród tych wszystkich oszołomów. Lubię spokój i nie lubię się wykłócać o to, że nieładnie tak wyrywać komuś coś z ręki podczas oglądania - bo nie raz jakaś starsza kobieta mnie tak potraktowała. No i własnie tak się każdy zawsze mi dziwił - że na otwarciu nie stoję, a łupy zdobywam. Szkoda, że nie ma w tej dziedzinie jakiegoś zawodu, byłabym ustawiona do końca życia.

W każdym razie lumpeksy w Inowrocławiu to był pikuś. Owszem, jeśli chodzi o odzież, nie mogłam narzekać. Ale dopiero w Warszawie zaczęłam w SH kupować zabawki, zastawę czy puszki do kawy. Dzisiaj na 1 rzut, postanowiłam pokazać to, co najbardziej sprawdziło się w praktyce i co kupiłam za absolutny bezcen. Tego wszystkiego jest dość dużo, dlatego postanowiłam zrobić całą serię wpisów z podziałem na kategorie. Dzisiaj zabawki - niestety nie pokażę Wam np. kołyski dla lalki, która została w Inowrocławiu, ale na pewno pojawi się jeszcze kolejna część z zabawkami. Będę Wam dawkować. Pozwoliłam też poszperać sobie w sieci i porównać ile za takie rzeczy zapłaciłabym w normalnym sklepie.

 

1. Cymbałki drewniane

  • firma - KIDS-WOOD
  • kupione za : 10 zł ; sh KANTONIA na ul. Polinezyjskiej 10 na Ursynowie
  • ceny podobnych produktów w sieci : drewniaczek.eu - 69 zł ; mulan.pl - 116 zł

DSC_0754

 

DSC_0755

 

DSC_0756

 

DSC_0758

 

2. Tabliczka ze zwierzątkami 

  • firma - EICHHORN
  • kupione za: 3 zł ; sh Szafiarka na ul. Górczewskiej 224 na Bemowie
  • ceny podobnych produktów w sieci: eduksiegarnia.pl - 32,50 zł

DSC_0759

 

DSC_0762

 

3. Tabliczka FARMA 

  • firma - BATTAT
  • kupione za 2 zł ; sh na rynku w Inowrocławiu ( nie pamiętam nazwy)
  • ceny podobnych produktów w sieci: epinokio.pl - 33 zł

DSC_0764

 

DSC_0766

 

DSC_0768

 

DSC_0773

 

DSC_0774

 

4. Krzesełko do karmienia dla lalki 

  • kupione za 15 zł ; sh KANTONIA ul. Polinezyjska na Ursynowie
  • ceny podobnych produktów w sieci: krainaekozabawek.pl - 189,90 zł
  • stan: wymaga odświeżenia tzn. odmalowania. Śruby były luźne, wystarczyło je dokręcić.

DSC_0776

 

DSC_0778

 

DSC_0779

 

5. Książeczka : "Gapiszon, krokodyl i..."

  • kupiona za 2 zł ; SH szafiarka
  • ceny książki w sieci: legimi.com - 12,99 zł

DSC_0783

 

DSC_0785

 

DSC_0786

 

DSC_0789

 

6. Laleczka do ubierania

  • kupiona za 5 zł : sh Szafiarka
  • ceny podobnych produktów w sieci: toysplanet.pl - 17,90 zł

DSC_0790

 

DSC_0793

 

DSC_0797

 

DSC_0798

 

7. Myszki do ubierania

  • firma: toys pure
  • kupione za: 5 zł ; sh Kantonia
  • cena podobnych produktów w sieci: edukatorek.pl - 66,90 zł

DSC_0800

 

DSC_0801

 

DSC_0804

 

DSC_0805

 

DSC_0810

 

8. Klocki drewniane - pokazałam je Wam już we wpisie

Jak kupować i nie wydawać?

- był to absolutnie jeden z najlepszych zakupów, zwłaszcza, że tydzień wcześniej oglądałam podobne w sieci i kosztowały dużo ponad 100 zł - a wcale nie były ładniejsze. Wykonanie tych jest po prostu cudowne i idealne.

  • firma: JOHN LEWIS
  • kupione za: 19 zł ; sh na inowrocławskim Rynku
  • ceny podobnych produktów w sieci: 4kidspoint.pl - 182 zł

DSC_0811

 

DSC_0812

 

DSC_0815

 

9. Ludziki - można zginać im nogi i ręce

  • kupione za 1 zł ; sh na inowrocławskim rynku
  • nie znalazłam nic podobnego w sieci

DSC_0816

 

DSC_0817

 

DSC_0818

 

10. Piramida układanka

  • IKEA
  • kupiona za 5 zł w sh kantonia
  • cena w ikea: 24,99 zł

 

DSC_0819

 

DSC_0820

 

DSC_0821

 

Reasumując - za wszystkie rzeczy zapłaciłam 63 zł. Gdybym miała je kupować w normalnych sklepach zapłaciłam bym za wszystko w granicach: 550 zł - 700 zł - dokładnie wyszło mi ok. 650 zł, ale wiadomo, że każdej z powyższych rzeczy można znaleźć tańsze i droższe odpowiedniki. Ja starałam się szukać tych najbardziej podobnych, lub identycznych.

I dopiero teraz opadła mi szczęka, bo wszystko to kupowałam stopniowo, mniej więcej jedna rzecz na miesiąc - portfel absolutnie na tym nie cierpiał, a sumując to wszystko, można powiedzieć, że świetnie na tym wyszłam. No i serio, dopiero teraz zobaczyłam, że wszystko jest drewniane. Lubię plastikowe zabawki, ale te niestety jeśli już są w lumpeksach, to albo są to te z rodzaju totalnego kiczu, albo są strasznie zniszczone, połamane.

Polowanie na zabawki sprawiało mi największą radość, do czasu aż zaczęłam mieć szczęście do dodatków do domu. I to na tym skupimy się w następnym wpisie z tej serii. Do zobaczenia!

 

Jakaż ja byłam nieomylna i wszechwiedząca, kiedy urodziłam dziecko. Jak to mi nic powiedzieć nie można było, doradzić, bo ja i tak wszystko wiedziałam najlepiej. A jakże mnie kusiło, żeby matki starszych dzieci pouczać, bo przecież ja ze stażem kilku dni wiem już wszystko o macierzyństwie... tsa...

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Z uśmiechem na twarzy słucham mam maluszków, które jedyne co robią to śpią i jedzą - maluszki w sensie, nie matki. I te kobiety obwieszczają światu o swoich planach, założeniach, o tym jakich błędów nie popełnią, jakie zajebiste będą, wyluzowane. A potem mijają dwa lata i dołączają do grona mam, które znają już "życie" i którym oczekiwania i założenia rozmyły się nieco w brutalnej rzeczywistości. Więc jak to było kiedy Polka była mała, a jak to jest teraz... hmm, pomyślmy...

1. No więc z początku wygląda to mniej więcej tak - Twoje dziecko tylko je i śpi, a ty wpatrujesz się godzinami, czekając z niecierpliwością, aż się przebudzi. Nooo, otwórz te słodkie oczka, uśmiechnij się do mamusi! Jejku, ale to będzie frajda za jakiś czas jak już nie będzie tyle spało! O jaaa, czaad! No i mija czas, snu coraz mniej, a Ty nagle odkrywasz niesamowity fakt - dziecko, które nie śpi = mama, która nie śpi. Wooow! Gratulacje! Odkryć takie coś w stanie, w którym nie wiesz co to są słowa "Ale jestem wyspana!" - to naprawdę coś! No i nareszcie mijają dwa lata! Generalnie jest zajebiście. Dziecko wkracza w stan wygłupów i popisywania się, a ty masz dziennie tysiące powodów do śmiechu. Tylko, że już nie błagasz dziecka o otwarcie oczu z rana. Ale w sumie jest nadal podobnie tylko, że...rano mówisz: no pośpij jeszcze chwilę! W południe mówisz: a może drzemka co? A jak już tej dziennej drzemki nie było to wieczorem prawie płaczesz, mówiąc: zaaaśnij wreszcie!

2. Ha! To jest zajebiste. Śpiący maluszek i matka w 100 % idealna i zajebista. Świecie! Wiedz o tym, że jestem mistrzem organizacji! Czysty dom o powierzchni 300 metrów, 2 godziny domowego SPA, godzina treningu, dziecko nakarmione, czyściutkie, może koleżanka wpadnie na kawkę? Ach! Pouczę się jeszcze! Ten stan trwa zajebiście krótką chwilę. A konkretnie tą, kiedy Twoje dziecko budzi się tylko na possanie Twojego cycka, ewentualnie na przebranie pampersa. Dwa lata później, ja nadal mogę powiedzieć o sobie, że jestem dobrze zorganizowana, nadal mam czystą chatę, tylko czasem doba tak jakby miała za mało godzin. I czasem to jedyne co chciałoby się rzecz to... za ch*j się z tym nie wyrobię. Nie ma takiej opcji!

3. Marzenia matki zapatrzonej w noworodka to marzenia o nowych zabawkach, pięknych nowych śpioszkach w żyrafy, słoniki i serduszka. Och, a ta wanienka jaka fajna! A taki obrazek nad łóżeczko! A ta pościel. Po dwóch latach siedzenia w 4 kątach marzenia zaczynają mieć inny wymiar. Nowy mop, taki fajny. Tu się wykręca, tu składa. A ta rurka taka fajna! Och, i takie stojak na pranie, solidny, kolorowy, a nie te metalowe nogi brzydkie co u mnie. Do kuchni to garnki pastelowe bym chciała, patelnię w kolorze mięty. Zabawki? Dajcie mi spokój z zabawkami! Co chwilę nadeptuję na klocki lego w salonie...o w salonie to bym chciała dywan nowy i do niego takie fajne płyny do czyszczenia...

4. Wyjazd we dwoje, kiedy dziecko ma kilka miesięcy? Spoko! Ja nie z tych matek co mają pierdolca na punkcie dzieci i nie umieją nigdzie wyjść bez wydzwaniania co 5 minut... boże, masakra! Randki we dwoje, wyjazd do Holandii na tydzień, phi, lajtowo! Tęsknota jest, ale taka zdrowa. Dwa lata później, kiedy z dzieckiem spędzasz 365 dni w roku, 24 godziny na dobę, chęć wyjścia bez dziecka jest proporcjonalna do tego jak bardzo tego nie chcesz, bo przecież tylko TY wiesz, że kiedy dziecko pije to się denerwuje, póki nie przykryjesz jego nóżek "kiki" czyt. kocyk i nie dasz ręki koniecznie gołej do miziania. A jak już się zdecydujesz na wyjście, to po godzinie zastanawiasz się, czy ten kto został z dzieckiem, aby na pewno pamięta, że kiki to kocyk, a mynu to mleko...

5. Świeżo upieczona mama jest święcie przekonana, że w życiu wszystko jest czarne i białe. Jak to nie spędzacie czasu we dwoje, jak to dziecko o 21 nie śpi? Kiedy mój maluszek zasypiał w wieku 2 miesięcy ja stawałam się boginią seksu, cudowną kochanką, nikt nie przeszkadzał nam podczas jedzenia CIEPŁEJ KOLACJI, oglądania romantycznego filmu...tak będzie już zawsze! Zawsze przez kilka najbliższych tygodni. Kiedy dziecko kończy dwa lata, nie wiesz nawet kiedy bardziej od seansu we dwoje, jara Cię madagaskar o godzinie 20:00 i walka we troje na poduszki, wspólne tulenie się, a czasem po godzinie żałowanie, że się dziecka nie uśpiło o tej 20, bo teraz jedyne osoby, które oglądają bajkę to rodzice, a najmłodsze w rodzinie jednak chciałoby układać klocki.

Generalnie po dwóch latach zmienia się po prostu wszystko. Choć czasem tęsknisz za byciem mamą noworodka, ewentualnie kilku miesięczniaka, bo dwulatek daje Ci ostro w kość - to koniec końców i tak stwierdzisz, że ... jest coraz lepiej. To nic, że już nie jesteś tak mądra i tak zajebista jak 2 lata temu. To nic, że już doskonale zdajesz sobie sprawę, że wciąż gówno wiesz, bo każdy dzień zaskakuje Cię sto razy bardziej niż poprzedni. To nic, bo nieważne jak lajtowo było kilka miesięcy wcześniej, jak fajnie było drzemać w dzień i mieć czas na trening. My i tak choć padamy wkurwione i zmęczone często grubo po północy - i tak będziemy zasypiać z masą nowych wspomnień, a rano i tak uśmiechniemy się do tego poczochranego małego skrzata, choćby nas wczoraj wyprowadził tysiąc razy z równowagi. I zanim po raz kolejny przeklniesz, że jak ten skrzat był mniejszy to było łatwiej, to pamiętaj, że to gówno prawda. Bo tak jesteśmy już dziwnie skonstruowane, że pamiętamy najwyraźniej te dobre rzeczy, a wcale nie pamiętamy tego, że nie było tak kolorowo, jak teraz to wspominamy. Więc świeżo upieczona matko - nie daj się zastraszyć, że im starsze dziecko tym gorzej. Rzekłabym, że intensywniej. Ale na pewno nie gorzej...

 

DSC_0580

 

DSC_0583

 

DSC_0587

 

DSC_0589

 

DSC_0605

 

DSC_0607

 

DSC_0615

 

DSC_0617

 

DSC_0620

Nie zabłysnę i nie pokażę Wam jednego, najbardziej adekwatnego cuda - sama szukam "tego czegoś", czego Pola jeszcze nie ma, a będzie odpowiednie na jej drugie urodziny. Jednak w ostatnim czasie zwłaszcza po świętach przybyło nam rzeczy, które z ręką na sercu mogę polecić rodzicom, którzy szukają czegoś dla pociech w wieku Polki. No i nareszcie przetestowałyśmy też pojazd, którego zajawkę widzieliście w inspiracjach prezentowych.

Będąc mamą ' z brzuszkiem', kupowałam wszystko bez namysłu. Od zabawek po ubranka. Większość totalnie niepraktyczna, ale wiecie jak to jest - wtedy to się nie myśli o tym, czy ten bodziak z zamkiem będzie dziecko uwierał - myśli się tylko "o jejku jaki słodziutki, muszę go mieć!" - przy pierwszym dziecku oczywiście. Teraz do wyboru rzeczy dla dziecka - podchodzę nieco bardziej z głową. Ma być ładnie, ale przede wszystkim praktycznie. Nie decyduję się na zabawki, które wiem, że nie będą się sprawdzać w codziennej zabawie. Nie decyduję się na ubranka, które wiem, że są niewygodne, a jedynie wyglądają. Czasem widząc zdjęcia dzieci w internecie, zastanawiam się jak niektóre z nich mogą rzeczywiście funkcjonować w tych wszystkich totalnie niewygodnych rzeczach. Dzieci to istotki ruchliwe, a podczas ruchu MUSI być wygodnie. I na pewno nigdy nie będę ubierać dziecka w imię mody, dla własnych zachcianek. Rynek zwłaszcza polski ma teraz tak bogaty wybór, że spokojnie można znaleźć ubranka, gdzie wygląd idzie w parze zarówno z jakością jak i z wygodą. Ale do rzeczy.

Dwuletnie dziecko posiada już bardzo dużo umiejętności i interesuje się wieloma, rożnymi zabawkami. Śmiało możemy inwestować w różnego rodzaju książeczki, zabawki interaktywne, lalki, pluszaki czy sortery. Wszystko to przykuwa uwagę naszego malucha, a dzięki odpowiedniemu wykorzystaniu różnych zabawek w różnych zabawach, rzeczy te wcale nie muszą być tylko 5 minutową zachcianką, a mogą być używane każdego dnia!

I właśnie z tego powodu, że dzieci szybko się nudzą i rzucają zabawki w kąt - wybieram tylko takie rzeczy, które wiem, że będę mogła wykorzystać na różne sposoby. Np. kasę sklepową przy nauce liczenia, ale też przy zabawie w sklep.

Dzisiejszy wpis to zestawienie 5 nowości w naszym domu, które zafascynowały Polkę w codziennej zabawie. Patrząc na to jak Pola sobie z nimi radzi i jak je lubi - stwierdzam, że są adekwatne do jej wieku, a co za tym idzie - idealne na prezent dla pociech kończących 2 latka - co nie oznacza, że nie sprawdzą się u pociech ciut młodszych i starszych.

 

1. Jeździk Gollnest & Kiesel - widzieliście jego premierę we wpisie nt. inspiracji prezentowych na święta. Jeszcze wtedy Pola nie miała pojęcia, że coś takiego wgl przewinęło się przez ściany naszego mieszkania. Miałam trochę obawy co do praktyczności tego auta, ale jak się okazało - niepotrzebnie. Pola zasuwa na nim jak szalona, a co najważniejsze z entuzjazmem krzyczy, wskazując na niego "auto!". A z mową to u nas ciężko... ;) Z niecierpliwością czekam na wiosnę i testy pojazdu poza domem. Póki co, po tygodniu użytkowania Pola doskonale opanowała już umiejętność swobodnego wchodzenia w zakręty. Ściany są całe, auto też! Edukatorek w ofercie ma nie tylko różowe jeździki, dlatego mamy chłopców - głowy do góry! Tutaj możecie zobaczyć wszystkie autka :)

DSC_0005

 

DSC_0007-2

 

DSC_0010

 

DSC_0011

 

DSC_0013

 

DSC_0028

 

DSC_0031

 

DSC_0032

 

DSC_0033

 

DSC_0035

 

DSC_0037

 

 

2. Magnetyczna lalka do ubierania - to prezent od babci zakupiony w tesco - byłam tydzień temu i nadal są. Cena ok.50 zł - niestety dokładnie nie pamiętam. Początkowo lala miała bluzki na twarzy, buty na brzuchu, spódniczki na stopach - po kilku dniach Pola załapała o co chodzi i ubranie lali jak należy nie sprawia jej już problemu, a jedynie mega wielką frajdę. Wcale nie musiałam namawiać jej do zabawy na potrzeby zdjęć. Sama bawi się tym kilka razy dziennie, a ja zaczynam żałować, że nie mamy całego pudła ciuszków! :) Pozwoliłam przejrzeć sobie internetowe sklepy w poszukiwaniu takich cudeniek, by ułatwić zadanie zainteresowanym, którym nie chce się wynurzać nosa z domu w tą mroźną pogodę. I tutaj niech mamy chłopców się nie martwią - edukatorek ma w ofercie magnetyczne układanki od Melissa & Doug, gdzie oprócz księżniczki znajdziecie też... aktora, którego będziecie mogli zmienić w policjanta, strażaka czy spidermana. Podaję linki:

magnetyczna księżniczka

dziewczynka

księżniczka

aktor

DSC_0066

 

DSC_0067

 

DSC_0069

 

DSC_0071

 

DSC_0072

 

DSC_0076

 

DSC_0077

 

DSC_0078

 

DSC_0081

 

DSC_0082

 

DSC_0088

 

DSC_0089

 

DSC_0091

 

DSC_0099

 

DSC_0105

 

DSC_0112

 

DSC_0113

 

DSC_0114

 

 

3. SMOBY Cotoons - domek kształtów - nie mam pojęcia gdzie zostało to kupione ( prezent), ale nie sądziłam, że jeszcze kiedyś tak mi się spodoba plastikowa zabawka! Dla mnie jest to po prostu genialna rzecz, którą muszę Wam polecić! Pola bawi się tym podobnie jeszcze częściej niż magnetyczną lalą. Dzisiaj sięgnęła po to od razu od razu po przebudzeniu i przyniosła mi do łóżka. Domek kształtów to plastikowy domek, który na górze ma 4 otwory w różnych kształtach. Wrzuca się przez nie figurki, których podstawy to właśnie kształty, które są w domku. Na tym jednak nie koniec. Drzwiczki otwiera się odpowiednimi kluczykami, które można przywiesić, na okienka ( które również są w 4 kształtach). Domek ma przyjemne dla oka dziecka kolory, fajny uchwyt dzięki któremu możemy go swobodnie przenosić i jest naprawdę solidnie wykonany, nie jest to jakiś zwykły plastik z marketu za 10 zł. Z tego co udało mi się wywnioskować przeszukując internet kosztuje on ok. 65-75 zł. Na kilku stronach widziałam nawet ceny takie jak 100 zł, dlatego nie przepłacajcie. W większości sklepów dostrzegłam, że domek jest niedostępny. Udało mi się go znaleźć w cenie 74,99 ( niby przeceniony z 99) na stronie empik.pl. Wpisując jego nazwę w google, wyskoczą Wam również wersje kolorystyczne bardziej podchodzące pod chłopca ( idąc już stereotypowym tokiem myślenia) czyli niebieski daszek ;) Ja polecam ten produkt z całego serca, również dla młodszych i starszych od Polki dzieci.

DSC_0127

 

DSC_0129

 

DSC_0132

 

DSC_0135

 

DSC_0137

 

DSC_0139

 

DSC_0142

 

DSC_0144

 

DSC_0145

 

DSC_0146

 

DSC_0147

 

DSC_0152

 

DSC_0153

 

DSC_0157

 

 

4. Kasa sklepowa LIDL - mega fajna zabawka, którą możemy wykorzystać zarówno przy nauce liczenia jak i przy zabawie w sklep. Pamiętam, że jako dziecko, zawsze o takiej marzyłam. Cóż - każdy wiek jest dobry na spełnianie marzeń :P Póki co drażni mnie sprawa banknotów, które Pola gniecie, ale podejrzewam, że to przejściowe. W zestawie były też dwie plastikowe karty, więc po prostu trzeba Poli wytłumaczyć, że karta jest wygodniejsza w użytkowaniu ;) No ale wiecie jak to jest... nie ma to jak szeleszczące banknoty. Fajne, solidne wykonanie, zabawka zdecydowania praktyczna. Nie wiem czy w lidlu jeszcze są dostępne, ale widziałam podobne np. w ikei za 59 zł, lub tutaj - ale tutaj już więcej bajerów i akcesoriów, a co za tym idzie cena wyższa - 164,90.

 

DSC_0158

 

DSC_0159

 

DSC_0160

 

DSC_0161

 

DSC_0162

 

DSC_0164

 

DSC_0166

 

DSC_0167

 

DSC_0168

 

DSC_0171

 

 

5. Kuchnia drewniana goki - Pola dostała ją na roczek i od tamtej pory, wciąż jest wykorzystywana w codziennej zabawie. Co prawda jest malutka, ale chyba właśnie dzięki temu ma swój urok. Nie mamy nawet miejsca na większą, więc ta sprawdza się idealnie. W zestawie jest pieprzniczka, solniczka, garnek, patelnia, chochla i łopatka. Fajne, nie walące po oczach kolory. Doskonałym uzupełnieniem będą po prostu dokupione pojemniki z drewnianym czy plastikowym jedzeniem lub naczyniami.

 

DSC_0173

 

DSC_0174
DSC_0175

 

DSC_0177

 

DSC_0178

 

DSC_0181

 

DSC_0185

 

DSC_0189

 

DSC_0190

 

DSC_0193

 

DSC_0195

 

DSC_0196

 

DSC_0197

 

DSC_0198

 

DSC_0199

 

DSC_0200

 

 

Wszystkie pokazane powyżej rzeczy sprawdzają się idealnie w codziennej zabawie i polecam je Wam z ręką na sercu. Jeśli jednak macie niedosyt, pozwolę sobie przypomnieć inspiracje prezentowe, które pokazywałam Wam przy okazji świąt. Również są one idealne dla pociech w wieku 1,5 - 3 lata.

 

Inspiracje prezentowe cz.1.

 

Inspiracje prezentowe cz.2.

Nic nie dał list, który rozszedł się po internetach. Nic nie dały setki komentarzy, wiadomości, porad. Jest ze mną coraz gorzej!!! Każdego dnia popełniam coraz więcej błędów, każdego dnia moja wyrodność zaczyna przekraczać skalę... Co robić? Czy to da się leczyć?!

Mój pierwszy list pełen rozpaczy i krzyku o pomoc możecie przeczytać tutaj ... Już wtedy myślałam, że jest ze mną cholernie źle, że gorzej się nie da...ale nie. To już nie są danonki i parówki w kryzysowej sytuacji... to już nie poziom uciekania do łazienki i chowania się przed samym dzieckiem. To już poziom o wiele wyższy, o wiele bardziej ekstremalny. To wszystko zaczęło się od niewinnego wyjścia na zakupy. 15 listopada 2015 roku... auchan, wkoło drogerie, komisy i ...mcdonald. Kroczę ja, a obok moja mini wersja. Bez rękawiczek... idę ze łzami w oczach, widząc jak babcie upadają na podłogi niczym domino, wykrzykując ostatkami sił "dziecko, jak ty ją ubierasz...". Biorę głeboki wdech i kroczę dalej. I widzę... McDonald's. Ślinka mi cieknie, tworząc kałużę pod moimi nogami. Tak dawno nie miałam niczego tak bardzo złego w buzi. Uuups. Nie tak to miało zabrzmieć. Widzicie? Ja za siebie nie mogę... na plakacie promocja - 2 cheesy, frytki i cola. Próbuję się powstrzymać, ale nie mogę. Komu dam drugiemu cheesa? I nagle widzę jej oczy... jak oczy kota ze schreka...próbuję wybić sobie tą myśl z głowy, ale ... idę, płacę, odbieram. Rozpakowuję swój i widzę jak ona wyciąga ręce. Spoglądam w niebo jak gdyby w stronę Boga i mówię "Wybacz mi...", wyciągam drugi i jej daję... oczy robią jej się wielkie, bo przecież w domu to tylko fit śniadanka, a tu nagle takie coś. Pokazuje na brzuch i mówi "o mniam, mniam". I znów babcie jak domino. Wszystkie oczy na mnie, ale twardo jemy, uszy nam trzęsą.

Ok... To była piękna chwila, acz ekstremalna. Robi się ciekawie. Ten chees to jednak nic. Bo jak go jadła, to ja przy niej byłam. A nie zawsze jestem. Wiem, wiem! Po co robiłam dziecko, skoro teraz szukam wymówki, by iść gdzieś bez niego, ale to silniejsze ode mnie! Wiem, że powinnam z nią siedzieć jak dotychczas 24 h, siedem dni w tygodniu, ale ja...ja...zadzwoniłam po koleżankę...i wyszłam. I tylko powiedziałam "pa" i uciekłam. To, że wyszłam to jest jednak nic. Ja nie poszłam do lekarza, na zakupy... ja poszłam sobie do kliniki zrobić zabieg na twarz !!! I się zasiedziałam i nie było mnie przy Poli...dwie godziny ! To już nie jest wychodzenie do kibla, chowanie się na balkonie. To już jest po prostu ekstremalna wyrodność, do której trzeba mieć tupet! No i kaszel... sama już nie wiem ... mówią, że to przez te rękawiczki co ich wtedy zapomniałam. Ja tam jestem przekonana, że to na bank przez to, że tak krótko karmiłam! Ten jesienny kaszel mógłby nie istnieć, gdyby mój ssak nadal mógł pić sobie mamine mleczko. Ale nie pije...bo byłam wredna egoistką, która zdusiła sobie cycki i powiedziała "pokarmie przestań lecieć"! I przestał. Ale nie każdy tak umie, więc nawet nie próbuj. Chyba, że jesteś wyjątkowo wredna, to może Ci się uda.

I to wszystko byłoby w miarę do przeżycia, ale nadchodzi sobota...a ja wyjdę. Po prostu wyjdę. W pełnym makijażu, sukience... wejdę do klubu i po prostu będę pić...nie, nie wodę. Nie soki. Drinki będę pić. Wrócę pewnie po północy, a w poniedziałek wsadzę Polę w auto, a ona biedna będzie siedzieć 2,5 godziny na tylnym siedzeniu i NIKT nie będzie siedział obok niej. Bo ja zawsze z przodu... I nie poprawię jej w sekundę pasów, jeśli je sobie zdejmie... i ona tak będzie siedzieć na tym niebezpiecznym miejscu, bo przecież każde miejsce jest zawsze niebezpieczne, ale będąc tak wrednym jak ja - NIC nie dociera do mnie - nic. Co ja mogę za to, że lubimy ryzyko. Lubimy specjalnie odpiąć się z pasów i krzyknąć "Uhhh jak fajnie jest ryzykować". I ja sobie będę siedzieć z przodu, a ona z tyłu jak znudzą jej się książeczki, zwierzątka i mój głos... to ona z tyłu nagle na mnie krzyknie, bo nudno...a ja wtedy...by ją uciszyć...

...

..

.

wezmę do dłoni broń, wymierzę prosto w nią, spojrzę zadziornie i powiem "Masz. Włącz sobie YT"...

Tak wiem, co sobie myślisz. To już nie jest level danonka i 5 minut YT, gdy sikam. To poziom hardkorowej niematki dziecka, z cheesem w buzi, i iphonem w ręku przez pół godziny jazdy drogi. Przecież my tak CODZIENNIE do tej rodziny jeździmy... To poziom niematki, która pije alkohol z koleżankami na densingu i wychodzi do kosmetyczki.

I co ja za to mogę? No co ja mogę, że już nie jestem w stanie siedzieć z nią 24 h, 7 dni w tygodniu tylko 24 h 6 dni w tygodniu, i 12 h siódmego dnia... nie zmienię tego.

Jednak NAJGORSZE dopiero przede mną... bo za rok, moje dziecko pójdzie do p-kola, a ja będę w domu SIEDZIEĆ... powinnam się powstrzymać nie robić tego, przetrzymać ją w domu chociaż do 7 lat...ale sami widzicie. To silniejsze ode mnie. I fakt, że jestem niematką, już wcale, a wcale mnie nie pociesza. Bo ponoć jak już się było prawie przy partych to tak jakby się rodziło trochę naturalnie, ale jednak skończyło CC. Co daje wynik 50/50. Pół matka, pół... człowiek? Więc jest dla nas nadzieja matki cięte, aczkolwiek miana matki z krwi i kością z tą blizną, to my nigdy nie dostaniemy. I może i lepiej. Bo wyobraźcie sobie, co by to było gdyby matka po SN odwalała takie rzeczy jak ja!

Ha...

w końcu byłby ktoś bardziej wyrodny ode mnie...

 

DSC_1083

 

DSC_1095

 

DSC_1098

 

DSC_1099

 

DSC_1100

 

DSC_1105

 

DSC_1107

 

DSC_1108

 

DSC_1110

 

DSC_1111

 

najpiękniejsza kurtka na świecie i tuniczka mayoral od manolo & manola

Święta tuż, tuż! Niestety... Nie czuję ich wcale, a wcale. Nie pomaga choinka, nie pomagają światełka. Nie pomagają nawet prezenty. A właśnie! Jeśli o prezentach mowa! Liczę na to, że są tu jeszcze osoby, które zwlekają z nimi na ostatnią chwilę. Ja swój dla Poli już mam, ale z tego co mi wiadomo, niektórzy nadal nie wiedzą: co, gdzie, za ile. Dzisiejsze inspiracje zostały sprawdzone przez niespełna 2 i 4 latkę. Millę i Polę. 

Co prawda zdjęcia powstawały w hardkorowych warunkach. Ale patrząc na to, że hardkor to tak naprawdę prawdziwe życie - wcale nie ubolewam. No ale przecież nie o zdjęciach tutaj będziemy gadać. Dzisiaj chciałabym Wam polecić, absolutnie czarujące i niebanalne propozycje, które możecie dostać na stronie edukatorek.pl.

Jak już wcześniej wspominałam - dziewczyny przetestowały wszystkie zabawki, za wyjątkiem jednej. Jednej, której nikt nie widział. Jednej, która czeka na swoją premierę pod choinką. Ale o tym za chwilę... Tak samo jak i w pierwszej części inspiracji prezentowych, postarałam się wybrać te rzeczy, które są zarówno ładne jak i praktyczne. Ale przede wszystkim są wysokiej jakości. Postarałam się też, by były to rzeczy, które nie rażą po oczach ceną. Najdroższa rzecz, która jest właśnie prezentem dla Polki kosztuje 320 zł. Reszta jest już w niższych, naprawdę w baaaaardzo fajnych cenach. Oczywiście cenach adekwatnych do samego produktu.

Zaczynamy!

 

1) Biedronki - gra pamięciowa od janod polska - geeenialna propozycja zarówno dla mniejszych pociech takich jak Pola, które sobie same ustawiają biedronki i dobierają w pary ; jak i dla starszych dzieci, które potrafią już umiejętnie grać w gry typu memo. W kartoniku znajdziecie cudowne, 24 drewniane biedronki o różnych kolorach i znaczkach. Gra kosztuje 44,90 - jest to naprawdę fajna cena, patrząc na to, że nie są to biedronki z tekstury czy innego lichego materiału. Za to własnie kocham drewniane zabawki. Gra jest świetnym sposobem na ćwiczenie pamięci maluchów.

DSC_7237

 

DSC_7240

 

DSC_7241

 

DSC_7247

 

DSC_7252

 

DSC_7254

 

DSC_7258

 

DSC_7267

 

 

2) Puzzle tekturowe pory roku od djeco - bardzo fajna układanka o niestandardowym kształcie. Po ułożeniu na kole dostrzegamy następujące po sobie 4 pory roku. Puzzle jak to puzzle - rozwijają w dziecku wyobraźnię, ale także sprawiają, że dziecko ćwiczy swoją spostrzegawczość i koncentrację. Mojej Polce, póki co nie udaje się łączyć odpowiednio elementów, ale uważam, że jest to najwyższy czas, by zaczęła się tego uczyć. 3,5 letniej Milli szło już naprawdę bardzo dobrze! Puzzle możecie dostać w cenie 62,90. Są w solidnym pudełku, które nie tak łatwo zniszczyć. Zresztą, kto zna firmę djeco, ten wie o czym mówię.

 

DSC_7273

 

DSC_7276

 

DSC_7280

 

DSC_7281

 

DSC_7284

 

DSC_7287

 

DSC_7289

 

DSC_7293

 

DSC_7298

 

DSC_7304

 

DSC_7306

 

DSC_7308

 

DSC_7309

 

DSC_7313

 

DSC_7318

 

DSC_7325

 

DSC_7327

 

3) LILY łowienie rybek od djeco - bardzo fajna propozycja gry zręcznościowej. Pola miała już coś podobnego w formie drewnianej planszy i doskonale radziła sobie z tą grą, mając półtora roku. Tym razem przy tej grze bawiła się dobrze zarówno Pola jak i Milla. W zestawie mamy dwie wędki z magnesem, 12 rybek, a kartonik służy jako staw. Gra jest super sposobem na ćwiczenie w dziecku przede wszystkim... cierpliwości. Z tym moja Pola ma akurat problem, dlatego w codziennej zabawie, stawiam właśnie na takie ćwiczenia. Gra kosztuje 74,90 i zapewniam, że na pewno spodoba się Waszym pociechom.

 

DSC_7194

 

DSC_7195

 

DSC_7197

 

DSC_7203

 

DSC_7212

 

DSC_7215

 

DSC_7217

 

DSC_7219

 

DSC_7220

 

DSC_7224

 

DSC_7227

 

4) Zestaw LILI ROSE od djeco - totalny hit! Pola już dawno nie bawiła się jedną rzeczą kilka dni z rzędu. Strzał w dziesiątkę. Świetna jakość, dbałość o detale i przede wszystkim - super dodatek do zabaw, które z Polą lubimy najbardziej - zabawa w dom, w picie herbaty itp. W zestawie znajdziemy: stoliczek, dwa kubeczki, sztućce, bieżnik, dwie serwetki z uchwytami, dzbanek, wazonik z 3 kwiatami, 2 talerze. Gwarantuję Wam, że wasze dzieci będą się przy tym świetnie bawić. Kto by się nie bawił? ;) Zestaw kosztuje 189,90.

 

DSC_7332

 

DSC_7334

 

DSC_7341

 

DSC_7342

 

DSC_7344

 

DSC_7349 (1)

 

DSC_7350

 

DSC_7354

 

DSC_7361

 

DSC_7364

 

DSC_7366

 

DSC_7370

 

DSC_7375

 

DSC_7378

 

DSC_7379

 

DSC_7383

 

No i nadszedł czas na Polkowy prezent, którego dzieci z wiadomych przyczyn na oczy nie widziały. W ciąży zarzekałam się, że nie będzie w moim domu nic różowego, ale kto by się przejmował takim słodkim, pastelowym różem... Zobaczcie sami...

 

5) Jeździk retro od Gollnest & Kiesel - szczerze mówiąc czaiłam się na jeździki tego typu od dłuższego czasu, ale trafiałam tylko na takie za ok.500 zł. Nie wiem szczerze mówiąc, czym różniły się one od tego, który wybrałam ja - w każdym razie, lepiej wybrać nie mogłam. Dla mnie jest po prostu IDEALNY. Wszystkie detale, kolor i materiały, z których jest wykonany - tworzą cudowną całość. Koła są gumowane, dlatego nie musicie się martwić o to, że Wasz maluch porysuje Wam podłogę. Chociaż patrząc na mój parkiet, gorzej już nie będzie... Nie powiem Wam jak się sprawdza, bo tego dowiem się dopiero kiedy Pola dostanie jeździk od gwiazdora ;) Wiem jednak, że wybrałam idealnie - dziecko moje kocha auta, ciężarówki i generalnie wszystko co jeździ i na co można usiąść i zrobić drr. Koszt takiego cuda to 319,90. Na stronie edukatorka, znajdziecie też inne modele i wzory. Może przypadną Wam bardziej do gustu.

 

DSC_7719

 

DSC_7720

 

DSC_7722

 

DSC_7726

 

DSC_7727

 

Wszystkie rzeczy możecie dostać na stronie edukatorek.pl. Sprawdźcie koniecznie asortyment, bo jest tam tego dużo, dużo więcej, niż ja tutaj pokazałam. Ja ze swoich wyborów jestem bardzo zadowolona. Wszystko jest praktyczne, dalekie od kiczu i w przystępnych cenach. Dajcie znać bo przypadło Wam do gustu! A jak chcecie swoim dzieciakom dorzucić jaki mały drobiazg, to pomyślcie o fajnym, drewnianym zegarku za jedyne 6 zika, albo czadowym aparacie ze slajdami - też jedyne 6 zika :)

 

DSC_7387

 

DSC_7394

 

DSC_7397

 

DSC_7398

 

DSC_7400

 

DSC_7411

 

DSC_7418

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram