Oczywiście najwięcej wiadomości dotyczy mojego hashimoto - i tego jak to możliwe, że nie jestem gruba ;) No to jest w sumie proste - żrę mniej :D Od dawna moje stany chorobowe nie są już dla mnie wymówką. Znam swój organizm i wiem, że muszę jeść po prostu mniej i muszę się więcej ruszać. Przypominam, że nie biorę lekarstw. W lipcu udało mi się ćwiczyć dość regularnie, choć niestety w drugiej połowie olałam trochę temat jedzenia - wakacje rządzą się swoimi prawami :D
Jeśli chodzi o aktywność fizyczną przy hashimoto, to zdecydowanie nie mogą być to katorżnicze treningi - będzie nas to doprowadzało jedynie do ciągłych stanów zapalnych. Najbardziej wskazane jest tutaj bieganie, pływanie czy delikatne treningi - ja w lipcu namiętnie ćwiczyłam skalpel Ewki, bo jest dość wolny ale dokładny i ładnie rzeźbi ciało. We wrześniu zamierzam wrócić na siłownię a co by się zmotywować bardziej, to wybieram się razem z koleżanką. Za niestawienie się na treningu będą kary - 20 zł :D A za piękne regularne chodzenie - sushi uczta na koniec miesiąca :P
Czasem jeśli nie biegam to ćwiczę skalpel 4 razy w tygodniu. Czasem zdarza się tydzień, że poćwiczę tylko raz. Nie ma reguły. Staram się jednak to robić, bo znacznie wpływa to na moje samopoczucie, energię, a co za tym idzie - na wszystkie płaszczyzny życia :)
Jeśli chodzi o jedzonko, to mam swoje preferencje, które wydawać by się mogły już nudne, ale co zrobię :D Nic :P

Szejki białkowe ratują mi tyłek zawsze, kiedy jestem głodna ale nie mam ochoty poświęcać na robienie jedzenia ani chwili. Pije je już trzeci rok - to nie tylko wygoda, ale też ( dla mnie) mega dobry smak. Dałam na spróbowanie szejki mojej mamie, siostrze, kilku znajomym - wszyscy się do nich przekonali. Trzeba tylko dobrać odpowiednią dla siebie konsystencję. Idealna dla mnie to 250 ml mleka roślinnego + dwie marki białka. Mało tego - wykorzystuję je też do innych rzeczy. Np. do owsianek na kefirze - mieszam kefir z odżywką waniliową i polewam owsiankę. Niebo w gębie! Albo mieszam kefir z odżywką i polewam naleśniki. Mówię Wam - obłęd!


Bardzo rzadko mam smak na napoje gazowane czy ogólnie słodkie np. soki. Kiedyś piłam tylko gazowane i kolorowe, ale jak widać można zmienić nawyki i przyzwyczajenia i to diametralnie :)
Ogólnie staram się jeść bardzo dużo warzyw. Jarmuż w koktajlach, sporo warzyw do obiadu, kolacji. Sałatki, zupy krem. Spora ilość kiełków + do tego np. słonecznik.
A co z rzeczami niezdrowymi? Lody, czekolady, batoniki? Słabość moja jest ogromna. I pozwalam sobie - nawet na pizzę czy chińskie żarło. Wiem jednak, że nie mogę przesadzić :) Im bardziej wkręcam się w aktywność fizyczną tym mniejszą mam na to wszystko niezdrowe ochotę. Wczoraj np. smak na słodkie zaspokoiłam batonikiem z Dobrej Kalorii, które kosztuje ok. 2 ziko i ma mega dobry, prosty, zdrowy skład. Swoją drogą - może chcielibyście, żebym zrobiła taki ranking FIT batonów i powiedziała Wam, które są warte zainteresowania, a które są FIT tylko z nazwy? Chodzi mi to po głowie od dłuższego czasu :)
Ale wracając do mojego ruchu i odżywiania i ogólnie - bycia w formie. W skrócie: dużo ruchu, odpowiednia ilość JAKOŚCIOWEGO SNU, regeneracja, medytacja, joga. Zdrowe jedzenie choć z miejscem na grzeszki typu pizza czy baton. Jem właściwie wszystko, serio. Staram się by dieta była dobrze zbilansowana, przeciw zapalna. Jeśli chce chudnąć - wtedy patrzę na to, żeby być na deficycie kalorycznym - możecie jeść co chcecie, ale jeśli będziecie spożywać zbyt dużo kalorii - będziecie tyć. Nie ma się więc co zasłaniać hashimoto, niedoczynnością czy innymi rzeczami. Jest przy tym ciężej ja to wiem - ale musicie po prostu zmienić styl życia na taki, by żyło Wam się lepiej. Nachodzi mnie taka prosta refleksja: chcesz coś zmienić w swoim życiu? Zmień coś w swoim życiu ;) Nie ma innej drogi. Nie ma zmian bez... zmian.
Próbujcie i eksperymentujcie - sprawdzajcie co działa na Was dobrze, a co wręcz przeciwnie. Poznajcie siebie, swoje ciało i swój organizm. Wyrzućcie ze swojego życia przyzwyczajenia, które dają Wam chwilę radości, ale na dłuższą metę są dla Was niezdrowe.
Weźcie swoje życie i zdrowie w swoje ręce! <3
Ja tak zrobiłam... :*
Pod okiem Michel’a, robiliśmy wielkanocne potrawy (w moim przypadku było to Ciasto 3bit, łatwe i pyszne - na herbatnikach - przepis bez pieczenia!) używając do tego sprzętu Kenwood Chef XL. Potem Michel pokazywał nam jak zrobić przepyszną perliczkę z pesto z groszku. Do tej pory przemiło wspominam to spotkanie. Mimo tego, że gotowanie to dla mnie zawsze najbardziej stresujące wyzwanie w mojej pracy - jednocześnie gotować, relacjonować, ogarniać kuchnię, robić zdjęcia - nie jest łatwo. Może byłoby łatwo, gdyby nikogo nie obchodził efekt końcowy, ale przecież jak już gotować dla innych - to tak, żeby im smakowało, a nie żeby nadawało się jedynie na kompost :P
Całkiem niedawno, nadeszła pora na drugą część kampanii Kenwood. Polegała ona na zapoznaniu się z robotem Kenwood już we własnym domowym zaciszu. Dostałam sprzęcior na kilka tygodni, w których mogłam go na spokojnie przetestować i za jego pomocą spróbować robić różne potrawy. I byłam sceptyczna, chciałam coś ugotować raz, pokazać Wam to i tyle. Mój F. totalnie zakochał się w tym sprzęcie i okazało się, że gotowaliśmy z nim praktycznie codziennie i ciężko nam go teraz odesłać :D Przede wszystkim zauroczyła nas funkcja wyrabiania ciasta, które rękoma wyrobić ciężej. Ciasto nie lubi ciepła, a wyrabiając je w dłoniach nie sposób tego ciepła wytworzyć. Trzeba wyrabiać je sprawnie i szybko. I w życiu nie wyrobiliśmy ciasta lepiej, niż zrobił to właśnie robot. Tak nam się ta funkcja spodobała, że co najmniej cztery razy robiliśmy leniwe, dwa razy pizzę, raz tartę i raz ... tagliatelle z bazyliowym pesto. No dobra, ja byłam tylko pomocnikiem, to F. jest u nas od gotowania :D No ale co do pesto... to właśnie to danie, totalnie podbiło nasze serca. A totalnie się tego nie spodziewałam :)
Zastanawiałam się jakie danie - które zrobię z pomocą sprzętu - będzie najlepsze do pokazania Wam. Ostatecznie padło właśnie na pesto - bo robot idealnie nadaje się do wyrobienia ciasta, a funkcja blendera - do zrobienia pesto.
Składniki na pesto:
Składniki na makaron:
Zanim przystąpimy do robienia pesto, za pomocą robota i szatkownicy - ścieramy parmezan.
Do przyrządzenia pesto używamy blendera. Liście bazylii myjemy i odrywamy ogonki. Wrzucamy do blendera czosnek i papryczkę w całości oraz umyte liście bazylii. Blendujemy. Dorzucamy starty parmezan i dolewamy oliwę - my dolewaliśmy na oko, aż widzieliśmy, że konsystencja jest odpowiednia. Blendujemy. Przekładamy pesto do słoiczka



Następnie zabieramy się za makaron :) Potrzebny nam będzie hak do wyrabiania ciasta. Do misy przesypujemy przesianą wcześniej mąkę. Dodajemy jajka i szczyptę soli. Wyrabiamy ciasto, aż zrobi się z niego kula. Wkładamy do lodówki na ok. 30 minut. Po wyjęciu z lodówki, ciasto rozwałkowujemy, podsypujemy mąką ( musi być suche). Tniemy na długie paski o szerokości ok. 0,5 cm. Makaron gotujemy ok. 5-10 minut. Czas zależy tak naprawdę od tego jaka porcja, jaka płyta grzewcza - musicie sami sprawdzić, kiedy makaron będzie już idealny do jedzenia.


I teraz bardzo ważne - do gorącego makaronu, dodajemy sos - nie na odwrót. Szybko mieszamy i nakładamy na talerze. Na koniec opruszamy grubo mielonym pieprzem, parmezanem i orzeszkami pini. Jedliśmy to we trójkę - była u nas Kasia z HappyFactory, która podczas gotowania robiła zdjęcia do tego wpisu. Usiedliśmy wszyscy przy stole i... odpłynęliśmy :P


Pesto wyszło obłędnie !!! Myślę, że to zasługa tego, że wszystko zrobiliśmy jak należy. Użyliśmy najwyższej jakości składników, nie kupowaliśmy żadnych zamienników. Zainwestowaliśmy w dobrą oliwę. Orzeszki pini też robią robotę, z tańszymi orzechami mogłoby to już smakować inaczej. No i ciasto... wyrobione przez robota. To zupełnie inna bajka. Makaron był przepyszny. I to obłędnie przepyszny :) Od razu jak zjadłam, wiedziałam, że to był dobry wybór i że będę na maksa szczęśliwa jeśli podzielę się z Wami przepisem na to cudo.
Ok, przyznaję. Byłam sceptyczna. Ale to tylko dlatego, że gotowanie mnie stresuje :D Moje gotowanie to warzywa wrzucone na patelnie grillową i ugotowanie kaszy w garnuszku. Nie do końca kumałam, po co wydawać tyle kasy na sprzęt, skoro to wszystko co on robi - można zrobić samemu. No i dopiero kiedy sobie zaczęłam go testować, odczułam różnicę i przede wszystkim zobaczyłam, jak taki sprzęt ogarnia to, czego ja robić nienawidzę. Kroić, siekać, wyrabiać, miksować, ścierać.
Kenwood Chef XL jest sprzętem dość dużym i ciężkim. Osobiście nie miałabym go póki co, gdzie przechowywać - a szkoda. Czy to jednak wada? Raczej nie. Nikt nie oczekuje przecież, że coś co ma w sobie tyle funkcji i nazywa się robotem - będzie wielkości jabłka ;) To, że jest ciężki to tylko i wyłącznie zaleta. Sprzęt podczas używania, stoi stabilnie na blacie, nie rusza się i nie przesuwa po powierzchni. Moc sprzętu - ogromna bo aż 1200 W. Może właśnie dlatego, wyrabianie ciasta ręką a robotem, to dwie zupełnie inne bajki i inny efekt końcowy.

Zalet jest ogrom. Duża, pojemna misa. Osłony przeciw chlapaniu. Regulacja prędkości. Wysoka jakość sprzętu. Robot jest sprzętem multi zadaniowym. Ogarnie za nas wiele kuchennych czynności i w dodatku - zrobi to lepiej. Marka Kenwood zdecydowanie stawia na jakość i funkcjonalność i to widać po ich urządzeniach. Mam nadzieję, że to nie jest ostatni raz, kiedy mam przyjemność korzystać z ich sprzętów.
Kiedy pokazywałam Wam robota na stories, odpisywałyście, że również taki posiadacie i nie wyobrażacie sobie bez niego życia. I wiecie co ja stwierdzam? Że póki czegoś nie mamy, to twierdzimy, że jest nam to niepotrzebne :D A jak już czegoś spróbujemy, to ciężko potem wrócić do rzeczywistości, w której tego nie ma. Cóż - ja z bólem serca, muszę do niej wrócić i pożegnać się z robotem, ale... to była fajna przygoda i cieszę się, że dzięki niej, mogę Wam teraz podrzucić przepis na obłędne pesto! Mam nadzieję, że spróbujecie zrobić je w domu - z robotem, lub bez :) Uściski!
















Jakiś czas temu w świetnej szkole gotowania dla dzieci Little Chef ( czyli idealnie dla mnie :D ), odbyły się warsztaty kulinarne Kenwood, które poprowadził sam Michel Moran - wyśmienity szef kuchni, przesympatyczny juror w programie MasterChef. Warsztaty były kameralne - 4 blogerki + 4 dziennikarki. Zostałyśmy połączone w pary blogerka-dziennikarka.
Miałam niezwykłą przyjemność po raz kolejny zobaczyć Marysię i Kubę z oczekujac.pl oraz poznałam się z Nieperfekcyjną Mamą i Leną z PrzepisyTradycyjne. W parach byłyśmy razem z świetnymi dziennikarkami: Karoliną (mamotoja), Wiktorią (Mamadu) , Natalią (eDziecko.pl) i Klaudią (Mjakmama24.pl).

Za pomocą robota planetarnego, w parach tworzyliśmy potrawy wielkanocne. Ja działałam w parze razem z Karoliną - postanowiłam pójść w klasyczne ciasto, które kocham czyli 3 bit. Idealnie się wstrzeliłam, bo jak się okazało, Michel uwielbiaaaaa słodkie, a już tym bardziej ciasta. Ciasto z marchewki to dla niego bardziej marchewka niż ciasto. Ale już 3 bit... to jest coś!
Oczywiście, zawsze mówiłam Wam, że kulinarnie to ja uzdolniona nie jestem. Lubię proste i szybkie przepisy, ale już przy bardziej skomplikowanych rzeczach, moje serce dostaje palpitacji. Toteż nie obyło się bez wpadek, typu: nie przestudziłyśmy budyniu i wszystko nam się zważyło :D No i trzeba było robić od nowa. Ale ostatecznie wszystko poszło po mojej myśli, a moje ciasto miało niezłe branie. Zatem podzielę się z Wami przepisem, a co!

3 bit to pyszne ciasto bez pieczenia, z herbatników, masy kajmakowej, budyniowej i bitej śmietany

Na początku na małym ogniu, mieszany sobie budynie z cukrem oraz połową szklanki zimnego mleko. To mleko, które nam zostanie trzeba zagotować, a następnie wlać na nie budynie - pamiętajcie by cały czas mieszać! Gotowy budyń należy porządnie przestudzić. Piszę porządnie, bo ja zrobiłam nieporządnie i mi się wszystko zważyło :D Mało miksujemy i dodajemy po jednej łyżce budyniu. Miksujemy tak długo, aż uzyskamy gładki krem. Śmietanę ubijamy z mascarpone i cukrem pudrem. Blachę wykładamy pergaminem i układamy pierwszą warstwę herbatników. Na to idzie masa kajmakowa, na to znów herbatniki. Następnie masa budyniowa i znów herbatniki. Na samą górę nakłądamy bitą śmietanę, a całość posypujemy startą czekoladą. Ciasto wkładamy do lodówki na min. godzinę :)
Po naszych kulinarnych trudach i bojach, przyszła pora na drugą część warsztatów, w której pozwoliliśmy gotować temu, który naprawdę się na tym zna :D Michel Moran - ambasador marki Kenwood, postanowił nauczyć nas przygotowywać... piersi perliczki! Jeny... jakie to było dobre! Dobre, to mało powiedziane. To było OBŁĘDNE !!! Niesamowite jest to, że wydawałoby się to takie trudne w przyrządzeniu, a jednak wcale takie trudne nie jest. Michel podkreślał, że w gotowaniu bardziej niż o recepturę, chodzi o sposoby przyrządzania, o różne kulinarne triki, o umiejętność traktowania mięsa, smażenie itp. Ajjj ! Muszę Wam pokazać ten przepis!


Składniki:
Sposób przygotowania:
Cebulę pokrój w ćwiartki i wrzuć do kostkarki robota planetarnego Kenwood (opcjonalnie pokrój w kostkę). W małym rondelku rozgrzej odrobinę oleju i wrzuć cebulę. Smaż ją powoli, a gdy zrobi się miękka (po około 10 minutach) dopraw octem, łyżeczką cukru, a na koniec
solą. Do ¾ wysokości rondla nalej wodę, mocno posól i zagotuj. Wrzuć groszek i gotuj 2 minuty od momentu zagotowania. Odlej i przepłucz zimną wodą. Wrzuć groszek do kielicha blendera i delikatnie zmiksuj na nieidealnie gładką masę. Przełóż groszek do rondelka, dodaj posiekaną miętę, całość podgrzej. Dodaj śmietanę, sól i pieprz. Umyj piersi perliczki i delikatnie je osusz. Odetnij polędwiczki- możesz je wykorzystać np. do sałatki. Przypraw mięso z obu stron sola i pieprzem. Na patelni rozgrzej odrobinę oleju, musi być mocno rozgrzana. Smaż mięso z obu stron aż będzie rumiane (w połowie smażenia dodaj odrobinę masła). Przełóż je do brytfanki/ naczynia żaroodpornego i wstaw do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni na około 15-20 minut. Marchewkę obierz i pokrój w cienkie poprzeczne plasterki. Odlej tłuszcz po smażeniu perliczki, podgrzej patelnię (tę samą, na której smażone było mięso!) i wrzuć marchewkę. Dodaj odrobinę wody, soli i cukru. Smaż powoli do momentu aż będzie miękka, ale delikatnie chrupiąca.
Pistacje włóż do młynka i zmiel na niezbyt drobne kawałki. Ułóż na talerzu piersi perliczki i udekoruj przygotowanymi wcześniej dodatkami. Posyp pistacjami.


Musicie mi uwierzyć na słowo - to było niebo w gębie! A najlepiej to spróbujcie zrobić to w domu i przekonajcie się sami. Michel w kuchni jest prawdziwym mistrzem, ale przede wszystkim każdy jego ruch i sposób w jaki mówi o gotowaniu pokazuje jak bardzo kocha to co robi.
Na koniec, wszyscy zasiedliśmy przy wielkanocnym stole, uraczyliśmy podniebienia perliczkami i obłędnym musem z zielonego groszku, a potem kosztowaliśmy potraw, które sami zrobiliśmy. Faszerowanych jajek, babki, ciasta i muffinków.
Było tak swojsko, kameralnie, sympatycznie. Michel Moran to równy gość, przy którym człowiek czuje się zupełnie swobodnie. Można sobie z nim pożartować, poprosić o kulinarną radę, podyskutować. No przemiły jest! Ten dzień na długo pozostanie w mojej pamięci...







Wpis powstał pod patronatem marki Kenwood, której z całego serca pragnę podziękować za możliwość wzięcia udziału w warsztatach. Zapraszam Was również nastronę YouKENCook, gdzie znajdziecie wiele innych, fajnych przepisów! Z kolei na oficjalnej stronie marki Kenwood możecie sprawdzić więcej informacji o robocie, dzięki któremu przyrządziliśmy te wszystkie wspaniałe potrawy :) Smacznego!
Tym razem słowo duchowość postanowiłam zamienić na rozwój. Bardziej mi to pasuje do celów, które chciałam tutaj opisać. Cele, to może zbyt dużo powiedziane. Takie plany traktuję raczej jako wskazówkę, coś co powala mi trzymać rytm i za często z niego nie wypadać. Od długiego już czasu mam dobrą passę - trzymam się wszystkiego systematycznie, nie mam wiecznych spadków nastroju i energii. Właściwie mogę śmiało powiedzieć, że moja "dobra zmiana" i postanowienia zamieniły się w styl życia. Do niczego się już raczej nie zmusza, ale... się pilnuję. Bo z natury to ja jednak jestem leniem. Dlatego niezmiernie się cieszę, że jestem obecnie tak zdyscyplinowana, że nawet jak mi się cholernie nie chce, to sobie mówię: musisz wstać i to zrobić. I wstaję i to robię. I zawsze, ale to zawsze okazuje się, że trudne było jedynie ruszenie dupy. Reszta to już pikuś.
Dzisiaj chciałabym Wam pokazać mój plan w 3 sferach: rozwoju, żywienia i treningów. Chciałabym zmieniać te plany co miesiąc, by każdego miesiąca skupiać się na czymś trochę bardziej, na czymś innym trochę mniej. Ostatnie miesiące były planami ogólnymi, spisanymi na blogu i poszło mi dobrze - no prawie. Nadal nie zrobiłam badań na IO, bo ta wizja porannych dwóch godzin na czczo w klinice mnie przeraża, ale ogarnę to. Sama się sobie dziwię, że tak zwlekam z czymś co dotyczy mojego zdrowia. Nikt nie jest idealny O.o Ale żeby już nie przynudzać - zobaczcie jak wygląda mój plan...
By udało mi się mieć na to siłę i energię, oczywiście będę starała się jak do tej pory - chodzić spać przed 22, wstawać przed 6, modlić się, afirmować i robić większość tych rzeczy, o których pisałam we wpisie: Wczesne poranki i czas dla siebie - moja recepta na udany dzień

W celu ułatwienia sobie zdrowego żywienia, postanowiłam wypisać sobie kilka propozycji na śniadania, przekąski, obiady i kolacje. Będę z nich wybierać to na co aktualnie mam ochotę, chyba, że wpadnę na coś totalnie innego, ale to takie moje hity jednak i faworyci :)
ŚNIADANIA:
PRZEKĄSKI ( DRUGIE ŚNIADANIE):


OBIADY:
KOLACJE:
No. Tradycyjnie ( wow, drugi raz w życiu :D ) drukuję sobie ten plan na kartce A4 i kładę sobie na biurku. Dzięki niemu będę miała jakiś punkt zaczepienia, którego będę starała się trzymać. Wiem po co to robię - dla samej siebie. I to powinna być największa motywacja. O samych siebie powinniśmy dbać najbardziej. Powinniśmy siebie kochać, dbać o siebie i traktować NAAAJLEPIEJ! Tylko wtedy możemy tak traktować innych i dać im prawdziwą, bezwarunkową miłość, która nie jest kosztem nas samych. Jeśli macie ochotę zobaczyć jaki był mój 1 plan, w którym był również aspekt duchowy, zapraszam Was na wpis: Mój plan na formę w 4 tygodnie . Obejmuje on plan duchowy, żywieniowy i treningowy. Może z niego też uda się Wam coś zaczerpnąć :)
Dobrego marca kochani!
Pamiętam, że kiedy wykryto u mnie chorobę, każdy endokrynolog kazał tylko brać leki - i tyle. Nikt nigdy nie powiedział mi, że to co jemy odgrywa w tej chorobie bardzo ważną rolę. Ba. Jedzenie odgrywa rolę w życiu każdego z nas - czy jesteśmy zdrowi czy nie. To dzięki dobremu żywieniu można wyjść z większości chorób, to dzięki dobremu jedzeniu, możemy przywrócić do naszego życia energię i równowagę.
Jesteś tym co jesz - dziś rozumiem to doskonale. Choć w moim przypadku oznaczałoby to chyba, że jestem pizzą :P Kolejną sprawą jest oczywiście fakt, że do zdrowia musimy mieć podejście holistyczne - leczyć cały organizm: ciało, ducha i umysł. Ale to już osobny temat. Pamiętajmy, że zdrowe jedzenie to jedno, ale jeśli nie zmienimy całego swojego stylu życia, nie uleczymy duszy i nie zajmiemy się poukładaniem wszystkiego w swojej głowie - to to jedzenie nie wiele zmieni.
Wiele osób zastanawia się, jak prawidłowo odżywiać się przy chorobie jaką jest hashimoto. No i jak prawie we wszystkim, odpowiedź brzmi: to zależy. Dieta powinna być przede wszystkim przeciwzapalna. Większość osób przy hashi, ma alergię na białko jaja kurzego, ale nie wszyscy. Tak samo z glutenem, mlekiem czy orzeszkami ziemnymi. Jak sprawdzić, co nam służy, a co nie? Przede wszystkim obserwować swój organizm. Na mnie źle działa pszenica, sosy na bazie śmietany. Jeśli nas stać, najlepszą opcją jest zrobienie sobie testów pokarmowych i to tego full pakietu, który pokaże nam wszystkie składniki jak nas uczulają i w jakim stopniu.
Dieta #stophashimoto od Juicy Jar , była przy mnie przez dwa tygodnie. Chciałam sprawdzić jak na mnie zadziała, jak będę się czuć, ale przede wszystkim chciałam zaczerpnąć inspiracji, by wiedzieć jakie potrawy mogę sobie przyrządzać przy mojej chorobie. Stop Hashimoto jest dietą terapeutyczną. Wykluczono w niej gluten, mleko i jego przetwory, cukier, drożdże, sezam, soję, orzeszki ziemne, gorczycę oraz alergogenne białko jaja. Ograniczone zostały warzywa krzyżowe, z wyjątkiem naturalnego prebiotyku jakim są kiszonki. Produkt używane w diecie Stop Hashimoto mają niskie IG i mają zwiększony udział tłuszczów zawierających kwasy tłuszczone nienasycone. W diecie jest odpowiednia podaż białka oraz żelaza, magnezu, selenu i cynku ( prawie wszystko to, co muszę suplementować). Dieta zaspokaja dzienne zapotrzebowanie w witaminę D, witaminy z grupy B, witaminę A,C,E.

I teraz bardzo ważna rzecz, jakiej dowiedziałam się od ekipy Juicy Jar, a o jakiej nie miałam pojęcia. Co prawda mnie to obecnie nie dotyczy, bo leków nie biorę, ale... jeśli przyjmujecie leki, to od wzięcia tabletki do pierwszego posiłku musi upłynąć jedna godzina! Jeśli robiliście inaczej, to może to być wyjaśnienie tego, dlaczego nie chudliście.
Posiłki jakie jadłam, starałam się Wam pokazywać na bieżąco. Podstawą przy niedoczynności tarczycy jest zwiększenie dziennej podaży białka do 80-100 gramów. Właściwie codziennie w 3 posiłkach występowało mięso - już wcześniej moja dietetyczka, kiedy usłyszała o pomyśle wykluczenia mięsa w mojej diecie, zapytała mnie, czy chcę zrobić sobie krzywdę ;) Dieta była bogata w kasze, ryże, kiszonki, pieczone ryby, pieczone warzywa, mięso, owoce. Nigdy, przenigdy, przy chorobie hashimoto, nie przechodźcie na dietę z ograniczonymi węglami. Kiedyś zrobiłam sobie czymś takim straszną krzywdę i przez miesiąc nie mogłam dojść do siebie. No i sprawa kaloryczności - często dziewczyny przy hashi ( i nie tylko ) wychodzą z założenia, że żeby chudnąć trzeba jeść jak najmniej. Decydują się na diety 1000 kcal, sądząc, że wtedy szybciej schudną. Tymczasem takie drastyczne ucinanie kalorii, działa wręcz odwrotnie - osłabia to nasz metabolizm i sprzyja to tyciu !!!

Ciekawą rzeczą przy hashimoto jest aktywność - jak się okazało musi owa aktywność występować, ale krótkie i intensywne wysiłki typu TBC czy ćwiczenia oporowe nie są już wskazane. Po takim wysiłku mięśnie bardzo długo się regenerują co doprowadza do stanów zapalnych. Hashimotki, które chcą zrzucić kilogramy, powinny połączyć odpowiednie żywienie z porannym wysiłkiem aerobowym np. marsz, bieganie czy pływanie - taki wysiłek jest skutecznym napędem dla metabolizmu i powoduje, że kilka godzin po nim nadal funkcjonujemy na podwyższonym zakresie spalania energii.
Wszystkie wskazówki jakie dostałam wraz z dietą Stop Hashimoto, wzięłam sobie do serca. Dużo piłam ( ok. 2,5 L dziennie), rano dużo maszerowałam, jadłam regularnie wszystkie posiłki oraz suplementowałam wapno. Czułam się naprawdę dobrze. Miałam energię, nie chodziłam spać przejedzona, ale... byłam zawsze najedzona. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do 1500 kcal, ale jak się okazało, posiłki zapewniały mi uczucie uczucie najedzenie w idealnym stopniu. Czułam się przede wszystkim lekko. Nie puchły mi nogi, nie miałam obrzęku na twarzy, budziłam się rześka i gotowa do działania :)
Czy dieta ma wpływ na nasze samopoczucie? Tak, ma ogromne. Pamiętajmy jednak, że żeby wszystko dobrze zadziałało musimy połączyć kilka czynników : odżywianie + styl życia + umysł + porządek w głowie + odpowiedni rytm dobowy. Wszystko może zdawać się na nic, jeśli będziemy kłaść się z telefonem i patrzeć się w niego przez 2 godziny i prawie przy nim zasypiać. Musimy starać się umieć pogodzić swoją pracę i obowiązki z naszym własnym, wewnętrznym rytmem. Eliminujmy to co nam szkodzi i wprowadzajmy do życia jak najwięcej czynników sprzyjających. U mnie to przede wszystkim zdrowe jedzenie, rozwój osobisty, brak elektroniki na 2 godziny przed snem, medytacja, afirmacje i wszystko to o czym ciągle Wam trąbię :P
Tak na koniec jeszcze... Pamiętajcie, że to w jaki sposób myślimy o chorobie sprawia, że albo boleśnie odczuwamy jej skutki, albo minimalizujemy jej objawy. Myśl o zdrowiu, nie o chorobie. Nie myśl o objawach, tylko o przywracaniu zdrowia. Odpowiednie podejście to podstawa. Wiem coś o tym!
Ściskam! :*





Od jakiegoś czasu, a konkretnie od kilku miesięcy, mocno ograniczyłam mięso. Nie z powodu żadnych idei, wielkiej miłości do zwierząt. To się stało tak po prostu. Moje ekspresowe obiady to zazwyczaj kasze, ryże + warzywa + mięso. Z czasem zaczęłam odkrywać, że wcale w tych kompozycjach nie brakuje mi mięsa. Wręcz przeciwnie - to wszystko smakuje mi dużo lepiej bez nich. Z mięsa nie zrezygnuję nigdy, bo po 1 - za bardzo kocham sushi, burgery, owoce morza i ... tatar. Po drugie - przy hashimoto dieta roślinna nie jest wskazana. Jem sobie więc sporadycznie mięso, ale otwieram się też na nowe. Postanowiłam jednego dnia, zrobić sobie dzień z totalnie roślinnym jadłospisem - żadnego mięsa, ale też żadnych jajek, mleka i innych produktów odzwierzęcych.
Jak poszło? Średnio. Mięsa mi nie brakowało wcale, ale jednak jajeczka od kury nie zastąpi mi żadne tofu. No i ogólnie, w mojej kuchni rządzi jednak trochę nabiał - jogurty jako podstawa do sosów, jajka jako podstawa do robienia placuszków/omletów. Jestem jednak zdania, że warto otwierać się na nowe, szukać inspiracji i zawsze filtrować to przez pryzmat swoich potrzeb. Doszłam też do wniosku, że najlepiej wychodzą i smakują mi moje własne połączenia - również zdrowe, smaczne, a w dodatku szybkie i takie "moje".
Roślinny jadłospis na cały dzień to cztery posiłki, z czego dwa pochodzą z książki "Jadłonomia", jeden to tradycyjnie shake, które zastępuje mi posiłek, a jeden to typowy, mamalowy obiadek czyli makaron + warzywka. Ciekawe czy cokolwiek z tego przypadnie Wam do gustu.
TOFUCZNICA

Przepis pochodzi z książki Jadłonomia
Składniki:
Dodatki ( opcjonalnie, wg smaku) - u mnie były to:
Na rozgrzaną patelnię z olejem wrzucamy rozkruszone tofu. Dusimy aż zacznie się rumienić. Dodajemy płatki drożdżowe, sól, kurkumę, pieprz. Wszystko mieszamy, wlewamy wodę i dusimy aż do jej odparowania, następnie jeszcze chwilę smażymy. Całość posypujemy szczypiorek i podajemy z ulubionym pieczywem, pomidorem itp.
SHAKE FIT COCO

Składniki ( najlepsza dla mnie proporcja to właśnie ta poniższa ) :
Wszystko wrzucamy do shakera i mieszamy ze sobą. Ja mam spokój z głodem na jakieś dwie godzinki po nim. Uwielbiam niezmiennie smak już od kilku lat. To ten czas w ciągu dni, w którym się czuję jakbym zasłużyła sobie na nagrodę. Baaardzo lubię, Taki shake zastępuje pełnowartościowy posiłek. Dla mnie to jest super, że nie muszę nic robić i mogę w minutę przygotować sobie coś co lubię, co mi służy i co mnie nasyci.
W dalszym ciągu na hasło MAMALA25 macie 25% zniżki na wszystko w Natural Mojo.
SPAGHETTI Z BROKUŁEM W SOSIE CYTRYNOWO-CUKINIOWYM

Składniki ( na 2 porcje ) :
Makaron gotujemy, raz na jakiś czas mieszając. Cukinię delikatnie podsmażamy, przyprawiamy wedle smaku ( u mnie sól i majeranek) , a po zdjęciu z patelni blendujemy z odrobiną soku z cytryny. Brokuł podgotowujemy, a następnie ugotowany brokuł mieszamy z sosem z cukinii i wrzucamy na patelnię z ugotowanym brokułem. Dorzucamy pomidorki koktajlowe pocięte na połówki, a całość delikatnie podsypujemy płatkami drożdżowymi. Jeszcze chwilę trzymamy na patelni i... gotowe :)
PLACUSZKI POROWE

Przepis pochodzi z książki Jadłonomia
Składniki:
Pory kroimy na połówki a następnie na półtalarki. Papryczkę drobno siekamy. Na patelnię z rozgrzanym olejem wrzucamy pory z papryczką, cukier i przyprawy. Dusimy na małym ogniu przez 15 minut. Siemię zalewamy wodą i odstawiamy na kilka minut. W misce mieszamy mleko z octem. W drugiej misce mieszamy mąkę, proszek do pieczenia, sól i sodę. Kiedy siemię nam spęcznieje, dodajemy je do mleka z octem i całość mieszamy trzepaczką. Następnie dodajemy suche składniki i mieszamy aż do momentu uzyskania gęstego ciasta. na koniec wrzucamy pory i wszystko delikatnie ze sobą mieszamy.
Na suchą patelnię wykładamy po łyżce ciasta. Placki smażymy po 2 minuty z każdej strony. Najlepiej jeść je z jakimś "mokrym" dodatkiem, sosem albo pesto.
Po roślinnym dniu wiem jedno: dieta całkowicie roślinna nie jest dla mnie. Bezmięsne potrawy przeważają w moim życiu, ale na niektóre z nich jest też specjalne miejsce w moim sercu i żołądku. Są rzeczy, których nie da się dla mnie odtworzyć i czymś zastąpić. Wiem natomiast, że kuchnia roślinna ma znacznie więcej smaków i ciekawych połączeń i zamierzam eksperymentować z nią dalej. Bo czemu nie? ;)
Jestem ciekawa jak jest u Was z tym tematem. Może macie jakieś roślinne przepisy, które są Waszymi ulubionymi? Koniecznie dzielcie się nimi w komentarzach. Czekam na Was i ściskam baaardzo mocno! :*
To dla mnie duże zaskoczenie a jednocześnie potwierdzenie tego, że idę w dobrym kierunku. Choć nadal nie wiem jak to możliwe, że JA, akurat JA mam was niby inspirować kulinarnie :P Toż to kilka lat temu byłoby dla mnie do pomyślenia. Wciąż czasem nie dowierzam, gdzie to moje blogowanie mnie zaprowadza - na przykład do kuchni haha! :D
Skoro już tak mocno siedzimy w temacie jedzonka, to chciałabym podzielić się dzisiaj z Wami tym co wsuwa moja Polcia. Generalnie nie mam jakiegoś fizia, że wszystko zawsze musi być w 100% zdrowe, eko, zero waste - ale zwracam na to uwagę. Kiedy kupuję rzeczy pakowane - patrzę na skład i nie kupię czegoś co ma milion substancji, których nawet nie znam. Oczywistą oczywistością jest, że jajka niespodzianki i lody nie podlegają pod zasadę czytania składu, bo to się po prostu je i to się kocha i nie można się to zniechęcać jakimkolwiek E, X czy XYZ - wiem, wiem, przeciwnicy cukru drżą teraz i dostają palpitacji, no ale cóż ja mogę na to poradzić. Jestem człowiekiem, który kocha jajka niespodzianki i lody ( i pizzę ) , a miłość trzeba przekazywać z pokolenia na pokolenia. To mój psi obowiązek :P
Ale tak już całkiem serio. Pola jest skłonna do jedzenia wielu rzeczy i różnych smaków, ale trzeba mieć do niej odpowiednie podejście i ją zachęcić. Nie wsuwa wszystkiego jak leci, ale próbuje, ocenia i dokonuje samodzielnie wyborów. W sklepie tłumaczę jej co jest zdrowe, co jest w miarę zdrowe, a co jest totalnie nie do przyjęcia i moja ręka tego nie tknie.
Często podpytujecie czym się ratujemy między głównymi posiłkami i co daję Polci do podjadania ( albo po prostu na 2 śniadanie, czy podwieczorek). Na początku nie widziałam sensu robienia wpisu na ten temat, ale teraz mam dla Was naprawdę kilka fajnych propozycji, które się u nas systematycznie pojawiają, więc mam nadzieję, że niektóre mamuśki sobie tutaj coś podpatrzą.
To jest zawsze bardzo szybka alternatywa dla batonów i innych słodkości. Nie trzeba tutaj żadnych sztucznych substancji słodzących itp. Jogurt naturalny zmieszany z kawałeczkami banana, jabłka i posypany na przykład odrobiną kakao. Delyszys - i jakie to zdrowe! Można oczywiście pobawić się bardziej i zrobić to na kształt deseru, który już Wam pokazywałam ---> Deser z jogurtem i owocami.

Ja sama w to nie wierzę, ale moje dziecko naprawdę to lubi. Ba - uwielbia! Może dlatego, że jarmuż zmiksowany z jabłkiem i bananem, nie zalatuje jakąś tam beznadziejną zieleniną, ale jest napraaaaaawdę smaczny.
Podbijają Wasze serca i wcale się nie dziwię, bo nie dosyć, że to zdrowe ( choć nie namawiam do wsunięcia całej keksówki :P ) to jeszcze to jest tak obłędnie doooobre, że robienie ich uzależnia! Robi się je w dziesięć minut, resztę robi za nas lodówka. Przepis na batoniki, macie we wpisie, w którym jest też super przepis na rybkę, sałateczkę i kanapeczki ---> Pstrąg na warzywach, orzechowe batoniki, kolorowe kanapki.
Tak, moje dziecko je parówki. Tak, przetestowałam ich milion zanim znalazłam takie, które naprawdę mają mega fajny skład, bo ich skład to... 100% mięsa z kurczaka !!! Nie ma w tych parówkach żadnych konserwantów, glutenu, laktozy. Nie ma w składzie glutaminianu monosodowego - a to jest naprawdę "popularny" dodatek w tego typu produktach. W składzie zobaczycie go pod nazwą E621 lub MSG także zwracajcie na to uwagę. Pytałyście kiedyś, gdzie można dostać dobre produkty z kurczaka dla dzieci - no więc Konspol polecam z ręką na sercu i nie mam tu na myśli tylko parówek. Na stories podpytujecie gdzie można dostać - praktycznie w każdym markecie, choć na 100% to Tesco, Auchan, E.Leclerc .


Nie wiem skąd ta miłość Poli do nich, ale panie w sklepie osiedlowym mają zawsze ubaw, jak Pola zamiast po batona sięga czasem właśnie po kabanosy :D To też taka forma przekąski, na maleńki głód i tutaj również stawiam na Konspol i raczej nie sięgam po inne. Swojego czasu F. kupował dla siebie i Poli różne kabanosy no i składy niestety pozostawiają wiele do życzenia. Te kabanosy to aż 135 g mięsa użytego do wyprodukowania 100 g produktu. Ogólnie wszystkie te produkty to seria Żarłaki, ale podejrzewam, że je dobrze znacie :)
Czyli tradycyjnie mleko wymieszane z nasionami chia, odstawione na noc do lodówki. Na drugi dzień, nakładamy na pudding kawałki ulubionych owoców.
Polcia uwielbia jak robię jej rureczki z szynki i sera, czyli kładę plaster sera na szynkę i zawijam w rulonik :D Czasem robię jej kilka takich, kładę na talerzyku i patrzę jak ze smakiem wsuwa wszystkie po kolei :D Można ruloniki zrobić też tak, że plaster sera smaruje się twarożkiem naturalnym do smarowania, na to nakłada szynkę i dopiero zawija - sama tak lubię :D Wędlina to polędwica z kurczaka i to również Konspol - jest w 95% z mięsa kurczaka. Nie ma tego całego syfu w składzie, o czym pisałam już przy parówkach.

Aaa to jeden z moich ulubionych posiłków :D Swoją drogą ostatnio tylko te bananowe omlety, a pora chyba zrobić pankejki dla odmiany! Dawno ich nie jadłyśmy. Przepis na nie znajdziecie TUTAJ.

Jak widzicie kręcimy się tutaj w temacie parówek, ale też dużej dawki owoców. Nie sprawdzają się u nas póki co warzywa pocięte w słupki i dipy, ale jeszcze znajdę na to sposób :) Omlety, pankejki, jogurty z owocami - to już wymaga ciut więcej czasu, ale nie mówimy tu o godzinach przy garach, a kilku/kilkunastu minutach. Kabanosy, parówki - to już opcja typowej przekąski, którą można zabrać w plecak, spakować do pudełka i zjeść gdziekolwiek. Oczywiście nie tylko jest to opcja na przekąskę, bo doskonale sprawdzają się też na ciepło np. do śniadań. Póki co, wymieniłam chyba to, co przewija się u nas najczęściej i najlepiej się sprawdza. Aczkolwiek... dopiero zaczynam się rozkręcać w tym kulinarnym światku, więc może niebawem podsunę Wam jeszcze kilka pomysłów.
Póki co - czekam na Wasze opcje, bo jakoś tak ostatnio fajnie wzajemnie się inspirujemy i to jest mega fajne! Dziękuję Wam :)
Tak też się stało, bo po pół roku dzikiego gotowania na jakiejś płycie z palnikiem, na którym wszystko gotuje się 10 razy dłużej, przeplatanego zamawianym żarciem - nowa kuchnia była dla mnie jak jedzenie dla bezdomnego O.o Rzuciłam się na nią jak wygłodniała lwica, a gotowanie jak nigdy wcześniej zaczęło sprawiać mi przyjemność :D Zaraz po montażu kuchni, wzięłam się za swoje zdrowie, za badania, za zdrowe żarcie, za ćwiczenia. Wszystko stopniowo, po kolei, ale obecnie jest już naprawdę dobrze i czuję się nareszcie jak świadomy tego co je człowiek. Oczywiście mam takie wrażenie, że im więcej wiem, tym wiem coraz mniej, bo nagle okazuje się, że ocean wiedzy jest nieskończenie głęboki O.o Ale przynajmniej pcha mnie to w kierunku ciągłego rozwoju i nieustannej chęci sięgania po więcej i więcej.
Nawyków żywieniowych zmieniłam już naprawdę sporo i chciałabym Wam dzisiaj pokazać kilka kozackich produktów, które mam w kuchni od naprawdę długiego czasu, stale ich używam i polecam je Wam z ręką na sercu. Zresztą - same widzicie na Stories co gotuję i jak, więc doskonale wiecie czego używam, a czego nie. Co prawda ja się dopiero rozkręcam, więc pewnie powstaną kiedyś kolejne części tego wpisu, ale póki co pokażę Wam te najważniejsze dla mnie produkty i co najważniejsze, nie są one jakieś wymyślne i wszystkie są łatwo dostępne.
To jest mój hit, niezmiennie od dwóch lat :) Ponad dwóch lat! Piję zawsze kiedy nie mam nic na drugą przekąskę i totalnie jara mnie fakt, że robi się to szybko, ale przede wszystkim, że mi to smakuje. Shake zastępuje nam jeden, pełnowartościowy posiłek. Można wypijać dwa dziennie, ale dla mnie jeden na dzień to max. Nie lubię dwa razy pić/jeść tej samej rzeczy w ciągu doby. Najlepsze dla mnie smaki to niezmiennie Vanilla i Coco. Na hasło MAMALA25 macie 25 % zniżki, a dziś mam dla Was specjalny kooood, który daje Wam aż 40 % zniżki na cały asortyment w Natural Mojo !!! Dod rabatowy MAMALA40 będzie działał do końca tygodnia czyli do końca dnia 23.09 - enjoyyyy!

No bo jak mogłyby bez nich powstać moje fit omlety ?! No nie mogłyby! Kupuję różne, nie mam jakiegoś swojego number one, w końcu to tylko płatki. Mój ostatni ich zakup, był w markecie Auchan, w dziale ze zdrową żywnością. But still - płatki jak płatki, omlet smakuje tak samo. No ale nieważne jakiej firmy, ten produkt musi w mojej kuchni być ZAWSZE. Prócz omletów dodaję go do deserów np. takich jak deser z jogurtem i owocami albo robię z nich owsianki :)

Nooo... to właśnie z tą kaszą robię swoje najbardziej zajebiste obiady! Jak widać lubię to co szybkie, a i ta kasza taka jest. Oszem, na hasło "gotowa mieszanka" niektórzy dostają palpitacji serca, ale ja nie sugeruję się hasłami, a składem, a w tej mieszance nie mamy nic innego prócz pęczaku jęczmiennego, kaszy bulgur i zielonej soczewicy. Wszystko to, połączne jest w takiej torebce jak do ryżu i nie mam tam dodanego niczego więcej. Przyprawiamy sami, wedle własnego uznania. Moje najlepsze obiady to właśnie ta kasza, którą gotuję w garnku i to co sobie zgrilluję na patelni, czyli najczęściej cukinia, ewentualnie kurczak ( ostatnio praktycznie wcale ! ) lub jakieś pieczarki. Wszystko mieszam, często dodaję też coś surowego zielonego, np. rukolę. I taki obiad w 10 minut, maksymalnie pieści moje podniebienie. Nie trzeba stać godzinami przy milionie garów, bo tego akurat nieeenawidzę.

No bo jakże bez nich, robiłam swoje puddingi z chia?! No jak? Mam też w planach zrobienie zdrowej wersji ptasiego mleczka, właśnie z nasionami chia i zobaczymy jak wyjdzie :)

Stosuję od około miesiąca. Kapsułki Belly Love zawierają w sobie ponad 10 mld aktywnych, pożytecznych bakterii. Dbają o naszą florę jelitową, dostarczają bakterie i co dla niektórych ważne - są wegańskie :) Oczywiście na ten produkt jak i na każdy też macie zniżkę, którą podałam na górze wpisu.

Źle reaguję na produkty pszeniczne dlatego dłuuugo szukałam makaronu, który będzie miał satysfakcjonujący dla mnie skład. W biedrze znalazłam dwa makarony spaghetti - jeden ze 100% ciecierzycy, drugi z fasoli ( jest czarny ). Tego drugiego nie jadłam, ale ten z ciecierzycy jem ostatnio ciągle. Gotuję makaron, na patelni smażę groszek cukrowy, cukinię i pieczarki, dodaję jogurt i wszystko mieszam na patelni razem z makaronem. Delyszys! Pierwsze podejście do makaronu zrobiłam robiąc klasyczne bolognese. Na początku próbując samego makaron, dało się wyczuć różnicę - makaron jest bardziej taki " papkowaty" co jest w sumie charakterystyczne dla ciecierzycy w takiej postaci. Na początku myślałam, że nie będzie mi smakował, ale tak jak i w kwestii zdrowych batonów, okazało się, że trzeba po prostu przyzwyczaić kubki smakowe. Po kilku kęsach oswoiłam się już ze smakiem, a teraz zajadam się jak szalona, właściwie co drugi dzień :)
Też kupiłam go w jakimś z marketów. Czystek ma działania detoksykacyjne. Picie go każdego dnia może być dla wielu zbawienne i przynieść wiele korzyści. Przede wszystkim ma wysoką zawartość przeciwutleniaczy, co sprawia, że jesteśmy mniej podatni na na stany zapalne a także na przeziębienia. Zawiera też polifenole, który zapobiegają rozwojowi miażdżycy. Mówi się też o właściwościach antyalergicznych.
Ja piję czystek 1 x dziennie, po śniadaniu. Warto wspomnieć o tym, że picie czystka nie niesie ze sobą żadnych niepożądanych skutków.

I te pe, i te de :P Takie rzeczy mam w kuchni zawsze, a braki na bieżąco uzupełniam. Pestki dyni czy słonecznika to idealny dodatek do zup krem, do sałatek. Orzechy, migdały - te nadają się zarówno do deserów, jak i do batonów ( tutaj macie sztos przepis !!! ). No nie wyobrażam sobie czegoś z tego nie mieć :D
No must have. Robię z niej naleśniki i racuchy, ale mam jeszcze sporo przepisów w zanadrzu, do których będę mogła ją wykorzystać. Dla mnie to póki co najlepsza mąka i najbardziej mi smakuje. Robiąc naleśniki czy racuchy nie dodaję żadnych substancji słodzących: cukru, ksylitolu itp. Ale to już chyba kwestia przyzwyczajenia kubków smakowych o czym wcześniej pisałam :)
Podstawa moich koktajli z jarmużu, banana i jabłka. Nie dodaję do nich niczego więcej. Ach wybaczcie! Odrobinę wody, żeby nie było aż tak bardzo gęste i dało się normalnie wypić :)
To takie podstawy. Nie gotuję skomplikowanych rzeczy. Zawsze podkreślam Wam, że gotuję w taki sposób, żeby było smacznie, ale meeega szybko i łatwo. Nie lubię babrania się, stania, wyczekiwania, mieszania.
To co w mojej lodówce musi być zawsze to oczywiście mleko, jogurty naturalne, jajka, olej no i zawsze jakieś warzywa, bo to podstawa w codziennym jadłospisie. Niestety większość z nas, je ich zdecydowanie za mało. No i jest coś, czego kupować nie muszę, bo mam zawsze pod ręką - WODA. Z kranu :) Nie widzę sensu kupowania plastikowych butelek, jeśli z kranu płynie bardzo dobra, czysta woda. Wiem, że nie wszędzie taka płynie, ale u mnie tak. Oszczędność kasy + ratowanie planety przed zalewającym nas zewsząd plastikiem. Pracuję ostatnio przy stole w kuchni, więc po wodę sięgam praktycznie non stop. Spokojnie wypijam jej jakieś 3 litry dziennie, a kiedyś nie piłam nawet łyka. Moja mama swego czasu cierpiała na okropne bóle głowy i ja tak długo jej tą głowę suszyłam, żeby pilnowała się z piciem, że wreszcie zaczęła, a wraz z tą zmianą, ból głowy odszedł na dobre. Pomyślcie o tym! Nie powinniśmy w ogóle dopuszczać do uczucia pragnienia, bo to już pierwsza faza odwodnienia organizmu, pamiętajcie !!!
No! To by było chyba na tyle :) Dopiero się kulinarnie rozkręcam, więc pewnie kiedyś trzeba będzie rozbudować ten wpis, ale póki co nie ma takiej potrzeby i w sumie może i lepiej. Byłabym wdzięczna gdybyście w komentarzach podsyłali mi jakieś fajne zdrowe produkty, co bym sobie to wszystko obadała i może nawet coś z tego kupiła i przetestowała. Dajcie też znać, czy coś z powyższych rzeczy przewija się również na Waszych kuchennych półkach. A ja póki co, spadam do pracy - uściski!
A ja Wam dzisiaj powiem, że niesamowitą siłą jest InstaStories - człowiek zadaje pytanie, prosi o radę i przy dobrej oglądalności, ma wręcz 100% pewność, że ktoś podsunie radę, która nam na pewno pomoże. Mam tak ZAWSZE! Wy dziewczyny, jesteście po prostu niezastąpione :D Jesteście lepsze niż google, szybsze i bardziej skuteczne. Najpierw chciałam stworzyć ten wpis taka sama z siebie, a potem myślę sobie: czy nie lepiej spisać tutaj sposoby, które sprawdzają się nie tylko u mnie? Bo przecież każdy ma inny sposób na siebie i lepiej to wszystko spisać w jedną całość - tak, żeby potencjalny zainteresowany mógł wybrać coś dla siebie. Wasz odzew na mają prośbę był mega duży i ogromnie Wam za to dziękuję. Ten wpis napisałyśmy MY WSZYSTKIE. I bardzo mi się to podoba :)
Zanim przejdziemy do domowych sposobów na walkę z przeziębieniem, trzeba przede wszystkim zwrócić uwagę na istotną rzecz: czy walczymy z przeziębieniem, czy grypą? Te dwie rzeczy często są ze sobą mylone. Jedni będą chorować na grypę, myśląc, że to cholerne przeziębienie, inni się przeziębią i stwierdzą, że ich życie dobiega końca :P Ta pierwsza grupa, to najczęściej my - silne kobiety. Ta druga - wiadomo - faceci :P Ale do brzegu.
Przede wszystkim przeziębieniu w przeciwieństwie do grypy, nigdy nie towarzyszy ZNACZNE wyczerpanie. Gorączka i i bóle głowy również występują bardzo rzadko, z kolei przy grypie - często. Grypę ja osobiście rozpoznaję po bólach mięśni - przy przeziębieniu są one niewielkie, ale przy grypie są bardzo nasilone i mocno odczuwalne. Wykres z różnicami między przeziębieniem, a grypą, a także z etapami przeziębienia i sposobami na walkę z nim znajdziecie w poradniku opracowanym z dr n. med. Piotrem Jędrusikiem —> Przeziębienie i grypa.
Tymczasem przejdźmy do Waszych wiadomości, czyli...
Oczywiście musimy do tego dodać rozgrzewające posiłki, ciepłą odzież i bardzo, ale to bardzo dużo odpoczynku. Organizm musi się "wyleżeć" i zregenerować. Wiem, że to dla takich osób jak ja istna męka, ale jak to napisała jedna z moich czytelniczek, można nadrobić ulubione seriale i fajne filmy, więc... :P
Google podaje mi też hasło: wódka, ale radzę jednak wybrać coś z powyższych propozycji :D
Jak widać ile osób, tyle sposobów. Możecie wybierać, próbować i ostatecznie zobaczyć co na Was działa najbardziej. Mam nadzieję, że ta krótka ściągawka w tym wpisie, będzie dla wielu z Was pomocna, kiedy polegniecie na polu bitwy :) Zdrówka kochani!
