0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

0
0,00  0 elementów

Brak produktów w koszyku.

Poprzedni wpis o książkach zaczynałam słowami, że to o nie padło najwięcej pytań w mojej blogowej karierze. Well... nic się nie zmieniło. Dosłownie 10 minut temu, dostałam kolejne wiadomości, o któreś z książek, które kiedyś pokazywałam.

Mnie to wcale nie dziwi :) Gdybym tylko je pokazywała i mówiła, że fajne, pewnie większość z Was by to olała. Ale książki, które czytam pozwalają mi być coraz lepszą wersją siebie i wieść coraz lepsze życie. Dzięki nim więcej wiem, więcej rozumiem i umiem w to życie - po prostu. Widać to po mnie, po moim stylu życia - i to chyba najlepsza reklama dla książek, za które jestem wdzięczna i mega często to podkreślam. Długo zabierałam się za drugą część tego wpisu, ale chciałam po raz kolejny skompletować pokaźną liczbę, żebyście mieli w czym przebierać. Dzisiaj podpowiem Wam jakie książki mogą pomóc Wam żyć piękniej i spokojniej, ale też jakie pomogą Wam w budowaniu swojego biznesu i własnym rozwoju. Te drugie tak naprawdę pomogą Wam po prostu być bardziej efektywnym na polu zawodowym.

Książka sama w siebie nie zmieni naszego życia, ale my za pomocą książek już tak. Jeśli mamy w sobie wystarczające chęci i potrafimy dopuścić do siebie nowe rozwiązania i pogrzebać w swojej głowie i życiu - to mamy duże szanse na to, by zmienić swoje życie na lepsze. Książki tego typu nie są tylko ratunkiem dla nieudaczników i ludzi nieszczęśliwych i zagubionych - są jak najbardziej również dla tych, którzy już żyją pięknie, ale stale chcą odbywać podróż w głąb siebie, stale chcą się emocjonalnie ( i nie tylko) rozwijać oraz stale poszerzać swoje horyzonty. Praca nad sobą nie trwa kilka miesięcy, nie trwa kilka lat. Pracować nad sobą trzeba całe życie. Zawsze znajdzie się coś do poprawy.

Tym razem nie robiłam zdjęcia każdej książki z osobna, za to Kasia zrobiła mi piękne zdjęcie wszystkich książek - łatwiej będzie Wam zapisać jedno zdjęcie, niż robić screeny każdej z osobna :)

 

 

Zaczniemy od samej góry... :)

 

MANUFAKTURA CODZIENNOŚCI

Joanna Matusiak

 

Dostałam tą książkę w prezencie od mojej siostry i był to strzał w dziesiątkę. Dawkowałam sobie kartki tej książki w taki sposób, by czytać ja baaaardzo długo. Niesamowite jak z pozoru zwyczajną codzienność, można opisać w taki sposób, by człowiek zaczął i wokół siebie dostrzegać to, co uważał za oczywiste. Mnóstwo ciekawych przemyśleń na temat życia i spostrzeżeń, które dają człowiekowi do myślenia. Jednocześnie brak oceniania innych i tonu w stylu: słuszna jest tylko moja racja. Właśnie to sprawia, że człowiek nie czując się oceniany, sam dochodzi do mniejszych lub większych wniosków na temat tego jakim jest człowiekiem, jak traktuje siebie i innych. Lektura obowiązkowa!

 

ROZMARYN I RÓŻE

Agnieszka Maciąg

Wydawnictwo Otwarte

Agnieszka Maciąg to osoba, dzięki której moje życie obrało zupełnie inny kierunek. To jej książka pt: Pełnia Życia sprawiła, że wzięłam się za swoje życie tak naprawdę. Za swoje życie i za siebie. O książce pisałam w swoim wpisie pt: Wyższy level szczęścia. Bo wtedy naprawdę wskoczyłam na inny level. Okazało się, że można żyć piękniej, lepiej, spokojniej - mimo problemów i trudów dnia codziennego.

Pierwsze strony książki Rozmaryn i Róże wywołały we mnie dziwną reakcję. Będąc szczerą pomyślałam sobie: jezu! Ja nie chciałam czytać o jakiejś podróży na Lazurowe Wybrzeże... Potem z każdą kolejną stroną rozumiałam, że książka jest nie tylko o podróży. Podróż ta była tylko tłem. Książka jest o podróży, ale do swego serca. Cudowne refleksje na temat postrzegania świata, ludzi, problemów. Pięknie przedstawione podejście Agnieszki do życia, jej rytuały, wrażliwość. Czytając to, sama od razu miałam ochotę żyć piękniej i pełniej. Cudowne wartości, przesłanie i przede wszystkim spokój bijący z każdej książki Agnieszki - bardzo to cenię.

 

TWÓJ DOBRY ROK

Agnieszka Maciąg

Wydawnictwo Otwarte

 

 

O rajuśku! Kocham tą książkę! Nie mogę się zawsze doczekać końca miesiąca, żeby przeczytać kolejny rozdział. Świetna pozycja, w której znajdujemy inspiracje na każdy miesiąc roku. Główną inspiracją na styczeń, była na przykład Mapa Marzeń - proces tworzenia swojej Mapy Marzeń pokazywałam Wam we wpisie: Moja Mapa Marzeń - co powinno się na niej znaleźć i jak ją zrobić?

Książka Dobry Rok to dla mnie taki przewodnik, dzięki któremu wiem na czym się skupić w danym miesiącu. Kartki tej książki prowadzą mnie przez ten rok i jakoś tak są dla mnie wskazówką jak przeżyć szczęśliwie każdy miesiąc, na czym się w nim skupiać. Rewelacyjny pomysł, idealny dla mnie. W tym roku wyjątkowo nie robiłam planów noworocznych, ale robię sobie właśnie takie mini plany miesięczne, które są dla mnie jedynie wskazówką, a nie planem, który muszę zrealizować krok po kroku do tego i tego dnia. Takie plany, pozwalają czuć grunt pod nogami i nie żyć w totalnym chaosie :)

 

TWÓRCZA WIZUALIZACJA DLA POCZĄTKUJĄCYCH

Richard Webster

To jest mój hit w obecnym czasie. Już drugi raz wypożyczyłam tą książkę, bo ostatnim razem wyjechałam i musiałam ją szybko oddać, a byłam gdzieś w połowie. Tym razem wypożyczyłam, by ją dokończyć i zrobić sobie notatki, które przydadzą mi się i w życiu i na wyjeździe Soul Camp, na którym będę wprowadzać uczestniczki w świat wizualizacji.

Książka jest napisana bardzo prosto i zrozumiale. Nie ma tam żadnego skomplikowanego języka i terminów. W prosty sposób wyjaśnia czym jest wizualizacja i wprowadza nas w jej świat krok po kroku. Jak sobie wyobrażać, jak wizualizować, by to czego pragniemy stawało się rzeczywistością. GENIALNA lektura, którą powinien przeczytać każdy człowiek na tym świecie. Już po kilku kartkach człowiek zaczyna rozumieć jakie popełnia błędy w swoim myśleniu i dlaczego tak często przyciągamy to o czym myślimy, ale przede wszystkim dlaczego mimo naszego pragnienia, nie dostajemy tego czego chcemy ( lub wydaje nam się, że chcemy to mieć).

PS: Znalazłam w tej książce zasuszoną, czterolistną koniczynkę <3

 

BÓG JEST MŁODY

Franciszek

Kolejna pozycja z biblioteki, którą jednak chciałabym zakupić i mieć dla siebie na zawsze. Chyba nigdy Wam o tym nie mówiłam, ale dla mnie nie było wspanialszego Papieża od Papieża Franciszka. Wiem, że może to zabrzmieć dziwnie patrząc na to, że pamiętamy wszyscy doskonale naszego rodaka Papieża Jana Pawła II. I choć wtedy będąc młodą osobą, myślałam, że nikt nigdy go godnie nie zastąpi, tak teraz uważam, że świat ma prawdziwe szczęście, mając takiego Papieża jakim jest Franciszek. Książka to niesamowita rozmowa Thomasa Leonciniego z Franciszkiem. Wg mnie, tę pozycję powinni przeczytać nie tylko młodzi - dużo bardziej przyda się ona dorosłym, zwłaszcza rodzicom nastolatków, nauczycielom. Wszystkim, którzy pracują z młodzieżą. Mnóstwo trafnych i wspaniałych refleksji na temat młodzieży, przyszłości, na temat relacji między starszymi, a młodymi. Cudowna książka, dzięki której młodzież poczuje się potrzebna i ważna, a starsi być może inaczej spojrzą na swoją starość i młodość swoich dzieci, wnucząt, podopiecznych. Pozycja obowiązkowa dla każdego kto chce budować most między jednym pokoleniem a drugim, nie zatracając przy tym wiary i swoich wartości.

MARSJANIE I WENUSJANKI

John Gray

Dostałam tą książkę kilka lat temu od swojej siostry, ale wróciłam do niej dopiero po kilku latach. Byłam w szoku, że to książka, która również opiera się na technikach myślowych. Książka wyjaśnia nam jak poprzez czynienie cudów codzienności, można odmienić swoje życie, zwiększyć swój potencjał, polepszyć kontakty z innymi ludźmi. Książka uczy nas radzenia sobie z trudnościami w życiu, z wyzwaniami, które nas często przerastają. Właściwie opiera się ona na tym, by nauczyć się zmierzać z problemami ze spokojem. By mimo wszystko mieć w sobie wiarę i miłość. Nie jest to typowa o książka o pozytywnym myśleniu, ale się na nim opiera. Zauważyłam, że każda książka czy to o zdrowiu, czy o szczęściu czy o zmianie swojego życia na lepsze - jaka by nie była - wszystko sprowadza się do tego co w naszej głowie. To wystarczający dowód na to, że głowa to podstawa i w niej się wszystko zaczyna :)

Z tego co widzę książka chyba nie jest już nigdzie dostępna :(

UNF*CK YOURSELF. NAPRAW SIĘ!

Gary John Bishop

Świetna książka, dla każdego, kto czuje, że w jego głowie zbyt często odzywa się jego wewnętrzny krytyk i generalnie dla każdego, kogo zaczyna wkurzać natłok swoich własnych myśli. Książka pokazuje nam jak nasz wewnętrzny krytyk, która mówi nam ciągle: nie nadajesz się, nie dasz rady, nie jesteś wystarczająco dobra - potrafi wysysać z nas całą energię i blokować nasz potencjał. Książka choć mocno skupia się na działaniu, również podkreśla w jaki sposób to co w głowie, wpływa na nasze życie. Ale bardziej niż na "magicznym przyciąganiu" skupia się na technikach, by się po prostu naprawić i zacząć działać, a nie siedzieć na 4 literach i słuchać głosu w swojej głowie, w który wierzymy jak w mantrę. Jest dość dosadna co sprawia, że człowiek czuje się jakby dostał po pysku. Działa to tak, ze najpierw się trochę na autora wkurzymy, a potem wkurzymy się już tylko na samego siebie i zaczniemy działać. Muszę koniecznie wrócić do tej pozycji, bo minęło już parę dobrych miesięcy od jej przeczytania, a jest to książka z typu tych, które trzeba przeczytać więcej niż raz.

 

SZTUKA AFIRMACJA. UWOLNIONA POTĘGA PODŚWIADOMOŚCI

dr Joseph Murphy

 

Tutaj nie będę się zbytnio rozpisywać, tylko odeślę Was do wpisu, w którym przedstawiłam Wam tą właśnie książkę: Afirmacje - czym są i jak je stosować? 

Świetna pozycja, dzięki której zrozumiemy czym są afirmacje i jak należy je stosować - wbrew pozorom afirmowanie nie polega na gadaniu sobie: jestem bogata, milion razy dziennie. Poza świetnym wprowadzeniem do świata afirmacji, znajdziemy też kilkadziesiąt formuł poruszających wszystkie aspekty naszego życia. Od tych dotyczących miłości, po pracę, zdrowie, kontakty z innymi ludźmi, dobry sen czy wewnętrzny spokój. Z książki fajnie wyrywają się kartki - moja wygląda jakby miała 100 lat, na dodatek najlepsze afirmacje są wyrwane ( mam ich chyba 5, z czego dwie katuję codziennie). Wspaniale na mnie działają, ale zaczęły działać dopiero wtedy kiedy stałam się w tym systematyczna i bardzo dokładna, tzn. afirmowałam je dwa razy dziennie po 10 minut - w ciszy i spokoju, z pełną wiarą, że to co czytam już się dzieje - tu i teraz.

 

BĄDŹ MĄDRZEJSZY!

Brian Tracy

Chyba nigdy żadna książka i żaden wykład, nie zmienił tak bardzo podejścia do mojej pracy, do mojej firmy, ale przede wszystkim do mojego funkcjonowania. Książka pokazuje nam jak nauczyć się działać i myśleć jak ludzie sukcesy. Uczy nas dostrzegania i wykorzystywania szans na rozwój. Pokazuje jak planować, jak szkolić własny mózg i w pełni wykorzystywać jego potencjał. Książka skupia się na działaniu, choć i tutaj autor również opiera wszystko na tym, by myśleć pozytywnie i skupiać się na celach, na zyskach, na pragnieniach, a nie na brakach. To wszystko pokazuje, że nie można odnieść w niczym sukcesu, jeśli w głowie snujemy same czarne scenariusze. Choć cała książka opiera się na działaniu, to chyba jest nawet rozdział poświęcony temu co w naszej głowie i jak nasze myśli mają się do działania i efektów naszej pracy. GENIALNA pozycja i od razu uprzedzam, że przyda się nie tylko ludziom biznesu, ale każdemu kto wykonuje jakąś pracę - czyli chyba większości? :P

 

MOC PRZYCIĄGANIA PIENIĄDZA

Joseph Murphy

 

Ta książka leżała w rodzinnej biblioteczce odkąd byłam mała. Pamiętam jej okładkę doskonale. Ostatnio zauważyłam ją na regale u siostry i sobie ją "pożyczyłam". Uznałam, że skoro to dobro rodzinne, to chyba nie muszę nikogo informować? :P Skoro Patrycja mogła ją sobie wziąć od mamy, to ja chyba też mogłam ją sobie wziąć, prawda? :P

Przyznam, że dzięki tej książce, wróciłam na dobre tory jeśli chodzi o myślenie o pieniądzach. Zobaczyłam ile krzywdy robi nam postrzeganie pieniędzy jako coś złego. Zobaczyłam jak krzywdzące dla nas samych jest ocenianie ludzi, którzy mają pieniądze, zarzucanie im, że na pewno ukradli itp. Zrozumiałam, dlaczego biedni stają się jeszcze biedniejsi, a bogaci się stale bogacą. Nauczyłam się myśleć o pieniądzach pozytywnie, a nie traktować je jako zło wcielone. Nie są dla mnie priorytetem, ale pozwalają mi godnie żyć, ubierać się, mieć jedzenie w lodówce. Nigdy, przenigdy nie będę wpajać mojemu dziecku, że pieniądze są złe, że ludzie, którzy mają pieniądze są próżni. I nawet kiedy cierpię na ich brak, nie będę mówić dziecku: nie mamy na to pieniędzy. Dorastanie w takich przekonaniach, że pieniędzy ciągle brakuje, że są one złe, sprawia, że w dorosłym życiu również mamy z tymi pieniędzmi problem. Ach... mogłabym pisać i pisać. Nie traktujcie takich książek jako magicznych recept na to, że kasa spadnie Wam z nieba. Książki tego typu zmieniają po prostu nasze podejście do pewnych spraw, a kiedy zmienia się podejście... zmienia się wszystko - proste :)

 

 

Uff... to chyba na tyle jeśli chodzi o drugą część wpisu. Rozkręcam się ostatnio z książkami w niesamowitym tempie, więc myślę, że z czasem będzie tego coraz więcej. Wydaje mi się, że z każdej książki ( jaka by nie była) można coś dla siebie wyciągnąć. Nigdy żadnej pozycji nie traktuję jako 100% recepty, którą muszą wziąć w całości do siebie. Wybieram z niej to co dla mnie dobre, filtruję przez swoje potrzeby i wcielam w życie. Czasem do niektórych książek, muszę wracać kilka razy, bo muszę do nich po prostu dojrzeć - w przeciwnym razie ich treść mnie męczy. Nie oceniam wtedy, że: ale ta książka jest gówniana! Nie ma w niej nic mądrego! - takie opinie są bardzo krzywdzące. Brak dojrzałości do książki, brak gotowości na nią i brak naszego zrozumienia nie jest równoznaczny z brakiem wartości w książce. Jedną z takich książek, do której ciągle wracam i nie daję rady jest: Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi? - wierzcie mi lub nie, ale nie daję rady, zawsze po kilkudziesięciu stronach, odkładam ją z powrotem, wracam po kilku miesiącach i znów to samo. Być może nie jest ona dla mnie, a być może czeka na swój moment. Kto wie. Może na dniach znów spróbuję?

 

 

Dzisiejsze książki, które Wam poleciłam to pozycje, które bardzo mi pomogły. Już nie chodzi o uporanie się z samą sobą, bo ten etap mam już chyba odhaczony. Teraz pragnę jeszcze bardziej rozwijać swój potencjał, kochać siebie, ludzi, świat. Pragnę być otwarta na nowe, wiedzieć i widzieć więcej. Mieć szerszy horyzont. Książki to dla mnie dar. To dzięki nim staję się lepszym człowiekiem. Są dla mnie jak terapia. Bez nich świat nie byłby taki sam... Uwielbiam ten moment, kiedy siadam z książką, przekąską, dobrą herbatą i po prostu oddaję się lekturze. To taka chwila tylko dla mnie.

Mam nadzieję, że coś dla siebie z powyższych pozycji wybierzecie. Jeśli dopiero do mnie trafiliście, to pamiętajcie też do pierwszej części wpisu, gdzie polecałam 12 cudownych książek - moich pierwszych książek, z którymi zmieniłam swoje życie. Jeśli będziecie pokazywać na Instagramie książki kupione z mojego polecania, pamiętajcie o hashtagu #inspiredbymamala <3

I zanim pokażę Wam resztę zdjęć, chciałam za nie z całego serca podziękować Kasi z Happy Factory, której kadry skradły moje serce po raz kolejny. Mam nadzieję, że kadry Kasi będą tutaj coraz częściej, bo muszę przyznać, że bardzo siebie na nich lubię <3

Do zobaczenia niebawem, z kolejnymi tytułami, które zmienią moje życie! Uściski :*

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wdzięczność to potężna siła. Kiedyś nie miałam o niej pojęcia. Byłam chodzącym narzekaczem, krytykującym wszystko i wszystkich. Nauczyłam się tego poprzez obserwację moich bliskich. Nie byłam za nic wdzięczna, nie wiedziałam nawet co to znaczy.

Z czasem ten jad i brak wdzięczności, zaczął przeszkadzać mi samej. Kiedy zaczynałam swoją podróż w głąb siebie, moja wiedza w tym temacie była znikoma. Byłam zlękniona i jedyne co wiedziałam na początku drogi, to że trzeba myśleć bardziej pozytywnie, zamiast NIE myśleć w kategoriach TAK itp. Od czegoś trzeba przecież zacząć :) Moja podróż trwa już około 5 lat, a dopiero tak od dwóch trwa naprawdę intensywnie. I to tak mega intensywnie. Zapamiętajcie sobie te okresy czasu, bo to właśnie pokazuje, że nie można zmienić nastawienia życia ot tak, w kilka miesięcy. To trwa latami, a właściwie... całe życie. Bo wiecie jak to jest - im więcej wiesz, tym wiesz coraz mniej - bo ciągle się okazuje, że wiedza w danym temacie, a zwłaszcza w temacie rozwoju, to nieskończoność. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze.

Swoją wdzięczność buduję już od kilku lat. Zaczynałam od drobnostek. Uczucie wdzięczności budowałam poprzez dostrzeganie jakichkolwiek pozytywów w moim życiu. Z czasem starałam się dziękować za to co mam. Nieważne, czy będziesz zwracać się z podziękowaniami do Boga, słońca czy samej siebie - ważne, żebyś była po prostu wdzięczna. Dzisiaj doskonale wiem, że to uczucie wdzięczności, pisze scenariusze dla nas samych. To wdzięczność sprawia, że los daje nam wszystkiego jeszcze więcej. Ale brak wdzięczności... zabiera nam nawet to co mamy. Dlatego, że tego nie doceniamy.

 

SPISYWANIE RZECZY, ZA KTÓRE JESTEŚMY WDZIĘCZNI

Z czasem rzeczy, za które jestem wdzięczna zaczęłam spisywać na karteczkach. Po pięć rzeczy każdego wieczora. Widzę teraz zależność, że zawsze kiedy wpadałam w wir życia i zaniedbywałam afirmacje, medytacje, wdzięczność - coś się w moim życiu sypało. Ja wiem, że dla kogoś to co piszę może być abstrakcją - też by dla mnie było, gdybym to czytała kilka lat temu. Ale wtedy nie byłam człowiekiem świadomym - siebie samej, życia, całej tej energii, która jest w nas i wokół nas. Wtedy takie gadanie, było dla mnie gadaniem obłąkanych szaleńców. Dość długo sama nie mówiłam o tym wszystkim aż tak otwarcie. Wstydziłam się? Raczej nie. Bardziej bałam się właśnie tego, że ludzie wezmą mnie za tego obłąkanego szaleńca. I pewnie tak jest. Ale za to ilość osób, które to moje "obłąkanie" inspiruje, sprawia, że wiem... wiem, że chcę o tym mówić, chcę ludziom pokazywać, że można żyć inaczej - lepiej, piękniej, bardziej świadomie. Żyć po prostu DOBRZE, w zgodzie ze sobą i z resztą świata.

 

MAGIA

Wdzięczność była mi więc znana od dłuższego czasu, ale dokładnie od sześciu dni poznaję ją w totalnie innym wymiarze. Może nie innym - ale dużo bardziej intensywnym niż do tej pory. Jakiś czas temu napisała do mnie czytelniczka, która powiedziała mi o tym, że poleca mi książkę Magia, autorstwa Rhondy Byrne. To ta sama autorka, która napisała książkę Sekret! Pierwszą książkę, która zmotywowała mnie do zmian na lepsze. To od niej zaczynałam. Wiedziałam, no wiedziałam od razu, że muszę ją mieć. Czytelniczka napisała mi, że zwizualizowała sobie dzięki tej książce idealne mieszkanie, pracę a nawet... bratnią duszę. Tak mnie to zaintrygowało, że od razu wiedziałam, że książka musi być moja.

No i czytam... czytam od sześciu dni. Książka jest właściwie kursem wdzięczności. Zawiera "magiczne" ćwiczenia na każdy dzień ( dokładnie 28 dni) i każdego dnia, z 2/3 kartki treści do poczytania, przyswojenia. Podeszłam do tematu książki z podekscytowaniem i jak zawsze wiarą, że coś dobrego z niej wyciągnę. Ale nie sądziłam, że wdzięczność praktykowana z taką siłą i taką intensywnością - może sprawić, że już pierwszego dnia, będę czuła jakby działa się w moim życiu MAGIA, dosłownie :P Sama nie wierzę, że to piszę haha :D

Oczywiście, to wszystko jest kwestią naszej podświadomości! Jeśli w coś mocno wierzymy, automatycznie się motywujemy, mamy chęci do działania. Ale podświadomość to jedno... wdzięczność... to druga sprawa. Wydawało mi się, że dostrzegam już naprawdę wiele, ale kiedy zaczęłam ćwiczyć jeszcze bardziej... okazało się, że świat jest pełen, dosłownie pełen rzeczy, za które można być wdzięcznym. Rzeczy, które uważamy za tak oczywiste, że już nawet ich nie zauważamy.

Dziś zgodnie z książką, spisuje aż 10 rzeczy za które jestem wdzięczna - każdego ranka, zaraz po przebudzeniu. Wypisuje tam przeróżne rzeczy. Nawet takie jak telefon, czy komputer - no bo to dzięki tym sprzętom mam pracę, zarabiam, mam kontakt z ludźmi, mam dostęp do szeroko pojętej wiedzy, książek, nowinek ze świata. Jestem wdzięczna za nogi, dzięki którym codziennie wstaję i mogę normalnie funkcjonować. Za oczy, dzięki którym widzę wszystko co mnie otacza. Świat, naturę, moje ukochane dziecko, bliskich, cudowne potrawy, słońce na niebie...

 

KTO MA WDZIĘCZNOŚĆ...

Kiedy dorastamy, życie zaczyna nas przytłaczać. Nadmiar obowiązków, praca, rutyna, często brak pieniędzy. Zaczynamy być sfrustrowani, skupiamy się na braku... tylko, że ta postawa nic w naszym życiu nie zmienia. Jedynie pogarsza.

W Ewangelii Świętego Mateusza, można znaleźć taki cytat: Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie. Kto zaś nie ma, temu zabiorą również to co ma".

Brzmi drastycznie no bo jak kto? Ten kto jest teraz w dupie finansowej pomyśli: aha. Czyli bieda będzie jeszcze biedniejsza, a bogaci będą się bogacić. No zajebiście sprawiedliwe. Każdy jednak z nas powinien wiedzieć, że słowa w biblii, nie powinny być traktowane przez nas dosłownie. Cytat, który Wam pokazałam, tyczy się... właśnie wdzięczności.

"Bo kto ma wdzięczność, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie. Kto zaś nie ma wdzięczności, temu zabiorą również to, co ma”.

Nasza natura bywa buntownicza. Często na takie prawdy reagujemy: tiaaa jasne. Że niby przez brak wdzięczności, nie mam czym nakarmić dzieci. Sytuacje życiowe są różne. Mamy w sobie sporo mechanizmów obronnych, ale musimy zrozumieć pewne prawdy uniwersalne, które nie są wymysłem. Są czymś, co wyciąga ludzi z najgorszych życiowych problemów. Ja wiem - to sztuka. To duża sztuka, być wdzięcznym za pieniądze, ich brakuje. Rozumiem, że kiedy ich nie ma możesz czuć się przytłoczona. Ale czy kiedy już w końcu jakieś masz - dziękujesz za nie? Jesteś za nie wdzięczna? Czy nie dziękujesz, bo Ci się należy, bo to pieprzone minimum dla przeżycia? To sztuka być wdzięcznym za miłość, kiedy nasz partner nie okazuje nam jej zbyt wiele. I pewnie kiedy w końcu Cię przytula, wcale nie jesteś za to wdzięczna, bo... bo ci się należy. Jeśli nie będziemy doceniać tego co już mamy - nie dostaniemy więcej. Wręcz przeciwnie...

Ja wiem jedno. Kiedy nie miałam zbyt wiele pieniędzy na koncie i się tylko umartwiałam i użalałam - niespodziewane wydatki i rachunki piętrzyły się jak chore. Kiedy zamartwiałam się tym, jakie mam słabe samopoczucie - czułam się coraz gorzej. A to dlatego, że w tym całym ubolewaniu zapominałam, że poza negatywnymi aspektami życia - mam cholernie dużo powodów do wdzięczności i radości.

 

WDZIĘCZNOŚĆ TRZEBA W SOBIE PIELĘGNOWAĆ

Dzisiaj to wiem. Wdzięczność to potężna siła, którą zamierzam pielęgnować i dzięki której będę stale zmieniać swoje życie na lepsze. I z wielką przyjemnością wracam do mojego tekstu: bądź wdzięczny... kiedy to stawiałam swoje pierwsze kroki w swoim ćwiczeniu jej. To co musicie sobie zapamiętać, że żeby naprawdę zmienić coś w swoim życiu: trzeba systematyczności. Nie chodzi tutaj o podziękowanie za coś raz na tydzień, czy zrobienie czegoś co nam pomaga kilka dni pod rząd, a potem puszczenie w niepamięć na kilka miesięcy. Być może nasze zmiany tak na początku będą wyglądać: będziemy testować, próbować, odpuszczać. Ale kiedy naprawdę zapragniemy zmiany - zrobimy wszystko co w naszej mocy, by one nadeszły. I wtedy nie odpuścimy. Nawet na chwilę. Tak jak ja teraz...

Nadszedł luty. Mocno sentymentalny dla mnie miesiąc. To w lutym na świat przyszła moja córka. Odmieniła całe moje życie, zmotywowała do walki o samą siebie, o swoje ja.

Mimo, że nie snułam planów noworocznych, a jedynie zrobiłam w styczniu mapę marzeń, jestem maksymalnie pozytywnie nastawiona. Bez większych wzlotów i upadków - raczej stabilnie i po prostu pozytywnie. Problemy, nad którymi pochylałam się tyle lat, spakowałam do kartonów i stwierdziłam, że pora przestać ubolewać nad tym, co po prostu mi w życiu nie wychodzi i skupić się na tym, co sprawia mi radość, co jest dla mnie ważne i na co mam wpływ. Jeśli dam z siebie wszystko - uporam się z moim jednym problemem raz na zawsze. Jestem okrutnie zmotywowana. W przeciągu 2 lat chcę osiągnąć coś, co zawsze wydawało mi się abstrakcją, ale teraz wiem, że to kluczowe, by osiągnąć pełną niezależność. Ta niezależność jest moją siłą napędową - jej wizja każdego dni zrywa mnie wczesnym rankiem na równe nogi i motywuje do pracy.

Jeśli chodzi o krótkie podsumowanie stycznia, to muszę przyznać, że sporo z tych punktów, które Wam wypisałam - zaliczyłam. Niektóre nawet ponad normę, a za niektóre nie wzięłam się wcale - np. badania i j.angielski. Cóż. Może w tym miesiącu się uda. Na lodowisko też nie poszłam, ale zaliczyłam inne atrakcje takie jak Wystawa Króla Maciusia Pierwszego w Muzeum Polin.

To z czego jestem dumna, to fakt, że systematycznie, codziennie - rano i wieczorem - afirmowałam i modliłam się. Każdy jeden dzień zaczynałam od afirmacji, modlitwy, medytacji, czasami jogi. Tak też starałam się dzień kończyć. Plony tego wszystkiego zbieram każdego dnia. Naprawdę warto dbać o swoją duchowość, głowę, umysł.

Teraz mamy już Luty. Również nie snuję wielkich planów, ale mam kilka punktów, które chciałabym zrealizować. Może i one zmotywują Was do podjęcia podobnych kroków :)

NIE PROSTOWAĆ WŁOSÓW

A przynajmniej przez większość dni w tygodniu tego nie robić. Mocno je sobie w grudniu zniszczyłam ciągłym prostowaniem i teraz mogę się poszczycić niezłym siankiem na głowie. Szkoda. Kupiłam ulubiony szampon z L'biotica tym razem czarny i białą odżywkę, której nie miałam już od kilku miesięcy. Noszę się z zamiarem pójścia do fryzjera, ale chyba poczekam aż zapuszczę włosy na tyle, żeby ściąć wszystkie, na których został czarny zmieniony przez słoneczne miesiące w rudy. Mocno zależy mi na swoim naturalnym kolorze, ale nie wiem jak finalnie będę się czuć w takim wydaniu. Do czerni nie wrócę na pewno.

 

PRZECZYTAĆ MIN. 3 KSIĄŻKI

I będzie to na pewno jedna książka o potencjale dziecka, książka Magia autorstwa Rhondy Byrne ( tej samej, która napisała Sekret), oraz książka o Twórczej Wizualizacji. Je muszę doprowadzić do końca, czy mi się to podoba czy nie. Mocno mi zależy na tym, żeby wiedzę z tych książek zastosować w życiu. Oby się udało. Równolegle czytam też Moc przyciągania pieniądza i kilka innych, ale to książki, które dawkuje sobie w maleńkich ilościach, żeby się motywować i pozytywnie nastrajać.

 

ZROBIĆ USG TARCZYCY

No i raczej zrobię, bo mam już termin na NFZ i na pewno tej okazji nie odpuszczę. W zeszłym miesiącu zaliczyłam gina, a w marcu czeka mnie USG piersi. Zapomniałam już jak to jest mieć firmę, ubezpieczenie i nie musieć latać wszędzie prywatnie - teraz nadrabiam.

 

ZAPISAĆ POLĘ DO SZKOŁY RYSUNKU

Już to zrobiłam. Teraz tylko to zrealizować i pójść na pierwsze zajęcia. Nie nastawiam się na nic. Polcia poprosiła mnie o coś takiego sama i spełniłam jej prośbę. Znalazłam fajną szkołę, zajęcia trwające łącznie 16h, rozłożone na 16 spotkań raz w tygodniu. Na razie opłaciłam jedną lekcję, bo jeśli wstyd Poli zblokuje ją, to będziemy musiały odpuścić, żeby nie zrobić kroku w tył. Po wizycie u psychologa wiem już na pewno, że muszę stwarzać Poli warunki, dzięki którym będzie robiła malutkie kroczki do przodu, które będą ją wzmacniać. Muszę ograniczać w jej życiu towarzystwo osób, czy sytuacje, które jeszcze bardziej będą ją blokować.

 

WYPRAWIĆ POLI CUDOWNE 5 URODZINY

Jednak spędzamy je sami, bez zapraszania dzieci, ani nawet rodziny. Ale nam to nie przeszkadza. Chcemy, żeby na długo zapamiętała ten dzień. Będą ozdoby z LOL Suprise, będzie cudowny tort, fajny prezent i dzień pełen atrakcji - kino, restauracja, deser, sala zabaw i co tam jeszcze sobie wymyślimy. Chcemy też wypłacić trochę pieniędzy i rozmienić na drobne, żeby mogła sobie wrzucać gdzie tylko zechce do automatów i żeby w końcu mogła kupić sobie jakieś bzdety na Krakowskim Przedmieściu, których my nigdy jej nie kupujemy. To ma być maksymalnie beztroski dzień, w których Polcia robi wszystko to na co tylko ma ochotę i spełnia te swoje mini zachcianki, które mama nie zawsze chce spełniać :P Myślę, że zapamięta te urodziny dużo bardziej, niż gdyby bawiła się z dziećmi na sali zabaw. Tak czuję <3

 

ZAMONTOWAĆ KARNISZE I ZAMÓWIĆ ZASŁONY

Bardzo bym chciała wyrobić się z tym przed urodzinami Poli, ale wiecie jak jest - na wszystko trzeba czekać. Wymiary karniszy podałam już firmie i mam nadzieję, że szybko uwiną się z realizacją i montażem. Zasłony już wybrałam i padniecie chyba jak się dowiecie w jakim kolorze :P Trochę się wykosztuję, bo po pierwsze zdecydowałam się na len, po drugie potrzebuję aż dwie zasłony długie na prawie 3 metry i szerokie każda też na prawie 3 ! Sporo materiału, ale wiem, ze to inwestycja na lata...

 

ZWIĘKSZYĆ SWOJĄ WIEDZĘ W ZAKRESIE MEDYTACJI, ENERGII ITP.

Sporo już namieszałam w Waszych życiach, ale pora zwiększyć swoją wiedzę w tym zakresie. Oczywiście stopniowo stale ją powiększam, ale czuję, że to jest to, co naprawdę mnie interesuje i chce w to wejść jeszcze mocniej. Póki co stawiam oczywiście na literaturę w tym temacie i czuję, że biblioteka będzie przeze mnie odwiedzana jeszcze częściej niż dotychczas.

WYRABIAĆ SIĘ Z PRACĄ DO 15:30, ŻEBY OD 16 SPĘDZAĆ Z POLĄ JAKOŚCIOWY CZAS DO SAMEGO WIECZORA

Ostatnio mi to nawet wychodzi. Wiadomo, że trzeba się czasem oderwać do czegoś, ale jestem maksymalnie szczęśliwa, kiedy do 15:30 mam ogarniętą pracę, mieszkanie i siebie i po odebraniu Poli z przedszkola skupiam się już tylko na niej. Oczywiście trzeba czasem coś ogarnąć, zrobić obiad nawet jak ona jest w domu, ale staram się robić to wtedy z nią. Wkręcam się bardzo w świadome macierzyństwo, z każdym dniem coraz bardziej. Chyba nigdy nie miałam aż takiej fazy na świadomy, jakościowy czas, który z nią spędzałam. Nie wiem jak to nazwać, ale w temacie macierzyństwa, przeżywam obecnie jakiś rozkwit, totalnie nowy rozdział. Zmotywowały mnie bardzo jej małe problemy emocjonalne, ale też spokój który mam w sobie i energia, pozwala mi na zabawy z nią i masę innych rzeczy, które wcześniej mnie nudziły. No ale warunek jest jeden - muszę być naprawdę wyrobiona z większością rzeczy, żeby móc się skupić na niej w 100%, a nie być tylko obecną ciałem, a myślami być w pracy, obowiązkach itp. Ta czysta głowy podczas zabawy z nią, to również moja motywacja do tego, by zerwać się rano na równe nogi i zacząć realizować wszystkie punkty na dany dzień.

To chyba tyle z najważniejszych punktów. Mamy dopiero początek miesiąca, więc sporo nowych planów i celów pojawi się pewnie jeszcze w każdym kolejnym tygodniu - ale to są rzeczy, na których chciałabym się w tym miesiącu skupić najbardziej. To mój czas. Jest naprawdę dobrze i chcę za tym iść - ba. To mój rok! Wiem, że w najbliższych miesiącach dam z siebie naprawdę wiele i zbiorę kiedyś tego owoce... i wcale nie chodzi mi tutaj o finanse. Tzn. o nie też, ale w głównej mierze chodzi mi o wolność i niezależność i prawdziwy spokój ducha. Kiedyś pewnie Wam opowiem o tym co mi dało power do tego wszystkiego i jakie okrutne sytuacje sprawiły, że tak bardzo wzięłam się w garść. Kiedyś... :* Póki co - trzymajcie za mnie kciuki.

Czekam na Wasze lutowe plany - może jeszcze czymś mnie zainspirujecie? A może to ja Was do czegoś właśnie zainspirowałam? Odezwijcie się, bo nic tak nie dodaje mi skrzydeł jak Wasza aktywność. Dziękuję, że jesteście!

PS: I wiecie co? Mogłabym jeszcze napisać, że mam postanowienie - jeszcze więcej sesji z Kasią! Kocham jej twórczość i kocham to, w jaki sposób łapie w kadry mnie i Polę. Ja jestem zakochana! Mam nadzieję, że Wy również się zakochacie :) Kasia podczas sesji jest jak członek rodziny. Koniecznie odwiedźcie jej Happy Factory ... to prawdziwa fabryka wspomnień <3

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ależ ja się nie mogłam doczekać tego wpisu, tej mapy, tej... promocji na coś fajnego, która będzie na Was gdzieś tu czekać :D Tyle dobroci w jednym wpisie!

O Mapie Marzeń słyszałam już wiele, wiele razy. Ostatecznie do jej zrobienia popchnęła mnie książki Agnieszki Maciąg: Twój Dobry Rok. W książce Agnieszka opisuje każdy miesiąc i podpowiada nam, co warto w nim zrobić, na co zwrócić uwagę. Styczeń to miesiąc planowania, siania dobrej energii - a do tego idealna jest właśnie Mapa Marzeń.

Kiedy kilka lat temu, myślałam o zrobieniu czegoś takiego, miałam w głowie wizję z plakatem, na którym jest super auto, fajne ciuchy i inne wypasione rzeczy. Teraz w ogóle o tym nie myślałam. Uwielbiam skupiać się na pozytywnych hasłach, o czym świadczy też fakt czytania przeze mnie afirmacji. Uwielbiam karmić swój umysł dobrymi myślami. Myślami o cieple, miłości, rodzinie, zdrowiu. I tak też postanowiłam zapełnić moją Mapę Marzeń.

Ale zaraz, zaraz... pewnie spytacie po co w ogóle to robić. Sama Mapa w sobie nie rzuci Wam pod nogi wszystkiego co na niej się znajdzie - to oczywiste. Nie ma w tym żadnej magii. Ja, jestem wzrokowcem. Mocno działa na mnie to, na co ciągle spoglądam. Mapa ma mnie motywować, inspirować, przypominać mi o tym co ważne. W chwilach zwątpienia nie ma nic lepszego niż przypadkowe zerknięcie na hasło, które nas motywuje i podnosi na duchu. Teraz powiem Wam, co wykorzystałam do zrobienia swojej mapy :)

 

Co jest nam potrzebne do stworzenia Mapy Marzeń?

  • podobrazie albo karton albo jakaś duża kartka A3 z bloku technicznego - ja kupiłam w Empiku za jakieś 25 zł płótno o wymiarach 50x60
  • klej
  • różne naklejki - ja kupiłam litery samoprzylepne, różne kwiatki, naklejki z pozytywnymi hasłami
  • czasopisma
  • nożyczki
  • nasze zdjęcie

 

 

 

 

Możecie oczywiście zaopatrzyć się jak najbardziej w farbki, kredki, pisaki - tutaj jest naprawdę duże pole do popisu. Ja jestem antytalenciem jeśli chodzi o prace kreatywne. Strasznie brzydko piszę, nie umiem rysować, malować - no dramat :D Dlatego postawiłam na naklejki i gotowe literki do przyklejenia. Jeśli chodzi o kwestię zdjęcia to ważne jest, by było to zdjęcie, które dobrze nam się kojarzy i na którym naprawdę byliśmy szczęśliwi, a nie tylko uśmiechnięci. Ja wybrałam zdjęcie, które zrobił mi Kacper kiedy był u mnie na wakacjach. Spacerowaliśmy wtedy po Bulwarach, gadaliśmy, śmialiśmy się. Była piękna pogoda, a my mieliśmy cudne nastroje. Zdjęcia, które mi wtedy zrobił, do tej pory wywołują uśmiech na mojej twarzy. A jeszcze to hasło, które znalazło się na jednym z nich... od razu wiedziałam, że to musi być to zdjęcie!

 

 

Fajnie jest tworzyć Mapę Marzeń przy muzyce, która nas pozytywnie nastraja, ale też nie wytrąca z rytmu i pozwala się skupić. Zapalmy świece, włączmy muzykę, zaparzmy sobie ulubioną herbatę, a następnie oddajmy się ... tworzeniu! Połóżcie przed sobą płótno, rozłóżcie wkoło wszystkie czasopisma, naklejki itp. A następnie potraktujcie płótno, na którym tworzycie jak swój wymarzony ogród. To co w nim zasiejecie - zbierzecie. W centralnej części Mapy naklejcie swoje zdjęcie. Następnie przeglądajcie czasopisma, wycinajcie hasła, które sprawiają, że czujecie się dobrze. Wycinajcie hasła i obrazki, które odzwierciedlają to, co chcecie czuć, co chcecie osiągnąć, co jest dla was ważne. Przyklejajcie, wycinajcie, twórzcie.

 

 

 

Podczas robienia Mapy Marzeń, była u mnie Kasia, która robi mi od pewnego czasu zdjęcia ( np. te świąteczne). Chciałam jednak, żeby to nie było udawane, więc zaparzyłam nam herbatki, poczęstowałam pączkami i zabrałam się do tworzenia. Czytałam Kasi hasła jakie wycinałam, mówiłam dlaczego akurat to... było swojsko i na luzie. Kasia trochę pomogła mi nawet w poszukiwaniu kilku obrazków. Muszę przyznać, że trochę to wszystko trwało. Celowo nie zrobiłam Mapy na 100% będąc z Kasią, bo chciałam jeszcze w ciszy i spokoju, totalnie samotnie, przeczesać czasopisma od A do Z i znaleźć "brakujące ogniwa". Przy Kasi spędziłam na robieniu mapy chyba z półtorej godziny, a potem sama poświęciłam na to jeszcze drugie tyle. Chciałam, żeby hasła i obrazki nie były przypadkowe, przyklejane na siłę. Szukałam tego, co od razu wpadnie mi w oko i będzie totalnie moje. Udało się. Co prawda na zdjęciach końcowych, które zobaczycie efekt nie jest finalny, ale lećcie na InstaStories - tam pokazuję Wam całość, czyli to co widzicie + kilka dodatkowych kwiatków i haseł.

 

 

Po robieniu Mapy, dokończyłyśmy z Kasią herbatkę, usiadłyśmy zjeść w spokoju pączka, a ja zrobiłam sobie swój napój mocy czyli shake Fit Coco od Natural Mojo. Potrzebowałam kilka zdjęć, bo zbliżały się urodziny NM, a Kasia zrobiła mi najpiękniejsze zdjęcia jakie mam z ich produktami  odkąd z nimi jestem czyli... już ponad 2 lata!

Na produkty Natural Mojo macie moją specjalną zniżkę 25% na cały asortyment. Kod to MAMALA25 <3 

 

 

 

 

Moja Mapa Marzeń to głównie hasła i obrazki dotyczące zdrowego stylu życia, dbania o siebie, wartości rodzinnych, ale głównie spokoju ducha. Znaleźć można też na niej hasła takie jak LUKSUS, bo lubię luksus i dążę do tego, żeby móc go częściej smakować i się nim otaczać. Dążę do tego nie zatracając swoich wartości, będąc uczciwym i dobrym człowiekiem.

Jej robienie to była mega przyjemność - chyba nie spodziewałam się, że aż taka, serioo! Czułam się jakby to wszystko co przyklejam na płótnie, już się działo. Może dlatego, że wierzę w moc przyciągania i rzeczy mega na mnie działają. Wiadomo, że takie coś nie jest dla każdego - jedni mogą to obśmiać, inni powiedzieć: i po co mi to? I mają rację! Mapa Działań jest dobrą rzeczą tylko wtedy, kiedy widzimy sens w jej robieniu.

Gotowe dzieło, możemy oprawić sobie w ramę i postawić w miejscu, w którym często będziemy na nie zerkać. U mnie póki co, Mapa Marzeń stoi na biurku i lubię zerkać na nią z łóżka tuż przed snem, albo podczas pracy ( choć ostatnio częściej pracuję przy stole w kuchni :D).

Na koniec, chciałam jeszcze ogłosić do kogo polecą upominki za aktywność pod zdjęciami na Instagramie! :)

  • zestaw kosmetyków wędruje do ... @alcka89
  • zestaw La Roche Posay leci do ... @anka.walky
  • a wejściówkę na wystawę Króla Maciusia w Muzeum Polin wygrywa ... @kuuperek91

Gratulacje dziewczyny! Czekam na Wasze adresy na priv wraz z numerem telefonu :*

A tak na koniec, zostawiam Wam jeszcze garść zdjęć w ramach inspiracji i mam nadzieję, że i Wy spróbujecie takiej metody przyciągania do siebie tego, co dobre :) Ściskam Was ciepło!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wiecie ile razy usłyszałam, że ściemniam z tym swoim optymizmem, bo: akurat miałam zły humor. Akurat nie miałam ochoty gadać. Miałam zły dzień. Albo wydarzyło się coś złego i musiałam to przetrawić. Dlaczego więc nazywam siebie optymistką? Bo optymiści również odczuwają negatywne emocje. Gdyby ich nie odczuwali - nie byliby ludźmi...

Ale optymiści ze wszystkiego potrafią i tak wyciągnąć coś dobrego. Optymiści bardziej wierzą, bardziej ufają swojej intuicji. Optymiści dostrzegają potencjał i szczęście tam, gdzie inni widzą coś zupełnie przeciwnego. Optymiści widzą szklankę do połowy pełną i nie skupiają się na braku. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Ale najważniejsze jest to, żeby powiedzieć Wam jedno: OPTYMIŚCI ODCZUWAJĄ NEGATYWNE EMOCJE. I to jest całkowicie normalne. Szczęśliwi ludzie również je odczuwają. Szczęśliwi ludzie nie są uśmiechnięci od ucha do ucha 24 na dobę. Szczęśliwi ludzie mają swoje problemy i rozterki, ale ostatecznie są SZCZĘŚLIWI, a ich problemy nie doprowadzają ich do ruiny.

Negatywne emocje są nam potrzebne. Problemy są nam potrzebne. Tylko trzeba wiedzieć jak sobie z nimi radzić. To jest prawdziwa sztuka. Wieść życie z problemami i mimo to - być szczęśliwym. Dzisiaj podsumuję tutaj temat poruszany już na moim stories. Tak, żebyście zawsze mogli tu zajrzeć i sobie przypomnieć o tych niby oczywistych, a jednak trudnych rzeczach.

 

UŚWIADOM SOBIE PRZYCZYNĘ PROBLEMU

Uświadomienie sobie przyczyny problemu, pozwala nam go zaakceptować. Często niepokój wynika z tego, że czegoś nie rozumiemy. Nie rozumiemy reakcji partnera, nie rozumiemy walącego się związku. Nie rozumiemy zachowania przyjaciółki, nie rozumiemy dlaczego na pewne sytuacje reagujemy zbyt przesadnie. Usiądź nad danym problemem i spróbuj dojść do jego przyczyny. Co go powoduje? Skąd się wziął? Najgorszą frustrację rodzi problem, którego przyczyny nie znacie.

 

PRZYGOTUJ SIĘ PRZED SYTUACJĄ

Jeśli wiesz, że czeka się sytuacja, której uniknąć nie możesz - zastanów się jak ją przygotować i jak przygotować siebie, by emocje, które się w danej sytuacji pojawią były słabsze lub łatwiejsze do zaakceptowania. Jeśli wiesz, że czeka Cię poważna rozmowa z teściową, której chcesz zabronić kupowania cukierków swoim dzieciom - przygotuj sobie tą sytuację w głowie. Bądź świadoma, co chcesz osiągnąć i jaka może być reakcja drugiej strony.

 

ZMIEŃ PERSPEKTYWĘ

To jest coś, co stosowałam nieświadomie już w wieku nastoletnim. Zawsze miałam w głowie coś takiego, że problem jest tylko w mojej głowie i jeśli nie postrzegam go w kategorii problemów - to on nie istnieje. Spróbuj na każdą sytuację w życiu spojrzeć inaczej, zmienić perspektywę. Do jednej i tej samej sytuacji, różni ludzie mogą mieć różne podejścia - podejście z lękiem, strachem, często wynika z osobistych przeżyć i doświadczeń, a nie tyczy się stricte DANEJ sytuacji. Nasze reakcje to nasze uprzedzenia, nasze doświadczenia. Spróbuj zawsze szukać lepszych stron i spojrzeć na problem bardziej łaskawie. Wyciągnij z niego coś dobrego. Gwarantuję, że problem stanie się wtedy mniej przerażający. Przykład... śmierć dziadka jakiś czas temu, była dla nas bolesnym doświadczeniem. Ale jego odejście popchnęło mnie do poprawienia relacji z tymi, z którymi się ostatnio oddaliłam. Jego odejście sprawiło, że jeszcze bardziej zechciałam żyć każdym dniem tu i teraz. Tymczasem rozstania jakie przeżywałam w swoim związku - za każdym razem były dla mnie z początku katastrofą, a później siadałam i myślałam... czego mnie to może nauczyć? Co dobrego mogę z tego wyciągnąć?

 

POTRAKTUJ EMOCJE ( również te pozytywne) JAKO WAŻNĄ INFORMACJĘ

Emocje zawsze są w odpowiedzi na bodziec, który ma dla nas ZNACZENIE. Jeżeli jest znaczący, niesie dla nas jakąś informację. Jeśli takie informacje będziemy ignorować - w naszym życiu nie będą zachodzić żadne zmiany. Zastanów się: dlaczego tak a nie inaczej reagujesz na taką sytuację? Dlaczego dana sytuacja wywołuje w Tobie takie a nie inne uczucie? Pamiętaj, że ignorowanie informacji = brak zmian w życiu. Niech emocje będą Twoją motywacją do działania. Traktuj emocje jako rodzaj potrzebnych bodźców, dzięki którym możemy daną sytuację przejść, wynieść z niej coś.

 

POZWÓL EMOCJOM ISTNIEĆ

Jeśli damy emocjom możliwość istnienia, to one miną szybciej niż wtedy, gdy na siłę z nimi walczymy. Oczywiście nie jest to przyzwolenie nie istnienie negatywnych emocji w nieskończoność - pamiętajmy, że PRZEDŁUŻONY SMUTEK powoduje marazm - jest informacją, żeby dostrzec, że coś jest nie tak.

 

BÓL = SYGNAŁ

Ból to sygnał, że dzieje się coś złego. Ból powinien być przez nas traktowany jako sygnał, by się sobą zająć.

 

NIE TŁUM EMOCJI

Tłumienie emocji to bardzo szkodliwa i mało skuteczna strategia. Tłumione emocje nie znikają, tylko kumulują się w nas, by raz na jakiś czas wybuchać ze zwielokrotnioną siłą. To takie nasze nieprzepracowane problemy. Pamiętajmy też o ważnej rzeczy - emocje negatywne są silniejsze. To co budzi w nas emocje negatywne wpływa na nas dużo mocniej niż emocje pozytywne. I to jest zupełnie normalne.

 

Oczywiście temat problemów i negatywnych emocji to temat rzeka. Jedną sprawą jest radzenie sobie samemu, drugą pomoc specjalistyczna taka jak psychoterapia, która pomaga nam uporać się z powracającymi problemami, schematami, które wpadamy. Ktoś może powiedzieć, że to co opisałam to jest za mało, to jest nic. A ja powiem Wam, że to wcale nie jest mało. Rzeczy, które pozornie brzmią łatwo i oczywiście, najczęściej są bardzo trudne w realizacji, ale możliwe - i co najważniejsze bardzo skuteczne. Umiejętność odwracania perspektywy, wyciągania z problemów czegoś dobrego - praktykowanie tego uczy nas konsekwencji w myśleniu. Jeśli podejdziesz do zmiany myślenia na lepsze, to serio, z czasem zobaczysz jak zmienia się Twoje życie, jaką gromadzisz w sobie siłę do przetrwania najgorszych burz w życiu. Warto się nad sobą pochylić i starać się zmieniać swoje podejście do życia i myślenia. Naprawdę można żyć piękniej i spokojniej niż Ci się wydaje. Nie ty jeden/jedna masz problemy na tym świecie, ale za to milion osób takich jak Ty potrafi żyć radośnie mimo większych tragedii. Nie licz na życie bez problemów, bo takie nie istnieją. Mamy je wszyscy - mniejsze, większe. Sztuka jest umieć zarządzać sobą tak, by problemom stawiać czoła, a nie dawać się zgnieść pod ich ciężarem. Przecież nie jesteś byle robaczkiem, który ginie niezauważony pod podeszwą buta. Jesteś człowiekiem. I jesteś silniejszy niż Ci się wydaje.

Styczeń zawsze był dla mnie miesiącem snucia planów, podsumowań, motywacji do dalszych działań. W tym roku nie mam na to aż takiego ciśnienia. Delektuję się stanem: jest dobrze jak jest - i zbytnio już nie planuję, tylko czerpię z każdego dnia i czekam na to, co przyniesie kolejny.

Ale pomyślałam sobie, że fajnie byłoby stawiać sobie co miesiąc takie małe zadania, a może też nawyki nad którymi chcielibyśmy popracować. Żyć z dnia na dzień pełnią życia, a przy tym mieć swoją prywatną listę z rzeczami, które wpłyną pozytywnie na nasz nastrój czy rozwój. Pomyślałam sobie, że byłoby super wydrukować taką listę i powiesić ją sobie przed oczami - w centralnym punkcie, który mam przed sobą podczas pracy przed kompem. Nie wiem co z tego wyjdzie - zapewne powiem Wam pod koniec stycznia. Nie będzie to lista MUST, a ja nie będę się ścigać z samą sobą, by odhaczyć jak najwięcej punktów. To nie jest żaden wyścig ani sprawdzian. Raczej przypomnienie o tym, co jest dla nas dobre i czemu warto poświęcić swój czas.

Pomyślałam, że dobrze byłoby się z Wami podzielić tym, co takiego sobie zaplanowałam. Być może jakieś moje punkty sprawią, że pomyślicie: kurcze! Też powinnam się za to wziąć - i rzeczywiście się za to weźmiecie? :) Słowo pisane ma większą moc, niż takie rzucone pod nosem czy w głowie. To jak? Spróbujemy?

 

Rzeczy, które chcę zrobić w styczniu:

 

Iść na badania, których nie można zrobić na NFZ 

Głównie te w kierunku insulinooporności i pasożytów - mocno zaniedbałam ten temat przez ostatnie miesiące, w których nie marzyłam o niczym innym jak o świętym spokoju ;) Jak już spokój miałam, to ograniczał mnie portfel i tak... non stop coś. Ale wymówek jest szukać łatwo i ... wygodnie. W styczniu muszę iść! Zrobię to!

Kupić albumy dla Polci i wywołać jej zdjęcia od samych narodzin

Dziadkom, babciom robię fotoksiążki ze zdjęciami Poli non stop. A mi albo Poli? Nie zrobiłam ŻADNEJ. Wszystko jest na komputerze, a wizja ponownego utracenia sprawia, że robi mi się niedobrze. W styczniu mam zamiar kupić kilka albumów, wywołać zdjęcia i dać Polci na jej urodziny w lutym. A ja dla samej siebie... jeszcze kiedyś zrobię :P

 

Znaleźć fachowca, który naprawi ścianę w salonie

Kolejny temat, który byłby zrobiony już dawno gdyby nie kasa. Ale ogarnę to. A w lutym etap 2 czyli tapeta. Wiadomo, nie wszystko od razu :P

Trenować min. 2 razy w tygodniu 

Skalpel albo turbo spalanie. Opcjonalnie cardio na siłowni, czyli jakieś 10 km na orbitreku.

 

Więcej eksperymentować z kuchnią roślinną

Coraz rzadziej jem mięso i wcale mi go jakoś wielce nie brakuje. Przepadłam z książką Jadłonomi a po kuskusie z kalafiora nabrałam ochoty na więcej. Co prawda przy hashi, dieta całkowicie roślinna wskazana nie jest - ale spokojnie. Nigdy nie zrezygnuję z sushi i krewetek. No i ukochany tatar... to jest miłość, której nie zabije nic :P

 

Stworzyć min. 8 postów na bloga

Kiedyś to było u mnie minimum, obecnie jest dobrze jak uda mi się opublikować chociaż 6 postów. Trochę to wina tego, że najwięcej przekazuję wszystkiego na InstaStories, a trochę tego, że mała aktywność czytelników na blogu, jakoś mnie demotywuje. Chciałabym jednak odnaleźć w sobie kreatywność, która pozwoli mi na stworzenie naprawdę fajnego materiału.

 

Zrobić badanie cefalometryczne i umówić się na konsultację do ortodonty

Kolejny temat, za którym stoi kasa. Nie założę jednak aparatu, póki nie zrobię tych dwóch rzeczy. No muszę!

 

Przeczytać min. 3 książki 

I tym razem odstawię chyba na bok książki o tematyce rozwoju osobistego. Muszę trochę od tego odpocząć. W styczniu postawię na jakąś dobrą powieść i na pewno książkę o medytacji.

 

 

Pójść na lodowisko 

Lata nie jeździłam na łyżwach, ale mam wielką chęć zaliczyć lodowisko w tym sezonie. Zarówno te wielkie na stadionie jak i to mniejsze, ale klimatyczne na Starym Mieście.

 

 Stworzyć mapę marzeń

Tym akcentem chcę wejść w Nowy Rok. Stworzyć mapę, na której będzie wszystko to o czym myślę, marzę, co chcę mieć, co chcę czuć... Oprawię ją chyba nawet w jakąś ramę i powieszę nad biurkiem. A co!

 

Codziennie robić jedną lekcję j.angielskiego 

Bo jak się zapewne domyślacie, mój zapał skończył się na 3 lekcji, a potem ciągle odkładałam to na później. Mam fajną książkę z płytą, która ma na celu nauczanie języka, ludzi takich jak ja: wiecznie początkujących. Ja akurat angielski miałam opanowany naprawdę dobrze, do czasu kiedy urodziłam i przestałam go używać. Sporo się jednak zapomina, jak się nie praktykuje :)

 

Popracować nad regularnością spożywania suplementów 

Zarówno tych, których potrzebuję w chorobie hashimoto ( żeby dostarczyć sobie wszystkich niezbędnych składników) jak i moich perełek z Natural Mojo (  żeby dbać o cerę od wewnątrz) - zwłaszcza dwóch nowości Aqua Splash i Pure Glow . Aqua Splash to połączenie wody kokosowej i kwasu hialuronowego. Nawilża skórę od środka. Pure Glow to z kolei kapsułki, które mają działanie antyoksydacyjne. To połączenie spiruliny, aceroli, młodej pszenicy i lucerny. Polecam jeść kiełki lucerny jako dodatek do sałatek, albo do kanapek. Lucerna ma pozytywny wpływ na skórę i wspomaga trawienie.

Na hasło MAMALA25 macie 25 % zniżki na cały asortyment w Natural Mojo :) Swoją drogą, cieszę się, że tak wiele z Was kupuje produkty NM z mojego polecenia. Z wielką radością organizuję rozdania, by zarazić Was miłością do ich produktów. To chyba jedyna firma, z którą współpracuję tak długo i cieszę się, że mogę być na bieżąco z ich nowościami :)

 

 

 

Codziennie się modlić i afirmować 

Zarówno rano i wieczorem. 15 minut przed snem i 15 minut po przebudzeniu. Rozmowa z Bogiem i afirmacje to coś co pozwala mi być spokojnym nawet wtedy, kiedy wali mi się świat. Czasem wpadam w jakiś chory pęd ( coraz rzadziej ) i kiedy przestaję to robić systematycznie, w mojej duszy zaczyna się tworzyć chaos. Bardzo tego nie lubię.

 

Każdego wieczoru spisywać rzeczy, za które jestem wdzięczna 

Do tej pory robiłam to tylko w głowie. Dopiero podczas kursu z Psychologii Pozytywnej, zaczęłam owe rzeczy spisywać na karteczkach. Rzeczywiście ma to większą moc.

 

Stworzyć Słoik Sukcesów 

Czytałam o tym już u kilku dziewczyn. Słoik, do którego wrzucamy karteczki, a na nich napisane nasze sukcesy - mniejsze lub większe, nieważne. Coś z czego jesteśmy dumni. Za każdym razem zapisujmy daną rzecz, wrzucajmy ją do słoika, a potem...  w chwilach słabości, otwórzmy i czytajmy... każdą po kolei. To świetne lekarstwo na chorobę zwaną: jestem do dupy.

 

Pewnie znalazłabym jeszcze milion różnych rzeczy, która powinnam lub chciałabym zrobić, ale nie chcę potem czuć jakiejś presji, albo dołka, bo tak wiele sobie założyłam, a prawie nic nie zrealizowałam. Mam nadzieję, że uda mi się w styczniu zrobić troszkę rzeczy dla swojego zdrowia i spokoju. Że znajdę trochę czasu na przyjemności i wezmę się za to, co od jakiegoś czasu leży na półce rzeczy zapomnianych w mojej głowie. Czy będę spisywać jakieś noworoczne postanowienia? Raczej nie. Odechciało mi się długoterminowych planów, bo moje życie jest za bardzo nieprzewidywalne. Wolę skupić się po prostu na życiu, co miesiąc skupiając się na wybranych, pojedynczych rzeczach. Mam jedynie nadzieję, że w 2019 roku, doprowadzę swoje zdrowie do ładu, naprawię to co zepsute. Mam po prostu nadzieję, że będę szczęśliwa i świadoma - każdego swojego oddechu, kroku i czynu :) I tego samego życzę również Wam!

Koniecznie dajcie znać, czy macie jakieś plany na styczeń, które chcielibyście zrealizować. Może mnie do czegoś natchniecie. Aha! No i życzę Wam super sylwestrowej zabawy - więcej śmiechu, mniej alkoholu. Więcej tańców, mniej petard :P

Poruszyłam dzisiaj na stories kwestię nadczłowieka. Bo wiecie - wstawiam te storki z budzikiem o 5:00, pokazuję jak cisnę 5 km w czasie gdy inni jeszcze śpią. Później dopieszczam chatę na błysk, w międzyczasie wymyślając trzy nowe projekty i plan na biznes.

Ci, którzy mnie dobrze znają i obserwują moje media, wiedzą, że umiem łapać balans. Że żeby tyrać, muszę odpowiednio dużo czasu spędzać w ciszy i spokoju - medytując, afirmując czy chociażby się modląc. Ale tak czy siak - moja codzienność to ciągle nowe cele i stały rozwój. Tak chcę póki co żyć. To jest PÓKI CO dla mnie dobre. Ale żadne z moich osiągnięć, nie stawia mnie w lepszym świetle. Mój pęd życia, moje ciśnienie na rozwój - nijak ma się to do tego, jakim jestem człowiekiem i jaka jest moja wartość. Nie jestem niezwykła i wyjątkowa - ok, dobrze tak o sobie sądzić, ale wiecie... bardziej w kwestii docenienia siebie, aniżeli poczucia, że jest się lepszym od innych.

TREND NA BYCIE NADCZŁOWIEKIEM

Trend na bycie nadczłowiekiem robi wiele dobrego - motywuje innych do zmian i sprawia, że podnosimy swoje ciężkie 4 litery i idziemy po swoje. Zmieniamy życia na lepsze. Ale z trendem jak to z trendem - sieje też dużo spustoszenia, spycha na dalszy plan to co jest inne i dalekie od tegoż właśnie trendu. Z jednej strony świat krzyczy: ZAPIERDALAJ! Idź po swoje! Z drugiej... ZWOLNIJ - otaczaj się #hygge rzeczami i żyj #slowlife koniecznie będąc przy tym #mindfullness. Śmieszkuję tutaj, ale całkiem świadomie - bo ja jestem i w 1 i w 2 grupie. Zapierdalam, ale też mocno stawiam na to, żeby się zatrzymywać i zachwycać. Żeby doceniać i być wdzięcznym. Chcę biegać w maratonach, ale też jednocześnie bardzo mocno lubię iść tip topem przez las i nie myśleć o niczym.

 

BYĆ ZWYCZAJNYM

Ale na świecie jest też grupa ludzi, którzy żyją sobie zupełnie "zwyczajnie". Nie stawiają sobie wielkich celów, czerpią radość jedynie z tych małych, ale ważnych rzeczy. Żyją sobie z dnia na dzień, mają spokojną, stabilną pracę. Wychowują dzieci, robią coś dla siebie - ale nie dla nich ciśnienie na nie wiadomo jaki rozwój. Nie dla nich wielkie przedsięwzięcia, projekty i generalnie hardkorowy zapierdol. Mają swoje zwyczajne, piękne życie - i liczy się jedynie to, że to życie jest DOBRE i że ludzie, którzy to życie wiodą - też są dobrzy.

 

BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM

Bo ostatecznie chyba to się w życiu liczy najbardziej - bycie dobrym człowiekiem. Myślę, że największą miarą naszej wartości nie są cele i ich wielkość. Nie są nimi nasze osiągnięcia. Nasza wartość pokazuje się w tym jak traktujemy siebie i innych ludzi. I nie musisz zdobyć Mount Everest, by być lepszy i bardziej wartościowy. Nie musisz być niezwykły. Możesz być zwyczajny. Ale warunek jest jeden : musisz być w tym zwyczajnym życiu tak szczerze i naprawdę szczęśliwy. Nie mówimy tutaj o zarzuceniu celów i marzeń w kontrze do kultu nadczłowieka, będąc jednocześnie sfrustrowanym, że życie nie daje nam czegoś więcej. Bo umówmy się - jeśli chcemy od życia czegoś więcej, no to nie ma innej opcji - trzeba zapierdalać. Z nieba nie spadnie, pod choinką też się magicznie nie pojawi. Ale jeśli do pełni szczęścia, trzeba Ci jedynie ciepłej kawy, uśmiechu bliskiego i jedzenia w lodówce - i nic ponad to - to zajebiście Ci zazdroszczę. Bo ja czasem jednak czuję się zmęczona i chciałabym żyć zwyczajnie, nie podejmując się coraz to bardziej stresujących projektów i wyzwań. Tylko koniec końców, okazuje się, że to jest to co właśnie pozwala mi żyć szczęśliwi. To jest moje paliwo, dzięki któremu jestem lepszym człowiekiem. Dlatego tak wygląda moje życie i taką drogę wybieram. Ty nie musisz. Twoja droga może wyglądać zupełnie inaczej.

KAŻDE ŻYCIE JEST INNE - I NA SWÓJ SPOSÓB WYJĄTKOWE

Jak żyć? Po swojemu. Po prostu. Tak żeby nam było dobrze. Możemy albo cisnąć do przodu jak szaleni, uczyć się pięciu języków, biegać w maratonach po Afryce, robić formę życia i budować imperium biznesu, w międzyczasie rodząc trójkę dzieci. A możesz wychodzić z domu, spijać kawkę w autobusie, popracować spokojnie kilka godzin, wrócić przeczytać dobrą książkę, przytulić męża, psa, dziecko - nevermind. Możesz żyć na milion różnych sposobów. Najważniejsze byśmy mieli świadomość i wiedzieli czego chcemy, jakie życie nam odpowiada. Nie ma jednej, złotej recepty dla wszystkich, nie ma jednego słusznego stylu życia. Nie ma co porównywać się z matką, która wstaje o 4 nad ranem i ciśnie na siłownię, a my to tacy do dupy jesteśmy i ledwo oko o 7 otwieramy. Ty i ta matka to dwie odrębne jednostki, dwa różne życia, różne pragnienia. Jeśli się z kimś porównujemy, jeśli czyjeś zachowania i osiągnięcia rodząc w nas frustracje, to wsłuchajmy się wgłąb siebie i zastanówmy się, czemu to budzi w nas takie emocje i co to o nas świadcz y - bo to nigdy nie dotyczy tej drugiej osoby.

Nie musisz być niezwykła. Nie musisz mieć na koncie nie wiadomo jakich osiągnięć. Staraj się być po prostu dobrym człowiekiem. Takim, który nie ocenia, nie krytykuje, który pomaga innym. Żyj na swoich własnych zasadach. Tak żebyś mogła spojrzeć w lustro i szczerze mogła sobie powiedzieć, że jest Ci ze sobą dobrze. Jeśli nie jest - testuj nowe rozwiązania, szukaj swojego własnego ja, działaj, próbuj nowych rzeczy. W końcu TO znajdziesz. Ale nie myśl sobie, że szczęście i poczucie niezwykłości dadzą Ci jedynie WIELKIE rzeczy i wyczyny. To są najczęściej drobnostki, małe rzeczy... Dąż do szczęścia, ale nie za wszelką cenę. Nie naśladuj krok w krok ścieżek innych ludzi - wydeptuj swoją własną, jedyną w swoim rodzaju. Niech działania innych ludzi - nadludzi, ludzi zwyczajnych, ludzi pomiędzy jednym a drugim - niech będą dla Ciebie jedynie inspiracją, z której możesz wyciągnąć coś dla siebie i przefiltrować to przez własne potrzeby. Niech cudze życia i działania nie będą wyznacznikiem jakości TWOJEGO życia.

I chyba tak trzeba żyć. Przynajmniej tak mi się teraz wydaje...

 

 

 

Jestem totalnie ciepłolubną dziewczyną, a zimę kocham jedynie wtedy kiedy wygląda jak ta na filmach - biała, pełna spadających płatków śniegu, z uśmiechniętymi ludźmi wkoło i świątecznym soundtrackiem w tle. Może się kiedyś takiej doczekam.

Póki co kolekcjonuję stosy herbat, odświeżam ciepłe koce, szukam w sklepach grubych skarpet i zaopatruję się w coraz większe ilości książek, które pozwolą mi jakoś przetrwać do wiosny. Tak. Książki to zdecydowanie magiczna sprawa. Niezależnie od pory roku i nastroju, to jedyne takie magiczne narzędzia, dzięki którym możesz po prostu zatopić się w lekturze i znaleźć się w innym świecie. Niezmiennie kocham zapach książek i choć jestem taka hop do przodu i w miarę na czasie z technologią, tak wciąż tradycyjny papier wygrywa dla mnie ze wszystkim.

Książki pozwalały mi na oderwanie się od tego co tu i teraz, już od najmłodszych lat. Byłam łącznikiem w bibliotece, a do domu przynosiłam stosy wypożyczonych książek, które czytałam w zawrotnym tempie. Dziś, mając lat 25, znów jestem w tej fazie. W fazie totalnego zanurzenia się w stronach książek. Od długiego czasu prym wiodły poradniki, książki o biznesie, o szczęśliwym życiu, o zdrowiu. W kąt rzuciłam opowieści, kryminały i romansidła. A dziś myślę, że może czas do nich wrócić?

Grudzień zaczął się pełną parą, a przede mną leży mały stosik, który mam zamiar ogarnąć do końca tego roku. Jedyne czego w sobie nie lubię to faktu, iż z totalnym spokojem do książki mogę zasiąść jedynie wtedy, kiedy wkoło cisza, spokój i... porządek. Najlepiej jeszcze jak praca zrobiona w 100%, wtedy mogę zanurzyć się w lekturze maksymalnie, bez poczucia, że mogłabym ten czas spożytkować inaczej. Ot, pieprzony perfekcjonizm. Wierzę jednak, że te święta spędzę na totalnym chillu, bez myślenia o pracy, bez myślenia o czymkolwiek - z książką w jednej ręce, herbatą w drugiej. Opatulona pod sam nos kocykiem.

A teraz podrzucam Wam moje najnowsze książkowe nabytki, które czekają na swoją kolej :)

 

A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA

Katarzynę Nosowską kocham. Za słowo, za twórczość, za mądrość, za siłę, za wytrwałość, za szczerość. Za całokształt. Miałam przyjemność podziwiać jej koncert kilka miesięcy temu w Łodzi, stojąc zaledwie kilka kroków od niej i doprawdy dziwię się, że na książkę skusiłam się dopiero teraz. Nosowska ma do świata mega dystans, a jej postrzeganie rzeczywistości jakoś tak zawsze wbija mi się w głowę. Czekam więc na święty spokój, co by z Kasią usiąść sam na sam, pośmiać się do stronic jej książki, a może i mi uda się do pewnych rzeczy nabrać dystansu... Kto wie.

 

 

 

JELITA WIEDZĄ LEPIEJ

Zwlekałam, zwlekałam, ale sobie obiecałam, że przed wiosną na pewno temat jelit ogarnę - chociaż w małym stopniu. Może to mało romantyczne i świąteczne, ale póki zajawka zdrowiem trwa, to mam zamiar to jeszcze trochę pociągnąć. O książce słyszałam wiele dobrych opinii i podobno napisana jest całkiem prosto i zrozumiale. Cóż - jeśli tak, do dla laika jelitowego takiego ja, będzie to lektura jak znalazł.

 

 

JADŁONOMIA KUCHNIA ROŚLINNA

Martę obserwuję w sieci już dłuższy czas. Co wstawi zdjęcie, to gdzieś tam cieknie mi ślinka, a najlepsze jest to, że przecież to kuchnia roślinna - żodnego mięcha! Żodnego! Muszę się Wam przyznać, że o ile sushi to moja miłość, to jak ostatnio zjadłam pierś z kurczaka, to było mi niedobrze do końca dnia. Baaardzo rzadko robię sobie ostatnio obiady mięsne - najczęściej są to ryże z warzywami i wierzcie mi, że kurczak zepsuł mi ostatnio cały efekt. Chciałabym baaardzo w swojej codziennej diecie mieć więcej roślin, ale przyznam, że jestem strasznie nudna z tymi swoimi kaszami, ryżami itp. Owszem, wciąż wychodzę z założenia, że w kuchni ma być prosto, smacznie i ... szybko i tanio haha :P Ale ciut urozmaicenia by się przydało. Wiecie, chodzi o nowe, świeże pomysły. Przejrzałam póki co książkę Marty tak na szybko, żeby znaleźć coś dla siebie i przygotować jeszcze na dniach - no i kocham Martę, bo wszystko jest łatwo dostępne, tanie, szybkie, zdrooowe. Nie żadne wymysły, a moje ukochane produkty takie jak cukinia, ciecierzyca, kalafior, soczewica. W tym tygodniu na pewno robię kuskus z kalafiora - czuję, że to będzie sztos! I w ogóle czuję, że ta książka zmieni moje podejście do kuchni i zrobi w moim życiu wiele dobrego!

 

 

21 LEKCJI NA XXI WIEK

Zżera mnie ciekawość. OGROMNA. Książka odpowiada na 21 najważniejszych pytań, przed którymi stanęła ludzkość. Podobno jest to książka, która otwiera oczy na świat. Pozwala zastanowić się nad teraźniejszością i przyszłością. Nie jest to błaga książką, z infantylnymi poradami: jak żyć? To książka odpowiadająca na wiele nurtujących nas pytań, dotyczących terroryzmu, ekologii, sztucznej inteligencji - wszystkiego tego, co nam zagraża, a co wg wielu jest nieuniknione. Jestem totalnie podekscytowana, zasiadam do książki jeszcze dzisiaj. To prawdziwa księga mądrości, ale wydaje mi się, że szybko pochłonę tych ponad 400 stron.

 

 

LUNCHBOX NA KAŻDY DZIEŃ

Szczerze Wam powiem, że do Nowego Roku przygotowuję się jak nigdy wcześniej. Przyszły rok będzie dla mnie rokiem ogromnych zmian, zwłaszcza w kwestii zdrowia. W 2019 roku stawiam na zdrowie i rozwój. Kiedy tylko wiosna zapuka do naszych drzwi, wyfrunę jak ptaszek, by znów biegać, skakać, zwiedzać Warszawę wzdłuż i wszerz. Zawsze niesamowicie wspominam letnie miesiące, kiedy to pomykam na siłownię i spacery ze swoimi pudełkami z jedzeniem. Nie raz miałam już wtopę, bo coś się szybko zepsuło, albo rozleciało totalnie, toteż tym razem przygotuję się z odpowiednią lekturą.

 

 

 

 

 

ROZMARYN I RÓŻE

 

Tutaj akurat przystąpiłam już do czytania z czego jestem niesamowicie zadowolona... Agnieszka już nie raz namieszała pozytywnie w moim życiu. Dzięki jej książkom, wprowadziłam w swoje życie naprawdę wiele zmian. Jej nowa książka to opowieść o podróży, spełnianiu marzeń, o wewnętrznym spokoju, które może w sobie odkryć każdy z nas. Agnieszka inspiruje mnie ogromnie i często w chwilach słabości jej słowa, podnoszą mnie na duchu. Ta książka sprawia, że człowiek czuje się otoczony ciepłem i spokojem, nawet jeśli wszystko inne wkoło, zdaje się być jednym wielkim chaosem...

 

 

RELAKSACYJNA METODA MIND CALM

 

Zdecydowanie muszę przysiąść do jej lektury i notatek. To czego pragnę od pewnego czasu, to poszerzenie swojej wiedzy w zakresie technik medytacyjnych, które wyciszają nasze ciało i umysł. Technika Mind Calm, pozwala m.in w pełni wykorzystać swój potencjał; uczy jak być tu i teraz ( nie do końca mi to jeszcze wychodzi). To co dla mnie istotne, to wpływ Mind Calm na umiejętność wybaczania i odpuszczania. Wydaje mi się, że nie do końca jeszcze to przerobiłam. Tak. Zdecydowanie muszę zacząć czytać tę książkę!

 

 

 

 

Trochę jeszcze książek w kolejce czeka - a tych ile chciałabym kupić ... to już nawet nie zliczę. Serio, mogłabym w księgarniach zostawiać całe swoje wypłaty. Trochę ratują mnie biblioteki, trochę promki w sklepach stacjonarnych. Z tego co widzę dwie opcje oszczędzenia na książkowych zakupach ma merlin.pl w ramach akcji Święta z Merlin, bo :

  • od 27 listopada do 19 grudnia macie bezpłatną dostawę każdego zamówienia do kiosku Ruchu
  • na zamówienia powyżej 49 zł, dostajecie 15 zł rabatu przy płatności masterpass.

Myślę, że warto skorzystać z tej promocji :)

Ja w tym roku marzę jedynie o świętym spokoju, ale nie pogardziłabym książką Dalajlamy, książkami o sztuce buddyjskiej no i dobra - niech będzie jeszcze jakaś dobra powieść. Ale takim top of the top to jest jednak zakup dobrej książki, wręcz biblii dotyczącej marketingu. Jeśli coś Wam w tym temacie świta, koniecznie podrzućcie tytuły!

Dajcie też znać, czy czytaliście cokolwiek z powyższych książek i powiedzcie jakie macie wrażenia :)

Do zobaczenia dobrzy ludzie!

Na wstępie podkreślę, że mam ten komfort, że nie muszę zrywać się o 5,6 czy 7 rano na równe nogi i pędzić do roboty. Mam ten komfort, że nie wracam z pracy po 22 i nie kładę się spać dnia następnego. Mam ten komfort, że mogę sobie wstać o 5 i pójść spać o 22. No i nie mam już małego dziecka, które budzi się 10 razy w nocy :P

Nie każdy go ma, dlatego nie każdy może sobie pozwolić na pobudki o 5 rano, żeby spędzić z samym sobą godzinę czy dwie. I przecież nie ma jednakowej recepty na cokolwiek dla wszystkich ludzi na świecie. Staram się na tym blogu, pokazywać Wam SWOJE własne metody, które możecie przefiltrować dowolnie przez swoje potrzeby i coś dobrego z nich wyciągnąć :)

Od długiego już czasu staram się praktykować wstawanie o 5 rano. Z różnym skutkiem, wiadomo. Nie wychodzi mi to na wyjazdach, nie wychodzi mi to kiedy mam chore dziecko w domu. A czasem nie chcę, żeby mi to wychodziło, bo nie jestem robotem i jak mam ochotę to pośpię sobie i do 9 ( zdarza mi się to tylko u rodziców, no ale... jednak się zdarza).

Po raz pierwszy odkryłam magiczne działanie wczesnego wstawania, kiedy byłam na diecie bezpszenicznej, o której pisałam we wpisie - Tydzień z dietą bez pszenicy - 2 kilogramy w dół i energia nie z tej ziemi ... . To było dwa lata temu. Wstawałam wtedy o 6 rano, co jak na mnie było wyczynem godnym podziwu. Wtedy nie afirmowałam, nie praktykowałam jogi i medytacji ( wow, teraz widzę, ile zmian zaprowadziłam w życiu przez ostatnie 2 lata !!! ) ; nie skupiałam się aż tak na tych wszystkich rzeczach, na których skupiam się teraz. Ale doświadczyłam wtedy, jak działa na mnie zdrowe jedzenie i wczesne pobudki. Sprzątałam, ogarniałam mieszkanie i siebie, szykowałam Polci rzeczy, a potem do wieczora intensywnie pracowałam.

W tym roku, zaczęłam praktykować pobudki o 5 rano i fakt - było to łatwiejsze latem, niż teraz, ale... i teraz jest to do zrobienia. Co takiego robię dla siebie, że potem bez problemu funkcjonuję cały dzień? Robię rzeczy, dzięki którym zaczynam dzień z czystą i spokojną głową, ale także naładowanym pozytywnie ciałem. A więc co takiego ta Mamala czaruje jak jej córa przewraca się dopiero na drugi boczek, hmm? :)

 

BUDZIK 5:00 - W INNYM POMIESZCZENIU

Stopniowo pozbywam się wszystkich sprzętów elektronicznych z sypialni. Telefon wynoszę na noc do salonu z dwóch powodów: brak promieniowania w nocy tuż obok głowy, albo nawet trochę dalej, ale wciąż w tym samym pomieszczeniu. Druga sprawa to taka, że jak już muszę wstać i iść do tego salonu, żeby ten budzik wyłączyć... to jakoś większe prawdopodobieństwo, że już nie wrócę do łóżka. Budzik dzwoniący tuż obok ucha, był zawsze na nieświadomce wyłączany.

KENYOKU - oczyszczająca sucha kąpiel

Trwa to zaledwie 2/3 minuty i polega na wykonywaniu ruchów jedynie rękoma. Taka technika ma na celu oczyszczenie naszego pola energetycznego z zanieczyszczeń, negatywnych odczuć i negatywnej energii.

 

MODLITWY I MEDYTACJA

Pierwszą rzeczą jest czas na duchowość. Moje ulubione modlitwy obecnie to Poranna Modlitwa Oddania z książki Agnieszki Maciąg, pt: Rozmaryn i Róże ; Modlitwa zawierzenia się Bogu, którą mam przyczepioną do kratki na swoim biurku i tradycyjnie Ojcze Nasz. Do tego dochodzi moja ulubiona forma kontaktu z Bogiem, czyli po prostu rozmowa z nim. Zwierzenie się, podziękowanie, prośby, podzielenie się wątpliwościami. Do tego dokładam swoje dwie ulubione medytacje: jedna dotycząca zabezpieczeń mentalnych, w której mówię o tym, że wybaczam sobie i innym, proszę o wrócenie mi mojej energii życiowej itp. Druga to medytacja wdzięczności, której autorem jest Mistrz ReiKi Walter Lubeck. EDIT: obecnie obowiązkowym punktem jest po prostu medytacja. Siadam, zamykam oczy i oddycham. O tym czym jest medytacja i jak zacząć, pisałam w artykule - Jak zacząć medytować?

 

 

 

AFIRMACJE

Potem jest czas na afirmacje. Zazwyczaj wybieram sobie dwie afirmacje, które pasują mi do danego dnia i nastroju i każdą jedną czytam i powtarzam przez ok. 5 minut. O tym czym są afirmacje i jak je stosować pisałam we wpisie: Afirmacje - czym są i jak je stosować? 

Obecnie mam w swoim biurze taką fajną kratkę na ścianę i przyczepiam sobie na niej swoje modlitwy i afirmacje, żeby mieć je ciągle na widoku. Super patent, bo im częściej spoglądamy na jakieś hasła, tym mocniej przenikają one do naszej podświadomości :)

 

 

Lista TO DO

Czasem spisuję ją tuż po przebudzeniu, przed jakąkolwiek inną aktywnością. Czasem dopiero po seansie "duchowości". Spisuję sobie na niej najważniejsze punkty jakie mam do zrealizowania danego dnia. Więcej o tworzeniu listy TO DO pisałam we wpisie: Dobra organizacja = lepsza jakość życia.

 

 

JOGA

Zazwyczaj wybieram krótką, 12 minutową sesję jogi Gosi Mostowskiej, czyli: Powitanie słońca - energetyczna joga na dobry poranek. Ćwiczę tylko i wyłącznie z Gosią. Cenię sobie jej profesjonalizm, wiedzę ale najbardziej niesamowite ciepło, które od niej bije. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że to właśnie Gosia przeprowadzi warsztaty jogi na moich Warsztatach Relaksacyjnych Soul Camp. 

 

Powyższe czynności zazwyczaj zajmują mi trochę ponad godzinę, czyli kończę je mniej więcej o 6:15. Wtedy mam jeszcze ok godziny z groszami na inne aktywności. Czasem jak czas mnie nagli, to zabieram się za sprzątanie, a czasem idę biegać. Robię wtedy około 5 kilometrów, żeby zdążyć wrócić na 7 i mieć jeszcze szansę się wykąpać i ogarnąć przed odprowadzeniem Poli do przedszkola. Patent z bieganiem jest o tyle dobry, że mam potem energię na cały dzień i nie muszę w trakcie pracy robić przerwy na trening. Jeśli więc idę biegać, to cały cenny czas dla siebie mam odhaczony na liście już o godzinie 7. Ale wiecie jak jest - jest coraz zimniej, o 6 rano jest ciemno jak w dupie - no nie zawsze chce się człowiekowi wyjść. Nie zawsze, ale jak już wyjdę i przebiegnę kilka metrów z dobrą nutą na słuchawkach, to samej sobie dziękuję za tak wielką odwagę :P

Jeśli nie bieganie i nie sprzątanie, to np. kąpiel + wizualizacja + relaksacyjna muzyka. O takim sposobie na łączenie przyjemnego z pożytecznym pisałam we wpisie: O sztuce łączenia przyjemnego z pożytecznym.  Jeśli nie to - to dobra książka i nie jakieś pranie mózgu, nie żadne ciężkie, motywacyjne kloce ( które uwielbiam) ale coś lekkiego i przyjemnego jak książki Agnieszki Maciąg. A czasem to po prostu chcę się wyspać i wstaję o 6 i robię "tylko" tą ponadgodzinną sesję dla siebie, bez treningu, kąpieli, książek itp. I to już jest bardzo dużo i wystarczająco. Ale czasem jest mi mało :) W końcu czym jest godzina, a nawet czym są dwie godziny dla samej siebie, kiedy doba ma ich aż 24?

 

 

Jakie więc mam korzyści z tak wczesnego wstawania i wykorzystywania dwóch godzin na swoje ciało i umysł?

  • lepsze samopoczucie
  • większy zapał do pracy
  • brak napadów głodu
  • brak ciągłego zmęczenia
  • większa cierpliwość do dziecka, bo nie mam w sobie frustracji, że nic dla siebie nie zrobiłam
  • lepsza organizacja pracy i czasu
  • bardziej pozytywne podejście do życia

A to już niesie za sobą cały szereg pozytywnych rzeczy. Lepsze kontakty z ludźmi, piękniejszy odbiór otaczającego nas świata, lepsze efekty w pracy... ogólnie rzecz biorąc - lepsze życie.

To jest mój sposób i moja recepta.  Na lepsze życie, lepszy nastrój, na szczęście. Każdy musi znaleźć na siebie sposób i szukać rozwiązań, które pomogą mu żyć lepiej i piękniej. Nie musisz od razu porywać się na 2 godziny czasu dla siebie i pobudki o 5. Możesz wstać chociaż pół godziny przed normalną porą pobudki i zrobić coś dla siebie - pomodlić się, posiedzieć w ciszy, wypić kawę czy herbatę i poczytać dobrą książkę - wybór należy do Ciebie. Czasem rydz jest lepszy niż nic, a w tym przypadku rydzem może być chociaż 15 minut. Sprawdzaj, testuj różne rozwiązania i w miarę możliwości ułóż sobie życie tak, żeby było chociaż ciut lepiej niż jest - jeśli oczywiście tego potrzebujesz i tego chcesz.

Pięknych poranków moi mili!

 

@alicjawegnerpl

Zajrzyj na mój Instagram i sprawdź, jak żyję, manifestuję oraz działam.
cartcrossmenuchevron-down linkedin facebook pinterest youtube rss twitter instagram facebook-blank rss-blank linkedin-blank pinterest youtube twitter instagram